Reklama

Wokół bólu

Cierpieć - nie cierpieć?

O etycznych kwestiach dotyczących bólu, cierpienia i choroby nie mówi się wprost. Są to problemy, które co najwyżej stanowią tło w dyskusjach o eutanazji albo w ogóle są spychane na margines - jako prywatna sprawa każdego człowieka. Nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia ze sprawą mniej ważną.

Niedziela kielecka 6/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z punktu widzenia medycyny o walce z bólem mówi się bardzo dużo, ale nie w kontekście sensu cierpienia. Współcześni pacjenci coraz wyraźniej żądają, by ból traktować jako schorzenie, a nie tylko jako uboczny efekt urazów czy chorób. To m.in. z ich inicjatywy Kongres Stanów Zjednoczonych ogłosił obecne dziesięciolecie Dekadą Walki z Bólem i Badań nad Bólem.
Jesienią ub. r. w Europie, również w Polsce, organizowane były spotkania pod hasłem „Świat przeciwko bólowi”. Jednak zasady etyczne związane z postępowaniem w sytuacji spotkania z bólem nie są tak głośno poruszanym problemem. Wystarczy zaś, że staniemy choćby wobec problemu eutanazji, a już trzeba zająć stanowisko wobec cierpienia. Podobnie w kwestii metod uśmierzania bólu za wszelką cenę, np. przez coraz popularniejsze pozamedyczne praktyki: bioenergoterapię czy metody reiki (leczenie przez dotyk i dostarczanie „boskiej energii”) chrześcijanin nie może być obojętny.
Można zaryzykować tezę, że dla człowieka XXI wieku, przyzwyczajonego do wszelkich udogodnień, cieszącego się za sprawą zdobyczy medycyny coraz dłuższym życiem, oswajanie bólu stanie się zadaniem olbrzymiej wagi, tym samym stawiając wciąż nowe pytania moralne. Pilną potrzebę dyskusji na ten temat sygnalizują zdobycze neurochirurgii, anestezjologii i rozwój medycyny alternatywnej.

Reklama

Zatem - czy jest możliwe życie bez bólu? Uśmierzać ból... - jak? Czy raczej z nim żyć?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

* * *

Reklama

My, chrześcijanie, przyjmujemy, że cierpienie jest skutkiem nieposłuszeństwa wobec Stwórcy. Jest ono obecne w całej historii rodzaju ludzkiego i życiu każdego człowieka. Człowiek wciąż podświadomie wyczuwa, że brak szczęścia, spowodowany bólem czy cierpieniem, nie jest dla niego czymś naturalnym. Dlatego bez względu na światopogląd od najdawniejszych czasów próbuje sobie wytłumaczyć sens bólu. Filozoficzno-etyczne koncepcje cierpienia i bólu (oraz sposoby radzenia sobie z nimi) znajdują swoje odzwierciedlenie w różnych fazach historii człowieka, począwszy od starożytności, przez średniowiecze, aż po czasy współczesne.
Jednak szukając zadowalającej definicji bólu, można zaryzykować stwierdzenie, że wszelkie wypracowane w dziejach próby jego opisu, są niewystarczające. Żadna z nich do końca nie wyjaśnia istoty bólu, czy to psychicznego, czy fizycznego. Tym bardziej nie można chyba zbudować jedynej, w pełni zadowalającej, koncepcji istnienia szeroko pojętego cierpienia w życiu człowieka.
O. Jerzy Brusiło w książce Życie bez bólu? (wyd. „Bratni Zew”, Kraków 1996) proponuje spojrzenie na ból w perspektywie krzyża. Gdy spoglądamy na krzyż, ofiarę krzyża - i tym samym „największy ból chrześcijaństwa” - dostrzeżemy, że dokonało się na nim odkupienie. Tym samym wszelkie cierpienie chrześcijanina może być czymś cennym - współudziałem w ofierze Chrystusa.
Cała tajemnica Odkupienia potwierdza, że właśnie cierpieniu - z woli Stwórcy - przypisano szczególne owoce. Dlatego cierpienie na Kalwarii stanowi punkt wyjścia dla rozważań wszystkich pokoleń chrześcijan.
Życie Chrystusa nie było wolne od bólu i utrapień. Podobnie życie Jego Matki, zawsze zjednoczonej z Synem. Podobnie jak Maryja, w to zbawcze cierpienie Chrystusa są włączeni prześladowani w Jego imię i ci wszyscy, którzy swoje cierpienie odczytują w kontekście krzyża.
Jan Paweł II uważa, że „w każdym przypadku choroba i cierpienia są ciężką próbą. Ale świat bez ludzi chorych - choć zabrzmi to może paradoksalnie - byłby światem uboższym o przeżycie ludzkiego współczucia, uboższym o doświadczenie nieegoistycznej, niekiedy wręcz heroicznej miłości” (Jan Paweł II podczas spotkania z osobami starszymi, chorymi i ułomnymi w Wiedniu 11 września 1983 r.).
Na innym miejscu Papież tak pisze o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia: „Chrystus nauczył człowieka świadczyć dobro cierpieniem - oraz świadczyć dobro cierpiącemu. W tym podwójnym aspekcie odsłonił sens cierpienia do samego końca” (Jan Paweł II, Salvifici doloris, 30).

* * *

Z jednej strony choroba i cierpienie przeżyte właściwie mogą pomóc odnaleźć najwyższe wartości, ukazać prawdę i istotę życia, ale z drugiej strony wiara chrześcijańska nie zabrania korzystania ze środków przeciwbólowych. Jest to w zgodzie z nauką Kościoła, o ile użycie środków przeciwbólowych (zwłaszcza jeśli chodzi o silnie działające narkotyki) nie pozbawia chorego świadomości, która jest ważną sferą psychiczną człowieka i istotnym elementem jego wyborów.
Dla chrześcijanina dobrowolne przyjęcie cierpienia jest wyrazem dążenia ku Bogu i samodoskonalenia się. Co nie znaczy, że trzeba biernie poddawać się cierpieniu, zwłaszcza skrajnemu. Etyka katolicka jasno precyzuje w tym względzie swoje stanowisko: „Ciężar choroby i nadchodzącej śmierci stanowi w takiej sytuacji wystarczającą szansę moralnego doskonalenia się człowieka. Jeżeli im podoła, spełnia fundamentalny obowiązek swojej rozumnej natury. Sprawą jego własnej wielkodusznej decyzji jest ewentualna gotowość wzięcia na swoje barki dodatkowego ciężaru świadomego znoszenia możliwych do opanowania cierpień” (T. Ślipko, Życie i płeć człowieka, Kraków 1978, s. 500).

* * *

Coraz częściej do głosu dochodzi pogląd, że ból nie jest biologicznie konieczny, że można z nim i trzeba walczyć, że medycyna powinna się zająć nie tylko przyczyną bólu, ale i samym bólem. Pojawia się opinia, że ból wywołuje więcej szkód niż ciężkie choroby - ma rujnujące skutki psychiczne; rodzi depresję, lęki, bezsenność; powoduje straty ekonomiczne, spowodowane zwolnieniami. W Polsce szacuje się, że mogą one rocznie wynosić kilka miliardów złotych. Zmienia się stosunek człowieka do terapii antybólowej. Powstała nowa gałąź medycyny - dolorologia, zajmująca się badaniem bólu i szukaniem sposobów jego pokonania.
Ale jest też druga strona medalu - ból jako ostrzeżenie przed poważniejszymi niebezpieczeństwami, czego przykładem mogą być przypadki wrodzonego nieodczuwania bólu (analgezji wrodzonej). Większość osób dotkniętych tym rzadkim schorzeniem umiera młodo, gdyż w porę nie wykryto ich chorób, a powtarzające się urazy powodują stany zapalne i szkodzenie stawów.
Ból i cierpienie nie jest więc tylko złem. Dla chrześcijanina istnieje możliwość uśmierzania bólu. Postęp klasycznej medycyny w walce z bólem nie jest sprzeczny z wiarą, ale to nie wyklucza tego, że wszyscy jesteśmy wezwani do spojrzenia z wiarą na ból i cierpienie, jakie spotykamy. W pokonywaniu cierpienia dużą rolę mogą bowiem odegrać także motywacja nadprzyrodzona i przekonania religijne.

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Łódź: nowy początek Wojskowej Akademii Medycznej

2026-10-02 08:07

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Joanna Popławska

Wojskowa Akademia Medyczna wraca po 24 latach

Wojskowa Akademia Medyczna wraca po 24 latach

Po blisko ćwierćwieczu Wojskowa Akademia Medyczna powróciła na mapę polskiego szkolnictwa wojskowego. Nowy rok akademicki środowisko reaktywowanej łódzkiej uczelni rozpoczęło Mszą św. w parafii wojskowej św. Jerzego. - Polski lekarz w mundurze ma być zwiastunem pokoju i ocalenia - mówił ks. ppłk Tomasz Krawczyk.

Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi została utworzona 1 lipca 2026 r. na bazie Wojskowego Centrum Kształcenia Medycznego. Uczelnia ma kształcić przede wszystkim na potrzeby Sił Zbrojnych RP, przygotowując kandydatów do zawodowej służby wojskowej oraz żołnierzy zawodowych do wykonywania zawodów medycznych, m.in. lekarza, lekarza dentysty, pielęgniarki, ratownika medycznego, farmaceuty i fizjoterapeuty.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Jeszcze bez biletu? To OSTATNIA SZANSA! Nie przegap najbardziej wyczekiwanego wydarzenia jesieni!

2026-10-02 09:19

[ TEMATY ]

Strefa Młodych Festiwal

diecezja.sosnowiec.pl/ Magdalena Kadziak

Strefa Młodych Festiwal - 17 października 2026, Arena Sosnowiec

17 października 2026 Arena Sosnowiec zamieni się w epicentrum energii, muzyki i inspiracji. Strefa Młodych Festiwal to wydarzenie pełne koncertów, spotkań, warsztatów i sesji Q&A, zaprojektowane, by łączyć, inspirować i dawać przestrzeń do bycia razem.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję