Reklama

Wiekopomne chwile

Stanisława Czepińska

„....Szczęśliwe oczy Wasze, że widzą i uszy Wasze, że słyszą. Bo zaprawdę powiem Wam: Wielu pragnęło ujrzeć to, na co Wy patrzycie, a nie ujrzeli i usłyszeć to, co Wy słyszycie, a nie usłyszeli”
(Mt 13,1-23)

Była jedna z wielu niedziel początku lat 80. ubiegłego stulecia. Ostra zima i szczelnie zamarznięte okna małego przystanku PKP w Grzęsce. Grupka zziębniętych ludzi wydmuchiwała kółeczka w szybach okiennych, wyglądając ze zniecierpliwieniem przyjazdu pociągu do Przeworska. I znów pociąg był opóźniony, i znów - jak to wielekroć bywało - nie zdążą na Mszę św. do kościoła parafialnego w Przeworsku. Zdążą tylko ci, którzy wybrali się do Przeworska pieszo, tylko młodzi i silni, zdolni swobodnie przemierzyć pieszo około siedem kilometrów dzielących Grzęskę od Przeworska. Tymczasem, pewna grupka ludzi, w której był ówczesny katecheta ks. Stanisław Ozga, ustalała plan - zdawało się nierealny, zdawało się szaleńczy: trzeba wybudować w Grzęsce kościół. Własny, jedyny, wyśniony i wymarzony.

Po prostu bieda

Od myśli do czynu była - zdawało się - krótka droga. Komitet Budowy Kościoła, Kuria Biskupia oraz Urząd Wojewódzki w Przemyślu, i w styczniu 1981 r. przybyło zezwolenie na budowę kościoła i towarzyszących obiektów.
Zaczęto więc żmudne gromadzenie materiałów budowlanych. Żmudne, gdyż nie zostaliśmy objęci tzw. „przydziałem” i większość materiałów należało „załatwiać” poza lokalnymi magazynami, np. stal w Krakowie, blachę w Sosnowcu, szkło w Krośnie, itp.
Warunki gospodarczo-ekonomiczne w naszym kraju były w owym czasie najtrudniejsze od chwili wyzwolenia. Stąd to w społeczeństwie polskim wystąpiło ogólne niezadowolenie, które wciąż narastało. W większych zakładach pracy wybuchały strajki, obejmując z biegiem czasu cały kraj. W sklepach na pustych półkach stał tylko ocet, a wszelkie podstawowe artykuły niezbędne do codziennej egzystencji zostały objęte reglamentacją. Była po prostu bieda. Pracownicy zjednoczyli się więc w Związki Zawodowe „Solidarność”, które postawiły sobie za cel poprawę warunków bytu i demokratyzację życia.
13 grudnia 1981 r. został ogłoszony stan wojenny. Powiało grozą. Wprowadzono godzinę policyjną. Zabroniono organizowania spotkań, zabroniono swobodnego poruszania się, internowano aktywnych ludzi, a szczególnie działaczy „Solidarności”. I zdawało się, że stanie się to, co wcześniej komunistyczne władze zapowiadały: że ścieżki do kościołów zarosną i że kościoły opustoszeją. Polak jednak potrafi wszystko, a szczególnie w imię dobrej sprawy potrafi ominąć wszelkie znaki zakazu. Tak było również w Grzęsce. Na tle kryzysu gospodarczo-ekonomicznego i przeobrażeń społecznych kraju, nieprzerwanie trwały prace przy budowie kościoła, plebanii i punktu katechetycznego. I w niespełna rok od ogłoszenia stanu wojennego, bo już we wrześniu 1982 r., dokonano poświęcenia kamienia węgielnego. I od tej pory, w każdą niedzielę i święto, była celebrowana Msza św. w naszym miejscowym kościele w Grzęsce.
15 czerwca 1983 r., aktem erekcyjnym Kurii Metropolitalnej w Przemyślu, została powołana w Grzęsce parafia rzymskokatolicka, której proboszczem został ks. Stanisław Ozga. Nadal systematycznie wykańczano poszczególne etapy budowy i 15 września 1984 r. miała miejsce historyczna uroczystość - poświęcenie kościoła parafialnego pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Grzęsce.
Następne etapy, to prace wykończeniowe i upiększeniowe kościoła, plebanii, punktu katechetycznego oraz budowa dzwonnicy, schodów i otwarcie cmentarza parafialnego. Tak powoli dotarliśmy do pierwszych, a później następnych misji świętych, do peregrynacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, do czterech prymicji naszych krajanów, do powołania grup katolickich, takich jak: Grupa Synodalna, Akcja Katolicka, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, Koło Misyjne, Rada Duszpasterska.

Reklama

Święty jest Dom Pański

Nadszedł dzień 15 września br. - dzień obchodów 25. rocznicy istnienia naszej parafii, 25. rocznicy proboszczowania ks. Stanisław Ozgi oraz konsekracji kościoła i ołtarza. Uroczystości te poprzedził odpust parafialny i 3-dniowe rekolekcje, głoszone przez ks. prał. Stanisława Biegaja. Dla naszych parafian rekolekcje były wielkim przeżyciem duchowym. Zarówno dzieci, jak też młodzież i starsi uczęszczali licznie na nauki, by godnie przygotować swoje serca na przeżycie obchodów odpustu parafialnego i konsekracji kościoła.
Za zasługą i staraniem proboszcza ks. Stanisława Ozgi i jako jego dar na Jubileusz 25-lecia, parafia otrzymała relikwie Krzyża Świętego, które w dniu rozpoczęcia rekolekcji zostały procesyjnie wniesione do kościoła. Relikwie te stanowią dla parafian nieoceniony skarb, godny wielkiej czci i adoracji.
Uroczystości obchodów 25-lecia parafii uświetnił swoją obecnością abp Józef Michalik, który dokonał konsekracji kościoła i ołtarza, przewodniczył uroczystej koncelebrowanej Mszy św. i wygłosił homilię. W słowie wygłoszonym na rozpoczęcie Mszy św., a następnie w homilii, Pasterz naszej archidiecezji podkreślił, że konsekracja kościoła to szczyt liturgicznego uwielbienia Boga, to położenie duchowego fundamentu jako związku umacniającego wiernych z Kościołem, którzy chcą uwielbiać Pana Boga i czuć się odpowiedzialnymi za wszystkie sprawy na tej ziemi zlecone przez Chrystusa całemu Kościołowi. Najpiękniejszą świątynią, w której zamieszkał Bóg, było serce i łono Matki Najświętszej. Także serca nasze, na wzór serca Maryi, są tym miejscem, gdzie mieszka Bóg, są świątynią Ducha Świętego. Wszakże sam Pan Jezus w Wielkoczwartkowy wieczór kazał poszukać Wieczernika, kazał zatroszczyć się o specjalne miejsce, gdzie będzie mógł ustanowić Najświętszą Eucharystię, ponawianą po dziś dzień na całym świecie. Dlatego budowanie świątyni na wyłączonym i oddanym Bogu kawałku ziemi, ma służyć wzmocnieniu kontaktu i zjednoczeniu z Jezusem już tu na ziemi, jeśli kiedyś mamy żyć z Nim w niebie. Nie możemy się zniechęcać grzechem, upadkiem, bo jest Ktoś, kto nas kocha. Ktoś, kto umarł na krzyżu, aby zmazać nasze grzechy, kto obmył nas Krwią Swoją Najświętszą. Dlatego budujemy kościoły - kontynuował Ksiądz Arcybiskup - by w nich posłuchać nauki naszego Pana, posłuchać, co On nam mówi i co wskazuje, i przyjmować Słowo Boże z większą ufnością i wiarą. By odczuć następnie w naszym życiu obecność Jego Matki, oddanej nam za Matkę z wysokości krzyża przez Konającego Syna.
Budujemy kościoły, bo potrzebne są miejsca, gdzie usłyszymy o godności człowieka, którą trzeba rozwijać, pogłębiać, odkrywać, bo inaczej człowiek zmarnuje wszystko, nie tylko doczesność i programy życiowe, lecz także wieczność. Obserwujemy dziś ogromny postęp. Idą nowe czasy. Globalizacja, sięganie po przestrzenie kosmiczne, usiłowanie wejścia w tajemnice natury, próby wkroczenia w prawo ustanowione przez Boga, chęć zatarcia wymiaru Bożej tajemnicy i Bożej obecności w świecie. I tylko w świątyni możemy zrozumieć, że z postępu na tyle należy korzystać, aby nie pozwolić przeniknąć się złymi treściami. Dzisiaj próbuje się wszystko zrelatywizować. Mówi się dzisiaj, że można inaczej interpretować prawa Boże i prawa ludzkie. Nie wolno jednak zapomnieć, że są pewne zasady, reguły, od których nie można odejść, bo są one wpisane w Stwórczy Boży plan. I to właśnie tu, w naszych kościołach poznajemy, że człowiek jest stworzony po to, by nieustannie osiągać nieskończoność Bożą, by zrozumieć, że postęp zewnętrzny jest związany ze świadomością odpowiedzialności za wnętrze, za duszę nieśmiertelną. W tej świątyni, właśnie tu, jest droga rozwoju człowieka, rozwoju społeczności, rozwoju Ojczyzny naszej. I tylko tu poznamy nowy sens, nową wartość i nową nadzieję na zbawienie.
Właśnie tu, w tej świątyni wzniesionej przed ćwierćwieczem słowa naszego Arcypasterza zapadły głęboko w serca słuchaczy. A nasze pokolenie trwało w skupieniu, szczęśliwe, że widziało i słyszało to, co pragnęli ujrzeć i usłyszeć nasi dziadowie i pradziadowie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce i Europie, wcześniej był rolnikiem

2020-08-07 11:48

[ TEMATY ]

pielgrzymka

krzyż

pokuta

Pielgrzymka 2020

facebook.com/NowinyGliwickie

Pan Mieczysław pochodzi spod Elbląga, ma prawie 70 lat i od 25 lat chodzi z krzyżem po Polsce jak i całej Europie. Najdalej był w Paryżu. Jak sam o sobie mówi: Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić – czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Pielgrzym, który wcześniej był rolnikiem chodzi ubrany w pokutną szatę, na barkach niesie drewniany krzyż, a na plecach niewielkich rozmiarów plecak, w którym jak mówi nosi ze sobą swój nocleg. Ma śpiwór, bieliznę, folię przeciwdeszczową. Dużą uwagę przywiązuje do pism ewangelizacyjnych, którymi może pomagać innym.

 — Jezus daje mi znaki. Czasem w drodze dzieją się cuda, to daje mi wiarę w sens tej pielgrzymki — mówi p. Mieczysław w Dzienniku Elbląskim.

Spotyka przyjaciół krzyża, ale są też i jego wrogowie, którzy krzyczą „do tartaku idziesz z tym drzewem?” — I takich trzeba wysłuchać — podsumowuje z uśmiechem pan Mieczysław.

Pan Mieczysław swoje pielgrzymowanie finansuje z własnej emerytury, czasem dostaje od ludzi także drobne datki i wsparcie.

- Moje ciało jest niczym, a ja tylko imieniem - bez Boga nie byłoby mnie, to niesamowite, jak wypełnia moje ciało i pozwala mu żyć – mówi pokutnik.

— Nawróciłem się. Chcę ludziom przybliżyć Jezusa, chcę im przekazać, żeby strzegli się grzechu, że człowiek, który przesiąknie grzechem jest stracony, ale może się zawsze od niego uwolnić.

— Piłem, żyłem w grzechu. Było źle. Wtedy przyszedł do mnie Pan Jezus i zrozumiałem, że tak dalej być nie może. Bóg mnie uzdrowił i poczułem się zobowiązany, by głosić ludziom Jego imię — czytamy w Dzienniku Elbląskim.

Przeczytaj także: 27-latek idzie z krzyżem przez Polskę. Modli się o nawrócenie narodu

- Pana Mieczysława z krzyżem i różańcem w ręku, ubranego niczym ksiądz Robak, zauważyłem na ulicy 31 Stycznia. Szedł od skrzyżowania w stronę starostwa. Zanim zawróciłem i zostawiłem samochód na parkingu zdążył wejść do sklepu spożywczego. Jednak wiedziałem, gdzie jest. Pod sklepem zostawił oparty o ścianę duży drewniany krzyż. – Dzień dobry – powiedziałem, gdy wyszedł z drobnymi zakupami spożywczymi – czytamy na portalu chojnice.com opis jednego ze spotykających go ludzi.

Dokąd zmierza? Kogo spotyka? – Nie wiem dokąd idę, o tym czasami decyduje ułamek chwili, jakaś rozmowa – mówi pan Mieczysław. Uważa, że w życiu nie ma nic bez sensu, że wszystko dzieje się po coś. Ludzie, których niby przypadkiem spotyka i którym pomaga, są mu przeznaczeni. Chociażby jeden z rozmówców, który pomylił wagony i zamiast do 12 przyszedł do 15. I już został, bo wciągnął się w rozmowę z panem Mieczysławem i poczuł ulgę, gdy wydusił z siebie swoje problemy.

Pan Mieczysław w miejscowościach które odwiedza szuka kościołów w których może się pomodlić. Nie narzuca się przechodniom, nie wciska nic na siłę. Czeka aż ktoś sam podejdzie, zacznie rozmowę. Dzieli się swoim świadectwem wiary, przekazuje to, co ma najcenniejsze.

 – Wiele razy poczułem, że to co robię ma sens, bo ludzie nawracali się, wracali do Kościoła po wielu latach rozłąki z Bogiem – wyznaje p. Mieczysław.

Pan Mieczysław spotkał się w ostatnich dniach z Michałem, który w te wakacje przemierza Polskę z 3m. krzyżem na plecach.

facebook.com/PanstwoBoze

Przeczytaj także: 27-latek idący z krzyżem przez całą Polskę dotarł na Giewont!
CZYTAJ DALEJ

Turcja: trzy tysiące zakażonych koronawirusem po modlitwie w Hagii Sophii

2020-08-10 20:37

[ TEMATY ]

Hagia Sophia

Katarzyna & Hakan Kaner

Około trzech tysięcy zakażonych koronawirusem – taki jest bilans sanitarny pierwszej muzułmańskiej modlitwy w zamienionym na meczet muzeum Hagii Sophii w Stambule, dawnej chrześcijańskiej katedry patriarchów Konstantynopola. Modlitwa odbywała się 24 lipca, w czasie pandemii, z udziałem 350 tys. ludzi zgromadzonych wokół budynku, epidemiolodzy spodziewali się więc nowych zakażeń.

Choć 500 zaproszonych gości, przebywających wewnątrz Hagii Sophii, znajdowało się w bezpiecznej odległości od siebie nawzajem, to czterej oficjele rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, którzy modlili się w pobliżu prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana, jest w gronie zakażonych. Dystans zachowywano również w pobliżu Hagii Sophii, ale z dala od kamer telewizyjnych ludzi tłoczyli się tłumie.

Profesor Sarp Üner z Instytutu Zdrowia Publicznego na uniwersytecie Hacettepe w Ankarze zaznaczył, że na modlitwę do Stambułu przybyło wielu ludzi z całego kraju i to oni przekazali wirusa. – Myślę, że masowe zgromadzenie w Hagii Sophii zwiększy liczbę przypadków w Stambule. Na pewno czekają nas ciężkie dni – wskazał naukowiec.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję