Reklama

Niedziela Częstochowska

Nauczycielka…

[ TEMATY ]

ludzie

sylwetka

Helena Panfilowa

O Helenie Panfilowej (1908-1999), nauczycielce publicznych szkół powszechnych w latach 1927-1939, więźniarce Ravensbruck (1942-1945), nauczycielce Szkoły Podstawowej w Szynkielowie(1947-1969)

Helena Panfilowa, córka Walentyny z d. Świątek i Baltazara Gaików urodziła się 5.12.1908 r. w Wolnicy Niechmirowskiej. Jej rodzeństwo to: bracia Stanisław i Tadeusz oraz siostra Janina Leokadia. Mąż, Jan Panfil pochodził z Modrzewia k. Opoczna, syn Jerzy ( ur. 1930 r.).

Helena od zawsze chciała być nauczycielką. By nią zostać, ukończyła Szkołę Powszechną w Szynkielowie, 1 rok - Preparandy w Wieluniu i Państwowe Seminarium Nauczycielskie Żeńskie w Lesznie w latach 1922/23-1926/27, które dało jej świadectwo uprawniające do pełnienia obowiązków tymczasowej nauczycielki. Pełne kwalifikacje nauczycielskie uzyskała po zdaniu egzaminu na nauczyciela publicznych szkół powszechnych w 1931 r. w Zduńskiej Woli. Pracę zawodową podjęła w roku 1927. W czasie dwunastu lat nauczycielskiego stażu, do czasu wybuchu II wojny światowej, pracowała w czterech szkołach na terenie powiatu wieluńskiego. Pierwszą szkołą, do której trafiła i gdzie przepracowała dwa lata, była szkoła w Wójcinie, po niej szkoła w Dzietrzkowicach, w której pracowała tylko jeden rok. Kolejnym miejscem pracy były Kowale k. Praszki ( 1 IX 1930-1934), ostatnią, w której razem z mężem przepracowała do wybuchu II wojny światowej, była szkoła w Ożarowie, w gminie Skomlin. Tu uczyła historii, a jej mąż Jan, uczył języka polskiego i prac ręcznych( wspomina uczeń Henryk Strózik ur. 1925).

W sierpniu 1939 r., jak zwykle, przygotowywała się do rozpoczęcia nowego roku szkolnego 1939/1940. Jednakże, 1 września, Niemcy zaatakowali Polskę, wybuchła II wojna światowa. W tym dniu, na rowerze, przez zburzony Wieluń i Masłowice przyjechała do Szynkielowa, ale na hasło, że Niemcy zezwalają na otwarcie szkoły, 15 września powróciła do Ożarowa ( tu powrócił także zmobilizowany w VIII 1939 r., biorący udział w działaniach wojennych, ppor. WP Jan Panfil, jego wyjście na wojnę widział Henryk Strózik). Była jedyną nauczycielką na 200 dzieci, które chciały rozpocząć rok szkolny. Nadzieje na otwarcie szkoły polskiej okazały się przedwczesne, budynek przejęli Niemcy i zamienili na szkołę niemiecką, polską szkołę ostatecznie zamknięto w końcu listopada 1939 r.. Nazwę wsi też zmienili na Meskevalde.

Reklama

W czasie pełnienia obowiązków nauczycielki, Helena Panfilowa, była aktywnym członkiem ZNP, do którego wstąpiła już w listopadzie 1927 roku. Jej działalność, jako członka ZNP szczególnie mocno zaznaczyła się w ogniskach ZNP w Dzietrzkowicach i Praszce. Dowodem na bycie członkiem ZNP jest legitymacja z numerem 5286 podpisana 25.08.1933 r., potwierdzająca jej członkostwo w ZNP na dzień 22.08.1933r. Działalność związkową przerwała II wojna światowa. Do pracy w ZNP powróciła w 1947 r. Aktywnym członkiem pozostała do śmierci w 1999 r. W 1938 roku, 10 maja, na podstawie ustawy z dnia 8.01.1938r. DU RP nr 3, poz.2, została odznaczona brązowym medalem za długoletnią służbę, tak, bowiem określano wówczas pracę nauczyciela. Jako nauczycielka nie zamykała się na pracę społeczną. Widocznym przejawem społecznego zaangażowania był udział w spisie powszechnym ludności RP w dniu 9.12. 1931 r., w którym pełniła funkcję okręgowego komisarza spisowego. Za tę działalność została uhonorowana odznaką za ofiarną pracę

Już od końca września 1939r., zarówno ona, jak i jej mąż Jan, byli ścigani przez Niemców. Powodem była działalność konspiracyjna w ZWZ, późniejszej AK, a w latach 40- tych, za tajne nauczanie ( we wspomnieniach syna była to grupa 7-10 uczniów we wsi Modrzew). Jan, wraz z innymi nauczycielami powiatu wieluńskiego, przed 11 listopada 1939 r. trafił do obozu w Radogoszczy, skąd, zwolniony po dwóch miesiącach powrócił do Szynkielowa. Wraz z Heleną i synem Jerzym przez 3 miesiące, ukrywał się w domu Gaika w Wolnicy. Ratunkiem przed aresztowaniem była ucieczka do GG. Jan Panfil przez „zieloną granicę” przedostał się do GG na początku 1940 roku i ukrywał się w swoich rodzinnych stronach w pobliżu Opoczna, we wsi znanej pod trzema nazwami Modrzew ( stąd pochodził), Ziembów, Podkunice ( dziś Ziembów). Helena z synem dojechała do niego w XII 1940 roku. Cieszyli się sobą do 4 czerwca 1942 roku, czyli do aresztowania przez gestapo. Razem z Janem, wtedy komendantem placówki AK w gminie Kunicaki, aresztowano Helenę, kierownika szkoły Nowaka, brata Stanisława i szwagra Piotra Jurka. W czasie aresztowania Jan Panfil został postrzelony w nogę. Ranny, przewieziony do Tomaszowa Mazowieckiego, potem do szpitala w Piotrkowie Trybunalskim, skazany na obóz koncentracyjny, zginął w czasie próby ucieczki z transportu. Nikt nie wie gdzie został pochowany.

Helena Panfilowa po aresztowaniu trafiła także do więzienia w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie przeżyła liczne tortury. Od tortur nie zwolniła jej nawet ciężka żółtaczka. Po ostatnich przesłuchaniach, jak wspominała, bez czucia, bez reakcji na uderzenia oprawców została skazana na międzynarodowy obóz koncentracyjny żeński w Ravensbruck ( Polki, Niemki, Rosjanki, Żydówki, Francuzki i inne narodowości, łącznie 27), do którego trafiła 21 czerwca 1942 r. i przebywała do 3.05.1945 r.. W obozie otrzymała numer obozowy 12119, przydział do bloku nr 17 i czerwony trójkąt z literą „P”. Do obozu trafiła w transporcie liczącym 63 skazane z Kielc ( numery 12078-12142).

Reklama

Obóz w Ravensbruck był przeznaczony wyłącznie dla kobiet. Powstał w marcu 1939 roku w pobliżu miasta Furstenberg w Meklemburgii. Od 1 XI 1938 roku do kwietnia 1939 roku pracowało przy jego budowie ok. 500 więźniów z Sachsenhausen. Pierwsze więźniarki przybyły tu 18 maja 1939 roku i były to Niemki i Austriaczki( 860 Niemek i 7 Austriaczek) z obozu w Lichtenburgu. Przez obóz przeszło ponad 132 tys. kobiet, z których zginęło ponad 92 tys. Liczba Polek w obozie to 40 tys., z których przeżyło zaledwie 8000. Pierwsze Polki w obozie, które przywieziono 23 IX 1939 r. były działaczkami ZHP w Niemczech, działaczkami spod znaku „Rodła”, nauczycielkami języka polskiego, członkiniami „Związku Polaków w Niemczech”, pierwsze Polki z okupowanego kraju w listopadzie. Chore i niezdolne do pracy więźniarki od początku 1942 roku wysyłano do znajdujących się poza obozem komór gazowych, potem także do zbudowanego w obozie krematorium ( zaczęło działać w IV 1943 r.) i komory gazowej( działała od lata 1944). Niebawem, w sierpniu i wrześniu, do obozu trafiło 12tys. Polek z powstańczej Warszawy. Obóz został wyzwolony 30 IV 1945 r. przez jednostki 49 armii 2 Frontu Białoruskiego, ale dramat kobiet się nie skończył. Po chore Polki dopiero 7 lipca przyjechały pierwsze 2 samochody skierowane tu przez gorzowski Oddział PCK i to po ostrej interwencji dra Maurycego Mittelstaedta i dr Węgierskiej- Paradeckiej. Zabrały one 30 więźniarek. Kolejnym więźniarkom, chcącym wyjechać do Polski, władze radzieckie podstawiły 5 wagonów towarowych w dniu 13 lipca. Razem z nimi wyjechali więźniowie z obozu męskiego ( obóz zbudowano obok obozu kobiecego w 1941 roku).

W zapiskach, które dr Bożenie Rabikowskiej, uczennicy Heleny, udostępnił syn Heleny Panfilowej, Jerzy, napisała: kilka razy w latach 1944-1945 leżałam w rewirze, wtedy znalazłam się na liście do krematorium, uratowały mnie lekarki, także więźniarki- Polka i Rosjanka. Innym razem, w obozie w Neubrandenburg, kiedy groziło mi najgorsze za szerzenie patriotyzmu i przypominanie polskich tradycji wśród młodych więźniarek, uratowała mnie Francuzka polskiego pochodzenia i inżynier Niemiec, nadzorujący moją pracę przy produkcji V1. Po wyzwoleniu w 1945 r. leczyłam się w Niemczech.

W dniu 3.05.1945 r. znajdowała się w okolicach Schwerina, gdzie została oswobodzona przez wojska alianckie. Tu otrzymała legitymację członka Związku Polaków w Lubece z numerem 417/1945 potwierdzającą, że od dnia 4.06.1942r. do 3.05.1945r. była więziona w niemieckich obozach koncentracyjnych, ostatni w Ravensbruck., Oswobodzona przez aliantów. Po oswobodzeniu z obozu zgłosiła się do Polskich Sił Zbrojnych 2 Kompanii IV Baonu Oficerów Pierwszego Zgrupowania ( dowódca Stanisław Maczek), gdzie dosłużyła się stopnia Strzelec z cenzusem W.S.K. Posiadała legitymację jeńca wojennego Polskich Sił Zbrojnych z numerem 162495( strzelec W.S.K. pseudonim „Bronka”

Do Polski powróciła w grudniu 1946 r. Przypłynęła statkiem z Lubeki do Szczecina. Wraz z nią przypłynął Julian Ochnik, także więzień obozów koncentracyjnych, były żołnierz AK spod Siedlec, z którym stworzyli wspaniały nauczycielski tandem, pracujący w szynkielowskiej szkole. Pisze o tym we wspomnieniach uczennica Maria S.( ur. 1931): „Jej ogromną zasługą było to, że przywiozła do szkoły w Szynkielowie J. Ochnika. Oboje byli po 40., Stanowili doskonały duet w pracy dla szkoły. Panfilowa uczyła języka polskiego i prac ręcznych. Jej pracę cechowała niezwykła dokładność, wręcz pedanteria i wymagała tej dokładności od nas uczniów”.

Pracę w Szynkielowie, Helena Panfilowa, podjęła 1 kwietnia 1947 r. i przepracowała do 1969 r., kończąc w międzyczasie SN w Łowiczu (1966). Wtedy przeszła na emeryturę i zamieszkała w Pabianicach. Zawsze była aktywna. Do 1997 r. pracowała w Komisji Socjalno- Bytowej Z B o W i D, członkostwo w latach 1947-1999, była członkiem ZSL (1949-1986). W latach 1977-1990 pracowała w Polskim Towarzystwie Turystyczno- Krajoznawczym, była członkiem Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Więzień i Obozów Koncentracyjnych Niemieckich, z numerem legitymacji 1376, od 1965 roku pracowała w PCK, była członkinią KGW, radną GRN w Szynkielowie, Terenowym Opiekunem Społecznym.

Do swoich odznaczeń sprzed wybuchu drugiej wojny dołączyła: Odznakę Tysiąclecia Państwa Polskiego, Medal Zwycięstwa i Wolności 1945 (1972), Odznakę Grunwaldzką Komendanta Naczelnego Dowódcy WP(1974), Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1975), Odznaka ZNP za Tajne Nauczanie (1985), Krzyż Oświęcimski(1988), Medal M. Kolbe Werk-Freiburg. Do odznaczeń należy dopisać liczne dyplomy za pracę pedagogiczną, związkową, społeczną, w tym gratulacje z okazji 51 lat działalności w harcerstwie.

Helena spoczywa na cmentarzu w Pabianicach ( Kwatera VII. Mogiła 160), Jan Panfil - nie wiadomo. Na nagrobku jednak inskrypcja zawiera dwa imiona: Jan Panfil Porucznik WP i AK, zamordowany w 1943; Helena Panfil (1908-1999) Nauczycielka. Więzień obozów koncentracyjnych.

Większość byłych uczniów i mieszkańców Szynkielowa zapamiętało ją, jako filigranową blondynkę, zawsze estetycznie ubraną, aczkolwiek skromnie. Najbardziej zapamiętano białą bluzkę i kloszową spódnicę w kratę. Była osobą o arystokratycznych manierach, mówili. Nigdy nie krzyczała, nie używała prostackich słów. Dystans, jaki zachowywała w stosunku do innych nie wynikał z zarozumialstwa. Budziła szacunek nie strachem, lecz swoim autorytetem. Lekceważyła osoby, które nie stawiały sobie wymagań. Szanując siebie, nie pozwoliła sobie robienia czegokolwiek niedbale. Estetyka stroju, uczesania, mówili, przenosiła się niejako na wymagania w stosunku do uczniów, którzy musieli pięknie pisać, mieć przejrzyste i czyste zeszyty, niezawinięte rogi w książkach, lekcje zawsze odrobione. Była niezwykle wymagająca w przestrzeganiu regulaminu i przysięgi harcerskiej. Do perfekcji doprowadzała zajęcia gimnastyczne i taneczne, co owocowało nagrodami na konkursach i przynosiło splendor szynkielowskiej szkole. Dzięki niej wyrosło wielu wspaniałych ludzi, a Ile ich jeszcze mogłoby być, gdyby nie wojna?

Wielu absolwentów, wychowanków Heleny Panfilowej, Jana Panfila, Juliana Ochnika, może powiedzieć: „Jeżeli widziałem dalej niż inni, to dlatego, że stałem na barkach gigantów” ( I. Newton)

Na podstawie materiałów zebranych i udostępnionych przez dr Bożenę Rabikowską

2015-12-21 10:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Aby życia nie zmarnować

Niedziela kielecka 49/2019, str. IV

[ TEMATY ]

pomoc

sylwetka

Kielce

pomoc społeczna

TER

Teresa Brzeska nie umie żyć bez pomagania

Od lat słucha trudnych ludzkich historii, pomaga bezdomnym, samotnym matkom, ofiarom przemocy. Każdy człowiek zasługuje na miłość, szacunek i uwagę – mówi Teresa Brzeska, wiceprezes Kieleckiego Koła Towarzystwa św. Brata Alberta

Pracuje w nim z oddaniem jako wolontariuszka już trzydzieści pięć lat. Bez pomagania innym nie potrafi żyć. W wolnych chwilach odwiedza niewidomych oraz seniorów i organizuje im muzykoterapię.

Chęć pomagania i miłość od ludzi wyniosła z domu. – Moja mama bardzo lubiła nieść pomoc. Jeśli czegoś jej się dużo urodziło w polu, zanosiła do wielodzietnych rodzin. Wiedziała, że dzieci cierpią głód, że są problemy, alkohol, nie ma pieniędzy. Zanosiła wiadrami kapustę i ogórki. Widziałam to jako mała dziewczynka i podobało mi się to. Po latach, jako dorosła kobieta, spotkałam ks. prof. Jana Śledzianowskiego. Poinformował mnie, że chce w Kielcach utworzyć Koło Pomocy św. Brata Alberta. Zaproponował mi współpracę, która trwa od 1985 r. Początki wymagały od nas ogromnego zaangażowania. Założone przez nas Schronisko w Łukowej dla samotnych matek potrzebowało pilnie remontów, trzeba było również znaleźć pieniądze na utrzymanie kobiet, które się tutaj schroniły. Niektóre spodziewały się dziecka, inne przybywały już z dziećmi, uciekając przed przemocą. Jeździliśmy więc na kwesty do odległych parafii w naszej diecezji. Nie mieliśmy samochodów, trzeba było więc wstać po czwartej i jakoś dojechać – wspomina dziś Teresa Brzeska.

Ocalone życie

Czasem wraca do pierwszych spotkań z ubogimi. – Pewnego razu idąc na dyżur zauważyłam siedzącą na schodach przed biurem Koła Pomocy św. Brata Alberta uroczą dziewczynę. Opowiedziała mi swoją trudną historię. Rodzice się rozwiedli, mama wyjechała do Szwecji, ojciec poślubił inną kobietę. Została pod opieką starszego wuja, matka zapewniła ją, że będzie o nią dbała finansowo, aby mogła się uczyć, ale zastrzegła że nie może być absolutnie mowy o ciąży, o dziecku. Ona zakochała się, zaufała i zaszła w ciążę. Była dopiero w liceum. Zrozpaczona przybiegła tutaj po wsparcie, aby mogła wrócić do łask matki. Zaproponowałam jej pomoc. Rozpromieniła się i poczuła ulgę. Nie czuła się sama, razem z dzieckiem była bezpieczna. Sama nie była wtedy w stanie zapewnić mu należytej opieki, musiała ukończyć szkołę i zarabiać na swoje utrzymanie. Urodziła pięknego chłopca i oddała go do adopcji. Czasem wspominam tę młodą dziewczynę. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta historia bez naszego wsparcia. Życie zostało ocalone – mówi.

Często dotyka ludzkich dramatów i płacze razem z ubogimi. – Do naszego biura przyszedł drobny, skulony mężczyzna lat ok. 70. Miał na imię Józef. Zapytał mnie, czy znajdzie się tutaj dla niego miejsce. Został bez dachu nad głową. Był samotny, mieszkał z siostrą, jej mężem i dziećmi w rodzinnym domu. Po śmierci rodziców namówiła go, aby zrzekł się spadku. Pewnego dnia oświadczyła, że to wszystko jest jej. – Wyszedłem więc – powiedział. Płakaliśmy oboje. Potem obiecałam mu, że znajdę dla niego u nas dom.

Wierna azylem dla samotnych matek

W Adwencie myśli o tych kobietach, które przewinęły się przez prowadzony przez Towarzystwo Dom Samotnej Matki w Wiernej (wcześniej w Łukowej) przez 30 lat istnienia placówki, o blisko trzystu dzieciach, które w tym miejscu znalazły schronienie, o tych które się tutaj urodziły. W Domu Samotnej Matki w Wiernej – w 2017 r. schronienie i opiekę otrzymało osiem kobiet i sześcioro dzieci, w 2018 – dziesięć kobiet i jedenaścioro dzieci. Ileż to przez te lata było opłatków, serdecznych spotkań... Wierna stałą się prawdziwym azylem dla samotnych matek. Dostrzegała, że tutaj czują się bezpieczne i spokojne. Siostry Pasterzanki dbają, aby było jak w domu, jak w rodzinie, ciepło serdecznie, przytulnie. Czasem kobiety zostają tutaj na kilka miesięcy, a czasem nawet na rok. Kiedy sytuacja tego wymaga i nie ma innej możliwości, matka po narodzinach może oddać dziecko do adopcji, gdzie czekają na niego nowi rodzice, którzy chcą otoczyć go miłością. – Kiedyś, będąc w jednej parafii opowiadałam mieszkańcom o pracy naszego Towarzystwa, mówiąc o takich właśnie przypadkach. W końcu kościoła stał mężczyzna z małym dzieckiem na ręku i dumnie prężył pierś. Okazało się potem, że chłopiec był adoptowany, a mama urodziła go będąc w naszym Domu w Wiernej – opowiada.

Jak plaster na ranę

– Kocham to robić. Zdarza mi się często płakać z tymi ludźmi, bo taką mam już empatię, ale potem mówię: „zaradzimy”, „jakoś będzie”. Ewangelia mówi „Nie ten kto mówi Panie, Panie dostąpi zbawienia”. Dlatego staramy się swoim konkretnym działaniem ukazywać realizm wiary chrześcijańskiej – tłumaczy. Myśląc o tych, którym pomaga, powtarza, że „widzi w nich potrzebującego Chrystusa”. Słucha ich bardzo trudnych, traumatycznych przeżyć, patrząc na ich okaleczone życie, naznaczone cierpieniem odrzuceniem, samotnością, co często jest tak wyraźnie wyrysowane na twarzach. Podkreśla, że pragną zrozumienia, wsparcia, współczucia i opieki. – Zdaję sobie sprawę, że całego świata nie uratujemy, ale jeśli choć jednemu człowiekowi pomożemy, to warto. Sprawia mi ogromną radość i satysfakcję, kiedy widzę na twarzy potrzebującego uśmiech, poczucie spokoju, gdy ustępuje z jego życia lęk przed przemocą i agresją, z którą musiał się zmagać, gdy może położyć głowę w bezpiecznym miejscu. Jesteśmy jak ten plaster na ranę. Przywracamy uśmiech, dajemy miłość.

Ze Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn w l. 2017-19 do chwili obecnej rocznie średnio korzystało od 70-90 osób, z Noclegowni – w 2017 r. – 64 osoby, 2018 r. – 67 osób , a w 2019 r. do września – 46 osób. Dawniej, po transformacji ustrojowej, w schronisku częściej szukali pomocy mężczyźni w sile wieku. Nie było tyle kontraktów, bezrobocie spychało ich w długi, nie byli w stanie opłacić mieszkania. Teraz więcej jest mężczyzn w okolicach 70 lat, emerytów z orzeczonymi eksmisjami. Oni tutaj znajdują schronienie. Biedni potrzebują miłości. Schronisko daje im poczucie przygarnięcia. Nikogo nie wykluczamy, ubóstwo nie odbiera godności człowiekowi. Św. Brat Albert mówił „każdemu należy się dach i strawa” – podkreśla Teresa. Towarzystwo prowadzi także dziesięć mieszkań chronionych, w których dom znalazło 16 osób.

Muzykoterapia z Teresą

Nawet będąc na emeryturze, nie zwalnia tempa. Obok licznych obowiązków znajduje czas na odwiedziny pensjonariuszy w jednym z DPS i prowadzi tutaj dwa razy w tygodniu muzykoterapię. Uczestniczą w nich niemal wszyscy pensjonariusze, którzy mogą przemieszczać się o własnych siłach, czy na wózkach. – Repertuar jest bardzo różnorodny – od pieśni maryjnych, które przeplatają naszą modlitwę różańcową. Jest litania, a potem przechodzimy do patriotycznych. Wtedy u niektórych kombatantów widzę taki zapał i radość – mówi. Czasem opowiadam ich o moich podróżach do różnych sanktuariów, przenosząc ich choć na chwilę oczyma wyobraźni w te miejsca. Staram się im przywieść z tych pielgrzymek jakieś pamiątki, obrazki np. św. Charbela z Libanu, Matki Bożej Pompejańskiej. A kiedy spotkanie się kończy, musi im obiecać, że wkrótce znów do nich przyjdzie.

Pozytywnie zajęta

– Kiedy tam jestem, nie mam wątpliwości że Pan Bóg dał tę starość, niedołężność, biedę, aby reszta się zbawiała. Człowiek może być kiedyś bliżej nieba. Obserwuję pracowników, jak się starają, troszczą o seniorów – leżących pokarmią, przebiorą. Jakaś dziewczynka przychodzi, zagra im na pianinie. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Odwiedza również regularnie niewidomych w ośrodku przy ul. Złotej w Kielcach. Przychodzi w odwiedziny, by im poczytać, porozmawiać, pośpiewać wspólnie.

Terasa mówi, że „chce przynieść do Pana Boga naręcza dobra”. Mimo, że jest na emeryturze, to jakby pracowała na dwóch etatach. Działa we wspólnocie Szkoła Maryi. W działaniu i modlitwie nie ma dla niej żadnych granic. Potrafi modlić się brewiarzem przez skype’a ze swoimi przyjaciółmi z różnych stron świata. Wyjeżdża na rekolekcje w Polsce i za granicą. – Jestem pozytywnie zajęta. Wiem co robić, aby życia nie zmarnować – mówi z uśmiechem.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Dziwisz: zjednoczmy się na modlitwie w 15. rocznicę przejścia Jana Pawła II do domu Ojca

2020-03-30 13:20

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

kard. Stanisław Dziwisz

Joanna Adamik

Potrzebujemy siebie nawzajem, by wspólnie, za wstawiennictwem Świętego Papieża, wołać do miłosiernego Boga i błagać Go, by ustała pandemia koronawirusa – pisze kard. Stanisław Dziwisz, zachęcając do modlitewnej jedności w 2 kwietnia, w 15. rocznicę śmierci Jana Pawła II. Osobisty sekretarz papieża Polaka prosi o duchową łączność o 21.37.

„Gdy 15 lat temu św. Jan Paweł II odchodził do domu Ojca, na placu św. Piotra w Watykanie, w kościołach i kaplicach całego świata, na miejskich placach i przy przydrożnych krzyżach trwało wielkie modlitewne czuwanie milionów ludzkich serc. Nasze ulice i świątynie wypełniał cichy szept rozmodlonych ludzi, którzy pragnęli być w tych dniach razem i jednoczyli się przy umierającym Papieżu, by towarzyszyć mu swoją miłością i w ten sposób podziękować za dar jego życia i świętości” – wspomina kard. Dziwisz w przekazanym komunikacie. „On wiedział o tym, że odchodzi otoczony wielką rodziną, jak ojciec wśród kochających dzieci” – dodaje.

Krakowski metropolita senior wyznaje, że wraca wspomnieniami do tamtych chwil jedności, gdy patrzy dziś na opustoszały plac św. Piotra, gdy widzi „puste świątynie i zamarłe ulice”. „Świat zatrzymał się tak, jak zatrzymał się 15 lat temu” – zauważa.

„Wtedy poczuliśmy się osieroceni, ale potrafiliśmy wzajemnie się umacniać i szukać pocieszenia w Bogu, który jest Źródłem Życia. Czy potrafimy dziś – tak jak wtedy - trwać we wzajemnej miłości, we wspólnym nam wszystkim bólu i tęsknocie? Czy potrafimy szukać nadziei i czerpać siłę z prawdy, że wprawdzie nie możemy dziś fizycznie się spotkać, ale przecież nasza wspólnota jest realna i istnieje mimo zamkniętych drzwi naszych domów?” – pyta najbliższy współpracownik św. Jana Pawła II.

Kard. Dziwisz apeluje, by w najbliższy czwartek, 2 kwietnia, o 21.37 zjednoczyć się we wspólnej modlitwie za wstawiennictwem Jana Pawła II i prosić o ustanie pandemii koronawirusa. „Proszę Was wszystkich, Drodzy Bracia i Siostry, o to, byśmy w 15. rocznicę przejścia Jana Pawła II do domu Ojca znów się przy nim zjednoczyli. Bardzo Was proszę, niech nikogo nie zabraknie w tej duchowej wspólnocie 2 kwietnia o godzinie 21.37. Niech wzniesie się do nieba nasza modlitwa zawierzenia” – zachęca.

Hierarcha proponuje, by odmówić wtedy Akt zawierzenia Bożemu Miłosierdziu, który sam niedawno złożył w łagiewnickim sanktuarium:

„Wszechmogący Boże, w obliczu pandemii, która dotknęła ludzkość, z nową gorliwością odnawiamy akt zawierzenia Twemu miłosierdziu, dokonany przez św. Jana Pawła II. Tobie, miłosierny Ojcze, zawierzamy losy świata i każdego człowieka. Do Ciebie z pokorą wołamy.

Błogosław wszystkim, którzy trudzą się, aby chorzy byli leczeni, a zdrowi chronieni przed zakażeniem. Przywróć zdrowie dotkniętym chorobą, dodaj cierpliwości przeżywającym kwarantannę, a zmarłych przyjmij do swego domu. Umocnij w ludziach zdrowych poczucie odpowiedzialności za siebie i innych, aby przestrzegali koniecznych ograniczeń, a potrzebującym nieśli pomoc.

Odnów naszą wiarę, abyśmy trudne chwile przeżywali z Chrystusem, Twoim Synem, który dla nas stał się człowiekiem i jest z nami każdego dnia. Wylej swego Ducha na nasz naród i na cały świat, aby ci, których zjednoczyła walka z chorobą, zjednoczyli się także w uwielbieniu Ciebie, Stwórcy wszechświata i gorliwie walczyli również z wirusem grzechu, który niszczy ludzkie serca.

Ojcze przedwieczny, dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twojego Syna, miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Maryjo, Matko Miłosierdzia, módl się za nami. Św. Janie Pawle II, św. Faustyno i wszyscy święci, módlcie się za nami”.

CZYTAJ DALEJ

Premier Morawiecki: podjęliśmy decyzje dotyczące następnych obostrzeń

2020-03-31 12:18

[ TEMATY ]

premier

Mateusz Morawiecki

koronawirus

www.premier.gov.pl

Chcemy wypłaszczać krzywą przyrostu zakażeń; podjęliśmy decyzje dotyczące następnych obostrzeń - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki.

Docierają do nas informacje z krajów Europy Zachodniej, od naszych partnerów. Sytuacja tam jest trudna i chcemy za wszelką cenę tego uniknąć. Chcemy być przygotowani na rosnącą liczbę zarażeń i jednocześnie wypłaszczać krzywą zakażeń.

Premier: zbudowaliśmy kordon sanitarny na granicach, ale to już dzisiaj to za mało, żeby wyłapywać osoby zarażone, ponieważ transmisja zarażeń odbywa się już w sposób horyzontalny. Za dużo wciąż jest spacerów, kontaktów pomiędzy ludźmi.

Dzieci i młodzież, które nie ukończyły 18 roku życia, nie będą mogły wyjść z domu bez opieki. Strzałka w prawo Tylko obecność rodzica, opiekuna prawnego lub kogoś dorosłego usprawiedliwia ich obecność na ulicy.

Najważniejsza jest zasada dystansowania. To 2 metry od drugiej osoby, z wyjątkiem kiedy rodzic opiekuje się dzieckiem na spacerze, albo gdy opiekujemy się osoba z niepełnosparnościami.

- W weekendy zamknięte wszystkie sklepy budowlane
- Wprowadzamy limit osób w sklepie do 3 osób na kasę
- Zamknięte zostaną wypożyczalnie rowerów miejskich

Ograniczenia w liczbie klientów:
Sklepy i punkty usługowe – max.3 osoby na kasę lub stanowisko do płacenia,
Targowisko – max. 3 klientów na punkt handlowy,
Placówki pocztowe – max. 2 osoby na okienko pocztowe.

Wprowadzamy ograniczenie dostępu do parków, bulwarów, do skwerów, miejsc rekreacji, plaż, bo widzieliśmy, że nie zachowaliśmy dyscypliny społecznej w takim wymiarze jak powinniśmy. Wprowadzamy zakaz korzystania z wypożyczalni rowerów miejskich.

Wprowadzamy również ograniczenia dotyczące punktów handlowych i usługowych. Zamknięte będą wszystkie salony fryzjerskie, kosmetyczne, piercingu etc.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję