Reklama

Być świadkiem Jezusa Chrystusa

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 31/2006

Katarzyna Jaskólska: - Czym jest Przystanek Jezus?

Ks. Robert Patro: - Przystanek Jezus to ogólnopolska inicjatywa „Młodzi młodym”, która gromadzi młodzież z całej Polski, a także księży, kleryków, siostry zakonne, więc jest to bardzo szeroka reprezentacja osób konsekrowanych, a także młodych ludzi, którzy przyjeżdżają tam po to, aby rzeczywiście stawać się świadkami Ewangelii. Celem Przystanku Jezus jest bycie świadkiem Jezusa Chrystusa. To nie jest żadna indoktrynacja, żadna inwigilacja czy próba ciągłego wykazywania, że ktoś jest zły, a ktoś dobry. Przystanek Jezus jest po to, aby być tam, gdzie są młodzi ludzie. By młodzi dla młodych stawali się świadkami Jezusa Chrystusa.

- Kto oprócz Księdza zajmuje się organizacją Przystanku Jezus?

- Przede wszystkim Stowarzyszenie św. Tymoteusza z ks. Arturem Godnarskim. Ale pomaga nam naprawdę cała rzesza ludzi dobrej woli. Księża, siostry zakonne - szczególnie księża z dekanatu kostrzyńskiego, rzepińskiego, sulęcińskiego, którzy pomagają nam przede wszystkim przy kwestiach żywnościowych. Tu należy też wspomnieć choćby o tamtejszych piekarniach. Mamy ogromne zaplecze dobrych ludzi, którzy nam pomagają.

- Jakie były początki Przystanku Jezus?

- Początki sięgają 1998 r. Wtedy podjęto pierwszą próbę zorganizowania - nie Przystanku Jezus, bo wtedy jeszcze taka nazwa nie istniała - jakiejś formy uczestniczenia w Przystanku Woodstock młodzieży katolickiej, księży, sióstr zakonnych. Choć wiem, że wielu katolików uczestniczyło w Przystanku Woodstock o wiele wcześniej, podobnie jak to było w Jarocinie. I oni też podejmowali ewangelizację. W 1999 r. podjęto próbę na bardzo szeroką skalę, była to pierwsza akcja z takim wielkim rozmachem - zorganizowano bardzo dużą Wioskę Chrześcijańską. Mieliśmy swoje namioty, pomagaliśmy wtedy wszystkim potrzebującym. To było pierwsze miejsce naszego działania. Drugim takim punktem było boisko przy Zespole Szkół Ceramicznych w Żarach, gdzie była ustawiona nasza scena, gdzie odbywały się koncerty, projekcje filmów, ewangelizacja. Trzecim miejscem była baza w Kunicach, gdzie odbywały się nasze rekolekcje.

- Proszę opowiedzieć coś więcej o tych rekolekcjach.

- Tradycyjnie przewodniczy im bp Edward Dajczak. Rekolekcje zaczynają się wieczorną Mszą św. Ten dzień jest dniem zjazdu wszystkich uczestników. Dzień drugi jest poświęcony w całości rekolekcjom - jest Eucharystia, jest Liturgia Godzin, jest duże nabożeństwo, podczas którego celebrujemy sakrament pokuty i pojednania, jest też adoracja. Trzeciego dnia wszyscy przenoszą się na pole woodstockowe, do naszej Wioski Chrześcijańskiej. Tam następuje zainstalowanie krzyża, który święci Biskup Edward. I zaczynamy działać.

- W jaki sposób?

- Jesteśmy cały czas nastawieni na dialog, na modlitwę. Księża celebrują sakrament pokuty i pojednania. Patrząc z perspektywy lat, widzę, że Przystanek Jezus wkomponował się w bardzo umiejętny sposób w całość Przystanku Woodstock. Bardzo wielu młodych ludzi nie wyobraża sobie, żeby Przystanku Jezus nie było. Jesteśmy bardzo neutralni, nikogo nie chcemy atakować, nikogo nie chcemy dotknąć. Nie narzucamy się też z naszą wiarą. Jesteśmy nastawieni na człowieka, kimkolwiek on by nie był. Ja sam spotkałem się z wieloma ludźmi, którzy niekoniecznie są wierzący, ale bardzo chętnie rozmawiają o życiu, o wartościach. Chętnie przychodzą i dzielą się swoim spojrzeniem na życie, swoją filozofią. Przychodzą też ludzie, którzy poszukują konkretnie Pana Boga. To jest taki fenomen - ciągle to spostrzegam - że większość z nich miałaby problem z odkrywaniem Boga w naszych kościołach, a tutaj jest to możliwe. Oni czują się u siebie, są jakby gospodarzami. Przez te lata widziałem wielu młodych ludzi spowiadających się raz do roku, sam mam takich stałych penitentów, dla których taki konfesjonał pod chmurką jest naprawdę miejscem wyjątkowym. Dla nich to też jest takie duchowe ładowanie akumulatorów.

