Leszek Szczepański: - Jak wygląda Księdza praca w Stanach Zjednoczonych?
Ks. Sławomir Kurc: - Ponad 3 lata temu kard. Franciszek George, arcybiskup Chicago, skierował mnie do pracy w parafii św. Daniela Proroka, położonej w płd.-zach. części Chicago. Powierzając mi obowiązki, prosił, aby szczególną opieką otoczyć wspólnotę polską.
Jako duszpasterz pracuję przede wszystkim dla Polonii, ale służę także wspólnocie amerykańskiej. Parafia św. Daniela skupia przy sobie wiele wspólnot, najliczniejsze są irlandzka i polska (ok. 2 tys.). Są także wspólnoty niemiecka, włoska oraz meksykańska. Parafia św. Daniela Proroka jest dla Polonii parafią personalną, a więc osoby, które zapisują się do parafii, przyjeżdżają do tego kościoła niekiedy z bardzo daleka. Niektórzy, aby móc uczestniczyć w polskiej Mszy św., przemierzają odległość nawet 30 km. Główne moje zajęcia to przede wszystkim sprawowanie sakramentów św., posługa w konfesjonale, prowadzenie nauk przedchrzcielnych i przedślubnych; posługa w kancelarii parafialnej, nauka w sobotniej szkole. Pomagam również w Sądzie Biskupim jako audytor oraz - od pół roku - w sąsiedniej parafii św. Turybiusza, która do chwili obecnej nie posiada jeszcze polskojęzycznego kapłana.
- Czym różni się parafia w Stanach od parafii polskiej?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
- Księża przyjeżdżający z Polski dbają o zachowanie polskiej tradycji, ponieważ Polacy mieszkający na emigracji potrzebują naszej polskiej religijności - polskiej tradycji i polskich zwyczajów w przeżywaniu świąt i uroczystości liturgicznych. Tradycja amerykańska jest odmienna. Mnie najbardziej boli to, że pewne zwyczaje chrześcijańskie nie są podtrzymywane i kultywowane, np. symbolika Wielkiego Tygodnia - Ciemnica czy Grób Pański. Ale z kolei trzeba zauważyć, że żyjemy tutaj w innych warunkach i utworzyła się tu odmienna tradycja, co niejednokrotnie księża amerykańscy podkreślają.
- Ameryka to kraj wielu kultur, które często się mieszają. Ponadto dochodzi trudna sytuacja Kościoła w Ameryce. Czy ludzie odchodzą od Boga i wiary?
- Tylko co czwarty mieszkaniec Ameryki jest katolikiem. Ponadto w Ameryce w ostatnich latach utworzyło się wiele różnych wspólnot o charakterze religijnym, nie mających z Kościołem katolickim nic wspólnego. Także prężne są sekty, które na wszelkie możliwe sposoby próbują przeciągnąć na swoją stronę nie tylko katolików, ale i wyznawców innych religii. Jednak myślę, że ci, którzy są zdeklarowani jako chrześcijanie, pomimo ciężkiej sytuacji trwają mocno w związku z Kościołem. W mojej parafii jest wielu przykładnych katolików, którzy regularnie uczęszczają na Mszę św., korzystają z sakramentu pojednania oraz przystępują do Komunii św.
- Jaka jest amerykańska młodzież?
Reklama
- Trudno się pracuje z tamtejszą młodzieżą. Często jest tak, że nastolatki oprócz uczęszczania do szkoły, w bardzo młodym wieku zaczynają pracę. Wytworzył się taki trend, że młody człowiek za wszelką cenę powinien utrzymać się sam i być niezależny finansowo. Także młodzi ludzie w ciągu całego tygodnia mają wiele zajęć pozaszkolnych, w zależności od ich zainteresowań czy ambicji rodziców. Dlatego prowadzenie spotkań dla młodych ludzi przy kościele jest praktycznie niemożliwe. Jedyną formą oddziaływania na młodych jest uroczysta, specjalnie skierowana do nich niedzielna Eucharystia, czy dobrze przygotowana katecheza w Polskiej Sobotniej Szkole. Należy w tym miejscu wspomnieć bardzo ważny element w wychowaniu młodego człowieka. Młodzież amerykańska jest wychowywana w duchu wielkiego poszanowania dla starszych i niepełnosprawnych, także do różnych ras i narodowości oraz szkoły i Kościoła. Jednym z podstawowych obowiązków każdego ucznia jest w ciągu roku odpracować 40 godz. społecznych na rzecz szpitala, domu opieki, szkoły, kościoła czy parku, co bardzo rozwija w młodym człowieku ducha wolontariatu. Dzięki takiej szkolnej praktyce, wielu dorosłych angażuje się chętniej, pracując na rzecz parafii czy szkoły bez wynagrodzenia.
- Co Księdza najbardziej zaskoczyło w Stanach Zjednoczonych?
- Dla mnie zaskoczeniem było to, że Kościół amerykański nastawiony jest mocno na materialną stronę życia. Ten wymiar życia duszpasterskiego odpowiada bezwzględnym realiom ekonomicznym, które nie oszczędzają żadnej wspólnoty wyznaniowej. Inaczej mówiąc, parafia musi utrzymać płynność finansową, w przeciwnym razie jest zamykana. Znane są takie przypadki.
- Jak Ksiądz uważa, czy wizyta Ojca Świętego Benedykta XVI w Stanach Zjednoczonych cokolwiek zmieni w amerykańskim Kościele katolickim?
- Uważam, że wizyty Następcy św. Piotra są bardzo potrzebne w tym kraju, ponieważ Ameryka wydaje się przeżywać kryzys wiary i wartości, dlatego tym bardziej potrzeba jej autentycznego świadka wiary. Ten kraj ogarnięty jest żądzą pieniądza, co również w jakiejś części dotyka naszych rodaków. Dlatego ciągłe przypominanie ludziom o ich powołaniu do świętości, roli i godności człowieka, poszanowaniu życia ludzkiego ma ogromną siłę, kiedy płynie z ust Namiestnika Chrystusowego. Czy wizyta Benedykta XVI coś zmieni? Czas pokaże. W każdym razie trzeba nam się gorąco modlić o otwarcie się Ameryki na przesłanie Papieża i o owoce tej pielgrzymki.
- Jak długo zamierza Ksiądz pozostać w Chicago?
- Tego jeszcze nie wiem. Nie zależy to tylko ode mnie. Ale kiedy wyjeżdżałem do Polski na dwutygodniowy urlop, parafianie pytali mnie: „czy ksiądz wróci do nas?”. Kiedy wyjechałem, przez dwa tygodnie nie było tam Mszy św. polskiej, gdyż polskich księży jest niewielu. Czuję się tam potrzebny. Po niespełna czterech latach znam już problemy tych ludzi. Ksiądz niejednokrotnie jest dla wielu osobą, u której mogą szukać oparcia w różnych trudnych i zawiłych sytuacjach życiowych. Widzę wielką potrzebę mojej obecności tam jako kapłana z Polski.
