Reklama

Bogu dzięki!

O mroźnej Syberii, cudownie ocalonym kielichu, upokarzającej i ciężkiej wędrówce oraz trudnym życiu na obczyźnie z ks. prał. Stanisławem Pająkiem z wałbrzyskiego Poniatowa rozmawia Tomasz Pluta

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Tomasz Pluta: - Kiedy i w jakich okolicznościach trafił Ksiądz na Syberię?

Reklama

Ks. prał. Stanisław Pająk: - Urodziłem się i mieszkałem w Bukównie k. Tłumaczowa, kiedy w 1939 r. upadła Polska, a wojsko polskie uciekło, wtedy Ukraińcy zaczęli podnosić głowy. Szykanowali nas, Polaków, aby zmusić do wyprowadzki, grozili śmiercią. Na szczęście dla nas przyszli Rosjanie i pokrzyżowali im plany. Nie pozabijano nas, ale za to zaczęła się inwigilacja przez NKWD. Liczyliśmy się z tym, że ojca i najstarszego brata mogą gdzieś zabrać, ale nawet w najgorszych scenariuszach nie przewidywaliśmy, że będą wywozić całe rodziny. 10 lutego 1940 r. nad ranem do domu wpadli Rosjanie i przez 2-3 przeprowadzali rewizję. Po jej zakończeniu nakazano nam się pakować i zabrać żywność na miesiąc. Saniami przewieziono nas, czyli mamę, tatę starszego brata i trzy siostry, do ukraińskiej szkoły, tam okazało się, że zebrali już wszystkich Polaków, również tych Ukraińców, którzy pracowali u dziedzica Komornickiego, a w szczególności tych, którzy pracowali w lesie: gajowych i leśniczych. Zawieziono nas wszystkich na stację do Tłumaczowa, stamtąd w bydlęcych wagonach rozpoczęliśmy długą i ciężką podróż. W wagonach panowały upokarzające warunki, drewniane prycze, dwie trzy półki, na środku wagonu stała tzw. koza, żelazny piecyk, a tuż obok otwór w podłodze, gdzie zupełnie odkryty służył do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Przeraźliwy mróz wdzierał się do wnętrza, powodując przymarzanie pościeli do prycz. Jechało nas tam kilkadziesiąt osób, co jakiś czas dwie trzy osoby wychodziły po wodę lub prowiant, pozostali nawet na moment nie mogli opuszczać wagonu, oczywiście, o myciu się nie było mowy ze względu na ograniczoną ilość wody. Czasami, gdy jej brakowało, topiło się śnieg. Po miesiącu dotarliśmy do Syktywkaru, stolicy Autonomicznej Republiki Komi. Tam skończyły się tory. Dalsza podróż odbyła się w ciężarówkach, załadowano nas na pakę i przykryci pod plandekami, w dymie spalin jechaliśmy dwa trzy dni, pokonując ok. 200 km. To była okropnie ciężka jazda. Dojechaliśmy do Kniaszpagostu, gdzie kolejne dwa dni spędziliśmy w cerkwi. Stamtąd saniami podróżowaliśmy kilka dni, aż dotarliśmy do miejscowości Turia. Tam rozwożono nas na różne osiedla zwane posiołkami. Zakwaterowywali nas u tubylców, którzy początkowo bardzo się nas obawiali, ponieważ powiedziano im, że przywiozą bandytów. Ale gdy zobaczono całe rodziny, zmieniono podejście i przyjęto nas serdecznie. Spędziliśmy tam kilka miesięcy. Młodych zabrano od razu i przewieziono najpierw do miejscowości Wetiu, a stamtąd do Miczołasta. Naszego celu wędrówki. Przygotowali tam dla nas baraki, w których po przyjeździe zamieszkaliśmy. Na przełomie maja i czerwca dotarliśmy do celu tej długiej wędrówki. Trzeba podkreślić, że maj w tamtych rejonach różni się od tego w Polsce, pomimo tego że Komia leży w europejskiej części, po północnej stronie przed Uralem. W maju dopiero puszczają śniegi, lód na rzece. Zimą noce są bardzo długie, ciemno jest już o godz. 15.00, a rozjaśnia się dopiero ok. godz. 9.00. Ale za to lato nie ma praktycznie nocy, są tzw. białe noce, słońce zachodzi dopiero ok. godz. 23.00, a nawet o północy, natomiast wschodzi już ok. godz. 1.00.

- Jak się tam żyło, mieszkało, z czego się utrzymywaliście, czy była możliwość pobierania nauki, przecież miał wtedy Ksiądz zaledwie 9 lat?

- Żyło się wszystkim bardzo ciężko. 23 czerwca 1940 r. dość niespodziewanie zmarła w wieku zaledwie czterdziestu kilku lat nasza mama. To był prawdziwy cios. Wtedy zmarło wielu starszych ludzi oraz dzieci, również dwoje stosunkowo młodych ludzi, jeden mężczyzna oraz nasza mama. Tak jak wspomniałem, mieszkaliśmy w barakach bardzo skromnie wyposażonych: drewniany prosty stół, prycze i piec. W barakach przeważnie mieszkały dwie, trzy rodziny w zależności od liczebności. Dorośli zarówno mężczyźni, jak i kobiety oraz młodzież chłopcy i dziewczęta w wieku 14 i 15 lat pracowali w lesie przy wyrębie, za to otrzymywali skromne wynagrodzenie. Rosjanie ustalili normy niemożliwe do zrealizowania, tubylcy nauczyli naszych wyrabiać te normy, polegało to na oszustwie, niestety, inaczej byśmy nie przeżyli. Panowały duże mrozy minus dwadzieścia i trzydzieści było normą, dopiero, gdy temperatura spadała czterdzieści stopni poniżej zera, kazano zostawać w domu i nie pracowano w lesie. Przy tej temperaturze było słychać, jak pękały drzewa. Mój ojciec i wujek pracowali w stolarni, mieli o tyle lżej, że nie pracowali na dworze, ponadto robili różne przedmioty z drewna, m.in. beczki, w których zamrażaliśmy jagody, grzyby i dzikie owoce. Zimą je zjadaliśmy, to była wielka pomoc. Dużo pomagali nam również tubylcy, którzy również cierpieli biedę, uczyli nas suszyć chleb i udzielali wiele cennych rad. Bywało niebezpiecznie, w lesie żyły dzikie zwierzęta, zwłaszcza niedźwiedzie, natomiast nocą między barakami wilki biegały jak psy. Od września 1940 r. rozpoczęła się szkoła, do której uczęszczałem, uczyliśmy się rosyjskiego, było ciężko. Najmłodsi chodzili do przedszkola. W 1941 r. dużo Polaków wyjechało do Uzbekistanu, myśmy zostali tam aż do 1942 r., kiedy to zawędrowaliśmy do Kniaszpagostu. Drogę siedemdziesięciokilometrową pokonaliśmy saniami. Była zima, więc wędrówka była bardzo ciężka. Siostry poszły do ludzi do pracy, my natomiast z bratem i ojcem zamieszkaliśmy około 6 km od miasta, przy lesie, gdzie była praca. Niestety, wkrótce ojciec się przeziębił i z braku pomocy medycznej po przewiezieniu do szpitala zmarł.
Na krótko przed śmiercią powierzył nam szczególną tajemnicę: otóż przechowywał kielich mszalny, który jako kościelny z polecenia księdza proboszcza dla bezpieczeństwa zabierał do domu. Jakimś trafem zdołał go zapakować i zabrać na wygnanie. Ten kielich kazał nam strzec jak największą świętość i tak się stało, pomimo wielu włamań i plądrowania naszego dobytku, dzięki Bogu kielich dotarł z nami w 1946 r. do Polski, gdzie przekazaliśmy go w ręce uradowanego naszego dawnego proboszcza, którego spotkaliśmy we Wrocławiu, gdzie był proboszczem w Książu Małym. Po śmierci ojca brata zabrano do wojska, ja wróciłem do sióstr, z którymi później przyjechaliśmy do Polski. To był upragniony powrót, ale jak się okazało do innej już Polski, ale to już na inną opowieść. Przez sześć lat nie mieliśmy kontaktu z księdzem, ale rodzice nauczyli nas modlitwy, niedziela zawsze była wypełniona wspólną modlitwą. Pilnowaliśmy tego również po śmierci rodziców. Owoce widać: ja zostałem księdzem, a jedna z sióstr wstąpiła do zakonu i do dzisiaj jest na misjach. Bogu dzięki!

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

USA: czy Coca-Cola dyskryminuje imię Jezusa na swoich spersonalizowanych puszkach?

2026-08-08 17:32

[ TEMATY ]

coca‑cola

pixabay.com

Czy puszka Coca-Coli z napisem „Szatan jest Królem” może przejść przez filtr marki, podczas gdy „Jezus jest Królem” jest natychmiast odrzucany? Ta zaskakująca kontrowersja rozpala obecnie amerykańskie media społecznościowe i wiele innych mediów za Atlantykiem. Sprawa nabrała nowego wymiaru 6 i 7 sierpnia, po udostępnieniu testów konfiguratora oferowanego przez Coca-Colę amerykańskim konsumentom, umożliwiającego personalizację puszek.

6 sierpnia „The Daily Wire” poinformował o kilku szczególnie niepokojących testach: według doniesień medialnych, frazy: „Allah jest Królem” i „Szatan jest Królem” mogły przejść przez pierwszy filtr na stronie internetowej, natomiast hasło „Jezus jest Królem” zostało odrzucone. Inne odniesienia do chrześcijaństwa spotkał ten sam los: „Trójca Święta”, „Maryja Dziewica” i „Duch Święty” zostały zablokowane. Co jeszcze bardziej zaskakujące, antychrześcijańskie frazy, takie jak: „Jezus jest zły” przeszły pierwszy etap weryfikacji.
CZYTAJ DALEJ

Św. Filomena. Miłość, która daje siebie

2026-08-08 20:57

Marzena Cyfert

Misterium o św. Filomenie w Gniechowicach

Misterium o św. Filomenie w Gniechowicach

Modlitwa, procesja, misterium i świadectwa pielgrzymów złożyły się na uroczystości odpustowe w Sanktuarium św. Filomeny w Gniechowicach. Ich centralnym punktem była Eucharystia pod przewodnictwem o. Damiana Stachowicza OFM.

– To jedyny w Polsce kościół pw. św. Filomeny i zarazem jej sanktuarium. Dziękujemy dziś za jej opiekę nad nami i prosimy o dalsze orędownictwo i wstawiennictwo. Jak mówił św. Jan Maria Vianney, jest to święta, której Bóg niczego nie odmawia. Ona duchowo czeka na swoich czcicieli, którzy do niej przychodzą, i wyprasza potrzebne łaski – mówił ks. Jarosław Wawak, proboszcz i kustosz sanktuarium.
CZYTAJ DALEJ

Odpowiedź na zło

2026-08-08 21:06

[ TEMATY ]

Zbigniew Strzałkowski

bł. o. Michał Tomaszek

bł o. Zbigniew Strzałkowski

Krzysztof Tadej

Kaplica w miejscu zamordowania męczenników

Kaplica w miejscu zamordowania męczenników

35 lat temu, 9 sierpnia 1991 r., w Pariacoto w Peru strzałami w tył głowy zostali zamordowani dwaj polscy zakonnicy: o. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski. O tym tragicznym wydarzeniu opowiada o. Stanisław Olbrycht.

Krzysztof Tadej: Ojciec jest wyjątkowym świadkiem życia o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego...
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję