Reklama

Na krawędzi

Zbyszek

Przemysław Fenrych
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 8/2005

To był chyba 1973 r. Zostałem przyprowadzony do bardzo mi potem bliskiego domu Zosi i Michała Platera-Zyberka. Świeżo po studiach i - co dla mnie ważne - po dominikańskim duszpasterstwie akademickim rwałem się do jakiejś działalności „dla Ojczyzny i Kościoła”. Na tym spotkaniu poznałem Zbyszka Szymańskiego. Starszy ode mnie o kilkanaście lat, z życzliwym, ale badawczym spojrzeniem zdawał się hamować moje zapały. Ja się wyrywałem, żeby „coś robić”, on mówił, że „robić” trzeba profesjonalnie, a zatem dać sobie szansę rozwoju, zdobywania stopni naukowych (pracowałem wówczas w Wyższej Szkole Pedagogicznej), robienia kariery nie dla siebie, lecz dla kompetentniejszej służby innym. Trzeba też dbać o rodzinę, która musi jeść i mieszkać, żyć i być bezpieczna. Dyskutowałem zażarcie, powołując się także na ewangeliczne „nie troszczcie się zbytnio”... Dziś zastanawiam się, ile w tej dyskusji było niewypowiedzianych odmiennych doświadczeń pokoleniowych. Ja zacząłem cokolwiek wiedzieć o świecie już po czasach stalinowskich, cokolwiek rozumieć pod koniec ery gomułkowskiej. Nie zaznałem jeszcze na własnej skórze opresji komunistycznego systemu. Zbyszek miał już za sobą - o czym wtedy się raczej nie mówiło - gehennę „repatriacji” z Nowogródczyzny na Ziemie Odzyskane, miał za sobą świadomie przeżytą i rozumianą noc stalinizmu. Dziś na tamtą dyskusję patrzę tak: ja byłem chojrak, bo tak naprawdę nie wiedziałem, co to ból i co mi grozi. Zbyszek był odważny - wiedział i spokojnie działał, opierając się na silnej wierze i mocnym system wartości.
5 lutego 2005 r. w kościele św. Kazimierza modliliśmy się przy trumnie Zbyszka. Tłum wypełniający kościół świadczył samą obecnością o owocności jego życia. Wspaniała i liczna rodzina, biskupi i księża, współpracownicy z kilku wyższych uczelni z Pomorską Akademią Medyczną na czele, lekarze, współtwórcy Szczecińskiego Klubu Katolików i Towarzystwa Odpowiedzialnego Rodzicielstwa, koledzy z „Solidarności” i współpracownicy z okresu pracy parlamentarnej - wszyscy świadczyli o dobrym życiu dobrego człowieka, pracowitego, świadomego swej wiary i polskości, nieszczędzącego sił w służbie innym.
Patrzyłem na zgromadzonych i pomyślałem, że pomału zaczyna odchodzić pokolenie ludzi, którzy zbudowali niepodległą Polskę. Polskę bezpieczną, rozwijającą się, coraz bardziej świadomą swej wartości w ramach Unii Europejskiej. Polskę, w której toczą się najrozmaitsze, czasem bardzo irytujące spory i kłótnie, ale w swoim najgłębszym znaczeniu Ojczyznę ludzi wierzących i wyprowadzających ze swej wiary także społeczne konsekwencje. Przecież nie możemy oceniać Polaków tylko przez pryzmat kronik policyjnych i medialnych kłótni! To pokolenie prowadziło do tej Polski różnymi drogami, czasem zażarcie się spierając - ale przecież cel był jeden: wolna, rodzinna, dobra, spokojna i zasobna Polska, życzliwa dla sąsiadów i pozwalająca po Bożemu rozwijać się każdemu z mieszkańców. Patrzyłem w kościele św. Kazimierza i potem na cmentarzu na ludzi, którym udało się osiągnąć sukces, jakiego dawno żadne pokolenie Polaków nie osiągnęło. Zbyszek był, jest, tego pokolenia znakomitym przedstawicielem.
Ale patrząc na zgromadzonych przy trumnie Zbyszka, z żalem myślałem, że rzadko już spotykamy się przy innych okazjach. Rzadko, może wcale, cieszymy się z tego, co udało się osiągnąć. Rzadko staramy się robić coś razem. Może uwierzyliśmy - wbrew rozsądkowi i faktom - że więcej nas dzieli, niż łączy? Może zmęczyła nas publiczna służba, zniechęciła związana z tą służbą niesmaczna bijatyka na pierwszych stronach gazet? A może każdy z nas zakopał się w swojej sferze aktywności: ważnej, potrzebnej, ale niewymagającej kontaktu?...
W tę niedzielę czytana jest Ewangelia o przemienieniu Pana Jezusa na górze Tabor. Pomyślałem sobie o dwóch razach, gdy uczniowie zobaczyli Jezusa przemienionego: na górze Tabor - szli ze zwyczajnym człowiekiem, a zobaczyli Boga, i na drodze do Emaus - szli z kimś, kogo uważali za zwykłego podróżnego, a On przy łamaniu chleba pokazał im Siebie - przemienionego. Czego potrzeba, by człowiek dostrzegł, że Jezus jest z nim cały czas? Czego potrzeba, by uwierzył, że On cały czas świadczy nam ogromne dobro? Czego trzeba, byśmy się w realizację tego dobra świadomie włączyli?
Zbyszek mocno wierzył w stałą obecność Pana. Wierzę, modlę się i mam nadzieję, że doświadcza już spotkania z przemienionym Jezusem. Otrzymuje zapłatę za dobre życie, doświadcza miłosierdzia.

Reklama

Watykan: opieka nad starszymi, to nie tylko leczenie chorób

2019-12-14 16:42

Łukasz Sośniak SJ/vaticannews.va / Watykan (KAI)

„Ludzie starsi, szczególnie ci z niepełnosprawnością i zaburzeniami umysłowymi, mogą się czuć odrzuceni i niepotrzebni. Potrzebują naszej miłości i troski, aby poczuli, że są częścią wspólnoty” – powiedział bp Nöel Simard z Quebecu, członek Papieskiej Akademii Życia. Hierarcha bierze udział w sympozjum poświęconym opiece i zdrowiu psychicznemu osób starszych, które od dwóch dni trwa w Watykanie.

maxlkt/pixabay.com

Duchowość i religia są ogromną pociechą dla osób w podeszłym wieku, ponieważ niosą ze sobą możliwość odnalezienia sensu życia i cierpienia. „Nie można pozbywać się cierpienia przez pozbycie się osoby cierpiącej. Wyzwaniem jest pomóc jej w odnalezieniu radości w ostatnich latach życia” – powiedział bp Simard.

„Żyjemy dziś w świecie, w którym uważa się, że cierpienie nie ma sensu. Dlatego czasami chcemy eliminować nie tylko cierpienie, ale i osobę cierpiącą. Tymczasem, jeżeli tylko możemy, powinniśmy się starać przynieść światło i nadzieję osobom żyjącym z niepełnosprawnością i zaburzeniami umysłowymi. Jeżeli stworzymy im warunki komfortu, miłości i współczucia, ich życie zmieni się na lepsze – powiedział Radiu Watykańskiemu powiedział bp Nöel Simard. – Należy pamiętać, że opieka nad osobami w podeszłym wieku to nie tylko zapewnienie świadczeń medycznych, ale przede wszystkim troska o całego człowieka, obdarowanie ich swoją obecnością. Dlatego uważam, że duchowość w opiece nad osobami w podeszłym wieku jest sprawą podstawową. Bardzo istotne jest tworzenie sieci relacji, aby staruszkowie nie czuli się samotni. Poruszyła mnie ostatnio postawa mojego kuzyna, który każdego dnia przygotowuje dla swojej rodziny posiłki. Przy okazji robi to dla starszych sąsiadów. Przynosi im tym samym nie tylko jedzenie, ale także swoją obecność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

MOPS w Częstochowie wstrzymał wsparcie finansowe dla schroniska dla bezdomnych mężczyzn

2019-12-14 20:15

Ks. Mariusz Frukacz

MOPS w Częstochowie zaprzestał współpracy z Caritas w prowadzeniu jedynego i najstarszego Schroniska dla Mężczyzn w Częstochowie. Władze miasta chcą bezdomnych mężczyzn przenieść do odległego Bełchatowa.

Archiwum Straży Miejskiej

„Informacja ta o tyle jest przykra że poszkodowanymi są bezdomni traktowani jak “towar”, który można przewozić z miejsca na miejsce bez rozmowy i odpowiedniego przygotowania. Podopieczni są zbulwersowani – osobiście ich rozumiem – bo po raz kolejny traktowani są przedmiotowo i na zasadzie “za ile” możemy pozbyć się problemu” - pisze ks. Marek Bator, dyrektor Caritas Archidiecezji Częstochowskiej w oświadczeniu zamieszczonym na stronie Caritas częstochowskiej.

„Jest już zimno a oni będą przewożeni do Bełchatowa – bo “za tyle są warci” !!!! Jesteśmy bezradni w decyzji Włodarzy Miasta oraz zaskoczeni formułą w której jest tyle niejasności i przebiegłych mechanizmów zarządzania- lub jego braku. Schronisko to niewielki dom w którym możemy dać schronienie 45 osobom. To ludzie schorowani, bez środków do życia – a średnia wieku mieszkańców to 60 lat. Chcą mieszkać w Częstochowie – bo to są Częstochowianie!!!!!!!!!” – pisze ks. Bator.

Dyrektor Caritas częstochowskiej w rozmowie z „Niedzielą” wyraził nadzieję, że zostaną podjęte rozmowy, które doprowadzą do właściwego rozwiązania sytuacji, respektującej godność osób bezdomnych.

Bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej skierował apel do władz miasta i MOPS-u w Częstochowie o wstrzymanie decyzji, zwłaszcza ze względu na zbliżające się święta Bożego Narodzenia i zimę.

„Zbliżają się święta. Niemal codziennie organizujemy spotkania dla ubogich i bezdomnych. W każdym mieście odbędą się wigilie dla potrzebujących. W tym kontekście szczególnie dziwi decyzja Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Częstochowie o zerwaniu współpracy z Caritas na prowadzenie Schroniska dla Bezdomnych Mężczyzn przy ul. Krakowskiej. W praktyce oznacza to konieczność wyprowadzenia z domu około 40 bezdomnych mężczyzn, głównie starszych i pochodzących z Częstochowy. Ze względów finansowych miasto proponuje im przeprowadzkę do ośrodka w Bełchatowie. Jedno z najstarszych przytulisk w mieście ma być zamknięte i to tuż przed rozpoczęciem zimy i przed świętami. Komuś zabrakło wyobraźni i serca! Proszę o modlitwę za mieszkańców tego przytuliska. Wielu z nich woli wrócić na ulicę niż jechać w obce miejsce. Wielu z nich w tym przytulisko znalazło nie tylko dach nad głową, ale miejsce pokoju i dochodzenia do zdrowia. Jeszcze bardziej proszę o modlitwę za władze miasta i MOPS-u o odłożenie tych decyzji i podjęcie rozmów i wszelkich możliwych działań, żeby ci ludzie mogli spędzić spokojnie święta i przeżyć kolejną zimę. Każde takie miejsce to dla nas wszystkich świadectwo naszego człowieczeństwa. Bóg stał się człowiekiem, abyśmy my, ludzie, byli bardziej ludzcy” - napisał bp Przybylski na swoim profilu na Facebooku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem