Reklama

20 lat temu Polska przystąpiła do NATO

2019-03-12 07:30

wpolityce.pl

DVIDSHUB-Foter-CC-BY

20 lat temu, 12 marca 1999 r., w amerykańskiej miejscowości Independence Polska, Czechy i Węgry zostały oficjalnie przyjęte do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego. Starania o dołączenie do najpotężniejszego w historii paktu obronnego trwały od roku 1991.

W kwietniu 1989 r. podczas szczytu NATO w Brukseli obchodzono czterdziestą rocznicę podpisania Traktatu Północnoatlantyckiego. Mimo pierestrojki, podpisania układów rozbrojeniowych i zapowiedzi częściowo wolnych wyborów w PRL atmosfera była jednak daleka od euforii. Kształt przekształceń w bloku komunistycznym oraz przyszłość supermocarstwa sowieckiego wciąż były wielką niewiadomą.

Sekretarz NATO Manfred Wörner ostrożnie oświadczył wówczas, że przemiany we wschodniej Europie skłaniają do ponownego przemyślenia stosunków państw NATO i Układu Warszawskiego. Jednocześnie podkreślał, że w Europie Wschodniej wciąż stacjonuje ok. trzydziestu dywizji sowieckich, prawdopodobnie uzbrojonych w broń nuklearną. W tym kontekście za absurdalne uznano pojawiające się ze strony Układu Warszawskiego propozycje rozwiązania struktur wojskowych obu sojuszów lub wycofania wojsk amerykańskich.

W październiku 1989 r. po raz pierwszy w historii Paktu Północnoatlantyckiego na obrady Zgromadzenia Parlamentarnego NATO w Rzymie zaproszono dwóch parlamentarzystów z Polski – Jana Rokitę z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego i Krzysztofa Komornickiego z PZPR. Podczas rozmów podkreślano znaczenie zmian dokonujących się w PRL i na Węgrzech. Polscy posłowie apelowali o wsparcie dla pogrążonych w kryzysie społeczeństw. W tym samym czasie za przełomowe uznano słowa Michaiła Gorbaczowa wygłoszone podczas obchodów czterdziestej rocznicy powstania NRD. Oznaczały one faktyczną rezygnację z doktryny Breżniewa. Jak stwierdzili zachodni dziennikarze, zastąpiła ją „doktryna Sinatry”, od tytułu piosenki „My Way”.

Reklama

Wydarzenia jesieni 1989 r. oznaczały nieznaną dotąd odwilż, ale nie zmianę strategii obu stron kończącej się zimnej wojny. W grudniu Rada Północnoatlantycka podtrzymała uznawanie wszystkich państw bloku wschodniego za sowieckich sojuszników w Europie.

Stosunki dyplomatyczne z Paktem Północnoatlantyckim Polska nawiązała w marcu 1990 r., gdy minister spraw zagranicznych prof. Krzysztof Skubiszewski złożył wizytę w Brukseli w Kwaterze Głównej NATO. Minister pierwszego częściowo niekomunistycznego rządu stwierdził, że Układ Warszawski zakończy swoje istnienie, kiedy zostanie stworzony nowy system bezpieczeństwa europejskiego.

Podobne głosy docierały z Pragi. Václav Havel uważał, że podstawą systemu bezpieczeństwa zbiorowego muszą być ustalenia Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oraz instytucje polityczne NATO.

Znacznie odważniejsze opinie pochodziły z Węgier. Minister spraw zagranicznych Gyula Horn oświadczył, że za kilka lat jego kraj będzie częścią NATO. Część polityków wschodniej i zachodniej Europy wciąż uznawała struktury polityczne Układu Warszawskiego za narzędzie pomocne w transformacji Europy. Ten jednak był już niemal martwy. W marcu 1991 r. rozwiązano struktury wojskowe UW, a 1 lipca tego samego roku wszystkie instytucje polityczne. Pięć miesięcy później przestał istnieć Związek Sowiecki.

W lipcu 1990 r. na szczycie w Londynie Sojusz zaproponował państwom Układu Warszawskiego partnerstwo i rozwój kontaktów wojskowych, uznając, że oba bloki przestały być przeciwnikami. Prezydent USA George Bush w liście do premiera Tadeusza Mazowieckiego zapowiedział zaproszenie Polski i innych państw regionu do nawiązania regularnych kontaktów z NATO – by mogły uczestniczyć w spotkaniach Paktu bez prawa głosu. We wrześniu 1991 r. do Warszawy przybył sekretarz generalny NATO. „Sojusz jest otwarty i gotów dzielić się z wami korzyściami płynącymi ze wspólnoty bezpieczeństwa i współpracy” – powiedział Manfred Wörner podczas spotkania z posłami sejmowych komisji obrony i spraw zagranicznych.

Dyskusję wokół rozmów między państwami Europy Środkowej zdominowała kwestia rozszerzenia kontaktów. W tym celu powołano Północnoatlantycką Radę Współpracy – NACC. Ostatecznie objęła nie tylko kraje Europy Środkowej, lecz i część państw postsowieckich. Szczyt NATO w Rzymie w listopadzie tamtego roku przyniósł deklarację, w której Sojusz – zachowując funkcje obronne – stawiał sobie zadania polityczne związane z bezpieczeństwem w Europie. Miało to szczególne znaczenie w kontekście pojawiających się na mapie kontynentu punktów zapalnych – Jugosławii i Naddniestrza. Państwa Trójkąta Wyszehradzkiego dążyły również do zacieśnienia kontaktów z Unią Zachodnioeuropejską – strukturą polityki obronnej państw Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej.

Przełomem dla polskich starań o wejście do NATO było powołanie rządu premiera Jana Olszewskiego. Kwestia ta pojawiła się już w exposé wygłoszonym 21 grudnia 1991 r.

Polska będzie zacieśniać więź z Sojuszem Północnoatlantyckim. W obecnej sytuacji bowiem uważamy ten sojusz za filar bezpieczeństwa europejskiego, a obecność wojsk USA w Europie za czynnik stabilizacji. Dlatego rząd będzie dążył do wszechstronnego rozwoju powiązań z NATO, jakie umożliwia nasz udział w Północnoatlantyckiej Radzie Współpracy. Będzie to polityka sprzyjająca polepszaniu naszego bezpieczeństwa - stwierdził nowy premier. W lutym 1992 r. minister obrony narodowej Jan Parys powiedział zaś, że Polska „na dłuższą metę” chce zostać częścią NATO.

W kwietniu następnego roku podczas wizyty premiera Olszewskiego w Waszyngtonie prezydent George H.W. Bush zaznaczył, że istnieje możliwość przystąpienia Polski do NATO. Już po obaleniu rządu Jana Olszewskiego minister spraw zagranicznych prof. Krzysztof Skubiszewski w wypowiedzi dla „Polski Zbrojnej” mówił:

Celem polskiej polityki zagranicznej jest integracja ze strukturami i instytucjami Europy Zachodniej; naszym strategicznym celem w sferze bezpieczeństwa jest również uzyskanie członkostwa w NATO.

W tym samym roku Komitet Obrony Kraju przyjął doktrynę obronną, która za główny cel postawiła przynależność Polski do NATO. Zatem kwestia przynależności Polski do Paktu Północnoatlantyckiego stała się sprawą łączącą rozmaite siły polityczne, poza postkomunistyczną Socjaldemokracją Rzeczypospolitej Polskiej, która do 1993 r. przejawiała sceptyczny stosunek do integracji z Sojuszem.

Ku zaskoczeniu wszystkich sił politycznych sprzyjających przystąpieniu Polski do NATO w marcu 1992 r. w Niemczech prezydent Lech Wałęsa zgłosił propozycję utworzenia „EWG-bis” i „NATO-bis”. Koncepcja ta nigdy nie została sprecyzowana i nigdy nie cieszyła się poparciem żadnej partii. Wałęsa wyjaśniał później, że pomysł – z którego się wycofał – miał przełamać impas.

Znacznie bardziej obiecująca była sformułowana przez ministra Skubiszewskiego koncepcja zapewnienia Trójkątowi Wyszehradzkiemu specjalnego statusu przy Unii Zachodnioeuropejskiej. Jednym z głównych celów polskiej dyplomacji stało się dążenie do ostatecznego przełamania wciąż popularnej na Zachodzie idei strefy neutralnej na wschód od Odry. Skubiszewski ostrzegał, że takie „przedpole” może stać się miejscem rywalizacji wielkich mocarstw, tak jak już bywało w historii. W tym czasie ostrożność państw NATO wiązała się nie tylko z obawami przed reakcją Rosji. Niektóre państwa członkowskie – jak Francja – bały się osłabienia wojskowego charakteru Sojuszu.

W marcu 1993 r. sekretarz stanu USA Warren Christopher powiedział, że jeżeli NATO ma się rozszerzyć, trzeba rozważyć przyjęcie niektórych krajów Europy Wschodniej. Minister obrony Niemiec Volker Rühe zapowiedział, że przyjęcie tych krajów jest tylko kwestią czasu. Potwierdzeniem tego stanowiska były kwietniowe obrady Zgromadzenia Północnoatlantyckiego (dziś Zgromadzenie Parlamentarne NATO). W dokumentach opublikowanych po jego zakończeniu podkreślono, że Europa Środkowa nie może być „próżnią bezpieczeństwa”. Stwierdzono również, że pełna integracja z NATO jest możliwa za pięć do dziesięciu lat, po wcześniejszym okresie stowarzyszenia.

W tym samym miesiącu przy okazji otwarcia waszyngtońskiego Muzeum Holokaustu odbyły się spotkania prezydentów Czech i Polski z nowym prezydentem USA Billem Clintonem. Zdaniem świadków rozmowy Wałęsy z Clintonem w jej trakcie prezydent RP stwierdził, że Polska powinna zostać przyjęta do Sojuszu m.in. z powodu zdrady dokonanej przez aliantów zachodnich w Jałcie. Według późniejszych, nieoficjalnych informacji, m.in. pod wpływem tych rozmów prezydent USA zdecydował, że Polska, Czechy i Węgry staną się członkami NATO.

W sierpniu 1993 r. z wizytą w Polsce przebywał prezydent Rosji Borys Jelcyn. Podczas kolacji w Helenowie, ujętej jako „program prywatny”, Jelcyn zadeklarował wobec Wałęsy, że Rosja nie sprzeciwia się wstąpieniu Polski do NATO i nie uważa jej członkostwa w Sojuszu za zagrożenie dla Rosji. Wpisanie tej deklaracji do oświadczenia kończącego wizytę spotkało się z oporem towarzyszących Jelcynowi ministrów.

Kilka tygodni później, pod naciskiem rosyjskich polityków, prezydent Rosji wycofał się z tej deklaracji, a w liście do przywódców zachodnich państw przestrzegał przed przyjęciem do Paktu państw środkowowschodniej Europy. Już 15 września Jelcyn wystosował list do przywódców Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA, w którym zdementował tzw. deklarację warszawską i bardzo zdecydowanie przeciwstawił się rozszerzeniu NATO o państwa Europy Środkowej. Z punktu widzenia Warszawy historyczną datą stał się 17 września 1993 r., gdy terytorium Polski po niemal pięciu dekadach opuścili ostatni żołnierze rosyjscy.

Niemal w tym samym czasie, podczas wizyty premier Hanny Suchockiej w Brukseli, sekretarz generalny NATO oświadczył: „Opcja rozszerzenia pozostaje otwarta […] jest rzeczą całkiem jasną, że gdybyśmy rozważali kwestię nowych członków, Polska byłaby jednym z pierwszych, jeżeli nie pierwszym kandydatem”. Suchocka oświadczyła także, iż Polska przystąpi do Sojuszu szybciej niż do Unii Europejskiej.

W październiku na deklarację Jelcyna odpowiedziała polska dyplomacja. Minister Skubiszewski podkreślił, że NATO „nie jest sojuszem skierowanym przeciw komukolwiek”. „Nasza polityka jest polityką niepodległości w ramach bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Deklaracja Wałęsa-Jelcyn dobrze służy temu bezpieczeństwu. Polskie dążenie do NATO jest nieodwracalne”. Deklaracja ta była aktualna również po dojściu do władzy koalicji formacji postkomunistycznych jesienią 1993 r.

Świadectwem ostatecznej zmiany nastawienia USA do rozszerzenia Paktu Północnoatlantyckiego było przedstawienie w 1994 r. programu Partnerstwa dla Pokoju (PdP). Celem nowej koncepcji było nawiązanie bliższej współpracy z państwami byłego bloku komunistycznego i postsowieckimi. Narzędziem miały być wspólne misje pokojowe i ćwiczenia. Dla państw kandydujących do NATO była to okazja do przybliżenia standardów swoich sił zbrojnych do wysokich standardów Sojuszu. Dla Polski i innych krajów PdP było jednak rozczarowaniem, ponieważ liczyły na znacznie bliższą współpracę. W lutym 1994 r. Polska była pierwszym krajem przystępującym do PdP.

Nastroje uspokoiły wypowiedzi amerykańskich dyplomatów, którzy mówili, że PdP może być drogą do akcesji do Paktu. W styczniu 1994 r. w Pradze prezydent Bill Clinton zadeklarował, że rozszerzenie nie jest już kwestią „czy”, ale „jak i kiedy”. Powtórzył tę deklarację podczas wizyty w Warszawie w lipcu tego samego roku. We wrześniu na poligonie w Biedrusku odbyły się pierwsze większe ćwiczenia, w których wzięli udział żołnierze amerykańscy.

Rok 1995 upłynął pod znakiem przygotowywania przez państwa i instytucje NATO kryteriów, których spełnienie miało być warunkiem wstąpienia do Sojuszu. Wiele wysiłku włożono także w przygotowanie Studium o Rozszerzeniu, które miało przedstawić główne cele polityczne i wojskowe poszerzenia. W obszernym dokumencie pisano m.in., że proces ten nie jest wymierzony w jakiekolwiek państwo. Rosja w założeniach swojej polityki zagranicznej nie wzięła pod uwagę tez zawartych w Studium. W wypowiedziach czołowych polityków zaczęły się też pojawiać żądania gwarancji, że na terenie nowych państw członkowskich nie będą rozlokowane natowskie bazy wojskowe. Kreml twierdził również, że rozszerzenie NATO może negatywnie wpłynąć na wewnętrzną sytuację w samej Rosji, której społeczeństwo może ulec nastrojom antyzachodnim.

Rosyjskie stanowisko miało złagodzić podpisanie w 1997 r. „Aktu Stanowiącego o podstawach wzajemnych stosunków, współpracy i bezpieczeństwa”, który zakładał rozwój współpracy, m.in. przez powołanie Stałej Wspólnej Rady NATO-Rosja. 14 marca 1997 r. NATO i Rosja wydały wspólną deklarację, która do dziś ma istotne znaczenie dla stosunków między Sojuszem a jego wschodnim sąsiadem.

W obecnej i dającej się przewidzieć sytuacji bezpieczeństwa Sojusz będzie realizował swą obronę zbiorową i inne zadania przez zapewnienie niezbędnej interoperacyjności i zdolności do wzmacniania swoich sił raczej niż w drodze dodatkowego, stałego stacjonowania znacznych sił bojowych - oświadczano.

Nigdy nie było to oficjalne zobowiązanie NATO. Dla państw Paktu określenie „znaczące siły bojowe” oznaczało dywizję pancerną, dla Rosji zaś w zasadzie jakiekolwiek siły rozlokowane na stałe oraz jakąkolwiek infrastrukturę obronną. Do czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 r. na terenie „nowych państw NATO” nie rozmieszczano na stałe jakichkolwiek sił państw sojuszniczych.

W 1996 r. prezydent Clinton zarekomendował przyjęcie nowych członków najpóźniej w 1999 r., w pięćdziesiątą rocznicę utworzenia NATO. W lipcu 1997 r. madrycki szczyt Paktu wystosował zaproszenia do Czech, Węgier i Polski. 1 sierpnia Sejm RP uchwalił mandat negocjacyjny do rozpoczynających się rozmów o akcesji.

„Wolą Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej jest, by w trakcie rozmów akcesyjnych Rząd Rzeczypospolitej Polskiej zapewnił NATO i jego państwa członkowskie o zdecydowaniu Polski przyjęcia zobowiązań wynikających z członkostwa w Sojuszu oraz o gotowości poniesienia niezbędnych kosztów związanych z integracją” – podkreślano w uchwale.

W trakcie negocjacji ustalono program NSIP (NATO Security Investment Programme), z którego finansowano infrastrukturę konieczną do przyjęcia sojuszniczej pomocy. Na lata 1999–2014 na wydatki w ramach NSIP w Polsce przewidziano ponad 850 mln euro, z tego 594 mln euro to nakłady z budżetu NATO, a 258 mln euro środki narodowe. Największe projekty w Polsce to budowa lotnisk, rozbudowa portów i baz paliwowych, stacje radarowe i stanowiska dowodzenia obroną powietrzną. W ramach dostosowywania do wymogów Paktu zmieniono sposób planowania rozwoju armii, a wydatki na obronność zostały ustawowo zagwarantowane na poziomie 1,95 proc. PKB.

Potwierdzeniem ostatecznej decyzji o przyjęciu Polski do NATO była wizyta prezydenta Billa Clintona w lipcu 1997 r.

Polska zajmuje swoje miejsce we wspólnocie demokracji. Już nigdy o waszym losie nie będą decydować inni. Już nigdy prawo do wolności nie zostanie wam odmówione. Polska powraca do domu. Rozszerzając NATO, pomożemy zapobiec kolejnej wojnie doświadczającej Polskę, kolejnej wojnie w Europie, kolejnej wojnie, w której także Amerykanie mogą stracić życie - podkreślił prezydent USA podczas przemówienia na warszawskim placu Zamkowym.

Wciąż jednak wielu ekspertów ds. bezpieczeństwa ostrzegało, że droga do Sojuszu jest wciąż najeżona licznymi przeszkodami.

W samych Stanach Zjednoczonych będzie się toczyć bardzo ostra debata, czy USA powinny brać na swe barki dalsze zobowiązania w dziedzinie bezpieczeństwa w stosunku do Europy - stwierdzał Zbigniew Brzeziński w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z lipca 1997 r. Zaznaczał też, że należy pamiętać, iż do akcesji konieczna jest zgoda wszystkich państw Paktu. Brzeziński, podobnie jak Jan Nowak-Jeziorański, był jednym z najważniejszych członków polskiego lobby w Waszyngtonie, które przez całe lata dziewięćdziesiąte zabiegało o integrację Polski z NATO.

W październiku 1997 r. zakończyły się rozmowy akcesyjne Polski z Sojuszem. W listopadzie Polska, Czechy i Węgry po raz pierwszy wzięły udział w sesji wielostronnego planowania obronnego. 16 grudnia 1997 r. podpisano protokół akcesyjny. 2 lutego 1998 r. pierwszym krajem ratyfikującym umowę akcesyjną była Kanada. W kwietniu układ został ratyfikowany przez Kongres USA.

11 lutego 1999 r. Sejm upoważnił prezydenta do ratyfikacji Traktatu Waszyngtońskiego. Wyniki głosowania: 409 za, 7 przeciw – przyjęto owacją na stojąco. Tydzień później prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał ustawę upoważniającą go do ratyfikacji Traktatu. 23 lutego premier Jerzy Buzek kontrasygnował Akt Ratyfikacyjny Traktatu Północnoatlantyckiego.

Cieszę się, że po wysiłkach dwóch prezydentów i siedmiu premierów mnie przypadł zaszczyt złożenia podpisu pod tym dokumentem —stwierdził.

12 marca 1999 r. w miejscowości Independence w stanie Missouri Polska, Czechy i Węgry zostały oficjalnie przyjęte do NATO. Ministrowie spraw zagranicznych trzech państw przekazali sekretarz stanu USA Madeleine Albright tzw. instrumenty ratyfikacyjne.

„Żadna siła na Ziemi nie jest potężniejsza niż nasza solidarność w imię wolności” – podkreśliła w przemówieniu pochodząca z Czechosłowacji polityk.

Akcesja państw Europy Środkowej nie przerwała rosyjskiej narracji o zagrożeniu, jakim NATO jest dla Federacji Rosyjskiej.

Borys Jelcyn, według rzecznika Kremla, nie uważa przyjęcia nowych członków do Sojuszu za konstruktywny krok […]. Rosyjskie MSZ powtórzyło, że rozszerzenie NATO nie sprzyja wzmocnieniu zaufania i stabilności w stosunkach międzynarodowych

—zaznaczał korespondent polskich mediów w Moskwie Wacław Radziwonowicz. W tym samym czasie jeden z najbardziej poczytnych moskiewskich dzienników „Niezawisimaja Gazieta” pisał o rusofobii nowych państw NATO oraz ich rzekomych naciskach na przygotowanie przez Kwaterę Główną Sojuszu planu agresji na Rosję.

Kampania medialna rosyjskich władz nasiliła się po 24 marca, gdy samoloty państw NATO rozpoczęły atak na cele wojskowe w prorosyjskiej Jugosławii. Celem było skłonienie Serbów do podpisania porozumienia w sprawie Kosowa i zaprzestania prześladowań albańskich mieszkańców tej prowincji. Polska jednoznacznie poparła operację „Allied Force”, włączając się w transport pomocy humanitarnej dla uchodźców, a po zakończeniu nalotów wystawiając ośmiuset żołnierzy i oficerów do kontyngentu sił stabilizacyjnych KFOR.

Przystąpienie do NATO nie oznaczało, że Polska spełniła wymogi ustalone w trakcie negocjacji. Najwięcej trudności sprawiło spełnienie standardów ochrony tajemnicy obowiązujących w Sojuszu; były kłopoty ze znajomością języka angielskiego u oficerów; instalacja systemu „swój-obcy” trwała jeszcze, gdy Polska już należała do Paktu, opóźniło się też spełnienie wymogu odtwarzania gotowości bojowej lotnisk. Problemy gospodarcze początków XXI wieku opóźniały również wymianę postsowieckiego sprzętu bojowego. Jednym z kilku impulsów modernizacyjnych były misje w Afganistanie i Iraku oraz bezprecedensowe po zakończeniu zimnej wojny zaostrzenie sytuacji międzynarodowej po kryzysie krymskim i wybuchu wojny na wschodzie Ukrainy.

Integracja trzech państw Europy Środkowej była początkiem długiego procesu rozszerzania NATO o kraje dawnego bloku komunistycznego i państw, które swoją niepodległość budowały po rozpadzie ZSRS i Jugosławii.

W 2004 r. w strukturach Sojuszu znalazły się Bułgaria, Estonia, Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowacja i Słowenia. Pięć lat później Albania i Chorwacja, a w 2017 r. Czarnogóra. Trzydziestym państwem NATO będzie Macedonia Północna, która w lutym 2019 r. podpisała protokół akcesyjny.

Tagi:
historia NATO

20-lecie Korpusu NATO

2019-10-08 14:19

Leszek Wątróbski
Edycja szczecińsko-kamieńska 41/2019, str. 5

Leszek Wątróbski
Uroczyste odchody odbywały się na Wałach Chrobrego w Szczecinie

Uroczyste obchody 20-lecia Korpusu NATO odbywały się w dniach 20-22 września br. na Wałach Chrobrego. Część oficjalna miała miejsce w sobotę. W jej programie znalazły się: przemarsz pododdziałów, przemówienia dowódcy Korpusu, prezydenta Szczecina, przedstawicieli Danii, Niemiec oraz Polski, wręczenie odznaczeń, przelot samolotów i śmigłowców, defilada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Uboga wdowa i sędzia

2019-10-16 12:28

O. Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 25

stock.adobe.com

W dzisiejszej Ewangelii Jezus kreśli dwie postacie. Jedną z nich jest uboga wdowa. W czasach Jezusa wdowa była skrajnym przykładem osoby uciśnionej. Często nie posiadała środków do zaspokojenia elementarnych potrzeb życiowych. Taka właśnie wdowa jest ofiarą podwójnego bezprawia: aroganckiej siły przeciwnika, który jest bogaty i może opłacić i przekupić sądy, oraz niewzruszonej obojętności sędziego.

Sędzia to druga postać przypowieści. Jest obojętny i cyniczny wobec cierpienia kobiety. Jest praktycznym ateistą, nie liczy się z Bogiem ani przykazaniami. W konsekwencji nie liczy się z ludźmi. Jest zamknięty w skorupie własnego egoizmu, nie interesują go sprawiedliwość ani cierpienie człowieka niesłusznie skrzywdzonego.

Jezusowi w tej przypowieści zapewne nie chodzi o napiętnowanie korupcji i niesprawiedliwości sędziów. Nie chodzi Mu też zapewne jedynie o wzbudzenie empatii i solidarności z ubogimi. Pragnie On nam raczej uświadomić ogromną moc cierpliwej modlitwy i zaufania Bogu.

Kobieta, chociaż wydaje się na przegranej pozycji, nie poddaje się. Odkrywa słaby punkt sędziego – egoizm, snobizm. I wykorzystuje go, nieustannie nachodząc sędziego, naprzykrzając się mu. Arogancki sędzia wysłuchuje jej, aby go więcej nie zadręczała.

Postawa kobiety wskazuje na podwójną „broń”, którą możemy stosować wobec Pana Boga. Pierwszą jest ludzka słabość. Kobieta nie ma nic do stracenia, może więc z całą determinacją walczyć. Jej słabość ostatecznie zwycięża z siłą niesprawiedliwego sędziego. Pan Bóg ceni słabość, ubóstwo, pokorę. One sprawiają, że nie pozostaje obojętny wobec ludzkich próśb.

Drugą bronią tej kobiety są upór i cierpliwość. Kto potrafi czekać i nalegać jak ona, zostanie wysłuchany, choćby z tego względu, by się już nie naprzykrzał i nie zawracał głowy. Przypowieść Jezusa ukazuje tajemniczą siłę modlitwy. Nawet jeśli wyczerpiemy wszystkie możliwości, pozostaje cierpliwość modlitwy. Tajemnica zmian jest ukryta w nieskończonej cierpliwości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Synod dla Amazonii - drugi tydzień obrad

2019-10-20 16:46

tom, vaticannews, pb, st (KAI) / Watykan

Inkulturacja Ewangelii i dialog międzykulturowy w perspektywie misji, brak powołań kapłańskich, konieczności prowadzenia dzieł edukacyjnych oraz formacji, rola świeckich we wspólnocie, posługa kobiet nie związanych ze święceniami, znaczenie duszpasterstwa powołaniowego, ekologia integralna i gospodarka - to główne tematy drugiego tygodnia obrad Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Amazonii, które odbywa się w dniach 6-27 października br. w Watykanie. Jego hasło brzmi: „Amazonia: nowe drogi dla Kościoła i ekologii integralnej”. Dyskusje prowadzono podczas kongregacji generalnych i w grupach językowych.

sinodoamazonico.va

Inkulturacja Ewangelii

W czasie dziewiątej kongregacji generalnej, która odbyła się 14 października przed południem, mówiono wiele o konieczności prowadzenia formacji stałej i katechumenatu z położeniem nacisku na inkulturację Ewangelii. Podkreślono zarazem, że Kościół musi pozostać głosem i obrońcą wyzyskiwanych ludów Amazonii i pomóc im odpowiedzialnie wziąć przyszłość w swoje ręce. Nie można jednak ulec pokusie opierania ewangelizacji jedynie na programach pomocowych i walce o prawa człowieka. Zastanawiano się, jak dać odpór coraz większemu rozprzestrzenianiu się sekt pentakostalnych, a zarazem kulturze relatywizmu eksportowanej do Amazonii z krajów uprzemysłowionych.

Abp Rino Fisichella zauważył, że w Kościele powszechnym każdy naród, każda kultura i każda tradycja ma coś do powiedzenia i do wniesienia we wspólne dziedzictwo. Stąd też, jak podkreślił przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji, włoska grupa robocza zaproponowała wprowadzenie specjalnego obrządku amazońskiego. Podkreślił przy tym, że Amazonia już jest otwarta na wiarę, istnieją tam wspólnoty kościelne i chodzi o to, by dać im większą możliwość życia zgodnie z własnymi tradycjami. „Postuluje się, by synod przyjął propozycję zgodnie, z którą ludy Amazonii mogą podjąć nową drogę własnego rytu amazońskiego, wyrażającego dziedzictwo liturgiczne, teologiczne, dyscyplinarne i duchowe, które do nich należy" – powiedział abp Fisichella.

Dialog międzykulturowy

Ewangelia sprawia, że kultura tubylcza zachowuje całe dobro, które posiada, a jednocześnie spotyka nowość, która sprawia, że może ona wzrastać. Aby nieść skutecznie Jezusa, musimy być blisko ludzi, do których wychodzimy. Wskazał na to misyjny biskup José Ángel Divassón Cilveti. Od ponad pół wieku pracuje on w Amazonii z ludami tubylczymi mieszkającymi na pograniczu wenezuelsko-brazylijskim. Po raz pierwszy przybył tam jako 16-latek na salezjańską formację. Wtedy działalność misyjna polegała głównie na sakramentalizacji. „Chrzciło się kolejne wioski, a księża przez wiele lat tam nie wracali. Potrzeba było wiele czasu byśmy zrozumieli, że mieszkańcom Amazonii trzeba przede wszystkim towarzyszyć” – wskazał hiszpański salezjanin. Podkreślił, że ta świadomość zrewolucjonizowała pracę misyjną. Zaczęły powstawać wędrowne grupy ewangelizacyjne złożone z kapłana i katechistów, a także tłumaczy i ludzi znających lokalną kulturę. Postawiono na stały katechumenat. Misjonarze coraz częściej zaczęli dzielić życie z powierzonymi im ludźmi. „Poznanie ich życia, wierzeń, codziennej kultury i wartości otworzyło nas wzajemnie na siebie. Ta bliskość potrzebna jest także dzisiaj” – mówił bp Divassón Cilveti. Wskazał, że na synodzie przypominano, iż także dziś Kościół wciąż musi oczyszczać się z postawy kolonizatorów eksportujących jedynie zachodnią kulturę i ją narzucających, zapominając zupełnie o inkulturacji.

Powołania kapłańskie

Wychodząc od stwierdzenia, że brak powołań kapłańskich jest problemem nie tylko amazońskim, w czasie 10 kongregacji generalnej pytano, dlaczego kwestię „viri probati” rozważa się właśnie teraz. Wskazano, że zanim zacznie się wytyczać nowe drogi dostępu do święceń kapłańskich, należy z uwagą podjąć refleksję nad wartością i znaczeniem celibatu. Padła sugestia zwołania w tej sprawie osobnego synodu.

Jak zauważył amerykański kardynał Sean P. O'Malley, który należy do Rady Kardynałów pomagającej Franciszkowi w reformie Kurii Rzymskiej, Synod Biskupów dla Amazonii nie jest „referendum” w sprawie kapłańskiego celibatu. Jest czasem szukania sposobów większej troski duszpasterskiej o mieszkańców tego regionu, a także możliwości zapewnienia im regularnego życia sakramentalnego. Kard. O'Malley wskazał, że troska o zapewnienie kapłanów mieszkańcom Amazonii będzie wymagała poświęcenia ze strony całego Kościoła. Wskazał, że warto się m.in. zastanowić nad redystrybucją księży na świecie. Podkreślił też, że istnieje konieczność rozpalenia na nowo ducha misyjnego i wzięcia większej odpowiedzialności, także finansowej, za Kościół w Amazonii. Hierarcha wskazał zarazem na konieczność promowania miejscowych powołań i zatroszczenia się, by mogły odbywać formację w swoim środowisku, we własnym języku i kontekście kulturowym.

Z kolei brazylijski biskup Wellington Tadeu de Queiroz Vieira podkreślił, że nie ma przeszkód doktrynalnych, by święcić żonatych mężczyzn, wskazał jednak, że to nie celibat jest głównym problemem, by mieć więcej księży, także w Europie. Problemem jest brak wiarygodnego świadectwa.

Diakonat stały

Zanim zdecydujemy o udzieleniu święceń kapłańskich żonatym mężczyznom postawmy na rozwój diakonatu stałego. To może być konkretna odpowiedź na wyzwania duszpasterskie z jakimi na co dzień boryka się Kościół w Amazonii. To jedna z propozycji, która padła na 10 kongregacji generalnej synodu. Temat święcenia żonatych mężczyzn, co rusz, wraca w wypowiedziach ojców synodalnych, którzy dzielą się swym duszpasterskim doświadczeniem. Stąd właśnie wskazanie niedocenionej wciąż w Amazonii drogi wykorzystania stałych diakonów w codziennej pracy ewangelizacyjnej. Jeden z biskupów wskazał, że zanim Kościół wejdzie na drogę święcenia „viri probati” kapłanów, powinien przejść przez doświadczenie „viri probati” diakonów. Hierarcha zauważył, że diakonat stały może stanowić wspaniałe laboratorium wprowadzenia żonatych mężczyzn w sakrament święceń.

Rola kobiet

Wiele mówiono też o konieczności docenienia zaangażowania kobiet w codzienności duszpasterskiej. Podkreślano, że ich misja wcale nie musi być związana z sakramentem święceń. Mogą odgrywać zasadniczą rolę w głoszeniu Słowa Bożego, prowadzeniu celebracji liturgicznych, towarzyszeniu chorym oraz dziełach społeczno-charytatywnych. Wskazano zarazem na konieczność lepszej formacji młodzieży i objęcia jej większą troską Kościoła, co jest pierwszym krokiem ożywiania duszpasterstwa powołaniowego w Amazonii.

Edukacja i fundusz wsparcia

Kościół w Amazonii potrzebuje wsparcia w swej pracy formacyjnej i ewangelizacyjnej, także pod względem finansowym. Stąd pojawił się postulat stworzenia międzynarodowego funduszu kościelnego, który finansowałby takie działania. Mówiono o tym 15 października na 11 kongregacji generalnej. Ojcowie synodalni wiele mówili o konieczności pogłębionej formacji zarówno kapłanów, jak i świeckich. Tu pojawiła się propozycja stworzenia wręcz integralnej sieci edukacyjnej dla Amazonii. Zauważono, że ubogi w środki i struktury Kościół pod względem kadry profesorskiej mógłby zostać wsparty np. przez katolickie uniwersytety z całego świata, które organizowałyby kursy akademickie w różnych miejscach tego regionu. Wskazano na konieczność prowadzenia takiej edukacji, która chroniłaby i promowała tożsamość kulturową ludów tubylczych, tak by przekazać ją przyszłym pokoleniom. Jedną z propozycji, jaka się pojawiła jest promowanie dwujęzycznych projektów edukacyjnych, które doceniałyby miejscowe języki i przekazywały w nich wartości. Byłaby to ewangelizacja przez edukację.

Przywołując świadectwa wielu misjonarzy, którzy oddali swe życie głosząc w tym regionie Ewangelię przypomniano, że dalsza praca misyjna i ewangelizacyjna wymaga również poważnych nakładów materialnych, którymi amazońskie wspólnoty nie dysponują. Stąd postulat wsparcia ich funduszem finansowanym przez wszystkie episkopaty świata. Pojawiła się również propozycja utworzenia stałego forum biskupów Amazonii, współpracującego ściśle z Kościelną Siecią Panamazońską, które koordynowałoby posługę duszpasterską i misyjną w dziewięciu krajach, na terenie których leży Amazonia.

Kreatywne duszpasterstwo

Amazonia nie potrzebuje duszpasterstwa zachowawczego, ale kreatywnego. Nie można kurczowo trzymać się przestarzałych metod, tylko z misyjną odwagą należy stawiać czoło nowym wyzwaniom. Mówiono o tym 16 października na 12. kongregacji Synodu Biskupów. Wskazano zarazem, że wychodząc od przesłania Ewangelii, Kościół musi zatroszczyć się o swe miłosierne i misyjne oblicze, będąc głosem wyzyskiwanych i prześladowanych ludów Amazonii, nawet za cenę męczeństwa.

Poruszając na synodzie kwestie duszpasterskie, zauważono, że nie można pozostać obojętnym na głos wspólnot, które chronicznie pozbawione są kapłanów. Przypomniano, że ta rzeczywistość dotyczy 70 proc. Amazonii, a katolicy nie mogą korzystać z sakramentów nie tylko w niedziele, ale nawet na Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Ojcowie synodalni zauważyli, że brak księży powoduje odchodzenie wiernych do sekt, w których pastorzy są bardziej bliscy i pozostają na miejscu. Odnotowano też znaczące osłabnięcie zapału misyjnego szczególnie w najbardziej oddalonych wspólnotach, w których panują trudne warunki życia. „Amazonia potrzebuje misjonarzy, tylko im ludność tubylcza wciąż w pełni ufa” – mówiono na forum synodu. Kolejny raz pojawiała się propozycja tworzenia wędrownych grup misyjnych, co odzwierciedla styl życia i głoszenia Jezusa. W tym kontekście podkreślono, że bez zbędnej nostalgii trzeba zrezygnować z przestarzałych i niesprawdzających się już metod duszpasterskich, by z kreatywnością wypracować nowe, bardziej skuteczne na dzisiejsze czasy. Zwrócono tu uwagę na znaczenie ściślejszej współpracy ze świeckimi i docenienie ich zaangażowania. Ojcowie synodalni przypomnieli zarazem, że wielkim wyzwaniem dla Kościoła w regionie Amazonii wciąż pozostaje duszpasterstwo w dużych metropoliach i dotarcie w nich m.in. do tubylców, którzy zostali wykorzenieni ze swej ziemi i zmuszeni do jej opuszczenia, co generuje nowe formy wykluczenia.

Ekologia integralna i gospodarka

Podczas kongregacji przypomniano, że wspierając ludność tubylczą, należy prowadzić takie działania, które będą motywować ją do współodpowiedzialności za przyszłość Amazonii i wzmacniać przekonanie, iż tubylcy nie są jedynie ofiarami systemu, ale prawdziwymi protagonistami swej przyszłości. Wskazano zarazem, że zachowanie tego regionu przed zniszczeniem jest obowiązkiem całej ludzkości. Zaproponowano m.in. zacieśnienie współpracy między naukowcami z całego świata zajmującymi się ochroną stworzenia i skutkami zmian klimatycznych oraz włączenie do tych działań Papieskiej Akademii Nauk.

Zgłoszono także propozycję utworzenia Międzynarodowego Obserwatorium Kościelnego ds. Przestrzegania Praw Człowieka w tym regionie. Wskazano, że papieskie przedstawicielstwa obecne w Amazonii mogłyby odgrywać większą rolę wobec lokalnych władz i międzynarodowych koncernów, gdy chodzi o ochronę ziemi, wody i puszczy. Przypomniano też zasadę suwerenności żywnościowej, mówiącą o tym, że każdy lud ma prawo wyboru tego, co chce uprawiać i jeść, i decydowania o tym, jak zapewnić wszystkim wystarczający dostęp do wyżywienia przy poszanowaniu miejscowego ekosystemu.

"Podejmujemy tematy bardzo konkretne w czasie prac w małych grupach. W kontekście ekologii integralnej mówiliśmy o dramatycznych skutkach, jakie ma dla Amazonii nielegalna wycinka drzew i coraz większe pustynnienie tego obszaru, a także o szkodach, jakie powoduje powstawanie ogromnych elektrowni wodnych i kolejnych kopalni odkrywkowych. Nie myślę tu tylko o szkodach środowiskowych, ale także społecznych, o ludziach zmuszonych do migracji w poszukiwaniu źródła utrzymania, bo zaczyna np. brakować ryb. Tymi, którzy płacą najwyższą cenę, jak zwykle są najbardziej bezbronni i najubożsi" – mówił brazylijski biskup Neri Josè Tondello.

Handel ludźmi i narkomania

Na synodzie pojawił się też postulat zacieśnienia współpracy wszystkich episkopatów obejmujących Amazonię w walce z procederem handlu ludźmi, a także konieczności większego zaangażowania Kościoła w wypracowanie polityki społecznej chroniącej kobiety i dążącej do uszczelnienia granic. O tym, aby młodzież przyjeżdżająca do wielkich miast choć trochę przygotowana na to, co tam zastanie mówił bp Stanisław Dowlaszewicz, franciszkanin od 33 lat pracujący w Boliwii. Zwrócił uwagę, że w pogoni za łatwiejszym życiem, tysiące młodych ludzi ucieka z wnętrza Amazonii do wielkich miast na jej obrzeżach. Żeby przeżyć często angażują się w transport narkotyków, a kiedy przestają być potrzebni, giną z rąk sicarios, płatnych morderców. Jego zdaniem młodymi powinni zająć ci, którzy mieszkają z nimi w ich wioskach, czyli rodzice, wspólnoty kościelne, wszyscy muszą mówić im o konkretnych niebezpieczeństwach, które na nich czyhają.

Komisja przygotowująca dokument

Na półmetku synodalnych obrad, 15 października, podano nazwiska 12 członków komisji, której powierzono przygotowanie dokumentu Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Regionu Amazonii. Przewodniczącym został kard. Cláudio Hummes, OFM, emerytowany arcybiskup São Paulo, przewodniczący Episkopalnej Komisji ds. Amazonii Narodowej Konferencji Biskupów Brazylii (C.N.B.B.) i prezydent Panamazońskiej Sieci Kościelnej (REPAM) (Brazylia).

Spotkanie i Droga Krzyżowa

W ramach wydarzeń towarzyszących synodowi 17 października papież spotkał się z grupą około 40 Indian amazońskich. Część z nich jest uczestnikami zgromadzenia synodu, a pozostali biorą udział w innych inicjatywach, jakie odbywają się w Rzymie. Z kolei 19 października rano odprawiono Panamazońską Drogę Krzyżową, która przeszła spod Zamku św. Anioła na plac św. Piotra.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem