Reklama

Uzależnienie od hazardu, social mediów, pracy - raport CBOS, Ministerstwa Zdrowia i organizacji pozarządowych

2019-11-07 15:36

lk / Warszawa (KAI)

terovesalainen – stock.adobe.com

Już dzieci między 1. a 2. rokiem życia (deklaracja 33% rodziców) korzystają w Polsce ze smartfonów i tabletów 14 minut dziennie. Między 2. a 5. rokiem życia ten czas wynosi już pół godziny. Aż 22% młodych ludzi (15-34 lata) jest uzależniona od zakupów. Z kolei dla prawie jednej dziesiątej Polaków (9,1%) rzeczywisty problem stanowi uzależnienie od pracy - takie dane przynosi raport dotyczący uzależnień behawioralnych, w tym hazardu i mediów społecznościowych, opracowany wspólnie przez CBOS, Ministerstwo Zdrowia, Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii i Fundację Inspiratornia.

Projekt badawczy „Oszacowanie rozpowszechnienia oraz identyfikacja czynników ryzyka i czynników chroniących hazardu i innych uzależnień behawioralnych – edycja 2018/2019” realizowany był od marca 2018 r. do maja 2019 r.

Badanie jest kontynuacją projektu zrealizowanego w latach 2011/2012 i 2014/2015. Podobnie jak w pierwszej edycji badań, obecnie zrealizowany projekt składał się z dwóch części – ilościowej i jakościowej.

Część ilościowa zrealizowana została jak poprzednio na ogólnopolskiej próbie losowej reprezentatywnej dla osób w wieku 15+, metodą bezpośrednich wywiadów ankieterskich wspomaganych komputerowo (CAPI). Zrealizowano 4025 wywiadów. Głównym celem badania ilościowego było uchwycenie zmian, jakie zaszły w ciągu ostatnich lat. W celu zachowania porównywalności z wynikami z poprzednich edycji zastosowano tę sama metodologię.

Reklama

Hazard

W 2019 r. grający na pieniądze stanowili 37,1% populacji. Polacy najczęściej grają w gry Totalizatora Sportowego (27,4,0%). Na kolejnym miejscu, ze znacznie słabszym wynikiem, plasują się zdrapki (16,3,0%), a dalej loterie lub konkursy SMS-owe (6,3%) oraz automaty do gier z tzw. niskimi wygranymi (3,8%).

32,8% grających Polaków w wieku 15+ gra bez ryzyka uzależnienia, 2,7% charakteryzuje się niskim poziomem ryzyka uzależnienia, 0,9% – poziomem umiarkowanym i tyle samo (0,9%) gra na pieniądze w sposób wysoce ryzykowny (tzw. patologiczny hazard).

Liczbę Polaków w wieku 15+ uprawiających obecnie patologiczny hazard szacuje się na 27 073 osoby. Symptomy problemu z hazardem częściej mają mężczyźni niż kobiety; nieletni (poniżej 18. roku życia) i ludzie bardzo młodzi (18–24 lata) niż starsi; osoby z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym niż lepiej wykształceni; osoby oceniające swoją sytuację materialną jako złą niż oceniający ją jako średnią lub dobrą.

Wśród przyczyn podejmowania gier hazardowych na pierwszym miejscu znajdują się powody finansowe (chęć wygrania pieniędzy – dużych, małych, jakichkolwiek) oraz rozrywkowe.

Zdecydowana większość grających na pieniądze definiuje się jako osoby, które „w żadnym sensie nie czują się nałogowymi graczami” (97,0%). Z kolei 8,4% graczy nie jest świadoma, że sposób uprawiania przez nich hazardu można zaliczyć do ryzykownego lub patologicznego stylu gry.

Pracoholizm

W 2019 r. blisko jedną dziesiątą Polaków (9,1%) można zaliczyć do grupy tych, dla których uzależnienie od pracy stanowi rzeczywisty problem, a w przypadku ponad dwóch trzecich (70,2%) istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia takiego problemu. W liczbach bezwzględnych zagrożenie uzależnieniem od pracy dotyczy ponad 2,5 mln.

Zagrożeniu pracoholizmem sprzyja w szczególności praca na własny rachunek (samozatrudnienie). Czynnikiem zagrażającym jest też pełnienie funkcji kierowniczych, odpowiedzialność za pracę innych osób lub kierowanie projektami.

Na uzależnienie od pracy najbardziej narażone są osoby w wieku produkcyjnym, przy czym na uwagę zasługuje przede wszystkim grupa wiekowa 25–34 lata, w której obecnie relatywnie dużo jest badanych z wynikiem testu wskazującym na rzeczywiste uzależnienie od pracy (11,6%), a mało tych, którzy takich symptomów nie mają w ogóle (10,9%).

Zagrożenie pracoholizmem dotyka kobiety i mężczyzn w zbliżonym stopniu. Zarówno uzależnieni od pracy, zagrożeni tym uzależnieniem, jak i niewykazujący symptomów uzależnienia motywowani są do pracy tym samym zestawem potrzeb, przy czym osoby uzależnione bądź zagrożone uzależnieniem bardziej niż niemające tego problemu są zmotywowane do zdobycia wyższej pozycji zawodowej, awansu oraz osiągnięcia wyższego lub utrzymania wysokiego statusu materialnego.

Uzależnienie od zakupów

Symptomy kompulsywnego kupowania, przejawia obecnie 3,7% populacji Polaków od 15. roku życia (w liczbach bezwzględnych – ponad milion osób). Wśród ogółu osób określonych jako mające problem z zakupami niemal 74,2% stanowią kobiety.

Problem ten dotyczy ludzi młodych: osoby od 15. do 34. roku życia stanowią w tej grupie ogółem dwie trzecie (66,6%), w tym najmłodsi – aż 22,0%.

Osoby wykazujące symptomy uzależnienia od zakupów istotnie częściej niż niemający tego rodzaju problemu kupują odzież, obuwie dla siebie lub innej dorosłej osoby oraz kosmetyki i perfumy; istotnie częściej zaopatrują się w galeriach handlowych i w sklepach internetowych.

Internet, smartfon, media społecznościowe

Internet

Problem z uzależnieniem od Internetu dotyczy obecnie 0,03% badanej populacji, co stanowi 0,04% korzystających z sieci. Zagrożonych uzależnieniem od Internetu jest 1,4% ogółu badanych, co stanowi 1,9% korzystających z Internetu. W liczbach bezwzględnych jest to ok. 465 tys. osób.

Najbardziej zagrożeni są niepełnoletni i osoby bardzo młode – ponad połowa z nich nie ukończyła jeszcze 25. roku życia, podczas gdy wśród przeciętnych użytkowników Internetu ta grupa wiekowa stanowi mniej niż jedną piątą.

Wśród najmłodszych badanych użytkowników Internetu, czyli osób w wieku 15–17 lat, 8,0% z nich wykazuje zagrożenie uzależnieniem bądź uzależnienie od sieci, natomiast wśród użytkowników z grupy wiekowej 18–24 lata zagrożonych uzależnieniem jest 4,2%.

Telefon

Fonoholizm jest przypadłością charakterystyczną dla ludzi młodych, odsetek osób zdradzających symptomy uzależnienia wśród młodych dorosłych (18–24 lata) jest nawet wyższy niż wśród nastolatków w przedziale wiekowym 15–17 lat (odpowiednio 17,6% i 16,4%), a niewiele ustępują im pod tym względem osoby w przedziale wiekowym 25–34 lata (12,2%).

Ryzykowne zachowania związane z korzystaniem z telefonu komórkowego są ściśle związane z rodzajem użytkowanego aparatu: symptomy fonoholizmu zdecydowanie częściej charakteryzują użytkowników smartfonów (z dostępem do Internetu) niż osoby korzystające z telefonów tradycyjnych.

Większy potencjał uzależniający wydaje się mieć korzystanie przez telefon z mediów społecznościowych: w grupie osób zdradzających objawy fonoholizmu 4,5% stanowią uzależnieni jednocześnie od mediów społecznościowych.

Media społecznościowe

Z mediów społecznościowych korzysta blisko połowa (47,7%) populacji w wieku powyżej 15. roku życia i blisko dwóch na trzech internautów (64,3%).

Pod względem liczby użytkowników najpopularniejszym portalem jest Facebook, a na kolejnych miejscach plasują się YouTube i Instagram. Facebook jest jednocześnie wymieniany przez więcej niż trzech na czterech badanych jako medium, z którego korzystają najczęściej (77,2%).

W sposób ryzykowny z mediów społecznościowych korzysta 3,1% użytkowników (szacunkowo - ponad 160 000 osób), a widocznie wyższy odsetek zanotowano wśród mężczyzn, najmłodszych badanych oraz mieszkańców największych miast.

Udział osób należących do grupy ryzyka był również wyższy wśród korzystających z Twittera (8,6%), Snapchata (5,4%) i Instagrama (4,6%) oraz wśród badanych zarejestrowanych w co najmniej trzech serwisach.

Liczni użytkownicy w zasadzie nie wylogowują się z użytkowanych serwisów (42,8%). Jest to szczególnie charakterystyczne dla osób z grupy ryzyka, w której stale online pozostaje więcej niż trzech na czterech (77,9%) użytkowników.

Osoby z grup ryzyka spędzają w mediach społecznościowych przeciętnie około sześć i pół godziny, podczas gdy użytkownicy spoza tej kategorii – przeciętnie mniej więcej dwuipółkrotnie mniej.

Nowoczesne technologie a dzieci

Z informacji uzyskanych od rodziców dzieci między 12. a 23. miesiącem życia wynika, że korzystanie przez nie ze smartfonów i tabletów – zajmuje średnio 14 minut dziennie – jednak deklaruje je aż jedna trzecia rodziców (33,0%). Dla porównania: aktywna zabawa dziecka z rodzicem (lub rodzicami) zajmuje przeciętnie ponad dwie godziny (średnia=125 minut), zabawa z innymi dziećmi poza żłobkiem – godzinę i jedenaście minut (średnia=71), a wspólne czytanie książek – czterdzieści minut (średnia=40).

Jeśli z analizy wyłączyć rodziców, którzy nie dają swoim podopiecznym smartfonów i tabletów (67,0%), wśród pozostałych najwięcej mówi, że ich dzieci korzystają z urządzeń mobilnych pół godziny dziennie, a przeciętny czas, jaki spędzają przed mobilnym ekranem, wynosi ponad 40 minut.

Połowa rodziców, których podopieczni w przynajmniej minimalnym stopniu korzystają z urządzeń mobilnych (50,3%), deklaruje, że w trakcie tego korzystania towarzyszy dziecku rodzic lub inna osoba dorosła. Dzieci ponad jednej czwartej badanych (28,6%) korzystają ze smartfonów lub tabletów same, a jednej piątej (19,1%) – razem z innymi dziećmi.

Dwie trzecie rodziców dzieci między 2. a 5. rokiem życia (64,5%) deklaruje, że korzystają one z urządzeń mobilnych. Średni czas spędzany przed mobilnymi ekranami wynosi 31 minut. Niewiele dłuższy czas (średnio 37 minut) dzieci w tym wieku spędzają na czytaniu książek. Dla porównania, niespełna dwie godziny dziennie zajmuje im zabawa z rodzicami (średnio 116 minut), a ponad półtorej godziny – zabawa z innymi dziećmi.

Przypadek Instagrama

Najpopularniejszymi obecnie w Polsce portalami społecznościowymi są: Facebook, z którego korzysta 79,2% polskich internautów, Instagram (21,7%) i Twitter (16,17%)2. O ile udział kobiet i mężczyzn wśród użytkowników Facebooka jest zbliżony, o tyle wśród użytkowników Instagrama w Polsce przeważają kobiety (58%), a z Twittera korzystają w większym stopniu mężczyźni (61%).

Specyfiką polskiego Instagrama jest to, że jego głównymi użytkownikami są kobiety. W przypadku tych, które nadmiernie z niego korzystają, zaspokaja on kilka istotnych dla nich potrzeb. Są nimi: potrzeba aprobaty i atencji, wspólnotowości, rywalizacji, autokreacji, voyeuryzmu oraz dostępu do informacji, swoistego "bycia na bieżąco".

Młode kobiety zdradzające symptomy uzależnienia od Instagrama są zalogowane na tym portalu „na stałe” – nie wylogowują się. Mają konta otwarte, dostępne dla każdego. Istotną czynnością, a zarazem wartością jest zwiększenie – poprzez odpowiednio dobrane hashtagi – liczby followersów, jak i pozyskiwanie lajków. „Polubienia” dają im bowiem przyjemność, wzmacniają poczucie wartości. Ich brak zaś jest dyskomfortowy i rodzi niepokój.

Wstawiane na Instagrama własne treści to przede wszystkim fotografie. Wbrew pozorom, wśród zdjęć publikowanych przez doświadczone użytkowniczki portalu ujęcia ich własnych twarzy czy postaci zwykle są w mniejszości. Publikowane przez nie fotografie najczęściej prezentują obiekty bądź sytuacje, definiujące użytkowniczkę: poprzez rolę – np. jako matkę, podróżniczkę, kucharkę, właścicielkę zwierzątka itd., bądź poprzez cechy – jako osobę mająca dobry gust, zamożną, kreatywną, zabawną itd. Zdjęcia są elementem autokreacji, formą zaprezentowania siebie na zewnątrz, a zatem nigdy nie bywają przypadkowe.

Bycie na Instagramie pozwala młodym kobietom zaprezentować się na zewnątrz jako inna osoba: lepsza, ładniejsza, bardziej godna uwagi. Instagram postrzegany jest jak rodzaj alternatywnej rzeczywistości – ładniejszej i przyjemniejszej niż ta prawdziwa. Ta rzeczywistość z jednej strony chwilowo relaksuje i nastawia pozytywnie, z drugiej jednak – poprzez porównanie z własnym prawdziwym życiem czy wyglądem – rodzi czy wzmacnia kompleksy, obniża samoocenę, budzi zazdrość i irytuje.

Niestety, podobnie jak inne media społecznościowe, Instagram ogranicza ich kontakty ze znajomymi w „realu”. Nie sprzyja im bowiem nadmierne, ciągłe i drobiazgowe relacjonowanie swojego życia na portalu – jeśli bowiem wszyscy wszystko o sobie wiedzą, spotkania twarzą w twarz nie mają sensu, brakuje bowiem tematów do rozmowy.

Instagram jest także szczególnym „złodziejem czasu” dla młodych matek - często czas spędzany z dzieckiem jest jednocześnie czasem spędzanym na Instagramie: matka fizycznie jest obecna, ale jej uwaga dzieli się między dziecko i Instagrama, w wyniku czego „jakość” wspólnie spędzanego czasu ulega pogorszeniu. Charakterystyczny jest odczuwany przez młode matki wstyd przed dzieckiem i ukrywanie przed nim swojej fascynacji Instagramem czy szerzej – telefonem, Internetem; zdarza się, że osobą, która uświadamia kobiecie fakt nadużywania mediów, jest właśnie małe dziecko.

Przypadek Twittera

Twitter w Polsce jest domeną młodych mężczyzn. Głównym powodem, dla którego z niego korzystają jest to, iż umożliwia on dostęp do szybkiej informacji (przede wszystkim informacji sportowych i politycznych) – wcześniej niż w mediach tradycyjnych. Daje to użytkownikom poczucie, że są poinformowani szybciej niż inni.

Badani deklarują, iż co najmniej 50% czasu spędzanego w Internecie spędzają właśnie na Twitterze, cały czas zalogowani do aplikacji na telefonie. Zazwyczaj obserwują ok. 100 kont, które wybierają ze względu na tematy, którymi się interesują. (Są to na ogół konta, które można uznać za eksperckie w danej dziedzinie).

Użytkownicy Twittera zaczynają z nim kontakt rano – zaraz po przebudzeniu sprawdzają, co nowego się pojawiło w nocy. Później wielokrotnie wracają, zaglądają choćby na moment w różnych sytuacjach (są cały czas online). Reagują na powiadomienia z aplikacji, ale także zaglądają na Twittera spontanicznie. Wieczorem korzystają z niego dłużej, niżby chcieli – czują, że za późno zasypiają.

Sami badani na ogół mają niewielu obserwujących lub nie mają ich wcale, gdyż nie zamieszczają treści interesujących wielu odbiorców (część w ogóle nie zamieszcza autorskich wpisów). Brak obserwujących wiążą też z brakiem zdjęć profilowych.

Jednocześnie, respondenci zwracają uwagę, iż Ilość ciekawych informacji na Twitterze jest dla nich praktycznie niemożliwa do skonsumowania, co rodzi frustrację. Mają też poczucie, że korzystanie z Twittera wciąga, że czytając wpisy traci się poczucie upływającego czasu. Zdarza się im zaniedbać obowiązki zawodowe lub domowe, a także rezygnować z innych form spędzania wolnego czasu. Charakterystyczna jest też racjonalizacja, polegająca na postrzeganiu korzystania z Twittera jako oszczędności czasu – czytanie tweetów uznawane jest za bardziej efektywne wykorzystanie czasu niż na przykład oglądanie telewizyjnych programów informacyjnych.

Badani mają świadomość, że występuje u nich jakiś stopień uzależnienia. Jako jego symptom spontanicznie wymieniają odczuwanie niepokoju i dyskomfortu, gdy nie mają w zasięgu ręki telefonu lub dostępu do Internetu. Fakt, że często nie mogą zasnąć w nocy, bo jeszcze czegoś nie przejrzeli na Twitterze, również sami uznają za objaw uzależnienia. Gotowość do „odstawienia” Twittera praktycznie jednak u nich nie występuje.

Czynnikami sprzyjającymi nadmiernemu korzystaniu z Twittera jest mobilność technologii – smartfony i bezprzewodowy dostęp do Internetu - oraz występowanie syndromu FOMO (lęku, że użytkownika ominie ważna informacja czy wydarzenie lub że przegapi coś istotnego – bezpowrotnie).

Reklama

Wkrótce poświęcenie pierwszej w Polsce kaplicy - Centrum Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu

2019-11-18 20:07

rm / Radom (KAI)

30 listopada rozpocznie się wieczysta adoracja w intencji rodzin. Miejscem modlitwy będzie kaplica w miejscowości Kolonia Jedlnia, która znajduje się na skraju Puszczy Kozienickiej. Jej poświęcenia dokona bp Henryk Tomasik. Inicjatywa jest dziełem Fundacji "Płomień Eucharystyczny", która została powołana w celu gromadzenia środków na budowę pierwszej w Polsce kaplicy - Centrum Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu.

Bożena Sztajner/Niedziela

- Bogu niech będą dzięki. Artyści plastycy zakończyli tworzenie przepięknych fresków w kopule budynku. Otwarcie kaplicy odbędzie się 30 listopada. Jest to ostatni dzień roku liturgicznego, który w Kościele upłynął pod hasłem „W mocy Bożego Ducha”. Nowy rok liturgiczny ma być poświęcony Eucharystii, zaś w diecezji radomskiej – Rodzinie. Symbolika tej daty jest dla nas bardzo znacząca, ponieważ Adoracja Eucharystyczna w naszej Kaplicy ma być prowadzona przede wszystkim w intencji rodzin - powiedział ks. Sławomir Płusa, prezes fundacji "Płomień Eucharystyczny".

Budowa kaplicy trwała prawie dwa lata. Impuls do jej powstania dał o. Joseph Vadakkel. Patronem kaplicy jest św. Jan Paweł II. Będą się tym miejscem opiekowały siostry sercanki, które przekazały w darze piuskę papieża-Polaka. Ojciec Święty miał ją podczas konsekracji sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Eksper KEP ds. powołań: brakuje mistrzów życia duchowego

2019-11-19 11:09

Rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego - stwierdza w rozmowie z KAI ks. prof. Marek Tatar, krajowy duszpasterze powołań. Jego zdaniem w formacji seminaryjnej bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej i społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności. Ks. Tatar zwraca tez uwagę, że nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

Fotolia.com

Tomasz Królak (KAI): W tym roku do seminariów zgłosiło się o 20 proc. kandydatów do kapłaństwa mniej niż w ubiegłym. To poważne tąpnięcie, chyba niespotykane w ostatnim dziesięcioleciu i wygląda dość alarmistycznie...

Ks. prof. Marek Talar: – Na pewno to brzmi niepokojąco. I zmusza do refleksji w bardzo szerokim kontekście. Problem powołań, czy raczej powołania, jest dość złożony. Pojawiają się publikacje w mediach publicznych niekoniecznie sprzyjających Kościołowi, które mówią o krachu powołań czy o omijaniu seminariów przez młodych szerokim łukiem. Ich autorami często są ludzie, którzy mają niewiele wspólnego z Kościołem.
Statystyki za ostatnie 10 lat pokazują niewielkie tylko wahnięcia. Rzeczywiście poważne obserwujemy w dwóch ostatnich latach. Obserwujemy spadek, z faktami trudno dyskutować. W stosunku do roku 1999, kiedy to w seminariach diecezjalnych i zakonnych mieliśmy 6800 kleryków, obecnie jest ich około 2850. Ale trzeba mieć świadomość, że kompletnie zmienił się kontekst. Porównajmy na przykład rok 1999 i 2019 – dziś mamy zupełnie inną sytuację eklezjalną, społeczną, rodzinną. Także jeśli chodzi o formację, przygotowanie, rozumowanie, konstrukcję młodego człowieka.
Ogromną sekularyzację widać nie tylko w powołaniach, weźmy pod uwagę podejście do katechezy, traktowanie praktyk religijnych, następuje ogromne zindywidualizowanie i niebezpieczną relatywizację w podejściu do norm moralnych: to człowiek chce decydować o tym, co dobre i złe.
Oprócz liczb trzeba też uwzględnić problem spadku populacji. Nie można tym tłumaczyć całego zjawiska, ale też nie można go ignorować.

- W latach 80. liczba powołań rosła nawet mimo spadku demograficznego...

- – Zgoda. Ale tego czynnika nie można pomijać. Trzeba też pamiętać o kolejnej zmianie, mianowicie podwyższeniu średniego wieku kandydatów do kapłaństwa. Dobrze to widzę ucząc w kilku seminariach. Mamy sporą liczbę mężczyzn, którzy przychodzą już po skończonych studiach, po jakimś okresie pracy. Zmniejsza się liczba, przepraszam za wyrażenie, entuzjastycznych młodzików. Świadczy o tym choćby otwarcie seminarium 35 plus, które niedawno zostało przeniesione z Krakowa do Łodzi. Widać więc zainteresowanie kapłaństwem ze strony zupełnie innej kategorii ludzi.
Sposób myślenia młodego człowieka tuż po maturze a kogoś, kto skończył już jedne studia, pracował i decyduje się na seminarium dopiero wtedy – jest zupełnie inny. Dotyka tego problemu wydany 2016 r. istotny dokument Stolicy Apostolskiej „Ratio fundamentalis formationis sacerdotalis”, który jest podstawą do tworzenia nowego Ratio Studiorum dla Polski. Takie opracowanie zostało ostatnio przyjęte przez Episkopat i czeka na watykańskie zatwierdzenie.
Nie można widzieć seminarium i powołań tylko w kategoriach „akademickości” oraz funkcjonalizmu a więc przygotowywania ludzi do spełniania jakiejś "funkcji".

- A takiemu niebezpieczeństwu seminaria dziś ulegają?

- – Musimy się nad tym zastanowić. Niedawny mocno dyskutowany był synod dla Amazonii: czy wobec braku księży, nie należałoby udzielać święceń żonatym mężczyznom. Tymczasem chodzi o zupełnie inną rzecz, o odpowiedź na bardzo ważne pytanie: czy to, co kapłan wykonuje wynika z tego, kim jest, czy też to, kim jest wynika z tego, co wykonuje. W tym bardzo rozchwianym świecie widać ponowoczesny sposób myślenia i mentalności, mocno naznaczony sekularyzmem, indywidualizmem, utylitaryzmem, subiektywizmem i innymi „– izmami”. Chodzi o problem tożsamości - kapłańskiej, zakonnej.

- Która przeżywa kryzys?

- – Która staje dzisiaj wobec konieczności odpowiedzi na nowo, jak ta tożsamość wygląda i jak ją określić. Już w latach 80. w „Raporcie o stanie wiary” kard. Ratzinger pisał m.in. o radykalnym spadku powołań do żeńskich zgromadzeń zakonnych w Quebecu. Podał trzy bardzo ważne przyczyny, które jak mi się wydaje, można odnieść także do sytuacji w Polsce. Po pierwsze kryzys tożsamości; po drugie (co jest związane z poprzednim) wychowywanie tylko do zadaniowości; po trzecie: próba zastąpienia formacji duchowej - psychologiczną.

- Psychologia zaczęła dominować?

- – Psychologia bez wątpienia jest nam absolutnie konieczna w wielu wypadkach do rozeznania.

- Bardziej niż 30 lat temu?

- – Zdecydowanie i zaraz powiem dlaczego. Natomiast formacja nie może być formacją jedynie psychologiczną – bo jest formacją przede wszystkim duchową opartą na życiu łaską. Na gruncie teologii mówimy o formacji do życia w zjednoczeniu z Bogiem. Tymczasem bardzo mocno akcentowany jest element formacji psychologicznej, intelektualnej czy też społecznej w pewnym oderwaniu od nadprzyrodzoności.

- Kosztem kwestii duchowych?

- – Może nie kosztem, ale w obecnym klimacie kulturowym i mentalności pragmatyzmu, daje ona wymierne wyniki. Formacja duchowa to proces długofalowy, wymagający ogromnej dojrzałości, zarówno formowanych jak i formujących.

- A nie zawsze temu procesowi poświęca się tyle czasu, ile trzeba by poświęcić?

- – O to chodzi. I to jest bardzo ważne. A z czego to wynika? Zauważmy, że w okresie przełomu wieków XX i XXI bazowaliśmy jeszcze na w miarę zdrowej rodzinie. Jeśli sięgniemy do dokumentu Soboru „Presbyterorum ordinis” czy dwóch adhortacji Jana Pawła II „Pastores dabo vobis” i „Vita consecrata” to rodzina stanowi tam fundament. Jej obecny kryzys jest przyczyną bardzo mocnej destabilizacji młodego człowieka. Zastanówmy się choćby nad tym, jak taki mężczyzna ma pełnić funkcję swoistego ojca duchowego, kiedy on nie zna swojego ojca?
Mówiliśmy, że rodzina jest pierwszym nowicjatem, seminarium czy środowiskiem przygotowania do małżeństwa. Otóż ta rola drastycznie się zmniejszyła. Autorytet rodziny, rodziców mocno podupadł. Jest to podyktowane wieloma czynnikami, na przykład migracją ludności skutkującą zachwianiem tożsamości czy zaangażowaniem w pracę kosztem prowadzenia domu, wychowywania dzieci. Widać duże scedowanie wychowania dzieci na szkołę, na środowiska pozarodzinne.

- Rodzaj rodzicielskiej abdykacji?

- – Tak. I tu mamy bardzo poważny problem. Wychowawcza rola rodziny została nadwątlona. Dodałbym, że to nie zrobiło się samo: demontażu rodziny dokonano świadomie, z premedytacją i ten proces trwa. Najpierw uderzono w sacrum małżeństwa a później w rodzinę.
Odchodząc od kwestii powołaniowych dotyczących kapłaństwa i życia konsekrowanego: jakie wyobrażenie mają dziś młodzi ludzie przygotowujący się do małżeństwa, które w równym stopniu jest powołaniem niezwykle istotnym? Nie można nauczyć kogoś teoretycznie stworzenia domu i rodziny, jeśli nie ma wychowania i właściwej formacji! To jest podobnie jak z fałszywym twierdzeniem, że ktoś sobie wybierze religię jak dorośnie. To nie jest teoria czy ideologia, którą się wybiera – chodzi o dorastanie w klimacie szanującej się i kochającej rodziny.
Tak mocnemu zachwianiu tożsamości towarzyszą lęki, zwłaszcza lęk przed decyzją. Zwróćmy uwagę na skalę zjawiska singlostwa. To może być utylitaryzm, pragnienie wygodnego życia, ale w grę może wchodzić także podłoże lękowe: boję się wyboru, co więcej, boję się konsekwencji wyboru. Podejmowanie pewnych ostatecznych decyzji jest dla młodych ludzi dziś bardzo trudne.
Nie można też pominąć sprawy wizerunku Kościoła kreowanego przez media. Często autorami są ludzie spoza Kościoła, skoncentrowani tylko na kreśleniu jednobarwnego obrazu. To prawda, że w Kościele są błędy i słabości, które wynikają ze słabości i grzeszności człowieka. Ale nie można się zgodzić na tę generalizację, a przecież dominuje taki ton.

- I przynosi efekty.

- – Wystarczy spojrzeć na internetowe komentarze pod jakimkolwiek materiałem dotyczącym Kościoła. Jakimkolwiek! Przez 13 lat wspinałem się jako członek Polskiego Związku Alpinizmu i spotykałem także niewierzących alpinistów. Ale przecież nie nabrałem przekonania, że wszyscy alpiniści są niewierzący! Młody człowiek nie chce być utożsamiany z pewną grupą społeczną postrzeganą powszechnie wyłącznie negatywnie.

- Choć, być może on sam wie, że jest jednak inaczej. Ale efekt jest ten sam: dystans wobec Kościoła.

- – Trzeba powiedzieć i to, że kryzys powołań nie jest w historii Kościoła niczym nowym. „Nihil novi sub sole”. Wydaje się że o wiele trafniejszym stwierdzeniem jest to, że nie tyle mamy do czynienia z kryzysem powołań a bardziej z kryzysem człowieka. Powołujące działanie Chrystusa nie zakończyło się. Sięgnijmy do czasów Dominika czy Franciszka. Trudne dzisiejsze doświadczenia Kościoła powodują w nim także pewną polaryzację i mogą mieć charakter oczyszczający. Wedle mentalności świata dziś nie „opłaca się” wstępować do seminarium, zatem motywacja ulega oczyszczeniu.

- Skoro wybór drogi kapłaństwa dziś naprawdę kosztuje, to może „przełoży” się to na jakość posługi? Może ci księża będą owocniej towarzyszyć ludziom?

- – To jest wyzwanie zarówno dla kandydatów, bo to oni są tutaj pierwszoplanowi ale również dla tych, których Pan Bóg stawia jako formatorów: przełożonych, rektorów, zwłaszcza zaś mistrzów, mistrzynie, ojców duchownych. Dlaczego? Cierpimy na bardzo poważny brak mistrzów życia duchowego. Wykładowców jest bardzo dużo...
Niedawno miałem okazje przebywać wśród mnichów maronickich, którzy zachowali status życia mniszego. Tam jest mistrz i ten, który „dorasta”. Zachowało się coś, co kształtowało się od początku Kościoła. Dziś bardzo ważną sprawą jest przygotowanie mistrzów życia duchowego, spowiedników, kierowników duchowych. Święta Teresa z Avila mówi wprost: przez 20 lat niedouczeni kierownicy duchowi wyrządzili mi wiele krzywdy; jeśli masz do wyboru mądrego i pobożnego – wybierz mądrego – tak twierdziła.
Dzisiaj mistrzowie życia duchowego muszą mieć bardzo szerokie przygotowanie. Mistrz musi prowadzić bardzo głębokie życie duchowe, znać dynamikę rozwoju życia duchowego, mieć wiedzę z zakresu teologii dogmatycznej, moralnej i fundamentalnej oraz podstaw psychologii. To nie może być operacja na otwartym sercu, w której możemy pozwolić sobie na zawinioną ignorancję.
Kiedy patrzę na powołania, to widzę też, że wyzwania radykalizują. Do seminariów przychodzą kandydaci z naprawdę pięknymi ideałami. To są nieoszlifowane diamenty. Ale jeśli do szlifowania zabierze się formator nieprzygotowany, to materiał zostanie zniszczony.

- A może w Kościele w Polsce po prostu nie ma ludzi, którzy mogliby zapalić młodych ludzi do wspaniałej służby Bogu i ludziom i pomóc im stać się takimi?

- – Myślę, że nie. A mówię to także jako kierownik podyplomowych studiów formacji i życia duchowego. Przychodzi bardzo dużo ludzi, także świeckich, którzy są liderami formacji w ruchach i stowarzyszeniach, to jest niezwykła nadzieja. Mamy także ojców duchownych i mistrzynie z zakonów żeńskich. Wszyscy oni chcą się przygotować, by jak najlepiej pełnić te role.
Owszem, ma pan rację, że żyliśmy trochę w apoteozie sukcesu. Jestem „pokoleniem” drugiej pielgrzymki Jana Pawła II – wtedy, w 1983 roku poprosiłem o przyjęcie do Wyższego Seminarium Duchownego w przepięknym Sandomierzu. To była pewna euforia. Dziś atmosfera jest zupełnie inna.
Kolejna rzecz, którą trzeba mocno podkreślić to sztuka pracy w rozeznawaniu powołania i pomocy tym ludziom. Nie można rozumieć pracy nad powołaniami jako „łowienie” powołań. Czasami gdzieś czytam: Kościół już przestał „łowić” powołania.

- Nie chodzi o łowy?

- – W żadnym zgromadzeniu, zakonie, seminarium nie ma nad drzwiami napisu „Witamy cię” a z drugiej „Mamy cię”. Osobiście twierdzę, że Pan Bóg przyprowadza powołania, które są owocem dzisiejszego myślenia i życia religijnego i są adekwatne do dzisiejszych potrzeb. To znaczy takie powołania i w takiej liczbie, które są najlepsze w dzisiejszej sytuacji Kościoła.
Nie mamy problemu powołań, chodzi raczej o problem powołanych. Inaczej mówiąc: to nie jest tak, że Pan Bóg nie powołuje, tylko są problemy z odczytaniem tego powołania, rozeznania i określeniem go, na przykład tego czy mam pójść do seminarium diecezjalnego czy zakonnego.
Wracam do „Raportu o stanie wiary”. Kard. Ratzinger mówił: potrzeba nam pewnej charyzmatycznej przejrzystości, czytelności. W tym bardzo skomercjalizowanym świecie młody człowiek, w którym pali się iskierka powołania musi widzieć jasny punkt: tak, to jest to, tak chcę żyć.
Kard. Basil Hume, benedyktyn, o którym pisałem pracę habilitacyjną, powiedział kiedyś do nowicjuszy: nie wiem, czy chcemy was w zakonie i to pytanie nas nie interesuje, natomiast istotne jest to czy wy, którzy jesteście wśród nas i patrzycie na nas – chcecie tak żyć. Dziś jest wielka potrzeba jasnych przykładów, świadectwa.

- Wracając do tąpnięcia w licznie kandydatów do kapłaństwa. Czy to coś mówi o stanie wiary w Polsce?

- – Przede wszystkim to boję się oceniać czyjąś wiarę. Nazwałbym to inaczej: to jest pewien obraz wyzwań, wobec których staje dzisiaj Kościół, zwłaszcza w dziedzinie rozeznania i formacji powołaniowej. Nie zaryzykowałbym twierdzenia, że jest to obraz stanu wiary czy religijności Polaków.

- A jakie są te wyzwania, wobec tego?

- – Konieczność refleksji nad tym, w jaki sposób mamy budować nową kulturę powołań, jak wyjść do młodego człowieka mówiąc mu o sensie powołania i poszukiwania tego, kim on chce być w życiu kapłańskim, zakonnym czy małżeńskim. Sprawy duszpasterstwa powołań nie można dziś ograniczyć do powierzenia tej odpowiedzialności jednej osobie w zgromadzeniu czy w diecezji. To jest także duszpasterstwo rodzin, młodzieży, służby liturgicznej ołtarza czy katecheza, która jest niesłychanym potencjałem również w tym względzie.

- Trudno zakładać, że powołań będzie więcej (choć zgadzamy się, że liczby nie są najważniejsze), skoro rodzina, ich fundament, bardzo się dziś chwieje.

- – Proszę nie traktować tego jako ucieczkę w teologię, ale powołanie jest darem, łaską. Oczywiście, występują warunki bardziej lub mniej sprzyjające powołaniom ale im bardziej mamy do czynienia z antykatolickim, sekularystycznym sposobem układania świata, tym mamy większe wyzwania oczyszczające Kościół. Nie jest prawdą, że młodzi ludzie nie szukają dróg religijnie radykalnego sposobu życia. Przeżywamy moment bardzo ważny dla Kościoła w Polsce i dla tych, których Pan Bóg uczynił odpowiedzialnymi za rozeznawanie, prowadzenie i formowanie powołań. Z całą pewnością nie można kierować się jedynie chęcią wychowania dobrych „fachowców” dla parafii.

- Następuje oczyszczenie, którego efektem będzie mniejsza liczba „fachowców” a wzrost prawdziwych świadków wiary?

- – Trudno przewidywać. Niewątpliwie naszym zadaniem jest bardzo głęboka praca: wielokierunkowa, wieloaspektowa i bardzo otwarta. Po prostu, czego mamy się bać, tak naprawdę? Pamiętam modlitwę bohatera „Skrzypka na dachu”: „Panie Boże, mojej córce jest tak źle, że już gorzej być nie może. A właściwie to dobrze, bo może być jej już tylko lepiej”.
Rozmawiał Tomasz Królak
***
Ks. prof. dr hab. Marek TATAR – prezbiter diecezji radomskiej (święcenia kapłańskie przyjął w 1989 r.), kierownik Katedry Mistyki Chrześcijańskiej w UKSW w Warszawie, kierownik Podyplomowych Studiów Kierownictwa Duchowego UKSW. Krajowy duszpasterz powołań przy Konferencji Episkopatu Polski, Konsultant Komisji ds. Duchowieństwa Konferencji Episkopatu Polski. Autor wielu artykułów i wystąpień z zakresu duchowości chrześcijańskiej, w Polsce i poza jej granicami. Przestrzenie badawcze: duchowość chrześcijańska, mistyka, duchowość ontyczna, duchowość ekumeniczna. Zainteresowania: wspinaczka i narciarstwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem