Reklama

Posługa kapłańska - dekanat Wolin (1)

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska (Kościół nad Odrą i Bałtykiem) 26/2011

W naszym cyklu prezentującym sylwetki kapłanów archidiecezji odwiedzamy obecnie dekanaty nadmorskie. Wśród nich swoją poczesną rolę w powojennej historii Kościoła nad Odrą i Bałtykiem napisał dekanat Wolin, a w nim parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Ładzinie, która 4 czerwca świętowała podniosły jubileusz 60-lecia istnienia.

Bogata historia

Dekret erygujący parafię datowany jest na dzień 1 czerwca 1951 r. W skład wspólnoty parafialnej liczącej blisko 1600 wiernych po kilku przekształceniach obecnie wchodzą obok Ładzina takie miejscowości, jak: Mokrzyca Wielka i Mała, Unin, Jarzębowo, Kodrąb, Kodrąbek, Jagienki i Rabiąż. Sam zaś Ładzin położony jest w niedalekim sąsiedztwie morza, wzdłuż linii kolejowej Szczecin-Świnoujście. Przekazy historyczne mówią o tym, że w miejscu dzisiejszej miejscowości pomiędzy IX a XI wiekiem istniały trzy niewielkie osady. Pierwsze wzmianka źródłowa o Ładzinie pochodzi z 1293 r., kiedy to pojawia się nazwa „Laddin”. W dokumencie mowa jest o nadaniu wsi pod kuratelę klasztoru Sióstr Cysterek w Wolinie. Taka sytuacja trwała do połowy XVI wieku. Po sekularyzacji klasztorów na Pomorzu Ładzin stał się własnością książęcą, a w 1780 r. wyodrębniony z okręgu administracyjnego Wolina, poddany został parcelacji. Warto dodać, że kościół parafialny w Ładzinie wybudowano w stylu neogotyckim w 1855 r. Cztery lata później wyposażono go już mechaniczny prospekt organowy, neogotycki wykonany z drewna o ściance czołowej zwieńczonej wimpergą, który po renowacjach służy do tej pory. Natomiast w wieży kościoła umieszczono dwa dzwony z początku XX wieku o imionach: „Kyrie” i „Eleison”. Jak większość świątyń kościół tuż po II wojnie światowej został na nowo poświęcony 21 kwietnia 1946 r. przez ks. Kurta Reutera. Dawniej w Ładzinie istniał także drugi kościół, który został zniszczony. Już od 1949 r. opiekę duszpasterską sprawował tutaj ks. Franciszek Jaworski, autochton, który przybył z miejscową ludnością. Warto dodać, że również jego trzej bracia byli księżmi, a w zgromadzeniu zakonnym była ich siostra. Księdzu Franciszkowi dane było pracować tutaj aż do śmierci w 1963 r. Jego następcą został ks. Józef Biela, który spędził w Ładzinie 3 lata. Kolejnym proboszczem był ks. Czesław Ziemiński, który poświęcił 14 lat swego kapłaństwa, służąc wspólnocie w Ładzinie. Następnie przez 9 lat pracował tutaj ks. Józef Dulak, po którym przez dwa lata (1989-91) posługiwał ks. Roman Dutko. Kolejnych trzech proboszczów pracowało w Ładzinie na przestrzeni trzech lat, a byli to: ks. Andrzej Rasiński, ks. Michał Sporek i ks. Alojzy Kegel. Przez następne dwa lata administrował parafią ks. Czesław Żytelewski. W międzyczasie krótko odpowiedzialnym za parafię był także ks. Jan Cichy, dawny kustosz sanktuarium na os. Słonecznym. Przedostatnim proboszczem był ks. Marek Szczucki, który pracował w Ładzinie od 1995 do 2008 r.

Reklama

Wspólnota ducha i serca

Obecnie proboszczem jest ks. Henryk Marszałek, który powiedzie nas przez chwilę jubileuszowymi ścieżkami, ukazując dziedzictwo parafii, a także jej współczesność.
„Wierni mojej parafii przybyli po wojnie z różnych stron ówczesnej Polski. Proces ich integracji we wspólnotę parafialną trwa praktycznie do tej pory, gdyż każda z miejscowości przyniosła ze sobą inną mentalność, kulturę, zwyczaje, a przede wszystkim religijność. Jest to niewątpliwe bogactwo, ale wymaga również bardzo specyficznego podchodzenia do duszpasterstwa na terenie parafii. Naznaczony on został np. w Uninie doświadczeniem wieloletniej działalności PGR-u, co obecnie wiąże się z bezrobociem i powszechnie panującą biedą wpływającą także na codzienność problemów stojących przed wieloma tutejszymi rodzinami. Innym ważnym rysem pełnionej tutaj posługi duszpasterskiej jest także bliskość morza, a przez to kontakt z turystami odwiedzającymi wybrzeże, którzy docierają w jego głąb, by nie tylko obejrzeć świątynie, ale także szukać wzmocnienia duchowego. Z drugiej zaś strony sezon urlopowy nad morzem daje na jakiś czas poczucie stabilizacji dla tych, którzy podejmują tam pracę zarobkową. Praca duszpasterska koncentruje się w kościele parafialnym oraz w dwóch kaplicach w Mokrzycy i w Uninie. Ważnym miejscem formowania sumień młodego pokolenie jest miejscowa Społeczna Szkoła Podstawowa, która w sytuacji zagrożenia zamknięciem zmobilizowała rodziców i grono pedagogiczne do utworzenia jednej z niewielu w środowiskach wiejskich szkół społecznych. W szkole katechizowałem sam, a od tego roku pełni tę funkcję ks. kan. Zbigniew Szymański z Międzywodzia. Z parafii wywodzą się także dwa powołania: salwatorianin ks. Ryszard Stankiewicz oraz s. Sabina Borowiec CSFN. Niezwykle ważnym elementem przygotowującym jubileusz były tygodniowe misje święte, które przeprowadził ks. Hubert Kaliszewski SDS z Międzywodzia. Dokonały one odnowienia serc i sumień parafian oraz wpłynęły poprzez sakrament pokuty na nową duchową mobilizację parafian”.

60-lecie parafii w Ładzinie

Uroczystości rocznicowe odbyły się w sobotę 4 czerwca. Przewodniczył im jako delegat Księdza Arcybiskupa dziekan woliński, tegoroczny złoty jubilat, ks. kan. Jan Uberman w asyście kilkunastu księży, w tym dawnych proboszczów. Obecni również byli: burmistrz Wolina Eugeniusz Jasiewicz oraz przewodniczący Rady Miejskiej w Wolinie Jan Frankowski, wykonawca witraży Eugeniusz Tyrkin z Rotmanki k. Gdyni oraz sponsorzy witraży, piłkarze - przyjaciele ks. Henryka - Olgierd Moskalewicz i Piotr Celeban. We wprowadzeniu do uroczystości ksiądz dziekan nawiązał do łaski jubileuszu parafii, ukazując ją jako wspólnotę serc wiernych. Oddał też hołd wszystkim dotychczasowym proboszczom, doceniając ich wielką troskę o wystrój świątyni, chociażby przez położenie przez ks. M. Szczuckiego nowego dachu.
Okolicznościowe słowo Boże wygłosił ks. kan. prof. US dr hab. Grzegorz Wejman. Nawiązał w nim do historii parafii, a także uwypuklił nieznaną powszechnie informację o wizycie, jaką w Ładzinie złożył sługa Boży prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. Otóż, jak czytamy w zapiskach Prymasa „Pro memoria”, w środę 30 kwietnia 1952 r. w asyście bp. Antoniego Baraniaka i ks. inf. Zygmunta Szelążka abp S. Wyszyński przybył do Ładzina na bierzmowanie 249 osób, a także, by spotkać się z parafianami, o których urzeczony ich postawą napisał, że widział: „radosne spojrzenie dzieci, matek, ojców - poczucie dumy, że tu do nich się przyjechało”. W kazaniu Prymas mówił do mieszkańców Ładzina o obowiązku pracy na rzecz duszy, ale i dobra tej ziemi. Ks. prof. G. Wejman podkreślił historyczne znaczenie tego wydarzenia, gdyż Prymas Tysiąclecia, był na naszej ziemi 9 razy, a więc wizyta w tak małej społeczności jest czymś wyjątkowym.
O piękną oprawę Eucharystii postarał się jeden z najbardziej znanych w Polsce zespołów ewangelizacyjnych „Duval” z Gdańska. Darem jubileuszu, który ubogaci wnętrze ładzińskiej świątyni, pozostanie 11 witraży ufundowanych przez parafian, ludzi dobrej woli, przyjaciół ks. prob. Henryka Marszałka, oraz Droga Krzyżowa, która została ofiarowana przez ks. kan. Romana Garbicza ze Świnoujścia. Innym darem jubileuszu jest profesjonalny monitoring kościoła oraz placu wokół niego oraz nowe meble do zakrystii.
Długa procesja składających życzenia na czele z władzami samorządowymi Wolina zakończyła dziękczynienie wobec Najświętszego Serca Pana Jezusa, które króluje w świątyni w Ładzinie. Pięknym ubogaceniem jubileuszu był bezalkoholowy festyn parafialny na placu obok świątyni, gromadzący rzeszę parafian oraz przyjaciół ks. prob. Henryka Marszałka, któremu wiernie towarzyszyli rodzice, którzy ufundowali dla wszystkich poczęstunek.

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Mastalski o związkach niesakramentalnych: nie znaczy, że gorsi

2019-12-09 21:33

BPAK / Kraków (KAI)

Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy, że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – mówił bp Janusz Mastalski podczas adwentowego dnia skupienia Duszpasterstwa Niesakramentalnych Związków Małżeńskich w archidiecezji krakowskiej.

Joanna Adamik

Spotkanie adwentowe odbyło się 7 grudnia w kościele pw. Miłosierdzia Bożego na Wzgórzach Krzesławickich. Rozpoczęło się Mszą św., której przewodniczył bp Janusz Mastalski. W homilii wyjaśnił, iż zawarte w Ewangelii polecenie Jezusa „Idźcie i głoście” jest skierowane do każdego z nas. – Nawet jeśli jesteśmy ludźmi, którzy nie mają do końca łączności z Jezusem, ponieważ nie mogą przystępować do komunii św., nawet jeśli gdzieś te nasze drogi się poplątały, często nie z własnej winy, to na pewno nadal możemy być świadkami i pokazywać, ze Bóg, Kościół jest dla mnie ważny – powiedział biskup i zaznaczył, że powyższe słowa Jezusa są wskazaniem, jak być świadkiem.

Jak tłumaczył, słowo „idźcie” zawiera w sobie trzy konkretne elementy: kierunek, cel oraz wysiłek. – To, że nie przystąpię do komunii św., lecz do komunii duchowej, nie oznacza, że nie idę za Jezusem. To nie oznacza, że On nie jest dla mnie ważny. Znać kierunek, to znaczy iść za Jezusem, a nie obok albo przed Nim. Znać kierunek, to likwidować wszystko, co przysłania Jezusa – wymieniał. – Dzielenie się doświadczeniem wiary, głoszenie Ewangelii jest poleceniem, które Pan daje całemu Kościołowi, także tobie. Jest to nakaz, który nie wynika jednak z woli panowania czy władzy, ale z miłości, z faktu, że Jezus pierwszy przyszedł do nas i dał nam całego siebie. Jezus nie traktuje nas jako niewolników, lecz ludzi wolnych, przyjaciół, braci. Nawet jeśli nie żyjemy w związku sakramentalnym, to nie znaczy że jesteśmy gorsi, że nie jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. To nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z podążania za Nim – podkreślił bp Mastalski.

Następnie wskazał, że do celu, jakim jest zbawienie, świadectwo i realizacja powołania prowadzi angażowanie się w duszpasterstwo, a poprzez to coraz większe przybliżanie się do Boga i drugiego człowieka, a także pokazywanie Go innym, gdyż „Pan poszukuje wszystkich, pragnie, aby wszyscy poczuli ciepło Jego miłosierdzia i Jego miłości”.

Decyzja o wyruszeniu w konkretnym kierunku i do określonego celu wiąże się także z wysiłkiem. Bycie dobrym mężem, dobrą żoną, dobrym rodzicem, to zgoda na ofiarę. – To zgoda na to, aby walczyć, kiedy już nie mam siły. Jak ważne jest to, żebyście poprzez swoją miłość ciągle zapraszali Jezusa do swojej rodziny i do swojego domu. I mówili: „Panie, może nie mogę przyjąć komunii, ale mogę się modlić, przekraczać siebie, bo Cię kocham, bo jestem zdecydowany na ofiarę” – mówił biskup. Na koniec przytoczył wypowiedź papieża Franciszka, która zawiera zapewnienie Jezusa, iż On „nigdy nikogo nie zostawia samym, zawsze nam towarzyszy”.

Po komunii św. została odczytana modlitwa komunii duchowej, zaś później nastąpiło indywidulane błogosławieństwo. Po Eucharystii wszyscy zebrani udali się do salki na konferencję dotyczącą małżeństwa. Bp Mastalski podzielił się dziewięcioma zasadami, które odgrywają ważną rolę w małżeństwie, związku i rodzinie.

Jedną z nich jest zasada przebaczenia. Zakłada ona dawanie drugiej szansy, ale również świadomość doznanych krzywd. Przebaczenie wymaga dojrzałości, która umożliwia pokonanie siebie i zachowanie dystansu, by móc powiedzieć „Wybaczam, ale im częściej będzie się to zdarzało, tym trudniej będzie ci przebaczyć”. – Nie ma normalnego związku bez zasady przebaczenia. To jest wpisane w naszą wiarę, bo przecież Bóg jest przebaczający, miłosierny, a nie taki, który chodzi i się mści. Może właśnie w Adwencie warto zastanowić się nad tym, czego jeszcze nie przebaczyłem albo komu nie przebaczyłem – zachęcał biskup.

– Ale to, że trudno przebaczyć nie oznacza, że łatwo powiedzieć „przepraszam”. I tutaj jest kolejna kwestia, ponieważ „przepraszam” oznacza: pomyliłem się albo zrobiłem coś z premedytacją, albo nie wiedziałem, że to tak wyjdzie. Ale zawsze będzie to przekaz „Tak, skrzywdziłem cię”. Dlatego nie jest łatwo powiedzieć „przepraszam”, szczególnie kiedy ma się dogmat o nieomylności i generalnie zawsze ma się rację. Jaki jest piękny człowiek, kiedy potrafi powiedzieć „przepraszam”. To słowo ma weryfikować moje postępowanie. Nie chodzi o takie „dla świętego spokoju”; to „przepraszam” nic nie da, nie o takie nam chodzi – podkreślił bp Mastalski.

Duszpasterstwo Niesakramentalnych Związków Małżeńskich zostało założone przez ks. dr. Jana Abrahamowicza w 2000 r. przy kościele św. Krzyża w Krakowie. Od 2010 r. działa ono w parafii Miłosierdzia Bożego. Jego celem jest towarzyszenie osobom, które żyją w niesakramentalnych związkach małżeńskich, w dorastaniu do dojrzałej wiary i w szukaniu dróg do Jezusa. – Przyznam się, że początkową trudnością, na jaką uskarżali się przychodzący na spotkania, było to, że czuli się odrzucani przez Kościół. A tymczasem słyszą tutaj, że są w Kościele, więcej - jako ochrzczeni mają określone obowiązki i możliwości. Owszem, nie mogą korzystać ze wszystkich sakramentów, ale klucz do problemu leży w ich rękach. Można tak pokierować swoim życiem, żeby to, co dziś niemożliwe, w końcu stało się możliwe – wyjaśniał ks. Abrahamowicz. – Niektórzy z duszpasterstwa mogą już przyjmować komunię św. sakramentalną; spełnili wszystkie warunki, które są konieczne i uznali Chrystusa za wartość najważniejszą – dodał duszpasterz. Spotkania odbywają się w trzeci piątek miesiąca o godz. 18. Na formację składają się również wyjazdy, które umożliwiają wspólne przeżywanie wiary i doświadczenie wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem