Reklama

Kościół

Pielgrzymek się nie zapomina

O tym, co może człowieka zaskoczyć na pielgrzymim szlaku, o sposobach pokonania kryzysu w drodze i o tym, co daje wyruszenie w nieznane, opowiada o. Dariusz Laskowski, paulin, kierownik Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę.

2026-08-11 14:16

Niedziela Ogólnopolska 33/2026, str. 10-13

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymki

Łukasz Krzysztofka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Łukasz Krzysztofka: Gdy nasi czytelnicy biorą do ręki aktualny numer Niedzieli, 315. Warszawska Pielgrzymka Piesza dociera już do jasnogórskiego szczytu. Która to już z kolei pielgrzymka dla Ojca?

O. Dariusz Laskowski: Jeśli dobrze liczę, to 34.

Choć – dodajmy – pierwsza w roli jej kierownika. Jak Ojciec wspomina swoje dotychczasowe pielgrzymowanie?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Każde pielgrzymowanie było inne. Rozpocząłem je już jako dziecko. Nieraz przeżycia były trudne, a pogoda straszna. Pamiętam zwłaszcza pielgrzymkę, w czasie której cały dzień, od rana do wieczora, padał deszcz. Nawet po dotarciu na nocleg, gdy kładłem się spać, deszcz dawał się we znaki: śpiwór mokry, w namiocie mokro, buty mokre. Rano wstałem, założyłem mokre buty – i w drogę. Pamięta się to długo. Później już było łatwiej, choć były dodatkowe obowiązki. Jako zastępca kierownika pielgrzymki przez pewien czas organizowałem zaplecze, które jej towarzyszy, a teraz przyszło mi organizować całą pielgrzymkę. Dla mnie to nowa forma pielgrzymowania.

Zanim pielgrzymka wyruszy, przez wiele tygodni, a nawet miesięcy trwają przygotowania. Co jest najbardziej absorbujące?

Reklama

Najtrudniejsze są przygotowania logistyczne. Trzeba odpowiednio wcześniej zrobić duże zakupy, zorganizować samochody, skontaktować się z wieloma firmami, przygotować i wysłać mnóstwo pism. Gdy zostałem kierownikiem pielgrzymki, to następnego dnia wysłałem, jeśli mnie pamięć nie myli, z 60 pism – do policji, urzędów, wójtów, burmistrzów, starostów, wojewodów, ochotniczych straży pożarnych, różnych sztabów kryzysowych w Warszawie, urzędów publicznych i innych. Później trzeba wszystkie te miejsca jeszcze osobiście objechać, uzgodnić szczegóły, potwierdzić. Jest bardzo dużo „papierologii”, za którą – przyznam – nie przepadam. Następnie trzeba zgrać wszystkie grupy, co też jest dosyć trudne. Bywało, że w ciągu jednego dnia miałem ponad 50 rozmów telefonicznych związanych z pielgrzymką.

Widać, że przygotowanie pielgrzymki to ogrom pracy i zaangażowania. A jak wszystko wygląda „od kuchni”?

To wiedzą najlepiej poszczególne służby pielgrzymkowe. My staramy się, żeby pielgrzymi tej kuchni nie widzieli. Dla nas najważniejsze jest to, żeby wszystkim szło się dobrze i bezpiecznie. To także tak prozaiczne sprawy, jak te, by na trasie były toalety, by pielgrzymkę obsługiwały niezbędne samochody – po to, aby pątnicyi mogli owocnie przeżyć rekolekcje w drodze.

Mimo najlepszego przygotowania na trasie mogą się jednak przydarzyć niespodziewane sytuacje...

Reklama

Tak, obok niesprzyjającej pogody są to np. sytuacje związane z bezpieczeństwem na drogach, choć bardzo dbamy o przestrzeganie przepisów ruchu drogowego. Wszyscy porządkowi mają odpowiednie przygotowanie, prosimy także policję o ubezpieczanie naszego przejścia. Pamiętam z moich wczesnych lat pielgrzymowania, jako dziecko, że podczas wspomnianej deszczowej pielgrzymki przez ponad dwie godziny wszystkie grupy stały w lesie w strugach deszczu, bo zerwało most na Pilicy. Żołnierze zrobili kładkę, po której 15 tys. pielgrzymów – tyle osób wówczas pielgrzymowało – musiało przejść gęsiego. Takich przygód się nie zapomina. Uważam jednak, że każdy pielgrzym jest tak zaprawiony w boju, iż jest przygotowany i na słońce, i na deszcz, ma zarówno płaszcz przeciwdeszczowy, jak i krem przeciwsłoneczny. Nie ma sytuacji, która by nas zatrzymała.

A jeśli na pielgrzymce pojawi się np. kryzys w postaci zniechęcenia, myśli o powrocie do domu?

Kryzys zawsze się pojawia. Ale po to są współbracia, po to w pielgrzymce zwracamy się do siebie „bracie” i „siostro”, by wspierać się nawzajem, by sobie pomagać. „Jeden drugiego brzemiona noście” – mówi Biblia, więc jedni drugich wspierają. Pewien kryzys każdy przeżywa. WPP nie jest najdłuższa, bo trwa tylko 9 dni. Dane mi było dwa razy pielgrzymować z pielgrzymką podlaską. Oni idą 15 dni. Wówczas pojawił się kryzys dnia ósmego, w połowie pielgrzymki, i kilka osób faktycznie wracało. W naszej warszawskiej pielgrzymce, jeśli przejdzie się pierwsze dni, to później jest już lżej. Najtrudniejszy jest etap dróg asfaltowych, bardziej ruchliwych. Później już idziemy lasami, polami i jest bardzo przyjemnie. Da się przetrwać każdy kryzys. Idą z nami małe dzieci, osoby starsze i nie poddają się. Tak jak w życiu – są trudności, a mimo to trzeba iść.

Czy dobre buty wystarczą, aby dojść? Co jest najważniejsze w przygotowaniu do pielgrzymki?

Reklama

Oczywiście, wygodne buty to podstawa, ale ważniejsze jest, aby przygotować umysł, żeby przeżyć ten czas jako rekolekcje w drodze, a nie traktować pielgrzymki jak wycieczkę czy formę rajdu turystycznego. Chodzi o to, aby pielgrzymka faktycznie była czasem modlitwy. Trzeba odpowiednio przygotować się duchowo, wyspowiadać się przed wyruszeniem w drogę, aby jak najlepiej przyjąć wszystko, co będzie nam dawane na szlaku.

Mówi się, że na pielgrzymce można naładować duchowe akumulatory na cały rok. To wytarty pielgrzymi slogan czy rzeczywiście coś w tym jest?

Choć powtarzają te słowa wszyscy pielgrzymi we wszystkich pielgrzymkach, to jest to prawda. Mam nawet kalendarz, który kiedyś wymyśliłem – rok liczy się w nim nie od stycznia do grudnia, ale od sierpnia do sierpnia, bo każdy pielgrzym żyje od pielgrzymki do pielgrzymki – odlicza czas do jej rozpoczęcia. Jeżeli ktoś faktycznie dobrze przeżyje pielgrzymkę, to daje mu to siły na cały rok do następnej pielgrzymki.

Jak więc dobrze przeżyć te rekolekcje w drodze?

Reklama

Moim zdaniem, warto zawalczyć o wyciszenie w drodze. Wiem, że są grupy młodzieżowe, które dużo śpiewają, ale są także konferencje, modlitwy, słowo Boże – to jest pokarm, który daje siłę, żeby iść dalej. Chodzi nie o pokarm dla ciała, ale o pokarm dla ducha. Skupienie i wyciszenie pomagają w tym, żeby przyjąć to wszystko, co będzie dane. Może też trochę nastawmy się na to, że będą niewygody, bo one zawsze są. Przecież jeśli człowiek opuszcza swoje mieszkanie, swój dom, swoją strefę komfortu, to trzeba się przygotować na to, że będą i niewygody. Ważne, aby podchodzić do nich z pozytywnym nastawieniem, żeby diabeł nie ukradł tego, co jest najważniejsze i najcenniejsze – spotkania z Bogiem w Eucharystii, spowiedzi, sakramentach, konferencjach, modlitwie, w drugim człowieku. Niewygody zawsze będą, bo są wpisane w istotę pielgrzymowania, a każda piesza pielgrzymka ma przecież charakter pokutny. Decydujemy się dobrowolnie na niewygody. To nasze wyjście jest trochę jak exodus Izraelitów z Egiptu, gdy Bóg ich wiódł przez pustynię, przeprowadził przez morze i karmił.

Pielgrzymka to wspólnota, którą tworzą nie tylko sami pątnicy. Jest trochę jak kula śniegowa, która z czasem staje się coraz większa...

To prawda, zdarza się nieraz, że pielgrzymka dochodzi do danej miejscowości, gospodarze nas witają, przyjmują, goszczą na swojej łące, ale później, jak pielgrzymka odchodzi, to ktoś z tej rodziny dołącza się i idzie z nami. Dosyć dużo ludzi zapisuje się też w trakcie pielgrzymki, jest to więc faktycznie jedna wielka rodzina, która przyciąga innych do wspólnego pielgrzymowania.

Czy wspólnota, która zawiązała się na pielgrzymim szlaku, ma potem kontynuację po zakończeniu pielgrzymki?

Tak, np. w drugie niedziele miesiąca o godz. 12.30 w naszym kościele przy ul. Długiej w Warszawie sprawowane są Msze św. Oczywiście, grupy spotykają się także ze sobą, najczęściej jednak na spotkaniach opłatkowych czy wielkanocnych. Obecnie wspólnota pielgrzymkowa przenosi się też do mediów społecznościowych, są grupy na Facebooku, które kontaktują się ze sobą, niekoniecznie na żywo i osobiście, ale ta jedność i łączność wspólnot pielgrzymkowych trwa – i to jest piękne. Oczywiście, zawsze jest trzon pielgrzymki. Stanowią go ludzie najbardziej wierni pielgrzymowaniu – pielgrzymują od lat, a nawet od pokoleń. Są i tacy pielgrzymi, którzy idą pierwszy raz, albo dwa, trzy razy – są więc bardzo różne historie.

Reklama

Czy któraś z tych historii szczególnie zapadła Ojcu w pamięć?

Reklama

Szczególnie jedną, moją osobistą, pamiętam. W czasie jednej pielgrzymki mój młodszy ode mnie o 15 lat brat na noclegu w małej wiosce poparzył się wrzątkiem. Trzeba było szybko wezwać karetkę, tylko gdzie w takiej wiosce ją znaleźć. To było dla mnie bardzo trudne. Te najtrudniejsze historie zawsze, niestety, najbardziej zapisują się w głowie. Ale jest dużo pięknych historii i sytuacji. Pamiętam pielgrzymkę z 1991 r., która wychodziła wcześniej ze względu na Światowe Dni Młodzieży na Jasnej Górze ze św. Janem Pawłem II. Jasna Góra była dokładnie zabezpieczona, więc do sanktuarium wchodziliśmy od tyłu. Spotkanie z Matką Bożą wtedy, ze względu na szczególne przygotowania, również wywarło ogromne wrażenie. Mam też dużo pięknych wspomnień związanych z poprzednimi kierownikami pielgrzymki. To były zawsze tuzy, wielkie postaci, np. śp. o. Stanisław Jarosz, kierownik bardzo kochany, naturalny, góral, który był wszędzie i był duszą całej pielgrzymki. Pamiętam zabawną sytuację, kiedy pielgrzymka przechodziła akurat obok pola, na którym była wyrzucona sterta obornika. I o. Jarosz, jako kierownik, wszedł na tę stertę w habicie, i wszystkim pielgrzymom z daleka machał. Zarażał swoim optymizmem i swoją wiarą. Głosił niesamowite konferencje i kazania. Był dla mnie wzorem. Pytam więc siebie, co teraz ja jako kierownik wniosę do pielgrzymki. Trochę się obawiam, ale wiem, że Bóg nie zostawi mnie samego.

Do pielgrzyma przylgnęło łacińskie określenie homo viator, które oznacza człowieka w drodze. Czy istnieje swoista „duchowość wędrówki”?

Nasze życie jest wędrówką, jest nawet pieśń: „Nasze życie to wędrówka do niebieskich Ojca bram, gdzie na tronie czeka Pan. On prowadzi nas w obłokach, w słupie ognia mocą lśni. Czy otworzy szczęścia drzwi?”. Wydaje mi się, że kiedy człowiek wyrusza tak jak Izraelici z Egiptu, którzy nie wiedzieli, dokąd idą – Bóg ich prowadził, więc szli – to tak samo jest w pielgrzymce. Człowiek idzie i nie wie, co go spotka, co będzie za zakrętem. Wchodzimy do jakiejś miejscowości i okazuje się, że np. ktoś z gospodarzy już zmarł. Nasze życie jest wpisane w tę wędrówkę. Pielgrzymka to doświadczenie życia w pigułce. W ciągu roku pędzimy, wykonujemy te same zajęcia: praca, szkoła, pranie, gotowanie, zakupy, sprzątanie, mycie samochodu – jest w tym pewna powtarzalność. A na pielgrzymce idziemy w nieznane. Niby znamy drogę, ale właśnie wiele się zmienia. Pogoda jest inna, może spotkani ludzie też inni, i to jest piękne – pójście na serio za Bogiem.

Gdy idzie się na pielgrzymkę, wiele trzeba zostawić. A co można otrzymać?

Reklama

Otrzymujemy zawsze pewne dobro. Trudno je nazwać i precyzyjnie określić. Na pielgrzymce spotykamy ludzi, dotyka nas słowo Boże. Czasem przez drugiego człowieka doświadczymy Bożej obecności. Każdy doznaje czegoś innego. Często doświadczamy dobra od gospodarzy, którzy dzielą się z nami tym, co mają, albo od starszej pani, która przy swojej bramie wystawia nam wodę lub owoce z ogrodu. Ktoś zobaczy tę gościnność i dostrzeże faktycznie Ewangelię w tej kobiecie, bo przecież jest napisane, że kto poda kubek wody, nie zostanie bez nagrody. Różne doświadczenia mogą nas spotkać i każdy może coś z pielgrzymki wynieść. Są także przypadki, że ktoś spotyka na pielgrzymce swojego przyszłego współmałżonka lub odkrywa swoje powołanie do kapłaństwa – czego jestem przykładem.

Rozeznał Ojciec swoje paulińskie powołanie na pielgrzymim szlaku?

Tak, przez lata pielgrzymowania ta myśl coraz bardziej we mnie kiełkowała. Po raz pierwszy pomyślałem o tym, żeby pójść do zakonu, w Kaplicy Matki Bożej po pielgrzymce. Myśl ta przeleciała „od jednego ucha do drugiego”. Pokiwałem głową, żeby wyleciała, ale nie chciała i została (śmiech). Później, w następnym roku, powracała jeszcze bardziej, mocniej, aż pewnego roku zaniosłem wszystkie dokumenty i złożyłem swoje życie razem z dokumentami na furcie jasnogórskiej. Jeszcze wróciłem do Warszawy, żeby się spakować – trzeba było wziąć kołdrę, poduszkę, jakieś ubrania – a potem pojechałem na Jasną Górę i zostałem paulinem.

Jakie intencje pielgrzymi niosą ze sobą do Matki Bożej?

Modlą się w bardzo różnych sprawach. Jako kleryk czytałem intencje składane na kartkach w nowennie, które przeplatane były odmawianiem dziesiątków Różańca, i wtedy zobaczyłem, jaki kaliber intencji ludzie niosą ze sobą – trudności rodzinne, problemy, choroby, tragedie życiowe. Wszystkie te intencje trzymałem w ręku, później składaliśmy je przed obrazem Matki Bożej na ołtarzu. To wszystko, co ludzie niosą ze sobą, ten bagaż życiowych doświadczeń, naprawdę poraża.

Reklama

Ci, którzy z różnych powodów nie mogą pójść fizycznie, są zaproszeni do pielgrzymowania duchowego...

Tak, z myślą o pielgrzymach duchowych u nas w kościele na ul. Długiej codziennie o godz. 17 jest sprawowana Msza św., odmawiany jest Różaniec, wygłaszana jest konferencja – ta przygotowana na pielgrzymkę. Zazwyczaj przewodnik mówi, gdzie pielgrzymi teraz są, jakie etapy przeszli, jaka jest pogoda itd. Można także łączyć się duchowo przez Radio Jasna Góra, które transmituje Msze św. i konferencje. Czasem ktoś, kto nie może pójść, a całym sercem łączy się duchowo z pielgrzymami, modli się, uczestniczy w Eucharystii, może owocniej pielgrzymować niż ten, kto wprawdzie idzie, ale traktuje pielgrzymkę bardzo powierzchownie.

W czasie 315. WPP promowana jest książka Karoliny Ulman-Kalinowskiej Kryptonim „Kołyska”. O czym opowiada ta publikacja?

To jest niesamowita książka, bo jest bardzo warszawska, bardzo jasnogórska i bardzo pielgrzymkowa. Mówi o 70. rocznicy Jasnogórskich Ślubów Narodu, a przede wszystkim o duchowej adopcji dziecka poczętego. Jest to tak wciągająca powieść, że można ją przeczytać w jedną noc. W książce są postacie fikcyjne, a narracja jest o tym, jak komunistyczni agenci w trakcie WPP na Jasną Górę rozpracowują duchową adopcję, która została podjęta. Serdecznie zachęcam – książkę można nabyć na stronie Paulinianum, a także w trakcie pielgrzymki i w punkcie informacji na Jasnej Górze.

Reklama

Z czego bierze się fenomen pieszych pielgrzymek na Jasną Górę?

Myślę, że o to trzeba by zapytać Matkę Bożą: dlaczego wszyscy do Niej idą? Ponieważ od 1382 r., od kiedy Matka Boża jest na Jasnej Górze, ludzie tam przychodzą. Kiedyś paulini byli pustelnikami, ale musieli się otworzyć, bo tylu ludzi przybywało do Matki Bożej. Maryja przyciąga do siebie i to jest niesamowite. Maryja króluje w naszym narodzie. Pielgrzymi idą pieszo, jadą rowerami, na rolkach. A Ona króluje i matkuje na Jasnej Górze i wszystkich do siebie zaprasza. To jest niewytłumaczalny fenomen. Bóg daje impuls, a Maryja pociąga. Jest w tym jakieś pielgrzymie misterium.

Co Ojciec czuje, gdy po 9 dniach wędrówki po raz pierwszy dostrzega jasnogórską wieżę?

Najczęściej wzruszenie, że już dochodzimy. Często pojawiają się łzy, człowiek się cieszy, że jest, że idzie, i cały trud powierza Maryi. Z biegiem lat, gdy wchodziłem na Jasną Górę do kaplicy, to już nic nie mówiłem, tylko patrzyłem Matce Bożej w oczy. Wszystko Jej powiedziałem po drodze, przedstawiłem Jej wszystkie intencje, więc teraz wystarczy już tylko spotkanie ze wzrokiem Matki. Ona przecież zna mnie najlepiej.

Ocena: +4 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jasna Góra: Więcej uczestników w Pieszej Pielgrzymki Dominikańskiej

[ TEMATY ]

Jasna Góra

dominikanie

#Pielgrzymka

BPJG

Piesza Pielgrzymka Dominikańska

Piesza Pielgrzymka Dominikańska

Dla jednych to była droga wyciszenia i pokuty, dla innych rekolekcje rodzinne. Szły osoby głęboko wierzące, ale i te zadające pierwsze pytania o Boga. W 32. Pieszej Pielgrzymce Dominikańskiej dotarło na Jasną Górę 1,2 tys. pątników. To więcej niż rok temu. Tradycyjnie przyszli w grupach ciszy, uwielbienia pokuty, rodzinnych, studenckich czy dla młodzieży szkół średnich. „Ja jestem. Nie bójcie się! - ta Jezusowa obietnica była ich przesłaniem.

Ze względu na Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie w tym roku pielgrzymka dominikańska przyszła w innym, późniejszym terminie. W grupie nie brakowało młodych, którzy byli w Lizbonie, a po powrocie udali się z pielgrzymką do Częstochowy.
CZYTAJ DALEJ

Papież przyjeżdża, ogłaszają dzień wolny od pracy. Miliony wiernych spodziewanych na spotkaniu z Leonem XIV

2026-09-07 15:31

[ TEMATY ]

Argentyna

dzień wolny

Papież Leon XIV

tysiące wiernych

PAP

Papież Leon XIV

Papież Leon XIV

Dzień wolny od pracy dla mieszkańców stolicy Argentyny z okazji wizyty papieża. W związku ze zbliżającą się wizytą papieża Leona XIV prowincja Buenos Aires ogłosiła 11 listopada dniem wolnym od pracy. Ma to umożliwić tysiącom ludzi przybycie na Mszę papieską przed bazyliką w Luján, poinformowała w poniedziałek argentyńska gazeta „El Cronista”. Słynne sanktuarium maryjne znajduje się około 70 kilometrów od stolicy.

Według władz, spodziewanych jest nawet dwa miliony wiernych z całej Argentyny. Dlatego obecnie rozważa się rozszerzenie tego specjalnego dnia wolnego od pracy z poziomu prowincji na cały kraj.
CZYTAJ DALEJ

We Francji Papież odwiedzi Centrum Schumana, co powie o Europie?

2026-09-08 15:14

[ TEMATY ]

Europa

Papież Leon XIV

Centrum Schumana

Adobe Stock

Za niespełna trzy tygodnie Papież uda się w podróż apostolską do Francji. 28 września w Metz Leon XIV odwiedzi Centrum Roberta Schumana i wygłosi przemówienie na temat Europy. Nie należy się jednak spodziewać, że Papież ograniczy się do naiwnej pochwały integracji europejskiej. Ważniejsze jest podjęcie tematu pojednania i zachęta młodych chrześcijan do zaangażowania w życie polityczne - uważa ks. Cédric Burgun.

Pochodzący z Metz ks. Burgun jest osobiście zaangażowany w proces beatyfikacyjny Schumana. Przyznaje, że zarówno postać Schumana, jak Unia Europejska to tematy, które budzą dziś kontrowersje wśród francuskich katolików. Przypomina, że w jego rodzinnych stronach wciąż są żywe traumatyczne wspomnienia z wojny. Tytułem przykładu, przytacza słowa własnej babci: „Dlaczego mamy się zajmować się Schumanem, którego celem było pojednanie z naszym wrogami?”
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję