Niemal każdego dnia w Domu Generalnym Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego przy ul. kard. Stefana Wyszyńskiego 169 w Gorzowie Wielkopolskim wydawane są ciepłe posiłki dla ubogich. „U Miłosiernego” ludzie odnajdują jednak coś więcej. W to dzieło włączają się też świeccy wolontariusze. Tam właśnie poznałam Milenę Olszewską – dwukrotną brązową medalistkę igrzysk paraolimpijskich, mistrzynię świata i Europy. Od razu ujęła mnie swym promiennym uśmiechem i kobiecą elegancją. Z zapałem zaczęła opowiadać o swojej posłudze ubogim jak o spotkaniach z przyjaciółmi. Na naszych łamach dzieli się swoim życiem i spojrzeniem na osobę w kryzysie bezdomności.
Wzajemność
Reklama
Wolontariat stał się moją codziennością. Początkowo zaczęłam szukać sensu w zwykłych aktywnościach, bo byłam zmęczona moimi codziennymi obowiązkami. Zaczynałam też jednak dostrzegać, że to jest niewystarczające, nie ma sensu. Chciałam wyjść do ludzi. Na początku myślałam, że moja posługa ograniczy się do pomocy innym, zwłaszcza przy wydawaniu posiłków ubogim. Bardzo szybko doświadczyłam jednak, że wolontariat opiera się przede wszystkim na relacjach międzyludzkich. Z jednej strony przy ubogich zaspokajam swoją potrzebę pomagania ludziom, a z drugiej strony – ja także czuję się obdarowana: poznałam przyjaciół wśród wolontariuszy. Stanowimy dobrą grupę. Cieszę się, że poznaję innych ludzi. Pomagam im, wspieram ich, ale też od nich mogę się uczyć, patrząc, jak radzą sobie z trudnościami.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Spotkanie z drugim człowiekiem, który niesie naprawdę duży bagaż cierpienia, mówi nam dużo nie tylko o tych, którym pomagamy, ale także o nas samych. My tak naprawdę uczymy się wdzięczności za to, co mamy. To doświadczenie jest bardzo ubogacające.
Pomagać zawsze warto...
...nawet jeśli w danym miejscu forma wolontariatu nie odpowiada, to zawsze można spróbować gdzie indziej. Mnie praca z siostrami bardzo odpowiada. Siostry są radosne, spontaniczne, życzliwe. To pomaga. Czujemy się jak rodzina. Pokój „kominkowy” w klasztorze, w którym się spotykamy, stał się już jakby nasz. Pomagamy innym, ale potrzebujemy też wspólnoty i tu ją znajdujemy.
Posługuję w wolontariacie od 3 lat. Z perspektywy czasu widzę, jak wolontariat potrafi zmieniać. Przede wszystkim otwiera oczy na potrzeby innych. Daje powód do wyjścia z domu. Ważna jest systematyczność. Czas zaczyna mieć wartość, bo trzeba go w samodyscyplinie wykorzystać, aby ze wszystkim zdążyć. Oprócz wolontariatu pracuję zawodowo. Pięknym doświadczeniem jest, kiedy podopieczny zaczyna wierzyć w siebie, otwiera się, przełamuje swój strach i zaczyna odczuwać potrzebę przemiany swojego życia. Żeby to osiągnąć, wystarczy dać to, co się ma w sobie. Tu nie chodzi o specjalizacje, ale o serce, aby spojrzeć na drugiego człowieka i dostrzec jego godność – i to wystarcza.
Bezdomni...
...na pewno potrzebują posiłku, ubrania, innych pomocy materialnych. Ale myślę, że najbardziej potrzebują obecności, wysłuchania, czasu im poświęconego. My staramy się organizować im pomoc w zakresie podstawowych potrzeb życiowych. Ważniejsze jest jednak wypracowanie w naszych podopiecznych poczucia bezpieczeństwa. To jest konieczne, by móc wejść na wyższy poziom pomagania. Przede wszystkim naszym celem jest, by zechcieli zmienić swoje życie, swój sposób myślenia, zerwać z nałogiem.
Chciałabym zachęcić wszystkich...
...którzy chcą pomagać, aby spróbowali najpierw nie oceniać innych. Czasami patrzymy powierzchownie na człowieka pijanego, brudnego. Żywimy do niego niechęć. Za każdym człowiekiem potrzebującym pomocy stoi jednak jakaś historia. Nie każdy miał tyle szczęścia, co ja. Nie każdy spotkał ludzi, którzy go motywowali do lepszego życia i umacniali. Niektórzy może od dziecka byli samotni i nie umieli sobie z tym poradzić. Warto w bezdomnym zobaczyć poranione przez otoczenie dziecko, które nie zna innego życia. Wybierać może człowiek wolny. Czy jednak można powiedzieć o bezdomnych, że są wolni? Najczęściej ich niewolą jest historia ich życia. Mimo to warto wychodzić im naprzeciw, niosąc dobro, którego w życiu mieli niewiele.
