Dożywotni zakaz
Gdy czytam, że młody człowiek (20-letni), który zdążył już „uzbierać” trzy dożywotnie zakazy prowadzenia pojazdów, po raz kolejny siada za kierownicą samochodu, że nie zatrzymuje się przed policją, bo jest pijany, a uciekając rozwija prędkość ponad 220 km/godz., że ten szaleniec nie trafia do aresztu, bo sąd I instancji wypuszcza go na wolność, a orzeczenie o aresztowaniu wydane przez sąd wyższej instancji nie może być zrealizowane, bo podejrzany znika, przychylam się do radykalnej opinii, że tego rodzaju „kierowcy” powinni być traktowani jak potencjalni mordercy (i tak sądzeni w przypadku spowodowania wypadku, w którym zginęliby ludzie), a o samodzielnej jeździe jakimkolwiek pojazdem powinni zapomnieć na zawsze.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Kilka rzeczy mnie w tym wszystkim zastanawia. Po pierwsze – jak to możliwe, że ktoś może mieć na swym koncie trzy dożywotnie zakazy prowadzenia pojazdów? Przecież taki człowiek już po naruszeniu pierwszego zakazu powinien trafić na długie lata do więzienia, bo ewidentnie stanowi zagrożenie dla innych użytkowników dróg, a może i dla swojej rodziny oraz otoczenia. Po drugie – ktoś te zakazy wydał, jakiś sędzia wypuścił szaleńca na wolność. Na co liczyli/liczą ludzie podejmujący takie decyzje? Na opamiętanie sprawcy? Czy może na to, aż kogoś na drodze zabije? Każda pobłażliwość, każda lekkomyślność, bezmyślność, wynikająca ze znajomości przychylność czy niczym nieuzasadniona litość wpisują się w zasługujące na surowe ukaranie współsprawstwo drogowych tragedii. W wymiarze religijnym są ciężkim grzechem, w wymiarze moralnym poważnym nadużyciem.
Po trzecie – gdzie w tym wszystkim byli rodzice dwudziestolatka, zwłaszcza gdy po raz kolejny poważnie przekroczył przepisy? Czyżby uznali, że wystarczy synowi kupić/dać pieniądze na samochód (bo raczej sam na niego jeszcze nie zdążył zarobić)?

