Jeszcze do niedawna można było wierzyć, że istnieją na ziemi miejsca, do których globalizacja nie dotarła. Nie dlatego, że zabrakło jej pieniędzy, lecz dlatego, że zatrzymała ją geografia: rzeka bez mostów, puszcza bez dróg, odległość mierzona nie kilometrami, ale dniami podróży łodzią. Tak żyli Marubo w brazylijskiej Amazonii. Potem nad ich wioskami pojawił się niewidzialny most – Internet satelitarny.
Dobrodziejstwo?
Na początku wyglądało to jak dobrodziejstwo. W świecie, gdzie najbliższy lekarz znajdował się o wiele godzin, a czasem dni drogi, sygnał z satelity mógł ratować życie. Ale drzwi otworzyły się w obie strony. Do wioski weszły media społecznościowe, gry, pornografia, reklama, oszustwa, fałszywe wiadomości i cały ten cyfrowy hałas, który my znamy od lat. Młodzi ludzie zaczęli godzinami patrzeć w ekrany. Starsi zauważyli, że mniej chętnie chodzą oni na polowania, rzadziej pomagają przy połowie ryb. Giną nie tylko obyczaje, ale również wiedza o lesie, sposoby leczenia, historia przodków.
Ten fakt mówi o globalizacji więcej niż niejeden wykład ekonomisty. Nie przyjechał żaden zdobywca, nie zbudowano fabryki, nie narzucono obcego prawa. Wystarczyły antena, kilka smartfonów i sygnał płynący z nieba. Świat zewnętrzny nie wszedł do wioski drzwiami. Wślizgnął się do niej przez ekran. I w ciągu kilku miesięcy zaczął zmieniać rytm życia kształtowany przez setki lat.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