- Czy ludzie biorący udział w Przystanku Jezus wywodzą się z jakichś wspólnot?

- To jest bardzo szeroki przekrój młodych ludzi. Po naszych analizach z kilku lat widzimy, że w Przystanku Jezus uczestniczą bardzo różni ludzie. Ludzie z ruchów, stowarzyszeń, z różnych inicjatyw młodzieżowych - katolickich oczywiście. I oni są w przeważającej liczbie. Oprócz tego przyjeżdżają również młodzi katolicy, którzy nie są zgrupowani w grupach czy stowarzyszeniach, ale np. są bardzo aktywni w życiu Kościoła, chociażby w ruchu pielgrzymkowym. Wielu z nich zaraz po zakończeniu Przystanku Jezus udaje się na trasy pielgrzymkowe na Jasną Górę. Czyli jest to grupa, która nie zajmuje się na co dzień czymś konkretnym w Kościele, ale jest aktywna w jego życiu.

- Dziękuję za rozmowę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymas samotny, lecz nie osamotniony

Niedziela Ogólnopolska 31/2014, str. 11-14

[ TEMATY ]

kardynał

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek

Prymas w Komańczy

Prymas w Komańczy

Podczas badań związanych z opracowywaniem dokumentacji o heroiczności cnót sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego odkryto nieznane materiały z okresu jego uwięzienia w Rywałdzie Królewskim

W 1953 r. po brutalnym aresztowaniu i uwięzieniu Prymasa w celi klasztoru Kapucynów w Rywałdzie Królewskim nawet okno mu zaklejono z przekonaniem, że nikt się o tym nie dowie. Ksiądz Prymas w swoich „Zapiskach więziennych” zamieścił następującą informację: „«Pan osłaniał bibułkami szyby moich okien, żeby kto nie dostrzegł Prymasa Polski. Tych okien nikt nie zdoła przed światem ukryć. I tak wszyscy będą wiedzieli, gdzie mnie więzicie». – «Przesada» – wygłosił mój rozmówca. «Nie przesada, tylko stwierdzenie rzeczywistości, której wy nie znacie, bo zamykacie na nią oczy. Pozycja Prymasa Polski więcej znaczy w świecie aniżeli każdego innego hierarchy na Wschodzie Europy, i na to rady nie ma. Świat interesuje się losami każdego kardynała – i na to również rady nie ma. Kto zna choć odrobinę Europę, wie, że to nie są pojęcia martwe. Trzeba wielkiego zaślepienia, by strzelać do obywatela z ciężkich dział, zamiast użyć ludzkiej mowy»” (28 września 1953 r.).

Przeczytaj także: Rocznica uwięzienia Prymasa Wyszyńskiego

Czas uwięzienia prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego na pewno wywołał w nim poczucie osamotnienia. Jak dowodzą archiwa, z całą pewnością można powiedzieć, że hierarcha nie był w tym czasie osamotniony. Polscy biskupi wielokrotnie podejmowali próby jego uwolnienia, zarówno gremialnie, jak i indywidualnie. Zachowały się listy poparcia, protesty i prośby. Z zachowanych dokumentów wynika też, że nikt z grona polskiego Episkopatu nie zachował się nieprzyzwoicie. Tezę o rzekomym osamotnieniu Księdza Prymasa musieli zatem rozpowszechniać komuniści. Ostatnia kwerenda w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej i Sekretariatu Episkopatu Polski wskazuje na to, że polscy biskupi wobec nasilającej się ateizacji i niszczenia Kościoła zachowywali się stanowczo, godnie i niezwykle powściągliwie, zaś przedkładane do podpisu dokumenty przyjmowali jedynie do wiadomości, niczego nie podpisując. Powyższą tezę potwierdza prof. Jan Żaryn. Również jego zdaniem, stan badań w tym zakresie na początku roku 2014 pozwala na ostrożne przyjęcie wniosku: Nie ma potwierdzenia, że było inaczej. Innymi słowy – nie posiadamy w archiwach dokumentu, na którym widnieją podpisy biskupów.

Biskupi niczego nie podpisywali

Tak właśnie było z oświadczeniem wydanym po aresztowaniu Prymasa Polski w dniu 27 września 1953 r., kiedy to biskupi, wezwani przez premiera Józefa Cyrankiewicza, zapoznali się jedynie z tekstem przygotowanego dokumentu, ale go nie podpisali. Pod oświadczeniem widniał tylko jeden podpis: Józefa Cyrankiewicza. Prawdopodobny scenariusz tej dramatycznej sytuacji wyglądał następująco: biskupi, wezwani telefonicznie przez pracowników kancelarii premiera, stawili się w umówionym dniu. Premier podjął gości prawdziwą kawą, co w ówczesnych latach było nie lada luksusem i zapewne zachętą do rozmowy oraz podpisania dokumentu. Po chwili premier przedłożył swoim gościom do podpisu tekst przygotowanego wcześniej oświadczenia Episkopatu, zapewne podyktowanego poprzedniego dnia pracownikom swojej kancelarii. Sam też złożył wcześniej swój podpis. Biskupi: Zygmunt Choromański, Michał Klepacz i Tadeusz Zakrzewski zapoznali się z tekstem, po czym podziękowali za poczęstunek i wyszli, przyjmując treść dokumentu jedynie do wiadomości. Niczego nie podpisali! Takiego biegu wydarzeń premier nie przewidział. Nie ukrywał wówczas swego zdenerwowania i wzburzenia. Swoich gości pożegnał bardzo oschle, już w niewybrednych słowach, oczywiście grożąc aresztowaniem. Jeszcze tego samego dnia polecił pracownikom kancelarii, aby rzekomo wspólny tekst oświadczenia podany został do publicznej wiadomości. Następnego dnia zostało ono opublikowane przez dzienniki partyjnej propagandy, wydawane w milionowych nakładach: „Trybunę Ludu”, „Żołnierza Wolności” i „Życie Warszawy”.

Zobacz zdjęcia: Maryjne drogi kard. Wyszyńskiego

Wobec dramatycznych i brutalnych okoliczności niepodpisanie dokumentu było aktem wielkiej odwagi ze strony polskich biskupów. Wiedzieli, co im grozi, a mimo to pozostali nieugięci i oświadczenia nie podpisali. Niestety, te okoliczności jak dotychczas nie zostały wyjawione. A szkoda.

Ksiądz Prymas o faktach rzekomego podpisywania dokumentu dowiedział się dopiero w Komańczy, podczas pierwszych odwiedzin biskupów Choromańskiego i Klepacza. Można przypuszczać, że w takich okolicznościach zapewne poprosił swoich gości o absolutną dyskrecję, z czego biskupi wywiązali się znakomicie. Nigdy też publicznie nie ujawnili, jak było naprawdę.

Nie ustawali również w staraniach o uwolnienie Prymasa Polski. Począwszy od pierwszych dni po jego aresztowaniu i uprowadzeniu, zabiegali najpierw o złagodzenie warunków izolacji, potem o przeniesienie, aż do uzyskania możliwości częstszego kontaktu z Prymasem, co nastąpiło pod koniec 1955 r. w Komańczy.

O uwięzieniu Prymasa do Polonii

Przywołajmy w tym miejscu innego polskiego biskupa – Józefa Gawlinę, opiekuna duchowego Polaków na uchodźstwie, protektora emigracji polskiej, od roku 1947 rektora polskiego kościoła pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzymie. To on był współorganizatorem wieców protestacyjnych w Rzymie, on też wygłosił wiele przemówień w środowiskach polonijnych, przedstawiając prawdziwe powody aresztowania i uprowadzenia Prymasa Polski. Jednym z takich wystąpień było przemówienie do kleryków polskich studiujących w Rzymie w dniu 1 października 1953 r. Oto jego fragmenty:

„Hiobowa wieść wstrząsnęła naszymi duszami. Niemal w oktawę siedemsetlecia kanonizacji św. Stanisława Biskupa i Męczennika bezbożny reżim usunął Najdostojniejszego Księdza Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego, oderwał Pasterza od trzody, dążąc do przecięcia węzła łączącego Polskę ze Stolicą Apostolską, jako że Ojciec Święty nadał Księdzu Kardynałowi Prymasowi przywileje, by w zastępstwie swoim i z autorytetu swojego kierował losami Kościoła w Polsce.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że stało się to z rozkazu Moskwy. Wiadomości wrogiej prasy głoszą co prawda, jakoby się to stało na skutek interwencji Episkopatu. Piętnujemy to publicznie jako kłamstwo, które ma podkopać autorytet moralny biskupów polskich. Uczyniła to Moskwa przez UB i przy cichym akompaniamencie tzw. świeckich katolików, zasługujących wreszcie na jawne napiętnowanie. Już fałszywy proces Księdza Biskupa Kaczmarka wykazał ogrom perfidii i kłamstwa, przed którym wzdryga się każda uczciwa dusza.

Proces ten był zapowiedzią, że na wierną Ojcu Świętemu Hierarchię Polską spadną dalsze prześladowania. W nocy z piątku na sobotę wtargnęło UB do pałacu prymasowskiego i przeprowadziło skrupulatną rewizję. (...) Nad ranem aresztowano Księdza Prymasa. (...) Tego więc dnia Ksiądz Prymas przypieczętował swój los i udał się świadomie na drogę wygnania. Wszystkie podane przez reżim powody są obłudnymi wymysłami, w które nikt w Polsce nie wierzy. (...)

Gdybyż bezbożna władza miała przynajmniej tyle odwagi, by się przyznać do istotnych zamiarów swoich. Mówią, że nie walczą z Kościołem, a tylko ze szkodliwym duchowieństwem. Ułożyli sobie tzw. prawo, które jest skrajnym bezprawiem, na podstawie którego mogą uderzyć każdego biskupa, proboszcza, każdego księdza. Gwałt i obłuda wstydzi się własnego oblicza i otacza się pozorami prawnymi, które ją jeszcze bardziej poddają pogardzie uczciwych ludzi. Tak zakuwa się Kościół w kajdany, zamyka mu się usta, a w dodatku jeszcze wymusza się na jego przedstawicielach, aby na to bezprawie wyrazili zgodę. Chcą oni Kościół zdezorientować, rozdzielić i zniszczyć, chcą rozbić spoistość Episkopatu polskiego, aby przejście jednych biskupów ułatwiło zniewolenie reszty; chcą Polskę oderwać od Rzymu.

I tak wydłubują oni z Korony Kościoła brylanty, by je zastąpić marnymi szkiełkami. Czyż tak nie jest? Jeżeli ja kłamię, wtedy oni są pobożnymi owieczkami, jeśli zaś jest, jak mówię, tedy są antychrystami. Otóż zebrali się, by obchodzić misteria swej przewrotności.

Kurtyna się podniosła, a aktorzy dramatu już są na widowni. Cezaropapizm pod berłem Moskwy, oto sens tej nieboskiej komedii. A jej cel? Kościół w ręku antychrysta!

Episkopat Polski chciał zawrzeć układ z reżymem, chciał dać niezbity dowód swej dobrej woli: Episkopat szczerze wykonał wszystkie obowiązki wynikające z układu, lecz próba ta dała wynik absolutnie negatywny: ośrodki dywersji przeciwko Hierarchii, zlaicyzowanie Caritasu, grupa świeckich katolików, «Dziś i Jutro», komisje księży przy ZBoWiD-zie, usuwanie administratorów apostolskich, odrywanie biskupów od diecezji, narzucanie najmitów, proces Biskupa Kaczmarka, usunięcie Księdza Prymasa, otwieranie drogi do apostazji i herezji, oto smutny wynik tej próby. Gdzie się to skończy? Gdzie kres tej drogi? Czy dyplomatyzowaniem coś się osiągnie? (…)

Wolność rodzi się tylko w modlitwie i walce, a Kościół nasz jest Kościołem walczącym. Bóg jest nad nami, a palec Boży wyraźnie wskazuje sługi antychrysta. Czyż nie daje nam do myślenia że sędziów i zdrajców ks. kard. Mindszenty’ego dotknęła już ręka Pańska? Jedni ulegli czystce, drudzy zginęli samobójstwem, inni przepadli. «Nolite tangere Christos meos» – nie tykajcie pomazańców moich – taka jest mowa Ducha Świętego. Wczoraj Stolica Apostolska rzuciła klątwę na wszystkich, którzy się do uwięzienia Księdza Prymasa przyczynili.

Tobie zaś, czci najgodniejszy Prymasie Polski, składamy hołd i korną wdzięczność. «Soli Deo» – takie jest Twoje hasło. Z Twej wierności Bogu płynie wierność dla Ojca Świętego, dla Narodu polskiego. (...) Naszym zaś, Drodzy Bracia, obowiązkiem jest modlitwa za Prymasa naszego. Do tej modlitwy porwijmy świat cały, Rodaków i obcych, każdą uczciwą duszę. Piszmy do Ojca Świętego, przedłóżmy Mu swoją udrękę i pocieszmy Głowę Kościoła we wspólnym smutku.

Nie dajmy się szatanowi od modlitwy odwieść, albowiem taki już zawsze jest podstęp szatana, że prześladuje on, męczy i kusi świętych, aby oni nie mogli czystych rąk swoich wznosić do Boga; wie on bowiem, że modlitwa świętych za świat pokój rodzi, a na przewrotnych gniew Boży sprowadza i karę. (...) Módlmy się przeto za prześladowane Królestwo Boże i za ukochanego Prymasa naszego” („Duszpasterz Polski Zagranicą” 1954, nr 1, s. I-IV).

Starania o uwolnienie Prymasa

W Polsce wiele prób uwolnienia Księdza Prymasa podejmował bp Michał Klepacz, przewodniczący Konferencji Episkopatu w latach 1953-56. Zabiegał też u władz partyjno-rządowych o uwolnienie pozostałych biskupów, zwłaszcza bp. Antoniego Baraniaka, którego aresztowano kilka godzin później po uprowadzeniu Prymasa Polski z Miodowej i osadzono w więzieniu na Rakowieckiej 27 września 1953 r. Niespełna dwa miesiące po jego aresztowaniu, z nadzieją spędzenia z Prymasem Polski świąt Bożego Narodzenia, bp Klepacz wystosował 11 listopada 1953 r. list do premiera Bolesława Bieruta następującej treści:

„Wielmożny Panie Premierze!

W czasie wizyty przedstawicieli Episkopatu u Pana Premiera zwróciłem się do Niego z prośbą, abym mógł po pewnym czasie złożyć podanie na Jego ręce w sprawie odwiedzenia Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Pan Premier był łaskaw zgodzić się na tę propozycję.

I oto teraz właśnie zwracam się z uprzejmą prośbą o pozwolenie mi udania się w czasie świąt Bożego Narodzenia do Księdza Prymasa i spędzenia z nim Wigilii i pierwszego dnia świąt. Prośbę tę motywuję w następujący sposób:

Święta Bożego Narodzenia są świętami największymi w całym chrześcijańskim świecie; są to święta miłości i pojednania, a zarazem święta jakby rodzinne. Miło więc będzie zarówno Księdzu Prymasowi, jak i nam móc mu choć w ten sposób uprzyjemnić te święta. Czyli racje czysto humanitarne przemawiają za uwzględnieniem takiej prośby.

Poza tym wizyta moja u Księdza Prymasa spotka się z dobrym oddźwiękiem wśród duchowieństwa i katolików świeckich. Ma to też niemałe znaczenie dla współżycia między Kościołem i Państwem.

Jeszcze raz ponawiając moją prośbę, mam nadzieję, że Pan Premier zechce się przychylić do niej” (Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski).

Trzeba było wielu wysiłków, aby sprawę uwolnienia Księdza Prymasa komuniści poważnie rozważyli. Oczywiście, wiele w tej sprawie uczynili robotnicy poznańscy w czerwcu 1956 r. – jako jedno z pierwszych żądań wysunęli uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Podobne żądania wysuwali pracownicy Warszawskiej Fabryki Samochodów na Żeraniu, którzy byli świadkami pokazowego procesu bp. Czesława Kaczmarka, transmitowanego przez Polskie Radio we wrześniu 1953 r., zakończonego skazaniem ordynariusza kieleckiego na 12 lat więzienia. Notabene biskup, torturowany psychicznie i fizycznie, przyznał się do nigdy niepotwierdzonych i nieudowodnionych zarzutów. Komuniści zaś chełpili się swoim sukcesem, wmawiając polskiemu społeczeństwu swoje racje.

Starania o uwolnienie Prymasa Polski podjęły zgromadzenia żeńskie i męskie, a także księża diecezjalni. Już od połowy 1955 r. przygotowywano petycje i prośby składane na ręce bp. Michała Klepacza o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Sekretariat Episkopatu naturalnie gromadził te wszystkie dokumenty, których liczba sięgała ok. 30. Bp Klepacz na ich podstawie przygotował kolejny wniosek o uwolnienie Księdza Prymasa.

Słowa otuchy dla Prymasa i perswazje do rządu PRL

Biskupi polscy postanowili po raz kolejny wystąpić do władz z prośbą o uwolnienie kard. Wyszyńskiego. Było to w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze (26 sierpnia 1956 r.). Po zakończonej Mszy św. sprawowanej na jasnogórskim Szczycie przygotowali dwa listy. Pierwszy do uwięzionego Prymasa Polski (w oryginale na s. 13), drugi – do premiera Józefa Cyrankiewicza z prośbą o jego uwolnienie.

Oto treść drugiego listu:

„Panie Premierze,

Już kilkakrotnie za pośrednictwem swych przedstawicieli zwracaliśmy się ustnie i w pismach do Rządu PRL o wrócenie wolności Jego Eminencji Księdzu Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, Arcybiskupowi Warszawskiemu i Gnieźnieńskiemu, Prymasowi Polski, pozbawionemu wolności w dniu 25 września 1953 r.

Wprawdzie od listopada r[oku] ubiegłego Księdzu Prymasowi zmieniono nieco na lepsze warunki życia, ale nadal nie może pełnić swego urzędu pasterskiego. Rząd PRL przez wypowiedzi swych przedstawicieli sam niejednokrotnie dał do zrozumienia, że w życiu państwowym będzie kierował się zasadami praworządności, które przez czynniki administracyjne często bywały naruszane. Uznał też Rząd prawo do obiektywnej i twórczej krytyki jako jednej z gwarancji panowania prawa sprawiedliwości. Dążność do demokratyzacji jest znowu elementem umożliwiającym obywatelowi obronę swych praw. Ksiądz Prymas, pełniąc swój wysoki urząd, nie mógł nie apelować do czynników państwowych, gdy bywały naruszane prawa Kościoła, i to wbrew przepisom Konstytucji, Porozumienia i obowiązującej Ustawy o wolności sumienia, wskazując jedynie na to, że naruszane były zasady prawa i sprawiedliwości społecznej. Dlatego też przy dziś respektowanych przez państwo przemianach jesteśmy przekonani, że Rząd PRL zmieni swój stosunek do internowanego Księdza Prymasa i pozwoli mu dalej pełnić swoje obowiązki.

Nie potrzebujemy dodawać, że wpłynie to bardzo na uspokojenie opinii wiernych i kleru, którzy nie mogą zrozumieć, dlaczego Ksiądz Prymas w okresie, w którym nastąpiło tyle rehabilitacji, w dalszym ciągu jest izolowany.

Nieustannie ludzie świeccy, duchowieństwo świeckie i zakonne zapytują nas, dlaczego Kardynał Prymas wciąż pozbawiony jest wolności i domagają się od Episkopatu, «by nie ustawał w staraniach o zwolnienie Księdza Prymasa».

Episkopat Polski zebrany na Jasnej Górze w imieniu całego duchowieństwa katolickiego i wiernych prosi Rząd PRL o wrócenie Księdzu Kardynałowi wolności i umożliwienie pełnienia swych obowiązków kościelnych”.

Wydaje się, że list ten, podpisany przez rządców polskich diecezji, w stopniu istotnym przyczynił się do podjęcia przez partię i rząd decyzji o uwolnieniu Prymasa Polski.

Apele duchowieństwa

I jeszcze jeden dokument, odnotowany przez watykański dziennik „L’Osservatore Romano”, który nie znalazł zrozumienia wśród ówczesnych władz PRL. Otóż 7 lipca 1956 r. premier Józef Cyrankiewicz otrzymał petycję podpisaną przez 362 proboszczów z diecezji gorzowskiej w sprawie natychmiastowego uwolnienia Prymasa Polski. Odważny apel duchowieństwa został zignorowany i zapewne wrzucony do kosza. Jak czytamy w petycji, „kapłani nawołują rząd Polski Ludowej do zakończenia stanu, który masy ludowe katolickiej Polski doprowadza do rozgoryczenia, ponieważ organy rządowe pozbawiły J. Em. Ks. Kard. Wyszyńskiego, Prymasa Polski, wolności wykonywania jego władzy arcybiskupiej”.

I dalej piszą proboszczowie parafii gorzowskich: „Powszechnie znany jest fakt, że Kler Polski w ciągu tysiąclecia naszej historii zawsze wiernie bronił suwerenności i niepodległości Narodu Polskiego. Nie mniej znany jest fakt, że Lud Polski zrósł się ze swym Duchowieństwem w jedno serce i jedną duszę na codzienny trud życia narodowego. Stąd Duchowieństwo Polskie najlepiej zna uczucia i pragnienia społeczeństwa polskiego.

Dziś przede wszystkim Naród Polski pragnie wolności religijnej w całym tego słowa znaczeniu. Zaś jako dowód rzeczowy takiej wolności religijnej społeczeństwo nasze chce widzieć Prymasa Polski, sprawującego swój urząd bez żadnych przeszkód ze strony władz świeckich. Czynniki urzędowe, które trwałyby przy swoim postanowieniu pozbawienia Prymasa Polski wolności w sprawowaniu swego posłannictwa w życiu naszego Narodu, niech wiedzą, że są w błędzie.

W oparciu o znajomość opinii publicznej, sądzimy, że Rząd Polski Ludowej nie ma żadnych korzyści z uwięzienia Jego Eminencji Księdza Kardynała Wyszyńskiego. Natomiast Rząd Polski Ludowej może mieć tę pewność, że przez aresztowanie Najdostojniejszego Księdza Prymasa Polski splamił karty historii ojczystej aktem bezprawnym, który również w przyszłości, jeśli natychmiast nie zostanie naprawiony, przyniesie szkodę i czynnikom rządzącym, i całemu społeczeństwu polskiemu właśnie przez rozgoryczenie katolików, a co za tym idzie – przez brak zgody i jedności w Narodzie” (F.A. [Federico Alessandrini], „Tre anni di relegazione” [Trzy lata odosobnienia] „L’Osservatore Romano” 1956, nr 223).

Uwolnienie Prymasa Polski nastąpiło dwa miesiące później (28 października 1956 r.). Komuniści, w wydanym następnego dnia komunikacie, cały sukces związany z powrotem Prymasa do Warszawy naturalnie przypisali sobie. Tymczasem właściwym podmiotem do świętowania tego sukcesu było polskie społeczeństwo, stanowczo domagające się uwolnienia kard. Stefana Wyszyńskiego, polscy biskupi i kapłani, którzy nie ustawali w wysiłkach na rzecz powrotu Prymasa Polski do Gniezna i Warszawy.

Warto zajrzeć do dwóch artykułów tych autorów, zamieszczonych w „Niedzieli” nr 12 z datą 23 marca 2014 r. oraz nr 21 z datą 25 maja 2014 r.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent Duda po spotkaniu z Ojcem Świętym

2020-09-25 15:09

[ TEMATY ]

Watykan

Andrzej Duda

Agata Kornhauser‑Duda

Vatican Media/ Prezydent.pl

Ojciec Święty Franciszek zwrócił uwagę na to, że prowadziliśmy przez ostatnie lata bardzo skuteczną politykę dla rodziny. Ogromnie mi za to dziękował. Ze wzruszeniem przyjąłem te podziękowania. Wspominał o tych wszystkich programach, które uruchomiliśmy, o tym, że dbamy o rodziny wychowujące dzieci. Cieszę się, że wie o tym Ojciec Święty, że wie o tym Stolica Apostolska - mówił prezydent RP Andrzej Duda podczas briefingu na placu św. Piotra w Watykanie.

  • - Miałem niezwykle miłe i wzruszające spotkanie z Ojcem Świętym. Rozmawialiśmy o sytuacji w Polsce, o pandemii koronawirusa.
  • Wspomniał także o tematach, jakie podjął w rozmowie z kard. Pietro Parolinem. - Mówiliśmy szerzej o polityce międzynarodowej, o sytuacji na Białorusi.

- Jest dla mnie wielką radością, że mimo pandemii koronawirusa, mimo tego, że nie mogliśmy przybyć z narodową pielgrzymką 18 maja po to, żeby oddać hołd św. Janowi Pawłowi II, dziś w imieniu całego narodu polskiego mogłem tu uczestniczyć we Mszy św., że mogliśmy wraz z moją żoną i całą delegacją złożyć wieniec na grobie Ojca Świętego i modlić się za jego pośrednictwem o powodzenie dla naszej Ojczyzny i całego narodu - mówił prezydent, podsumowując swoją wizytę w Watykanie. Nawiązał też do spotkań z papieżem Franciszkiem i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem, które odbył w piątkowe przedpołudnie.

- Miałem niezwykle miłe i wzruszające spotkanie z Ojcem Świętym. Rozmawialiśmy o sytuacji w Polsce, o pandemii koronawirusa. Ojciec Święty podziękował mi za to, że pamiętaliśmy w tych trudnych czasach także o innych społeczeństwach i narodach, za pomoc której udzieliliśmy Włochom, która przyszła tu do Watykanu, ale także za tę pomoc, która poszła z Polski do państw partnerstwa wschodniego, do państw Bałkanów Zachodnich. Powiedziałem, że w trudnych czasach powinniśmy być razem, powinniśmy okazywać solidarność i że jest dla mnie wielką satysfakcją, że nasze państwo, że my, Polacy, tę solidarność w tych trudnych czasach związanych z pandemią okazaliśmy - mówił Duda.

Wspomniał także o tematach, jakie podjął w rozmowie z kard. Pietro Parolinem. - Mówiliśmy szerzej o polityce międzynarodowej, o sytuacji na Białorusi. Kardynał pytał, jak ją postrzegamy, ja również pytałem, jakie jest stanowisko Stolicy Apostolskiej. W zasadzie mieliśmy wspólne zdanie, że należy wspierać wszystkich tych, którzy chcą prawdziwej demokracji, którzy chcą wolności, którzy chcą żyć w uczciwym państwie. I ci ludzie powinni mieć nasze wsparcie, ale oczywiście Białoruś sama powinna decydować o sobie, w wolnych wyborach, takich, które są wyborami uczciwymi. Tutaj mieliśmy stanowisko jednoznaczne, że wspólnota międzynarodowa powinna tego od władz Białorusi wymagać (...) i w tym społeczność międzynarodowa powinna naród białoruski wspierać - relacjonował szef polskiego państwa.

Zaznaczył, że przedmiotem rozmów była także sytuacja na Bliskim Wschodzie, a także losy chrześcijan w różnych stronach świata. - Odebrałem podziękowania za to, że nasze stanowisko w tych sprawach jest tak bardzo pryncypialne, że zawsze stajemy w obronie tych, którzy są uciskani. Rozmawialiśmy również o kwestiach związanych z przyszłością Unii Europejskiej, z tymi wszystkimi procesami, które się toczą - podsumował. Zapowiedział, że podczas popołudniowego spotkania ze wspólnotą Sant'Egidio będzie rozmawiał na temat różnorodnych działań, wspierających ludzi ubogich, a także na temat programów społecznych, wdrożonych w Polsce w ramach pomocy najbardziej potrzebującym.

- Ojciec Święty Franciszek zwrócił uwagę na to, że prowadziliśmy przez ostatnie lata bardzo skuteczną politykę dla rodziny. Ogromnie mi za to dziękował. Ze wzruszeniem przyjąłem te podziękowania. Wspominał o tych wszystkich programach, które uruchomiliśmy, o tym, że dbamy o rodziny wychowujące dzieci. Cieszę się, że wie o tym Ojciec Święty, że wie o tym Stolica Apostolska - dodał prezydent.

Krótkie spotkanie z dziennikarzami odbyło się zaraz po zakończeniu prezydenckiej wizyty w Watykanie, na którą złożyły się: audiencja u Ojca Świętego, spotkanie z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem i udział w prywatnej Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II, której przewodniczył abp Jan Romeo Pawłowski, kierujący sekcją III Sekretariatu Stanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję