Reklama

Wojna jaruzelska (3)

Kłamstwa towarzysza Rakowskiego

W każdej celi wisiał głośnik zwany kołchoźnikiem, który w godz. 6.00-22.00 bez przerwy nas uświadamiał. Nie można go było wyłączyć, bo był za siatką. Swoją gadką i kołchozową muzyką doprowadzał skazanych do szału. O 17.00 nadawano wiadomości, specjalnie dobrane i opatrzone komentarzem pod kątem zakładów karnych i aresztów śledczych.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Któregoś dnia w wiadomościach o godz. 17.00 I sekretarz KC - towarzysz Rakowski - złożył oświadczenie, że wszyscy internowani mają się bardzo dobrze i żadna krzywda im się nie dzieje, ponieważ przebywają w pensjonatach i domach wypoczynkowych. A tylko zachodnie ośrodki propagandy imperialistycznej głoszą, że internowani przebywają w aresztach i zakładach karnych. Klasa robotnicza jednak wie, że władza ludowa mówi prawdę - zaakcentował Rakowski.
Murawski: - Myśmy doskonale wiedzieli, że komuniści co innego myślą, co innego robią - to była ich zasadnicza cecha. Ale pomimo to człowieka skręcało ze złości. Jak można tak perfidnie kłamać w oczy, nam, ludziom internowanym, przebywającym w aresztach i więzieniach. Jednocześnie każde wystąpienie Rakowskiego budziło w nas podziw, jak w jednym człowieku mogło nagromadzić się tyle cynizmu, kłamstwa i obłudy. Świetny przykład na to, jak człowiek inteligentny może stać się kanalią. Jeszcze obecnie, po tylu latach, gdy ujrzę Rakowskiego w telewizji, słyszę jego tamte oświadczenie. I dziwię się, że tacy ludzie mają nadal prawo występowania w telewizji publicznej. Z drugiej strony, skoro w telewizji może występować morderca księdza Popiełuszki, to dlaczego nie miałby do tego prawa Rakowski?

Obraz szósty: papierosy i koszmary

W celi Murawskiego jest osiem osób. Tylko on nie pali papierosów. Wspomina: - Jak dorwą jakieś papierosy, to palą, że w celi niebiesko od dymu, a ja o mało się nie uduszę. Niesamowity ból głowy. W takich chwilach bardzo nasila się pragnienie wyjścia na wolność, tęsknota za domem, za bliskimi. A tu wciąż nie ma żadnej wiadomości od żony, od dzieci. Trapią mnie niesamowite myśli, nie sypiam po nocach, a jak zasnę, to zaraz jakieś śnią mi się koszmary, budzę się potwornie zmęczony i wyczerpany. Może wszyscy się ode mnie odwrócili i daremne są moje wyczekiwania, choćby krótkiego listu od bliskich? Minął dzień moich imienin i nowy rok - i wciąż nic. Wreszcie 10 stycznia wiadomość - krótkie widzenie. W głowie kotłują się pytania: co w domu, dlaczego nikt mnie nie odwiedzał, czy wszyscy zdrowi, dlaczego nie dostałem żadnego listu. Żona, jakby zdziwiona tymi pytaniami, odpowiedziała, że nie wiedziała gdzie w ogóle przebywam i jak się starać, żeby się tego dowiedzieć. „Trudno, widocznie nie czuła takiej potrzeby” - pomyślałem.
11 stycznia zrobił się na korytarzu ruch, głośne pokrzykiwania. Nagle otworzyły się drzwi i klawisz wrzasnął: „Murawski, pakować się do wyjścia!”. Nogi się pode mną ugięły. Co czeka mnie w tę mroźną i długą noc? Na pewno transport - tylko jak długo i gdzie? Wciąż nic nie wiadomo o kolegach z celi, których wywieziono w Wigilię. Zbieram swoje manatki, serce mi tak kołacze, że o mało gardłem nie wyskoczy, łzy cisną się do oczu. Może ostatni raz widzę kolegów wspólnej niedoli. Czuję, że zaczyna potwornie boleć mnie głowa, w jednej sekundzie mnóstwo myśli przelatuje przez głowę. Tak mi się trzęsą ręce, że nie mogę zasznurować butów. Wielkie szczęście, że wczoraj miałem widzenie z żoną. Powiedziała mi, że mam sine usta i uszy, pytała, co się ze mną dzieje. Ale to było wczoraj. Co zrobią ze mną dziś?
Rzeczy składam na rozłożonym kocu, niezgrabnie mi to idzie. Koledzy stoją nade mną kołem, patrząc w milczeniu. Ciszę przerywa Leszek Martin, mówiąc: „Gdzie te s... wloką tego dziadka”. Byłem najstarszy wiekiem w celi, miałem bialutką głowę - później powiedziano mi, że w więzieniu do reszty osiwiałem.
Po dłużej chwili na korytarzu odbyła się zbiórka z manelami, które trzeba było zdać do magazynu więziennego. Według listy ustawiono nas trójkami do szczegółowej rewizji osobistej, ciężkie kraty otworzyły się na całą szerokość, padła komenda „Naprzód marsz!”. Gdy maszerowaliśmy do wyjścia, w wąskim i nieoświetlonym przejściu stała młoda, bardzo drobna pielęgniarka, która dyskretnie wciskała nam w ręce małe buteleczki z lekarstwami. Były to przeważnie witaminy, które potem nam się bardzo przydały. To było zaskoczenie - oto pracownica służby więziennej okazuje nam tyle serca. Jakżesz wiele wdzięczności było w naszych oczach. Przecież mogła mieć z tego powodu nieprzyjemności. Jeszcze długo potem mówiliśmy między sobą, jakież to w tym małym ciele ogromne serce i jeszcze większy duch. Jeszcze dziś ucałowałbym za to te drobne rączki.

Obraz siódmy: w Nysie nie śmierdzi

Na więziennym dziedzińcu czekały na nas budy więźniarek, do których wpychano nas po wyczytaniu nazwiska. W środku tliło się maleńkie światełko i siedział zomowiec z kałasznikowem gotowym do strzału. Co jakiś czas wymachując pałą przypominał nam, że w czasie jazdy wszelkie rozmowy są kategorycznie zakazane, a jak nie będziemy posłuszni, to on nam o tym przypomni. Było duszno i ciasno, szeptem mówiliśmy, czy jedzie tylko nasza jedna buda, czy kolumna. Bo jeśli tylko nasza, to będzie z nami źle. Podróż się dłużyła. W końcu nikt już nie wiedział, jak długo jedziemy. Najgorsze było to, że jechaliśmy późną nocą i w nieznanym kierunku. Samochodem tak rzucało, że wydawało się, iż jedziemy polną drogą. Niektórzy szeptali, że wiozą nas na poligon, do lasu. Rosło napięcie, co było widać po twarzach. Ci, którzy siedzieli obok mnie, mieli łzy w oczach. Zomowiec obserwował nas z niekłamanym niepokojem, co chwilę szczerząc ze złości zęby.
Na miejscu okazało się, że jechaliśmy w kolumnie. Trafiliśmy do zakładu karnego w Nysie. Zaczęto rozprowadzać nas po pawilonach i celach. Pierwsze wrażenie - pozytywne. Podłoga w celi z parkietu, nie to co przy Kleczkowskiej we Wrocławiu, gdzie posadzka była z kamieni - tak jak jezdnia na ulicy. W Nysie - zimna woda w umywalce, ale w ogóle jest! Łóżka ze sprężynami, materac suchy, w celi nie śmierdzi stęchlizną. Zupełnie nieźle, jak na warunki więzienne. Tylko blendy w oknach i świata nie widać. Ale już nowi ludzie, nowe wrażenia i nowe znajomości. Po kilku dniach już chyba wszystko o sobie wiedzieliśmy - kto z jakiego zakładu, wydziału lub uczelni. Każdy musiał podać takie dane, żeby nie wzbudzić u innych podejrzeń, że jest „wtyką” SB. Chociaż i takich przypadków nie dało się na pewno uniknąć.

W następnym odcinku m.in. o odwiedzinach biskupa Nossola, chrześcijańskim wyrzeczeniu zemsty i więziennym uniwersytecie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Arka Przymierza jest w Biblii znakiem obecności Pana pośród ludu

2026-01-14 21:13

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Arka Przymierza

Arka Przymierza
Arka Przymierza jest w Biblii znakiem obecności Pana pośród ludu. Hebrajskie (’ārôn) oznacza skrzynię, a jej wnętrze niesie tablice przymierza. Nad Arką znajduje się przebłagalnia (kappōret) i cheruby, więc Arka bywa kojarzona z tronem Boga. Dawid przenosi Arkę do Miasta Dawidowego, czyli do Jerozolimy zdobytej niedawno i uczynionej stolicą. Wniesienie Arki scala plemiona wokół Boga, a nie wokół samej polityki. W pamięci opowiadania stoi wcześniejsza próba zakończona śmiercią Uzzego. Świętość Boga okazuje się nie do oswojenia. Procesja idzie z ofiarą. Składanie wołu i tuczonego cielca podkreśla, że wędrówka ma charakter starotestamentalnej liturgii. Dawid tańczy z całej siły przed Panem, przepasany lnianym efodem (’ēfōd). To strój związany z posługą przy ołtarzu. Król przyjmuje postawę sługi. Tekst wspomina okrzyki i dźwięk rogu (šōfār), a ten dźwięk przypomina Synaj i ogłaszanie panowania Pana. Arka zostaje umieszczona w namiocie. Świątynia Salomona jeszcze nie istnieje, a jednak obecność Pana ma swoje miejsce w sercu miasta. Dawid składa całopalenia i ofiary biesiadne, a potem błogosławi lud w imię Pana Zastępów. Błogosławieństwo przechodzi w chleb. Każdy otrzymuje porcję pożywienia, mężczyzna i kobieta, po bochenku chleba, kawałku mięsa i placku z rodzynkami. Kult nie zostaje zamknięty w murach przybytku. Dotyka stołu i codziennej sytości. W centrum pozostaje przymierze. Arka niesie pamięć Słowa, a procesja uczy, że obecność Boga idzie pośród ludzi i porządkuje ich świętowanie.
CZYTAJ DALEJ

Módlmy się o łaskę, abyśmy mogli rozpoznać plan Boga

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

adobe Stock

Rozważania do Ewangelii Mk 3, 31-35.

Wtorek, 27 stycznia. Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Anieli Merici, dziewicy.
CZYTAJ DALEJ

Zmiany w kierownictwie Fundacji Ratzingera. W przyszłym roku obchody 100. rocznicy urodzin Benedykta XVI

Watykańska Fundacja im. Josepha Ratzingera-Benedykta XVI ma nowego przewodniczącego. Został nim Włoch, ks. prof. Roberto Regoli, który zastąpił na tym stanowisku jezuitę, o. Federica Lombardiego. Jednym z ważnych zadań, jakie stoją przed nowym przewodniczącym, jest przygotowanie obchodów 100. rocznicy Josepha Ratzingera, która przypada w 2027 r. „To pasjonujący pięcioletni okres” – mówi w rozmowie z mediami watykańskimi.

Fundacja im. Josepha Ratzingera-Benedykta XVI została powołana do życia 1 marca 2010 r., w celu popularyzowania dorobku naukowego Josepha Ratzingera – Benedykta XVI i wspierania działań naukowych z nim związanych. Nowym przewodniczącym tej instytucji został wybrany ks. pror. Roberto Regoli, ceniony historyk Kościoła, specjalizujący się m.in. w historii papiestwa, Kurii Rzymskiej i dyplomacji papieskiej w XIX i XX w. Na kierowniczym stanowisku zastąpił 83-letniego o. Federica Lombardiego, jezuitę, byłego dyrektora Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej i jednego z najbliższych współpracowników Benedykta XVI. O. Lombardi kierował fundacją przez ostatnią dekadę i był niezwykle ceniony zarówno przez współpracowników, jak też przez szerokie grono akademickie, związane z dziedzictwem intelektualnym i duchowym Benedykta XVI.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję