Reklama

Kultura

Mija 40 lat od śmierci J. R. R. Tolkiena

[ TEMATY ]

J. R. R.Tolkien

Plakat filmu "Hobbit"

Dziś mija 40 lat od śmierci J. R. R. Tolkiena - wybitnego angielskiego pisarza, jednego z prekursorów współczesnej literatury fantasy. Najbardziej znanym jego dziełem jest "Władca pierścieni" - przypominamy analizę zawartych w powieści katolickich wątków na podstawie biografii Tolkiena pióra angielskiego krytyka Josepha Pearce'a. Wędrówka we "Władcy Pierścieni" jako Droga Krzyżowa.

"Władca Pierścieni" J. R. R. Tolkiena to głęboko katolicka opowieść o poświęceniu i zbawieniu. Podróż ze złowieszczym pierścieniem - symbolem grzechu - do krainy zła, gdzie zostaje on ostatecznie zniszczony, to na nowo przeżywana Droga Krzyżowa - pisze w biografii Tolkiena angielski krytyk Joseph Pearce.

Badacz ubolewa, że większość czytelników nie dostrzega tej najważniejszej warstwy "Władcy Pierścieni", przez co jest on książką "głęboko niezrozumianą". Czy chrześcijanin może mieć zaufanie do powieści, w której czyta o czarodziejach, elfach i magii? - zastanawia się Pearce w książce "Tolkien. Człowiek i mit".

Reklama

W mitologicznej oprawie "Władcy Pierścieni" czytelnicy dopatrują się czasem neopoganizmu, a może nawet satanizmu. Nie bez znaczenia jest fakt, że wydana w 1954 r. książka J. R. R. Tolkiena stała się impulsem dla potężnego nurtu we współczesnej literaturze popularnej zwanego fantasy, który w swej masie jest zgoła trudny do skojarzenia z chrześcijaństwem. Z kolei powieści fantastyczne to pożywka dla wielu gier komputerowych oraz niezmiernie popularnych, choć budzących wiele wątpliwości moralnych gier RPG (Role Playing Games).

Poza tym "Władca pierścieni" był kultową powieścią hipisów i komunizujących studentów w latach 60. Hasła "Popieraj swojego lokalnego hobbita" czy "Gandalf na prezydenta" stały się w pewnym momencie nieodłącznym tłem amerykańskiej rewolty. Wszyscy biografowie Tolkiena zgadzają się w jednym - sprawca całego zamieszania byłby niesłychanie zdumiony taką recepcją.

Zdaniem Pearce'a, kwestia zasadnicza dla każdego, kto chce naprawdę zrozumieć "Władcę Pierścieni", to teologia. Moc Chrystusa przemawia nawet bardziej w Tolkienowskim Śródziemiu niż w Narni, którą wymyślił C.S. Lewis, przyjaciel Tolkiena.

Czy Tolkien bił żonę, czyli co jest ważne?

W liście napisanym krótko po publikacji "Władcy Pierścieni" Tolkien stwierdził: "Tylko anioł stróż, a raczej wyłącznie sam Bóg może poznać relacje między faktami z życia autora i jego dziełem". Zawsze pogardzał " pseudo-freudowskim bełkotem" i nie miał w poważaniu "tak zwanych psychologów". Wielokrotnie zaprzeczał też, jakoby jego powieść, która przyniosła mu światową sławę, była alegorią.

Jednak w tym samym liście Tolkien przyznaje, że niektóre fakty z życia pisarza mogą mieć wpływ na dzieło. Wszystkie wydarzenia dzieli na: "nieznaczące", "bardziej znaczące" i "faktycznie znaczące". Fakty bez znaczenia, choć szczególnie drogie analitykom i biografom, to np. pijaństwo, bicie żony i tym podobne zaburzenia. "Tak się składa, że nie mam na koncie tych szczególnych wykroczeń. Gdyby nawet było inaczej, to sądzę, że artystyczne dzieło nie bierze się ze słabości, lecz raczej z innych, jeszcze nie skażonych rejonów jestestwa" - zauważa.

Do faktów "bardziej znaczących", mających pewien związek z dziełami autora Tolkien zaliczył swoją pracę filologa na uniwersytecie oksfordzkim, która wpłynęła - jak napisał skromnie - na jego "gust językowy". "Jest też kilka podstawowych faktów, które bez względu na to, jak sucho zostaną podane, są rzeczywiście ważne" - pisze. Mówiąc o "faktycznie znaczących" wydarzeniach Tolkien wyznaje: "Na przykład urodziłem się w 1892 r. i we wczesnym dzieciństwie mieszkałem w "Shire" sprzed ery mechanicznej". "Co może ważniejsze - podkreśla - jestem chrześcijaninem (można to wydedukować z moich opowieści), a w istocie rzymskim katolikiem".

John Ronald Reuel Tolkien urodził się w 1892 r. w rodzinie anglikańskiej. Jego ojciec umarł, kiedy przyszły pisarz miał 4 lata, a matka przeszła razem z dziećmi na katolicyzm. W ten sposób Tolkien został w dzieciństwie konwertytą. Po śmierci matki (prześladowanej przez rodzinę z powodu zmiany wyznania) był wychowywany przez księdza katolickiego i wyrósł w atmosferze głębokiej, autentycznej wiary. Sam wychował w tej wierze dzieci, przyczynił się też do kilku nawróceń przyjaciół (jednym z nich był C.S. Lewis, bodaj najpopularniejszy chrześcijański powieściopisarz XX w.).

Najlepszym świadectwem jego żarliwości, konsekwencji w wierze i umiłowania Kościoła są dzisiaj listy do przyjaciół i dzieci. Podsumowując życie Tolkiena, Pearce nie waha się go nazwać chrześcijańskim mistykiem. Wiara Tolkiena odcisnęła nie mniej wyraźne piętno także na pisanym przez kilkanaście lat "Władcy Pierścieni". Za fantastyką epiki Tolkiena trzeba dostrzec - jak pisze Perce - "najgłębsze królestwa mistyki". Jego powieść to nie eskapistyczna fantasy, ale chrześcijański mit.

Mit czyli prawda

Potocznie mit to fałsz, kłamstwo, coś nieprawdziwego. Tolkien rozumiał go dokładnie przeciwnie. Mit to jedyny sposób na przekazanie transcendentnej prawdy, które tylko w tej formie może być zrozumiana przez nas, ludzi. Pochodzimy od Boga i mity, które snujemy (pogańskie wierzenia, baśnie), choć mogą zawierać błędy, w nieunikniony sposób kryją także odprysk prawdziwego światła, owej "wiecznej prawdy, która przebywa z Bogiem". Mity mogą się mylić, ale podążają, choć niekiedy nieco chwiejnie, w kierunku prawdziwej przystani.

Historia Jezusa Chrystusa to także mit. Różni się od innych tylko jedną cechą - że wydarzył się naprawdę. Pogańskie mity to w istocie Bóg wyrażający siebie poprzez umysły poetów, żeby objawić fragmenty wiekuistej prawdy. Natomiast Poetą, który stworzył mit chrześcijański, jest sam Bóg. On wyraził całą prawdę przez Słowo, które jest Nim samym. Obrazy, których użył, to: On sam faktycznie umierający na krzyżu, żywi ludzie i prawdziwe wydarzenia historyczne.

Integralną częścią Tolkienowskiej filozofii mitu była wiara, że zdolność tworzenia jest pieczęcią, którą Bóg odcisnął w człowieku. Ponieważ Stwórca ulepił człowieka na swój obraz i podobieństwo, dał mu też łaskę tworzenia. Wprawdzie tylko Bóg może tworzyć w pierwotnym sensie - to znaczy powoływać rzeczy z niebytu. Jednak człowiek jest zdolny do "wtórnego stwarzania", kiedy organizuje stworzoną materię w piękno - czyli kiedy np. uprawia muzykę, sztukę, literaturę.

Tolkien zbudował swój mit z niebywałą starannością. "Władca Pierścieni" to zaledwie fragment wielkich dziejów Śródziemia. Język, którym mówią elfy, naprawdę istniał - stworzył go Tolkien, wybitny filolog i erudyta, na podstawie kilkunastu starych języków europejskich. Pieśni, które cytuje we fragmentach, naprawdę zostały napisane - oczywiście przez Tolkiena. Tak samo jak mapy krain, przez które wędruje Drużyna Pierścienia, projekty elfich pałaców i plany batalistyczne (film jest tu niezwykle wierny Tolkienowskiej wizji - reżyser Peter Jackson drobiazgowo skopiował np. narysowaną przez pisarza bramę Morii, topografię Shire i Minas Tirith czy choćby sam pierścień).

Powieściowa kraina ma też własną mitologię. Więcej nawet - dzisiejsze czasy można przy odrobinie dobrej woli uznać za epokę, która nastała po erze elfów, krasnali i hobbitów. Prapoczątki Śródziemia opisuje Tolkien w dziele, które powstawało przez dziesiątki lat równolegle z "Władcą Pierścieni", i które miało się ukazać razem z tą powieścią - "Silmarillionie". Nie przystał na to wydawca, który w 1954 r. zgodził się zainwestować w powieść ekscentrycznego lingwisty z Oksfordu, która - jego zdaniem - nie rokowała wielkich nadziei na finansowy sukces.

"Silmarillion" czyli Genesis

"Na początku był Eru, Jedyny, którego na obszarze Ardu nazywają Iluvatarem. On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli" - tak zaczyna się "Silmarillion". Nie bez powodu przypomina Księgę Rodzaju. Jest to bowiem niejako Genesis dla wszystkich gatunków ludzi i nieludzi z "Władcy pierścieni" (m.in. elfów, goblinów, trolli, czarodziejów, orków, entów).

Najważniejszą częścią jest stworzenie Śródziemia przez Jedynego. Centralny obraz to świat jako Wielka Muzyka, przybierająca widzialne kształty. Pierwsze pojawiają się istoty przypominające aniołów. Iluvatar powołuje je do życia, żeby z nimi rozmawiać i podawać im tematy muzyczne, z których one następnie tworzą Muzykę. Melodia raduje Jedynego, ale też tworzy kosmos, w którym Jedyny umieszcza stworzone przez siebie dzieci - ludzi i elfy. W ten sposób historia według Tolkiena to spełnienie stwórczych celów samego Boga i stworzonych przez Niego istot. Muzyką anielskich Ainurów Tolkienowi udaje się nawet zgrabnie włączyć w tę mitologię wierzenia pogańskie. Wyjaśnia, że powołane przez Jedynego moce, które budowały świat, były często przez ludzi uznawane za bogów.

Lucyfer

W pewnej chwili w tej idealnej symfonii pojawiła się dysharmonia. Jeden z Ainurów postanowił zagrać własną melodię wbrew Kompozytorowi. Ten zgrzyt był początkiem zła na świecie. Melkor, znany później jako Morgoth, to śródziemski odpowiednik Lucyfera, zwanego też Szatanem. Tolkien opisuje go jako początkowo najmożniejszego z Ainurów - podobnie jak Lucyfer był najmożniejszym z aniołów. Melkor, tak jak Szatan, stał się jednak wcieleniem pychy i źródłem grzechu, gdy postanowił nagiąć ludzi i elfy do swojej woli. Chciał mieć poddanych i sługi, i pragnął odbierać cześć jako władca. "Był wieki, lecz przez pychę zaczął gardzić wszystkim poza sobą, aż stał się duchem niszczycielskim i bezlitosnym. Rozum zamienił w przebiegłość, aby znieprawiać i naginać do własnej woli każdego, kto mógł mu być użyteczny, aż stał się bezwstydnym kłamcą" - pisze Tolkien.

Paralela staje się jeszcze bardziej oczywista, kiedy autor wyjaśnia, że imię Melkor oznacza "ten, co powstaje z mocą". Jego bohater traci to imię, kiedy elfy, które najwięcej od niego ucierpiały, nazywają go Morgothem, czyli Czarnym Nieprzyjacielem Świata. Szatan także dosłownie znaczy: Nieprzyjaciel. W opowieści Tolkiena można znaleźć nawet odpowiedź na pytanie Proroka Izajasza: "Jakże to spadłeś z niebios, jaśniejący Synu Jutrzenki?" (Lucyfer znaczy: Niosący Światło): "Początkowo łaknął Światła, ale nie mógł go posiąść na swoją wyłączną własność, zstąpił przez ogień i gniew w straszny żar i jeszcze niżej w Ciemność. Ciemności też używał najczęściej do szerzenia na ziemi zła i grozy, tak że wszystkie żywe stworzenie musiało drżeć z lęku". Niedługo potem pojawia się kluczowa dla "Władcy pierścieni" postać Saurona. Jest on opisany jako najpotężniejszy duch i sługa Melkora. To niebagatelny szczegół. Siły zła z historii o hobbitach to w prostej linii potomkowie Tolkienowskiego Szatana.

Czytelnika "Władcy pierścieni" może zaskoczyć stwierdzenie, że jest to w istocie powieść "teologiczna". Teologia jest tutaj jak powietrze - tak wszechobecna, że aż niezauważalna - tłumaczy to biograf Tolkiena. Mit jest autonomiczny, a wielkość wizji wyklucza wszelkie dosłowności. Można czytać tę powieść, nie znajdując żadnego drugiego dna. Jednak jeśli jest się człowiekiem wierzącym albo choćby otwartym na ową transcendentną Prawdę, którą - zgodnie z teorią Tolkiena - niesie mit, nie można nie odnaleźć we "Władcy pierścieni" historii zbawienia.

Cztery lata przed ukończeniem powieści Tolkien napisał w liście do przyjaciela o. Roberta Murraya: "Władca Pierścieni jest zasadniczo dziełem religijnym i katolickim, początkowo pisanym tak w sposób niezamierzony, lecz w poprawkach - świadomie".

Przez Otchłań do życia

Element religijny to trzy różne, ale wzajemnie powiązane sfery: wewnętrzny konflikt dobra i zła, bezinteresowna ofiara, oraz odwieczne pytanie o czas i wieczność, a szczególnie o życie i śmierć.

W nieprzeniknionej czerni Pana Ciemności i jego sług - Upiorów Pierścienia, daje się wyczuć obiektywną realność zła. Jest ono jednak u Tolkiena - zgodnie z teologią św. Augustyna - wyłącznie brakiem dobra. Samo nie potrafi tworzyć, a jedynie "psuje" to, co już istnieje. Najbardziej odrażające istoty - orki były kiedyś pięknymi elfami, które oddały się na służbę złu. Potwory powołane do życia przez złego czarodzieja Sarumana nie są tak naprawdę niczym nowym, lecz jedynie skarlałą wersją już istniejących mieszkańców Śródziemia albo ich mieszanką. Ze swoją teorią zła Tolkien sytuuje się więc po przeciwnej stronie niż John Milton z wizją dumnego Szatana jako "widzialnej ciemności", która może stanąć do równego sporu z jasnością.

Wizja Tolkiena jest jednak równie silna w przedstawianiu dobra. Co więcej - stworzone przez niego postacie to bohaterowie mitu. Zupełnie uprawnione są więc próby odczytania ich figur jako odsyłających do wiecznej Prawdy. Czarodziej Gandalf to archetypiczna prefiguracja obdarzonego mocą proroka albo patriarchy, który nieświadomym ludziom przynosi obietnicę Królestwa. Kiedy indziej przypomina Chrystusa - gdy ginie w obronie przyjaciół, walcząc z prastarym potworem ciemności Balrogiem. Jego tajemniczy powrót zza bram śmierci wywołuje zmianę postaci. Przed ofiarną "śmiercią" jest Gandalfem Szarym, a po "zmartwychwstaniu" staje się Gandalfem Białym, obdarzonym większą mocą i głębszą mądrością. W filmie Petera Jacksona zostało to uwypuklone, gdy czarodziej spotyka pierwszy raz po swoim powrocie Aragorna, Gimlego i Legolasa - pojawia się w poświacie słonecznej, a jego ciało promienieje. Tak samo wygląda, gdy przyjeżdża z odsieczą do Helmowego Jaru - "trzeciego dnia, o wschodzie słońca".

Typem Chrystusa jest także Aragorn - włóczęga pochodzący z królewskiego rodu. Jego wędrówka uosabia mit o wygnanym i powracającym Królu. On też w symboliczny sposób przechodzi przez śmierć, kiedy wkracza na Ścieżkę Umarłych (żeby z powrotem przyjąć w służbę dawnych zdrajców i uwolnić ich od klątwy). Jego przyjście rozpoczyna epokę szczęścia ludzkości, czyli rządów prawowitej władzy, rozumianej jako służba.

Okazuje się, że przez otchłań śmierci przechodzą w różny sposób wszyscy najważniejsi bohaterowie "Władcy pierścieni", a ona sama jest ważnym tematem powieści. Ludzie są zdefiniowani jako przede wszystkim istoty podległe śmierci. Kiedy Tolkien wspomina o pierścieniach władzy, które podzielili kiedyś między siebie mieszkańcy Śródziemia, pisze, że dziewięć przypadło "śmiertelnikom, ludziom śmierci podległym". W nieśmiertelności elfów oraz melancholijnej mądrości, wynikającej z tego daru, otrzymujemy refleksję, że ludzka zdolność umierania jest prezentem od Boga - kończy wygnanie z "doliny łez", pozwala osiągnąć jedność z Opatrznością poza zasięgiem czasu.

Znaczące jest to, że powieściowe postacie ludzi odbijają ich pochodzącą od Boga, chodź upadłą naturę. Boromir, który reprezentuje rodzaj ludzki w Drużynie Pierścienia, ulega żądzy użycia tego klejnotu - narzędzia zła, bo wierzy, że może on być skuteczną bronią przeciwko złemu Sauronowi. Ostatecznie poznaje, że zwalczanie zła złem to błąd, i żałuje za swoje winy. Umiera bohatersko, poświęcając swoje życie za przyjaciół.

Hobbit na Via Dolorosa

Typem Chrystusa jest w najpełniejszy sposób główny bohater powieści - Frodo Baggins. Wszyscy hobbici obrazują wzniosłość pokory, a ich wymuszona odwaga to prawdziwe studium heroizmu. Najważniejsze jednak, że wędrówka Froda i Sama do "mroków Mordoru" to w istocie - jak pisze Joseph Perce - mistyczna Via Dolorosa. "Jak Jezus, Frodo wchodzi w sam środek królestwa nieprzyjaciela, aby go pokonać. I jak On jest słaby i bezbronny, ale ostatecznie okazuje się silny i nieprzezwyciężony, ponieważ odmawia użycia metod swojego wroga" - pisze Pearce. Dźwiganie pierścienia - symbolu i źródła wszelkiego zła - to Via Dolorosa. Frodo ugina się pod przygniatającym ciężarem i bardzo cierpi. Jednak kiedy jego wierny sługa Sam postanawia pomóc panu, który zemdlał z wysiłku, i bierze go na plecy, ku swemu zdumieniu odkrywa, że ciężar jest dużo lżejszy niż przypuszczał. Zgodnie z obietnicą Pana Jezusa, brzemię okazuje się "lekkie i słodkie".

Symbolika "Władcy Pierścieni" nie jest jednak oczywista i banalna. Frodo - kuszony przez pierścień - w ostatniej scenie nie potrafi się oprzeć żądzy posiadania i postanawia zatrzymać go dla siebie. Okazuje się, że zło ma deprawującą moc i nikt, kto choć przez chwilę niósł pierścień, nie może wrócić do stanu pierwotnej bezgrzeszności. Dlatego nie tylko Frodo, ale nawet Sam - ideał dobroci i ofiarności, po latach spędzonych z żoną i dziećmi w sielskim Shire, odpływa za morze śladem elfów. Przy okazji czytelnik dostaje naukę o "błogosławionej winie", czyli dobrych niezamierzonych przez zło dobrych skutkach jego działania. Kraina, do której udaje się Sam, to przecież powieściowy raj.

"Zasadniczo krytycy Tolkiena i wielu jego admiratorów nie sprostało zadaniu uchwycenia tej prawdy, która stanowi serce mitu" - uważa Joseph Pearce. A przecież - podkreśla biograf - "jeśli podąża się uważnie za Drużyną Pierścienia do głębin Mordoru i z powrotem, można ujrzeć fascynująca prawdę, a może nawet - najbardziej fascynującą Prawdę". Poszukiwanie sensu tej powieści może się wówczas okazać pielgrzymką.

2013-09-02 13:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Autor „Władcy pierścieni” był głęboko wierzącym katolikiem

[ TEMATY ]

J. R. R.Tolkien

PBoGS-Foter-CC-BY-SA

Na całym świecie znane i chętnie czytane są książki „Władca pierścieni”, czy „Hobbit”, ale niewielu z nas wie, że ich autor, J.R.R. Tolkien, był głęboko wierzącym katolikiem. Rozmowę na temat wiary tego znanego pisarza przeprowadził tygodnik archidiecezji wiedeńskiej „Der Sonntag” z filozofem i znawcą Tolkiena, Thomasem Fornet-Ponse z okazji wchodzącego 20 lipca na ekrany kin europejskich, również w Polsce, biograficznego filmu „Tolkien”. Film opowiada o dzieciństwie i latach młodości światowej sławy pisarza.

Wiara katolicka odgrywała wielką rolę w życiu Tolkiena, podkreślił Fornet-Ponse dodając, że przejawiało się to m.in. w regularnym uczęszczaniu do kościoła. O wielkim znaczeniu, jakie miała dla niego Eucharystia, świadczą także listy Tolkiena. To przesiąknięcie wiarą miało też duży wpływ na życie rodzinne pisarza: jego najstarszy syn został księdzem katolickim.

Tolkien świadomie zdecydował, że choć jest człowiekiem głęboko wierzącym, w swoich dziełach nie będzie eksponował wyraźnie treści chrześcijańskich, powiedział znawca jego życia i twórczości. Mimo to całość jego twórczości współgra z podstawowymi zasadami teologicznymi. I tak, w swoim głównym dziele „Władca pierścieni” w fascynujący sposób ukazuje walkę dobra ze złem. Zło uosabiają w książce postaci Melkora/Morgotha (przekleństwo Śródziemia) i Saurona. Jak tłumaczył Fornet-Ponse, zło ukazane u Tolkiena nie może działać kreatywnie, ale tylko destrukcyjnie i deformująco. Ostatecznie jednak zwycięża dobro.

Amerykański film biograficzny z 2019 r. w reżyserii Dome’a Karukoskiego opowiada o wczesnym życiu brytyjskiego profesora J.J.R. Tolkiena, autora powieści „Hobbit, czyli tam i z powrotem” oraz „Władca Pierścieni”. W rolę tytułową wcielił się brytyjski aktor Nicholas Hoult. W filmie „Tolkien” życie religijne pisarza jest niemal niezauważone. Ukazano jednak, że kiedy 12-letni Tolkien został sierotą, zaopiekował się nim ksiądz katolicki, który zadbał o to, żeby chłopiec mógł uczęszczać do elitarnej szkoły. Główny wątek filmu koncentruje się wokół miłości Tolkiena do starszej od niego o trzy lata Edith Bratt, z którą się później ożenił. Film miał światową premierę 3 maja 2019 r., można go oglądać również w kinach w całej Polsce.

John Ronald Reuel Tolkien urodził się w 1892 r. Od wczesnej młodości interesował się językami obcymi oraz mitami. Brytyjski pisarz był profesorem filologii klasycznej i literatury staroangielskiej na uniwersytecie w Oxfordzie. Trylogią „Władca pierścieni” (1954), której akcja rozgrywa się w mitycznym świecie Śródziemia, spopularyzował literaturę fantastyczną. Zmarł w 1973 r. w Londynie.

CZYTAJ DALEJ

Prezydent Radomia zamierza pozwać producenta „Klechy”. Producent filmu odpowiada

2020-02-18 19:10

[ TEMATY ]

sąd

BOŻENA SZTAJNER

Producent filmu "Klecha" Andrzej Stachecki nie kryje zaskoczenia wypowiedzią prezydenta Radomia na temat skierowania do sądu pozwu przeciwko filmowcom. Prezydent Radosław Witkowski zapowiedział, że będzie domagał się od producenta filmu należnych kar z tytułu opóźnień. Przypomnijmy, że film w reżyserii Jacka Gwizdały opowiada historię ostatnich dni życia ks. Romana Kotlarza - męczennika radomskiego protestu robotniczego z czerwca 1976 roku.

- Jest już 10 miesięcy po planowanym terminie premiery, a filmu "Klecha" jak nie było tak nie ma. Mało tego, nie ma też rzetelnych wyjaśnień ze strony producenta i są zaległości w wypłatach dla statystów, dostawców usług i innych wierzycieli. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak skierowanie sprawy na drogę sądową - napisał w swoim oświadczeniu prezydent Radosław Witkowski. Przypomniał przy okazji, że miasto jest koproducentem i decyzją Rady Miejskiej na realizację filmu przekazano 900 tys. zł. - Będziemy domagać się od producenta filmu należnych nam kar z tytułu opóźnień - zadeklarował prezydent Witkowski.

Producent filmu Andrzej Stachecki nie kryje zaskoczenia wypowiedzią prezydenta Radomia. Informuje też, że film znajduje się w końcowej fazie prac postprodukcyjnych. Dodaje, że o prowadzonych pracach oraz przejściowych trudnościach, jakie miały miejsce, zgodnie z umowami, informowani są okresowo koproducenci. Dotyczy to m.in. Ośrodka Kultury i Sztuki „Resursa Obywatelska”, do której zgodnie z zawartą umową koprodukcyjną co miesiąc przesyłane są raporty produkcyjne, a także przed kilkoma miesiącami skierowano pismo wskazujące, iż nie doszło do złamania umowy z Miastem Radomiem. Producent wystąpił także ze stosownym wnioskiem o aneksowanie terminu wiążącej umowy.

- Realizatorzy filmu pracują nad ostatecznym zgraniem dźwięku do filmu i wykonaniem korekty kolorystycznej obrazu. Opóźnienie w tych pracach było wynikiem rozwiązania umowy koprodukcyjnej Telewizją Polską S.A. w połowie 2019 roku, potrzebą wprowadzenia korekt oraz koniecznością zapewnienia uaktualnionego finansowania filmu - tłumaczy Radiu Plus Radom Andrzej Stachecki.

Dodaje, że przedstawiciele koproducentów filmu, którzy widzieli materiał roboczy po zakończeniu zdjęć do filmu i wyrażali swoje uwagi, zostaną zaproszeni do udziału w kolaudacji filmu.

Andrzej Stachecki poinformował również, że do prac nad filmem pozyskany został dystrybutor Monolith Films, wspólnie z którym przygotowany jest plan promocji i dystrybucji obrazu wyreżyserowanego przez Jacka Gwizdałę.

- W porozumieniu z dystrybutorem ustalona zostanie ostateczna data tegorocznej premiery, tak aby film skutecznie dotarł do jak najszerszej widowni - dodaje Andrzej Stachecki.

Obraz w reżyserii Jacka Gwizdały opowiada historię niezwykle brutalnych działań powstałej w 1973 roku tzw. "Grupy D", ściśle tajnego oddziału specjalnego do walki z Kościołem w IV Departamencie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zdjęcia były kręcone m.in. w Radomiu. Głównym bohaterem filmu jest ks. Roman Kotlarz, którego prześladowała Służba Bezpieczeństwa i który zmarł na skutek pobicia przez "nieznanych sprawców". Wszystko odbywa się w scenerii wydarzeń z protestu radomskich robotników w czerwcu 1976 r.

Ks. Roman Kotlarz w chwili śmierci miał 47 lat. Był inwigilowany przez ówczesne władze. W dniu protestu, 25 czerwca 1976 pobłogosławił uczestników tego marszu. Był potem nachodzony i dotkliwie pobity przez tzw. „nieznanych sprawców” na plebanii w Pelagowie-Trablicach, gdzie był proboszczem. Zmarł 18 sierpnia 1976.

Ks. Roman Kotlarz do dziś pozostaje w pamięci wielu osób symbolem walki robotników o wolność i godność ludzkiego życia. Proces beatyfikacyjny prowadzi diecezja radomska.

CZYTAJ DALEJ

Nowy Targ: rozpoczął się proces księdza Mariana W. oskarżonego o seksualne wykorzystywanie nieletnich

2020-02-19 20:26

[ TEMATY ]

wykorzystywanie

nadużycia seksualne

przestępstwa seksualne

Ulrica (@Ullie) / Foter.com / CC BY-SA

Przed Sądem Rejonowym w Nowym Targu rozpoczął się proces księdza Mariana W. oskarżonego o seksualne wykorzystywanie nieletnich. Toczy się on za zamkniętymi drzwiami.

Pokrzywdzonych miało zostać co najmniej 22 chłopców, którzy byli ministrantami i lektorami w kilku parafiach diecezji tarnowskiej. Duchowny odpowie za czyny wobec 11 małoletnich. Inne sprawy uległy przedawnieniu. Ksiądz przebywa w areszcie tymczasowym. Do przestępstw miało dojść w latach 2003 - 2012.

Jak informuje ks. Ryszard Stanisław Nowak, rzecznik Biskupa Tarnowskiego, ks. Marian W. został odsunięty od pracy duszpasterskiej w roku 2013, niezwłocznie gdy kuria tarnowska otrzymała zgłoszenie o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa na tle seksualnym.

„Osoba zgłaszająca – wówczas już pełnoletnia – została poinformowana o prawie do zgłoszenia sprawy na policję, odmówiła jednak złożenia doniesienia. Jednocześnie pragniemy podkreślić, że w 2013 r. był to jeden, jedyny zgłoszony przypadek w stosunku do ks. Mariana W., który kuria potraktowała niezwykle poważnie, działając zgodnie z przepisami prawa kanonicznego. Przypadek ten dotyczył czynu na tle seksualnym. Dlatego też kuria tarnowska niezwłocznie rozpoczęła proces kanoniczny informując o wszystkim watykańską Kongregację Nauki Wiary” - dodaje rzecznik.

Proces zakończył się wyrokiem skazującym, a ks. Marian W. został pozbawiony pełnionych urzędów kościelnych, otrzymał zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą, został odsunięty od pracy duszpasterskiej, został oddany pod kuratelę diecezjalnego kuratora a także został skierowany na leczenie.

Kiedy w maju 2018 roku do kurii tarnowskiej złożono kolejne zgłoszenie w sprawie ks. Mariana W., - dotyczące innego przypadku – wówczas delegat Biskupa Tarnowskiego ds. wykorzystywania seksualnego osób małoletnich ks. dr hab. Robert Kantor zgłosił sprawę na policję, zgodnie z aktualnymi przepisami prawa państwowego.

„Obecnie toczy się w sądzie powszechnym postępowanie karne. Oczekujemy na zakończenie toczącego się postępowania karnego i wyrok. Przypadek ten został również zgłoszony do Kongregacji Nauki Wiary. Kongregacja nakazała przeprowadzenie kanonicznego procesu karno-administracyjnego. Taki proces jest obecnie prowadzony przez Sąd Diecezjalny w Tarnowie w oczekiwaniu na ostateczny wyrok powszechnego sądu karnego, który dysponuje całym materiałem dowodowym w tej sprawie” - podkreśla ks. Ryszard Nowak.

Po wydaniu wyroku przez sąd państwowy będzie mógł zakończyć się także proces kościelny. „Taka jest obowiązująca obecnie kolejność podejmowanych działań: najpierw wyrok sądu państwowego, a później zakończenie procesu i wyrok sądu kościelnego. Podkreślam, że kuria tarnowska w sprawie ks. Mariana W. podjęła wszelkie kroki wymagane zarówno przez prawo państwowe jak i kościelne” - mówi KAI ks. Ryszard Stanisław Nowak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję