Reklama

Lubię życie

Sebastian od pięciu lat leży w domu. Ma 24 lata. Czasami, na wózku elektrycznym, opuszcza mieszkanie - w tym roku jeszcze nie było na to odpowiedniego dnia. Ale Sebastian nie przestaje się uśmiechać. Rozmawiamy o głośnym przypadku Janusza Świtonia. Poprosić o eutanazję? Ale po co? - Mam swoje życie, całkiem niezłe. Lubię żyć.

Niedziela kielecka 14/2007

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Sebastian kończył II klasę Technikum Leśnego w Zagnańsku, gdy doszło do tego nieszcześliwego zdarzenia - wypadł z tarasu na plecy, na stertę cegieł. 45 minut czekano na karetkę, która zawiozła go do Piekar Śląskich. Gdy Sebastian obudził się po operacji, diagnoza brzmiała: złamanie kręgu szyjnego C5 i C6, z uszkodzeniem rdzenia kręgowego na tej wysokości. W konsekwencji całościowy zanik mięśni.
Co czuł, co myślał? - Nie załamałem się. Stało się, jak się stało, medycyna idzie do przodu. Wierzyłem i wierzę, że będę chodził.
Matka - Jolanta Patkowska opowiada, jak trudny był ten pierwszy tydzień w szpitalu. - Zostały z niego same kości, choć jadł normalnie i mnóstwo pił, bo utrzymywała się wysoka gorączka. Potem był szpital w Reptach, gdzie opieka medyczna pozostawiała wiele do życzenia. Po prostu brakowało ludzi, już wtedy wyjeżdżali na Zachód. - Pionizowałam go na specjalnym łóżku, tracił przytomność, wdało się zatrucie organizmu moczem - mówi J. Patkowska.
Minął rok, nim Sebastian doszedł do lepszej formy. - Zawsze tak się uśmiechałeś? - pytam. - Zawsze, nawet w szpitalu.
Jest z nami Karolina. Poznali się w Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie podczas turnusu aktywnej rehabilitacji. Przychodzi codziennie, pomaga mu w ćwiczeniach. Karolina to ktoś bliski. - Po wypadku ani razu się nie załamałeś? To niemożliwe! - pyta Karolina. - Nie. - Ja mam twardą psychikę - odpowiada jej Sebastian.

Między ludźmi

Jego matka widzi to nieco inaczej. - Bał się obcych ludzi, bał się świata poza domem. Za nic nie chciał wyjechać do Piekoszowa. W domu - co innego, nie było dnia, żeby ktoś nie przyszedł. Po roku przerwy Sebastian podjął próbę nadrobienia szkolnych zaległości indywidualnym tokiem nauczania w jednym z kieleckich liceów. Matka przewracała mu kratki podręczników, pisała notatki. Maturę zdawał w domu, przed komisją, jedna z nauczycielek pisała w jego imieniu część pisemną. Zdał na samych piątkach - mówi z dumą pani Jolanta. Pomoc przyjaciół i bliskich na tym etapie życia była mu niezbędna.
Zadaniem Ewy Sałaj, prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych, ich Rodzin i Przyjaciół „Nasz Dom”, jest wyszukiwanie osób podobnych Sebastianowi, docieranie do domów, które są zamknięte, a pomoc wciąż odrzucana. Wszystko po to, aby dać wsparcie, wskazać sposoby, jak żyć. Pokazać, że życie może być piękne i cenne - także na wózku. Ewa Sałaj także porusza się na wózku, a samodzielności mógłby jej pozazdrościć niejeden zdrowy. Pozostaje świadkiem i przykładem najbardziej wiarygodnym z wiarygodnych.
Sebastian długo odmawiał wyjazdu do Piekoszowa, który od lat gromadzi środowisko niepełnosprawnych, lecząc ich dusze i ciała. Wreszcie w lipcu ub.r. zdecydował się na turnus aktywnej rehabilitacji. Wrócił odmieniony. - Zmusili mnie do wysiłku, zabrali wózek elektryczny (żeby mięśnie jak najwięcej pracowały), zapędzili do ćwiczeń rozciągających na matach, zakazali leniuchowania. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć, pokonywać bariery architektoniczne, no i te duchowe, może trudniejsze. W Piekoszowie są po prostu fajni ludzie, nikt niczego nie udaje. My tam naprawdę się śmiejemy, aż szczęki bolą - opowiada Sebastian.
Ten szczery uśmiech Sebastiana uchwyciło oko telewizyjnej kamery, gdy pchany na wózku przez kleryka zaliczył ubiegłoroczny wrześniowy rajd pielgrzymkowy.

Blaski i cienie

Sebastian wymaga opieki. Trzeba go myć, uprać mu i ugotować, załatwić różne sprawy - wylicza matka, sama schorowana, na wcześniejszej emeryturze. Sebastian utrzymuje, że stara się być samodzielny - no, może nie w takim stopniu, jak jego brat bliźniak, ale zawsze.
Pobiera rentę socjalną. Trzecia z kolei komisja lekarska przyznała mu... II grupę inwalidzką. - W jakim człowiek musi być stanie, żeby dostać I grupę? - zastanawia się Sebastian.
U Patkowskich się nie przelewa - leczenie i rehabilitacja są bardzo kosztowne. Ewa Sałaj i Jerzy Pyrek, wiceprezes Świętokrzyskiego Konwentu Osób Niepełnosprawnych i Pacjentów, pomagali przełamywać bariery socjalne, organizacyjne, mieszkaniowe. - Oni w tej sytuacji całkiem nieźle sobie radzą - mówi E. Sałaj. Za „skandaliczne” uważa przyznanie Sebastianowi II grupy inwalidzkiej; zna osoby chodzące i w miarę samodzielne - z I grupą. To należy zmienić. Interweniowali już u Marka Sceliny, pełnomocnika prezydenta Kielc ds. osób niepełnosprawnych.
Luźny projekt, powoli nabierający realnych kształtów, to studia. Może na Akademii Świętokrzyskiej, gdzie Karolina studiuje rewalidację? Sebastian twierdzi, że interesuje go wiele rzeczy - zarządzanie, marketing, informatyka?
Jego sytuacja nie spędza mu snu z powiek. Dobrze i długo sypia, a kilka godzin w ciągu dnia wypełniają mu intensywne ćwiczenia. 5 razy w tygodniu przychodzi rehabilitant, poza tym ćwiczy sam lub z pomocą przyjaciół. Ogląda telewizję, interesują go naukowe programy medyczne (pilot i telefon komórkowy obsługuje nosem). Trudniej z czytaniem, ale jako student potrafiłby sobie z tym poradzić. Wierzy, że nadejdzie dzień, kiedy medycyna pomoże takim jak on. Codziennie się modli i ma swój „układ z Panem Bogiem”. Ma wolę życia. Ale to wszystko nie zwalnia instytucji, społeczeństwa - każdego z nas, z obowiązku pomocy i ludzkiej solidarności z Sebastianem i kilkudziesięcioma podobnymi mu osobami w województwie świętokrzyskim, które rokrocznie rozpoczynają nowe życie - na wózku inwalidzkim.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Przybylski na Groniu Jana Pawła II: uczmy się chodzić po ziemi, mając niebo w sobie

2026-01-01 20:34

[ TEMATY ]

abp Andrzej Przybylski

Diecezja Bielsko-Żywiecka

Kilkaset osób wzięło udział w noworocznej Mszy św. na Groniu Jana Pawła II w Beskidzie Małym. Eucharystii przewodniczył arcybiskup katowicki Andrzej Przybylski. W homilii zachęcił wiernych, aby rozpoczynając nowy rok, uczyli się „chodzić po ziemi, mając niebo w sobie”. Wskazał na godność każdego człowieka jako dziecka Bożego i wezwał do porzucenia postawy niewolnika na rzecz ufnej relacji z Ojcem.

Arcybiskup zwrócił uwagę, że choć wraz z początkiem roku wszyscy stajemy się o rok starsi, to w perspektywie wiary człowiek może pozostawać duchowo młody. - Dla ziemi dojrzewamy i starzejemy się, ale dla nieba możemy stawać się coraz młodsi - podkreślił. Wyjaśnił, że bliskość Boga nadaje sens upływowi czasu i pozwala przeżywać go z nadzieją.
CZYTAJ DALEJ

Zmiany zasad pisowni polskiej obowiązujące od 1 stycznia 2026 r. - pełna lista

2026-01-02 06:17

[ TEMATY ]

polszczyzna

Adobe Stock

11 zmian w ortografii ustanowionych przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN weszło w życie 1 stycznia 2026 r. Językoznawcy podkreślają, że nowe reguły będą łatwiejsze do stosowania w praktyce. To najpoważniejsza korekta reguł pisowni od kilkudziesięciu lat - ostatnią przeprowadzono w Polsce w 1936 r.

Dopuszczenie alternatywnego zapisu (małą lub wielką literą) nieoficjalnych nazw etnicznych, takich jak kitajec lub Kitajec, jugol lub Jugol, angol lub Angol, żabojad lub Żabojad, szkop lub Szkop, makaroniarz lub Makaroniarz.
CZYTAJ DALEJ

Wspólnota niesie chorego, a Jezus stawia go na nogi i oddaje mu dom

2026-01-02 10:28

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

źródło: wikipedia.org

Mozaika, Sant’Apollinare Nuovo, VI w.

Mozaika, Sant’Apollinare Nuovo, VI w.
Scena rozgrywa się u schyłku życia Samuela. Starsi przychodzą do Ramy i domagają się króla. W tle stoi starość proroka oraz gorycz z powodu synów, którzy wypaczali sąd. Prośba brzmi: „Ustanów nam króla, aby nami rządził, jak u wszystkich narodów”. W Izraelu to zdanie dotyka tożsamości. Pan wyprowadził lud z Egiptu i prowadził go przez pustynię bez ludzkiego tronu. Dlatego Bóg mówi Samuelowi: „Nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad sobą”. Słowo „król” (melek) staje się tu imieniem tęsknoty za stałym punktem i za widzialną ochroną. Lęk i pragnienie podobieństwa do innych narodów okazują się silniejsze od pamięci przymierza.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję