Reklama

Ojczyznę się kocha

Niedziela warszawska 46/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mój przyjaciel, składając mi przez telefon gratulacje, przywołał do telefonu swego wnuczka i powiedział: „Powiedz Księdzu Biskupowi-Nominatowi, co się wydarzyło i złóż najlepsze życzenia”. A wnuczek na to: „Dziadek, Dziadek, wiesz, co, ksiądz Tadziu Głódziem został”.

Z Biskupem Polowym WP Tadeuszem Płoskim rozmawia Rafał Chromiński

Rafał Chromiński: - Jak Ksiądz Biskup przyjął tę decyzję Ojca Świętego o mianowaniu Ekscelencji biskupem polowym?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bp Tadeusz Płoski: - Ta decyzja była dla mnie częściowo zaskoczeniem, chociaż jak każdy żołnierz nosi w plecaku buławę generalską, tak samo każdy kapłan może stanąć przed większymi wyzwaniami, z jakimi wiąże się posługa biskupia. Kościół liczy wówczas na dyspozycyjność. Ta decyzja jest dla mnie wyzwaniem, z lękiem i pewną trwogą ją przyjmuję. Jednocześnie ufam Chrystusowi, który powołując, wyposaża nas w pewne predyspozycje, wspiera swoją łaską, daje światło, rozeznanie. Łatwiej było mi tę decyzję podjąć, jako że przez niemal przez 13 lat przygotowywałem się do niej w wymiarze wojskowym i kapelańskim, nie mówiąc o 22 latach kapłaństwa. Można powiedzieć, że jako biskup polowy jestem „własnego chowu”. W szeregach kapelańskich wzrastałem, pełniłem posługę kapelana na różnych odcinakach, pełniłem różne funkcje w Kurii Polowej.

- Jak rozpoczęła się przygoda Księdza Biskupa z duszpasterstwem wojskowym?

Reklama

- Abp Sławoj Leszek Głódź zaprosił mnie do współpracy w 1992 r. Odwiedziłem wówczas w Kurii Polowej swego starszego kolegę ze studiów i z Wydziału Prawa Kanonicznego KUL, ówczesnego kanclerza ks. mjr. Andrzeja Dzięgę. W tym czasie ordynariat polowy WP był w potrzebie, organizowało się duszpasterstwo wojskowe i jego struktury, powstawały dekanaty, parafie, ośrodki duszpasterskie. Zbliżałem się do ukończenia doktoratu. Miałem wówczas szczęście spotkać się po raz pierwszy w życiu z biskupem polowym Sławojem Leszkiem Głódziem. W obecności ks. mjr. Dzięgi i bp. Głódzia podjąłem decyzję, że jeśli tylko mój pasterz abp Edmund Piszcz pozwoli, jestem gotów od jutra stanąć do zadań związanych z posługą kapelańską. Obecny biskup sandomierski Andrzej Dzięga po latach przypomniał mi, że w ocenie bp. Głódzia moja decyzja była szybka, i jestem „zwarty i gotowy”.
Wcześniej wiele słyszałem o abp. Głódziu, że jest zasadniczy, że bardzo szybko odczytuje znaki czasu i wprowadza to w życie. Charakterologicznie odpowiadają mi tacy ludzie i osobiście także lubię sytuację „albo, albo” - „krótka piłka, długi serw”. Chciałem pod tą batutą dalej realizować swoje powołanie kapelańskie. Zgodę od abp. Piszcza otrzymałem. Oddelegował mnie do duszpasterstwa wojskowego na 5 lat. W czerwcu 1993 r. obroniłem doktorat. Początkowo stanąłem w szeregu na stanowisku notariusza. Pomagałem w duszpasterstwie wojskowym przy katedrze polowej przy ul. Długiej, gdzie zamieszkałem.

- Jako jedyny biskup w Polsce ukończył Ekscelencja Podyplomowe Studium Operacyjno-Strategiczne (PSOS) w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie-Rembertowie. Czy zdobyta tam wiedza pomoże w posłudze biskupiej?

Reklama

- Nie odbyłem zasadniczej służby wojskowej. Biskup polowy WP postanowił mnie skierować na PSOS w AON Warszawie-Rembertowie. O tym studium mówi się „generalska szkoła”. Trzeba je ukończyć, żeby być generałem. Na kursie byłem najmłodszym stopniem - kapitanem; było także 2 podpułkowników i 33 pułkowników. Niektórzy może odbierali mnie jako kogoś „przysłanego przez Watykan”, osobę, która będzie pisała raporty, meldowała. Patrzono na moje zachowanie, z kim przebywam, gdzie wychodzę, jak się modlę. Moja grupa oficerów była dla mnie wyrozumiała i szybko mnie zaakceptowała. Stałem się jednym z nich, choć stopniem byłem najmłodszym.
Pewnej strategii musimy się uczyć na różnych odcinkach naszego życia. Strategia, zwłaszcza jej metodologia, jako narzędzie przydaje mi się w duszpasterstwie wojskowym. Mówi się o strategii życia małżeńskiego, rodzinnego, o strategii w firmach, koncernach, o strategii naszego państwa, o strategii Unii Europejskiej. Ja przekładam strategię, której się uczyłem na niwę duszpasterstwa wojskowego. Wiele to daje, jest to pewien instrument, pewne mechanizmy, z którymi się człowiek zapoznaje. Jest to logiczne, ścisłe myślenie. Tego zorganizowania, dyscypliny i mechanizmów organizacyjno-administracyjnych potrzeba także w wymiarze Kościoła, zarówno lokalnego, jak i Kościołów partykularnych. Teraz jako pasterz ordynariatu polowego WP na grunt diecezji wojskowej chciałbym przenosić nie tylko mechanizmy typowo logiczne, metodologiczne, chociaż one powinny mi pomagać. Ale to nie wszystko.
Do tej pory byłem kolegą, przyjacielem, jednym z szeregu kapelanów i oficerów. Teraz muszę stawać się ojcem. To wzrastanie w tym ojcostwie jest moim wyzwaniem i zadaniem, do realizacji, którego trzeba wiele łaski Bożej, by być godnym powołania do posługi pasterskiej, a jednocześnie pokornym. Nie na tyle pokornym, że aż pysznym, ale realistą. Nie chciałbym być tylko takim „zaprogramowanym robotem”, ale przede wszystkim kimś, kto ma serce, uczucia, kto wzrastał w różnych środowiskach, które go kształtowały. Wiele tego depozytu, który nazywam skarbem wyniosłem z domu rodzinnego. Są to Mama, Tata, Rodzeństwo, najbliżsi. Na drodze mojego kapłaństwa spotykałem wiele grup modlitewnych, w duszpasterstwie akademickim. To sobie bardzo cenię. Jest to dobra „szkoła jazdy”.
Już 12. kolegów z mojego kursu na PSOS jest generałami w siłach zbrojnych Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Sądzę, że będzie mi łatwiej w bezpośrednich, przyjacielskich kontaktach z nimi, ale także w sprawach służbowych, dotyczących duszpasterstwa wojskowego.

- Jaką wizję duszpasterstwa wojskowego zamierza Ekscelencja realizować? Na co szczególnie chce zwrócić uwagę?

Reklama

- Jako hasło biskupiego posługiwania wybrałem słowa uczniów idących do Emaus: Mane nobiscum, Domine - Zostań z nami, Panie (por. Łk 24, 29). List Apostolski Ojca Świętego Jana Pawła II Mane nobiscum, Domine, który rozpoczyna Rok Eucharystyczny jest dla mnie takim programem. Te fragment Ewangelii Łukaszowej już wcześniej bardzo mnie poruszył. Jest to sytuacja nie tylko dwóch uczniów, ale także całego Kościoła pielgrzymującego, w tym Kościoła wojskowego. Przeżyliśmy dzieła zbawcze, mękę i śmierć Chrystusa. Idziemy, jak dwaj uczniowie, rozważamy to, co się już wydarzyło i zastanawiamy się nad tym, co będzie. Nieraz w tych naszych dyskusjach, dywagacjach nie zauważamy, że pośród nas staje Chrystus Zmartwychwstały, pełen mocy, ten, który jest zwycięzcą śmierci, piekła, szatana i ludzkich problemów. Chrystus przybliża się do nas delikatnie, kulturalnie nawet niezauważony, przysłuchuje się naszym rozmowom. Nieraz Chrystus pyta nas w głębi naszych sumień, „o czym rozprawiacie?”. Powinniśmy Mu mówić o naszych sprawach egzystencjalnych, bytowych, o sprawach politycznych, gospodarczych, ekonomicznych, militarnych, o tym, co jest naszym życiem. Często szukamy przez wysiłek naszego intelektu, serca i potęgę naszych mięśni rozwiązań naszych dylematów. Często jednak zapominamy o tym, że to nie tylko nasze ludzka sprawa, ale to sprawa Chrystusa, który za nas oddał swe życie. Chciałbym, by do tych wielkich debat zarówno na polu państwowym, jak i międzynarodowym, a także w naszych prywatnych rozmowach zawsze, by był obecny Chrystus.
Zostań z nami, Panie to także tytuł modlitewnika żołnierzy II Korpusu gen. Andersa.

- Przez wiele lat był Ksiądz Biskup bliskim współpracownikiem abp. Sławoja Leszka Głódzia, przyglądał się z bliska jego posłudze. Czy doświadczenia swojego poprzednika wykorzysta Ksiądz Biskup w swojej pracy?

Reklama

- Praca, którą zaczynałem w Ordynariacie to trudna „szkoła jazdy”. Przez rok, przed rozpoczęciem PSOS, miałem okazję wdrażać się w duszpasterstwo wojskowe. Oprócz bp. Głódzia, ojca, przyjaciela i brata, który był bardzo wymagający w stosunku do mojej osoby, spotkałem także wielu wspaniałych księży kapelanów. Wspomnę tu śp. ks. płk. Tadeusza Dłubacza, dziekana Instytucji Centralnych MON, ks. prof. Jerzego Syryjczyka, wikariusza generalnego, pracowników Kurii polowej, a także księży kapelanów, którzy byli wikariuszami w katedrze polowej. Ten rok pracy, można było liczyć za trzy lub cztery lata. Tempo było szalone. Był to czas remontu katedry polowej. Nikt nie patrzył, kto jaki urząd pełnił, ale wszyscy razem angażowali się w sprzątanie. Ekscelencja zawsze mnie fascynował. Nie zawsze było łatwo. Zdarzały się momenty „dyscyplinujące”, czy mobilizujące do wyzwań, w tempie szybkim - nakreślony czas, nakreślone miejsce, terminy. Dla takiego adepta, który przychodzi, początkowo się rozgląda i może inaczej wyobrażał sobie tę pracę, był to czas trudny. Mogą przychodzić momenty pewnego załamania. Nie powiem, że nie miałem takich. Zastanawiałem się, czy przy takim tempie zdołam to wytrzymać. Muszę powiedzieć, że wspierali mnie koledzy, Ksiądz Biskup, który nie tylko wydawał polecenia, ale mieliśmy momenty przyjacielskiej, spokojnej rozmowy, wyjaśnienia sobie pewnych kwestii, taki czas ukojenia. To mnie wszystko fascynowało i mobilizowało żeby nadal trwać i być w tej szkole.
Bp Głódź nie tylko w oczach nas kapelanów, ale także innych hierarchów i obserwatorów, był postrzegany jako ktoś, kto błyskawicznie odczytywał znaki czasu i wprowadzał to w życie. Ustanawiał „przyczółki” na mapie naszej Ojczyzny, „od Bałtyku po gór szczyty” - od Żar, Żagania, czy Gubina, Białystok, Hrubieszów. Z jednej strony budziło to podziw. Z drugiej strony taka postawa budziła lęk, niepokój dziennikarzy i wielu innych, którzy pytali czy to nie za szybko, za gwałtownie, czy cel nie uświęca środków. Jednak trzeba stwierdzić, że bp Głódź idealnie „wstrzelił się w 10”. Realizując ten cel, jakim jest duszpasterstwo w Wojsku Polskim, a także otwarcie koszar dla posługi kapelanów.
Przypomnę tu słowa mojego Poprzednika, który zapewniał, że „kapelani nie sklerykalizują wojska i rodzin wojskowych, a żołnierze nie zmilitaryzują kapelanów i Kościoła”. W perspektywie tych minionych 14 lat mogę powiedzieć, że to wielkie wyzwanie, przed którym stanął bp Głódź udało mu się w 100 % zrealizować. Została zorganizowana Kuria polowa. W terenie powstały dekanaty rodzajów sił zbrojnych i okręgów wojskowych. Powstały parafie wojskowe, parafie wojskowo-cywilne, ośrodki duszpasterskie. Opieką duszpasterską objęto szpitale wojskowe, sanatoria, uczelnie wojskowe, poligony, miejsca ćwiczeń. Ponadto przyszły wyzwania związane z misjami pokojowymi ONZ, a także po wejściu Polski do NATO, związane z misjami Paktu Północnoatlantyckiego.
Bp Głódziowi sprawy Polski leżą głęboko na sercu. Można to dostrzec w pięknych kazaniach, którymi zawsze zachwycał i będzie zachwycał. Jest niedoścignionym mistrzem w słowie.
W pierwszym okresie mojej posługi w rdynariacie polowym zachwyciłem się kazaniami bp. Bandurskiego, biskupa Legionów Polskich. W osobie bp. Głódzia widzę kontynuatora kazań bp. Bandurskiego. Mój Poprzednik niejako „na żywo” uzupełnił mi ten nurt kazań patriotycznych, głęboko religijnych, w których szczególne miejsce zajmuje nasza Ojczyzna. Chciałbym być kontynuatorem, ale wiem, że będzie to trudne. Mickiewicz nigdy nie będzie Słowackim i odwrotnie, chociaż obaj byli wielcy. Nie chciałbym czegokolwiek uronić z tego nurtu sprawy Bożej, polskiej, żołnierskiej leżącej na sercu każdego biskupa polowego. Wchodzę na grunt już zorganizowany. Chylę czoło przed moim Poprzednikiem, o którym się mówi, „że mnie zrodził”.
Mój przyjaciel, pułkownik, na wysokim stanowisku, składając mi przez telefon gratulacje, przywołał do telefonu swego wnuczka i powiedział: „Powiedz Księdzu Biskupowi-Nominatowi, co się wydarzyło i złóż najlepsze życzenia”. A wnuczek na to: „Dziadek, Dziadek, wiesz co, ksiądz Tadziu Głódziem został”. Widać z tego, że to stanowisko i urząd biskupa Polowego bardziej kojarzy się z nazwiskiem bp. Głódzia. Jest to dla mnie chwałą, że miałem możliwość być na różnych odcinakach posługi, na które wyznaczał mi bp Głódź. Byłem notariuszem, szefem Oddziału duszpasterskiego, redaktorem naczelnym Naszej Służby przez 6 lat, korespondentem Radia Watykańskiego, rzecznikiem prasowym, kanclerzem, opiekunem i referentem alumnów Seminarium ordynariatu polowego. Patrząc na to, co robiłem, widzę, że zadania te pozwalały mi się odnajdywać w różnych sytuacjach. Dzisiaj widzę, że jest mi to bardzo przydatne. Trochę „liznąłem” z różnych dziedzin duszpasterstwa wojskowego. Wyrażam wdzięczność mojemu poprzednikowi biskupowi polowemu Sławojowi Leszkowi Głódziowi, jak i Prezbiterium księży kapelanów moich kolegów, dla których dzisiaj muszę być ojcem i przełożonym, że wchodzę na niwę duszpasterską dobrze zorganizowaną.

- Czym według Ekscelencji powinien charakteryzować się współczesny patriotyzm? W jaki sposób powinien się manifestować?

- Patriotyzm to wszystkie te uczucia serca, umysłu, które są związane z miłością Ojczyzny. Ojczyzna to ojcowizna, to całe dziedzictwo, któremu na imię Polska. W Ojczyźnie człowiek się rodzi. Ojczyzny się nie wybiera, Ojczyznę się kocha. Należy się jej szacunek, pietyzm, miłość i te wszystkie najszlachetniejsze uczucia, które z nią związane. Żeby umiłować, trzeba poznać, stąd wielka zachęta do poznawania tego, co jest dobrami kultury, wytworem umysłu, talentu ludzi, którzy to dziedzictwo stanowią. Trzeba również ochraniać to dobro, jakim jest Ojczyzna. Za to dobro jesteśmy odpowiedzialni. Płynie z tego troska, czuwanie - „czuwam, bo jestem człowiekiem sumienia”. Mądry filozof powiedział, że człowiek czuwa w dwóch sytuacjach - kiedy się boi i kiedy kocha. Uważam, że w odniesieniu do Ojczyzny, nie z lęku i strachu czuwają żołnierze i ci, którzy są sługami jej bezpieczeństwa, ale z miłości. Nasza troska o to, co jest nam powierzone winna płynąć z miłości.
Obecnie, kiedy spotykamy się z zagadnieniem bezpieczeństwa globalnego, te horyzonty ojczyźniane zostają niejako rozszerzone. Mówi się o dobru wspólnym, o zasadzie pomocniczości w wymiarze międzynarodowym, powszechnym. Ten duch patriotyzmu w obliczu takich zagrożeń, jak terroryzm, czy wojny winien także wykraczać poza granice własnej ojczyzny. Patriotyzm to także troska o pokój, sprawiedliwość w szerszym wymiarze, niż własny kraj. Patriotyzm przejawia się także w solidarności z innymi narodami, które muszą zabiegać o wolność. Sprawiedliwość jest minimum miłości. W imię tej sprawiedliwości, która jest minimum tej chrześcijańskiej miłości musimy iść z pomocą innym narodom. To są właśnie misje stabilizacyjne. Do ich formy można się „przyczepić”, ale towarzyszymy żołnierzom tam, gdzie oni są, nawet jeśli takie a nie inne rozwiązania polityczne wielu nie odpowiadają.

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dziecko rośnie, napełnia się mądrością, a łaska Boga spoczywa na Nim

2026-01-12 12:14

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Proroctwo Malachiasza powstaje po powrocie z wygnania, w epoce perskiej. Świątynia już działa, a w kulcie mnożą się zaniedbania. W poprzednim rozdziale pada pytanie: „Gdzie jest Bóg sprawiedliwości?” (Ml 2,17). Odpowiedź zaczyna się od słowa „Oto”. Biblia Tysiąclecia mówi: „wyślę anioła mego”. Hebrajskie (mal’akh) znaczy „posłaniec” i gra z imieniem proroka („Malachiasz” = „mój posłaniec”). Anioł „przygotuje drogę”, więc najpierw prostuje ścieżki serca. Nowy Testament rozpoznaje w tym posłańcu Jana Chrzciciela (Mk 1,2; Mt 11,10; Łk 7,27). Potem brzmi zdanie o przyjściu Pana do swojej świątyni. Akcent pada na „swojej”. Świątynia należy do Boga, a nie do ludzkich planów. Pan przychodzi „nagle”. To słowo niesie zaskoczenie dla tych, którzy domagają się sądu, a nie dotykają własnej winy. Pada też tytuł „Anioł Przymierza” (mal’akh habbərît). W tekście biblijnym posłaniec nie tylko ogłasza przymierze, ale wprowadza je w życie. Obrazy „ognia złotnika” i „ługów folusznika” mówią o procesie, który wypala domieszki i wybiela tkaninę. „Synowie Lewiego” to słudzy ołtarza, więc chodzi o uzdrowienie serca liturgii i etosu kapłańskiego. „Ofiara Judy i Jeruzalem” staje się miła Panu jak w dawnych dniach. Dar płynie z wierności. Cyryl Jerozolimski w Katechezie 15 czyta Ml 3,1-3 jako proroctwo o dwóch przyjściach Chrystusa: wejściu do świątyni i przyjściu oczyszczającym, które odsłania prawdę o człowieku. Liturgia tego święta słyszy w Malachiaszu pierwszy krok tej obietnicy. Pan wchodzi do swojej świątyni niesiony na rękach Matki.
CZYTAJ DALEJ

Jezus dotyka tego, co zranione i odrzucone, i przynosi pokój

2026-01-12 12:19

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Pixabay.com

Opowiadanie stoi w samym środku buntu Absaloma przeciw Dawidowi. Syn królewski ucieka na mule i zostaje uchwycony przez drzewo. Zawisa między niebem a ziemią, a zwierzę biegnie dalej. Ta pozycja mówi o życiu rozdwojonym i o władzy, która wymyka się spod kontroli. Tekst mówi o „głowie” uwięzionej w konarach. Wcześniej księga podkreślała jego niezwykłe włosy (2 Sm 14, 26), więc scena nabiera gorzkiej ironii. Absalom budował swoją pozycję na uroku i na sile, a kończy bezbronny, wystawiony na spojrzenie żołnierzy. Sługa widzi go żywego i donosi Joabowi. Joab bierze trzy oszczepy i przebija nimi serce Absaloma. W tle stoi rozkaz Dawida, aby oszczędzić syna (2 Sm 18, 5). W jednej chwili kończy się bunt i kończy się życie syna.
CZYTAJ DALEJ

USA: Zniszczono szkołę katolicką w Południowej Kalifornii; zbezczeszczono figury Matki Bożej i kaplicę

2026-02-03 09:02

[ TEMATY ]

profanacja

Stany Zjednoczone

cbsnews.com/zrzut ekranu

Społeczność szkoły katolickiej w Long Beach jest w szoku po tym, jak wandale zdewastowali teren szkoły w niedzielny wieczór. W poniedziałek rano władze szkoły odkryły, że przedmioty religijne, takie jak figury Matki Bożej zostały zbezczeszczone.

Zniszczenia były ogromne; gazeta Long Beach Post podała, że ​​wartość niektórych zniszczonych posągów wyniosła dziesiątki tysięcy dolarów, podczas gdy inne przedmioty kultu religijnego były po prostu bezcenne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję