Reklama

Historia zapomniana

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 25/2004

O relacjach państwo - Kościół na ziemi lubuskiej z ks. dr. Dariuszem Śmierzchalskim-Wachoczem - autorem książki „Partia komunistyczna wobec przejawów wiary katolickiej w swoich szeregach na Środkowym Nadodrzu 1954 -1970” - rozmawia ks. Andrzej Draguła

Ks. Andrzej Draguła: - Środkowe Nadodrze to część tzw. Ziem Odzyskanych. Czy tutaj prześladowanie Kościoła przez władzę komunistyczną miało jakiś szczególnych charakter, a jeśli tak, to jak przebiegało?

Ks. Dariusz Śmierzchalski-Wachocz: - Tereny Środkowego Nadodrza - jak i cały obszar Ziem Odzyskanych - znalazły się w granicach Polski dopiero po II wojnie światowej, były to więc ziemie wyludnione. Już w pierwszych miesiącach 1945 r. rozpoczął się proces zasiedlania tych terenów. Osiedleńcy przybywali z różnych stron Europy. Ponadto przebywali tu także Niemcy, który wracali do swoich własności po przejściu frontu, zwłaszcza że za Odrą panował w tym czasie głód. Były tu także osoby innych narodowości (m.in. Amerykanie, Szwajcarzy, Hiszpanie, a nawet Brazylijczycy), które trafiły na te ziemie w czasie II wojny światowej, osadzone w obozach pracy lub obozach jenieckich. Warunki społeczne powstałe na tych terenach odnosiły się także do Kościoła katolickiego. Brakowało księży. Bardzo wcześnie ks. E. Nowicki, administrator apostolski, zwrócił się z apelem do zakonów i zgromadzeń zakonnych o przysyłanie tu kapłanów do pracy. Warunki były bardzo trudne.
Władzy ludowej początkowo bardzo zależało na dobrych stosunkach z Kościołem katolickim Poza tym władza komunistów w Polsce ciągle nie była jeszcze stabilna, mimo obecności wojsk radzieckich. Brakowało im także wiarygodności na arenie międzynarodowej, stąd stosunki państwo - Kościół w tym pierwszym okresie były dobre, a może nawet bardzo dobre.
Problemy rozpoczęły się w okresie trwania referendum 1946 r., a następnie wyborów do Sejmu ze stycznia 1947 r. Kościół stanął wtedy po stronie opozycji. Wzmogły się działania organów bezpieczeństwa, których celem była likwidacja partii prawicowych. A zatem połowa roku 1947 to czas, kiedy coraz bardziej komplikują się stosunki państwo - Kościół. Jednak komuniści musieli być w tym czasie nadal bardzo ostrożni, aby nie wywołać konfliktów społecznych i nie zakłócić w ten sposób procesu „utrwalania” władzy. Wszystko uległo zmianie po grudniu 1948 r., tj. po zjednoczeniu PPR i PPS, narodziła się wtedy PZPR. Na początku 1949 r. jedyną legalną „twierdzą” antykomunistycznych poglądów pozostał Kościół katolicki. Dopiero teraz rozpoczęła się zdecydowana walka z Kościołem. Okazją ku temu były wydarzenia z lat 1948-1949. Pierwszym była wypowiedź papieża Piusa XII, potępiająca masowe wysiedlenia oraz wystosowanie 1 marca 1948 r. listu do biskupów niemieckich w sprawie pojednania. Drugim momentem była również wypowiedź Papieża i związany z tym dekret Świętego Oficjum (z lat 1948 i 1949) o ekskomunikowaniu wszystkich działaczy partii komunistycznych na świecie, w tym również w krajach Europy Środkowowschodniej. Trzecim zaś - pojawienie się licznych komentarzy w środowisku ludzi wierzących na wieść o „cudzie lubelskim”. Ruszyła propaganda antykościelna, szukająca w Kościele kolaborantów, germanofilów i zdrajców interesu narodowego, głosząca przy tej okazji potrzebę „naukowego poglądu na świat”.

Reklama

- Jakie formy przybrało prześladowanie Kościoła w tamtym okresie?

- Od połowy 1949 r., najpierw w ramach wydziałów społeczno-politycznych starostw powiatowych, a od 1950 r. w referatach wyznaniowych powiatowych rad narodowych zaczęto zbierać informacje na temat księży pracujących na danym terenie. Były to tzw. charakterystyki. Proceder ten trwał właściwie do końca PRL-u. Oczywiście osobną działalność w tym zakresie prowadziło UB poprzez systematyczną inwigilację księży, którzy otwarcie wyrażali swoje zdanie na temat ówczesnej rzeczywistości. Większość księży została pozbawiona prawa nauczania młodzieży w szkołach. Wydano okólnik w sprawie postępowania przy rejestracji zrzeszeń, zlikwidowano kościelną Caritas oraz usunięto z Gorzowa Wlkp. administratora apostolskiego ks. E. Nowickiego.
Warto tu dodać, że władza ludowa na zachodnich rubieżach mogła sobie pozwolić na więcej. Było to wynikiem specyficznej sytuacji na tym terenie. Przede wszystkim mieszkańcy Środkowego Nadodrza nadal jeszcze nie tworzyli zwartej społeczności, wielu z nich miało zaniedbane życie religijne, komuniści zaś planowali stworzyć tutaj „poligon doświadczalny” w kształtowaniu „nowego człowieka”. Działania te trwały z różnym nasileniem do roku 1956.
Chwilowa przerwa ataków na Kościół w roku 1956 była wynikiem wygłoszenia referatu „o kulcie jednostki” na XX Zjeździe KPZR przez Nikitę Chruszczowa, co pociągnęło za sobą przetasowania również w aparacie PZPR. Przyczyną było także niezadowolenie społeczne. Na arenie politycznej pojawił się wtedy nowy człowiek - Władysław Gomułka, który potrzebował społecznego poparcia, stąd przydatny stał się znów Kościół. Wielu księży usuniętych drogą administracyjną ze swych parafii mogło do nich znowu powrócić. Powoli odżywało duszpasterstwo i życie religijne, powróciła także katecheza do szkół. W Rokitnie otwarto Centrum Szkolenia Katechetycznego. Rozpoczęła się realizacja programu Wielkiej Nowenny.
Spokój trwał jednak krótko. Już w 1957 r. komuniści zaczęli organizować zaplecze ideologiczne, m.in. powstały w tym roku dwie organizacje sensu stricte ateistyczne, tj. Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli (SAiW) oraz Towarzystwo Szkół Świeckich (TSŚ), które miały propagować świecką obrzędowość oraz szerzyć laickie wartości. Wznowiona została działalność tzw. szkół TPD, gdzie nie miało być lekcji religii, a nauczyciele mieli być odpowiednio dobrani ze względu na tzw. klarowność ideologiczną. Ponownie „pętla na szyi Kościoła” zaczęła się zaciskać. Pojawiły się tzw. trójki partyjne ds. kleru (I sekretarz PZPR, przewodniczący Rady Narodowej, z-ca Komendanta MO). W lutym 1960 r. w KW PZPR powstał Wydział Administracyjny, który zbierał informacje na temat Kościoła. Wzmogła się inwigilacja księży i kościelnych instytucji (pojawiły się podsłuchy) poprzez działalność Wydziału IV MO. Przez kolejne lata na różne sposoby próbowano dyskredytować Kościół, m.in. wtrącając się w jego wewnętrzne sprawy, np. od roku 1963 władze partyjne i administracyjne województwa wraz z SB zajęły się organizowaniem Samodzielnej Niezależnej Parafii Katolickiej w Gądkowie Wielkim (w skali kraju były takie trzy przypadki: Wierzbica, Kamionka Wielka i właśnie Gądków). Z różnym nasileniem działania te były prowadzone do końca lat 80.

- Jaki był stosunek partii wobec swoich członków, jeśli chodzi o wyznawanie wiary?

- Partia na wstępie nie stawiała żadnych wymagań w kwestiach wyznaniowych, ponieważ „przekonanie się” do światopoglądu naukowego miało przyjść z czasem jako wynik ideologicznego wychowania. Poza tym, zgodnie ze statutem, do partii wstępowało się stopniowo. Na początku potrzebne było poręczenie ze strony dwóch członków partii lub jakiejś organizacji masowej. W ten sposób adept na komunistę był przyjmowany w poczet kandydatów partii. I tu dokonywała się pierwsza faza indoktrynacji ateistycznej poprzez szkolenia, czytelnictwo, rozmowy i inne formy aktywności partyjnej. Kandydat miał się na tym etapie wyrzec wiary. Był to swoisty probierz przydatności. Zatem osoba, która podjęła aktywną działalność partyjną, a przy tym opowiadała się za światopoglądem ateistycznym, mogła się następnie ubiegać o zaliczenie w poczet członków, a następnie ubiegać się o stanowiska w hierarchii partyjnej i związane z tym przywileje. Ponadto wyższe wymogi ideologiczne stawiano tym, który wchodzili w skład aparatu partyjnego, czyli byli pracownikami etatowymi, inne zaś tzw. dołom partyjnym. Różnice w tej kwestii dotyczyły także wykonywanego zawodu i piastowanego stanowiska.

- W swojej monografii pisze Ksiądz o „religianctwie” i „klerykalizmie”. Na czym polegały te „grzechy” członków partii?

- Były dwie kategorie „grzechu ideologicznego”. Grzech „religianctwa” wyrzucano tym członkom partii, których przyłapano na uczestnictwie w praktykach religijnych. Uważano to za mniej szkodliwe wykroczenie w porównaniu do drugiej kategorii. „Klerykalizm” - tym mianem określano osoby, które nie tylko że uczestniczyły w praktykach religijnych, ale nadto utrzymywały kontakty z duchowieństwem i angażowały się w życiu parafialnym. Osoby przyłapane na tym rodzaju wykroczeń były zasadniczo od razu usuwane z partii. Zdaniem partii działacz obarczony religianctwem rokował jeszcze nadzieje na „wyleczenie”, natomiast klerykalizm był zarazą, od której należało się odseparować.

Reklama

- Jak Ksiądz wspomniał, partia prowadziła wobec swoich członków własną „katechezę”. W jaki sposób przedstawiano w niej Kościół, Boga, religię?

- Wszystko, co dotyczyło tzw. ideologii idealistycznej, było szkodliwe dla „nowego człowieka”, którego należało wychować tak, aby był wolny od naleciałości z przeszłości. Człowiek wierzący, a tym bardziej aktywny religijnie, to zdaniem partii „dinozaur”, który przetrwał, aby szkodzić nowemu społeczeństwu. Należało go dla dobra społeczeństwa unicestwić. Podłożem ideologicznym propagandy partyjnej była filozofia Feuerbacha, Freuda, Marksa, Engelsa i przede wszystkim Lenina: „Religia jako opium dla ludu”, tj. narkotyk, który spowalnia procesy dziejowe, zwłaszcza walkę klasową. Należało zatem wyleczyć społeczeństwo z tej choroby, aby w ten sposób poszerzyć jego horyzonty. Człowiek, który przekona się, że świat nadprzyrodzony nie istnieje, bardziej zaangażuje się w losy świata widzialnego. Przestanie on żyć iluzją nagrody w innym życiu, a całą energię zaangażuje w to, co jest tu i teraz. Oczywiście nie znaczyło to, że człowiek ma przestać wierzyć, przeciwnie wiara powinna pozostać, ale jej ukierunkowaniem powinna być partia. Należało wierzyć w słuszność decyzji partii, a jako dogmat należało przyjmować nauki ideologów partyjnych, a przede wszystkim tzw. klasyków. W nowej rzeczywistości bogiem jest partia, a religią - bezgraniczna dla niej wierność i oddanie. Zgodnie z ideologią marksistowsko-leninowską komunizm jest ostatnią formacją społeczno-ekonomiczną, w której nie ma już miejsca dla Boga i dla własności prywatnej, a człowiek powinien zrezygnować z własnego szczęścia po to, aby urzeczywistnić wizję „nowego człowieka”, żyjącego w bezklasowym, idealnym społeczeństwie. Natomiast Kościół to „kasta nierobów”, którzy wykorzystują ludzki lęk i nieszczęścia, aby ludzi oszukiwać i okradać. To ludzie, którzy zajmują się szpiegowaniem na rzecz USA i innych krajów kapitalistycznych, których nie interesuje dobro i szczęście obywateli, a jedynie własny interes.

- Najgłośniejszym wydarzeniem w politycznej historii diecezji gorzowskiej była walka o Dom Katolicki w Zielonej Górze, 30 maja 1960 r. Jak przedstawiano to wydarzenie w propagandzie partyjnej? A jakie rzeczywiście miało ono znaczenie?

- W tamtych czasach niejedno szkolenie czy prelekcję partyjną poświęcano, aby wykazać, iż tzw. wypadki zielonogórskie były dziełem chuliganów i tzw. kamieniarzy, do których zaliczano margines społeczny. Było to zatem wykroczenie przeciwko porządkowi społecznemu, na którego straży stało MO, SB, ORMO i ZOMO. Bito zatem nie porządnych obywateli, a jedynie zwykłych rzezimieszków, którzy na to zasłużyli, ponieważ upili się i wywołali burdę pod płaszczykiem walki o wolność Kościoła. Winę ponosił - zdaniem ideologów partyjnych - także ks. Kazimierz Michalski, który nie chciał zapłacić czynszów, a z nich przecież władza ludowa utrzymuje szkoły, przedszkola i szpitale. Chciał także podważyć autorytet legalnej władzy w województwie i kraju. Faktycznie jednak był to zryw ludzi wierzących w Zielonej Górze, którzy w systemie totalitarnym postanowili otwarcie bronić Kościoła i jego własności. Ludzie ci zapłacili wysoką cenę za swoją postawę. Wielu było bitych w czasie przesłuchań i w ostateczności otrzymało wysokie wyroki więzienia (4-5 lat). Niektórzy utracili pracę, byli wyrzucani ze szkół. Określano ich „wrogami socjalizmu”. Duża grupa uczestników tych zajść wyjechała z kraju, gdy nadarzyła się taka okazja.

- Jak z punktu widzenia historyka można ocenić wiedzę i świadomość społeczną Polaków dotyczącą historii powojennej? Jakiej edukacji nam jeszcze potrzeba?

- Polacy nie uczą się historii, a co za tym idzie, nie wyciągają z niej wniosków. My właściwie z perspektywy historii stale popełniamy te same błędy. Minęło zaledwie 15 lat od oficjalnego zamknięcia karty PRL-u, a ludzie już tęsknią za tamtymi czasami. Nie pamiętają sklepów z pustymi półkami, kolejek, kartek żywnościowych itp. Wielu w tamtych czasach za głoszone poglądy siedziało w więzieniu, czy nawet traciło życie. Dzisiejsze społeczeństwo już tego nie pamięta. Spogląda na tamte czasy z perspektywy rządów Gierka, czyli życia na kredyt. Na pewno jeszcze przez wiele lat nie pozbędziemy się mentalności tamtych czasów, które wycisnęły swoje piętno na naszej świadomości. „Ziarno ateizmu” zasiane w PRL-u dopiero teraz wydaje plon.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmiany kapłanów 2021 r.

Czerwiec to miesiąc personalnych zmian wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.

CZYTAJ DALEJ

Dziewczyna z nieba

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

wywiad

pasja

Krzysztof Tadej

Skromna, życzliwa i odważna. W 2019 r. zdobyła mistrzostwo świata w akrobacji szybowcowej. Pokonała zawodników z 13 państw. Jest pierwszą kobietą w historii, która zdobyła ten tytuł.

Krzysztof Tadej: Szybowce kojarzą się ze spokojnymi, cichymi i wolnymi lotami. Czy tak jest również, gdy wykonujesz akrobacje szybowcowe?

CZYTAJ DALEJ

Bp Muskus: kiedy wreszcie zaczniemy żyć Ewangelią?

2021-09-26 13:25

[ TEMATY ]

wiara

Vatican News

Czy potrafimy zbudować wspólnotę z ludźmi, których los stał się dla nas tak boleśnie konkretny, a ich cierpienie niemal na wyciągnięcie ręki? - pyta bp Damian Muskus OFM w związku z 107. Światowym Dniem Migranta i Uchodźcy. Jak podkreśla, uleganie mentalności, która każe rozgraniczać między „naszymi” a „obcymi”, jest „jedną z największych duchowych chorób naszych czasów”.

Bp Muskus podkreśla, że podejrzliwość i nieufność wobec ludzi, którzy „chodzą innymi drogami”, ma długą tradycję i niechlubne skutki. „Uleganie mentalności, która każe rozgraniczać między „naszymi” a „obcymi”, jest jedną z największych duchowych chorób naszych czasów. Jak pokazuje dzisiejsza Ewangelia, przytrafia się ona także tym, którzy są najbliżej Jezusa” – pisze hierarcha na swoim facebookowym profilu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję