Reklama
Tylko, co to znaczy myśleć po ludzku? Ksiądz biskup zauważył, że myślimy po ludzku wtedy, kiedy nam się wydaje, iż doskonale wiemy, czego nam potrzeba. Mamy ułożony plan na swoje życie, tworzymy sobie wizję przyszłości i dążymy do realizacji założonych celów i marzeń, często słuchając po drodze głosu fałszywych ekspertów. Sami też nieraz rościmy sobie prawo do doradzania innym, do wyrażania swojej krytyki, nie zawsze konstruktywnej. Tymczasem Jezus mówi dziś do nas wyraźnie, tak jak 2 tys. lat temu mówił do Piotra: myśl po Bożemu. On wie, czego potrzebujemy. Wie doskonale, czego potrzebują nasi bliscy. Zna nasze lęki, obawy. Prawdziwe chrześcijaństwo rozpoczyna się od stwierdzenia: jestem tym, który tak naprawdę najczęściej nie wie, co robić – kontynuował bp Okroj. Każdy z nas powołany jest do czegoś innego. Każdy z nas na tej ziemi ma inne zadanie do wykonania. W tych naszych codziennych zadaniach chce być przy nas obecny Jezus. Nie chce pozostać zamknięty w tabernakulum. Chce iść z nami do pracy, do szkoły, na wizytę u lekarza. Chce usiąść z nami przy rodzinnym stole. Chce być z nami w chwilach radości i cierpienia, tylko musimy Mu na to pozwolić. Nie jest łatwo myśleć po Bożemu. Nie jest łatwo podążać za słowami Jezusa, który mówi o zaparciu się samego siebie. Wreszcie – nie jest łatwo pozbyć się naszych ludzkich ograniczeń i słabości i otworzyć serce na działanie Ducha. Ale warto, bo nagrodą jest życie wieczne w domu Ojca.
Proboszcz z sercem
Tym, który przez przykład swojego życia pokazał, co znaczy zaprzeć się samego siebie, który zabrał Jezusa ze sobą do obozowego piekła, który znosił cierpienie, ból i obelgi w obronie wiary i dla Eucharystii, był niewątpliwie kandydat na ołtarze – ks. Paweł Prabucki.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Ksiądz Paweł zdecydowanie myślał po Bożemu. Kiedy w 1927 r., zaledwie 4 lata po ukończeniu seminarium, został proboszczem w parafii w Gostkowie budował tę wspólnotę od początku. Podczas odbywających się misji świętych zawierzył wspólnotę parafialną Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Założył Akcję Katolicką, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Towarzystwo Śpiewu św. Cecylii, a w czasie kryzysu ekonomicznego – Parafialny Komitet Bezrobocia, w kościele organizował też katechezy. Po 5 latach urzędowania w Gostkowie wybudował Dom Katolicki, który odtąd stał się miejscem spotkań dla członków grup parafialnych.
Zanieść nadzieję
Reklama
Jego działania brutalnie przerwała wojna. Podczas mobilizacji, latem 1939 r., został powołany na kapelana w randze majora. Po udziale w kampanii wrześniowej trafił do niewoli, ale po kilku dniach został wypuszczony i wrócił do Gostkowa. I choć doradzano mu, żeby się ukrył, żeby uciekał, gotów był bronić wiary i ojczyzny do końca. W październiku 1939 r. został aresztowany i osadzony w toruńskim Forcie VII. Niemieckie władze ustanowiły go przedstawicielem księży, dzięki czemu miał możliwość spotykania się przy bramie fortecznej z członkami rodzin uwięzionych. I choć z Fortu VII został zwolniony w grudniu 1939 r., po miesiącu znów trafił do niewoli. Tym razem bezpowrotnie. Rozpoczęła się jego droga krzyżowa.
Pierwszą stacją stał się obóz przejściowy w gdańskim Nowym Porcie, skąd po kilku dniach trafił do położonego nad Mierzeją Wiślaną Stutthofu. W tym samym obozie zostali też uwięzieni jego dwaj bracia, również kapłani, Alojzy i Bolesław.
Minęło kilka miesięcy i ks. Prabuckiego przeniesiono do obozu w niemieckim Sachsenhausen. Władze obozowe po wielu naciskach zgodziły się na stworzenie obozowej kaplicy, a ks. Pawłowi przypadła funkcja obozowego proboszcza, tzw. lagerpfarrera. Kaplica powstała w miejscu dawnego szpitalika, a ołtarzem stał się stół wykorzystywany do sekcji zwłok i przeprowadzania uwłaczających ludzkiej godności eksperymentów. Na stole, na którym bezczeszczono zwłoki pomordowanych więźniów, przesiąkniętym ich krwią, ks. Prabucki składał Ofiarę Eucharystyczną na pamiątkę śmierci Jezusa. Prawdziwy krwawy ołtarz.
Reklama
Nadszedł grudzień 1940 r. Ksiądz Paweł został przetransportowany wraz z innymi kapłanami do obozu w Dachau. Tam również został wyznaczony na naczelnego kapelana obozowej kaplicy. Sprawował Eucharystię mimo ciosów, obelg, krzywd ze strony esesmanów. W tym piekle na ziemi, w miejscu, gdzie pogarda, bluźnierstwo i nienawiść wygrały z miłością do drugiego człowieka ks. Prabucki z okruszynkami konsekrowanego Chleba posyłał innych, by nieśli Chrystusa tym, którzy Go potrzebują, którzy w Nim widzieli nadzieję na lepsze życie. Nic dziwnego, że przez współwięźniów był określany jako kapłan Eucharystii. Schorowany, wycieńczony, pobity ks. Paweł żył po Bożemu aż do końca. Zmarł 30 sierpnia 1942 r. Pamięć o nim jednak cały czas żyje.
Pamięć
Został ogłoszony jednym z dwóch patronów Roku Eucharystii, który obecnie przeżywany jest w diecezji toruńskiej. Organizacja Zjazdu Rodzin Osób Powołanych w ostatnią niedzielę sierpnia również nie była przypadkowa, bo właśnie w tym dniu minęły 84 lata od jego męczeńskiej śmierci. Na zjeździe pojawiła się ponad 40-osobowa delegacja rodziny ks. Prabuckiego. Jej członkowie byli bardzo wzruszeni tym, że pamięć o ich przodku jest wciąż tak żywa i pielęgnowana.
Również dla parafian był to wyjątkowy dzień. – Wszyscy czujemy się jak rodzina ks. Prabuckiego i mamy nadzieję, że będziemy mogli cieszyć się z wyniesienia go do chwały ołtarzy – mówi Ewa.
W zjeździe uczestniczyli zarówno starsi, jak i młodzież oraz dzieci. Była to doskonała okazja do integracji, także międzypokoleniowej.
– Bardzo fajna inicjatywa – wyznaje Antonina. – Piękna, uroczysta Msza św. w kościele, a potem piknik w ogrodzie parafialnym, który był dopełnieniem ostatniej niedzieli przed powrotem do szkoły. Bardzo mi się podobało.
Tomasz, który z parafią związany jest od urodzenia dodaje: – Ostatnia niedziela wakacji była dla nas, parafian, czasem powrotu nie tylko z wakacji, urlopów i odpoczynku do pracy, ale też do korzeni. Dzięki Mszy św. pod przewodnictwem bp. Arkadiusza Okroja oddaliśmy cześć naszemu proboszczowi, prawdziwemu entuzjaście Eucharystii, słudze Bożemu Pawłowi Prabuckiemu. Dzięki byciu razem w naszej wspólnocie parafialnej mogliśmy na nowo poczuć i doświadczyć, jak wielki dar w postaci Chleba żywego mamy na wyciągnięcie ręki każdego dnia – dar, za który wielu z naszych przodków poniosło śmierć męczeńską. Jest tylko jedno pytanie, które powinniśmy sobie codziennie zadawać: jak traktujemy ten cenny dar?
I na to pytanie niech każdy z nas odpowie sobie sam w swoim sercu.
