Reklama

Historie niedokończone

Wspominki o Mstyczowie

Fragment muru, osuwający się w ziemię słupek, który podtrzymywał, może zdobną w herb bramę. Pozostałości alei - kasztanowej, lipowej, grabowej? I historia, nie tak znowu odległa, ale dziwnie pogmatwana, na równi z tamtymi czasami, gdy byliśmy niby wolni, ale brat bał się brata, a sąsiad nie ufał sąsiadowi. Szkoda, że zaczerpnięte z tamtych lat wspomnienia mają dużo luk, a czas niestety nie pracuje na ich korzyść.

Niedziela kielecka 40/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Krajobraz po raju utraconym

Reklama

Co się stało z właścicielami dawnych dworów, gdzie podziały się dostojne meble, porcelanowe bibeloty, a przede wszystkim, jak ułożyły się losy rodzin, których nazwiska przetrwały w cmentarnych kaplicach, w kościelnych epitafiach?
W Mstyczowie, po siedzibie rodziny Kuglerów, ostatnich właścicieli majątku nie pozostał kamień na kamieniu, nie oszczędzono także XVII-wiecznego drzewostanu. Dzisiaj nad horyzontem okolicy wznosi się ruina okazałej niegdyś cegielni, realny dowód przedsiębiorczości Kuglerów, zapewniających całej okolicy miejsca pracy. Z cegły tutaj wypalanej wybudowano w latach 1908 -19 parafialny kościół.
Mstyczów został wniesiony w posagu przez córkę Józefa Pace (Paysse), właściciela majątku od 1856 r., która wyszła za mąż za Ludwika Kuglera. Majątek był własnością rodziny do 1945 r. Kuglerowie uruchomili dużą cegielnię „Janinów”, rozwinęli nowoczesną hodowlę, wybudowali młyn i lokalną sieć telefoniczną, a także kolejkę wąskotorową do wywozu cegły do Sędziszowa. Dwór został przebudowany i wyposażony w rzadkie udogodnienia, a Mstyczów zasłynął także ze swej stadniny. W czasach I wojny światowej Helena Kugler, żona Bolesława, założyła w Tarnawie ochronkę i prowadziła potajemne nauczanie języka polskiego i historii. Rodzina po odzyskaniu niepodległości ufundowała cegiełkę na odbudowę Wawelu, w wysokości 30 tys. marek polskich.
A dzisiaj nie ma dworu, a cegielnia „Janinów” to już szacowny, milczący zabytek, stosowny może do filmowego kadru w typie Ziemia obiecana, może na muzeum, może dla turysty, który raczej tutaj nie zawędruje... Interesuje mnie, na ile nieodległa historia zapisała się w pamięci tutejszych mieszkańców, na ile przetrwa ona nadal, gdy świadkowie świetności Mstyczowa, lat wojny i PRL-owskich przeobrażeń odejdą do lepszego świata. Co jeszcze warto zachować, co ocalić od zapomnienia?

Dwór w ich pamięci

Reklama

Ks. Tadeusz Śliwa, proboszcz z Mstyczowa, pomaga mi w nawiązaniu kontaktów ze swoimi wiekowymi parafianami. W upalny wrześniowy dzień, gdy okoliczne pola osnuwa niebieskawy dym - znak, że wykopki w pełni, pukamy do domu państwa Romanów.
Franciszek Roman dożył w dobrym zdrowiu pięknego wieku 93 lat, jego żona Katarzyna liczy lat 82. Teraz wraz z synem Jerzym i jego rodziną mieszkają w domu wzniesionym z cegły, wyprodukowanej w miejscowej cegielni. Opowieść o dawnych dziejach snuje Katarzyna Roman, która wychowała się w bliskim sąsiedztwie dworu, a jej siostra była tam pokojówką. Dwór miał stać nad rozległym niegdyś stawem, na stawie była zatoczka z placem zabaw dla dzieci, poprzez rzeczkę przerzucono półokrągłe mostki. Były bale i kinderbale, były huczne święta, kuligi, odpusty. Podczas wojny „nikt Kuglerów nie zaczepiał” (we dworze nocami zaopatrywali się partyzanci, Mstyczów bywał bowiem ostoją żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, schronieniem dla uciekinierów z obozów) - aż do czasu zbliżania się ofensywy radzieckiej w 1944 r. Wiadomo było, że „ruscy dziedziców w spokoju nie zostawią”. Siostra Katarzyny, dworska pokojówka, pomagała pakować dobytek, w dwa wozy. Wiedziała też, że część kosztowności, porcelany, sreber, państwo zakopali nocą w okolicach dworu, sporządzili plan, aby kiedyś, w lepszych czasach, swoje odzyskać. Czy odzyskali...? Pamięta się tutaj najlepiej Janusza, jednego z dwóch braci Kugler (ojciec Tadeusz już nie żył), który wówczas był młodzieńcem. Siostra braci, Janina, wyszła za mąż za Tyczyńskiego, wnosząc mu w wianie cegielnię, nazwaną od jej imienia „Janinów”. Rodzina Kuglerów na krótko schroniła się we dworze w Słupi, potem uciekła za granicę. Tyczyńscy wyjechali do Wodzisławia. Ponoć Janina z domu Kugler nie miała lekkiej starości, ponoć żyła z jałmużny. Pochowano ją w Mieronicach. Mówi się, że Kuglerowie starali się w gminie odzyskać swój majątek, a z kolei Janinę Tyczyńską ktoś widział, pracującą w sklepie w Katowicach, po rzekomym powrocie z zagranicy... Bardzo wiele jest niewiadomych w tej układance o ostatnich właścicielach Mstyczowa. Po Kuglerach pozostały pamiątki w okazałym kościele parafialnym (pisaliśmy o tym w Niedzieli Kieleckiej nr 37), resztki stawu, przy którym kiedyś rozsiadł się dwór, fragmenty stajni i pozostałości dworskich zabudowań. Po dworze - ani śladu. Rozebrali go do ostatniej cegły nowi właściciele rozparcelowanego majątku. Nad ruinami stajni płyną obojętne obłoki, w oddali - zarys czerwonych zabudowań wielkiej cegielni, jakoś nieprzystającej do tych leniwych pól, do jesiennego bezruchu.
Zenobia, najstarsza córka państwa Romanów, doskonale pamięta, ile ożywczego ruchu cegielnia wnosiła w okolicę, jak wielu ludzi miało w niej pracę, jak wesoło rozlegał się sygnał fabrycznej syreny, ile domów z tej cegły pobudowano (i parafialny kościół), ilu dotąd pobiera emeryturę, wypracowaną właśnie w cegielni. Surowiec do wyrobu cegły stanowiła glina wydobywana z okolicznych pól.
Po nacjonalizacji przemysłu „Janinów” przejęło państwo ludowe. I cegielnia jeszcze jakoś prosperowała, ale ponieważ nowa władza wolała eksploatować niż inwestować, potężny zakład upadł, a złoża gliny - zgodnie z relacją ludzi, mają być całkowicie wyeksploatowane. W latach 80. urokliwy skądinąd zabytek - resztki „Janinowa”, przeszedł w prywatne ręce. Nic nie wskazuje na to, by miał przeżyć drugą młodość.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Okupacja w ich pamięci

Katarzyna wyszła za mąż w wieku 17 lat, żyła w sąsiedztwie dworu i niemal kościoła. „Przedmoszczany” - mówi się tutaj o tym miejscu. Mąż Franciszek znalazł się niespodziewanie na liście zakładników dla gestapo. F. Roman płacił kontyngent, nie należał do partyzantki, „cicho siedział”, a mimo to zabrało go gestapo, w marcu 1943 r. Przesłuchania w Czekaju, Jędrzejowie, Kielcach, transport pociągiem do Częstochowy. Pomimo całej determinacji, Katarzynie nie udało się uwolnić męża. Wreszcie nadeszła wiadomość - niestety z Auschwitz. Był w obozie, ciężko chorował, od 1944 r. pracował w Austrii, w kamieniołomie w Mauthausen, który pochłonął ok. 100 tys. ofiar. Wraz z towarzyszami niewoli został uwolniony przez Amerykanów, trochę odkarmiony. Cały czas śnił sen o Mstyczowie, z majaczącym gdzieś dworskim stawem, wieżami kościoła, kominem cegielni. Wrócił - dla rodziny niespodziewanie. - Szłam z kosą do żyta, patrzę, a tu dziadek wiezie męża furmanką - wspomina Katarzyna.

Tropem dobrych ludzi

Franciszek Roman uśmiecha się na wspomnienie tego powrotu, ale milczy, gdy jego najbliżsi odgrzebują najtrudniejsze dlań czasy. - W obozie tato zachorował na tyfus, więc był po prostu przeznaczony do pieca - opowiada pani Zenobia. - Uratował go obozowy lekarz (ponoć z naszych stron), który sfałszował kartę choroby i w tych nieludzkich warunkach potrafił go wyleczyć.
F. Roman wrócił do Mstyczowa skrajnie wycieńczony chorobami, obozem, przymusową pracą. Był opuchnięty, chory na czerwonkę, siwy, dotknęły go poobozowe psychozy i było z nim bardzo źle. Nie wiadomo, czym wszystko by się skończyło, gdyby nie pomoc lekarza, przywiezionego przez brata Franciszka, AK-owca, wprost z partyzanckiego obozu. Potajemne, ale skuteczne zabiegi postawiły chorego na nogi. Po wojnie rodzina Romanów usiłowała odszukać obu lekarzy, którzy uratowali życie Franciszka. Bezskutecznie.
Państwo Romanowie mają czworo dzieci: Zenobię, Wiesławę, Jerzego, Ewę, ośmioro wnuków, jedenaścioro prawnuków. 6 września br. wszyscy spotkali się na 93. urodzinach Franciszka Romana. - Wierzymy w więzi rodzinne, powracamy do tego naszego miejsca na ziemi - mówią zgodnie.
To miejsce jest gdzieś między nieistniejącym dworem, budynkami dawnej cegielni, a kościołem, górującym nad okolicą. To miejsce ma specyficzne nazwy, nie ujęte w fachowych opracowaniach, nosi w sobie wspomnienia wydarzeń i ludzi gdzieś zagubionych w trudnej, polskiej historii. Czy bezpowrotnie...

2005-12-31 00:00

Oceń: +2 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Błogosławiony Fulton J. Sheen!

2026-09-24 22:38

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Abp Fulton J. Sheen

EWTN

Fulton Sheen nie został błogosławionym dlatego, że był gwiazdą radia i telewizji, znanym pisarzem czy człowiekiem słuchanym przez miliony. Istotą jego misji było coś znacznie głębszego: prowadzenie ludzi do Jezusa Chrystusa. Podczas Mszy beatyfikacyjnej w St. Louis kard. Luis Antonio Tagle ukazał nowego błogosławionego jako wzór ewangelizatora, który nie głosi samego siebie, lecz Chrystusa, i który potrafi odnaleźć Zbawiciela także w ranach ludzi ubogich i cierpiących.

Podczas beatyfikacji arcybiskupa Fultona J. Sheena kard. Luis Antonio Tagle zwrócił uwagę, że spośród wielu wymiarów życia nowego błogosławionego szczególnie wyróżniają się dwa: był on głosicielem Ewangelii oraz misyjnym pasterzem.
CZYTAJ DALEJ

Abp Filipazzi przy grobie Jana Pawła II: wszystko przemija, ale Chrystus żyje

2026-09-24 08:30

[ TEMATY ]

Nuncjusz Apostolski

Vatican Media

Sprawując Eucharystię przy grobie św. Jana Pawła II możemy raz jeszcze usłyszeć jego wezwanie: wszystko przemija, ale Chrystus jest Żyjący. Nie lękajcie się! Otwórzcie Mu drzwi waszego życia - wskazał w homilii nuncjusz apostolski w Polsce abp Antonio Guido Filipazzi, którzy przewodniczył czwartkowej Mszy św.

Abp Filipazzi nawiązał do pierwszego czytania z Księgi Koheleta, które „stawia nas wobec prawdy łatwej do zrozumienia, ale trudnej do przyjęcia: wszystko przemija! Przemijają pokolenia, sukces, bogactwo, zdrowie, sława”.
CZYTAJ DALEJ

Ostatnie pożegnanie ks. Wojciecha Draba. Najpierw Wałbrzych, następnie rodzinne Kąty Wrocławskie

2026-09-24 20:46

[ TEMATY ]

Wałbrzych

Kąty Wrocławskie

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Zmarły tragicznie ks. kan. Wojciech Drab zostanie pożegnany najpierw w Wałbrzychu, gdzie był proboszczem parafii św. Barbary, a następnie w rodzinnych Kątach Wrocławskich. Uroczystości odbędą się 30 września i 1 października.

Msza św. żałobna po przewodnictwem bp. Marka Mendyka - Biskupa Świdnickiego, zostanie odprawiona w środę 30 września o godz. 18.00 w kościele św. Barbary w Wałbrzychu. Następnego dnia, w czwartek 1 października o godz. 12.00, rozpocznie się Msza św. pogrzebowa w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w rodzinnych Kątach Wrocławskich.  Po Eucharystii ciało kapłana zostanie odprowadzone na miejscowy cmentarz.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję