Reklama

Aktualności

Papież do kapłanów w bazylice Matki Bożej Większej: wielcy święci byli wielkimi grzesznikami

Niemal wszyscy wielcy święci byli wielkimi grzesznikami lub, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus, zdawali sobie sprawę, że jedynie dzięki łasce Bożej nimi nie byli - powiedział papież Franciszek w swym drugim rozważaniu, jakie wygłosił w bazylice Matki Bożej Większej podczas rekolekcji dla księży w ramach Jubileuszu Kapłanów w czasie Roku Świętego Miłosierdzia. Przekonywał, że wśród tych, którzy działają na rzecz zwalczania uzależnień, zazwyczaj najlepiej pomagają ci, którzy sami zostali od nich ocaleni, a „najlepszym spowiednikiem jest zwykle ten, kto się lepiej spowiada”.

[ TEMATY ]

Franciszek

Rok Miłosierdzia

Grzegorz Gałązka

ROZWAŻANIE DRUGIE

REZERWUAR MIŁOSIERDZIA

Reklama

Po modlitwie o „godności zawstydzonej” i „godnym wstydzie”, który jest owocem miłosierdzia, idźmy naprzód w tym rozważaniu o „rezerwuarze Miłosierdzia”. To proste. Mógłbym powiedzieć zdanie i sobie pójść, ponieważ jest tylko jeden rezerwuar Miłosierdzia. nasz grzech. To takie proste. Często jednak się zdarza, że nasz grzech jest jak sito, jak dziurawy dzbanek, z którego w krótkim czasie wypływa łaska: „Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody” (Jer 2,13). Stąd trzeba, by Pan jasno powiedział Piotrowi, że „trzeba wybaczyć siedemdziesiąt siedem razy”. Bóg niestrudzenie przebacza, nawet wtedy, gdy widzi, że jego łasce nie udaje się zapuścić silnych korzeni w glebie naszego serca, gdy widzi, że droga jest trudna, pełna chwastów i skalista. To dlatego, że Bóg nie jest pelagianinem i dlatego niestrudzenie przebacza. Stale na nowo zasiewa swoje miłosierdzie i przebaczenie...siedemdziesiąt siedem razy.

SERCA STWORZONE NA NOWO

Możemy jednak pójść o krok dalej w tym miłosierdziu Boga, która jest zawsze „większa od naszej świadomości” grzechu. Pan nie tylko niestrudzenie nam przebacza, ale odnawia także bukłaki, w które przyjmujemy Jego przebaczenie. Używa nowych bukłaków dla nowego wina Jego miłosierdzia, aby nie było jak podarte ubranie, albo stare bukłaki. Tym nowym bukłakiem jest samo Jego miłosierdzie: Jego miłosierdzie, to doświadczane w nas samych i to, które wprowadzamy w życie, pomagając innym. Serce, które otrzymało miłosierdzie nie jest sercem połatanym, ale sercem nowym, stworzonym na nowo. To serce, o którym Dawid mówi: „Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha” (Ps 50,12). To nowe, odrodzone serce, jest bardzo receptywne.

Reklama

Liturgia wyraża duszę Kościoła, kiedy każe nam odmawiać tę piękną modlitwę: „Boże, Ty w przedziwny sposób stworzyłeś człowieka i w jeszcze cudowniejszy sposób go odkupiłeś” (Wigilia Paschalna, modlitwa po pierwszym czytaniu). Zatem to drugie stworzenie jest jeszcze bardziej cudowne, niż pierwsze. Jest to serce, które wie, że zostało stworzone na nowo dzięki połączeniu swej nędzy z przebaczeniem Boga i dlatego „jest to serce, które otrzymało miłosierdzie i daje miłosierdzie”. Zatem doświadcza dobrodziejstw łaski wobec swego zranienia i wobec swojego grzechu, odczuwa, że miłosierdzie uspakaja jego winę, nawadnia miłością jego oschłość, rozpala na nowo jego nadzieję. Dlatego też kiedy równocześnie i z tą samą łaską przebacza tym, którzy mają wobec niego jakiś dług i współczuje tym, którzy są także grzesznikami, miłosierdzie to zakorzenia się w glebie żyznej, w której woda się nie zatraca, ale daje życie. Pełniąc miłosierdzie, które naprawia krzywdy innych, nikt nie jest lepszy, by pomóc w jego uleczeniu, niż ten, kto podtrzymuje żywe doświadczenie bycia przedmiotem miłosierdzia wobec tego samego zła. Strzeż się, pamiętaj o swojej historii, opowiedz sobie swoją historię a znajdziesz tam wiele miłosierdzia. Widzimy, że wśród tych, którzy działają na rzecz zwalczania uzależnień, zazwyczaj najlepiej rozumieją, pomagają i wymagają od innych właśnie ci, którzy sami zostali od nich ocaleni. A najlepszym spowiednikiem jest zwykle ten, kto się lepiej spowiada. Możemy postawić sobie postawić pytanie: jak się spowiadam? Niemal wszyscy wielcy święci byli wielkimi grzesznikami lub, jak św. Teresa od Dzieciątka Jezus, zdawali sobie sprawę, że jedynie dzięki łasce Bożej nimi nie byli.

Zatem prawdziwym naczyniem miłosierdzia jest samo miłosierdzie, które każdy otrzymał i które zrodziło jego serce na nowo, jest to „nowy bukłak”, o którym mówi Jezus (por. Łk 5,37), „oczyszczona studnia”.

Stajemy w ten sposób w obszarze tajemnicy Syna, Jezusa, będącego miłosierdziem Ojca, które stało się ciałem. Ostateczny obraz rezerwuaru miłosierdzia znajdujemy poprzez rany zmartwychwstałego Pana, obraz piętna grzechu naprawionego przez Boga, grzechu który nie jest całkowicie zmazany, ale też nie ropieje: jest to blizna, a nie ropiejąca rana. Rany Pana. Święty Bernardy ma dwie piękne kazania o ranach Pana. Tam, w ranach Pana znajdujemy miłosierdzie. Jest on odważny i mówi: Czy czujesz się zagubiony? Źle się czujesz? Wejdź tam, wejdź w trzewia Pana, a tam znajdziesz miłosierdzie. W tej „wrażliwości” właściwej bliznom, która przypomina nam o ranach bez większego bólu i leczeniu, nie zapominając o kruchości, tam ma swoją siedzibę Boże miłosierdzie: w naszych bliznach. Rany Pana, które wciąż pozostają Jezus zabrał ze sobą: piękne ciało, nie ma na nim siniaków, ale rany zechciał zabrać ze sobą. I nasze blizny. Wszystkim nam się przytrafia, że kiedy, idziemy na badania lekarskie i mam kilka blizn, lekarz pyta: „ a ten zabieg, był z jakiego powodu?”. Spójrzmy na blizny duszy: ten zabieg, którego dokonałeś Ty, z Twoim miłosierdziem, gdzie Ty uleczyłeś… We wrażliwości Chrystusa zmartwychwstałego, który zachowuje swoje rany, nie tylko na nogach i na rękach, ale i w swym sercu, które jest sercem zranionym, odnajdujemy właściwy sens grzechu i łaski. Kontemplując zranione serce Pana odzwierciedlamy się w Nim. Nasze serce i Jego serce upodabniają się do siebie, ponieważ obydwa są zranione i zmartwychwstałe. Ale wiemy, że Jego serce było czystą miłością i zostało zranione, bo On zgodził się być słabym. Natomiast nasze serce było jedynie raną, a zostało uzdrowione, bo zgodziło się, by było miłowane. W tej akceptacji kształtuje się rezerwuar miłosierdzia.

NASI ŚWIĘCI OTRZYMALI MIŁOSIERDZIE

Warto, abyśmy podziwiali innych, którzy pozwolili, by ich serce zostało odrodzone przez miłosierdzie i abyśmy dostrzegli w jakim „rezerwuarze” je otrzymali.

Paweł otrzymał je w surowym i sztywnym rezerwuarze swego osądu ukształtowanego przez Prawo. Surowość osądu sprawiła, że stał się prześladowcą. Miłosierdzie przekształciło go w taki sposób, że stając się szukającym najbardziej oddalonych, osób o mentalności pogańskiej, z drugiej strony był najbardziej wyrozumiałym i miłosiernym wobec tych, którzy byli takimi, jak niegdyś on sam. Paweł chciał być wyklęty dla zbawienia swoich rodaków. Jego osąd umacnia się „nie sądząc nawet samego siebie”, ale dając się osądzić Bogu, który jest większy od jego sumienia, odwołując się do Jezusa Chrystusa, który jest obrońcą wiernym, od którego miłości nic i nikt nie może go oddzielić. Radykalny charakter osądów Pawła odnośnie do bezwarunkowego miłosierdzia Boga, które przewyższa dogłębną ranę, sprawiającą, że mamy dwa prawa (prawo ciała i prawo Ducha) spowodowany jest tym, że jest on obdarzony umysłem wrażliwym na absolutny charakter prawdy, zranionym właśnie tam, gdzie Prawo i Światło staje się pułapką. Słynny „oścień”, którego Pan mu nie odbiera jest rezerwuarem, w którym Paweł otrzymuje miłosierdzie Boga (por. 2 Kor 12,7).

Piotr otrzymał miłosierdzie będąc przekonanym, że jest człowiekiem rozsądnym. Był mądry mając solidny i wypracowany zdrowy rozsądek rybaka, który wie z doświadczenia, kiedy można łowić ryby, a kiedy nie. Jest to mądrość człowieka, który będąc podekscytowany podczas chodzenia po wodzie i cudownego połowu, nazbyt koncentrując swoje spojrzenie na sobie, potrafi prosić o pomoc Jedynego, który może go ocalić. Ten Piotr został uzdrowiony w najgłębszej ranie, jaką można mieć, to znaczy zaparcia się przyjaciela. Być może jest z tym związana nagana Pawła, gdy oskarżył go o dwulicowość. Mogłoby się zdawać, że Paweł uważał się za najgorszego zanim poznał Chrystusa. Ale Piotr, po tym jak się z Nim spotkał – zaparł się Go... Jednak uzdrowienie właśnie w tym przemieniło Piotra w miłosiernego Pasterza, w solidną opokę, na której zawsze można budować, ponieważ jest to słaba opoka, która została umocniona, a nie opoka, która w swojej mocy powoduje potknięcie się najsłabszego. Piotr był uczniem, którego Pan w Ewangelii najczęściej napominał. Korygował go stale, aż po ostatnie napomnienie: „co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!” (J 21,22). Tradycja mówi, że gdy Piotr uciekał z Rzymu Jezus objawił się ponownie. Piotr ukrzyżowany głową w dół jest chyba najbardziej wymownym znakiem tego rezerwuaru człowieka twardogłowego, który, aby móc otrzymać miłosierdzie, uniża się nawet w chwili, gdy składa najwyższe świadectwo miłości do swego Pana. Piotr nie chce zakończyć swojego życia mówiąc: „odrobiłem lekcję”, ale „moja głowa nigdy się nie nauczy, a zatem kładę ją na dół”. Nade wszystko stawia stopy obmyte przez Pana. Te stopy są dla Piotra rezerwuarem, poprzez który otrzymuje miłosierdzie swojego Przyjaciela i Pana.

Jan zostanie uleczony w swej pysze chęci naprawienia zła ogniem a w końcu będzie tym, który napisze „dzieci moje” i ten, który był „synem gromu” (Mk 3,17), wydaje się być jednym z tych dobrych starców, mówiących jedynie o miłości.

Augustyn został uzdrowiony w swej tęsknocie z powodu spóźnienia na spotkanie: „Późno Cię umiłowałem”; i znajdzie ten twórczy sposób wypełnienia straconego czasu miłością, pisząc swoje „Wyznania”.

Franciszek otrzymuje coraz więcej miłosierdzia, w wielu momentach swojego życia. Być może ostatecznym rezerwuarem, który stał się prawdziwymi ranami, bardziej niż ucałowanie trędowatego, poślubienie Pani Biedy i odczuwanie każdego stworzenia jako siostry, była konieczność strzeżenia w miłosiernym milczeniu Zakonu, który założył. Tutaj widzę wielki heroizm Franciszka: konieczność strzeżenia w miłosiernym milczeniu Zakon, który założył. To jest jego wielki rezerwuar miłosierdzia. Franciszek widział, że jego bracia dzielili się między sobą, biorąc za sztandar samo ubóstwo. Diabeł każe nam walczyć między sobą w obronie najświętszych rzeczy, ale „ze złym duchem”.

Ignacy został uzdrowiony w swej próżności, a jeśli to było naczyniem, to możemy się domyślać, jak wielkie było owo pragnienie próżności, które zostało przekształcone w takie dążenie do większej chwały Bożej.

W „Pamiętniku wiejskiego proboszcza” Bernanos przedstawia nam życie wiejskiego proboszcza, inspirując się życiem Proboszcza z Ars. Są tam dwa bardzo ładne fragmenty, mówiące o wewnętrznych myślach księdza w ostatnich chwilach jego nieoczekiwanej choroby: „podczas ostatnich tygodni, ostatnich miesięcy, jakie Bóg mi pozostawił, dopóki będę mógł pełnić obowiązki proboszcza... będę się troszczył o przyszłość, będę pracował dla teraźniejszości. Ten rodzaj pracy wydaje mi się na moją miarę ... udają mi się tylko rzeczy drobne, tak często doświadczając niepokoju, muszę przyznać, że drobne radości są mi dostępne”. Malutkie naczynie miłosierdzia związane jest z niewielkimi radościami naszego życia duszpasterskiego, tam gdzie możemy otrzymać oraz wypełniać w małych gestach nieskończone miłosierdzie Ojca. Małe gesty kapłanów. Drugi fragment mówi: „Skończyło się. Pewna nieufność do siebie, do swej osoby, jaką miałem, rozwiała się, sądzę, raz na zawsze. Ta walka już się skończyła. Już jej nie podejmuję, jestem pogodzony z sobą, z tą mizerną powłoką. Nienawidzić siebie jest łatwiej, niż się zdaje. Łaską jest zapomnieć o sobie. Ale gdyby wszelka pycha w nas umarła, najwyższą łaską byłoby kochać pokornie samego siebie jak każdy z umęczonych członków Jezusa Chrystusa”. Oto naczynie: „kochać pokornie samego siebie jak każdy z umęczonych członków Jezusa Chrystusa”. Jest to naczynie powszechne, jak stary dzbanek, który możemy pożyczyć od najuboższych.

„Proboszcz Brochero”, - z mojej ojczyzny - argentyński błogosławiony, który wkrótce będzie kanonizowany, „pozwolił, aby jego serce zostało przemienione przez Boże miłosierdzie”. Jego rezerwuarem okazało się w końcu jego własne ciało chore na trąd. On, który marzył, by umierać galopując, docierając do jakiejś rzeki w górach, aby udzielić namaszczenia choremu. Jednym z jego ostatnich słów było: „W tym życiu nie osiąga się chwały”. Niech to nas skłoni do refleksji: „W tym życiu nie osiąga się chwały”. „Jestem bardzo zadowolony z tego, co Bóg uczynił ze mną w dziedzinie wzroku i dziękuję mu za to bardzo”. Trąd sprawił, że był ślepy. „Kiedy byłem w stanie służyć ludzkości, zachował moje zmysły nienaruszone i mocne. Dziś, kiedy już nie daję rady, pozbawił mnie jednego ze zmysłów ciała. W tym świecie nie ma pełni chwały i jesteśmy pełni niedoli”. Wiele razy nasze sprawy zostają połowiczne, a tym samym wyjście z własnych ograniczeń zawsze jest łaską. Jest nam dane „pozostawienie rzeczy”, aby Pan je pobłogosławił i udoskonalił. Nie powinniśmy się zbytnio przejmować. To nam pozwala otworzyć się na bóle i radości naszych braci. Kardynał Van Thuan powiedział, że w więzieniu, Pan nauczył go odróżnić „sprawy Boże”, którym się poświęcił w swoim życiu, kiedy był na wolności jako kapłan i biskup, a samym Bogiem, któremu się poświęcał, kiedy był uwięziony (por. Pięć chlebów i dwie ryby, Katowice 2006). W ten sposób możemy iść naprzód, razem ze świętymi, szukając tego, co było ich rezerwuarem ich miłosierdzia. Ale teraz przechodzimy do Matki Bożej: jesteśmy w Jej domu!

MARYJA JAKO NACZYNIE I ŹRÓDŁO MIŁOSIERDZIA

Wspinając się po drabinie świętych, w poszukiwaniu naczyń miłosierdzia, dochodzimy do Matki Bożej. Jest Ona naczyniem prostym i doskonałym, poprzez które należy otrzymywać i upowszechniać miłosierdzie. Jej dobrowolne „tak” wobec łaski jest przeciwieństwem obrazu grzechu, który doprowadził marnotrawnego syna donikąd. Nosi Ona w sobie pełnię takiego miłosierdzia, które jest zarówno bardzo Jej własne, bardzo właściwe naszej duszy i bardzo kościelne. Jak stwierdziła w Magnificat: wie, że Bóg spojrzał na Nią z dobrocią w Jej uniżeniu i potrafi dostrzec, jak miłosierdzie Boże dociera do wszystkich pokoleń. Potrafi Ona zobaczyć dzieła, jakie to miłosierdzie rozwija i czuje się „przyjęta” wraz z całym Izraelem przez to miłosierdzie. Strzeże Ona pamięci i obietnicy nieskończonego miłosierdzia Boga wobec swego ludu. Jej Magnificat wypływa z serca nieskazitelnego, dyskretnego, które postrzega dzieje każdego człowieka swoim macierzyńskim miłosierdziem.

W owej chwili spędzonej samotnie z Maryją, jaką mi podarował naród meksykański, ze spojrzeniem skierowanym ku Matce Bożej, Pannie z Guadalupe, i pozwalając, by na mnie spojrzała, prosiłem Ją za was, drodzy kapłani, abyście byli dobrymi księżmi. Mówiłem to wiele razy. A w przemówieniu do biskupów powiedziałem im, że długo myślałem o tajemnicy spojrzenia Maryi, o Jej czułości i słodkości, która daje nam odwagę, by pozwolić na ogarnięcie nas Bożym miłosierdziem. Chciałbym wam teraz przypomnieć, w jaki „sposób” Matka Boża patrzy zwłaszcza na swoich kapłanów, bo przez nas chce widzieć swój lud.

Maryja patrzy na nas w taki sposób, że człowiek czuje się ugoszczony w Jej łonie. Uczy Ona nas, że „jedyną siłą zdolną do zdobycia serc ludzi, jest czuła troska Boga. Tym, co zachwyca i przyciąga, tym, co podbija i zwycięża, tym, co otwiera i uwalnia z łańcuchów, nie jest siła narzędzi czy surowość prawa, lecz wszechmocna słabość miłości Bożej, która jest niepowstrzymaną siłą Jego łagodności i nieodwracalną obietnicą Jego miłosierdzia” (Przemówienie do biskupów Meksyku, 13 lutego 2016). To, czego wasz lud szuka w oczach Maryi, to „łono, do którego ludzie, zawsze będący sierotami i wydziedziczonymi, przybywają w poszukiwaniu bezpieczeństwa i ogniska domowego”. A jest to związane z Jej sposobami patrzenia: przestrzeń, jaką otwierają Jej oczy, to przestrzeń łona, a nie przestrzeń trybunału czy poradni „zawodowej”. Jeśli czasami zauważacie, że wasze spojrzenie stało się surowsze – z powodu pracy, zmęczenia… przytrafia się wszystkim - że podchodząc do ludzi, doświadczacie uciążliwości, albo nic nie doświadczacie, spójrzcie na Nią ponownie, spójrzcie na Nią oczyma najmniejszych waszego ludu, żebrzącymi o łono, a Ona oczyści spojrzenie z wszelkiej „zaćmy”, która nie pozwala zobaczyć Chrystusa w duszach, uleczy was z wszelkiej krótkowzroczności, która czyni ludzkie potrzeby uciążliwymi, a które są potrzebami wcielonego Pana, i od wszelkiej dalekowzroczności starczej, sprawiającej, że gubią się szczegóły, drobne przypisy, gdzie rozgrywają się ważne realia życia Kościoła i rodziny. Spojrzenie Maryi leczy.

Inny „sposób patrzenia Maryi” jest związany z tkaniną: Maryja obserwuje „tkając”, widząc w jaki sposób, mając na celu dobro, może połączyć, to wszystko, co wasi ludzie Jej przynoszą. Powiedziałem biskupom meksykańskim, że „na płaszczu duszy meksykańskiej Bóg utkał nićmi noszącymi metyskie rysy waszego ludu oblicze swego objawienia się w «Czarnej Panience»” (tamże). Pewien mistrz duchowy naucza, że to, co mówi się w szczególny sposób o Maryi, mówi się o Kościele w sposób powszechny i o każdej poszczególnej duszy (por. IZAAK, OPAT KLASZTORU STELLA, Kazanie 51: PL 194, 1863). Widząc, jak Bóg utkał oblicze i postać Matki Bożej z Guadalupe na płaszczu Juana Diego, możemy modlić się rozważając, jak uplótł naszą duszę i życie Kościoła. Mówią, że nie można zobaczyć, jak obraz jest „namalowany”. To tak, jakby był wydrukowany. Lubię myśleć, że cudem było nie tylko „wydrukowanie lub namalowanie obrazu pędzlem”, ale że „został stworzony na nowo cały płaszcz” przekształcony od stóp do głów, a każda nić – z tych, które kobiety od najmłodszych lat uczą się tkać, a dla najlepszej odzieży wykorzystują nici ze środka agawy (z której liści biorą się nici) – każda nić, która zajmowała swoje miejsce zostaje przemieniona, przybierając te odcienie, które jaśnieją w swoim ustalonym miejscu, a utkane razem z innymi nićmi, podobnie przekształconymi, ukazują oblicze Matki Bożej i całą Jej osobę oraz wszystko to, co Ją otacza. Miłosierdzie czyni to samo: nie „maluje nam” od zewnątrz oblicza ludzi dobrych, nie robi z nami photoshopu, ale nićmi naszych bied i naszych grzechów poprzetykanych miłością Ojca tka nas tak, że nasza dusza się odnawia, odzyskując swój prawdziwy obraz, to znaczy obraz Jezusa. Bądźcie zatem kapłanami „zdolnymi do naśladowania tej wolności Boga, wybierając to, co pokorne, aby uczynić widzialnym majestat Jego oblicza i aby naśladować tę boską cierpliwość w tkaniu delikatną nicią człowieczeństwa, którą spotkacie, tego nowego człowieka, na którego czeka wasz kraj. Nie dajcie się pochłonąć daremnymi próbami zmiany ludu, jak gdyby miłość Boża nie miała wystarczającej mocy, aby go zmienić” (Przemówienie do biskupów Meksyku, 13 lutego 2016).

Trzecim sposobem jest wrażliwość: Maryja obserwuje uważnie, cała się poświęca i angażuje się całkowicie wobec tego, kto przed Nią stoi, jak matka która wpatruje się całą sobą w synka, który coś jej opowiada. Także matki, kiedy dziecko jest bardzo małe, naśladują głos dzieciątka, aby wypowiedziało swoje słowa: stają się małe. „Jak uczy piękna tradycja guadalupeńska, «Morenita» strzeże spojrzeń tych, którzy Ją kontemplują, odzwierciedla twarze tych, którzy Ją spotykają. Trzeba się nauczyć, że jest coś niepowtarzalnego w każdej z tych osób, które na nas patrzą, szukając Boga. Naszym zadaniem jest to, abyśmy nie byli nieczuli na takie spojrzenia” (tamże). Ksiądz, kapłan, który staje się niewrażliwy na spojrzenia jest zamknięty w sobie. „Musimy strzec w sobie każdego z nich, zachowując ich w sercu, broniąc ich. Jedynie Kościół, chroniący oblicza ludzi, którzy pukają do jego drzwi, jest zdolny, by mówić im o Bogu” (tamże). Jeśli nie potrafisz strzec twarzy ludzi, którzy pukają do twoich drzwi, nie będziesz potrafił im mówić o Bogu. „Jeśli nie rozszyfrujemy ich cierpienia, jeśli nie uświadomimy sobie ich potrzeb, to nic nie możemy im zaoferować. Posiadane przez nas bogactwo przepływa tylko wtedy, gdy spotykamy niedostatek żebrzących, a to spotkanie odbywa się właśnie w naszych sercach pasterzy” (tamże). Biskupom powiedziałem, aby zwracali uwagę na was, ich kapłanów, by „nie pozostawiali was narażonych na samotność i opuszczenie, abyście nie padali łupem światowości, która pożera serce” (tamże). Świat patrzy na nas uważnie, ale po to, by nas „pożreć”, aby nas przemienić w konsumentów... Wszyscy potrzebujmy, by nas czujnie strzeżono, bezinteresownie. Powiedziałem biskupom: „Bądźcie czujni i nauczcie się czytać ich spojrzenia, aby się z nimi cieszyć, gdy się czują szczęśliwi, mogąc opowiedzieć, «co zdziałali i czego nauczali» (por. Mk 6, 30), a także aby się nie wycofywać, gdy czują się nieco upokorzeni i mogą jednie zapłakać, gdyż «zaparli się Pana» (por. Łk 22, 61-62) oraz aby wesprzeć ich, […]we wspólnocie z Chrystusem, gdy któryś z nich, opuszczony, odejdzie z Judaszem «w nocy» (por. J 13, 30). W takich sytuacjach niech nigdy zabraknie ojcostwa was, biskupów wobec waszych księży. Ożywiajcie wspólnotę między nimi, starajcie się, aby doskonalili swe dary, włączajcie ich w wielkie sprawy, gdyż serce apostoła nie zostało uczynione dla małych rzeczy” (tamże).

Wreszcie, jak postrzega Maryja? Maryja postrzega w sposób „integralny”, jednocząc wszystko, naszą przeszłość, chwilę obecną i przyszłość. Jej spojrzenie nie jest fragmentaryczne: miłosierdzie potrafi widzieć całość i wyczuwa to, co jest najbardziej potrzebne. Tak, jak Maryja w Kanie, która była zdolna, by z góry odczuwać współczucie w związku z tym, co spowoduje brak wina na weselu i prosiła Jezusa, aby temu zaradził, choć nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, tak też całe nasze życie możemy widzieć jako „poprzedzone miłosierdziem” Maryi, która przewidując nasze braki, zapewniła wszystko, co mamy. Jeśli w naszym życiu jest trochę „dobrego wina”, to nie jest to naszą zasługą, ale Jej „uprzedzającego miłosierdzia”, tego miłosierdzia, które już opiewa w Magnificat: jak to Pan „wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej” i „pamiętał o swoim dawnym (przymierzu) miłosierdzia”, które rozciąga się z „pokolenia na pokolenie” nad ubogimi i uciśnionymi (por. Łk 1,46-55). Maryja odczytuje historię, jako dzieje miłosierdzia.

Możemy zakończyć odmawiając Salve Regina, modlitwę, w której inwokacjach rozbrzmiewa duch Magnificat. Maryja jest Matką Miłosierdzia, naszym życiem, słodyczą i nadzieją. A kiedy wy kapłani przeżywacie chwile ciemne, złe, kiedy nie wiecie, jak sobie poradzić w głębi waszego serca, mówię nie tylko „spójrzcie na Matkę Bożą”, co powinniście czynić, ale „idźcie tam, i pozwólcie by na was patrzyła, w milczeniu, zasypiając. Sprawi to, że w tych złych chwilach, może z wieloma błędami, jakie popełniliście i doprowadziły was do tego miejsca, cały ten bród stanie się rezerwuarem miłosierdzia. Pozwólcie, by Maryja na was spoglądała. Jej miłosierne oczy, to te, które uważamy za najlepsze naczynie miłosierdzia, w tym sensie, że możemy z nich chłonąć owo spojrzenie dobre i wyrozumiałe, którego pragniemy, jak tylko można pragnąć jakiegoś spojrzenia. Te miłosierne oczy pozwalają nam również zobaczyć dzieła miłosierdzia Boga w dziejach ludzi i odkryć Jezusa na ich twarzach. W Maryi znajdujemy ziemię obiecaną – Królestwo miłosierdzia ustanowione przez naszego Pana – które przychodzi już tutaj w tym życiu, po wszelkim wygnaniu, na które wypędza nas grzech. Wzięci przez Nią za rękę i chwytając się Jej płaszcza. W moim biurze mam piękny obraz, który podarował mi ojciec Rupnik, wykonany przez niego przedstawiający „Synkatabasis”: to Ona sprawia, że Jezus zstępuje a Jej ręce są jak stopnie. Ale najbardziej podoba mi się, że Jezus w jednej ręce ma pełnię Prawa, a drugą chwyta się płaszcza Maryi. To rosyjska tradycja. Mnisi, rosyjscy starcy mówią nam, że w duchowych zawirowaniach trzeba się uciec pod płaszczem Matki Bożej. Pierwsza antyfona maryjna na Zachodzie to: „Pod Twoją Obronę”. Płaszcz Matki Bożej. Nie trzeba się wstydzić, nie czynić wielkich przemówień, być przed Maryją i dać się okryć. I płakać. Kiedy znajdujemy księdza, który jest do tego zdolny, iść do Matki i płakać, z wieloma grzechami, to mogę powiedzieć, jest dobrym kapłanem, bo jest dobrym synem. Będzie dobrym ojcem. Pochwyceni przez Nią za rękę możemy z radością opiewać wspaniałość Pana. Możemy Jej powiedzieć: Moja dusza opiewa Ciebie, Panie, bo życzliwie spojrzałeś na pokorę i małość swojego sługi. Jestem szczęśliwy, bo otrzymałem przebaczenie! Twoje miłosierdzie, które okazałeś wobec wszystkich Twoich świętych wobec całego Twego wiernego ludu, objęło także i mnie. Zagubiłem się, szukając siebie samego z powodu pychy mego serca, ale nie objąłem żadnego tronu, Panie, a moją jedyną chwałą jest to, że Twoja Matka bierze mnie w ramiona, okrywa mnie swoim płaszczem i jestem bliski Jej serca. Pragnę być kochany przez Ciebie jako jeden z najbardziej pokornych z Twego ludu, nasycić Twoim chlebem tych, którzy są głodni Ciebie. Pamiętaj Panie o swoim przymierzu miłosierdzia ze swoimi synami, kapłanami Twego ludu. Obyśmy wraz z Maryją mogli być znakiem i sakramentem Twego miłosierdzia.

2016-06-02 18:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sanktuarium i kult Bożego Miłosierdzia

[ TEMATY ]

miłosierdzie

Rok Miłosierdzia

Karol Sudor

Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, gdzie zmarła św. siostra Faustyna, apostołka Bożego Miłosierdzia, jest najbardziej umiędzynarodowionym miejscem kultu w Polsce. Rocznie przybywa tu ponad 2 mln pielgrzymów z całego świata, ze wszystkich kontynentów. W niedzielę Kościół katolicki będzie obchodził Święto Miłosierdzia Bożego.

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia

Kaplica zakonna Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, w której jest łaskami słynący obraz Jezusa Miłosiernego pędzla Adolfa Hyły i relikwie św. Faustyny, została wpisana na listę sanktuariów przez kard. Karola Wojtyłę już w 1968 r. W 1992 r. kard. Franciszek Macharski wydał dekret erekcyjny ustanawiający to miejsce sanktuarium Bożego Miłosierdzia. 8 grudnia 1999 rozpoczęto budowę sanktuarium Bożego Miłosierdzia według projektu wybitnego krakowskiego architekta prof. Witolda Cęckiewicza. Wzniesiono je w rekordowym tempie. Tuż przed przybyciem Jana Pawła II w celu poświęcenia sanktuarium, pracowało tu ponad 100 robotników na dwie zmiany (w najbardziej gorącym okresie było ich 200). Jan Paweł II poświęcił bazylikę 17 sierpnia 2002 r. W dolnym kościele mieszczą się kaplice pw. św. Faustyny (dar Episkopatu i wiernych Włoch).

Przy sanktuarium mieści się Dom Duszpasterski na blisko 100 miejsc, a także poradnie - trzeźwości, rodzinna oraz dla osób z problemami religijno-moralnymi. Rektorem sanktuarium jest krakowski biskup pomocniczy Jan Zając.

Święta Faustyna Kowalska (1905-38)

Helena Kowalska urodziła się 25 sierpnia 1905 r. we wsi Głogowiec koło Łodzi. Była trzecim z dziesięciorga dzieci ubogich rolników. W 1925 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia Bożego. W zakonie przyjęła imię Maria Faustyna. Pracowała jako kucharka, ogrodniczka i furtianka w kilku domach Zgromadzenia w Warszawie, Płocku, Wilnie, Krakowie. Zwykłym obowiązkom zakonnym towarzyszyły wizje i objawienia (po raz pierwszy 22 lutego 1931 r. w Płocku).

W kolejnych objawieniach Jezus polecił jej namalowanie obrazu Pana Jezusa Miłosiernego z napisem "Jezu, ufam Tobie", chciał, aby założyła zgromadzenie, które będzie wypraszać dla świata Boże miłosierdzie, przekazał jej tekst Koronki do Bożego Miłosierdzia, chciał też aby czcić moment Jego konania na krzyżu w Godzinie Miłosierdzia, i aby pierwsza niedziela po Wielkiejnocy była obchodzona w Kościele powszechnym jako Święto Miłosierdzia Bożego.

Swoje wizje i rozmowy z Jezusem opisuje s. Faustyna w "Dzienniczku" - jednym z najwybitniejszych dzieł mistyki chrześcijańskiej. Zmarła na gruźlicę 5 października 1938 r. w klasztorze Zgromadzenia w Łagiewnikach. Za jej życia powstał jedynie obraz Jezusa Miłosiernego (namalował go wileński malarz Eugeniusz Kazimirowski), zostały wydrukowane książeczka z tekstem "Koronki do Miłosierdzia" oraz obrazki Jezusa Miłosiernego. 18 kwietnia 1993 r. papież Jan Paweł II beatyfikował, a 30 kwietnia 2000 r. kanonizował apostołkę miłosierdzia Bożego.

Kult Bożego Miłosierdzia

Głoszenie prawdy o miłości Boga do ludzi stało się misją życiową skromnej zakonnicy Faustyny Kowalskiej. "Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Mojego" - usłyszała od Chrystusa. Głoszenie zawartej w Piśmie Świętym prawdy, paradoksalnie z trudem zostało zaakceptowane przez władze kościelne - orędzie s. Faustyny Kowalskiej rozpowszechniło się dopiero po jej śmierci. Po wybuchu II wojny światowej Polacy, którzy rozproszyli się po całym świecie, szerzyli orędzie Bożego Miłosierdzia w ZSRR, Wielkiej Brytanii, USA, Meksyku.

W 1959 r. Kongregacja Świętego Oficjum, opierając się na nieprecyzyjnych przekładach "Dzienniczka", wydała notyfikację, zakazującą szerzenia kultu w formie przekazanej przez s. Faustynę. Notyfikacja obowiązywała 19 lat. Rozpoczęcie procesu informacyjnego s. Faustyny w 1965 r., odwołanie notyfikacji w 1978, opublikowanie w 1981 r. pierwszego wydania krytycznego "Dzienniczka", coraz liczniejsze pielgrzymki do jej grobu w Łagiewnikach, popularyzacja Koronki do Miłosierdzia Bożego oraz obrazu (kolejną jego wersję namalował w 1943 r. krakowski malarz Adolf Hyła i jest ona bardziej znana od wileńskiego pierwowzoru), doprowadziły do rozpowszechnienia kultu Bożego Miłosierdzia. Prawdziwy "boom" kultu nastąpił po beatyfikacji w 1993 i kanonizacji św. Faustyny w 2000 r. oraz wybudowaniu sanktuarium Bożego Miłosierdzia, które w 2002 poświęcił Jan Paweł II. Dziś kult szerzy się na wszystkich kontynentach, szczególnie w Czechach, Słowacji, na Węgrzech, w Peru, Meksyku, USA, Filipinach, Korei.

W 2005 r. do Łagiewnik przybyło np. ponad 2 mln pielgrzymów z 89 krajów świata. W tym samym czasie wpłynęło ponad 100 tys. listów z prośbami o modlitwę przez wstawiennictwo św. Faustyny - wśród nich było 6,4 tys. podziękowań za łaski już otrzymane.

Klasztor w Łagiewnikach

W 1889 r. w podkrakowskiej wsi Łagiewniki za pieniądze, ofiarowane przez księcia Aleksandra Lubomirskiego, kard. Albin Dunajewski kupił kilkanaście hektarów ziemi, na którym w stylu neogotyckim wzniesiono zakład dla dziewcząt moralnie zaniedbanych, oraz kaplicę i klasztor Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Kompleks budynków nazwano Józefów, na cześć św. Józefa, Oblubieńca Maryi. W czasie II wojny światowej siostry przyjmowały uchodźców z całej okupowanej Polski. Po wojnie, choć siostry nie mogły w pełni realizować swojego charyzmatu, w miarę możliwości pracowały z młodzieżą, opiekowały się pielgrzymami, coraz liczniej przybywającymi do grobu s. Faustyny i kaplicy z cudownym obrazem Pana Jezusa Miłosiernego.

Obecnie w klasztorze mieszka ponad 100 zakonnic. 20 z nich pracuje z 70 dziewczętami sprawiającymi problemy wychowawcze (są kierowane przez sądy) w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym im. św. Faustyny. Siostry prowadzą tu gimnazjum i liceum oraz dwie szkoły zawodowe - gastronomiczną i fryzjerską oraz internat.

W zespole klasztornym mieści się także Wydawnictwo Misericordia, popularyzujące spuściznę s. Faustyny oraz redakcja kwartalnika "Orędzie Miłosierdzia" (roczny nakład 270 tys. egz.). Tu mieści się także siedziba Stowarzyszenia Apostołów Bożego Miłosierdzia Faustinum. Erygował je w 1996 r. kard. Franciszek Macharski. Faustinum formuje apostołów Bożego Miłosierdzia. Ich formacja trwa cztery lata, prowadzona jest w 6 językach - po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, czesku i słowacku, a 4 koleje - węgierski, słoweński, koreański i hiszpański odbywają się pod kierunkiem biskupów diecezji. Apostołowie Miłosierdzia zrzeszeni w Faustinum są w 64 krajach, jest ich 11 tys. Łagiewniki są też centrum Apostolskiego Ruchu Bożego Miłosierdzia. Należą do niego zgromadzenia zakonne, stowarzyszenia, ruchy apostolskie i osoby indywidualne głoszące orędzie Miłosierdzia. Na całym świecie jest kilka milionów czcicieli Bożego Miłosierdzia, w samych USA około 2 mln.

Jan Paweł II i Łagiewniki

17 sierpnia 2002 r., po poświęceniu bazyliki Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach, Jan Paweł II wspominał: "Przychodziłem tutaj zwłaszcza w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu. Do dzisiaj pamiętam tę drogę, która prowadziła z Borku Fałęckiego na Dębniki, którą odbywałem codziennie, przychodząc na różne zmiany w pracy, przychodząc w drewnianych butach. Takie się wtedy nosiło. Jak można było sobie wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach!".

Miejsce, które znał od wczesnej młodości, i w którym zapewne poznał orędzie s. Faustyny, Karol Wojtyła nawiedzał później jako ksiądz, biskup i kardynał, a orędzie o Bożym Miłosierdziu kształtowało jego posługę w Kościele. To on rozpoczął proces informacyjny s. Faustyny, później jako papież beatyfikował ją i kanonizował. W 1980 ukazała się jego encyklika Dives in misericordia, w której podkreśla, że miłosierdzie jest głównym przymiotem Boga. Jako Papież nawiedził Łagiewniki dwa razy - 7 czerwca 1997 r. oraz 17 sierpnia 2002, gdy poświęcił bazylikę Miłosierdzia Bożego i dokonał aktu Zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu.

Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia

Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia zostało założone w 1862 r. przez Teresę Ewę z Sułkowskich Potocką. Jego zadaniem była praca na rzecz zaniedbanych moralnie kobiet, które same pragnęły odmiany swego życia. Pierwszy Dom Miłosierdzia powstał w Warszawie przy ul. Żytniej, kolejne w Krakowie, Płocku i Wilnie.

W okresie między dwoma wojnami Domy Miłosierdzia przekształcały się w zakłady wychowawcze z własnymi programami nauczania, gdzie uczono też zawodów. Po wojnie, na fali likwidacji dzieł edukacyjnych i charytatywnych Kościoła, niemal wszystkie placówki prowadzone przez Zgromadzenie zostały zamknięte. Siostry zajęły się opieką nad niepełnosprawnymi umysłowo osobami, samotnymi matkami, chorymi kobietami. Obecnie Zgromadzenie liczy ponad 430 siostry, które pracują w 18 domach w Polsce i 9 za granicą - w Rzymie, Jerozolimie, w USA, Kazachstanie, w Czechach, na Białorusi i Słowacji.

Siostry są wychowawczyniami, szerzą kult Bożego Miłosierdzia w formie, przekazanej przez św. Faustynę, poprzez apostolat, opiekę nad pielgrzymami, działalność wydawniczą. Za duchową współzałożycielkę siostry uznały św. Faustynę Kowalską, która spędziła we wspólnocie 13 lat, a jej misja nadała nowy impuls duchowy i apostolski całemu Zgromadzeniu.

CZYTAJ DALEJ

Trump do ONZ: chrońcie dzieci nienarodzone i religijne mniejszości

2020-09-23 10:32

[ TEMATY ]

ONZ

Donald Trump

Wikipedia

O kontynuacji wysiłków na rzecz ochrony dzieci nienarodzonych zapewnił prezydent USA Donald Trump we wtorkowym przemówieniu do Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W nagranym wcześniej w Białym Domu wystąpieniu prezydent wskazał też na, jego zdaniem, realne problemy świata, którym należy stawić dziś czoła: walkę z terroryzmem, handel ludźmi i niewolnictwo seksualne, prześladowania religijne oraz czystki etniczne mniejszości religijnych.

„Ameryka zawsze będzie liderem w dziedzinie praw człowieka” – zapewnił Trump, przypominając, że jego administracja zaangażowana jest w rozwijanie wolności religijnej, podnoszenie szans dla kobiet, dekryminalizację homoseksualizmu, zwalczanie handlu ludźmi i ochronę nienarodzonych dzieci. Prezydent wezwał ONZ do „skoncentrowania się na rzeczywistych problemach świata”.

Jak zauważają obrońcy życia, słowa Trumpa, który nie po raz pierwszy podnosi na forum międzynarodowym temat prawa nienarodzonych do życia, są kolejnym etapem wojny, jaka toczy się między amerykańską administracją a promującą aborcję ONZ. Wcześniej w tym miesiącu sekretarz generalny ONZ António Guterres oświadczył, że kierowana przez niego organizacja będzie „walczyć” z rządami, takimi jak administracja Trumpa, które zdecydowały o „dalszym ograniczeniu dostępu do aborcji” podczas wybuchu pandemii Covid-19.

Administracja Trumpa w ramach konkretnych działań w celu zwalczania aborcji na świecie przywróciła i rozszerzyła tzw. politykę Mexico City, która obecnie uniemożliwia przekazanie przez USA 8,8 mld dolarów pomocy zagranicznej podmiotom związanym z przemysłem aborcyjnym. W ubiegłym tygodniu administracja zaproponowała dodatkową zasadę, która umożliwia zastosowanie „polityki Mexico City” do umów międzynarodowych, grantów i umów o współpracy.

Na konieczność poszanowania prawa do życia i wolności religijnej wskazał też w swoim wystąpieniu sprzed kilku dni z okazji 75. rocznicy utworzenia ONZ sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin.

„ONZ stara się bronić powszechnych praw człowieka, które obejmują również prawo do życia i wolność wyznania, ponieważ są one niezbędne do tak bardzo potrzebnej promocji świata, w którym godność każdej osoby ludzkiej jest chroniona i rozwijana” – stwierdził kard. Parolin.

CZYTAJ DALEJ

Wspólnota Wyższego Seminarium Duchownego na pielgrzymim szlaku

2020-09-26 22:20

Archiwum WSD

Tradycyjnie przed rozpoczęciem wykładów, wspólnota Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu pielgrzymuje do jakiegoś sanktuarium, aby prosić o łaski potrzebne na nowym etapie formacji i studiów. W tym roku było to sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej w Dębowcu oraz św. Jana z Dukli.

Po dotarciu do Dębowca, przełożeni seminaryjni z rektorem ks. Rafałem Kułagą na czele, klerycy i siostry zakonne zapoznali się z historią sanktuarium i odwiedzili jego najważniejsze miejsca. Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz, który zachęcał w homilii do odczytywania Bożych znaków i podążania za nimi. Zauważył, że nieraz kwestionują one nasz świat ludzi i rzeczy. Są niepokojące jak łzy Najświętszej Maryi Panny w La Salette. Stanowią jednak okazję do tego, żeby pojednać się z Bogiem i odzyskać pełnię życia. Kaznodzieja, życzył wszystkim i sobie takiego nowego początku w roku jubileuszowym 200-lecia Seminarium. Po Eucharystii, Ojcowie Saletyni ugościli pielgrzymów obiadem.

Kolejnym etapem pielgrzymki było sanktuarium św. Jana z Dukli, gdzie odmówiona została Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Archiwum WSD

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję