Reklama

Być kapłanem na Syberii

Z kapłanem archidiecezji wrocławskiej ks. Andrzejem Obuchowskim, obecnie proboszczem parafii w Bijsku na Syberii, redaktorem naczelnym „Syberyjskiej Katolickiej Gazety”, rozmawia Tatiana Mosunowa.
Rozmowę przeprowadzono w bibliotece jekaterinburskiej parafii św. Anny.

Niedziela dolnośląska 2/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tatiana Mosunowa: - Znają Księdza w każdym katolickim domu od Permiu do Bijska (syberyjska diecezja Przemienienia Pańskiego), do którego dociera katolicka prasa. Proszę powiedzieć kilka słów o sobie.

Ks. Andrzej Obuchowski: - Urodziłem się 25 kwietnia 1965 r. w Jeleniej Górze. Moi rodzice Regina i Marian Obuchowscy pochodzą z Białorusi. Są Polakami repatriowanymi w 1959 r. Mam jeszcze troje rodzeństwa. Po ukończeniu najpierw szkoły podstawowej, a potem liceum wstąpiłem do MWSD we Wrocławiu. To był rok 1984. 19 maja 1990 r. przyjąłem święcenia kapłańskie. Moją pierwszą parafią była Oleśnica, gdzie pracowałem cztery lata, drugą był Wrocław: kościół św. Stanisława, Doroty i Wacława, kościół tzw. polsko-niemiecko-czeskiego pojednania.
Po siedmiu latach pracy w Polsce postanowiłem wyjechać na misje. Początkowo myślałem o Afryce, ale potem zdecydowałem jechać do Rosji.

- Jak Ksiądz trafił na Syberię?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Bp Tadeusz Kondrusiewicz zapraszał mnie na Białoruś. Kiedy został arcybiskupem Moskwy, zaproponował mi pracę w tym mieście. Ostatecznie zostałem zaproszony przez bp. Josifa Wertha do pracy na Syberii.

- Czy od razu Ksiądz rozpoczął posługę w Bijsku?

Reklama

- Nie, najpierw był Barnauł. Przyjechałem do Rosji w lipcu 1997 r. Po kilku dniach pobytu w Nowosybirsku Ksiądz Biskup skierował mnie do Barnaułu, gdzie pracowałem z ks. Romanem Całym, moim młodszym kolegą z seminarium, który w Rosji gościł już od 1993 r. Korespondowałem z nim wcześniej, on też przekonywał mnie usilnie do Syberii. Do mojej decyzji przyczynił się też znacząco ks. Badura. W Barnaule pracowałem półtora roku. Nasza parafia była bardzo rozległa, liczyła ok. 240 tys. km2.
Niektóre punkty w terenie znajdowały się bardzo daleko, np. do Rubcowska trzeba jechać w stronę Kazachstanu 350 km, nad jezioro Teleckie - aż na granicę z Mongolią, czasem trzeba było przejechać ok. 700 km z jednego miejsca na drugie. Toteż wolą Księdza Biskupa było utworzenie tu jeszcze jednej parafii - w Bijsku. Znaleźli się dobrzy ludzie, dzięki którym możliwe stało się kupno najpierw mieszkania, a później, w 1999 r., domu. Obecnie już tu kaplicę, salki katechetyczne i mieszkanie dla księdza.

- Czy w parafii pracują też siostry zakonne?

- Na samym początku od 2000 r. pracowała tu świecka katechetka Anna Czerwonka, która przyjechała do pracy w Rosji. Znała świetnie język rosyjski i od razu włączyła się w pracę. Niestety, z powodów rodzinnych wróciła do Polski. Obecnie pomaga nam w pracy s. Kler Wade ze Zgromadzenia Misjonarek Krwi Pana Jezusa, które powstało w Afryce.

- Jak wygląda praca w bijskiej parafii?

- Parafia obejmuje 130 tys. km2, jest to część Ałtajskiego Kraju ze stolicą w Bijsku, gdzie znajduje się główny punkt parafialny, i Republika Ałtaj, na terenie której, niestety, nie mamy ani jednej stacji misyjnej. Są cztery filie, do których dojeżdżamy raz w miesiącu. Wioski, niestety, wymierają, dlatego wyjechali już Niemcy i zostało tylko najstarsze pokolenie, do którego regularnie raz w miesiącu docieramy, odprawiając Mszę św., udzielając sakramentów. W Bijsku na niedzielnej Mszy św. gromadzi się ok. 30 osób, w czasie świat przychodzi ok. 50 wiernych.

- Czy są to osoby polskiego pochodzenia?

- Przeważnie, chociaż jest też kilku Rosjan, Tatar. Cieszy nas też obecność młodzieży.

- Jak na tym terenie wygląda sprawa odradzającego się prawosławia?

Reklama

- W większości mieszkają tu ludzie zupełnie obojętni religijnie. Owszem, był jakiś moment zainteresowania prawosławiem, ale widać, że nie dało im ono większego zaspokojenia potrzeb duchowych.

- Jak przedstawiają się relacje księży katolickich z klerem prawosławnym?

- Po przyjeździe do Bijska poszedłem przedstawić się miejscowemu prawosławnemu proboszczowi (w Bijsku są trzy cerkwie prawosławne, którymi on zarządza). Poprosiłem o możliwość częstszych spotkań i ewentualną współpracę. Duchowny prawosławny od razu powiedział: „Nie. Jest ksiądz katolickim księdzem i tu nie może być żadnej współpracy”. Mało tego. Następnego dnia zadzwonił do pozostałych duchownych prawosławnych, że „katolicka krucjata” już przybliża się do Bijska i żeby byli ostrożni.

- Jak wygląda dzień kapłana na Syberii?

Reklama

- Ponieważ trwają jeszcze prace remontowe, bardzo dużo pracuję fizycznie. Wstaję ok. 7.30, o godz. 8.00 odprawiam Mszę św., następnie jem śniadanie i idę do pracy. O godz. 13.00 jest obiad, a potem znowu do 16.00 praca. Potem staram się popracować umysłowo, dużo korzystam z Internetu. Po kolacji o godz. 18.00 odpowiadam na listy, których otrzymuję bardzo dużo. W niedziele jest inaczej. O godz. 11.30 sprawowana jest Msza św., a wcześniej zawsze jest czas na półgodzinną modlitwę: Różaniec albo Drogę Krzyżową. Po Mszy św. odbywa się katechizacja dorosłych. Kończy się ok. godz. 14.00 spotkaniem przy herbacie. Później prowadzę lekcje języka polskiego. Ok. 16.00 rozpoczynam katechizację dla dzieci i młodzieży. W Bijsku Mszę św. odprawiam w języku rosyjskim, w czasie świąt - po polsku. Jest tu tylko pięć osób mówiących bardzo dobrze po polsku. Pozostali zapomnieli mowy polskiej i muszą uczyć się od nowa. Także dzieci i młodzież uczą się języka polskiego od podstaw.

- Ile lat jest już Ksiądz w Rosji i jak ocenia ten czas?

Reklama

- Mój pobyt trwa już siedem lat. To jest praca zupełnie inna niż w Polsce. W jednej i drugiej parafii w Polsce, w których pracowałem, było kilka tysięcy wiernych, było dużo grup parafialnych, młodzieżowych, studenckich. Człowiek był bardzo zajęty. W Rosji jest inaczej. Tych grup jest może już więcej, ale są one rozdrobnione, jest to wszystko bardzo świeże, nowe. Często pracę zaczyna się od wyjaśniania znaku krzyża świętego, nauki modlitwy, przezwyciężania zabobonności, której tu pełno wszędzie. Padają pytania, czy zmarłemu można postawić na grobie wódkę, przynieść ciasto itd. Wyjaśniam, że w Kościele katolickim nie czynimy takich praktyk. To walka ze światem, którego w Polsce już nie ma
Co jest dla mnie bardzo radosne - to odkrycie Boga przez tych ludzi. Przeżywanie świeżej, dziecięcej wprost wiary, doświadczenie metafizyki, nadprzyrodzoności i głębokie wejście w ten świat religijny. To bardzo uskrzydla mnie w pracy. Kilka tygodni temu spowiadałem kobietę, która 11 lat nie była u spowiedzi. Kiedy miała możliwość, jeździła na Ukrainę i tam się spowiadała, teraz 11 lat czekała na to wydarzenie. Kiedyś znów spowiadałem człowieka, który spowiadał się ostatnio jak szedł na wojnę w 1939 r. Trafił potem do obozu niemieckiego, a Rosjanie - ponieważ był w obozie niemieckim - zesłali go na Syberię, gdzie przez te wszystkie lata nie miał kontaktu z księdzem. Dopiero teraz miał możliwość spowiedzi. Czy Pani zdaje sobie sprawę, co czuje kapłan, kiedy słyszy: „Ostatni raz u spowiedzi byłem we wrześniu 1939 roku...”.

- Jest Ksiądz redaktorem naczelnym „Syberyjskiej Katolickiej Gazety”

- W Polsce w latach 1994-95 studiowałem dziennikarstwo, po czym trzy lata pracowałem w diecezjalnym Radiu Rodzina we Wrocławiu, prowadząc cotygodniowe audycje autorskie Sprawy najprostsze. Pomagałem też w diecezjalnej gazecie Nowe Życie i dość dużo publikowałem w polskiej prasie katolickiej (na swoim koncie mam ponad 200 artykułów w różnych polskich czasopismach). Kiedy przyjechałem do Rosji, nie myślałem o tego rodzaju pracy duszpasterskiej. Ale wyjechał ksiądz, który prowadził w Nowosybirsku Syberyjską Katolicką Gazetę, i Ksiądz Biskup zlecił mi tę pracę. Prowadzę tę gazetę już cztery lata. W każdym numerze cieszącego się uznaniem pisma przekazuję czytelnikom swoje słowo.

- Czy łatwo w Rosji wydawać gazetę katolicką?

Reklama

- Nie jest to łatwe. Nie ma tutaj wielu ludzi o ugruntowanej tradycji katolickiej i nie wiadomo, do kogo pisać i na jakim poziomie. Zarzuca się nam np. że nie wszystkie teksty zamieszczone w naszym piśmie są zrozumiałe dla katechetów, chociaż, mówiąc szczerze, jest to poziom średniej klasy szkoły średniej w Polsce. Z drugiej jednak strony ci ludzie odczuwają głód Boga i autentyczną wiarę. Trudno więc znaleźć właściwy profil gazety, żeby trafić do każdego czytelnika. Dlatego ciągle poszukujemy. Będąc proboszczem kościoła i redaktorem pisma, muszę poznać historycznie te tereny i śledzić sprawy bieżące.
Przydałyby się trzy takie gazety: dla dzieci, dla młodzieży i dla dorosłych. Owszem, jest tygodnik Światło Ewangelii, ale ideałem byłoby powołanie jeszcze trzech miesięczników na dobrym poziomie, skierowanych konkretnie do odpowiednich grup wiekowych. Staramy się więc w naszej gazecie zamieszczać także materiały dla dzieci i młodzieży.

- Czy gdyby musiał Ksiądz teraz wybierać: pozostać w Rosji czy powrócić do kraju - co by Ksiądz wybrał?

- Będę przeżywał ten dylemat za trzy lata. Sercem jestem tutaj, coś się tu tworzy, a z drugiej strony jestem już trochę zmęczony tymi ogromnymi odległościami i wieloma pracami, które prowadzę, a które sprawiają, że czas tu tak szybko upływa.

- Proszę o kilka słów do polskich czytelników...

- Niech myślą o Rosji, niech się modlą za tych ludzi i niech wspierają powołania, aby znaleźli się ludzie, którzy zechcieliby pomóc w pracy duszpasterskiej w tej części świata.

- Dziękuję za rozmowę.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Hiszpania: 25-latka chciała się zabić i doznała paraliżu. Sąd wydał zgodę na eutanazję

2026-03-26 13:01

[ TEMATY ]

Hiszpania

eutanazja

25‑latka

paraliż

Adobe.Stock.pl

Noelia Castillo Ramos, 25-letnia Hiszpanka, która kilka lat temu padła ofiarą zbiorowego gwałtu, w czwartek po południu podda się eutanazji. Sparaliżowana kobieta będzie mogła jej dokonać po długim procesie sądowym i mimo sprzeciwu swojego ojca. Młoda kobieta zamiast pomocy psychologicznej otrzyma więc pomoc we wspomaganym samobójstwie.

- Nikt z mojej rodziny tego nie popiera, ale szczęście ojca nie może być ważniejsze od szczęścia czy życia córki – powiedziała Noelia w ostatnim wywiadzie, udzielonym stacji telewizyjnej Antena 3.
CZYTAJ DALEJ

Św. Dobry Łotrze! Czy Ty naprawdę jesteś dobry?

Niedziela Ogólnopolska 13/2006, str. 16

pl.wikipedia.org

To - wbrew pozorom - bardzo trudne i poważne pytanie. Przecież w głowie się nie mieści zestawienie razem dwóch słów: „dobry” i „łotr”. Za życia byłem pospolitym kakoűrgos, czyli kryminalistą i recydywistą zarazem. Byłem po prostu ZŁOCZYŃCĄ (por. Łk 23,39-43). Wstyd mi za to. Naprawdę... Nie czyniłem dobra, lecz zło. Dlatego też do tej pory czuję się zażenowany, kiedy ludzie nazywają mnie Dobrym Łotrem... W moim życiu nie mam właściwie czym się pochwalić, więc wolę o nim w ogóle nie mówić. Nie byłem przykładem do naśladowania. Moje prawdziwe życie zaczęło się dopiero na krzyżu. Faktycznie zacząłem żyć na parę chwil przed śmiercią. Obok mnie wisiało Dobro Wcielone - Nauczyciel z Nazaretu, który przeszedł przez życie „dobrze czyniąc” (por. Dz 10,38). Zrozumiałem wtedy, że aby naprawdę ŻYĆ, to wpierw trzeba po prostu umrzeć! I ja umarłem! Naprawdę umarłem! Wtedy wreszcie dotarło do mnie, że totalnie przegrałem życie... Właśnie w tym momencie Jezus wyciągnął do mnie pomocną dłoń, choć ta nadal tkwiła przymocowana do poprzecznej belki krzyża. Właśnie w tej chwili poczułem na własnej skórze siłę miłości i przebaczenia. Poczułem moc, którą dać może tylko świadomość bycia potrzebnym i nadal wartościowym, nadal użytecznym - człowiekiem... W końcu poczułem, że ŻYJĘ naprawdę! Wcielona Miłość tchnęła we mnie ISTNIENIE! Może więc dlatego niektórzy uważają mnie za pierwszego wśród świętych. Osobiście sądzę, że to lekka przesada, lecz skoro tak myślą, to przecież nie będę się im sprzeciwiał. W tradycji kościelnej nadano mi nawet imię - Dyzma. Pochodzi ono z greki (dysme, czyli „zachód słońca”) i oznacza: „urodzony o zachodzie słońca”. Przyznam, iż jest coś szczególnego w znaczeniu tego imienia, bo rzeczywiście narodziłem się na nowo, właśnie o zachodzie słońca, konając po prawej stronie Dawcy Życia. Jestem patronem więźniów (również kapelanów więziennych), skazańców, umierających, pokutujących i nawróconych grzeszników. Oj! Sporo ludzi obrało mnie za orędownika. Ci pierwsi wydają nawet w Polsce specjalne pismo redagowane właśnie przez nich, które nosi tytuł... Dobry Łotr. Sztuka przedstawia mnie na wiele sposobów. Raz jestem młodzieńcem, innym razem dojrzałym mężczyzną. W końcu zaś mam wygląd zmęczonego życiem starca. Co artysta to inna wizja... Któż może nadążyć za sztuką?.. Na pewno nie ja! Zwykle moim jedynym strojem bywa opaska na biodrach lub tunika. Natomiast na ikonach jestem ubrany w czerwoną opończę. Krzyż, łańcuch, maczuga, miecz lub nóż stały się moimi atrybutami. Cóż takiego mogę jeszcze o sobie powiedzieć? Chyba tylko tyle, że Bóg każdemu daje szansę. KAŻDEMU! Skoro dał ją mnie, to może również dać ją i Tobie! Nikt nigdy przed Bogiem nie stoi na straconej pozycji! I tego się w życiu trzymajmy! Z wyrazami szacunku - św. Dobry Łotr
CZYTAJ DALEJ

W Sejmie przedstawiono działalność Fundacji Jana Pawła II

2026-03-26 17:57

[ TEMATY ]

sejm

Fundacja Jana Pawła II

Vatican Media

W Sejmie podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Dziedzictwa Świętego Jana Pawła II ks. dr Tomasz Podlewski przedstawił działalność Watykańskiej Fundacji papieża Polaka. Kapłan prowadzi też rekolekcje wielkopostne dla parlamentarzystów pod hasłem „Patrz Jego Oczami”.

W tym roku Watykańska Fundacja Jana Pawła II będzie obchodzić swoje 45 lecie. „W związku z tym stwierdziliśmy wraz z księdzem przewodniczącym Pawłem Ptasznikiem, że jest to dobra okazja do tego, by w nowy sposób dotrzeć do świadomości Polaków, że w Watykanie, w ramach struktur Stolicy Apostolskiej, od tylu już lat funkcjonuje fundacja, którą założył sam święty Jan Paweł II” – powiedział w rozmowie z Radiem Watykańskim – Vatican News ksiądz Podlewski. „Fundacja skutecznie realizuje w różnych miejscach świata wiele celów statutowych związanych bezpośrednio z pontyfikatem naszego świętego rodaka. Dowiedziawszy się, że w ramach polskiego parlamentu funkcjonuje Zespół ds. Dziedzictwa Świętego Jana Pawła II, stwierdziliśmy, że to może być okazja do bardzo cennej wymiany doświadczeń, pewien strumień wiedzy, wzajemnych pomysłów i być może również pewnych projektów na przyszłość” – dodaje kapłan.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję