Reklama

Siostra Jana od katechezy

Jej życie nie było szare. Przybierało barwy miłości. Wielorakiej: do ojczyzny, ludzi i do Kościoła. Była zakochana w Kościele. To jemu poświęciła kilkadziesiąt lat swego życia, z oddaniem pracując w Wydziale Katechetycznym Kurii oraz przy szerzeniu kultu ks. Jerzego Popiełuszki.

Niedziela warszawska 45/2006

Siostra Jana Płaska, urszulanka szara, gasła powoli, przed śmiercią długo chorowała. Zmarła 21 października w wieku 96 lat. Do ostatnich chwil życia odwiedzali ją ludzie wdzięczni za pomoc, jaką im w życiu okazała. Siostry do dziś wspominają, że w stanie wojennym przyszła do niej kobieta i przyniosła dziecko. Powiedziała, że chce je oddać, bo nie ma go za co wyżywić. Siostra załatwiła tej kobiecie mleko z darów, a potem systematycznie przekazywała pieniądze na żywność. I matka nie musiała oddawać dziecka.
- Miała dar stwarzania wokół siebie ciepłej i domowej atmosfery rodzinnej. Dlatego potrafiła wypracować odpowiednie i sprzyjające warunki do ewangelizacji i katechizacji - mówi bp Tadeusz Pikus.
- Zostawiła naprawdę piękne świadectwo życia - mówi s. Krystyna Krupecka, urszulanka szara z domu zakonnego przy Wiślanej.

Pozostawała w cieniu

S. Teresa Janek prawie całe swoje zakonne życiem spędziła, współpracując z s. Janą. - Pamiętam, jak przed 33-laty trafiła do pracy w Kurii. Miała dokładanie tyle lat, co moja mama, która bardzo wcześnie umarła. Kiedy trafiłam do zakonu, to ona ją zastąpiła, była dla mnie matką - wspomina s. Teresa, która prowadzi sekretariat Wydziału Nauki Katolickiej.
Dyrektor Wydziału Katechetycznego ks. dr Henryk Małecki wspomina s. Janę jako „dobrotliwego ducha”. Dla każdego miała wiele życzliwości, dobrą radę oraz zawsze jakiś mały podarunek. - Pamiętam, gdy jako młody ksiądz zaraz po święceniach w 1976 r. przyjechałem do Kurii, aby kupić pomoce katechetyczne oraz podręczniki. Kuria była dla mnie poważną i wyniosłą instytucją. Dlatego też do jej drzwi pukałem z nieśmiałością. Wówczas otworzyła mi s. Jana ze szczerym uśmiecham, życzliwością, pytając, w czym może mi pomóc - wspomina ks. Małecki. - Tę swoją niesłychaną życzliwość zachowała do ostatnich dni - dodaje.
S. Teresa Janek wspomina, jak przez lata pomagała s. Janie w przepisywaniu rożnych dokumentów. - Lata 70. i 80. to były bardzo trudne czasy. Ciężko było zdobyć każdy kawałek papieru, aby wydrukować jakikolwiek podręcznik. - Mimo to s. Jana swojej pracy oddawała całe serce - podkreśla s. Teresa. Zredagowała kilka podręczników do katechezy. Przy tym była bardzo skromna, nie zbiegała, aby w stopce redakcyjnej znalazło się jej nazwisko. - Bardzo wiele wnosiła i pracowała dla Kościoła, ale zawsze pozostawała w cieniu. Nikomu nie odmawiała pomocy. Nigdy nie robiła tego dla własnej chwały.

Filar Wydziału Nauki

- S. Jana stworzyła podwaliny pod dzisiejszy Wydział Nauki Katolickiej. Ona pracowała nad koncepcjami pracy katechetycznej - uważa bp Tadeusz Pikus, przewodniczący Wydziału Nauki Katolickiej. - Dla niej katecheza była czymś niezwykle ważnym, poświęciła jej całe swoje życie dodaje.
Od 1947 r. s. Jana prowadziła wykłady z psychologii i pedagogiki na kursach katechetycznych. Wtedy też poznała Prymasa Wyszyńskiego, który przychodził tam na spotkania katechetów. W 1949 r. powstał w Kurii Wydział Nauki Katolickiej. S. Jana była jego członkiem. Zorganizowała Ośrodek Katechetyczno-Metodyczny. Została członkiem Komisji Episkopatu ds. katechizacji. - To było wtedy nadzwyczajne, że kobieta znalazła się w takim gremium - twierdzi ks. Małecki.
Właśnie wtedy s. Jana współpracowała z bp. Edwardem Materskim przy pisaniu podręczników do nauczania religii. - Pracowała wtedy od 8 do 23 - podkreśla s. Teresa.
Kursy katechetyczne dla świeckich były wówczas wielkim przedsięwzięciem. Zdaniem ks. Małeckiego, to głównie dzięki pracy s. Jany po odzyskaniu przez Polskę wolności powstała pewna baza świeckich katechetów, na której można było zbudować dzisiejsze kadry katechetyczne. - W powojennej historii Kościoła warszawskiego, to właśnie s. Jana była jednym z filarów naszego Wydziału.

Reklama

Skazana na więzienie

Prymas Wyszyński ufał jej bezgranicznie. - Załatwiał wszystko, czego potrzebowała do pracy. Dał jej powielacz, na którym mogła drukować podręczniki oraz inne materiały - wspomina s. Teresa. Zlecał jej najbardziej odpowiedzialne zadania. A kiedy został aresztowany, z więzienia w Komańczy napisał do niej list: „Raduję się, że opieka nad kursem katechetycznym, wychowawczyniami i przedszkolankami spoczywa w ręku Siostry...”.
W jej pracy były również bardzo trudne czasy, kiedy często wzywano ją na przesłuchania do Pałacu Mostowskich. - Wówczas nie wiedzieliśmy, czy wróci do nas - podkreśla urszulanka.
S. Jana Płaska miała dwie rozprawy sądowe - w jednej z nich skazana została na więzienie z zawieszeniem na rok. Mimo to nie przestała drukować materiałów w piwnicach Kurii.
Była wielką patriotką. Kochała Kościół i Ojczyznę. - Można powiedzieć, że również całe jej powojenne życie było służbą Bogu i Ojczyźnie - podkreśla ks. Małecki. - Przecież w podziemiach Kurii drukowała wiele pism, które nie mogły się oficjalnie ukazać - dodaje. Również s. Teresa podkreśla, że to właśnie s. Jana była jej przewodniczką i nauczycielką miłości do Ojczyzny i Kościoła.

Brała udział w Powstaniu Warszawskim

Jak wspomina matka Andrzeja Górska, wieloletnia przełożona generalna zakonu, ani przez chwilę nie wahała się, gdy miała wziąć udział w Powstaniu Warszawskim. Opatrywała rannych jako sanitariuszka, ale w końcu sama została ciężko ranna. - Pamiętam, jak wynosiłyśmy ją z innymi siostrami z powstania, miała czterdzieści stopni gorączki, odłamki pocisków wychodziły z jej ciała - wspomina m. Górska.- Potem przez rok leżała w szpitalu w Milanówku. Gdy dowiedziała się, że inne siostry zginęły w powstaniu, nie chciała już nigdy wracać do tamtych chwil.
Od tamtej pory jeszcze bardziej była zatroskana o losy Ojczyzny, której służyła także poprzez działalność patriotyczną w późniejszych latach, troszcząc się o wolność Kościoła. Pomagała jej w tym z pewnością atmosfera, jaka panowała na Miodowej za Prymasa Wyszyńskiego.

Matkowała księdzu Jerzemu

Dobrze znała ks. Jerzego Popiełuszkę, który często odwiedzał siostrę w Kurii. Przybył kiedyś do siostry po tym, jak został zwolniony z aresztu.
- Ucieszyliśmy się, że jest już wolny - wspominała s. Jana. - Wręczyliśmy mu śliczne, świeże frezje. Był wzruszony. Opowiedział trochę o przeżytej nocy, wspominał, że dzięki temu incydentowi wyspowiadał się u niego jeden z więźniów. Był jednak zgnębiony, mimo że wolny. - Można powiedzieć, że s. Jana mu trochę matkowała. Często przychodził do niej, gdy był w jakieś trudnej sytuacji. Ona zawsze dawała mu dobrą radę i wsparcie - podkreśla ks. Małecki.
Ks. Jerzy niekiedy się siostrze zwierzał, opowiadał o swojej pracy, o tym, co robi. Zwrócił się kiedyś do niej, by poprosiła Księdza Prymasa o jego fotografię dla strajkującej młodzieży - koniecznie z dedykacją. Kardynał Glemp od razu się zgodził. Pod zdjęciem napisał: „Zbolałym chłopcom Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarnictwa słowa modlitwy i jedności w cierpieniu śle Józef Glemp, prymas”. Załatwiła to właśnie siostra. Innym razem, gdy widziała, że był coraz bardziej zmęczony i chory, załatwiła mu specjalny pokój „papieski” w domu sióstr w Zakopanem i natychmiast wysłała na odpoczynek.
Gdy ks. Jerzy został porwany, gromadziła pamiątki i zajęła się wydawaniem książek poświęconych ks. Popiełuszce. W pokoju siostry, w drewnianych ramach wisiał portret ks. Jerzego.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Założyciel Rycerzy Kolumba będzie beatyfikowany

2020-05-27 14:47

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Archiwum Rycerzy Kolumba

26 maja 2020 roku papież Franciszek zatwierdził cud przypisywany wstawiennictwu Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, założyciela Rycerzy Kolumba. Akt ten wieńczy proces potrzebny do ogłoszenia ks. McGivney’a błogosławionym Kościoła katolickiego. Dekret o heroiczności cnót zezwalający na publiczny kult ks. McGivney’a jako Sługi Bożego podpisał w 2008 roku papież Benedykt XVI.

Od chwili rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wpłynęło wiele informacji o łaskach otrzymanych za przyczyną ks. McGivney’a w sprawach związanych z walką z nałogiem, powrotem do wiary, pojednaniem w rodzinie, odzyskaniem pracy i uzdrowieniem z chorób. Dekret Kongregacji podpisany przez Ojca Świętego opisuje cudowne uzdrowienie dziecka w łonie matki w sytuacji zagrażającej jego życiu. Rodzina dziecka prosiła o wstawiennictwo Sługę Bożego ks. Michaela McGivney'a. Sytuacja miała miejsce w 2015 r.

„Ks. McGivney zainspirował wiele pokoleń katolickich mężczyzn do podwinięcia rękawów i wcielania wiary w czyn” – powiedział przywódca międzynarodowej wspólnoty Rycerzy Kolumba, Carl Anderson. „Znacznie wyprzedził swoją epokę, jeśli chodzi o powierzanie świeckim ważnej roli w Kościele. Dziś jego duch kształtuje wyjątkową działalność Rycerzy, służących osobom na marginesie społeczeństwa, podobnie jak on sam służył wdowom i sierotom w latach 80. XIX w”.

„Zbliżająca się beatyfikacja naszego Założyciela jest ogromnym świętem dla rycerskiej wspólnoty na całym świecie. Od ponad 10 lat trwamy na modlitwie w intencji beatyfikacji tego wspaniałego kapłana, którego wizja dała początek idei od niemal 140 lat kształtującej nasze rozumienie wiary i wierności Kościołowi oraz inspirującej nas do niesienia pomocy potrzebującym każdego dnia” – powiedział Delegat Stanowy Tomasz Wawrzkowicz, przywódca Rycerzy w Polsce.

Ks. McGivney urodził się w USA w 1852 r. jako najstarszy syn w ubogiej, wielodzietnej rodzinie irlandzkich imigrantów. Już jako 13-latek pomagał rodzicom w utrzymaniu, pracując w miejscowej fabryce. Święcenia kapłańskie przyjął w 1877 r. w najstarszej katolickiej katedrze w USA, w Baltimore. Powierzono mu posługę w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny w New Haven w stanie Connecticut, gdzie pierwotnie miał być asystentem chorego proboszcza, ale w krótkim czasie był zmuszony przejąć wszystkie jego obowiązki.

W reakcji na problem wysokiej śmiertelności mężczyzn wykonujących niebezpieczne prace, silne antykatolickie uprzedzenia amerykańskiego społeczeństwa oraz powszechną biedę wśród katolików ks. McGivney w 1882 roku założył ze swoimi parafianami męską wspólnotę Rycerzy Kolumba – świecką organizację katolików pragnących formować się w wierze, pomagać sobie nawzajem i działać dla dobra katolickich rodzin. Oprócz sprawowania duszpasterskiej opieki nad swoimi parafianami ks. McGivney pracował z miejscową młodzieżą, posługiwał w miejscowym więzieniu i z wielką determinacją promował abstynencję poprzez krzewienie kultury oraz popularyzację sportu. Zmarł na gruźlicę w wieku 38 lat w 1890 r., zostawiając po sobie silną 6-tysięczną organizację Rycerzy.

W czasie pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, niespełna miesiąc po ogłoszeniu ks. McGivney’a Sługą Bożym, papież Benedykt XVI w homilii wygłoszonej w Katedrze św. Patryka w Nowym Jorku powiedział: „Czyż to nie zjednoczenie wizji i celu – zakorzenione w wierze i duchu ciągłego nawracania się i ofiarności – stanowi o tajemnicy imponującego wzrostu Kościoła w tym kraju? Musimy tu wspomnieć o wyjątkowych osiągnięciach wzorowego, amerykańskiego kapłana, Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, którego wizja i zapał doprowadziły do ustanowienia Rycerzy Kolumba, oraz o dziedzictwie całych pokoleń osób konsekrowanych i księży, którzy w cichości poświęcili swe życie służbie Ludowi Bożemu w niezliczonej liczbie szkół, szpitali i parafii”.

Dziś Rycerze Kolumba są międzynarodową organizacją. Działają w kilkunastu państwach świata i gromadzą w swoich szeregach ponad 2 miliony członków. W Polsce rozpoczęli działalność na zaproszenie św. Jana Pawła II prawie 15 lat temu i liczą ponad 6 tysięcy członków działających przy 119 parafiach na terenie 28 diecezji. Choć Rycerze Kolumba są organizacją świecką, w ich szeregi wstępują również duchowni, w Polsce m.in. kard. Dziwisz, kard. Nycz, czy abp Ryś.

Zasadami Rycerzy Kolumba są Miłosierdzie, Jedność, Braterstwo i Patriotyzm i wokół tych wartości kształtuje się ich formacja.

CZYTAJ DALEJ

Niestrudzony pasterz narodu

2020-05-28 04:40

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Prymas Tysiąclecia

39. rocznica śmierci

reprodukcja Łukasz Krzysztofka

Modlitwa przy trumnie kard. Stefana Wyszyńskiego. W prawym górnym rogu, przy sztandarze "Solidarności" bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

"Wszystkie nadzieje to Matka Najświętsza, i jeżeli jaki program, to Ona". Te słowa swojego testamentu maryjnego wypowiedział na łożu śmierci kard. Stefan Wyszyński. 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego odszedł do Domu Ojca.

W tym czasie w rezydencji Arcybiskupów Warszawskich trwała nieustanna modlitwa najbliższych współpracowników umierającego Prymasa. Lekarze cały czas czuwali. Nad ranem pogłębiły się zaburzenia pracy serca. Podawane leki nie przynosiły poprawy. Oddech stawał się coraz słabszy. Czuwający całą noc kardiolog stwierdził nadchodzącą agonię. Przy łożu zebrali się lekarze i domownicy. Ks. Bronisław Piasecki, kapelan Prymasa, prowadził modlitwy za konających. Kard. Wyszyński trzymał w dłoni zapaloną gromnicę, znak zmartwychwstania i życia. Leżał na prawym boku z przechyloną głową.

O godz. 4.40 nastąpiło zatrzymanie oddechu. Ustała praca serca. Lekarze stwierdzili zgon. Zebrani wokół odmawiali różaniec – tajemnice dźwigania krzyża, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. „Tej ostatniej chwili – jak zanotował ks. Piasecki – towarzyszy cisza i spokój. Jest to śmierć niezwykle spokojna, bez dostrzegalnych oznak konania”.

W kaplicy Domu Arcybiskupów ks. prał. Jerzy Dąbrowski celebrował o godz. 5.00 pierwszą Mszę św. żałobną za zmarłego Prymasa. Po niej ciało Kardynała zostało ubrane w purpurową sutannę, szaty liturgiczne, fioletowy ornat. Na piersi krzyż biskupi z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na palcu pierścień, dłonie oplecione różańcem, z którym za życia nigdy się nie rozstawał. W momencie przenoszenia ciała do trumny ubierający dostrzegli na twarzy Prymasa pojawiający się uśmiech.

Zgodnie z wolą kard. Wyszyńskiego, jego trumna została zamknięta i przeniesiona do sali audiencjonalnej na parterze domu arcybiskupiego. Obok trumny postawiono obraz Matki Bożej Częstochowskiej, która towarzyszyła mu każdego dnia.

Wydano komunikat lekarski o śmierci Prymasa. Gdy wiadomość podały rozgłośnie radiowe, do Domu Arcybiskupów zaczęły przychodzić tysiące mieszkańców stolicy, aby oddać hołd swojemu biskupowi.

Telegram na ręce kard. Franciszka Macharskiego przesłał z polikliniki Gemelli w Rzymie Ojciec św. Jan Paweł II. „Na wiadomość o śmierci umiłowanego brata w biskupstwie, wielkiego syna Kościoła i naszego narodu, księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego i warszawskiego, Prymasa Polski, łączę się w bólu i modlitwie z całym Kościołem w Ojczyźnie i wszystkimi moimi rodakami. Przeżywając tajemnicę Wniebowstąpienia Pańskiego, proszę Najlepszego Ojca o wieczną nagrodę dla niestrudzonego pasterza i nieustraszonego świadka Ewangelii Chrystusowej. Ufam, że Pani Jasnogórska, Matka Kościoła, której tak bezgranicznie zawierzył, okaże Mu swojego Syna. Wsparty nadzieją chwalebnego zmartwychwstania, krzepię zbolałe serca wszystkich drogich braci i sióstr moim apostolskim błogosławieństwem” – napisał ranny po zamachu Jan Paweł II.

Wieczorem do Domu Arcybiskupów Warszawskich przybył kard. Franciszek Macharski, który przewodniczył obrzędom pogrzebowym przy trumnie zmarłego. Wśród gości był też m.in. brat Roger z ekumenicznej wspólnoty w Taize. Z ul. Miodowej kondukt pogrzebowy wyruszył do kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu.

Rozpoczęła się wielka, narodowa żałoba. Już pierwszego dnia wpłynęło ponad 1600 listów kondolencyjnych z całego świata. Osób chcących pożegnać się z Prymasem były już nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy. Do kościoła seminaryjnego ustawiały się długie kolejki. A pogrzeb, który odbył się 31 maja na ówczesnym pl. Zwycięstwa stał się wielką manifestacją religijno-patriotyczną. Zgromadził ok. pół miliona osób, które przybyły, aby oddać cześć swojemu Prymasowi i niekoronowanemu królowi Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję