Reklama

Abp Ryś: Bierzmowanie to sakrament inicjacji a nie dojrzałości

2017-11-22 16:47

rozmawiał Przemysław Radzyński / Łódź

Ks. Paweł Kłys
Abp Grzegorz Ryś

„Bierzmowanie to sakrament inicjacji a nie dojrzałości” – mówi KAI abp Grzegorz Ryś przed rozpoczynającym się w czwartek IV Ogólnopolskim Kongresem Nowej Ewangelizacji. – Musimy postawić sobie pytanie, czy mamy co tym młodym ludziom zaproponować w Kościele na drugi dzień i na drugi rok po bierzmowaniu” – dodaje przewodniczący Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji. Podkreśla też, że najgorszą rzeczą w duszpasterstwie jest uprawianie fikcji.

IV Ogólnopolski Kongres Nowej Ewangelizacji zatytułowany „Bierzmowanie – matura czy inicjacja chrześcijańska?” odbędzie się od 23 do 26 listopada na Jasnej Górze.

Publikujemy treść rozmowy z abp. Grzegorzem Rysiem

Przemysław Radzyński (KAI): Skąd pomysł, żeby na IV Ogólnopolskim Kongresie Nowej Ewangelizacji zająć się sakramentem bierzmowania?

Reklama

Abp Grzegorz Ryś: – Ufam, że z Ducha Świętego. Temat naszego Kongresu wpisuje się w szerszy kontekst. Po pierwsze, w przyszłym roku odbywał się będzie synod biskupów o Kościele, który ma towarzyszyć młodym w wyborze ich powołania. Mamy powszechną tendencję do narzekania na młodzież, a w tym synodzie nie chodzi o recenzowanie ludzi młodych, ale o słuchanie ich i pytanie o to, czy mają doświadczenie Kościoła, który towarzyszy im w ich życiowych wyborach.

Drugi kontekst to jest refleksja Kościoła w Polsce nad bierzmowaniem – nieco wymuszona zmianą systemu edukacji, bo trzeba sobie na nowo postawić pytanie np. w której klasie przygotowywać tego człowieka do bierzmowania.

Trzeci kontekst stanowi program duszpasterski Kościoła w Polsce, który jest nastawiony na doświadczenie w wierze działania Ducha Świętego.

KAI: W Kościele w Polsce przeważająca większość młodzieży szkolnej przygotowuje się do bierzmowania.

– Tak, nawet jeśli po pierwszej komunii świętej zrezygnowali z katechezy. Gdy w parafii rozpoczyna się przygotowywanie do bierzmowania, to oni pojawiają się z powrotem. To jest ogromna szansa na spotkanie z tymi młodymi. Jest tylko jeden warunek – to przygotowanie nie może być dodatkową szkolną katechezą – niezależnie od tego, gdzie się odbywa, bo w parafii też przecież można zorganizować taką samą lekcję jak w szkole a wiedzę wyegzekwować na egzaminie.

KAI: Mówiąc o synodzie Ksiądz Arcybiskup powiedział, że to nie będzie „recenzowanie młodzieży”, ale chyba musicie postawić jakąś diagnozę...

– Trudno globalnie odpowiedzieć na pytanie „kim jest młody człowiek w Polsce w 2017 roku?”. Ale mam nadzieję, że uczestnicy otrzymają narzędzia, jak to rozeznać w swoim środowisku. Na Kongres zaprosiliśmy psychologa, który zawodowo zajmuje się badaniem postaw młodzieży, ale także formowaniem młodych – Szymon Grzelak jest m.in. autorem programu profilaktycznego Archipelag Skarbów.

Myślę, że w tej kwestii pewien atut mają w ręce ewangelizatorzy, którzy spotykają się w bardziej naturalnych dla młodych okolicznościach niż tylko szkoła – np. na Przystanku Woodstock; podobnie jest zresztą z rekolekcjami, które przygotowują dla młodzieży ekipy ewangelizacyjne – wtedy jest czas na spotkanie, rozmowę, inny charakter ma też np. sakrament pokuty.

Mamy w Kościele ludzi, którzy wiedzą czym jest ewangelizacja, dlatego wypracowali zupełnie nowe metody przygotowania do bierzmowania. One nie są wcale mniej intelektualne od szkolnej katechezy, ale kładą nacisk na ewangelizację, czyli wybór Jezusa jako Pana i Zbawiciela, na doświadczenie wiary a nie tylko na samą wiedzę religijną.

KAI: Hasło Kongresu to pytanie: „Bierzmowanie – matura czy inicjacja chrześcijańska?”.

– W „maturze” kryją się dwie – może trochę przesadzone – intuicje. Że przygotowanie do bierzmowania jest poświęcone głównie zdobywaniu wiedzy, a po drugie, że bierzmowanie staje się sakramentem kończącym jakiś proces – orzekającym czyjąś dojrzałość.

KAI: Najczęściej bierzmowanie nazywa się sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej.

– Tymczasem to jest sakramentem inicjacji a nie dojrzałości. Skoro inicjacji, to znaczy, że jesteśmy ciągle na początku drogi i wchodzimy w jakąś tajemniczą rzeczywistość, która nas przerasta. Właśnie wchodzimy w jakieś misterium, a nie tylko zdobywamy o nim wiedzę. Zatem potrzebujemy refleksji nad tym, czy przygotowanie do sakramentu bierzmowania nie ma wyłącznie charakteru poznawczego i na ile ma charakter inicjacyjny.

KAI: Co powoduje ta zmiana myślenia na temat bierzmowania, że nie jest to punkt dojścia ale punkt wyjścia?

– Wtedy musimy postawić sobie pytanie, czy mamy co tym młodym ludziom zaproponować w Kościele na drugi dzień i na drugi rok po bierzmowaniu. Z badań, które robiliśmy na ten temat w Krakowie wynika, że pokolenie gimnazjalistów w dużej liczbie chce się zaangażować w Kościół, ale na ogół mówią, że nie widzą dla siebie miejsca w Kościele. To znaczy, że my im nic nie proponujemy. A ciekawe jest też to, że w ich gronie jest najwięcej osób, które chciałyby być zaangażowane w dzieła charytatywne, ale nie widzą zaproszenia dla siebie – bierzmujemy ich i nie pokazujemy im obszaru działania.

KAI: Jeśli chodzi o samo hasło – „Bierzmowanie – matura czy inicjacja”, to zdaje się, że teologia daje jasną odpowiedź…

– Bierzmowanie to tylko jeden z takich obszarów, gdzie jako Kościół niekoniecznie nadążamy za własnymi odpowiedziami. Wykład wprawdzie jest dość precyzyjny i jasny, natomiast życie idzie trochę własną drogą korzystając z takiego wytrycha, który się nazywa „praktyka duszpasterska” – „wiem jak ma być, ale rozeznanie w Kościele dojrzało w takim i takim kierunku”.

KAI: Czy kongres wypracuje jakieś systemowe zmiany w przygotowaniu do bierzmowania?

– Chociaż Zespół ds. Nowej Ewangelizacji działa przy KEP a na samym Kongresie będą przedstawiciele Stolicy Apostolskiej i wielu polskich biskupów, to nie mamy kompetencji, żeby kształtować nowe prawo. Kongres to raczej oddolna refleksja i próba zmiany wrażliwości ludzi, którzy posługują w tym obszarze. Nie chcemy niczego nakazywać, ale mamy nadzieję, że na Kongresie pojawi się wielu katechetów i proboszczów, którzy w swoich parafiach odpowiadają za przygotowania do sakramentu bierzmowania i doszli w tym wymiarze do przysłowiowej ściany a wiedzą, że mogłoby być zupełnie inaczej i rodzą się w nich pytania, jak to zrobić. W takich okolicznościach razem będzie nam łatwiej szukać odpowiedzi.

Teraz jest dobry moment w Kościele w Polsce, bo każdy biskup diecezjalny musi powiedzieć swojej diecezji, kiedy będzie czas bierzmowania – na koniec 8-letniej szkoły podstawowej czy w szkole średniej i w której klasie.

KAI: Prawo kościelne mówi, że rodzicem chrzestnym może być 16-latek, a do zostania nim trzeba być „dojrzałym chrześcijaninem”, czyli po bierzmowaniu.

– Jeśli ten zapis prawny ma nie być pustym przepisem, to powinniśmy umożliwić młodemu człowiekowi przygotowanie do bierzmowania przed 16 rokiem życia. Ale właśnie w takich kategoriach to należałoby czytać - że Kościół stwarza możliwość. W praktyce łatwo to osiągnąć, kiedy „wyrywamy” przygotowanie do bierzmowania ze ścisłych kanonów szkolnych a organizujemy je w parafii. Wtedy każdy - niezależnie od wieku - przychodzi do swojego proboszcza i mówi: „chcę być przygotowany do sakramentu bierzmowania”. Kiedy taką decyzję podejmie, to piłka jest także po jego stronie. Najgorsza rzecz w duszpasterstwie to uprawianie i petryfikowanie fikcji.

KAI: A propos uprawiania fikcji - czy w Kościele nie za rzadko odwołujemy się do sakramentu bierzmowania czyniąc go po trosze jednorazowym aktem, który nie ma znaczenia dla naszego późniejszego życia?

– To jest temat szerszy. My w ogóle za rzadko w Kościele nie tyle odwołujemy się do bierzmowania, co otwieramy się na doświadczenie Ducha Świętego. Znany w Polsce misjonarz - o. Antonello Caddedu - powiedział mi kiedyś, że my prowadzimy młodych do bierzmowania tak, że dla nich ten sakrament jest właściwie pierwszym momentem doświadczenia Ducha Świętego. Skoro Duch Święty jest „wielkim nieznanym” do bierzmowania, to po nim także będzie „wielkim nieznanym”.

To jest bardzo poważny problem, bo to jest pytanie o otwartość Kościoła na cały wymiar charyzmatyczny. Na Soborze Watykańskim II stwierdzono, że Duch Święty działa także dzisiaj w Kościele przez posługę charyzmatyczną, a charyzmaty nie były przeznaczone jedynie dla pierwotnego Kościoła i nie skończyły się na pokoleniu Apostołów. Dziś trzeba sobie postawić pytanie, co to znaczy w praktyce. Tu nie chodzi tylko o to, żeby było więcej bierzmowania w naszym przepowiadaniu, ale o to, żeby było więcej Ducha Świętego w naszym doświadczeniu Kościoła i przeżywania wiary.

KAI: Jak powinniśmy otwierać się na działanie Ducha Świętego?

– Naszym zadaniem jest pokazanie człowiekowi, że Duch Święty w nim rzeczywiście działa. Dość często mówię do bierzmowanych: „macie Ducha Świętego – teraz chodzi tylko o to, żeby On was miał”. Kluczem pierwszej ewangelizacji jest osoba Jezusa Chrystusa. Próbujemy prowadzić człowieka do tego, żeby uznał Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela. A to nie może stać się inaczej, jak tylko w Duchu Świętym. Św. Paweł pisze, że nikt bez Ducha Świętego nie może powiedzieć „Jezus jest Panem”. Chodzi o to, żeby człowiek chciał się temu działaniu Ducha Świętego poddać w sposób rozumny, wolny i świadomy.

KAI: Bardzo ważnym elementem Kongresu mają być warsztaty.

– Około dziesięciu warsztatów - za każdym z nich kryje się konkretne doświadczenie jakiejś wspólnoty. To nie będzie teoretyzowanie, ale zaprezentowanie sprawdzonej drogi – zarówno w Polsce, jak i za granicą. Na ogół są to metody, które rozwijały się oddolnie i rosły jak drożdże. To jest dobry wzór przemiany całego Kościoła – to nie dzieje się nakazowo czy formalnie, ale oddolnie i wynika z praktyki życia.

KAI: Czyli najpierw namysł teoretyczny, później zajęcia warsztatowe a na końcu praktyka?

– Wcześniej trzeba jeszcze dodać jeden wymiar – własne rekolekcje ewangelizatorów. Jeśli chcemy wyjść do ewangelizacji to trzeba się najpierw jej poddać, bo z definicji ktoś niezewangelizowany nie powinien wychodzić do ewangelizacji.

Kolejny wymiary to wspomniane namysł pastoralny i warsztaty. Ale zawsze naszym kongresom towarzyszy też wyjście ewangelizacyjne. Tym razem spotkamy się na Hali Polonii z młodymi Archidiecezji Częstochowskiej, którzy albo dopiero co byli bierzmowani, albo są na ostatniej prostej do tego sakramentu. Chcemy ich jeszcze raz zapytać czego pragną i czy na pewno tym, czego w życiu pragną są strumienie wody żywej, które płyną z boku Jezusa.

To jest bardzo istotne, że my nie zamierzamy tylko pogadać sobie w gronie tysiąca osób z całej Polski, ale chcemy potem w tym gronie wyjść do młodych ludzi i zobaczyć czy my w praktyce potrafimy ich słuchać, czy potrafimy im towarzyszyć – np. w modlitwie wstawienniczej, albo w sakramencie pokuty; czy potrafimy tym młodym, dopiero co bierzmowanym, pokazać całe obszary życia Kościoła, które czekają na ich aktywność.

Chodzi o to, żeby teoria miała przełożenie na praktykę, chodzi o to, żebyśmy doświadczyli Bożego działania. To wtedy zostaje w ludziach znacznie bardziej niż to, co przeczytają w książkach. Liczymy na piękne spotkanie z młodymi ludźmi.

Tagi:
wywiad abp Grzegorz Ryś bierzmowanie

Abp Ryś do uczniów szkół katolickich: spotkaliście Jezusa w swoim życiu?

2019-12-06 14:39

Ks. Kłys

- Jezus nie przychodzi w nasze życie, żeby sobie pogadać. Nie przychodzi, żeby wygłosić nawet najpiękniejsze teorie. Jezus przychodzi po to, żeby nasze życie zmieniać – mówił arcybiskup Grzegorz Ryś.

ks. Paweł Kłys

Uczniowie i nauczyciele łódzkich szkół katolickich wzięli udział w adwentowym dniu skupienia, w którego centrum była Msza święta celebrowana w samo południe w katedrze łódzkiej. Liturgii przewodniczył arcybiskup Grzegorz Ryś.

- Nauczanie Jezusa to nie jest tylko informacja. Żyjemy dzisiaj w świecie, gdzie informacji jest bardzo, bardzo dużo. Otwieracie wasze komputery, wasze ipady, wasze – co tam macie po kieszeniach – informacji jest potąd. Ale co was formuje? Co sprawia, że stajecie się co raz bardziej dojrzałymi ludźmi? Co was w życiu zmienia? Czy jest w tym Jezus? Dajecie Jezusowi prawo, by wszedł w wasze życie i działał, zwłaszcza tam, gdzie doznajecie takiej biedy, na którą sami nie znajdujecie lekarstwa? - pytał w homilii arcybiskup łódzki.

Łódzki pasterz zwrócił uwagę na to, że - Ewangelia nie jest gadaniną o Bogu, który kocha i jest miłosierny. (…) Posłuchaliśmy tego Słowa, wcielicie je w swoje życie? To jest właśnie adwent. Bóg w Jezusie przychodzi do nas ze Słowem, ale i z mocą i z działaniem. Z takim działaniem, które ma nas dotknąć intymnie, blisko. – podkreślił kaznodzieja.

- Są rzeczy pomiędzy tobą, a Bogiem, które powinny zostać tajemnicą. Nawet jak będziesz się starać, to i tak o tym nie opowiesz. Wiec zostaw to w sobie, jako doświadczenie osobiste, indywidualne. Spotkałeś Jezusa w domu z bliska, On cię dotknął, ty Go dotknąłeś, zmieniło to cos w tobie? Jesteś inny po tym spotkaniu? Nie musisz o tym gadać, tylko idź i rób tak samo. – dodał arcybiskup.

Na terenie Łodzi działają cztery szkoły katolickie: Katolicka Szkoła Podstawowa i Liceum Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich, Zespół Szkół Katolickich im. Jana Pawła II, Zespół Szkół Salezjańskich im. ks. Jana Bosko oraz Katolickie Liceum Ogólnokształcące oo. Bernardynów im. o. Anastazego Pankiewicza.

• KATOLICKA SZKOŁA PODSTAWOWA I KATOLICKIE LICEUM

Stowarzyszenia Przyjaciół Szkół Katolickich,

93-262 Łódź, ul. Z. Nałkowskiej 2, tel. 643-46-12

• ZESPÓŁ SZKÓŁ KATOLICKICH

im. Jana Pawła II

91-170 Łódź, ul. K. Baczyńskiego 156, tel.42 613-18-60, fax 42 613-18-65

• ZESPÓŁ SZKÓŁ SALEZJAŃSKICH

im. ks. Jana Bosko

90-046 Łódź, ul. Wodna 34, tel. 42 674-14-04, fax 42 676-13-68

• KATOLICKIE LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE

oo. Bernardynów im. O. Anastazego Pankiewicza

91-738 Łódź, ul. Bł. Anastazego Pankiewicza, tel. 42 656-11-24

x.Paweł Kłys

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Szymon Hołownia wystartuje w wyborach prezydenckich w 2020 r.

2019-12-08 18:55

lk / Gdańsk (KAI)

Publicysta i dziennikarz, zaangażowany w działalność charytatywną Szymon Hołownia ogłosił w niedzielę 8 grudnia swój start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Na spotkaniu programowym w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim zaprezentował najważniejsze postulaty swojego programu politycznego. - Chcę Polski tak solidarnej, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej - mówił.

Magdalena Pijewska/Niedziela

"Coś się kończy, więc coś się zaczyna" - tak Hołownia zapowiadał od kilku dni w mediach społecznościowych swoją decyzję o starcie w wyborach prezydenckich. W niedzielę popołudniu na spotkaniu pod nazwą "Dlaczego i po co?" wyjaśnił, jakie są jego polityczne plany.

Na początku spotkania zaprezentowano badania, wedle których aż 73 proc. Polaków uważa, że prezydent naszego kraju nie musi być związany z żadną partią polityczną. Tę tezę sam Hołownia rozwinął później w swoim przemówieniu.

Na wstępie wyjaśnił, że swą decyzję ogłasza w Gdańsku, gdyż jest to miasto, w którym bardzo dobrze jest zaczynać nową rzeczywistość. Jest to jednak też miasto, w którym niemal rok temu zginął tragicznie ugodzony nożem prezydent Paweł Adamowicz, a jego śmierć - do której nawiązał Hołownia - wstrząsnęła całą Polską. - To coś, co wtedy pękło, zaczęło pękać we mnie wcześniej - mówił dziennikarz, nawiązując także do głębokiego podziału, jaki dotknął polskie społeczeństwo po katastrofie smoleńskiej w 2010.

Hołownia stwierdził, że te wydarzenia sprawiły, iż Polska zaczęła tracić swoje wewnętrzne fundamenty, tworzące wspólnotę całego narodu. - W szoku jednak nie można nigdy pozostać. Jeżeli zło ma zwyciężyć z dobrem, to musi być odskocznią do czynienia dobra, a nie miejscem, w którym się zostaje - stwierdził.

"Na co mam czekać? Co jeszcze musi się stać, żebym porzucił wygodną kanapę recenzenta rzeczywistości?" - pytał Hołownia retorycznie i dodał, że chce swojej córce i jej pokoleniu zostawić coś więcej niż tylko dziennikarski dorobek lub złudną popularność w mediach społecznościowych.

Jak powiedział, współczesny świat jest przestrzenią wielkich możliwości, w tym tych, jakie dają nowe technologie, ale też miejscem zagrożonym przez zanieczyszczenie klimatu oraz wielkie podziały społeczne - niezrozumiały konsumpcjonizm z jednej strony, a dotkliwy głód z drugiej strony.

Polska rzeczywistość z kolei zdominowana jest według niego przez spory, które dotarły już do wielu środowisk, a nawet rodzin. Sporów tych nie równoważy dobrobyt czy lepsza ściągalność podatków, którą chwalą się rządzący. Hołownia nazwał to ironicznie "polską szkołą kompromisu" i z ubolewaniem stwierdził, że ów kompromis jest traktowany niemalże pogardliwie, jako kapitulacja z podtrzymywania własnych argumentów.

"Dlaczego nie możemy być różni, ale równi, a nie lepsi i gorsi?" - pytał. - W Polsce, choć kalendarz pokazuje coś innego, nie skończyły się jeszcze lata 90. XX wieku z ich niekończącymi się sporami o wszystko, z uprawianiem polityki siekierą - dodał.

Od dwudziestu lat mamy wiek XXI, w którym problemy powinno się rozwiązywać nie siekierą, a skalpelem - mówił. Jego zdaniem, dziś jest czas nowych wyzwań i nowych pokoleń, które bardzo często nie chodzą na wybory. - Dlaczego nie chodzą? Bo partie - zajęte tym, kto będzie przewodniczącym - mówią o wszystkim, tylko nie o tym, co dla nich najważniejsze: jaki świat zostawi im nasze pokolenie? - kontynuował Hołownia.

Dziennikarz przedstawił następnie swoje postulaty. Stwierdził, że chce "Polski solidarnej, która jest tak silna, jak najsłabszy, a nie najsilniejszy w niej". To kraj, który "bardziej niż o ławeczki niepodległości i strzelnice w każdym powiecie dba o 14 mln wykluczonych komunikacyjnie Polaków".

W jego postulatach znalazła się także troska o dzieci wykluczone z dostępu do opieki psychiatrycznej, osoby w kryzysie bezdomności czy o "transseksualną dziewczynę, która skoczyła z Mostu Łazienkowskiego w Warszawie, bo czuła się zaszczuta przez naszą wspólnotę".

Hołownia powiedział, że chce Polski, w której "każdy akt prawny jest oglądany pod kątem skutków dla powietrza, dla wody, dla Ziemi, bo bez nich wyborca PiS czy PO, katolik czy ateista, kończy tak samo".

Polska w jego programie wyborczym jest też aktywna obywatelsko oraz silna w strukturach samorządowych, na które nie czyha centralny rząd. Ma to być Polska "rozmawiająca, a nie przemawiająca", także w kontekście polityki zagranicznej.

Zdaniem dziennikarza, trzeba dążyć do tego, by Polska była zakorzeniona w europejskiej wspólnocie, mającej dobre relacje z USA, ale też zauważającej swoich sąsiadów, także tych mniejszych.

Hołownia opowiedział się także za takim modelem państwa, w którym głównego tonu nie nadają partie polityczne wyciągające ręce po to, co wspólne: spółki skarbu państwa, media publiczne, samorządy, sądy oraz "po historię i po Kościół".

"Mówię to jako katolik: trzeba dziś przeprowadzić w Polsce, dla dobra tej Polski i tego Kościoła, przyjazny rozdział Kościoła od państwa" - powiedział. - I wiem, bo widzę to od lat na własne oczy, że tego wszystkiego nie będzie w stanie zrobić nikt, kto wywodzi się z partii. Nie może uzdrowić tego chorego systemu ktoś, kto jest jego częścią - tłumaczył Hołownia.

- System się zawiesił. Żeby się odwiesił, w maju 2020 r. musimy w nim zamontować niepartyjny bezpiecznik - dodał.

Jego zdaniem, prezydent w polskim systemie ustrojowym nie jest "stróżem żyrandola", jak ów urząd nieraz pogardliwie określano. Ma, w opinii Hołowni, całe mnóstwo ustrojowych narzędzi do tego, aby być gwarantem tego, że w Polsce znajdzie się miejsce zarówno dla wyborców PiS, PO, PSL, Konfederacji i innych partii. Chodzi o to, by żyć w takiej Polsce, w której "ludzie nie zgadzają się ze sobą koniecznie, ale taką, w której - mimo, że się nie zgadzają - umieją się lubić i szanować".

Ma to być Polska, w której ważne święta jednoczą, a nie dzielą; taka, w której "tym, czym powinien zajmować się spowiednik, nie zajmuje się minister", wreszcie taka, w której "zamiast walczyć z ideologiami, próbuje się zrozumieć ludzi" - To mało? - zapytał Hołownia.

Swoje programowe przemówienie zakończył przypomnieniem, że w maju przyszłego roku Polacy wybiorą nowego prezydenta oraz deklaracją skierowaną do uczestników spotkania w Gdańsku: "Chcę w nich kandydować. Chcę się u was ubiegać o tę pracę. Chcę, żebyście mi powierzyli funkcję stróża naszej narodowej wspólnoty. Nie wesprą mnie partyjne przelewy i wielki biznes, nie potrzebuję ich, bo mam was. I to wam przez najbliższe pół roku chcę opowiedzieć o Polsce moich marzeń, która jest w naszym zasięgu: Polsce solidarnej, Polsce zdrowiejącego środowiska, Polsce samorządnej i obywatelskiej".

Szymona Hołownię już uwzględniono w najnowszym sondażu zaufania przeprowadzonym przez IBRiS na zlecenie portalu Onet.pl. Z badań przeprowadzonych 6-7 grudnia wynika, że dziennikarz cieszy się zaufaniem 20,2 proc. badanych, z czego 8,1 proc deklaruje, że zdecydowanie mu ufa. Jednocześnie, aż 46,1 proc. badanych zaznaczyło, że nie zna jego nazwiska. Hołownia pozostaje obojętny dla 20,3 proc. badanych.

Liderem sondażu jest prezydent Andrzej Duda, któremu ufa ponad 45 proc. badanych.

Szymon Hołownia ma 43 lata. Jest publicystą i pisarzem. Pracował m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku Polska", tygodniku "Ozon" i "Rzeczpospolitej". Jest stałym felietonistą "Tygodnika Powszechnego". W latach 2007–2012 był dyrektorem programowym stacji telewizyjnej Religia.tv. W TVN prowadził etyczny talk-show "Między sklepami" (2007-2010) a wraz z Marcinem Prokopem współprowadził m.in. program "Mam talent!" (2008–2019).

Dwa razy został laureatem nagrody Grand Press: w kategorii "Wywiad" za rozmowę z teologiem ks. prof. Jerzym Szymikiem i w kategorii "Dziennikarstwo specjalistyczne" za wywiad z etykiem i filozofem dr. Kazimierzem Szałatą. Jest też laureatem Nagrody „Ślad” im. bp. Jana Chrapka.

Dwukrotnie przebywał w nowicjacie zakonu dominikanów. Ma na swoim koncie liczne publikacje dotyczące chrześcijaństwa i jego codziennego praktykowania, m.in. "Kościół dla średnio zaawansowanych", "Tabletki z krzyżykiem" czy "Bóg, kasa i rock'n'roll" (wspólnie z M. Prokopem).

Jest od lat zaangażowany jest w działalność pomocową jako założyciel Fundacji Dobra Fabryka, której celem statutowym jest wspieranie osób z biedniejszych regionów świata, a także Fundacji Kasisi, która opiekuje się Domem Dziecka prowadzonym przez Siostry Służebniczki Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w Zambii.

Szymon Hołownia jest żonaty z Urszulą Brzezińską-Hołownią, zawodowym oficerem Wojska Polskiego i pilotką myśliwca MiG-29, mają jedną córkę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Metropolita częstochowski, paulini i pielgrzymi złożyli Niepokalanej hołd z kwiatów

2019-12-09 09:43

mir/Radio Jasna Góra / Jasna Góra (KAI)

- Niepokalana, zwyciężaj w życiu naszych wspólnot, zwłaszcza, gdy w naszym czasie na polskiej ziemi zagrożona jest źle pojęta i źle użyta wolność, godność kobiety i matki, godność i przyszłość dzieci prosił abp Wacław Depo metropolita częstochowski podczas hołdu z kwiatów złożonego Niepokalanej na wzór rzymski. Hołd z kwiatów w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP w duchowej łączności z papieżem Franciszkiem to już zwyczaj praktykowany na Jasnej Górze od 2009 r., kiedy to poświęcona została nowa figura.

B.M. Sztajner

Zobacz zdjęcia: „Hołd z kwiatów” na Jasnej Górze

Tegoroczne uroczystości odbyły się na Jasnej Górze także w łączności z kościołem Ducha Świętego w Warszawie, skąd wyrusza Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę i gdzie rozpoczęła się modlitwa w obronie życia, Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. Świątynia od uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP stała się Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia. – Będzie ona też naszym punktem odniesienia w dzisiejszych zmaganiach z kulturą śmierci. Będziemy odkrywać to misterium życia; Bożego., duchowego i tego ludzkiego, które dziś tak lekką ręka się traktuje – podkreśla przeor warszawskiego klasztoru o. Marek Tomczyk.

- Maryja Matka Życia zaprasza nas, byśmy dziękowali za Boga, żyjącego w nas i szanowali dar życia - mówił podczas składania hołdu z kwiatów dla Niepokalanej przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra. - Chcemy modlitwą i przez konkretne rozwiązania stać na straży życia szczególnie w rodzinach – zachęcał paulin.

Pod przewodnictwem abp. Wacława Depo dokonany został akt zawierzenia Maryi. – Maryjo obroń nas od nienawiści, pogardy i wszelkich podziałów. Obroń Kościół na ziemi polskiej, aby miał odwagę głoszenia Prawdy w porę i nie w porę! - mówił metropolita częstochowski.

Po czym główny celebrans na podnośniku wozu strażackiego przygotowanego przez Państwową Straż Pożarną w Częstochowie został uniesiony na wysokość figury, gdzie złożył wiązankę z białych kwiatów. Za przykładem arcybiskupa także wierni złożyli na cokole przed figurą przyniesione przez siebie kwiaty.

Uroczystość jest nawiązaniem do rzymskiego zwyczaju tzw. omaggio floreale (hołdu z kwiatów), który sięga 1938 r., kiedy to papież Pius XI polecił Papieskiej Akademii Niepokalanej przygotować 8 grudnia na placu Hiszpańskim w Rzymie uroczysty akt oddania czci Matce Najświętszej. Odtąd każdego roku Ojciec Święty składa Maryi wieniec z kwiatów. W częstochowskim sanktuarium kwiaty składa nie tylko arcybiskup, ale i pielgrzymi.

Z parafii Imienia NMP w Międzylesiu w diec. warszawsko-praskiej z roku na rok przyjeżdża coraz więcej wiernych. Jak podkreśla Mariusz Talarek, to tu na Jasnej Górze wymodlono dla parafii powołanie kapłańskie, czy babcie wyprosiły narodziny upragnionych wnucząt. Jak podkreśla „hołd z kwiatów to taki symboliczny wyraz wielkiej wdzięczności Maryi za liczne cuda za Jej wstawiennictwem. Piękna tradycja”.

Na Jasnej Górze hołd Maryi składany jest pod figurą Niepokalanej na placu przed szczytem. Figura stoi pośrodku placu, gdzie do 1917 r. znajdował się pomnik cara Aleksandra II. W stanie wojennym pod tą figurą układany był krzyż z kwiatów i zniczy na znak jedności Polaków, pamięci o aresztowanych i prześladowanych, z prośbą o wyzwolenie z komunistycznej niewoli. Pod rzeźbą Niepokalanej przez cały rok trwa modlitwa pielgrzymów, którzy wchodzą na Jasną Górę od strony Alei NMP. W sezonie pielgrzymek pieszych pątnicy składają Maryi tysiące kwiatów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem