Reklama

Wiadomości

80. rocznica ataku sowieckiej Rosji na Polskę

Hołd poległym i pomordowanym

Przy budynku b. Sowieckiego Trybunału Wojennego, prokuratury i NKWD na warszawskiej Pradze Prezydent Andrzej Duda złożył wieniec przed tablicą upamiętniającą Bezimiennych Żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego, zamordowanych przez NKWD.

[ TEMATY ]

prezydent

rocznica

II wojna światowa

17 września 1939 r.

Jakub Szymczuk/KPRP

Prezydent RP złożył wieniec przy budynku b. Sowieckiego Trybunału Wojennego, prokuratury i NKWD na warszawskiej Pradze

– Wierzę, że to, co stało się we wrześniu 1939 roku, nigdy w naszej historii już się nie powtórzy, że będziemy budowali bezpieczne, silne państwo – powiedział Andrzej Duda.

Jak podkreślił, należy szukać takich sojuszników, „którzy są poważni, odpowiedzialni, którzy nam sprzyjają i którzy są godni zaufania”. – Mam nadzieję, że dzisiaj takich sojuszników mamy – dodał.

Reklama

17 września 1939 r., łamiąc obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując tym samym ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch zbrodniczych totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej w walce Polski.

2019-09-17 18:45

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Gądecki: „Słowo” biskupów niemieckich przyjmujemy z największym szacunkiem

2020-05-08 20:19

[ TEMATY ]

episkopat

Niemcy

abp Stanisław Gądecki

II wojna światowa

Episkopat.pl

„Słowo” biskupów niemieckich z okazji 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej jest odważnym aktem wyznania współwiny, które my - jako Kościół w Polsce - przyjmujemy z największym szacunkiem” – zaznaczył abp Stanisław Gądecki w komentarzu dla KAI.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski podziękował abp. Wiktorowi Skworcowi za jego refleksję na temat niemieckiego dokumentu. Przypomniał słowa metropolity katowickiego, że wspólne wystąpienia i modlitwy z okazji kolejnych rocznic wybuchu II wojny światowej stały się już tradycją oraz, że w ramach tej tradycji obecne „Słowo” jest jednak czymś zupełnie wyjątkowym, pozytywnym i odważnym.

Abp Gądecki podkreślił, że nowością jest to, iż list ten nie jest wspólnym polsko-niemieckim wystąpieniem, czy też polsko-niemiecko-żydowskim, lecz głosem wyłącznie episkopatu niemieckiego, co stanowi o jego oryginalności.

„Słowo biskupów niemieckich jest jednostronnym, wyjątkowo odważnym aktem wyznania win. Odwagę widać szczególnie w tych fragmentach dokumentu, w których niemieccy biskupi mówią jak bardzo Kościół w Niemczech był nieodłączną częścią społeczeństwa czasów wojny i przyznają jak przez to był bardzo uwikłany w wojnę. Najważniejsze jest to, że biskupi przyznają, że ich poprzednicy w jakimś sensie zawiedli”
– powiedział metropolita poznański.

Opierając się tylko na fragmentach „Słowa” już przetłumaczonych, Przewodniczący polskiego Episkopatu zwrócił uwagę na dwa aspekty dokumentu: wyznania win i na to, co w pewnym stopniu usprawiedliwia ich postawę. Jeśli chodzi o tę pierwsza sprawę, przypomniał, że faktycznie większość niemieckich katolików, wiernych i duchownych, udzieliła pełnomocnictwa rządom Hitlera, popierała nazizm albo pozostawała obojętna, a kazania i listy pasterskie zachęcały do posłuszeństwa i do poświęcenia na rzecz reżimu.

Abp Gądecki przyznał, że „Biskupi niemieccy chociaż nie nazywali wojny sprawiedliwą, ale w dużej mierze w ich postawach odzwierciedlał się narodowo-socjalistyczny sposób myślenia. Duszpasterstwo Kościoła: klasztory, szpitale, kapelani służyły wojnie. Nie doszło więc do żadnego otwartego protestu ze strony niemieckiego episkopatu, poza sprzeciwem biskupa Münster, Augusta von Galena przeciwko eutanazji. Wywózki i eksterminacja Żydów, Sinti i Romów nie zostały przez niemieckich biskupów potępione”.

Trzeba jednak pamiętać o tym - podkreślił abp Gądecki - jaki był kontekst tamtych wydarzeń. Nie były to czasy demokracji, gdzie można swobodnie wyrażać swoje opinie. W tym czasie Niemczech w okresie nazistowskim prześladowane były religie i Kościoły oraz duchowni. Przypomniał, że Hitler w trakcie swego marszu po władzę składał publiczne obietnice, iż będzie „chronił chrześcijaństwo jako podstawę naszej całej moralności”, ale prywatnie stwierdził: „Żadne z tych wyznań – katolicyzm czy protestantyzm – nie ma żadnej przyszłości. W każdym razie nie dla Niemców. […] Jest się albo chrześcijaninem albo Niemcem. Nie można być jednym i drugim”.

Abp Gądecki zaznaczył, że ataki na instytucje Kościoła rozpoczęły się jeszcze przed ratyfikacją konkordatu. Partia Centrum została szybko rozwiązana. Duża katolicka organizacja młodzieżowa wkrótce została zdelegalizowana, a katolicka prasa ocenzurowana. Kapłani bywali nękani i często wtrącano ich do więzień. Szykany były na porządku dziennym. W czasach nazizmu aresztowano księży, zakonnice i zakonników, zamykano katolickie szkoły, rozwiązywano chrześcijańskie organizacje młodzieżowe i zawłaszczano mienie kościelne. Katolickich księży przedstawiano jako reakcjonistów i systematycznie represjonowano, a wielu niemieckich księży przebywało w obozie koncentracyjnym w Dachau. W marcu 1938 r. Hitler deklarował: „Faszyzm może w imię Boże zawierać pokój z Kościołem. Uczynię to, dlaczego by nie? Ale to mnie nie powstrzyma, żeby gruntownie do końca, ze swoimi korzeniami i etapami wytępić chrześcijaństwo w Niemczech”. 11 sierpnia 1942 r. podczas publicznego wystąpienia Hitler powiedział: „Zadaniem klech jest zniszczenie władzy Rzeszy…[…] Ale ja pokażę tym elementom całą potęgę kraju! Gdybym ich dzisiaj uważał za niebezpiecznych, od razu kazałbym wszystkich rozstrzelać”.

- Nie można nie pamiętać o tym, że naród niemiecki został zręcznie oszukany - dodał przewodniczący Episkopatu. Przykładem tego jest niemiecka wersja encykliki Summi pontificatus, w której słowo współczucie papieża dla Polski zastąpiono słowem dla Niemców. Kard Mundelain - dnia 8 maja 1937 – w bardzo ostry sposób stwierdził, że 66 milionom Niemców, pod ich nieuwagę, wycięto mózg.

- Należy zdawać sobie sprawę z tego, że znacznie poważniejsza współodpowiedzialność za to, co się stało ponoszą rządy aliantów, które najpierw paktowały z Hitlerem i w znaczącym stopniu przyczyniły się do jego umocnienia. Przykładem tego było spotkanie na tajnej konferencji na Bermudach (18 grudnia 1942), gdzie oba rządy brytyjski i amerykański postanowiły nic nie robić w obronie Żydów. Alianci ponoszą też w jakimś stopniu odpowiedzialność za pozostawienie w spokoju obozów zagłady - podkreślił abp Gądecki.

Postawa Piusa XII - zaznaczył - dowiodła również tego, że więcej dobra można uczynić pomagając ofiarom, aniżeli wyrażając swój sprzeciw, którego jedynym skutkiem byłoby pomnożenie prześladowań. Papież mówił: „Być może mój sprzeciw przyczyniłby mi chwały pośród ludzi, ale biednym Żydom przysporzyłby jeszcze większej udręki niż ta, której już doświadczają”. Aby nie wywoływać większego zła papież Pius XII wolał skupiać się na udzielaniu konkretnej pomocy prześladowanym i w tym celu unikał otwartego wspominania w publicznych wystąpieniach o deportacji tysięcy katolickich księży, których spotkała śmierć w obozach zagłady.

Kluczowym stwierdzeniem tekstu „Słowa” - jak podkreśla abp Gądecki - jest przyznanie się do „współwiny” biskupów tamtego czasu. Stosunkowo łatwo jest osądzać nieżyjących. Dokument ten – na ile mi wiadomo - został przyjęty z mieszanymi uczuciami (ale głównie milczeniem), za sprawą takich sformułowań jak „Kościół katolicki w Niemczech był częścią społeczeństwa wojennego”, co ma taki wydźwięk, jakoby był częścią społeczeństwa zbrodniczego. Dokument ten został ostro skrytykowany przez kard. Waltera Brandmüllera z Watykanu, emerytowanego przewodniczącego Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, w tekście dla gazety Die Tagespost: „Teraz, po raz kolejny zaczynamy zajmować się przeszłością w świetle aktualnej poprawności politycznej”. I dalej pisze kardynał, że historycy powinni uważać, aby nie postępować jak kaci przeszłości.

Abp Gądecki, odwołując się do Katechizmu Kościoła Katolickiego przyznał, że jak przy każdej ocenie czynu moralnego należałoby bardziej zwrócić uwagę na okoliczności. „Okoliczności, a w tym także konsekwencje, są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Przyczyniają się one do powiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe" (KKK, 1754).

- Zdaje się, że przy tego rodzaju sformułowaniach należałoby też zwrócić uwagę na to, jaki wpływ na stopień winy może mieć przymus fizyczny i moralny? Przymus fizyczny polega na tym, że stosuje się wobec kogoś bezwzględną przemoc, np. zamyka się w więzieniu itp. Zmuszony fizycznie do jakiegoś działania człowiek nie ponosi winy, jeśli w swoim wnętrzu potępia i odrzuca wymuszone na nim złe działanie. Przymus moralny polega na stosowaniu gróźb, zastraszaniu, szantażowaniu itp., czyli środków wywołujących uczucie strachu. Pojawiający się wskutek przymusu moralnego strach w jakiejś mierze zmniejsza winę, a czasami zupełnie ją usuwa. I tak np. ktoś grozi matce, że zabije jej dziecko, jeśli nie powie, gdzie ukrywa się zbiegły z obozu, niewinnie oskarżony więzień - podkreślił w rozmowie z KAI metropolita poznański.

Arcybiskup przypomniał książkę pt. „Problem winy” wybitnego filozofa niemieckiego Karla Jaspersa, który wskazał w niej na cztery kategorie winy. Wina wynikająca ze zbrodni wojennych, za które odpowiedzialni są przywódcy reżimu nazistowskiego. Następnie wina polityczna, czyli współodpowiedzialność narodu niemieckiego za wybraną przez siebie władzę. Wina moralna polegająca na tym, że ludzie utożsamiali się z państwem hitlerowskim nie bacząc na całe zło, które charakteryzowało nazistowski reżim. I wreszcie wina metafizyczna, która polega na uchybieniu bezwzględnej solidarności z drugim człowiekiem jako takim.

Abp Gądecki zaznaczył, że „Słowo” biskupów niemieckich zawiera też ważne ostrzeżenia na dziś. Przypomniał, że przez 12 lat istnienia III Rzeszy Niemcy podejmowały działania, które można powtórzyć w każdym epoce, także w naszych czasach. Między totalitarnym rządem a Kościołem toczyła się prawdziwa walka o dusze obywateli. Można to łatwo prześledzić to na przykładzie losów niemieckiej szkoły tamtego czasu. W 1935 r. zlikwidowano obowiązek modlitwy w szkołach a 3 lata później zabroniono w szkołach śpiewania kolęd i organizacji jasełek.

- Zdumiewające, iż te nazistowskie tendencje zaczynają pojawiać się dzisiaj na w naszej ojczyźnie - podkreśłił arcybiskup. Wyjaśnił, że w czasie wojny w Niemczech nie można było używać nazwy „Boże Narodzenie”, co też dziś widać na przykładzie kartek świątecznych, gdzie również nie ma mowy o Bożym narodzeniu. Nie można było w szkole grać jasełek. Ponadto w okresie nazistowskim stopniowo usuwano krzyże z niemieckich szkół i szpitali. Od 1941 r. zaprzestano nauki religii w szkołach dla uczniów, którzy ukończyli 14 lat. Dla starszych roczników odbywały się zajęcia z nazistowskiego światopoglądu. To oddaje klimat, w jakim poruszali się niemieccy biskupi tamtego czasu.

Arcybiskup zwrócił uwagę na to, że czym innym jest odpowiedzialność polityka za swoje czyny, a czym innym jest odpowiedzialność biskupa. „O ile odpowiedzialność polityczna nie zakłada konieczności oddania życia w razie konfliktu sumienia, to odpowiedzialność biskupa na pewno tak” - zaznaczył. „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” (J 10,11).

Przewodniczący KEP zaznaczył, że i dzisiaj jest to ostrzeżenie dla biskupów, aby protestowali zawczasu przeciwko usuwaniu Ewangelii i Prawa Bożego z przestrzeni publicznej, pamiętając, jakie pociąga to za sobą konsekwencje oraz że potem może być już za późno.

- My biskupi jesteśmy po to, aby strzec ludu Bożego przed wszelką ideologią – tj. przed wszelką zawężoną prawdą, która podaje się za prawdę całkowitą - i ku temu powinny zmierzać nasze wysiłki nawet za cenę męczeństwa. Pozytywną częścią naszego posłannictwa jest nieustanna ewangelizacja i troska o pokój – podkreślił metropolita poznański w komentarzu dla KAI.

CZYTAJ DALEJ

USA: urzędnicy zezwalają na otwarcie kościołów, ale zabraniają przyjmowania komunii

2020-05-28 13:38

[ TEMATY ]

USA

Adobe.Stock.pl

Urzędnicy w hrabstwie Howard w amerykańskim stanie Maryland pozwolili na otwarcie kościołów, ale zabronili podczas liturgii spożywać komukolwiek komunii świętej, co w istocie dla katolików oznacza zakaz celebracji mszy św. Władze powołują się na zasady zdrowia publicznego dla miejsc kultu zakazujące dystrybucji i konsumpcji jakichkolwiek pokarmów lub napojów w ramach nabożeństwa.

Według wprowadzanych w życie przepisów pozwalających na wznowienie działalności przedsiębiorstw, a także na otwarcie kościołów nie wzięto najwyraźniej pod uwagę, że integralnym elementem Eucharystii jest spożywania konsekrowanych hostii, przynajmniej przez celebransa. Uznanie tego czynnością bezprawną skutecznie blokuje odprawianie jakiejkolwiek Mszy św. – zauważa amerykańska agencja katolicka CNA, która zaznacza jednocześnie, że wytyczne te mogą naruszać prawo do swobodnego wykonywania praktyk religijnych, co gwarantuje konstytucyjna Pierwsza Poprawka.

Zarządzenie urzędników ogranicza liczbę uczestników liturgii do 10 osób w pomieszczeniach i do 250 na zewnątrz. Modlący się muszą zachowywać między sobą odległość, nosić maski, nie wolno im przekazywać znaku pokoju poprzez uścisk dłoni. Zabronione jest także zbieranie ofiar na tacę. Przepisy mówią, że „śpiew jest dozwolony, ale nie zalecany”.

Archidiecezja Baltimore, której terytorium obejmuje hrabstwo Howard, ogłosiła 27 maja własne plany ponownego otwarcia świątyń. Niektóre z tych wytycznych są podobne zarządzeń hrabstwa Howard, jednak nie ma w nich mowy o „zakazie dystrybucji żywności lub napojów przed, po lub podczas Mszy św.”. Mówi się tylko o konieczności przestrzegania odległości w kolejce do komunii świętej, zachęca się także do przyjmowania jej na rękę. Nie ma mowy o innych ograniczeń w przyjmowaniu komunii, poza tymi, które wynikają z zasad prawa kanonicznego.

W pierwszej fazie planu ponownego otwarcia archidiecezji, który obecnie obowiązuje, kościoły pozostają otwarte na prywatną modlitwę, ale Msza św. jest odprawiana bez udziału wiernych. W fazie drugiej, która ma się rozpocząć na niektórych obszarach w weekend, 30-31 maja, wierni będą mogli wypełnić świątynię w jednej trzeciej miejsc siedzących, pod warunkiem, że lokalne ograniczenia pozwalają na udział ponad 10 osób na mszy św.

CZYTAJ DALEJ

Papież do Centrum Astalli: dziękuję za obronę prawa do azylu

2020-05-29 20:52

[ TEMATY ]

uchodźcy

Włochy

jezuici

papież Franciszek

Vatican News

Papież Franciszek postawił jezuickie Centrum Astalli, jako przykład pracy na rzecz migrantów i uchodźców, który może wzbudzić w naszym społeczeństwie odnowione zaangażowanie w autentyczną kulturę przyjęcia i solidarności. Działające od prawie 40 lat centrum podejmuje wiele działań, które służą obronie praw tych, którzy przybywają do Włoch uciekając od wojny i przemocy.

Centrum Astalli służy uchodźcom w wielu ośrodkach na terenie Włoch w procesie integracji ze społeczeństwem. Ojciec Święty napisał list do dyrektora rzymskiego oddziału, który, w różnych punktach Wiecznego Miasta, tylko w ubiegłym roku objął pomocą 11 tys. uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Franciszek doskonale zna realia tego jezuickiego dzieła, które odwiedził zaraz na początku swego pontyfikatu. Apelował wówczas o solidarność z ludźmi potrzebującymi wszelkiej pomocy. Wielokrotnie powtórzył trzy słowa, które według niego powinny być kluczem do postawy wobec najbiedniejszych imigrantów i uchodźców: „bronić, służyć, towarzyszyć”.

W obecnym liście skierowanym do o. Camillo Ripamontiego, przy okazji publikacji dorocznego raportu mówiącego o działaniach podejmowanych przez Centrum Astalii, Franciszek dziękuje za odwagę z jaką stawia ono wyzwaniu migracji, przede wszystkim broniąc prawa do azylu w naszych czasach, gdy tak wielu ludzi musi uchodzić przed wojnami, prześladowaniami i poważnymi kryzysami humanitarnymi. Papież dziękuje jezuitom i wolontariuszom zaangażowanym w prowadzenie centrum za to, że przyjmują potrzebujących z braterską miłością. Zachęca wszystkich, by nie tracili nadziei na świat pełen pokoju, sprawiedliwości i międzyludzkiego braterstwa.

Centrum Astalli wydaje każdego dnia 15 tys. ciepłych posiłków, udziela schronienia uchodźcom oraz zapewnia im opiekę medyczną i pomoc prawną.
Prowadzeni też szkoły języka i kultury włoskiej, aby ułatwić integrację w społeczeństwie. Centrum powstało w 1981 roku w Rzymie, z inicjatywy ówczesnego generała jezuitów o. Pedro Arrupe, głęboko dotkniętego tragedią tysięcy Wietnamczyków uciekających z rozdartego wojną kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję