Reklama

20. rocznica śmierci bp. Mariana Rechowicza

Adam Łazar
Edycja zamojsko-lubaczowska 39/2003

Na Sylwestra, kiedy żegnaliśmy Stary Rok 1973, papież Paweł VI mianował na biskupa osieroconej archidiecezji lwowskiej z siedzibą w Lubaczowie ks. prof. Mariana Rechowicza. Tę wiadomość przekazał mu Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. W stosownym piśmie napisał: „Mam zaszczyt podać do wiadomości, że Ojciec Święty Paweł VI powołał Księdza Prałata do godności biskupiej, powierzając jednocześnie obowiązki administratora apostolskiego «ad nutum Sanctae Sedis», z uprawnieniami biskupa rezydencjalnego w Lubaczowie. Natomiast, po wyrażeniu zgody kanonicznej, może przyjąć konsekrację biskupią i wejść w urzędowanie, nie czekając na odpowiednie dokumenty papieskie. (...) Pragnę całym sercem przekazać Nominatowi życzenia Jego Świątobliwości i błogosławieństwa na owocną pracę pasterską. Ze swojej strony daję wyraz swej radości, że Najdostojniejszy Biskup Nominat, który ma za sobą już wybitne zasługi na stanowisku rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego - obecnie dzięki Łaskawości Stolicy Apostolskiej - rozpocznie swoją służbę Ludowi Bożemu Świętego Kościoła Archidiecezjalnego, tak przecież drogiego Jego sercu. Wspierając Waszą Ekscelencję modlitwami do Matki Bożej Łaskawej i Królowej Polski - witam Go w gronie Episkopatu Polski”.
Bp Marian Rechowicz urodził się 4 września 1910 r. w Husiatynie. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne i Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie i otrzymał święcenia kapłańskie w 1933 r z rąk abp. Bolesława Twardowskiego, metropolity lwowskiego. Na terenie archidiecezji pracował jako kapłan w Strusowie, Tarnopolu i we Lwowie, w którym w czasie okupacji kierował tajnym nauczaniem i zdobył doktorat. Wykładał w Wyższym Seminarium Duchownym najpierw we Lwowie, a po jego przeniesieniu do Kalwarii Zebrzydowskiej, również tam. Przez trzy kadencje był rektorem KUL, reformatorem tej uczelni, która po jego rządami zyskała międzynarodowy autorytet.
Sakrę biskupią Ksiądz Profesor otrzymał 3 marca 1974 r. z rąk Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Dzięki Matce Bożej Łaskawej, której cudowny obraz powrócił do czci w lubaczowskiej prokatedrze, powrócił i bp Rechowicz do rodzinnej archidiecezji.
Jako ordynariusz lubaczowski przeorganizował sieć dekanatów i parafii. Utworzył cztery dekanaty: w Narolu, Tarnoszynie, Lubaczowie i Cieszanowie. Troszczył się o budowę nowych kościołów i kaplic, plebanii, punktów katechetycznych. W Lubaczowie wybudowano nową prokatedrę i duży dom biskupi, w którym znalazły pomieszczenia: kaplica, archiwum archidiecezjalne, biblioteka, biuro, mieszkania dla pracowników Kurii, izba pamiątek wywiezionych ze Wschodu do Polski. Dzięki jego staraniom otrzymano pozwolenie na budowę i rozbudowę kościołów i kaplic m.in. w Łukawicy, Lubyczy Królewskiej, Lipinie, Borowej Górze, Starym Siole, Zalesiu, Nowym Olchówku, kaplicy zdrojowej w Horyńcu, plebanii w Cieszanowie, Oleszycach, Machnowie, Załużu, Ulchówku, domu oazowego w Werchracie. Wiele z tych obiektów bp Rechowicz pozostawił w stanie zaawansowanej budowy, a nawet zakończonej.
Troszczył się o nowe powołania kapłańskie. Kierował kleryków na studia do Lublina, Przemyśla, Płocka, a na dalsze do Rzymu. To z jego rąk święcenia kapłańskie otrzymał nasz biskup pomocniczy Mariusz Leszczyński czy biskup pomocniczy archidiecezji we Lwowie Marian Buczek i tacy znani kapłani, jak: Józef Dudek, Stanisław Bachor, Stanisław Dec, Józef Klim, Wiesław Banaś, Mieczysław Szynal, Józef Mazurkiewicz i inni.
Bp M. Rechowicz był przyjacielem Papieża Jana Pawła II.
Wraz całym Episkopatem brał udział w uroczystościach objęcia przez niego władzy nad całym Kościołem. Prawie co roku był na audiencji u Ojca Świętego. Po kard. Karolu Wojtyle od 1979 r. był przewodniczącym Rady Naukowej Episkopatu Polski, wiceprzewodniczącym Komisji Episkopatu ds. Nauki, członkiem Komisji ds. KUL. W 1983 r. na Jasnej Górze Ojciec Święty koronował lubaczowski cudowny obraz Matki Bożej Łaskawej. Bp Rechowicz przyczynił się też do przyśpieszenia beatyfikacji abp. Józefa Bilczewskiego, którego urna z sercem została odsłonięta w 1975 r. w lubaczowskiej prokatedrze.
W tym czasie Lubaczów był świadkiem wielu wydarzeń religijnych. W marcu 1977 r. przebywał w Lubaczowie abp Luigi Poggi, nuncjusz apostolski do specjalnych poruczeń i kierownik Zespołu Stolicy Apostolskiej ds. Stałych Kontaktów Roboczych z Rządem PRL. W czerwcu 1982 r. lubaczowską prokatedrę nawiedziła kopia obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, a rządca archidiecezji powierzył lud Boży Jej opiece. W listopadzie 1981 r. biskup wprowadził Dni Kultury Chrześcijańskiej, które odbywały się nie tylko w Lubaczowie, ale i Lipsku, Oleszycach, Lubyczy Królewskiej.
Bp M. Rechowicz wspierał na Ziemi Lubaczowskiej NSZZ „Solidarność”. W listopadzie 1980 r. odprawił Mszę św. w intencji związkowców i poświęcił krzyże, które zostały wniesione do szkół, biur, zakładów pracy. Gdy wprowadzono stan wojenny, Biskup odwiedził internowanych w Uhercach 7 lutego 1982 r.
Praktyką bp. M. Rechowicza były coroczne spotkania z młodzieżą przed maturą. Zwykle przewodniczył uroczystym Liturgiom i nabożeństwom. W lubaczowskiej prokatedrze miało miejsce nabożeństwo po śmierci papieża Pawła VI czy Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Były także uroczystości radosne, jak 50-lecie kapłaństwa bp. Rechowicza.
To intensywne życie i działalność przerwała śmierć 28 września 1983 r. Bp M. Rechowicz zmarł na zawał serca w klinice w Lublinie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Lublinie 29 września i 1 października w Lubaczowie. Przewodniczył im przyjaciel zmarłego, metropolita wrocławski abp Henryk Gulbinowicz wraz z 10 biskupami, Senatem KUL i delegacjami innych uczelni katolickich w kraju. Kondukt pogrzebowy na cmentarz komunalny w Lubaczowie poprowadził abp Bronisław Dąbrowski, sekretarz Episkopatu Polski. Prymas Polski kard. Józef Glemp, kard. Franciszek Macharski i inni biskupi, którzy w tym czasie uczestniczyli w synodzie w Rzymie, przysłali telegramy kondolencyjne. Papież Jan Paweł II w depeszy napisał: „Łączę się z całym Kościołem w Lubaczowie, pogrążonym w żałobie po śmierci Biskupa Mariana Rechowicza, wielkiego uczonego, zasłużonego rektora KUL, wieloletniego wychowawcy całych pokoleń kapłanów i ludzi nauki, gorliwego Pasterza. Proszę Boga o wieczny pokój dla Niego i obfite owoce Jego posługi i świadectwa osieroconej archidiecezji. Kapitule, Duchowieństwu i wszystkim, których ta śmierć napełniła smutkiem, z serca błogosławię”. 11 października 1992 r. trumna z ciałem bp. Mariana Rechowicza została przeniesiona do krypty w podziemiach lubaczowskiej prokatedry.
Bp Rechowicz odszedł, ale pozostawił swoje czyny, myśli, dobroć, życzliwość, miłość. To wszystko nas kształtowało, uczyło, zbliżało do Boga. Pozostał w naszych sercach i modlitwie.

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najświętsza Maryja Panna z Guadalupe

2019-12-11 20:58

O. Gabriel Garcia

Aztecy zaczęli się tam osiedlać w roku 1325. Tenochtitlan (obecnie miasto Mexico) było wyspą na jeziorze Texcoco. W listopadzie 1519 r. wraz ze swoim wojskiem zdobył je Hiszpan Hernan Cortes.

Graziako/Niedziela

Musiał jednak toczyć boje aż do 13 sierpnia 1521 r., nim zwyciężył ostatniego króla Azteków - Guatemoca. Azteccy mieszkańcy byli przerażeni tą klęską i zachłannością Hiszpanów. Między tymi dwoma narodami istniały olbrzymie różnice w kulturze, mowie, religii i zwyczajach. Trudno było znaleźć wspólny język. Zwycięzcy siłą zmuszali Azteków do przyjęcia wiary katolickiej. Byli jednak również i tacy misjonarze, którzy próbowali wprowadzić nową religię w sposób pokojowy i przy pomocy dialogu. 10 lat po hiszpańskim podboju miały miejsce objawienia Matki Bożej w Guadelupe. Przytaczamy tekst tubylca Nicana Mopohuna, przypisany Antoniemu Valeriane, jako najbardziej wiarygodny i dokładny oraz posiadający historyczną wartość.

Objawienie

9 grudnia 1531 r., w sobotni poranek, Dziewica ukazała się Juanowi Diego, tubylcowi z Cuauhtitlan, świeżemu konwertycie, ochrzczonemu krótko przed tym zdarzeniem. Juan Diego był w drodze na lekcję religii i gdy znajdował się w pobliżu wzgórza Tepeyac, doszedł go przepiękny śpiew ptaków. Nagle ptaki przestały śpiewać, a on usłyszał ze wzgórza głos wołający go po imieniu: „Juanito, Juan Diegnite”. Ujrzałem Panią o ponadnaturalnej piękności. Jej suknia błyszczała jak słońce. Głaz, na którym stały jej stopy, wyglądał jak z kamieni szlachetnych, a ziemia błyszczała jak tęcza. W tym pierwszym objawieniu Dziewica wyraziła Juanowi swe życzenie wybudowania kościoła na wzgórzu Tepeyaca. Juan Diego udał się natychmiast do biskupa - franciszkanina Juana de Zumarraga, by mu przekazać to, co się zdarzyło, lecz tenże nie uwierzył mu. Tubylec powrócił do domu smutny i zniechęcony. Tego samego dnia Juan Diego jeszcze raz wstąpił na wzgórze i spotkał tam Panią Nieba, która na niego czekała. Poprosiła go, by ponownie dotarł w następnym dniu do biskupa, by można było mu dokładnie przekazać życzenie. Wreszcie w następnym dniu, po długim oczekiwaniu, biskup przyjął go. Aby się przekonać, czy rzeczywiście mówi prawdę, skierował do niego wiele pytań i zażądał od niego przyniesienia znaku.

Juan Diego przekazał odpowiedź biskupa Pani, która prosiła go o przyjście ponowne w następnym dniu, by mogła przekazać mu znak. Jednakże Juan Diego nie stawił się w oznaczonym terminie na rozmowę z Panią Nieba, ponieważ poważnie zachorował jego wujek, musiał więc sprowadzić lekarza.

12 grudnia, we wtorek, Juan Diego udał się w drogę do Tlatelolco, aby sprowadzić kapłana, gdyż wujek chciał się wyspowiadać. Aby zdążyć do miasta, wybrał inna drogę, gdyż nie chciał zostać zatrzymanym przez Panią. Ona jednak spotkała go i Juan Diego opowiedział, co stało się z wujkiem. W odpowiedzi usłyszał, że nie ma się martwić stanem swego wujka, gdyż on wyzdrowieje. Uspokojony tymi słowami Juan Diego wypełnił życzenie Dziewicy i wspiął się na wzgórze, aby przynieść świeże róże. Dziewica uporządkowała kwiaty własnymi rękoma i złożyła w zagłębienie jego peleryny. On sam udał się ponownie do biskupa i na kolanach przekazał mu prośbę Dziewicy, rozpościerając swą pelerynę, pozwalając wypaść z niej różom. Nagle na pelerynie ukazał się obraz Dziewicy Matki Bożej. Biskup wraz z obecnymi osobami ujrzeli ten piękny i cudowny obraz. Dla Indian była to ogromna radość, jakby wybawienie. Objawienia, które miał Indianin, oraz obraz na pelerynie były znakami, że tubylcy zostali mocno włączeni do nowej wiary. W ciągu następnych 10 lat dokonało się około 8 milionów nawróceń.

Peleryna zrobiona jest z grubego lnu i z włókien maguey, na których utrzymują się silne, błyszczące kolory. Jej pierwsze naukowe badania zostały przeprowadzone w roku 1936. Niemiecki chemik, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii, Ryszard Kühn stwierdził, że farby te nie pochodzą ani z mineralnych, ani roślinnych, ani ze zwierzęcych materiałów.

W roku 1951 rysownik Carlos Salinas odkrył, że w oczach Dziewicy widać postać mężczyzny z brodą. Od tego czasu badało obraz wielu optyków i specjalistów. W roku 1956 doktor Javier Torroella, optyk i chirurg, wydał lekarskie orzeczenie, w którym potwierdził, że w oczach Dziewicy widać ludzką postać. Do dziś do dziewicy z Guadelupe pielgrzymowało ponad 20 milionów ludzi i w ten sposób Guadelupe stała się najczęściej odwiedzanym sanktuarium świata. Wszyscy: biedni i bogaci, intelektualiści i robotnicy, rolnicy i studenci, mężczyźni i matki zdążają tam z wielka miłością i wiarą, aby odwiedzić naszą Matkę Nieba w bazylice Guadelupe i powiedzieć jej głośno lub cicho: „Bądź pozdrowiona, Maryjo, pełna łaski...”.

Z niem. tł. B. Gniotowa

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem