Reklama

Chcę docierać do wszystkich

Z abp. Kazimierzem Nyczem, nowym metropolitą warszawskim, rozmawiają Milena Kindziuk, Piotr Chmieliński i Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 12/2007

- Mówi się, że diecezja dla biskupa jest jak żona, a żony się nie opuszcza...

Abp Kazimierz Nycz: - Macie na myśli tę, którą zostawiłem w Koszalinie?

- Tak.

- Rzeczywiście, związek biskupa z diecezją jest jak zaślubiny. I to prawda, że diecezji nie zaślubia się na czas określony, ale na zawsze i w tym nastawieniu trzeba trwać do końca, nawet jak się już wie, że się odejdzie. Ale w Kościele jest tak, że czasem musimy się rozstać z jedną diecezją i odejść do innej. Moje rozstanie z Koszalinem było nagłe, niespodziewane i nieplanowane. Zgodziłem się na to, chociaż nie przyszło mi to łatwo, bo zdaje sobie sprawę, na co się zdecydowałem.

- Czy żal Księdzu Arcybiskupowi opuszczać Koszalin?

- Tak. Po wielu latach posługi biskupiej w Krakowie poszedłem zupełnie w nieznane, do diecezji koszalińskiej, nad morze. Zacząłem tę diecezję poznawać. Ludzie tam mają inne problemy niż na południu Polski. Przyszli na tamte ziemie z różnych stron, zasiedlali je i wytwarzali tradycje. Po pracy moich poprzedników efekty ich wysiłku widziałem na każdym kroku. Pokornie chciałem kontynuować to, co zrobili, zwłaszcza ciągle młody i bardzo optymistycznie nastawiony do świata bp Ignacy Jeż.

- Czy często bywał Ksiądz Arcybiskup w Warszawie? Zna Ekscelencja to miasto?

- W Warszawie bywałem często, chociażby na zebraniach Episkopatu. Ale trudno powiedzieć, że te odwiedziny dały mi jakąś pogłębioną wiedzę na temat archidiecezji. Dlatego jestem trochę onieśmielony ogromem rzeczy, które przyjdzie mi poznać.

- A jakie jest ulubione miejsce Księdza Arcybiskupa w Warszawie?

- Stare Miasto, plac Zamkowy, ul. Krakowskie Przedmieście. To są te miejsca, które bardziej mi odpowiadają niż np. okolice Pałacu Kultury, które są symbolem nowej Warszawy.

- A jakiś ulubiony kościół?

- Zwłaszcza te kościoły, w których odprawiałem Mszę św., chociaż nie jest ich wiele. Przez wiele lat jako biskup przyjeżdżałem do parafii św. Józefa na Koło, gdzie proboszczem był ks. Jan Sikorski. Tamten kościół jest mi bardzo bliski. Jeździłem też na grób ks. Popiełuszki.

- A z kościołów staromiejskich?

- Wiele razy byłem w katedrze, zwłaszcza od czasu, kiedy jest tam grób kard. Stefana Wyszyńskiego. Ale lubię także kościół św. Marcina na ul. Piwnej.

- Czy będzie można spotkać Księdza Arcybiskupa spacerującego po Starym Mieście?

- Tak. Oczywiście!

- Czego Ekscelencja najbardziej się w Warszawie obawia?

- Odwróciłbym to pytanie i zapytał raczej, czego się nie obawiam. To, że ktoś przychodzi z zewnątrz w zupełnie nowe środowisko, ma dużą wartość. Bo jest wolny od uprzedzeń, układów. Ale są i minusy. Poznać diecezję, miejscowy Kościół, to nie jest łatwe. Trzeba poznać najbliższych współpracowników, księży, świeckich. Ale potem przychodzi następne zadanie, czyli poznanie mentalności. Także w tym znaczeniu, że mentalność wielkiego miasta to jest całkiem coś innego niż mentalność małej miejscowości. A trzeci etap, bardzo trudny, to jest poznanie duszy miasta.

- Ksiądz Arcybiskup często wraca myślą do Krakowa, często mówi o tym mieście. Pojawiają się już opinie, że Ekscelencja nie pokocha Warszawy, bo… za bardzo kocha Kraków!

- Tak, kocham Kraków. Ale ta miłość nie jest zaborcza ani zazdrosna! (śmiech!)

- Jakie Ksiądz Arcybiskup będzie miał priorytety w posłudze arcybiskupiej w stolicy?

- Nie chcę przedstawiać jakiegoś szczegółowego programu, bo do tego potrzeba większej znajomości problemów i ludzi. Ale z takich priorytetów ponaddiecezjalnych, uwzględniających specyfikę wielkiego miasta, to przede wszystkim nastawienie ewangelizacyjne całego duszpasterstwa. Odpowiadamy za wszystkich ludzi, którzy przyjęli chrzest i żyją na tej ziemi. Także za tych, którzy od wielu lat już do Kościoła nie przychodzą. Ale tego nie da się zrobić bez udziału katolików świeckich. Nasze kapłańskie ręce, nawet z pomocą mediów, są za krótkie, żeby objąć wszystkie sfery ewangelizacji, na przykład życie rodzinne czy etykę biznesu. Ewangelię Chrystusową mogą tam zanieść przede wszystkim katolicy świeccy.

- I to już na poziomie życia parafialnego?

- W parafiach księża jeszcze bardziej mogą stworzyć różne propozycje spotkań dla świeckich po to, żeby oni byli elitą przygotowaną do tego, aby nieść Chrystusa na zewnątrz. I to nie tylko dlatego, że ręce księdza są za krótkie. Przede wszystkim dlatego, że to jest powołanie świeckich wynikające z chrztu i bierzmowania. Kapłani mogą ogromnie dużo zrobić, ale we współpracy ze świeckimi. Wtedy parafia nie jest tylko miejscem, do którego się przychodzi jak do duchowego hipermarketu po to, żeby przyjąć jakąś łaskę dla siebie, ale staje się ewangelizującą wspólnotą wspólnot. Chciałbym zachęcać księży do tworzenia takiego życia parafialnego. Wszyscy księża są przecież moimi współpracownikami. Bez nich nic nie zrobię.

- Czy księża będą mieć stały dostęp do Księdza Arcybiskupa?

- Tak. Obiecuję im to. W każdej chwili będą mogli do mnie przyjść. Księża i świeccy. Także zadzwonić na telefon komórkowy, który już teraz mogę podać...

- Bez wcześniejszego umawiania się?

- Bez. Tego nauczyli mnie już kardynałowie Wojtyła i Macharski. Nigdy nie było czegoś takiego jak zapisywanie się do nich na audiencje.
Chciałbym też często odwiedzać księży w parafiach. Nie na zasadzie jakiejś kontroli. Chodzi mi po prostu o możliwość spotkania i rozmowy poza formalnymi uroczystościami.

- Jak będą wyglądać pierwsze dni posługiwania Księdza Arcybiskupa w Warszawie?

- Zacznę od przeżycia uroczystości Wielkiego Tygodnia w katedrze i różnych parafiach Warszawy. A potem wyruszę w podróż po diecezji.

- Odwiedzi Ksiądz Arcybiskup każdą parafię?

- Tak. Tak zrobiłem w Koszalinie i to było bardzo dobre posunięcie. Jechałem, oglądałem kościół, patrzyłem na warunki pracy i rozmawiałem z każdym księdzem, który tam pracuje. A na zakończenie spotykałem się jeszcze ze wszystkimi kapłanami w parafii. Dawało mi to doskonałe rozeznanie sytuacji, a jednocześnie umiejscawiałem konkretnego człowieka w kontekście jego pracy duszpasterskiej. To było lepsze niż zapraszanie księży do siebie do domu.

- Wspomniał Ksiądz Arcybiskup o roli mediów w ewangelizacji.

- Tak, bo moim zdaniem nie ma ewangelizacji bez udziału mediów. I to wielorakich: publicznych i prywatnych. Dotyczy to także oczywiście mediów katolickich.

- Jaka jest rola mediów katolickich, jak Ksiądz Arcybiskup widzi współpracę z nami?

- Przede wszystkim bardzo was proszę, byście nie myśleli, że Kościół warszawski to jest tylko abp Kazimierz Nycz. W Koszalinie wręcz krzyczałem na „swoich” dziennikarzy, jeżeli widziałem, że na ośmiu stronach mutacji diecezjalnej występuję w trzech rozmaitych odsłonach. Rzeczywistość Kościoła jest naprawdę niezwykle bogata. Jak najmniej więc artykułów o mnie i moich zdjęć.

- No, ale ten wywiad już musi się ukazać... (śmiech!)

- Tak, rozumiem. Ale po wywiadzie „skończcie ze mną...”.

- Ale będzie nas Ksiądz Arcybiskup czytał?

- Tak i to nie tylko czytał, ale także uczył się Kościoła warszawskiego z mediów katolickich.

- Ksiądz Arcybiskup chętnie udziela wywiadów różnym mediom. Niektórzy to krytykują, uważają, że nie wszystkim mediom powinno się udzielać wypowiedzi. Jak Ksiądz Arcybiskup skomentuje takie opinie?

- Ja mam jedno kryterium: by media w podstawowym wymiarze działalności służyły prawdzie, dobru i głosiły podstawowe prawdy Ewangelii. Nigdy nie chciałbym etykietować mediów, chociaż wobec niektórych jestem krytyczny.

- Wobec jakich?

- Tych, które próbują instrumentalizować Kościół - zwłaszcza, gdyby to czyniły media kościelne. Kościół nie może dać się wciągnąć w politykę. Media katolickie powinny sytuować się na płaszczyźnie ponadpolitycznej i oceniać rzeczywistość według nauki społecznej Kościoła. Z mediami chciałbym współpracować nie tylko osobiście, ale też przez rzecznika, którego powołam.

- Będzie to świecki czy duchowny?

- Jeszcze nie podjąłem decyzji, ale na pewno rzecznik będzie. Kontakt z mediami jest ważny, bo jednym z ich istotnych zadań jest służenie prawdzie i dobru, które są wartościami kruchymi oraz bezbronnymi wobec dzisiejszego świata. Zwłaszcza wobec przemocy w szkołach, wśród młodzieży.

- Z tą przemocą walczy minister edukacji Roman Giertych. Ksiądz Arcybiskup skrytykował jednak jego program „Zero tolerancji”. Dlaczego?

- Krytyczne uwagi nie są równoznaczne z krytyką programu. Nikt nie ma wątpliwości, że potrzebna jest bezpieczna, wychowująca szkoła bez przemocy, narkotyków i alkoholu. Dyskusja dotyczyć musi sposobu asygnowania tych celów. Czy same działania prawne i dyscyplinarne wystarczą? Uważam, że metody walki muszą zakładać odpowiednie środki. Wiele razy rozmawiałem z panem ministrem o reformie oświaty. Brakuje mi czasem w tej dyskusji uwzględnienia roli rodziny i przyjęcia aksjologii w wychowaniu, bez której nie można wprowadzić zmian. Oświata nie znosi szarpnięć. Reforma oświaty też nie. Liczę na to, że uda się panu ministrowi doprowadzić do takich korekt reformy oświaty, które zostały zaniechane za poprzednich rządów.

- A czy to dobrze, że religia weszła do szkół?

- Czasem trudno wyobrazić sobie, co by było, gdyby jej nie było. To jest ogromna wartość. Ale nie znaczy to, że wszystko, co się wiąże z powrotem katechezy do szkół, jest bezkrytyczne i trzeba się tym wyłącznie cieszyć. Nie. Kościół sam zaniedbał pewne rzeczy, bo uwierzył, że religia w szkole wystarczy dzieciom do formacji religijnej. I niestety, zostały mocno zatrzaśnięte drzwi salek katechetycznych w parafiach. Tymczasem religia w szkole nie wprowadzi w życie sakramentalne czy wspólnotowe. Kościół można „dotknąć” i przeżyć przede wszystkim w parafii. Dlatego dopełnienie katechezy szkolnej jest konieczne w katechezach parafialnych.
Trzeba też pamiętać, by poziom religii w szkole był coraz wyższy. Religia jest trudnym dzieckiem w szkole i trudnym przedmiotem.

- Toczy się obecnie debata o zmianie konstytucji, czy wpisać do niej zapis o ochronie życia od poczęcia. Biskupi są tu podzieleni. Jakie jest stanowisko Księdza Arcybiskupa?

- Na pewno biskupi nie są podzieleni co do kwestii ochrony życia. Zapis w konstytucji i ochrona życia to są dwie różne rzeczy. Kościół mówi jasno: życia trzeba bronić w sposób absolutny, od początku do końca. Natomiast politycy dyskutują, w jaki sposób tę absolutną wartość życia zabezpieczyć. Jan Paweł II pisał w encyklice „Evaneglium vitae”, że jeżeli w danym momencie polityk katolicki nie może osiągnąć więcej, to musi poczekać na bardziej sprzyjający czas. Bo można czasem osiągnąć odwrotny skutek i narazić życie nienarodzonych przez rozszerzenie ustawy. Dlatego tutaj liczy się roztropność polityków.

- Kolejną kwestią palącą w ostatnich czasach jest działalność Komisji Historycznej, której aktywność w archidiecezji warszawskiej została zresztą rozszerzona na całą metropolię. Czy współpraca z tą komisją będzie ważna dla Księdza Arcybiskupa?

- W Koszalinie na początku stworzyliśmy taką komisję i bardzo dobrze z nią współpracowałem. Uważam, że lustracja jest potrzebna. Oczywiście w każdym środowisku. Także dziennikarskim. Dlatego nie rozumiem tych dziennikarzy, którzy nie chcą się teraz lustrować, a do tej pory byli bardzo gorliwi w wyciąganiu nazwisk TW np. w Kościele. Jeśli chodzi o lustrację księży, trzeba tego dokonać i zakończyć tę kwestię jak najszybciej, by nie stwarzać mylnego wrażenia, że to jedyny problem Kościoła.

- Ksiądz Arcybiskup powiedział kiedyś, że wzorem dla niego jest ks. Tadeusz Fedorowicz. Dlaczego?

- Był dla mnie wzorem dojrzałego człowieka i kapłana. Pamiętam go już ze spotkań w seminarium krakowskim, a potem z Lasek. Od niego uczyłem się modlitwy.

- Ile czasu Ksiądz Arcybiskup poświęca dziennie na modlitwę?

- Zależy od planu dnia. Ale staram się zagospodarować na modlitwę przede wszystkim poranek. Ważnym punktem dnia jest zawsze Msza św. i brewiarz.

- A poza tym, jaka jest ulubiona osobista modlitwa Ekscelencji?

- Różaniec. Mam wrażenie, że im jestem starszy, tym lepiej, głębiej go odmawiam. To trudna modlitwa.

- Ksiądz Arcybiskup rozpocznie swą posługę w Warszawie w przeddzień drugiej rocznicy śmierci Papieża i jednocześnie zakończenia pierwszego etapu do jego wyniesienia na ołtarze. Czy Jan Paweł II stanie się dla nas jeszcze żywszym wzorem świętości?

- Oczywiście. Trzeba jedynie zwrócić uwagę - i to jeszcze bardziej niż rok i dwa lata temu - by mówienie o świętości Papieża nie spowodowało, iż się go wyniesie w jakiś nimb niedostępności. Boję się, by nie stał się on świętym, którego nie da się naśladować. Tymczasem był on człowiekiem z krwi i kości. Był człowiekiem głębokiej modlitwy, ale modlitwy zwyczajnej, ludzkiej. Jego świętość była głęboko zakorzeniona w codzienność. Taki on był. I wierzę, że będzie on z Domu Ojca błogosławił na co dzień całej archidiecezji warszawskiej.

Czym jest doświadczenie „nocy ciemnej” w życiu duchowym?

2019-10-16 15:25

mp, ps / Kraków (KAI)

- Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary – mówi KAI Piotr Słabek, współorganizator sesji „Kiedy nastaje mrok. Doświadczenie nocy ciemnej w życiu codziennym”, organizowanej w świetle duchowości św. Jana od Krzyża, która odbędzie się od 22 do 24 listopada br. w Lubogoszczy. Słabek wyjaśnia przy okazji jaka jest różnica pomiędzy duchową „ciemną nocą” – która jest okazją do wzrostu, a depresją, wymagającą specjalistycznego leczenia.

©Alex Motrenko/fotolia.com

A oto tekst rozmowy:

- Kogo dotyczy „noc ciemna” w życiu duchowym?

Piotr Słabek: Zaproszenie dotyczy wszystkich, którzy zakochali się w Bogu i chcą się z nim jak najściślej zjednoczyć. „Noc ciemna” pomoże im w oderwaniu się od rzeczy tego świata, które rozpraszają i oddalają od Stwórcy.

Bo przecież noc ułatwia zwrócenie wzroku jedynie w kierunku Boga. Paradoksalnie to bliskość i intensywność światłości sprawia, że nic nie widzimy i postrzegamy nieskończoną jasność jako nieprzeniknioną ciemność.

Natomiast każde szczere pragnienie bliskości Boga, wcześniej czy później nieodłącznie wiąże się z oczyszczeniem, odsunięciem od siebie wewnętrznych i zewnętrznych rzeczy, spraw, które rozpraszają i oddalają od Boga.

Oczyszczanie jest głównie skierowane przeciw korzeniom namiętności, pożądań. Według Ewagriusza z Pontu są nim egoizm i miłość własna. Doświadczenie „nocy” pomaga pokonywać egoizm, lenistwo, niecierpliwość, zazdrość, osądzanie bliźnich, obmowę, szukanie siebie we wszelkich praktykach pobożnych. W procesie tym dokonuje się oczyszczenie z uzależnień, wyzwolenie się z ciasnych schematów myślowych oraz różnorakich przywiązań, przyzwyczajeń, uprzedzeń.

- Czy w życiu codziennym można przeżywać „noc ciemną”?

- W jakimś stopniu ”noc ciemna” wpisuje się w życie każdego chrześcijanina, a szczególnie w życie codzienne. Dlaczego tak jest? Przede wszystkim z tego powodu, że podczas nocy sam Bóg oczyszcza nas i przemienia na głębokim poziomie naszego serca. To poziom, do którego sami nie jesteśmy w stanie dotrzeć.

To zasadnicza różnica między tzw. oczyszczeniem czynnym, (tym którego dokonujemy naszymi siłami) a biernym (którego dokonuje Bóg). Oczyszczenie bierne dotyczy głębi serca, podświadomości.

W najskrytszych zakamarkach naszego serca - jak wyjaśniał św. Jan od Krzyża - jest „tron”. A na nim wygodnie siedzi nasze „ja” i nie zamierza nikomu ustąpić miejsca. Jeśli zaprosimy tam Boga, to doświadczenie Jego miłości zintegruje nas wewnętrznie i stopniowo pozwoli zdetronizować nasze „ja”. Jeśli Bóg jest na swoim miejscu tzn. na tronie naszego serca i życia, to wszystko inne jest również na swoim miejscu.

Trzeba więc pozwolić „dać się przemieniać” przez Boga na Jego obraz. I to jest trudne bo nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Człowiek podświadomie nie chce oddać inicjatywy Bogu. Nie chce, by Bóg działał w jego wnętrzu i przemieniał go. Nasze "ja" chce wyznaczyć kierunek naszemu życiu, chce zawsze mieć inicjatywę.

Dogłębne wewnętrzne nawrócenie to proces a zarazem jedno z ważniejszych zadań „nocy ciemnej”. Wymaga on gotowości do poświęcenia, zaparcia się samego siebie, ofiary.

- W jaki sposób możemy kroczyć poprzez „noc ciemną”? Kto jest naszym przewodnikiem na tej drodze?

- Przewodnikami jest pragnienie, tęsknota za Bogiem i przede wszystkich wiara, ciągle oczyszczana w „nocy ciemnej”.

Droga pozornej ciemności, pustki i nicości jest w istocie drogą poznania Boga. Jest to droga przebóstwienia dokonującego się w życiu codziennym - tu i teraz.

Paradoksalnie noc ciemna jest jakąś formą kontemplacji Boga, można by powiedzieć „kontemplacji ciemnej”. Rozwinięta szczególnie w tradycji wschodniej teologia negatywna tzw. teologia apofatyczna, ciągle wskazuje na to, że Bóg jest nieskończoną tajemnicą, jest nieskończenie inny od nas i od tego co nas otacza. O wiele więcej o Nim nie wiemy niż wiemy. Na drogę modlitwy kontemplacyjnej wkraczamy przez zachwyt i zauroczenie się Bogiem.

- Jak rozeznać czym jest „noc ciemna” a czym nie jest?

- Doświadczeniu „nocy” towarzyszy oschłość, bezradność, brak pewności, pokusy, załamania. By przetrwać ten rodzaj biernego oczyszczenia, konieczna jest stałość, ufność, zawierzenie Bogu, cierpliwość, wytrwałość, pokorna nadzieja.

Każdy człowiek przeżywa swój rodzaj nocy. Jest ona wcześniej czy później doświadczeniem każdego, kto pragnie pójść za Bogiem i prowadzić głębokie życie duchowe. Kto szuka bliskich relacji z Bogiem i tęskni za Nim, ten jej doświadczy.

Człowieka wtedy otacza niezmierzona światłość, którą odbiera się jako nieprzenikniętą ciemność. Jest to czas, gdy trudno odczuć obecność Boga, która naznaczona jest przede wszystkim milczeniem. Mamy wówczas doświadczenie nieobecności Boga.

- Czy istnieją różnice miedzy doświadczaniem „nocy ciemnej” a doświadczeniem depresji?

- Zarówno w depresji jak i w „ciemnej nocy” ludzie doświadczają własnej bezsilności, bezbronności, samotności, opuszczenia i wyobcowania. Czują się bezwartościowi, wewnętrznie odwróceni, winni i grzeszni. Przeżycie to jest przesycone lękiem, beznadziejnością i bezsensownością. Na tym jednak kończą się podobieństwa.

Lekką depresję można często pomylić z „acedią” (duchową depresją), nie z „nocą ciemną”. Istnieje zasadnicza różnica między depresją zwłaszcza głęboką, a „nocą ciemną”.

„Noc ciemna” jest poprzedzona duchowym doświadczeniem. Jest to przede wszystkim religijne doświadczenie ludzi pragnących Boga, którzy idą w Jego kierunku. Ból i cierpienie jest spowodowane brakiem odczuwalnego doświadczenia Bożej obecności. Tam gdzie jest autentyczna „noc ciemna”, tam jest prawdziwe doświadczenia duchowe. W sytuacji tej, mimo bólu, cierpienia, człowiek stawia czoła swojemu codziennemu życiu, nie zaniedbuje swoich obowiązków. Głęboka depresja, często ze względu na swój przebieg jest w stanie tak osłabić cały organizm człowieka, że jakakolwiek aktywność zawodowa czy rodzinna jest w zasadzie wykluczona.

Doświadczenie „nocy ciemnej” może osłabiać naszą aktywność zawodową, ale jej zupełnie nie wyklucza, jest to bowiem doświadczenie duchowe a nie choroba łącząca objawy psychiczne z fizjologicznymi.

Przykładem tego zjawiska było długotrwałe przeżywanie „nocy ciemnej” św. Matki Teresy, przy jednoczesnym, mocnym zaangażowaniu w pomoc potrzebującym i niezwykłą aktywność dotyczącą akcji charytatywnych jak i kierowania zgromadzeniem zakonnym.

Duchowe doświadczenie ma psychologiczne podstawy. Depresja wpływa na ludzką psychikę, podobnie jak szereg innych chorób np. cukrzyca, niedoczynność tarczycy itp. Nie ma jednak powodu by przeakcentować jej wymiar duchowy. Na depresję mogą cierpieć osoby religijne, podobnie jak chorują na inne różne choroby w tym i choroby psychiczne.

Depresję trzeba leczyć farmakologicznie i psychoterapeutycznie, bo prowadzi do zrujnowania psychiki i ciała, wyniszcza cały organizm, uniemożliwia radzenie sobie z codziennością.

Natomiast „Noc ciemna” poddaje w wątpliwość obraz własnej osoby, obraz Boga. Oczyszcza duchowo z różnych iluzji religijnych, jednak nie eliminuje z życia codziennego i nie prowadzi do długiej hospitalizacji.

Jednym z elementów, pozwalających odróżnić czy ktoś cierpi na depresję, czy przeżywa noc ciemną jest wewnętrzna wolność. Ciężkiej depresji towarzyszy apatia i wyczerpanie organizmu, pacjent opada z sił, czuje się wewnętrznie przymuszony czy zniewolony swym psychicznym stanem do smutku i beznadziei. Najbardziej niebezpieczny moment jest przy leczeniu farmakologicznym wtedy, gdy pacjent nabiera więcej sił fizycznych – pozostawiony bez opieki może zrealizować często występujące w tej chorobie myśli samobójcze.

W „nocy ciemnej” cierpienie wiąże się z wewnętrzną pustką i brakiem doświadczenia Boga. Jest to noc próby wiary czy nawet jej okresowej utraty. Nie czuje się, że Bóg w ogóle istnieje. Z braku doświadczania Boga wynika doświadczenie małości, grzeszności i słabości. Ma ono jednak inny wymiar niż postawy depresyjne, gdzie człowiek całkowicie widzi wszystko w czarnych kolorach, jest odcięty od siebie i od obecności drugiego człowieka, pełen rozpaczy.

Nawet pośrodku ciemnej nocy, można się czuć mimo wszystko wolnym. Pragnienie i tęsknota Boga są jednocześnie powodem olbrzymiego cierpienia jak i większej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielone światło dla Brexitu

2019-10-17 19:21

wPolityce.pl / ems/PAP

Pixabay.com
Klamka zapadła! Unijna „27” dała zielone światło dla umowy ws. brexitu. Przywódcy wezwali Komisję Europejską, Parlament Europejski i Radę UE do podjęcia koniecznych kroków, by zapewnić, że porozumienie będzie mogło wejść w życie 1 listopada 2019 roku. Rada Europejska w formacie 27 zakończona. Konkluzje przyjęte - napisał na Twitterze Preben Aamann, rzecznik prasowy szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem