Artur Stelmasiak: Rok po objęciu urzędu prezydent Karol Nawrocki jest bezkonkurencyjnie najpopularniejszym politykiem w Polsce. Skąd biorą się jego rekordowe poparcie i aż 60-procentowe zaufanie społeczne?
Dr hab. Bartłomiej Biskup: Prezydent bardzo celnie odpowiada na dzisiejsze zapotrzebowanie społeczne na silne i zdecydowane przywództwo. Karol Nawrocki ma świeży mandat wyborczy, a do tego nie jest zgraną kartą w polskiej polityce. Pozostali politycy, którzy występują w sondażach zaufania społecznego, są długo na scenie politycznej i mają za sobą bardzo wysoki poziom nieufności wśród Polaków. Prezydent jest człowiekiem spoza polityki, jest niezależny i bardzo dobrze wsłuchuje się w nastroje społeczeństwa. Kolejnym atutem jest jego niezależność od środowiska PiS-u, które poparło go w wyborach. Dobrze pełni funkcję „trybuna ludowego”, a więc zwykli Polacy uważają, że reprezentuje ich w świecie wielkiej polityki.
Andrzej Duda był przecież prezydentem głównie w czasach rządów PiS-u. Czy nie jest tak, że w czasach kohabitacji, gdy rządzi druga strona sceny politycznej, łatwiej jest być popularnym i niezależnym prezydentem?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Kohabitacja jest dobra dla popularności prezydenta szczególnie w czasach, gdy rząd jest zużyty, nękany aferami i ma niskie oceny społeczne, a taki właśnie jest rząd Donalda Tuska. Nawrocki ma więc komfort spokojnego budowania swojego poparcia na krytyce i powstrzymywaniu pomysłów niepopularnego premiera. Jeżeli rząd byłby popularny i cieszył się dużym zaufaniem wśród Polaków, to budowanie swojej pozycji w taki sposób nie byłoby tak skuteczne. Poza tym żaden z liderów koalicji rządzącej nie ma zbyt wysokiego poparcia społecznego, ale niskie zaufanie notują również partyjni przywódcy prawicowej opozycji. Karol Nawrocki ma czystą kartę i jako nowy silny przywódca zgarnia zaufanie społeczne, szczególnie z prawej strony sceny politycznej. Polacy naturalnie ufają prezydentowi i odnajdują w nim nowy autorytet.
Czyli jest na dobrej drodze, by stać się mężem stanu.
Dosyć dobrze mu idzie i każdy cieszyłby się z takich sondaży po roku prezydentury. Oczywiście, ma sprzyjającą sytuację, bo wahadło nastrojów społecznych jest wychylone w prawo. Nawrocki nie popełnia żadnych większych błędów i bardzo umiejętnie korzysta z obecnej sytuacji w polskiej polityce.
Popularnym narzędziem prezydenta stały się weta wobec ustaw uchwalonych przez rządową większość. Czy to pomaga wizerunkowo prezydentowi?
Na razie mu to pomaga, bo z jednej strony wetuje, a z drugiej – dobrze komunikuje się ze społeczeństwem. Po każdym wecie wyraźnie tłumaczy, dlaczego to zrobił i co należy zmienić w ustawie, by mogła uzyskać podpis prezydenta. Obok tego składa też swoje projekty ustaw, które dotychczas są mrożone w sejmowej zamrażarce, ale może zawsze powiedzieć, że to jest wina marszałka i sejmowej większości. Jest też coraz więcej przykładów, gdy po wecie poprawione ustawy wracają do prezydenta i on z sukcesem może je podpisać. W ten sposób pokazuje Polakom swoją skuteczność.
Czy można stwierdzić, że po tym roku mamy w Polsce ustrój bardziej prezydencki?
Reklama
Ustrój się nie zmienił, a prezydent porusza się w ramach konstytucji. Zmieniła się praktyka sprawowania urzędu prezydenta, bo Nawrocki mocno wykorzystuje narzędzia, które daje mu konstytucja. Ale nie widzę zapędów do falandyzacji prawa, jak było to w czasach prezydenta Lecha Wałęsy. Może jedynie sprawa ze ślubowaniem sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest przykładem przeciągnięcia liny i zasad ustrojowych.
Druga strona też przeciąga...
Oczywiście, że niepowoływanie sędziów TK i niepublikowanie wyroków też było przeciąganiem liny. A ślubowanie sędziów w Sejmie to już było zupełne horrendum i działanie poza polskim prawem. Ale oczekiwałbym ze strony prezydenta jakiejś inicjatywy, np. resetu, który byłby propozycją naprawienia wymiaru sprawiedliwości. Prawdopodobnie strona rządowa nic by z tym nie zrobiła, ale prezydent zdobyłby kolejne punkty. Uniknąłby w przyszłości zarzutów, że jako prezydent nic nie zrobił i tolerował ten paraliż polskiego sądownictwa.
Chyba najtrudniejszą sprawą, jaka trafiła na biurko prezydenta, była ustawa SAFE. Wojskowi mówili, że mają plany i unijne pieniądze są potrzebne na rozwój polskiej zbrojeniówki, a jednocześnie kierownictwo PiS-u dało mocny sygnał do atakowania SAFE. Czy prezydent stracił na tym wecie?
Wśród wojskowych mógł stracić, ale przed swoim prawicowym elektoratem dobrze się wybronił, proponując alternatywne rozwiązanie. Prezydent jest niezależny od Nowogrodzkiej, ale w tej sprawie chyba posłuchał kierownictwa PiS-u. Decyzja o wecie w sprawie SAFE nie była klarowna i nie wiem, czy to weto było również zgodne z polską racją stanu. Prezydentowi pomógł w tej trudnej sytuacji również rząd, mówiąc, że SAFE zostanie uruchomiony nawet bez jego podpisu.
Reklama
Dzięki dobrym relacjom z USA i Donaldem Trumpem prezydent Nawrocki może być graczem na arenie międzynarodowej powyżej swojej wagi. Było to widać na szczycie B9 w Bukareszcie, gdy wszyscy przywódcy bardzo mocno orientowali się na Nawrockiego, a gospodarz szczytu, prezydent Rumunii, stał trochę z boku głównego nurtu rozmów.
Prezydent Nawrocki i jego kancelaria bardzo dobrze wykorzystują swoje bliskie relacje z Białym Domem, co widać na wszystkich szczytach NATO. Ta pozycja została wykorzystana także w trakcie zamieszania z obecnością amerykańskich wojsk w Polsce, a teraz jest cennym atutem w negocjacjach na temat stałych baz w naszym kraju.
Pamiętam, jak Donald Tusk wykorzystywał politykę międzynarodową do atakowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nawet rozmowy z Putinem miały na celu marginalizację prezydenta RP. Teraz też traktaty sojusznicze z Francją i Wielką Brytanią podpisywane były ponad głową zwierzchnika sił zbrojnych. Czy taka gra będzie się pogłębiać?
Mam nadzieję, że ta sytuacja się wyprostuje i ten przepływ informacji między rządem a prezydentem będzie lepszy. Szczególnie gdy dotyczy on ustaleń ważnych dla bezpieczeństwa państwa. Logicznym rozwiązaniem byłaby gra na dwóch fortepianach, czyli prezydent dba o zacieśnianie relacji sojuszniczych z USA, a rząd – z Europą. W tym kontekście trzeba wiedzieć, że Europa pod względem militarnym ciągle niewiele znaczy.
Spór z Ukrainą i odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu sprawiły, że wzrosły notowania prezydenta Nawrockiego w Polsce i jednocześnie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego na Ukrainie. Kto na tym stracił?
Reklama
Wszyscy politycy na tym konflikcie historycznym zyskali, ale jak zwykle relacje między narodami się pogorszyły, bo ostry konflikt trafił pod nasze sąsiedzkie strzechy. Nawrocki znów pokazał, że jest stanowczy i konsekwentny. Strona rządowa próbowała prezydenta krytykować za ten ruch, ale z pomocą Nawrockiemu przyszli Ukraińcy, dolewając jeszcze więcej oliwy do ognia. Dziś już prawie nikt nie krytykuje Nawrockiego za ten ruch ws. orderu, a dzięki temu notowania prezydenta jeszcze bardziej wzrosły.
Czy Donaldowi Tuskowi opłacają się ataki na prezydenta?
Polaryzacja to ulubione narzędzie polityki premiera. Był taki moment tuż po wyborach prezydenckich, gdy Tusk próbował się pozycjonować wobec silnego Karola Nawrockiego i bez przerwy go zaczepiał. Taktyka polaryzacyjna polega na tym, że za wroga obiera się polityka z silnym mandatem wyborczym, by pozycjonować siebie jako tego drugiego silnego polityka, który mu się przeciwstawia.
Czyli Tusk karmił się siłą Nawrockiego?
Można tak powiedzieć. Ale premier jest coraz słabszy i ta jego taktyka jest coraz mniej skuteczna.
A czy obecny rozłam w PiS-ie wzmacnia pozycję prezydenta i czy może on być „ojcem chrzestnym” przyszłej prawicowej koalicji?
Myślę, że jego pozycja cały czas rośnie. Prezydent staje się jedyną instancją, która przy wielkich sprawach narodowych może zjednoczyć skłóconą prawicę. Nie mają takiej siły ani Jarosław Kaczyński, ani Mateusz Morawiecki czy konfederaci, pozostają więc tylko Karol Nawrocki i jego zaplecze w Pałacu Prezydenckim. Już teraz w trakcie dyskusji o pakcie senackim wszyscy, łącznie z Konfederacją, odwołują się właśnie do autorytetu prezydenta.
