Reklama

Chrześcijanin a wojna

Niedziela warszawska 44/2001

Jak pogodzić zabijanie z miłością bliźniego? Kiedy wybucha wojna rodzi się pytanie, czy chrześcijanin powinien w niej brać udział. O odpowiedź poprosiliśmy ks. prof. Henryka Skorowskiego.

MARIA CHWIERALSKA: - Czy istnieje wojna sprawiedliwa?

KS. PROF. HENRYK SKOROWSKI: - W tradycyjnym ujęciu nauki Kościoła istniało pojęcie wojny sprawiedliwej. Dzisiaj od tego pojęcia odchodzimy. Uważamy bowiem, że wojny sprawiedliwej w istocie nie ma. Jest jedynie taka wojna, którą można by etycznie usprawiedliwić. To jest ogromna różnica. Trzeba mieć na uwadze dwa istotne elementy. Po pierwsze słuszną przyczynę: zanegowanie, odebranie przez agresję istotnych praw, jakimi powinien się cieszyć byt państwowy. Chodzi o odebranie prawa do istnienia, do stanowienia o sobie, do wolności, do integralności terytorialnej, do rozwoju. Zanegowanie tych praw jest dostatecznie słuszną przyczyną, by można było podjąć działania zbrojne.

Drugim czynnikiem, nie mniej istotnym jest dobra intencja - moim zdaniem bardzo ważny element, bo odpowiada na wiele współczesnych, trudnych kwestii.

Słuszna przyczyna kryje w sobie trzy elementy: wykorzystanie wszystkich możliwych środków pokojowych rozstrzygnięć - wiemy, że życie współczesne daje wiele możliwości pokojowych rozstrzygnięć, np. już papież Jan XXIII w encyklice Pacem in terris mówił o potrzebie władzy ogólnoświatowej, która przez swoje struktury jest w stanie dokonać rozstrzygnięcia wielu spornych kwestii. Z drugiej strony, życie pokazuje, że struktury międzynarodowe nie są w stanie podać sposobów rozwiązania zadowalających wszystkie strony konfliktu. Musi to być ostateczna przyczyna - czyli wykorzystane zostały wszelkie pokojowe środki.

Musi być również przewidywana możliwość osiągnięcia tego skutku. Często stawiane są pytania, czy powstania - których wiele było w historii - nie były prowadzeniem ludzi na pewną śmierć? Musi być przewidywana możliwość osiągnięcia zamierzonych skutków.

Wreszcie trzeci element: humanitarny sposób prowadzenia wojny. Przy dzisiejszej technice można niszczyć obiekty wojskowe i gospodarcze, oszczędzając życie niewinnych ludzi - jak to było przy dawnych wojnach. Użycie broni nie może pociągać za sobą jeszcze poważniejszego zła, niż to, które zamierza się usunąć. W tym sensie mówimy o humanitarnym sposobie prowadzenia walk - czyli takim, który powinien wyeliminować wszystkie te działania, które godzą w człowieka niezwiązanego bezpośrednio z konfliktem zbrojnym. A więc słuszna przyczyna, dobra intencja i użycie właściwej broni - trzy elementy, dzięki którym wojna może być usprawiedliwiona.

- Jaka konkretnie wojna może być usprawiedliwiona?

- Na pewno wojna obronna. Bronimy przed agresją nasze dziedzictwo narodowe, kulturowe, dobro wspólne. Taka wojna wywołuje najmniej komentarzy.

Etycznie usprawiedliwiona może być również wojna aktywna - tak było m.in. z Kuwejtem: odebrano mu prawo do wolności, przestał istnieć jako państwo i miał prawo wystąpić zbrojnie po to, aby dokonać restytucji swoich praw.

Również wojna interwencyjna - to dzisiejsza rzeczywistość - może być usprawiedliwiona etycznie. Wspiera się jakieś państwo, które walczy o swoje słuszne prawa, aktualnie zagrożone, lub celem restytucji tych praw - wtedy wojna wspomagająca mieści się w granicach usprawiedliwienia.

- Kto jednak miałby decydować o słuszności tych praw, oceniać wojnę od strony etycznej?

- Są sytuacje, w których interpretacje nie są konieczne. Prawo do wolności, do istnienia, nie podlega właściwie żadnej interpretacji zewnętrznej. Spójrzmy na naszą historię - Polska jest niepodległym państwem, następuje agresja zewnętrzna, tracimy prawo do wolności, jesteśmy okupowani - nie ma potrzeby dokonywania rozstrzygnięć, sytuacja jest oczywista, walka jest właściwym narzędziem odzyskiwania utraconej państwowości.

- A w przypadku Jugosławii, kiedy pojawia się konflikt etniczny?

- Tu jest zupełnie inna sytuacja, inny rodzaj wojny. Zbudowane zostały kolosy, na siłę próbowano ujednolicać elementy, które w żaden sposób do siebie nie pasowały. Tak powstały ogromne ogniska zapalne, ponieważ gdzieś, w jakimś momencie zanegowano prawo do istnienia, do samostanowienia pewnych grup etnicznych - dziś one domagają się słusznych praw.

Nasze wsparcie działań w Kuwejcie czy w Iraku - wtedy, kiedy Kuwejt był okupowany - były udziałem w wojnie interwencyjnej, etycznie usprawiedliwionej. Miałbym wątpliwości w tej drugiej sytuacji, kiedy Irak był bombardowany prewencyjnie. Istniały bowiem podejrzenia, że Husajn przygotowuje broń atomową - tu nie było agresji, zajęcia terytorium czy zanegowania czyjejś państwowości. Aktywne uczestniczenie w takich nalotach chyba z trudem można etycznie usprawiedliwić.

Na pewno nie do usprawiedliwienia jest wojna prewencyjna, tzn. uprzedzająca, np. ze względu na istniejące podejrzenia, zakładaną wrogość czy deklarowaną niechęć.

- Dzisiaj świat podejmuje walkę z terroryzmem, skierowaną przeciwko jednemu państwu, jak ocenić tę wojnę?

- Terroryzm nie był dotąd traktowany jako wojna. Dziś należałoby zastanowić się nad tym, czy nie powstał jakiś nowy rodzaj wojny, ponieważ zaistniała sytuacja, kiedy ataki terrorystyczne zagroziły państwu, uderzając w same podstawy jego istnienia.

Dotychczas terroryzm był zjawiskiem jakościowo innym i nie trzeba rozstrzygać kwestii zła terroryzmu - wszyscy jesteśmy, co do tego zgodni. Świat współczesny powszechnie twierdzi, że terroryzm jest złem, z którym należy walczyć. Powstaje pytanie: jak walczyć? Kto ma to rozstrzygać: społeczność międzynarodowa?

Zwracam uwagę na dokument Pacem in terris, który mówi wyraźnie, że powinna powstać władza ogólnoświatowa, która będzie miała moc stanowienia prawa, egzekwowania prawa, włącznie z interwencją militarną. Papież mówił o tym już w 1963 r.

- Organizacja Narodów Zjednoczonych jest jakąś formą władzy ogólnoświatowej...

- Jednak jest to parlament, wszystko poddawane jest głosowaniom, jedni przegłosują drugich i sprawa przestanie istnieć. Tu chodzi o pewien konsensus na władzę ogólnoświatową, reprezentatywną do społeczności międzynarodowej, która miałaby możliwość decydowania. Przyjrzyjmy się np. Niemcom. Przez całe wieki byli narodem niespokojnym, agresywnym. Kiedy zaistnieli w strukturach większych społeczności - zmieniła się ich polityka, współpracują z innymi krajami w sposób pokojowy. Może - gdyby powstała struktura, w skład której weszła by np. Libia czy inne kraje będące ogniskami zapalnymi, dałoby się oddziaływać na nie środkami różnymi od militarnych.

Uważam, że Jan XXIII przewidział sytuację, do której musi dojść. Dziś idziemy ku jedności - innym problemem jest jak ta integracja powinna wyglądać. Ta jedność i na niej wykształcona władza ogólnoświatowa może być szansą dla świata, że rzeczywiście wojen nie będzie.

- Czyli nie ma gremium, które mogłoby oceniać słuszność postępowania i decydować?

- Powinna decydować społeczność ogólnoświatowa. Ciągle jesteśmy na etapie jej budowania, dlatego dzisiejsze decyzje, np. uderzyć na Afganistan czy nie, są decyzjami tylko grupy państw... Pamiętać trzeba, że ani Sobór Watykański II ani Katechizm Kościoła Katolickiego nie odbiera państwu możliwości prowadzenia wojny: "Tak długo jednak, jak będzie istniało niebezpieczeństwo wojny, a równocześnie brakować będzie międzynarodowej władzy, posiadającej niezbędne kompetencje i wyposażonej w odpowiednią siłę... rządom nie można odmawiać prawa do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań" (KKK 2308).

- W Księdze Rodzaju są słowa: "Ale Bóg nie może pozwolić, aby zbrodnia pozostała bezkarna, krew zabitego woła do Niego z ziemi ( ...) i domaga się, aby wymierzył sprawiedliwość".

- Czy możemy decydować w imieniu Boga? Wydaje mi się, że są granice, do których możemy decydować. Bóg sam je określił. Zło jest agresywne samo w sobie, dlaczego czasami potrzebne jest stosowanie siły fizycznej, aby je zwalczyć. Jeżeli będziemy mieli lepsze możliwości rozwiązywania konfliktów, niż wojna, z pewnością od niej odejdziemy. Działania militarne, które w tej chwili prowadzą Stany Zjednoczone, to nie jest wojna. Nie prowadzi się walki z narodem, to jest walka z konkretnym przejawem zła istniejącym w świecie. Nie jest to walka z islamem, ani z Afganistanem, tylko z okrutnym międzynarodowym terroryzmem.

- Niedawno pewien człowiek postrzelił bandytów, którzy chcieli go okraść. Czy prawo do obrony własności prywatnej pozwala występować przeciwko życiu człowieka?

- To nie jest występowanie przeciwko życiu człowieka. Obrony wymaga nasze dobro, które stanowi nieodzowny element mojego funkcjonowania i życia. Istnieje w teologii moralnej prawo do obrony przed agresorem. Co więcej, mam obowiązek bronienia drugiego człowieka przed agresją, obowiązek bronienia swoich dóbr, które są mi nieodzowne do życia. Jest tylko pytanie, jak daleko może sięgać ta obrona? Tak daleko, że ja mogę także pozbawić życia agresora. To nie jest jednak prawo do zabijania, ale ciągle prawo do obrony. To agresor bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne skutki tego, co się z nim stać może.

Nie możemy interpretować prawa miłości tak, że my się po prostu mamy godzić na wszystko, co się nam czyni. Uderzy cię ktoś w lewy policzek - nadstaw prawy, to jest symbol, Chrystus używa pewnego obrazu. Czasami trzeba tak mocno oddać człowiekowi w lewy policzek, aby zrozumiał, że czyni źle. Jeżeli tego nie zrobię, to on pójdzie dalej, czyniąc zło, a ja będę w tym partycypował. Granice tego, co nazywamy agresją wobec zła - a nie wobec człowieka - wyznaczone są w człowieku, w sferze ludzkiej odpowiedzialności moralnej.

- Jednak w żądaniach sprawiedliwości, tak indywidualnej jak i państwowej często zachodzi podejrzenie o chęć odwetu!

- Odwetu pragnie człowiek targany gniewem i nienawiścią. Jeżeli gniew posuwa się do dobrowolnego pragnienia zabójstwa, lub ciężkiego zranienia bliźniego, stanowi poważne wykroczenia przeciw miłości, jest grzechem śmiertelnym. W chrześcijaństwie nie ma prawa do odwetu!

- Dziękuję za rozmowę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Modlić się o świętość

Niedziela Ogólnopolska 8/2017, str. 33

[ TEMATY ]

homilia

Graziako

Marko Ivan Rupnìk – wizerunek Jezusa (XXI wiek)

Słowa Ewangelii dzisiejszej niedzieli były dla mnie przez wiele lat tylko teoretyczne, ponieważ istniała we mnie bariera, aby je przyjąć, by się do nich przymierzyć. Myślałem: niech to robią lepsi niż ja. Jezus w Kazaniu na Górze nie miał w swoim otoczeniu zakonników, mistyków, ludzi doskonalszych. Mówił to do wszystkich. W czym tkwi problem? W tym, że jest niemożliwe, aby o własnych siłach zrealizować słowa Pana. Może w jakiejś części, np. nie czynić odwetu: „oko za oko, ząb za ząb”. Ale nie sprzeciwiać się złu? Pozwolić, by ono we mnie uderzyło? Nadstawić drugi policzek? Nie walczyć ze złem?

Walczyć jak najbardziej, ale inną bronią. Mówi o niej Apostoł: „Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan – ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz nad jego głową. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12, 19-21).

Siły do walki ze złem daje Duch Święty, aby dobrem odpłacić za zło. Ten, kto ma tego Ducha, wcieli w żywe słowa Ewangelii. Słowa drugiego czytania to potwierdzają: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? (...) Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście”.

Co więc mogę zrobić? Przyjąć to słowo Jezusa, nie zanegować go, uwierzyć, że jest to możliwe, ponieważ dla Boga wszystko jest możliwe. Powiedzieć jak Maryja: „Niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38). Powiedzieć jak apostoł Piotr: „Na Twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5, 5).

Trzeba po prostu chcieć zapragnąć świętości, zacząć się o nią wytrwale modlić. Mnie pomaga świadomość, że jestem słaby i grzeszny, że takim kocha mnie Bóg. Przeciwności, trud, cierpienie, niesprawiedliwość, nawet jeżeli mnie spotykają, to tak naprawdę na nie zasłużyłem. Słuszne byłoby to, gdyby mnie uderzono. Przecież w cierpieniu, w krzyżu mojego życia spotkam Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Życie chrześcijanina jest paschą, przechodzeniem z cierpienia do chwały, ze śmierci do życia. Na tej drodze paschy musi być krzyż.

Nie chodzi też o to, aby od razu wszyscy wypełnili te słowa Jezusa. To jest proces zmiany myślenia na drodze wiary. Potrzeba, aby byli tacy ludzie w Kościele, którzy potrafią to robić. By oni byli znakiem, że jest to możliwe, aby wypełnili misję uczniów Chrystusa: soli, światła, zaczynu przemieniającego to pokolenie, w którym żyjemy. Nie potrzeba garnka soli na garnek zupy, szczypta wystarczy; nie potrzeba kilograma drożdży na kilogram ciasta. Ale muszą to być prawdziwa sól, aktywne drożdże, jasne światło. My bowiem uczestniczymy w tajemnicy zbawienia, ale zbawcą jest Jezus Chrystus.

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Pogarsza się sytuacja dzieci na całym świecie

2020-02-23 17:21

[ TEMATY ]

dzieci

głód

konflikt

UNICEF

źródło: vaticannews.va

Nie tylko konflikty wojenne, głód i brak dostępu do służby zdrowia zagrażają życiu i przyszłości dzieci. Negatywny wpływ na ich zdrowie ma też zanieczyszczenie środowiska oraz agresywna reklama popychająca młodych w kierunku fast foodu, alkoholu i tytoniu.

Najnowszy raport Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci UNICEF jednoznacznie stwierdza, że sytuacja dzieci na całym świecie znacząco się pogarsza. Żaden kraj nie chroni też wystarczająco ich zdrowia i przyszłości. Badania zostały przeprowadzone w 180 krajach, zarówno charakteryzujących się chronicznym ubóstwem, częstymi suszami i niekończącymi wojnami, jak i w najbardziej rozwiniętych i bogatych.

UNICEF bije na alarm, że w krajach ubogich aż 250 mln dzieci poniżej 5. roku życia nie będzie miało szansy na rozwój swego potencjału.

Ich los jest zagrożony przez kryzysy humanitarne, konflikty, klęski żywiołowe i nowe problemy coraz częściej związane ze zmianami klimatycznymi. Raport podkreśla, że w krajach bogatych zanieczyszczenie powietrza i zły styl życia zbierają równie negatywne żniwo. W porównaniu z rokiem 1975 r. otyłość wśród dzieci wzrosła aż 11-krotnie (z 11 mln do 124 mln). Negatywny wpływ na nasz styl życia mają reklamy. Dzieci bombardowane są rocznie 30 tys. różnych reklam, które nie pozostają obojętne na ich styl życia. Dla przykładu policzono, że tylko w Australii, podczas transmisji telewizyjnych meczy piłkarskich, krykieta i rugby, wyemitowano 51 mln reklam produktów alkoholowych. Raport podkreśla też, że styl życia w krajach rozwiniętych jednoznacznie pokazuje, że nie myślimy dalekowzrocznie i nie zastanawiamy się nad tym, jakie konsekwencje przyniesie to dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję