Reklama

Chrześcijanin a wojna

Z ks. prof. Henrykiem Skorowskim rozmawiała Maria Chwieralska
Edycja warszawska (st.) 44/2001

Jak pogodzić zabijanie z miłością bliźniego? Kiedy wybucha wojna rodzi się pytanie, czy chrześcijanin powinien w niej brać udział. O odpowiedź poprosiliśmy ks. prof. Henryka Skorowskiego.

MARIA CHWIERALSKA: - Czy istnieje wojna sprawiedliwa?

KS. PROF. HENRYK SKOROWSKI: - W tradycyjnym ujęciu nauki Kościoła istniało pojęcie wojny sprawiedliwej. Dzisiaj od tego pojęcia odchodzimy. Uważamy bowiem, że wojny sprawiedliwej w istocie nie ma. Jest jedynie taka wojna, którą można by etycznie usprawiedliwić. To jest ogromna różnica. Trzeba mieć na uwadze dwa istotne elementy. Po pierwsze słuszną przyczynę: zanegowanie, odebranie przez agresję istotnych praw, jakimi powinien się cieszyć byt państwowy. Chodzi o odebranie prawa do istnienia, do stanowienia o sobie, do wolności, do integralności terytorialnej, do rozwoju. Zanegowanie tych praw jest dostatecznie słuszną przyczyną, by można było podjąć działania zbrojne.

Drugim czynnikiem, nie mniej istotnym jest dobra intencja - moim zdaniem bardzo ważny element, bo odpowiada na wiele współczesnych, trudnych kwestii.

Słuszna przyczyna kryje w sobie trzy elementy: wykorzystanie wszystkich możliwych środków pokojowych rozstrzygnięć - wiemy, że życie współczesne daje wiele możliwości pokojowych rozstrzygnięć, np. już papież Jan XXIII w encyklice Pacem in terris mówił o potrzebie władzy ogólnoświatowej, która przez swoje struktury jest w stanie dokonać rozstrzygnięcia wielu spornych kwestii. Z drugiej strony, życie pokazuje, że struktury międzynarodowe nie są w stanie podać sposobów rozwiązania zadowalających wszystkie strony konfliktu. Musi to być ostateczna przyczyna - czyli wykorzystane zostały wszelkie pokojowe środki.

Musi być również przewidywana możliwość osiągnięcia tego skutku. Często stawiane są pytania, czy powstania - których wiele było w historii - nie były prowadzeniem ludzi na pewną śmierć? Musi być przewidywana możliwość osiągnięcia zamierzonych skutków.

Wreszcie trzeci element: humanitarny sposób prowadzenia wojny. Przy dzisiejszej technice można niszczyć obiekty wojskowe i gospodarcze, oszczędzając życie niewinnych ludzi - jak to było przy dawnych wojnach. Użycie broni nie może pociągać za sobą jeszcze poważniejszego zła, niż to, które zamierza się usunąć. W tym sensie mówimy o humanitarnym sposobie prowadzenia walk - czyli takim, który powinien wyeliminować wszystkie te działania, które godzą w człowieka niezwiązanego bezpośrednio z konfliktem zbrojnym. A więc słuszna przyczyna, dobra intencja i użycie właściwej broni - trzy elementy, dzięki którym wojna może być usprawiedliwiona.

- Jaka konkretnie wojna może być usprawiedliwiona?

- Na pewno wojna obronna. Bronimy przed agresją nasze dziedzictwo narodowe, kulturowe, dobro wspólne. Taka wojna wywołuje najmniej komentarzy.

Etycznie usprawiedliwiona może być również wojna aktywna - tak było m.in. z Kuwejtem: odebrano mu prawo do wolności, przestał istnieć jako państwo i miał prawo wystąpić zbrojnie po to, aby dokonać restytucji swoich praw.

Również wojna interwencyjna - to dzisiejsza rzeczywistość - może być usprawiedliwiona etycznie. Wspiera się jakieś państwo, które walczy o swoje słuszne prawa, aktualnie zagrożone, lub celem restytucji tych praw - wtedy wojna wspomagająca mieści się w granicach usprawiedliwienia.

- Kto jednak miałby decydować o słuszności tych praw, oceniać wojnę od strony etycznej?

- Są sytuacje, w których interpretacje nie są konieczne. Prawo do wolności, do istnienia, nie podlega właściwie żadnej interpretacji zewnętrznej. Spójrzmy na naszą historię - Polska jest niepodległym państwem, następuje agresja zewnętrzna, tracimy prawo do wolności, jesteśmy okupowani - nie ma potrzeby dokonywania rozstrzygnięć, sytuacja jest oczywista, walka jest właściwym narzędziem odzyskiwania utraconej państwowości.

- A w przypadku Jugosławii, kiedy pojawia się konflikt etniczny?

- Tu jest zupełnie inna sytuacja, inny rodzaj wojny. Zbudowane zostały kolosy, na siłę próbowano ujednolicać elementy, które w żaden sposób do siebie nie pasowały. Tak powstały ogromne ogniska zapalne, ponieważ gdzieś, w jakimś momencie zanegowano prawo do istnienia, do samostanowienia pewnych grup etnicznych - dziś one domagają się słusznych praw.

Nasze wsparcie działań w Kuwejcie czy w Iraku - wtedy, kiedy Kuwejt był okupowany - były udziałem w wojnie interwencyjnej, etycznie usprawiedliwionej. Miałbym wątpliwości w tej drugiej sytuacji, kiedy Irak był bombardowany prewencyjnie. Istniały bowiem podejrzenia, że Husajn przygotowuje broń atomową - tu nie było agresji, zajęcia terytorium czy zanegowania czyjejś państwowości. Aktywne uczestniczenie w takich nalotach chyba z trudem można etycznie usprawiedliwić.

Na pewno nie do usprawiedliwienia jest wojna prewencyjna, tzn. uprzedzająca, np. ze względu na istniejące podejrzenia, zakładaną wrogość czy deklarowaną niechęć.

- Dzisiaj świat podejmuje walkę z terroryzmem, skierowaną przeciwko jednemu państwu, jak ocenić tę wojnę?

- Terroryzm nie był dotąd traktowany jako wojna. Dziś należałoby zastanowić się nad tym, czy nie powstał jakiś nowy rodzaj wojny, ponieważ zaistniała sytuacja, kiedy ataki terrorystyczne zagroziły państwu, uderzając w same podstawy jego istnienia.

Dotychczas terroryzm był zjawiskiem jakościowo innym i nie trzeba rozstrzygać kwestii zła terroryzmu - wszyscy jesteśmy, co do tego zgodni. Świat współczesny powszechnie twierdzi, że terroryzm jest złem, z którym należy walczyć. Powstaje pytanie: jak walczyć? Kto ma to rozstrzygać: społeczność międzynarodowa?

Zwracam uwagę na dokument Pacem in terris, który mówi wyraźnie, że powinna powstać władza ogólnoświatowa, która będzie miała moc stanowienia prawa, egzekwowania prawa, włącznie z interwencją militarną. Papież mówił o tym już w 1963 r.

- Organizacja Narodów Zjednoczonych jest jakąś formą władzy ogólnoświatowej...

- Jednak jest to parlament, wszystko poddawane jest głosowaniom, jedni przegłosują drugich i sprawa przestanie istnieć. Tu chodzi o pewien konsensus na władzę ogólnoświatową, reprezentatywną do społeczności międzynarodowej, która miałaby możliwość decydowania. Przyjrzyjmy się np. Niemcom. Przez całe wieki byli narodem niespokojnym, agresywnym. Kiedy zaistnieli w strukturach większych społeczności - zmieniła się ich polityka, współpracują z innymi krajami w sposób pokojowy. Może - gdyby powstała struktura, w skład której weszła by np. Libia czy inne kraje będące ogniskami zapalnymi, dałoby się oddziaływać na nie środkami różnymi od militarnych.

Uważam, że Jan XXIII przewidział sytuację, do której musi dojść. Dziś idziemy ku jedności - innym problemem jest jak ta integracja powinna wyglądać. Ta jedność i na niej wykształcona władza ogólnoświatowa może być szansą dla świata, że rzeczywiście wojen nie będzie.

- Czyli nie ma gremium, które mogłoby oceniać słuszność postępowania i decydować?

- Powinna decydować społeczność ogólnoświatowa. Ciągle jesteśmy na etapie jej budowania, dlatego dzisiejsze decyzje, np. uderzyć na Afganistan czy nie, są decyzjami tylko grupy państw... Pamiętać trzeba, że ani Sobór Watykański II ani Katechizm Kościoła Katolickiego nie odbiera państwu możliwości prowadzenia wojny: "Tak długo jednak, jak będzie istniało niebezpieczeństwo wojny, a równocześnie brakować będzie międzynarodowej władzy, posiadającej niezbędne kompetencje i wyposażonej w odpowiednią siłę... rządom nie można odmawiać prawa do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań" (KKK 2308).

- W Księdze Rodzaju są słowa: "Ale Bóg nie może pozwolić, aby zbrodnia pozostała bezkarna, krew zabitego woła do Niego z ziemi ( ...) i domaga się, aby wymierzył sprawiedliwość".

- Czy możemy decydować w imieniu Boga? Wydaje mi się, że są granice, do których możemy decydować. Bóg sam je określił. Zło jest agresywne samo w sobie, dlaczego czasami potrzebne jest stosowanie siły fizycznej, aby je zwalczyć. Jeżeli będziemy mieli lepsze możliwości rozwiązywania konfliktów, niż wojna, z pewnością od niej odejdziemy. Działania militarne, które w tej chwili prowadzą Stany Zjednoczone, to nie jest wojna. Nie prowadzi się walki z narodem, to jest walka z konkretnym przejawem zła istniejącym w świecie. Nie jest to walka z islamem, ani z Afganistanem, tylko z okrutnym międzynarodowym terroryzmem.

- Niedawno pewien człowiek postrzelił bandytów, którzy chcieli go okraść. Czy prawo do obrony własności prywatnej pozwala występować przeciwko życiu człowieka?

- To nie jest występowanie przeciwko życiu człowieka. Obrony wymaga nasze dobro, które stanowi nieodzowny element mojego funkcjonowania i życia. Istnieje w teologii moralnej prawo do obrony przed agresorem. Co więcej, mam obowiązek bronienia drugiego człowieka przed agresją, obowiązek bronienia swoich dóbr, które są mi nieodzowne do życia. Jest tylko pytanie, jak daleko może sięgać ta obrona? Tak daleko, że ja mogę także pozbawić życia agresora. To nie jest jednak prawo do zabijania, ale ciągle prawo do obrony. To agresor bierze na siebie odpowiedzialność za ewentualne skutki tego, co się z nim stać może.

Nie możemy interpretować prawa miłości tak, że my się po prostu mamy godzić na wszystko, co się nam czyni. Uderzy cię ktoś w lewy policzek - nadstaw prawy, to jest symbol, Chrystus używa pewnego obrazu. Czasami trzeba tak mocno oddać człowiekowi w lewy policzek, aby zrozumiał, że czyni źle. Jeżeli tego nie zrobię, to on pójdzie dalej, czyniąc zło, a ja będę w tym partycypował. Granice tego, co nazywamy agresją wobec zła - a nie wobec człowieka - wyznaczone są w człowieku, w sferze ludzkiej odpowiedzialności moralnej.

- Jednak w żądaniach sprawiedliwości, tak indywidualnej jak i państwowej często zachodzi podejrzenie o chęć odwetu!

- Odwetu pragnie człowiek targany gniewem i nienawiścią. Jeżeli gniew posuwa się do dobrowolnego pragnienia zabójstwa, lub ciężkiego zranienia bliźniego, stanowi poważne wykroczenia przeciw miłości, jest grzechem śmiertelnym. W chrześcijaństwie nie ma prawa do odwetu!

- Dziękuję za rozmowę.

Bez Ducha Świętego nie zobaczymy Maryi

2019-09-21 18:27

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Do jasnogórskiego sanktuarium przybyli w piątek (20 września) abp Józef Kupny oraz biskupi pomocniczy: bp Andrzej Siemieniewski i o. bp Jacek Kiciński CMF. Wierni wyruszali z parafii już w południe, aby pielgrzymkę rozpocząć Drogą Krzyżową. Nabożeństwo Drogi Krzyżowej na wałach jasnogórskich o godz. poprowadził wikariusz generalny ks. Adam Łuźniak a autorem rozważań był ks. Aleksander Radecki. Oprawę muzyczną nabożeństwa zapewniła młodzieżowa schola KSM.

Zobacz zdjęcia: Pielgrzymka Duchowieństwa i Wiernych Archidiecezji Wrocławskiej na Jasną Górze w dn. 20-21 września

O godz. 18.30 rozpoczęła się Eucharystia, której przewodniczył i homilię wygłosił abp Józef Kupny. Pielgrzymów przywitał podprzeor Jasnej Góry, o. Jan Poteralski.

Arcybiskup nawiązał w homilii do początków tradycji archidiecezjalnego pielgrzymowania. - Jak co roku pielgrzymujemy na Jasną Górę, do domu naszej Matki, by opowiedzieć Jej o naszym życiu, o tym wszystkim czym żyjemy, co przynosi nam radość, z jakimi trudnościami się zmagamy, co nas smuci – mówił. – Pragniemy przeprosić Boga za akty profanacji, jakie miały miejsce w ostatnim czasie w naszej Ojczyźnie i za bezczeszczenie wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Chcemy także modlić się w intencji kapłanów i sióstr zakonnych, by mieli świadomość, że nie są pozostawieni sami sobie. Przychodzimy, by podziękować Maryi za opiekę nad nami i w ufnej modlitwie powierzyć Jej siebie samych, nasze rodziny, nasze parafie, całą archidiecezję i naszą Ojczyznę – mówił metropolita.

Podkreślił w rozważaniu o Matce Bożej Jej święte połączenie z Duchem Świętym. Wyjaśnił, że bez Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie odczytać orędzia i roli Maryi.

- Na wszystkie te słowa, które wypływają niejako z głębi naszego serca na wszystkie te słowa, które wypowiemy przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej znajdziemy odpowiedź wpatrując się w Jej, dobrze nam znane, pełne zatroskanej miłości, macierzyńskie oblicze. Przy odkrywaniu tego, co chce powiedzieć nam Maryja, musimy być pokorni i dać się prowadzić Duchowi Świętemu, bo tylko On zna piękno Jej duszy, Jej wewnętrzne piękno. To za Jego sprawą stała się Matką Boga i została napełniona pełnią łaski Bożej. Ten sam Duch, który kiedyś dyktował autorom natchnionym Pismo Święte prowadzi nas poprzez czytane w czasie tej Eucharystii Słowo Boże do głębszego poznania Maryi, naszej Matki. Duch Święty delikatnie odsłania przed nami Jej piękno, mądrości i miłość. Św. Grzegorz Wielki mówił, że czytając i zgłębiając natchnione stronice Biblii doświadczamy dotyku Ducha i przez ten dotyk On sprawia, że nasza dusza żyje świętym Słowem. Jest to Słowo żyjące i ożywiające, ponieważ pochodzi od Ducha życia i pozwala czerpać z samego źródła Ducha Bożego, z tego samego, z którego czerpała Maryja. W ten sposób, między Maryją a nami, wytwarza się głęboka komunia, głęboka wspólnota. Rodzi się wspaniała duchowa symfonia – ale pod jednym warunkiem: że podobnie jak Ona czytamy i interpretujemy Pismo święte w tym samym Duchu, w jakim zostało napisane – mówił w rozważaniu metropolita.

Wskazał też, że bez Ducha Świętego nie jesteśmy zdolni zobaczyć całego piękna Maryi, która jest cudem stworzenia i odkupienia. - Możemy się wpatrywać w tę piękną ikonę Pani Jasnogórskiej, w Jej łaskawe oblicze, pełne miłości spojrzenie, ale bez pomocy Ducha Świętego nigdy nie odczytamy właściwego przesłania jakie do nas dziś kieruje, zarówno w odczytanym fragmencie Księgi Przysłów jak i Ewangelii wg św. Jana. Bez pomocy Ducha Świętego nie odczytamy tego orędzia – mówił.

Na koniec odniósł się do kondycji współczesnego człowieka. Porównał ludzkie serce do pustej, kamiennej stągwi – takiej samej, do jakiej w czasach Chrystusa wlewano wodę i wino. Przywołał obraz Maryi, która stoi pod krzyżem i woła do Jezusa za każdego z nas.

- Dziś Maryja nie woła jak kiedyś w Kanie: Nie mają już wina. Dziś zdaje się wołać: Synu, nie mają już miłości! Popatrz, ich serca są kamienne i puste jak stągwie a miłość w nich wygasła, skończyła się! I dalej nasza Matka pod krzyżem zdaje się mówić: Przemień cudownie te kamienne i puste serca i napełnij je miłością. Nie prosi już o przemianę wody w wino, prosi o coś więcej: aby te kamienne serca, puste stągwie, napełnić miłością – mówił pasterz i dodał, że Maryja zawsze widzi, co dzieje się w sercach jej dzieci.

Abp Kupny stwierdził też, że Maryja miała od początku świadomość powierzonego Jej zadania – jako Matka Kościoła doświadcza skutków grzechu swoich dzieci i cierpi razem z Jezusem. Nawiązał do proroctwa, które usłyszała przynosząc do świątyni małego Syna Bożego.

- Symeon zapowiedział, że gdy Jej dusze przeniknie miecz, ujawnią się zamysły serc wielu. I ujawniły się, i ciągle się ujawniają – w życiu naszych rodzin, naszej Ojczyzny, z coraz większą siła ujawniają się: gniew, kłótnie, nienawiść, żądza władzy za wszelką cenę, nieposzanowanie życia, profanacje, ataki na Kościół, wyśmiewania ludzi wierzących, odrzucanie chrześcijańskich norm moralnych, narzucanie fałszywych ideologii, odmawianie prawa rodzicom do wychowania dzieci zgodnie ze swoją wiarą i wyznawanymi normami moralnymi. Ujawniły się i ciągle się ujawniają. Ten katalog można by wydłużyć, ale nie ma takiej potrzeby, bo my wszyscy wiemy, jakimi grzechami krzyżujemy Chrystusa. Maryja widzi puste serca pozbawione miłości i modli się. Wie, że Jej Syn może wypełnić puste stągwie serc winem miłości. Jest tego pewna i o to Go prosi – mówił wrocławski metropolita.

Podkreślał, że Eucharystia niczym klamra spina dwa ważne wydarzenia. – Podobnie jak na weselu w Kanie radujemy się obecnością Chrystusa i Jego Matki, podobnie jak darem przemienionego chleba i wina, czyli Ciała i Krwi Pańskiej. A równocześnie, razem z Maryją, stajemy pod krzyżem otwierając nasze serca na zdroje łask spływające z przebitego Serca Jezusa – mówił – i zachęcał, aby uczynić wszystko, by za przykładem Matki Najświętszej jak najwięcej miejsca przygotować w sercach na przyjęcie daru Bożej miłości, która zbawia, leczy i napełnia prawdziwą radością.

Eucharystia zakończyła się odnowieniem Aktu Oddania Archidiecezji Wrocławskiej Matce Bożej Częstochowskiej – pierwsze ślubowanie wierni z Dolnego Śląska złożyli w 2000 r., tradycję zainicjował kard. Henryk Gulbinowicz, który w 2000 r. postanowił oddać Dolny Śląsk w Macierzyńską Niewolę Maryi, niejako dopełniając ślubów Jana Kazimierza. Od wtedy każdego roku wierni, wraz z pasterzami, odnawiają śluby.

(Archidiecezja wrocławska złożyła wtedy na Jasnej Górze wotum ślubowania – pierścień zaślubin z herbem wrocławskim, który został umieszczony przy ołtarzu Matki Bożej. Darem pielgrzymów jest również figura Chrystusa Króla na wałach jasnogórskich – kopia figury z placu katedralnego we Wrocławiu).

Po Mszy św. w Bazylice Jasnogórskiej rozpoczęła się modlitwa różańcowa, którą poprowadziły siostry zakonne z różnych zgromadzeń Archidiecezji. Całonocne czuwanie pielgrzymów rozpoczęła modlitwa apelowa. Rozważanie w czasie Apelu Jasnogórskiego poprowadził o. bp Jacek Kiciński CMF. Podkreślił w nim, że Kościół przychodzi do Maryi zawsze w roli dziecka. - Przychodzimy do Ciebie Maryjo, jako Twoje dzieci i jako wspólnota Kościoła Wrocławskiego – mówił. - Jest z nami pasterz naszej archidiecezji, są biskupi, kapłani, osoby życia konsekrowanego, klerycy i wierni naszej dolnośląskiej ziemi. Nasze tegoroczne czuwanie wpisuje się w ogólnopolski program duszpasterski, którego myślą przewodnią są słowa „W mocy Bożego Ducha”. Przybywamy tu, na Jasną Górę, do Wieczernika naszej Ojczyzny, by razem z Tobą, o Matko nasza, trwać na modlitwie i wypraszać moc Ducha św. dla nas i tych, do których jesteśmy posłani – mówił biskup. W szczególny sposób powierzył dzieci i młodzież szkolną nawiązując do rozpoczętego niedawno roku nauki. - Rok szkolny to czas zdobywania wiedzy i mądrości. Dla dzieci i młodzieży to czas wzrastania w łasce u Boga i u ludzi. Maryjo, miej w opiece wszystkie nasze rodziny. Tobie, o Matko, powierzamy wszystkich nauczycieli, katechetów i tych, którzy towarzyszą dzieciom i młodym na drodze ich życia – modlił się bp Jacek. Powierzył też studentów, którzy już wkrótce zainaugurują nowy rok akademicki. -Przyjmij Matko do swego serca tych, którzy wkrótce rozpoczną czas studiów. Niech to będzie dla nich czas nauki, pracy i modlitwy. Niektórzy z nich odpowiedzieli na głos powołania do kapłaństwa i życia zakonnego - niech nigdy nie braknie im wiary, nadziei i miłości. Niedługo w naszej archidiecezji wrocławskiej rozpocznie się Spotkanie Młodych na Ślęży, otocz Maryjo wszystkich, którzy tam przybędą płaszczem Twej Matczynej opieki. Jako wspólnota Kościoła Wrocławskiego przygotowujemy się także na kolejne Europejskie Spotkanie Młodych Taizé. Niech to będzie czas działania Ducha Świętego w naszych sercach, czas budowania jedności i wsłuchiwania się w Słowo Boże” - prosił w rozważaniu przed Jasnogórską Ikoną bp Kiciński.

Czuwanie przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej trwało do północy. Modlitwę, której przewodniczył ks. Piotr Wawrzynek, ubogacał śpiew chóru Marianum z parafii Najświętszego Imienia Jezus we Wrocławiu, a czuwanie prowadziła wspólnota Dom na Skale. Modlitwę różańcową od godz. 23.00 prowadził ks. Zbigniew Słobodecki wraz ze Wspólnotą Rycerzy Kolumba.

O godz. 24.00 rozpoczęła się pasterka maryjna – Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił bp Andrzej Siemieniewski. Odnowienie Aktu Oddania Archidiecezji Wrocławskiej Matce Bożej Częstochowskiej zakończyło Pielgrzymkę Wiernych Archidiecezji Wrocławskiej na Jasną Górę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rokitno: Diecezjalna Pielgrzymka Nauczycieli

2019-09-22 17:02

Katarzyna Krawcewicz

Do Sanktuarium Matki Bożej Rokitniańskiej 22 września pielgrzymowali nauczyciele i wychowawcy. Nauczycielską pielgrzymkę poprzedziły weekendowe rekolekcje dla katechetów. Ich temat brzmiał: „Być uczniem i czynić uczniów. O formacji chrześcijańskiej w świetle Eucharystii”, a nauki głosił ks. Tomasz Gierasimczyk.

Katarzyna Krawcewicz

- Dzisiaj sporo słuchaliśmy o nauczaniu św. Pawła apostoła. Sam św. Paweł przedstawiał się w swoim liście jako nauczyciel pogan. To ciekawe. Św. Paweł w tej liturgii przybył z nami na pielgrzymkę nauczycieli. Przybył ze swoim nauczaniem do nas, do pogan, bo chociaż jesteśmy ochrzczeni, to wiele razy myślimy jak poganie – mówił rekolekcjonista podczas wieńczącej pielgrzymkę Eucharystii. – A przecież my też jesteśmy powołani, by być nauczycielami i apostołami. Czy dobrze więc przyswoiliśmy sobie tę lekcję hierarchii wartości – dóbr Bożych i światowych? Czy umiemy tę lekcję powtarzać naszym życiem i przekazać tym, którzy zostali nam powierzeni? Powierzono nam wielkie dobro: mi, księdzu – tych, którym duszpasterzuję, a wam, nauczycielom – uczniów i wychowanków. Jaką lekcję przeczytają ci wszyscy ludzie z naszego życia?

Więcej w papierowym wydaniu.

Zobacz zdjęcia: Rokitno: Diecezjalna Pielgrzymka Nauczycieli (22 września 2019)
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem