Reklama

A może do „Cyrenejczyka”?

Pomóc dźwigać ciężary nie do udźwignięcia

Tomasz Strużanowski
Edycja toruńska 7/2006

Przed dwoma laty Diecezjalny Ośrodek Powołań im. Sługi Bożego ks. Jana Hamerskiego w Toruniu wzbogacił się o nową inicjatywę. Za sprawą grupy osób pod kierownictwem ks. Mariana Tomasza Kowalskiego powstał tu Katolicki Ośrodek Psychologiczno-Pastoralny „Cyrenejczyk”. - Pomysł zrodził się przede wszystkim z obserwacji życia; dostrzegłem konieczność stworzenia ośrodka, w którym pomoc oferowaliby specjaliści chrześcijańscy - mówi ks. Kowalski, założyciel i dyrektor „Cyrenejczyka”. - Spotykałem osoby poranione nie tylko przez bliskich, znajomych czy środowisko pracy, ale również przez... niektórych psychologów, psychiatrów i „profesjonalistów”, dalekich od myślenia w kategoriach Bożych.

Czym się różni psycholog chrześcijański od „zwykłego”?

- Psycholog chrześcijański wierzy, że na to, co się dzieje w jego gabinecie, ma wpływ nie tylko on i pacjent, ale również Bóg i Jego przeciwnik, diabeł - opowiada terapeuta Anna Wiśniewska.
W późny wtorkowy wieczór spotykamy się w toruńskim Centrum Dialogu Społecznego. Właśnie kończy się robocza narada zespołu. Widzę trzech kapłanów i sporą grupę osób świeckich, mężczyzn i kobiet. Decyduję się na najprostszą metodę zdobycia informacji: włączam dyktafon i przekazuję go „w obieg”, prosząc, by każda z osób opowiedziała krótko o swojej pracy.
Zranienia z dzieciństwa - bomba z opóźnionym zapłonem
- Trafiają do mnie osoby cierpiące na nerwice i depresje - zaczyna Barbara Krzemińska, psycholog. - Moja praca polega na rozpoznaniu w toku rozmowy zranień z dzieciństwa i uświadomieniu sobie przez pacjenta, jakie negatywne postawy zrodziły się w nim pod ich wpływem.
Zranienia z dzieciństwa najczęściej wynikają z poczucia odtrącenia przez rodziców, z doświadczenia przemocy psychicznej lub fizycznej. Ileż razy dzieci słyszą od rodziców: „Ty jesteś nic niewarty”, ile razy doznają odrzucenia czy wręcz fizycznej agresji od rówieśników w szkole... Po latach - pozornie nie wiadomo z jakiej przyczyny - pojawiają się kryzysy tożsamości, zaniżone poczucie własnej wartości. Efektem tych przeżyć jest zalęknienie, niepewność w relacjach międzyludzkich, gotowość do wycofywania się, postawa wyczekująca. Często są to DDA - Dorosłe Dzieci Alkoholików, u których na skutek bolesnych doświadczeń powstała nerwica lub depresja.

Rodzina w kryzysie

Głos zabiera Róża Maćkiewicz, pedagog: - Moja specjalność to edukacja rodzinna i wychowanie seksualne. Jestem nauczycielem naturalnego planowania rodziny według metody prof. Rötzera; została mi też udzielona misja kanoniczna do przygotowywania narzeczonych do sakramentu małżeństwa. Trafiają do mnie osoby w różnym wieku i różnego stanu: młodzież, narzeczeni, małżonkowie przeżywający kryzys związku lub problemy w relacjach. Niezależnie od fachowej porady, wszyscy oni potrzebują ciepła, zrozumienia, akceptacji, uważnego wsłuchania się w to, co mają do powiedzenia.
Moja służba w „Cyrenejczyku” nie jest samym tylko pasmem sukcesów. Są porażki.
Najtrudniejsze są dla mnie sytuacje, w których widzę wyraźnie, że mój rozmówca, mimo wskazanego źródła problemów i drogi wyjścia rokującej polepszenie, obiera działania oparte na fałszywych podstawach, zamierza uczynić krok w niewłaściwą stronę. Ale cóż, wolność wyboru każdej z osób szukającej tu pomocy jest dla mnie wartością nadrzędną.

Brak dobrej komunikacji małżeńskiej

- Zajmuję się małżeństwami i rodzinami w głębokim kryzysie - do rozmowy włącza się Anna Wiśniewska, terapeuta. - Przychodzą do mnie pary w trakcie lub tuż przed rozwodem. Są to z reguły osoby wierzące, którym mimo dramatyzmu sytuacji trudno jeszcze pogodzić się z tym ostatecznym negatywnym rozwiązaniem, jakim jest rozwód cywilny.
Wśród wielu przyczyn rozpadu wzajemnej więzi, które wyławiamy w toku rozmów, jedna powtarza się z przygnębiającą regularnością: brak autentycznej komunikacji między małżonkami. Słuchając ich opowieści, prędzej czy później dochodzę do wniosku: „Ta para nigdy ze sobą nie rozmawiała! Tam nie było dialogu”. Słysząc taką diagnozę, moi rozmówcy z reguły protestują: „Ależ skąd! My bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy! Wspólnie interesowaliśmy się polityką, muzyką, literaturą...”. Tak, ale nie było w tym wszystkim rozmowy o nich samych, o ich wzajemnych odczuciach, oczekiwaniach, marzeniach. A już na pewno nie było podstawowej w małżeństwie umiejętności: podejmowania krzyża - rezygnowania z siebie, z własnych planów, w imię dobra tej drugiej osoby. Nikt im nie powiedział, że małżeństwo to ciężka praca nad utrzymaniem i rozwijaniem miłości pojętej nie jako szukanie przyjemności, lecz jako służba.

Reklama

Szansa dla narzeczonych

- Trafiają do mnie również narzeczeni - dodaje Anna. - Pytam ich: Jakie narzędzia sobie przygotowujecie, aby walczyć o przetrwanie i rozwój swojego małżeństwa? - Jak to: „walczyć?” - protestują. - Przecież będzie cudownie, bo my się kochamy! - Nie - odpowiadam. - Na pewno przyjdzie niejeden kryzys. Jak się do tego przygotujecie? Co będziecie umieli wówczas zrobić?
Przygnębiający jest fakt, że ludzie nie mają czasu na to, co jest dla nich najważniejsze, a wybierają wartości pozorne. Niekiedy - szmirę. Bo to, że młodzi się kochają, że nie mogą bez siebie żyć, że chcą być razem, a nawet to, że chcą kształtować swoje życie we współpracy z Bogiem - nie wystarczy, jeśli nie będą prowadzili autentycznego dialogu, opartego na uważnym wsłuchiwaniu się w to, co przekazuje druga strona. A kiedy można lepiej nauczyć się dialogu, jeśli nie przed ślubem, kiedy jeszcze nie nawarstwiły się zranienia?

Homoseksualizm - zachęta do trwania w czystości

- Pomagam osobom o skłonnościach homoseksualnych - mówi Barbara Łubkowska, teolog i doradca chrześcijański. - Moi pacjenci często podkreślają, jak bardzo jest dla nich ważne to, że terapia w naszym ośrodku opiera się na Bogu i Jego mocy, że słyszą z naszej strony zachętę do życia w czystości. Mają bowiem wiele przykrych doświadczeń z kontaktów z psychiatrami i psychologami, którzy nie ukazywali dróg wyjścia z problemu w myśl Bożych przykazań. Osoby o skłonności homoseksualnej słyszały na przykład zachęty, by uległy swym skłonnościom i podjęły pożycie seksualne z osobami tej samej płci. Sprzeciw wobec takiej „diagnozy” bywał przyjmowany z niezadowoleniem...

Dojrzałe ojcostwo na wagę złota

Ks. Piotr Klein, psycholog, opowiada o swoich zainteresowaniach. - Fascynuje mnie wpływ religijności - zarówno dojrzałej jak i niedojrzałej - na osobowość. Przychodzą do mnie osoby przeżywające kryzys wiary. Wynika on najczęściej z niewłaściwego obrazu Boga, a ten ma swoje źródło w ogromnym kryzysie ojcostwa. Ojcowie nie ukazują swoim życiem prawdy o Bogu! Zdarzają się dramatyczne przypadki - miałem już do czynienia z osobami, które podejmowały próby samobójcze.

Uzależnienia - plaga XXI wieku

Wiele rodzin żyjących wiarą, stykając się z problemem uzależnienia, nie wie jak się zachować - włącza się ks. Kowalski. - Rozmawiałem kiedyś z rodzicami, którzy odkryli tę straszną prawdę, że ich syn jest narkomanem. Nie wiedzieli jak się zachować. Nie mogli się pogodzić z koniecznością podjęcia radykalnych kroków, niezbędnych, by pomóc ich dziecku. Przyszli do „Cyrenejczyka”, bo chcieli usłyszeć, co oni, ludzie wierzący, mogą czy muszą zrobić.
Problem uzależnień to jednak nie tylko alkohol i narkotyki; to także seks, pornografia, internet, telewizja, muzyka, gry komputerowe. Czasami możemy nie zdawać sobie sprawy ze zniewolenia, które stało się udziałem nas samych lub kogoś z bliskich.

Pozostali pracownicy ośrodka

Późna pora nagli do pośpiechu. Proszę pozostałe osoby o krótką charakterystykę ich pracy.
Anna Sobczyk, pedagog, socjoterapeuta, pracownik socjalny: - Zgłaszają się do mnie dzieci i młodzież z zaburzeniami emocjonalnymi, cierpiące na brak samoakceptacji. Udzielam też porad z zakresu opieki społecznej.
Tomasz Kucharski, psycholog: - Zajmuję się diagnozą psychologiczną. Wykorzystując narzędzia, takie jak testy, kwestionariusze, staram się opisać osobowość pacjentów naszego ośrodka. Trafiają do mnie te przypadki, które wymagają głębszych badań i analiz; te, w których trudno na pierwszy rzut oka postawić diagnozę.
Bożena Sobczyk, psycholog, socjoterapeuta: - Prowadzę treningi i terapię grupową z zakresu komunikacji z najbliższymi, rozpoznawania i wyrażania emocji, akceptacji siebie, samodzielnego funkcjonowania wbrew nadopiekuńczości rodziców (problem szantażu emocjonalnego). Zdarza się też, że trafiają do mnie osoby konsekrowane.
Karina Pawłowska, prawnik: - Udzielam porad z zakresu prawa cywilnego, a w razie potrzeby - również i z innych dziedzin prawa. Zazwyczaj mam do czynienia ze sprawami związanymi z nieruchomościami, z ubezwłasnowolnieniem i ze sprawami rodzinnymi (separacja, rozwody, prawa rodzicielskie).
Ksiądz Marian krótko przedstawia osoby nieobecne na spotkaniu i charakteryzuje wykonywane przez nie zadania. Są to: Aleksandra Baryła, instruktorka naturalnych metod planowania rodziny i ginekolog-położnik; Krzysztof Liszcz, psychiatra; Ewa Nowodworska, teolog i pedagog; Iwona Podkrólewicz, pedagog (pomoc w zakresie trudności w uczeniu się, m.in. dysleksji, dysgrafii i dysortografii); ks. Wiesław Kraiński, specjalista z zakresu prawa kanonicznego; Ewa Wierzbicka, psycholog.

- Zapraszam do korzystania z naszej posługi - dodaje na koniec Ksiądz Marian. - Ośrodek czynny jest przez cały rok, od poniedziałku do piątku w godz. 16.00-19.00. Informacje o dyżurach poszczególnych specjalistów można znaleźć na naszej internetowej: www.poradnia.diecezja.torun.pl lub dzwoniąc pod nr tel. (0-56) 621-14-12 i (0-56) 621-12-06.

„Cyrenejczyk” pomoże dźwigać krzyż...
Na wydanej przez Ośrodek ulotce czytam:
„Nie możesz poradzić sobie z otaczającym światem? Przeżywasz załamanie nerwowe? Popadłeś w depresję? Świat przestał Cię cieszyć? Nie możesz znaleźć dla siebie miejsca w życiu? Straciłeś bliską Ci osobę? Chorujesz Ty lub ktoś z Twoich najbliższych? Załamałeś się, bo straciłeś pracę? Twoje małżeństwo przeżywa kryzys? Masz problemy z wychowywaniem dzieci? Nie radzisz sobie z nauką i stresem, który jej towarzyszy? Przyjdź do nas! Spróbujemy Ci pomóc!”.
Dobrze, że jest takie miejsce, gdzie czekają ludzie gotowi uważnie wysłuchać, jakie trapią nas problemy, a jednocześnie przygotowani, by służyć dobrą radą. Może zatem w szczególnie bolesnych chwilach warto podzielić się naszymi życiowymi krzyżami z „Cyrenejczykiem”?

Jego kapłaństwo to znak dla Kościoła

2019-05-28 13:07

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 7

Ks. Michał Łos FDP otrzymał święcenia diakonatu i prezbiteratu podczas jednej liturgii na sali oddziału onkologicznego. Nie musiał kłaść się krzyżem podczas uroczystości – jego krzyżem jest szpitalne łóżko

Decyzja o święceniach orionisty została podjęta błyskawicznie, bo jest on śmiertelnie chory. Za kilka tygodni jego stan może się tak pogorszyć, że przyjęcie sakramentu święceń mogłoby być niemożliwe. – Jego największym marzeniem było kapłaństwo. Chciał odprawić choć jedną Mszę św. – mówi Mariusz Talarek, przyjaciel ks. Michała.

Święcenia kapłańskie w szpitalu

30-letni kleryk o chorobie nowotworowej dowiedział się ponad miesiąc temu. Gdy jego stan okazał się bardzo ciężki, władze zgromadzenia złożyły do Ojca Świętego Franciszka prośbę o dyspensę z zapisów konstytucji Zgromadzenia Małego Dzieła Boskiej Opatrzności, a także o uchylenie wymaganego odstępu czasu między święceniami diakonatu i prezbiteratu. – To był kościelny ekspres. Dokumenty zostały złożone w Watykanie w poniedziałek 20 maja, a już w środę 22 maja mieliśmy papieski dokument – powiedział ks. Michał Szczypek, sekretarz polskiej prowincji orionistów.

Księża orioniści nie tracili czasu. W środę dostali papieską dyspensę, następnego dnia zorganizowali w szpitalu uroczystość złożenia wieczystych ślubów zakonnych, a w piątek – liturgię, podczas której biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk udzielił kl. Michałowi święceń diakonatu i prezbiteratu. – Choć nie ma przepisów, które regulują udzielanie tych święceń podczas jednej liturgii, to powołaliśmy się na bardzo jednoznaczny dokument z Watykanu. Papież Franciszek napisał, że udziela wszelkich koniecznych dyspens, aby Michał Łos przyjął święcenia kapłańskie – wyjaśnił ks. Szczypek.

Sala warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów musiała zastąpić prezbiterium świątyni. święcenia odbywały się w obecności księży orionistów, rodziny i znajomych. Michał Łos przyjął sakrament święceń na leżąco. Gdy sprawował swoją upragnioną pierwszą Mszę św., również leżał na szpitalnym łóżku. – Zawierzam Panu Bogu ciebie, Michale, i wszystko, co sakrament święceń w tobie dokona. Proszę Boga, abyś był świadkiem Jego miłości – powiedział bp Solarczyk i dodał: – Największym znakiem miłości Boga jest dar życia. W różny sposób to realizujemy, a ty dzisiaj także niesiesz to orędzie.

Boża determinacja

Ks. Michał Łos w czerwcu br. skończy 31 lat. Jest magistrem teologii. Odbywał właśnie 2-letnie praktyki zakonne w parafii księży orionistów w Kaliszu, które zakończyłby się w przyszłym roku ślubami wieczystymi. Pomagał w parafii i uczył religii w szkole. – Ciężka choroba przerwała jego formację, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób i decyzji papieża Franciszka został kapłanem. Jego trudna historia mówi nam, że przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów – podkreślił ks. Antoni Wita FDP, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Kaliszu. – Michał ze swoimi święceniami, które oglądało tysiące osób, jest jakimś znakiem dla nas wszystkich. Swoim cierpieniem i pragnieniem kapłaństwa dosłownie wszedł w misję Jezusa Chrystusa. Jego postawa ma bardzo mocny wymiar ewangelizacyjny, który może zaowocować w sposób dla nas nieprzewidywalny.

Neoprezbiter jest ciężko chory na raka. Po ludzku jego stan jest tak ciężki, że lekarze praktycznie rozkładają ręce. – W swoim cierpieniu jest bardzo pokorny i ufa Bogu. Z determinacją dziecka Bożego pragnął zostać kapłanem i tak się stało – powiedział Mariusz Talarek. Oby wielu tak bardzo chciało realizować swoje kapłańskie powołanie, jak on tego pragnie.

Ornat z Panamy

Po liturgii święceń i błogosławieństwie bp Solarczyk ukląkł przy łóżku ks. Michała, ucałował ręce kapłana i poprosił go o błogosławieństwo prymicyjne. O błogosławieństwo poprosili neoprezbitera księża orioniści oraz jego rodzina. W prezencie prymicyjnym biskup ofiarował ks. Michałowi swój ornat, w którym odprawiał Mszę św. Posłania na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w 2019 r. – Jest trochę używany – zażartował.

Książa orioniści na całym świecie modlą się o łaskę zdrowia dla ks. Michała. Dziękują wszystkim, którzy towarzyszyli w tej wzruszającej uroczystości za pośrednictwem transmisji w mediach społecznościowych. Śmiertelnie chory neoprezbiter pokazał, że kapłaństwo jest darem i wielkim cudem. – On jest dla nas wszystkich świadkiem wiary. Jest też ważnym symbolem dla polskiego Kościoła w trudnych czasach, gdy nie wszyscy księża z należytym szacunkiem podchodzą do swojego kapłaństwa – podkreślił ks. Szczypek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Głódź: Kościół mówi "non possumus" recydywie neobolszewii

2019-06-20 13:01

lk / Gdańsk (KAI)

W ubiegłym wieku Kościół katolicki postawił tamę agresywnemu komunizmowi. Dziś także mówi "non possumus" recydywie swoistej neobolszewii, która zamiast czerwonej gwiazdy na czapkach wymachuje emblematami z napisem „tolerancja” i „wolność” - mówił abp Sławoj Leszek Głódź podczas gdańskich obchodów Bożego Ciała.

Bożena Sztajner

Metropolita gdański wygłosił homilię przy ostatnim ołtarzu przed Bazyliką św. Brygidy, gdzie z Bazyliki Mariackiej ulicami Starego Miasta dotarła uroczysta procesja z Najświętszym Sakramentem.

Abp Głódź podziękował najpierw za "wspólne, modlitewne przeżywanie tego podniosłego dnia", w tym za świąteczny nastrój i tradycyjne udekorowanie domów kwiatami.

Nawiązując do zawartego w Ewangelii wg św. Łukasza opisu cudownego rozmnożenia pożywienia przez Chrystusa, kaznodzieja podkreślił: "I my, katolicka wspólnoto miasta Gdańska i gdańskiej archidiecezji, jesteśmy uczestnikami tej uczty. Jezus nas na nią zaprasza do Stołu Pańskiego, pełnego, obficie zastawionego".

"Na ten dar Nieba mamy otworzyć swe serca i zgiąć z pokorą kolana przed Eucharystią, która jest wielkim darem Chrystusa zmartwychwstałego. To zmartwychwstały Pan – Chleb Żywy – przemierza dziś ulice Gdańska" - mówił abp Głódź.

Poprosił też o modlitwę w intencji kapłanów gdańskiej archidiecezji. - Nie różnicujcie wedle klucza i gradacji zajmowanych przez nich stanowisk w diecezjalnej strukturze, pełnionych obowiązków, znajomości, sympatii. Nie preferujcie tych, którzy wyrastają wzwyż przymiotami swego kapłaństwa. Nie pomijajcie tych, którzy odstają, borykają się z problemami swego życia i ludzkimi przywarami. Ofiarujcie swą modlitwę w intencji wszystkich - zaapelował metropolita.

Następnie wyjaśnił, że w uroczystość ku czci Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej "mocniej niż każdego powszedniego dnia rozumiemy, że Kościół, którego cząstką jesteśmy, nie jest przygodnym bytem, jakich wiele znały dzieje ludzkości".

- Nie jest anachronicznym spadkiem po przeszłych epokach, rzeczywistością jedynie o wymiarze historycznym, którą możemy rozpoznawać przy użyciu narzędzi socjologicznych, politycznych, filozoficznych. Jest rzeczywistością Bożą, nadprzyrodzoną, sakramentem świata, którego nie zwyciężą moce piekielne - mówił hierarcha.

"Trzeba pytać szczególnie dziś, kiedy Kościół staje pod pręgierzem laickich, libertyńskich, kosmopolitycznych środowisk, gdzie byłabyś Polsko, gdyby nie Kościół, w którym naród znajdował przestrzeń wolności dla swoich aspiracji? Gdzie byś była, a raczej czy byś była?" - pytał abp Głódź.

"Wielu z naszych braci zdaje się już na dobre zapomniało - mówił dalej - że w ubiegłym wieku Kościół katolicki postawił tamę agresywnemu komunizmowi, który chciał tu stworzyć nowy typ człowieka, bez Boga i duchowości".

Abp Głódź przypomniał, że Kościół mówił wtedy non possumus – "wszelkiego rodzaju uzurpacjom, które naruszają ład sumień, zasady chrześcijańskiej moralności i etyki, stanowią obrazę Chrystusa, Jego Krzyża, Jego Ewangelii". - Dziś także mówi non possumus recydywie swoistej neobolszewii, która zamiast czerwonej gwiazdy na czapkach wymachuje emblematami z napisem „tolerancja”, „wolność” - dodał hierarcha.

Zwrócił uwagę, że tolerancja w tym rozumieniu oznacza przyzwolenie dla wszelkiego moralnego nihilizmu, a wolność jest wolnością o szczególnym obliczu - taką, której cechą jest wrogość do Kościoła, zasad chrześcijańskiego życia i ewangelicznych wzorców moralnych.

Jak podkreślał, Kościół znalazł się pod ostrzałem nihilistycznych ideologii, obdzierany jest z autorytetu, społecznego szacunku i godności, a "w przekazie o nim dominuje jedna barwa: ciemna, mroczna, nienawistna, z gruntu niesprawiedliwa".

"W polu opinii publicznej znalazła się kwestia nadużyć seksualnych wśród duchownych - przypomniał abp Głódź. - Podjął ten problem Papież, Stolica Apostolska, podejmują krajowe episkopaty. Trwa uczciwe rozpoznawanie skali tych zagrożeń, niesiona jest pomoc dla ofiar" - dodał metropolita gdański.

Jak stwierdził, "trwa droga oczyszczania, która – wiele jest tego przykładów – przyniesie owce, rozwiąże problemy". - Bowiem Kościół jest na tym świecie sakramentem zbawienia, znakiem wspólnoty Boga i ludzi, (...) rzeczywistością Bożą, której nie pokona grzech i moce piekielne. Nie zejdzie ze swej drogi i misji przewodzenia ludziom na drogach zbawienia - powiedział abp Głódź.

Poinformował też, że podczas ostatniego zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski biskupi podjęli decyzję, aby w najbliższą niedzielę 23 czerwca w świątyniach, po każdej Mszy św., odśpiewać suplikację: "Święty Boże, Święty Mocny". - Jako wyraz przebłagania Boga za popełnione świętokradztwa, bluźnierstwa, akty profanacji, których widownią była w ostatnim czasie nasza Ojczyzna - dodał abp Głódź.

Na zakończenie przypomniał, że niedawno przeszły przez ulice wielu miast Marsze dla życia i rodziny, "aby ukazać wartość rodziny – podstawową wartość dla dziś i jutra narodu". - Bo w rodzinach Polska trwa i wiara trwa - dodał.

Podkreślił ponadto, że wreszcie w naszej ojczyźnie rodzina staje się istotnym priorytetem polityki społecznej. - I to w szerokim wymiarze pomocy materialnej, osłony socjalnej. To niezbywalna wartość ostatnich lat - zaznaczył metropolita gdański, apelując o modlitwę za polskie rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem