Święta Bożego Narodzenia to dni wielkiej radości, bo narodził się nam Zbawiciel. Tegoroczne święta dla Kościoła Sosnowieckiego są wypełnione wspomnieniami. Niedawno, bo 7 października Pan powołał do Siebie pierwszego Biskupa Sosnowieckiego Adama Śmigielskiego. Szczególnie będziemy pamiętać o zmarłym Biskupie w Wigilię Bożego Narodzenia, kiedy obchodziłby na ziemi swoje imieniny.
Zasiadając do wigilijnego stołu, uczestnicząc w Pasterce, odwiedzając znajomych pamiętajmy też o tym, co nadaje sens tym całym świątecznym dniom - o tajemnicy Wcielenia samego Boga! Chodzi o zrozumienie tego, dlaczego znów w kalendarzu naszego życia są święta Bożego Narodzenia. Można zadbać o wszystko na święta - i choinkę, i o prezenty pod choinkę, a także o stół świąteczny. Można przeżyć święta Bożego Narodzenia w dobrym samopoczuciu szanującego się katolika, a jednak nie zauważyć tego, co najważniejsze. Można nie dojrzeć blasku owej gwiazdy, wielkiej tajemnicy Boga, który wychodzi nam na spotkanie. Boga, który ma ludzką twarz Jezusa z Nazaretu. Boga, który staje się dla nas Człowiekiem.
Lubimy te Święta. Dają nam one poczucie ciepła, bliskości rodzinnej. Niestety, jednak wielu ludzi sprowadza Boże Narodzenie jedynie do sentymentalnego wspominania wydarzenia sprzed 2000 lat: mały Jezusek, sianko, zwierzęta w stajence... To wszystko ma swój urok. Niemniej jednak Narodziny Pańskie to wydarzenie, które ma się stawać także tu i teraz, tj. w ludzkim sercu, tzn. w moim i Twoim sercu. Chodzi o to, aby Boże Narodzenie miało odniesienie do naszego życia. I tego życzę wszystkim, a także radości, miłości, zdrowia i dostatku, o czym najczęściej mówimy w świątecznych życzeniach.
Wszystkim Czytelnikom życzę, aby cieszyli się sensem wykonywanej pracy, spełnieniem marzeń i odnajdywania Boga w codzienności. Tak jak odnaleźli Go pasterze z Betlejem i Mędrcy ze Wschodu. Niech Nowy Rok 2009, pomimo zapowiadanego kryzysu, będzie czasem solidarności i życzliwości, bo wtedy będzie nam łatwiej znosić niedostatki. Niech Bóg nam błogosławi.
O trudnym procesie przebaczenia zabójcy swego syna powiedziała w ekskluzywnym wywiadzie dla mediów watykańskich matka dziennikarza Jamesa W. Foleya, porwanego i zabitego przez tzw. Państwo Islamskie ISIS. Diane Foley została przyjęta przez papieża Leona XIV wraz z pisarzem Columem McCannem, z którym napisała książkę, aby opowiedzieć nie tylko o wydarzeniach związanych ze śmiercią swojego syna, lecz także o własnej drodze ludzkiej i duchowej - bolesnej podróży miłości i woli zrozumienia, która doprowadziła ją nawet do spotkania z jednym z zabójców.
Diane Foley jest matką. Nie ma dokładniejszej definicji, by opowiedzieć historię tej kobiety i jej „drogę miłosierdzia”. Jej syn to James W. Foley, Jim - dziennikarz porwany na północy Syrii w 2012 roku i dwa lata później ścięty przez ISIS. W październiku 2021 roku Diane znalazła w sobie siłę i determinację, by spotkać się z Alexanda Koteyem, jednym z zabójców swojego syna, porozmawiać z nim, dać mu poznać, kim naprawdę był Jim - człowiekiem odważnym, wielkodusznym, pragnącym ukazywać życie i prawdę spotykanych ludzi.
Choroba, umieranie i przemijalność w doczesności to powszechne doświadczenie, którego nie uniknie żaden człowiek. Ale nie każda choroba prowadzi do śmierci, a dzięki rozwojowi medycyny wynaleziono lekarstwa na wiele dawniej nieuleczalnych schorzeń. Trudno jednak wyleczyć pewną chorobę – i wcale nie chodzi o najgorsze typy nowotworów. Tą chorobą jest pycha. Księga Mądrości Syracha podkreśla dzisiaj, że „(...) na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła zapuściło w nim korzenie” (3, 28).
To pierwszy grzech z katalogu grzechów głównych oraz przyczyna wielu złych myśli, czynów i postaw, w tym ciężkich moralnie upadków. Człowiek pyszny ślepo ufa sobie, jest przekonany o swojej wyższości i samowystarczalności, a w konsekwencji jest egoistą i odmawia posłuszeństwa Panu Bogu. Pycha odrzuca dobro ofiarowane przez Boga. Nazywana jest matką wszystkich wad. Leży ona u podstaw skąpstwa, często przeradza się w snobizm i agresję, rodzi wewnętrzną pustkę i samotność. Pycha ma wiele postaci, ale nigdy nie postrzega siebie jako zło. Jej skrajna forma polega na uwielbianiu siebie samego zamiast Pana Boga i decydowaniu o tym, co jest dobre, a co złe.
„Prośmy dzisiaj, aby Kościół był dla wszystkich szkołą pokory, czyli takim domem, w którym zawsze jest się mile widzianym, gdzie nie trzeba walczyć o miejsce, gdzie Jezus może nadal przemawiać i uczyć nas swojej pokory, swojej wolności” - zachęcił Ojciec Święty w rozważaniu przed niedzielną modlitwą „Anioł Pański”.
Papież nawiązał do czytanego dziś w liturgii fragmentu Ewangelii (Łk 14, 1.7-14), mówiącego, że kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony. Odnosząc się do sceny uczty weselnej zaznaczył, że bycie gościem wymaga pokory. Podkreślił, że przypowieść o zaproszonych na nią ludziach, mówi o swoistym „wyścigu o pierwsze miejsca”. Ma to miejsce także i dzisiaj, kiedy bycie razem zamienia się w rywalizację.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.