Szczególny czas w dziejach mauzoleum patriarchów w Hebronie nastał wraz z wybuchem wojny sześciodniowej w 1967 r. W czwartym dniu tej wojny został zdobyty Hebron i Żydzi wkroczyli do tutejszego sanktuarium. Ściślej mówiąc, uczynił to rabin wojskowy Szlomo Goren. Wraz ze swym kierowcą jako pierwszy dotarł on do bramy ówczesnego meczetu. Od znajdujących się wewnątrz Arabów zażądał wydania kluczy. Ci oświadczyli, że ich nie mają. Tę odpowiedź uznał za kłamstwo, więc zdecydował się na użycie siły. Oddał kilkanaście wystrzałów z pistoletu maszynowego. Okazało się to bezskuteczne. Ślady po tych wystrzałach, które w jego oczach były śladem przejęcia pieczary Makpela, pozostały do dziś.
Reklama
Kolejny akt rozegrał się w chwili pojawienia się izraelskich żołnierzy. Wpierw Goren wspiął się na wieżyczkę ich czołgu i stamtąd zawiesił zaimprowizowaną naprędce flagę Izraela. Następnie wraz ze swym kierowcą za pomocą łomu, podważył zawiasy głównych drzwi, a raczej bramy prowadzącej do wnętrza. Wtedy wyszli naprzeciw niemu zalęknieni ludzie, którzy chcieli przekazać mu klucze. Po wejściu do środka rabin zadął w szofer, a następnie odczytał fragment Tory o zakupie przez Abrahama pieczary na grób dla swej małżonki. W tym czasie przybył burmistrz Hebronu, aby poddać miasto. Tak w swych wspomnieniach rabin wojskowy opowiadał o przejęciu Hebronu i pieczary. Czuł się dumny z faktu odzyskania jej po wiekach dla Żydów i z tego, że on jako pierwszy wkroczył do wnętrza mauzoleum.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Żyd z Zambrowa
Przy tej okazji wspomnijmy o dwóch rzeczach. Ów rabin, zanim znalazł się w Palestynie, przyszedł na świat w Zambrowie w Polsce. Był też postacią bardzo kontrowersyjną w samym Izraelu, choćby z tego powodu, że jako zwolennik odbudowy świątyni w Jerozolimie stwierdził, iż szkoda, że podczas zajęcia miasta nie zburzono Kopuły Skały i Meczetu Al-Aksa.
Salomonowy wyrok
Na tym jednak nie kończy się historia niezwykłych wydarzeń tych lat. Kwestia tego, że mauzoleum zbudował Herod, nie budziła wątpliwości. Ale czy jest ono położone nad jaskinią? Co faktycznie kryje się pod zamkniętym wejściem w podłodze meczetu? Odniesione zwycięstwo w wojnie sześciodniowej dało szansę odpowiedzi przez wejście do wnętrza jaskini. Miano też jeszcze inny, poważniejszy motyw dostania się do środka. Minął rok od wojny. Rodziła się potrzeba ustalenia jakiegoś statusu współistnienia w sanktuarium ważnym dla muzułmanów i żydów. Podczas poszukiwania jakiegoś rozwiązania powstała myśl, by salę meczetu pozostawić muzułmanom, a żydom udostępnić pieczarę. Jak to zrobić? Przypuszczano, że do pieczary prowadzi przejście z zewnątrz. Gdyby je odnaleziono, wystarczyłoby dobudować do niej synagogę i żydzi mogliby się modlić wewnątrz pieczary, a muzułmanie – przy cenotafach zbudowanych nad nią. To mogłoby być salomonowym rozstrzygnięciem.
Michal Arbel
Reklama
Do rozwiązania pozostała tylko jedna sprawa: jak dostać się do pieczary? Problem sprawiał jedyny dostępny otwór prowadzący w głąb. Był bardzo wąski. Jego średnica to 11 cali, czyli 28 cm. Nikt z dorosłych mężczyzn nie był w stanie przez niego wejść. Czy zatem sprawa była przegrana? Samo spojrzenie przez kratę zakrywającą wejście dawało niewiele, nawet po jej podniesieniu. Było zbyt ciemno. Skoro nie może tego uczynić dorosły, pomyślano o kimś młodszym, a ściślej mówiąc – o 13-letniej dziewczynce Michal Arbel, dziś szacownej profesor literatury na Uniwersytecie w Tel-Awiwie, córce wojskowego pilota pracującego w tym czasie w Agencji Bezpieczeństwa. Jej drobna postura predestynowała ją do wykonania tego zadania. Miała też wiele odwagi. I chodziło nie o strach przed duchami zmarłych, ale o to, że wewnątrz mogły znajdować się węże lub skorpiony. To mogło być realnym zagrożeniem. Mimo to Michal, zapytana przez matkę, nie odmówiła i podjęła się wyprawy.
By mogła zejść w dół, została opasana liną. Następnie opuszczono ją przez otwór w podłodze. Lina pozwalała na bezpieczne wejście do środka i gwarantowała pomoc w wydostaniu się na zewnątrz. Michal dano też pochodnię i zapałki. Za ich pomocą mogła przetestować jakość powietrza wewnątrz. Nadto ogień dawał możliwość odstraszenia węży czy skorpionów, gdyby takie napotkała. Na szczęście tych w grocie nie było. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyła, gdy tylko jej nogi dotknęły skały, były jakieś papiery i pieniądze. Pewnie były to prośby i ofiary wrzucane przez kratę przez pielgrzymów. Ruszyła w głąb i dotarła do pomieszczenia zbliżonego kształtem do sześcianu. Tu jej oczom ukazały się trzy nagrobki. Środkowy był wyższy i zdobiony. Naprzeciw siebie zobaczyła kwadratowy otwór. Ruszyła zatem dalej, wchodząc przez to tajemnicze wejście. Znalazła się w niskim korytarzu. Był on wyciosany w skale. Na jego końcu znajdowały się schody zakończone murem. Dokonawszy pierwszych oględzin, Michal powróciła do oczekujących na nią przy wejściu w podłodze meczetu. Gdy wydostała się na zewnątrz, zdała pierwszą relację o przebiegu wyprawy i o tym, co zobaczyła. Po krótkim odpoczynku zeszła w głąb jeszcze raz.
Teraz poruszała się już po znanej przestrzeni. Dokonała pomiarów wszystkich miejsc. Długość korytarza zmierzyła liczbą kroków: 34. Trudny okazał się pomiar schodów: przy wejściu naliczyła 15, przy zejściu – 16. I tak za każdym z pięciu pomiarów. Dlaczego? Odpowiedzi brak. Za szóstym wejściem zastukała w sufit. Usłyszano ją i zastukano również. To oznaczało, że schody nie prowadzą na zewnątrz meczetu. Wtedy wezwano ją do powrotu. Ale to nie był koniec. Zeszła jeszcze raz. Dano jej aparat fotograficzny i notatnik. Wykonała zdjęcia kolejnych pomieszczeń oraz szkice i plan miejsca. Dokonała też pomiaru pomieszczenia z nagrobkami. Jego pozioma przestrzeń zajmowała obszar prostokąta o wymiarach pięciu na sześć kroków. Groby miały szerokość jednego kroku. Taki też był odstęp między nimi. Z kolei korytarz prowadzący w stronę schodów miał szerokość jednego kroku i wysokość ok. metra.
Michal była pierwszą osobą, i do tego Żydówką, która po wiekach weszła do tajemniczego wnętrza pod meczetem w Hebronie.
