Reklama

Evangelium vitae

Do biskupów, do kapłanów i diakonów,
do zakonników i zakonnic, do katolików świeckich
oraz do wszystkich ludzi dobrej woli
o wartości i nienaruszalności życia ludzkiego

Wprowadzenie

1. EWANGELIA ŻYCIA znajduje się w samym sercu orędzia Jezusa Chrystusa. Kościół każdego dnia przyjmuje ją z miłością, aby wiernie i odważnie głosić ją jako dobrą nowinę ludziom wszystkich epok i kultur.

Gdy zajaśniała jutrzenka zbawienia, wieść o narodzinach Dziecka została ogłoszona jako radosna nowina: „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2, 10-11). Źródłem tej „wielkiej radości” jest oczywiście przyjście na świat Zbawiciela; ale Boże Narodzenie objawiło również głęboki sens każdych ludzkich narodzin i ukazuje, że radość mesjańska jest fundamentem i wypełnieniem tej radości, jaką przynosi każde dziecko przychodzące na świat (por. J 16, 21).

Jezus, przedstawiając istotę swojej odkupieńczej misji, mówi: „Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10). Ma tu w rzeczywistości na myśli owo życie „nowe” i „wieczne”, polegające na komunii z Ojcem, do której każdy człowiek zostaje bez żadnych zasług powołany w Synu za sprawą Ducha Uświęciciela. Ale właśnie w świetle takiego „życia” nabierają pełnego znaczenia wszystkie aspekty i momenty życia człowieka.

Nieporównywalna wartość ludzkiej osoby

2. Człowiek jest powołany do pełni życia, która przekracza znacznie wymiary jego ziemskiego bytowania, ponieważ polega na uczestnictwie w życiu samego Boga.

Wzniosłość tego nadprzyrodzonego powołania ukazuje wielkość i ogromną wartość ludzkiego życia także w jego fazie doczesnej. Życie w czasie jest bowiem podstawowym warunkiem, początkowym etapem i integralną częścią całego i niepodzielnego procesu ludzkiej egzystencji. Proces ten - nieoczekiwanie i bez żadnej zasługi człowieka - zostaje opromieniony obietnicą i odnowiony przez dar życia Bożego, które urzeczywistni się w pełni w wieczności (por. 1 J 3, 1-2). Równocześnie to nadprzyrodzone powołanie uwydatnia względność ziemskiego życia mężczyzny i kobiety. Nie jest ono jednak rzeczywistością „ostateczną”, ale „przedostateczną”; jest więc rzeczywistością, świętą, która zostaje nam powierzona, abyśmy jej strzegli z poczuciem odpowiedzialności i doskonalili ją przez miłość i dar z siebie ofiarowany Bogu i braciom.

Kościół jest świadom, że Ewangelia życia, przekazana mu przez Chrystusa1, wzbudza żywy i poważny odzew w sercu każdego człowieka, tak wierzącego jak i niewierzącego, ponieważ przerastając nieskończenie jego oczekiwania, zarazem w zadziwiający sposób współbrzmi z nimi. Mimo wszelkich trudności i niepewności każdy człowiek szczerze otwarty na prawdę i dobro może dzięki światłu rozumu i pod wpływem tajemniczego działania łaski rozpoznać w prawie naturalnym wypisanym w sercu (por. Rz 2, 14-15) świętość ludzkiego życia od poczęcia aż do kresu oraz dojść do przekonania, że każda ludzka istota ma prawo oczekiwać absolutnego poszanowania tego swojego podstawowego dobra. Uznanie tego prawa stanowi fundament współżycia między ludźmi oraz istnienia wspólnoty politycznej.

Obrońcami i rzecznikami tego prawa powinni być w sposób szczególny wierzący w Chrystusa, świadomi wspaniałej prawdy przypomnianej przez Sobór Watykański II: „Syn Boży przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”2. W tym zbawczym wydarzeniu objawia się bowiem ludzkości nie tylko bezgraniczna miłość Boga, który „tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3, 16), ale także nieporównywalna wartość każdej osoby.

Kościół zaś, rozważając wnikliwie tajemnicę Odkupienia, uświadamia sobie tę wartość zawsze z tym samym zdumieniem3 i czuje się powołany, by głosić ludziom wszystkich czasów tę „ewangelię” - źródło niezłomnej nadziei i prawdziwej radości dla każdej epoki dziejów. Ewangelia miłości Boga do człowieka, Ewangelia godności osoby i Ewangelia życia stanowią jedną i niepodzielną Ewangelię.

To dlatego właśnie człowiek, człowiek żyjący, stanowi pierwszą i podstawową drogę Kościoła4.

Nowe zagrożenia życia ludzkiego

3. Każdy człowiek właśnie ze względu na tajemnicę Słowa Bożego, które stało się ciałem (por. J 1, 14) zostaje powierzony macierzyńskiej trosce Kościoła. Dlatego też każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko wstrząsa samym sercem Kościoła, dotyka samej istoty jego wiary w odkupieńcze wcielenie Syna Bożego i przynagla Kościół, by pełnił swą misję głoszenia Ewangelii życia całemu światu i wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16, 15).

Głoszenie to staje się szczególnie naglące dzisiaj, gdy lęk budzą coraz liczniejsze i poważniejsze zagrożenia życia ludzi i narodów, zwłaszcza życia słabego i bezbronnego. Obok dawnych, dotkliwych plag, takich jak nędza, głód, choroby endemiczne, przemoc i wojny, pojawiają się dziś plagi nowe, przybierające nieznane dotąd formy i niepokojące rozmiary.

Już Sobór Watykański II w jednej z wypowiedzi, która do dziś zachowała swą dramatyczną aktualność, potępił stanowczo liczne zbrodnie i zamachy wymierzone przeciw życiu ludzkiemu. Przypominając po trzydziestu latach słowa Soboru, raz jeszcze i równie stanowczo potępiam w imieniu całego Kościoła te przestępstwa, w przekonaniu, że wyrażam w ten sposób autentyczne odczucia każdego prawego sumienia: „Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, próby wywierania przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą; a także nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby: wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażając cywilizację ludzką bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy, i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy”5.

4. Niestety, te niepokojące zjawiska bynajmniej nie zanikają, przeciwnie, ich zasięg staje się raczej coraz szerszy: nowe perspektywy otwarte przez postęp nauki i techniki dają początek nowym formom zamachów na godność ludzkiej istoty, jednocześnie zaś kształtuje się i utrwala nowa sytuacja kulturowa, w której przestępstwa przeciw życiu zyskują aspekt dotąd nieznany i - rzec można - jeszcze bardziej niegodziwy, wzbudzając głęboki niepokój; znaczna część opinii publicznej usprawiedliwia przestępstwa przeciw życiu w imię prawa do indywidualnej wolności i wychodząc z tej przesłanki domaga się nie tylko ich niekaralności, ale wręcz aprobaty państwa dla nich, aby móc ich dokonywać z całkowitą swobodą, a nawet korzystając z bezpłatnej pomocy służby zdrowia.

Wszystko to prowadzi do głębokich przemian w sposobie patrzenia na życie i na relacje między ludźmi. Fakt, że prawodawstwo wielu państw, oddalając się nawet od fundamentalnych zasad swych konstytucji, nie tylko nie karze tego rodzaju praktyk wymierzonych przeciw życiu, ale wręcz uznaje je za całkowicie legalne, jest niepokojącym przejawem, a zarazem jedną z istotnych przyczyn poważnego kryzysu moralnego: czyny jednomyślnie uważane niegdyś za przestępcze i w powszechnym odczuciu moralnym niedopuszczalne, zyskują stopniowo społeczną aprobatę. Nawet medycyna, która z tytułu swego powołania ma służyć obronie życia ludzkiego i opiece nad nim, w niektórych dziedzinach staje się coraz częściej narzędziem czynów wymierzonych przeciw człowiekowi i tym samym zniekształca swoje oblicze, zaprzecza samej sobie i uwłacza godności tych, którzy ją uprawiają. W takim kontekście kulturowym i prawnym również poważne problemy demograficzne, społeczne i rodzinne, nękające wiele narodów świata i domagające się odpowiedzialnej i czynnej reakcji ze strony społeczności narodowych i międzynarodowych, stają się przedmiotem rozwiązań fałszywych i złudnych, sprzecznych z prawdą oraz z dobrem osób i narodów.

Prowadzi to do dramatycznych konsekwencji: choć samo zjawisko eliminacji wielu ludzkich istot poczętych lub bliskich już kresu życia jest niezwykle groźne i niepokojące, równie groźny i niepokojący jest fakt, że nawet ludzkie sumienie zostaje jak gdyby zaćmione przez oddziaływanie wielorakich uwarunkowań i z coraz większym trudem dostrzega różnicę między dobrem a złem w sprawach dotyczących fundamentalnej wartości ludzkiego życia.

W jedności z wszystkimi biskupami świata

5. Problemowi zagrożeń życia ludzkiego w naszych czasach poświęcony był Nadzwyczajny Konsystorz Kardynałów, obradujący w Rzymie od 4 do 7 kwietnia 1991 r. Po obszernym i głębokim omówieniu problemu oraz wyzwań, jakie stawia on całej ludzkiej rodzinie, a zwłaszcza wspólnocie chrześcijańskiej, Kardynałowie zwrócili się do mnie z jednomyślnie wyrażoną prośbą, abym autorytetem Następcy św. Piotra potwierdził wartość ludzkiego życia i jego nienaruszalność, nawiązując do obecnej sytuacji i do zagrażających mu dziś niebezpieczeństw.

Odpowiadając na tę prośbę, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego 1991 r. skierowałem osobny list do każdego ze Współbraci, aby w duchu biskupiej kolegialności zechcieli dopomóc mi w opracowaniu dokumentu poświęconego tej sprawie6. Jestem głęboko wdzięczny wszystkim Biskupom, którzy nadesłali odpowiedzi, zawierające cenne informacje, sugestie i propozycje. Również w ten sposób dali świadectwo jednomyślnego i zdecydowanego udziału w nauczycielskiej i duszpasterskiej misji Kościoła, głoszącego Ewangelię życia.

W tymże liście, wysłanym kilka dni po obchodach stulecia Encykliki Rerum novarum, zwracałem uwagę wszystkich na pewną szczególną analogię: „Podobnie jak przed stu laty, wobec zagrożenia podstawowych praw robotników, Kościół z ogromną odwagą wystąpił w ich obronie, głosząc święte prawa pracownika jako osoby, tak też dziś, gdy zagrożone są podstawowe prawa innej kategorii osób, Kościół poczuwa się do obowiązku użyczenia z tą samą odwagą swego głosu tym, którzy głosu nie mają. Głos Kościoła jest zawsze ewangelicznym krzykiem w obronie ubogich tego świata, tych, którzy są zagrożeni, otoczeni pogardą, i których prawa ludzkie są gwałcone”7.

Jesteśmy dziś świadkami deptania fundamentalnego prawa do życia wielkiej rzeszy słabych i bezbronnych istot ludzkich, jakimi są zwłaszcza dzieci jeszcze nie narodzone. Jeżeli u schyłku ubiegłego stulecia Kościół nie mógł milczeć wobec istniejących wówczas form niesprawiedliwości, tym bardziej nie wolno mu milczeć dzisiaj, gdy obok dawnych niesprawiedliwości społecznych, niestety nie wszędzie jeszcze przezwyciężonych, w wielu częściach świata obserwujemy zjawiska większej jeszcze niesprawiedliwości i ucisku, mylnie nieraz uważane za dowód postępu na drodze do ustanowienia nowego porządku światowego.

Niniejsza Encyklika, owoc współpracy Episkopatu wszystkich krajów świata, ma zatem być stanowczym i jednoznacznym potwierdzeniem wartości ludzkiego życia i jego nienaruszalności, a zarazem żarliwym apelem skierowanym w imię Boże do wszystkich i do każdego: szanuj, broń, miłuj życie i służ życiu - każdemu życiu ludzkiemu! Tylko na tej drodze znajdziesz sprawiedliwość, rozwój, prawdziwą wolność, pokój i szczęście!

Oby słowa te dotarły do wszystkich synów i córek Kościoła! Oby dotarły do wszystkich ludzi dobrej woli, zatroskanych o dobro każdego człowieka i o przyszłość całego społeczeństwa!

6. Zjednoczony więzią głębokiej wspólnoty z każdym bratem i siostrą w wierze i ożywiony szczerą przyjaźnią dla wszystkich, pragnę ponownie rozważyć i obwieścić Ewangelię życia, blask prawdy rozjaśniający sumienia, czyste światło uzdrawiające przyćmiony wzrok, niewyczerpane źródło wytrwałości i odwagi, które pozwalają nam podejmować wciąż nowe wyzwania, jakie napotykamy na naszej drodze.

Gdy zatem wspominam bogate doświadczenia Roku Rodziny, dopisując jak gdyby symboliczne zakończenie Listu do Rodzin, skierowanego „do konkretnych rodzin na całym globie”8, spoglądam z nową ufnością na wszystkie wspólnoty domowe i wyrażam nadzieję, że odrodzi się i umocni w każdym środowisku wola wszystkich udzielenia pomocy rodzinie, aby także dzisiaj - mimo licznych trudności i poważnych zagrożeń - pozostała ona zawsze „sanktuarium życia”9, zgodnie z Bożym zamysłem.

Do wszystkich członków Kościoła, który jest ludem życia i służy życiu, zwracam się ze szczególnie naglącym wezwaniem, abyśmy razem ukazali współczesnemu światu nowe znaki nadziei, troszcząc się o wzrost sprawiedliwości i solidarności, o utrwalenie nowej kultury ludzkiego życia, w celu budowania autentycznej cywilizacji prawdy i miłości.

Tagi:
Jan Paweł II ochrona życia obrońcy życia Encyklika

Reklama

Papież: Laudato si nie jest encykliką „zieloną”, ale społeczną

2019-06-08 15:02

vaticannews / Watykan (KAI)

„W obliczu wyzwania, jakim jest troska o wspólny dom, ludzkość potrzebuje nawrócenia, które jest zmianą kierunku, głebokim przekształceniem umysłów i serc. Należy odnowić wizję etyczną, tak, aby umieściła w centrum osoby, nie pozostawiając nikogo na marginesie życia” – te słowa skierował Papież Franciszek do uczestników Międzynarodowego Kongresu Fundacji Centesimus Annus pro Pontifice.

Grzegorz Gałązka

W tym roku kongres podjął refleksję w oparciu o Encyklikę Laudato si’ oraz nad wezwaniem, aby rozwój ekologii integralnej stawał się coraz bardziej priorytetem na poziomie międzynarodowym, krajowym oraz indywidualnym. Ojciec Święty podkreślił, że po czterech latach od publikacji Encykliki pojawiło się wiele znaków świadczących o wzroście świadomości znaczenia troski o wspólny dom.

Wiele krajów przyjęło Założenia Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Daje się zauważyć zwiększenie inwestycji na pozyskiwanie energii ze źródeł naturalnych i odnawialnych oraz na nowe metody pozwalające osiągnąć większą efektywność energetyczną. Można dostrzec rosnącą wrażliwość na problemy ekologiczne, szczególnie wśród młodych ludzi.

Franciszek zauważył, że nadal istnieje wiele wyzwań do podjęcia. W wielu przypadkach postęp na drodze realizowania Założeń Zrównoważonego Rozwoju jest mocno spowolniony, by nie powiedzieć wręcz, że nie istnieje, albo niestety cofa się. Niewłaściwe używanie zasobów naturalnych oraz modeli rozwoju obciążonych wyzyskiem oraz wykluczeniem jest przyczyną biedy oraz wzrostu niesprawiedliwości społecznej. Papież stwierdził, że encyklika Laudato si’ nie jest encykliką zieloną, ale encykliką społeczną.

"Dobro wspólne jest dzisiaj zagrożone ze strony postaw skrajnego indywidualizmu, konsumizmu oraz marnotrawstwa. To wszystko czyni trudnym budowanie solidarności gospodarczej, środowiskowej i społecznej oraz tworzenie bardziej ludzkiej ekonomii, która nie zabiega jedynie o zaspokojenie doraźnych potrzeb, ale troszczy się również o pomyślność przyszłych pokoleń – zaznaczył Papież. – W obliczu ogromu wyzwań, łatwo można by popaść w zniechęcenie, pozostawiając miejsce niepewności oraz niepokojowi. Jednakże ludzkie istnienia, zdolne do skrajnej degradacji, mogą również przekraczać siebie, powracając na drogę dobra i odrodzenia, niezależnie od jakichkolwiek uwarunkowań psychologicznych i społecznych, które zostają im narzucone".

Franciszek przypomniał, że rozwój ekologii integralnej jest wezwaniem oraz obowiązkiem. To wezwanie do odkrycia naszej tożsamości jako synów i córek naszego Ojca niebieskiego, stworzonych na obraz Boga oraz obdarzonych zadaniem administrowania ziemią. Zostaliśmy odrodzeni poprzez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa oraz uświęceni darem Ducha Świętego. Ta tożsamość jest darem Boga dla każdej osoby oraz dla całego stworzenia, które stało się nowym dzięki odradzającej łasce śmierci i zmartwychwstania Pana. W tym świetle wielkim zadaniem pozostaje bycie solidarnymi jako bracia i siostry, a dzielenie odpowiedzialności za wspólnym dom staje się zadaniem coraz bardziej naglącym – podkreślił Papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polskie małżeństwo członkami watykańskiej dykasterii

2019-07-18 17:12

Rozmawiała Marta Mastyło / Kraków (KAI)

Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi - mówi dr Aleksandra Brzemia-Bonarek, która wraz ze swoim mężem, dr. Piotrem Bonarkiem, powołani zostali na członków watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Ekspertka opowiada o swoim małżeństwie, wychowaniu piątki dzieci i zadaniach, jakie małżonkom stawia w nowej posłudze Ojciec Święty.

Grzegorz Gałązka

Marta Mastyło (UPJPII): Została Pani z mężem powołana do Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Co przyczyniło się do tego, że Ojciec Święty Franciszek właśnie Państwu powierzył tę funkcję?

Dr Aleksandra Brzemia-Bonarek: Razem z mężem otrzymaliśmy informację we wrześniu ubiegłego roku. Zadzwonił telefon z Rzymu, żeby nas przygotować, zanim o fakcie dowiedzielibyśmy się z prasy. Później otrzymaliśmy dokument podpisany przez Sekretarza Stanu.
Ja nawet nie wiedziałam, że jestem wśród osób nominowanych do tej funkcji, cała ta procedura była objęta tajemnicą, nie mam pojęcia skąd taki wybór. Ale co ważne – jako małżeństwo jesteśmy członkiem dwuosobowym. Wśród członków dykasterii są trzy pary małżeńskie i mamy działać jako para, oprócz nas są jeszcze członkowie indywidualni.

- UPJPII: Porozmawiajmy więc o Pani rodzinie, małżeństwie, życiu zawodowym. Wspólnie poszukajmy odpowiedzi, co mogło sprawić, że dokonano w Watykanie takiego a nie innego wyboru?

- Jestem związana z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie od 2007 roku, czyli od mojego doktoratu, ale etatowo zatrudniona zostałam w 2011 r. Jestem prawnikiem kanonistą, skończyłam Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w zakresie dwóch kierunków – prawa i prawa kanonicznego, mam dwa dyplomy. Początkowo pracowałam jako adwokat kościelny przy sądach metropolitalnych w Katowicach i w Krakowie. A od 2010 roku jestem obrońcą węzła małżeńskiego przy Sądzie Metropolitalnym w Krakowie. Tutaj pracuję też w katedrze kanonicznego prawa procesowego na Wydziale Prawa Kanonicznego.
W wieku 25 lat wyszłam za mąż, mój mąż jest biochemikiem fizycznym, pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Osiedliliśmy się tutaj w Krakowie ze względu na naukowy charakter pracy męża na uniwersytecie. W trakcie 19 lat małżeństwa porodziły nam się dzieci: mam 18-letniego Pawła, 16-letniego Filipa, który jest dzieckiem niepełnosprawnym, ma autyzm i niepełnosprawność intelektualną, później urodziły się dziś 10-letnia Krysia, 5-letni Jaś i 10-miesięczny Marcin.
Nie udzielam się w parafii, nie należę do żadnej grupy charyzmatycznej, nigdy nie byłam w oazie. Dlatego nie w naszej aktywności wspólnotowej należy szukać wytłumaczenia.

- UPJPII: Szukamy dalej… Może dla wielu osób, które Państwa znają, stanowicie po prostu jakiś wzór rodziny.

- My na pewno nie jesteśmy rodziną specyficzną, choć mamy dzieci więcej niż statystycznie. Mamy niepełnosprawnego syna, a to bardzo zmienia sposób funkcjonowania naszej rodziny, ponieważ musimy pod niego różne rzeczy ustawiać, on jest taką osią. On potrzebuje naszej opieki, jak również opieki swojego rodzeństwa.
Często jestem pytana o czym z mężem rozmawiamy, co nas łączy, bo prawnik kanonista i biochemik fizyczny to są absolutnie dwa różne światy, dwie metodologie itd. Ja nie do końca rozumiem to, czym zajmuje się mój mąż, w sensie naukowym, mnie to po prostu matematycznie przerasta. Natomiast pochodzimy z podobnych środowisk, obydwoje z Górnego Śląska i wartości charakterystyczne dla tego regionu są nam wspólne.
Myśmy się znali wcześniej z widzenia, ale poznaliśmy się dopiero na studiach, a konkretnie w pociągu. Ja jeździłam z Warszawy, mąż z Krakowa, ale z Katowic do rodzinnej miejscowości podróżowaliśmy już tym samym pociągiem.

- UPJPII: Wsiedliście do tego jednego pociągu i udaliście się we wspólną podróż przez życie. Czy są jakieś reguły, normy niezachwiane, jeżeli chodzi o rodzinę, w kwestiach wychowania dzieci?

- Ja jestem zwolennikiem rodziny różnopłciowej. Mężczyzna i kobieta tworzą rodzinę i inne „konfiguracje” są dla mnie po prostu sprzeczne z biologią, która w sensie ewolucji nas przecież determinuje. Zatem nie zgadzam się na to, aby osoby tej samej płci mogły adoptować dzieci. Drugą kwestią jest trwałość rodziny, w czym pomaga sformalizowanie związku. Myślę, że to publiczne określenie się bycia mężem i żoną daje bardzo solidną podstawę do tego, aby wziąć za rogi te obowiązki i te przyjemności, które się z tym łączą i próbować na tym bazować.
Oczywiście najlepiej, jeśli deklaracja życia wspólnego dla wierzących odbywa się w formie religijnej, ale w przypadku, gdy niektórzy nie mogą, to myślę także o wyłącznie cywilnych związkach. Widzę to na podstawie mojego doświadczenia z sądu kościelnego, że rzeczywiście w tych związkach, które są niesformalizowane, zawsze istnieje ta łatwiejsza możliwość „wyjścia z piaskownicy”, o wiele trudniej to zrobić, gdy się jest zorganizowanym w tej komórce podstawowej jaką jest małżeństwo, także to cywilne. Małżeństwo, czy to cywilne czy to kanoniczne, takie instytucjonalne, daje duże prawdopodobieństwo trwałości, o wiele większe niż związki nieformalne, jak na przykład konkubinaty.

- UPJPII: Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, zgadzacie się absolutnie we wszystkim? Macie pięcioro dzieci, przy czym każde z nich ma na pewno inny charakter, inną wrażliwość.

- Nie chciałabym jakoś laurkowo naszego małżeństwa pokazywać, ale wychowujemy dzieci w wolności „do”, a nie w wolności „od”. Staramy się traktować je podmiotowo, uwzględniając ich autonomię już od samego początku, już od etapu niemowlęctwa. Jak mały nie chce jeść kaszki, to nie musi, ale musi zjeść coś innego w miejsce kaszki. To funkcjonuje na takiej samej zasadzie odpowiednio w przypadku dzieci starszych. Ale wolność nie znaczy, że dzieci mogą robić wszystko, obowiązki w domu muszą być, ale te obowiązki muszą być naszymi obowiązkami wspólnymi. To nie jest tak, że ja wymagam od moich dzieci, by poszły w niedzielę do kościoła, a ja nie idę, bo wtedy przestaję być dla nich wiarygodna.
Jest jedno dziecko, które praktycznie nie ma żadnych obowiązków, to niepełnosprawny w stopniu znacznym Filip. Obowiązkiem moich dzieci jest w pewnym stopniu dbać o brata, ale równocześnie nie chcę ich obciążać nim na tyle, żeby czuły się przytłoczone faktem, że są w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, bo i tak jest im wiele rzeczy odbieranych właśnie przez to, że Filip ma pewne swoje stereotypy, zachowania i ograniczenia w kontaktach ze społeczeństwem. Np. na wakacje jeździmy do spokojnych, znanych mu miejsc, a zwiedzanie miast jest niemożliwe do realizacji.
Nie mam recepty na to, jak należy wychowywać dzieci. Myślę, że każda mama to wie intuicyjnie. Każda rodzina jest inna, nigdy nie podjęłabym się bycia osobą, która miałaby być jakimś wyznacznikiem. Nie czuję się profesjonalistką, chociaż jestem matką wielodzietną. Nasze dzieci też są różne, każde z nich urodziło się na innym etapie małżeństwa, pracy zawodowej; jedne w bloku, inne już w domu. Starsze się bawiły na placu zabaw pomiędzy blokami, a młodsze mają swój ogródek. To wszystko ma wpływ na wychowanie, na to jak się rozwijają.

- UPJPII: A sferę duchową należy pielęgnować razem?

- W zależności od osobistych zdolności i uwarunkowań. Nie ma dla wszystkich tej samej recepty.
Ja jestem człowiekiem ekstrawertycznym, mój mąż jest raczej introwertyczny. Taki człowiek, któremu bliższa jest praca w laboratorium. Nie lubi wielkich wystąpień publicznych, choć lubi wykładać, ale wystąpienia publiczne nie są jego żywiołem. My wszyscy w rodzinie jesteśmy nazbyt różnorodni. Np. 10-letnie dziecko jest głodne w danym momencie, Filip, ten niepełnosprawny, jest głośny, trudno nam byłoby w jednym czasie uklęknąć do wspólnego różańca. Natomiast kwestie wiary rozwiązuje się poprzez liczne rozmowy z dziećmi.
U nas nie ma tak, że „Pan Jezus jest w kościele”, a poza tym toczy się jakieś inne, normalne życie. Dla nas te sfery sacrum i profanum przenikają się ze sobą. Uważamy, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności i dla nas cały czas ma miejsce ten cud stwarzania świata w postaci chociażby kwitnienia kwiatów, poprzez wszystko co się wokół dzieje.
Naszym dzieciom zwracamy na to uwagę właśnie w kontekście tego Bożego stworzenia. Mój syn najstarszy jest i jakoś nie ma w nim żadnej fazy buntu przeciwko religii. Lubię z dziećmi porozmawiać, na przykład o czym była mowa na kazaniu. Rozmowy teologiczno-religijne powinny być częścią życia każdego inteligenta, ponieważ mamy życie duchowe i powinniśmy je w sobie rozwijać.
Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi. Myśmy się „skompresowali” i może stąd właśnie na nas padł wybór.

- UPJPII: To istotne, by mama i tata mówili jednym głosem?

- Tak. W sprawach kluczowych dzieci muszą mieć fundament solidny, żeby się czuły bezpieczne. Więc musimy w sprawach najważniejszych mówić jednym głosem. Dobrze jest to sobie ustalić wcześniej i oczywiście nie w ich obecności. Nie jest dobrze, gdy dzieci dostają z różnych stron inny przekaz. One do pewnego momentu potrzebują bardzo jasnego stanowiska. Odcienie szarości poznają z czasem, jak są coraz starsze, do tego też ich trzeba przygotować. Świat nie jest czarno-biały, ale warto mieć czarno-białe ideały, bo one pozwalają mieć ten kompas później.

- UPJPII: Dotknęliście już Państwo tego, czego wymaga od was nowa funkcja?

- Byliśmy na pierwszym spotkaniu w dykasterii. Pojechaliśmy z mężem i z dwójką naszych dzieci. Przedstawiliśmy się sobie.
Dykasteria mieści się na Zatybrzu w bardzo dużym czteroskrzydłowym budynku. W kwietniu trwały tam jeszcze takie ostatnie szlify remontowe przed listopadem, kiedy odbędzie się pierwsze zebranie plenarne wszystkich członków dykasterii. Będzie w nich uczestniczyć papież Franciszek. Mają trwać trzy dni. Odbywają raz do roku. To są takie nasze obowiązkowe spotkania, kiedy musimy pojechać do Rzymu.
Oprócz tego odbywają się jeszcze spotkania robocze, ich częstotliwość jest już kwestią bardziej indywidualną. Wiadomo, że te osoby, które mieszkają bliżej, będą na nich częściej. Prefekt dykasterii kard. Kevin Farrell bardzo ceni sobie nowinki technologiczne. Stąd, gdy poszliśmy do tej dykasterii, to mimo remontu, widać było jak nowoczesne jest to miejsce. Każdy z pokoi jest zaopatrzony w ergonomiczne meble i we wszystko co potrzebne do robienia telekonferencji. Pokoje, w których odbywać się będą dyskusje i rozmowy, są już przygotowane dla tłumaczy kabinowych. Wśród świeckich członków dykasterii, pochodzących przecież z różnych krajów, dominuje język angielski.
Członków dykasterii jest kilkudziesięciu. Są to księża, a pośród nich kilku biskupów, są też siostry zakonne, osoby z laikatu, poszczególne osoby świeckie i trzy małżeństwa. Jeżeli chodzi o Polaków, to jesteśmy jedyni w tym gronie. Dwie pary są z Europy, a jedna z Azji.
W ogóle ta dykasteria to bardzo umiędzynarodowiona instytucja. Pracownicy pochodzący z różnych państw w większości mieszkają we Włoszech, ale w pracy wspomagają nas jeszcze konsultorzy, są to osoby wyróżniające się jakąś szczególną wiedzą w danym zakresie. Nie są oni stałymi pracownikami dykasterii, ale są wzywani w sytuacjach, gdy potrzebna jest ich ekspercka opinia. Wśród nich też są zarówno duchowni jak i osoby świeckie, także w małżeństwie, jak i samotne.

- UPJPII: Jak wyglądało to pierwsze spotkanie?

- Pokazano nam zakres spraw, które zostaną nam przekazane do zapoznania się. To są takie jakby programy badawcze, którymi przez najbliższych 5 lat ma zająć się dykasteria.

- UPJPII: Dykasteria jest w jakikolwiek sposób decyzyjna, czy po prostu wydaje opinie, z którymi można, ale i niekoniecznie trzeba się liczyć?

- Dykasterie i kongregacje to są jakby takie ministerstwa przy papieżu. Dykasteria to organ wykonawczy i opiniujący dla papieża, pamiętajmy przecież, że w Kościele nie ma demokracji, tylko hierarchia.
Działalność dykasterii można było niedawno zauważyć w sytuacji starań o ocalenie Vincenta Lamberta, Francuza, który w stanie minimalnej świadomości przeżył 11 lat. O jego życie walczyli jego rodzice, episkopat Francji, a także sam papież Franciszek i właśnie dykasteria.

- UPJPII: Proszeni o opinie musicie robić jakieś badania, czy opieracie się państwo głównie na własnej wiedzy i doświadczeniu? Zastanawia mnie, ile czasu będziecie musieli państwo poświęcić temu zadaniu?

- Dlatego kardynał tak szpikuje te pomieszczenia dykasterii różnymi urządzeniami technicznymi, gdyż jest bardzo praktyczny i chciałby te nasze wyjazdy do Rzymu ograniczyć do minimum, a żebyśmy się przede wszystkim kontaktowali z nim i z jego pracownikami za pomocą telekonferencji. Tak w większości będą wyglądać nasze spotkania. Byliśmy pytani, czy możemy mieć w domu szerokopasmowy internet, abyśmy mogli się porozumiewać nie tylko z nim, ale także z innymi równolegle. Ja byłam pod wrażeniem tej nowoczesności, przy zachowaniu wszystkich wymogów architektonicznych.

- UPJPII: Ucieszyła się Pani otrzymaną nominacją, czy przestraszyła kolejnego obowiązku?

- Gdy powiedział mi o tym zaprzyjaźniony ksiądz profesor, to poprosiłam go, żeby sobie tak nie żartował. Mój mąż nazywa siebie accidental member, przypadkowym członkiem. On się zdziwił najbardziej. Ale dostaliśmy takie sygnały, że Ojcu Świętemu chodziło o to, aby wśród członków znalazły się takie osoby, które prawdziwie żyją, w rzeczywistym świecie, który być może dla części duchowieństwa pozostaje zupełnie nieznany. Nie byliśmy z klucza, z ludzi którzy krążą cały czas po orbicie probostwa i szkółki parafialnej, szczególnie mój mąż żyje w realiach środowiska, które jak przychodzi w niedzielę do kościoła to jest dobrze.

- UPJPII: Macie taką świadomość, że będziecie mieć wpływ na losy świata w tych dziedzinach, którymi zajmuje się dykasteria?

- Jeżeli dostanę jakieś zadanie, to je będę musiała wykonać najlepiej jak potrafię, ponieważ może to być jedyna okazja, żeby przedstawić coś, co może być później tym kamykiem do ogródka zmian.
Obliguje mnie to do bardzo rzetelnej i obiektywnej pracy, bo Ojciec Święty pewnie będzie oczekiwał od nas rzeczywistego pochylenia się nad sprawą. On nie chce, żeby to były komplementy, nie chce pochlebstw, mówienia, że wszystko jest w porządku, wszystko ładnie. Wymaga analizy jakiegoś zagadnienia. Być może dlatego nasza metodologia naukowa była papieżowi potrzebna.

- *** Małżonkowie są pracownikami naukowymi: Aleksandra – Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, Piotr – Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Są rodzicami pięciorga dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Strzelce Krajeńskie: Wyruszyła 31. Pielgrzymka Rowerowa na Jasną Górę

2019-07-20 15:02

Kamil Krasowski

Wyruszyła 31. Pielgrzymka Rowerowa ze Strzelec Krajeńskich na Jasną Górę. Do duchowej Stolicy Polski na jednośladach jedzie 80 pątników, którym towarzyszy 10-osobowa grupa obsługi. Pielgrzymi mają do pokonania 560 km. Na Jasną Górę dotrą w przyszłą sobotę 27 lipca.

- W czasie pielgrzymki modlimy się w intencji naszej Ojczyzny, za nasze miasto, władze, a także nasze rodziny. Natomiast każdy z nas wiezie swoje osobiste intencje w swoim sercu - mówi Bartek Minkiewicz, który po raz 21.bierze udział w pielgrzymce, od kilku lat jako organizator.

Pielgrzymi odwiedzą na trasie m.in. Rokitno, Kalisz, Pola Lednickie, Licheń Stary i Gniezno. Na Jasną Górę dotrą w przyszłą sobotę 27 lipca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem