Reklama

Jeden z ostatnich żołnierzy I Armii

Bogdan Nowak
Edycja szczecińsko-kamieńska 35/2011

W czasie wiosennych uroczystości w Siekierkach z okazji 66. rocznicy forsowania Odry z udziałem abp. Andrzeja Dzięgi, metropolity szczecińsko-kamieńskiego, brał też udział 87-letni porucznik I Armii Wojska Polskiego Marian Kołaczyk, który przeszedł cały szlak bojowy od Lenino do Berlina. Jest on jednym z nielicznych żyjących polskich żołnierzy, którzy przeszli z bronią w ręku walecznie aż do berlińskiego zwycięstwa nad Niemcami.
Do licznych bojowych odznaczeń doszedł mu teraz Kombatancki Krzyż Pamiątkowy „Zwycięzcom” przyznany przez Zarząd Główny Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych.
Pan Marian mieszka sam w Moryniu, bo żona Natalia, z którą przeżył ponad pół wieku, odeszła do wieczności cztery lata temu. Kołaczykowie są rodzicami dwóch córek i dwóch synów. Ich liczna rodzina liczy jeszcze sześcioro wnucząt i trzech prawnucząt. Sędziwym, ale ciągle sprawnym umysłowo i fizycznie Marianem Kołaczykiem opiekuje się młodszy syn.
- Mieszkaliśmy na terenie dzisiejszej Białorusi w gminie Pierszaje, w powiecie Wołożyn, w województwie nowogrodzkim - wspomina weteran wojenny. - Nasza polska kolonia licząca 18 osadników składała się z samych piłsudczyków, którym marszałek Józef Piłsudski nadał te ziemie za udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Wszystkich nas wywieźli na Sybir w lutowy dzień 1940 r. na przymusowe roboty. Miałem wtedy 16 lat, więc doskonale ten dzień pamiętam. W zadrutowanym wagonie stłuczono prawie 40 osób i tak jechaliśmy przez bodaj miesiąc. Raz na dobę wagon otwierano, do którego przynoszono kawę lub kipiatok. Gdy dojechaliśmy do Toporka w obwodzie irkuckim, skierowano nas do drewnianego baraku zamieszkanego przez blisko 30 rodzin. Każda rodzina miała dla siebie tylko jedną izbę, nasza liczyła poza rodzicami jeszcze pięcioro mojego rodzeństwa. Na wspólnym korytarzu był jeden piecyk dla wszystkich 30 rodzin, by coś tam mogli sobie zagotować. W naszym łagrze było około dwóch tysięcy, głównie polskich zesłańców. Pracowaliśmy w nieludzkich warunkach przy wyrębie tajgi. Ja nawet byłem brygadzistą, mając pod opieką 84 ludzi. Tak troszczyłem się o wszystkich, by każdy miał wpisaną dniówkę, nawet gdy chorował bądź był w niedyspozycji, bo inaczej umarłby z głodu. Wczesną wiosną 1943 r. ukazały się ogłoszenia, by pełnoletni ochotnicy zgłaszali się do tworzącej się I Armii Wojska Polskiego. Zgłosiłem się, bo to była jedyna możliwość, by się wydostać z sowieckiej niewoli na Syberii. Nasze szkolenie żołnierskie miało miejsce w Sielcach nad Oką w sierpniu 1943 r., a już we wrześniu pojechaliśmy pod Smoleńsk, by wziąć udział w pierwszej bitwie z najeźdźcą niemieckim na froncie pod Lenino. W czasie tego ponad dwuletniego marszu ze Wschodu na Zachód byłem dwukrotnie ranny, a skutki tych ciężkich obrażeń wyczuwam do chwili obecnej. Przeprawa przez Odrę była najcięższa na początku maja 1945 r. To było wielkie rozlewisko, a Niemcy strzelali, że nie sposób było podejść. Dopiero jak Rosjanie włączyli ciężką artylerię i swoje katiusze, to można było przepłynąć. Ja ze swoim koniem Wichrem (byłem zwiadowcą) przeprawiłem się przy siodle wpław. Potem do Berlina wchodziliśmy etapami, strzelało się do przodu i skokami naprzód, aż do zwycięstwa.
Po wojnie krótko pracowałem w Warszawie, ale gdy dowiedziałem się o transporcie mojej rodziny z Syberii do wsi Mętno koło Chojny, to szybko tutaj przyjechałem, by ich wesprzeć w tworzeniu życia od nowa. Całe swoje życie zawodowe związałem z pracą w lesie aż do przejścia na emeryturę w roku 1990. Dumą dla mnie jest własna rodzina, a szczególnie moja żona, która ostatnie lata cierpiała na chorobę Alzheimera. Razem w kościele moryńskim dziękowaliśmy Bogu za pół wieku małżeńsko-rodzinnej drogi. Szkoda tylko, że już inni nie pamiętają tych cichych bohaterów, którzy nie wahali się ryzykować swojego zdrowia, a nawet życia, by wyzwolić Ojczyznę spod obcej wojennych ciemięzców. Rzadko kto pochyla się nad blisko dwoma tysiącami grobów polskich żołnierzy na cmentarzu wojennym w Siekierkach.

Reklama

Słowacja: parlament uchwalił nowy sposób finansowania Kościołów

2019-10-16 13:30

st (KAI) / Bratysława

Rada Narodowa Republiki Słowackiej – jednoizbowy parlament tego kraju, uchwaliła dziś nowy sposób wspierania Kościołów i związków wyznaniowych przez państwo. Kończy się w ten sposób okres, kiedy państwo bezpośrednio wypłacało pensję duchownym (od 1949 roku), natomiast fundusze z budżetu będą wypłacane poszczególnym Kościołom czy związkom wyznaniowym w zależności od liczby ich członków.

FOTOWAWA/pl.fotolia.com

Przewodniczący Konferencji Biskupów Słowacji, abp Stanislav Zvolenský wyraził zadowolenie z powodu przyjęcia tej uchwały przez parlament. „Z chwilą wejścia tej uchwały w życie, zostanie zastąpione ustawodawstwo z czasów reżimu komunistycznego, które miało na celu uzyskanie kontroli nad Kościołami. Zatwierdzona ustawa respektuje i bierze pod uwagę obecne warunki ich pracy w społeczeństwie” – stwierdził przewodniczący słowackiego episkopatu.

Nowy sposób finansowania zarejestrowanych Kościołów na Słowacji opiera się na modelu dotychczas stosowanym, ale zakłada stopniowe uwzględnianie liczby wierzących. Rozszerza także możliwości wykorzystania wkładu państwa. Nowelizacja utrzymuje system bezpośrednich dotacji państwowych dla Kościołów i wspólnot wyznaniowych, przewidziany w ustawie komunistycznej z 1949 roku. Grupa ekspertów, złożona z przedstawicieli państwa i Kościołów, uznała aktualizację tego systemu za rozwiązanie optymalne. Zgodnie z nową ustawą państwo będzie finansowało działalność Kościołów dotacją zwiększaną corocznie o stopień inflacji i waloryzacji. Natomiast Kościoły, które nie otrzymały dotacji państwowej w roku 2019 oraz Kościoły, które zostaną zarejestrowane po wejściu w życie proponowanej ustawy, otrzymają dotację na ich wniosek i proporcjonalnie do liczby wiernych.

Przewiduje się, że jeśli liczba wierzących spadnie lub wzrośnie o więcej niż 10 procent w porównaniu z ostatnim spisem ludności, wkład państwa zostanie zmniejszony lub zwiększony jednorazowo, ale nie więcej niż o 1/3 procentowego spadku lub zwiększenia liczby wierzących.

Zarejestrowane Kościoły, których jest obecnie na Słowacji 18 będą mogły wykorzystać dotacje państwowe nie tylko do wykonywania czynności związanych z kultem i płacami dla pracowników Kościoła, ale także na działalność kulturalną i społeczną czy edukacyjną, adresowaną do dzieci i młodzieży. Kościoły będą zobowiązane do corocznego składania sprawozdań z zarządzania dotacją a państwo zachowa prawo do kontroli tego gospodarowania. Nowa ustawa ma wejść w życie począwszy od stycznia 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Kiciński: Św. Jadwiga postępowała jak Maryja

2019-10-17 00:12

Agata Pieszko

Kościół 16 października wspomina św. Jadwigę, patronkę Polski, Śląska i archidiecezji wrocławskiej. Wspomina także dobrą żonę, kochającą matkę i mądrą władczynię, która pojawiła się we Wrocławiu w 1190 r.

Agnieszka Bugała
Zdjęcie wizerunku św. Jadwigi z Bazyliki pw. Św. Jadwigi w Trzebnicy

Uszanowała polskość

Gdy Jadwiga trafiła na dwór księcia Bolesława Wysokiego, ojca jej przyszłego męża, Henryka I Brodatego, zaraz nauczyła się języka polskiego i biegle się nim posługiwała. To bardzo cenne, że dziewczyna urodzona w Andechs w Niemczech przyjęła nasze zwyczaje oraz język!

Dobra żona i kochająca matka

Jadwiga i Henryk byli przeciwieństwem małżeństwa zawartego z rozsądku, czy dla skrzyżowania się wielkich rodów królewskich. Naprawdę się kochali, a owocem ich miłości było siedmioro dzieci. Niestety jednak czworo z nich zmarło. Mimo ogromnej miłości, małżonkowie byli związani ślubem czystości zawartym w 1209 r. roku przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem (źródła historyczne podają, że księżna mogła mieć wtedy około 33 lat, a Henryk Brodaty około 43 lat).

Uczy, jak znosić krzyż

Jadwiga doświadczyła w swoim życiu wiele cierpienia – utrata dzieci, śmierć męża, śmierć siostry Gertrudy za sprawą morderstwa, czy hańba ściągnięta na rodzinę przez siostrę Agnieszkę, która była matką dzieci z nieprawego łoża. Mimo tych dopustów Bożych, Jadwiga nadal z pokorą modliła się i czyniła dobro.

Mądra władczyni

Trzeba nam pamiętać, że na dworze świętej nie brakło ciepła oraz dobrych zwyczajów. Księżna dbała o służbę i czuwała nad tym, by chronić uciśnionych oraz najuboższych. Budowała szpitale, domy opieki, kościoły, klasztory, miejsca, w których ludzie jednali się ze sobą. Popierała szkołę katedralną we Wrocławiu, słała więźniom żywność i ubrania. Mówi się także o tym, jakoby zamieniała więźniom karę śmierci czy długich lat więzienia na prace przy budowie kościołów lub klasztorów. Sama Jadwiga wraz ze swoim mężem ufundowała klasztor cysterski. Bazylikę św. Jadwigi w Trzebnicy możemy odwiedzać do dzisiaj, szczególnie w trakcie sierpniowej i październikowej pielgrzymki.

Jak Maryja

– Św. Jadwiga straciła wszystko. Została z niczym. Umierała w wielkim opuszczeniu, ale tak naprawdę umierała z Jezusem i z Maryją w ręku, której tak bardzo się trzymała. Zobaczcie, że Jadwiga na każdym etapie swojego życia postępowała tak, jak Maryja. Kiedy miała rodzinę, kochała męża i swoje dzieci, kiedy straciła dzieci, stała się matką dla wszystkich ludzi. Była najszczęśliwsza na świecie, dając siebie innym – mówił we wspomnienie św. Jadwigi o. bp Jacek Kiciński na mszy wspólnotowej młodych małżeństw. Jadwiga była tak posłuszna mężowi, że mimo swoich racji, zawsze pozostawiała mu ostatnie zdanie. Henryk Brodaty chętnie przystawał jednak na jej mądre, sprawiedliwe i dobre decyzje. Czy to nie przypomina relacji Jezusa z Maryją?

Biskup Jacek poskreślał także, że szczęśliwa kobieta to taka, która pokocha samą siebie tak, jak kocha innych. Św. Jadwiga była tym bardziej szczęśliwa, im bardziej cierpiała.

– To była chodząca dobroć, ona zapominała o sobie. Skąd czerpała siły? Odpowiedź jest prosta: Jadwiga czerpała swoje siły z modlitwy. Sam się zastanawiam, co robię, gdy nie mam sił? Co wy robicie, kiedy nie macie już siły – pytał o. Jacek.

Jadwiga u swojego kresu zamieszkała w klasztorze cysterek w Trzebnicy, gdzie prowadziła bardzo ascetyczne życie, pełne pokuty, postu i wyrzeczeń. Dobrze jest uciekać się do niej w trudnych sprawach, szczególnie prosząc o łaskę pokoju i pojednania. Polecajmy jej Wrocław, który także powinien cechować się właściwymi obyczajami i walką o sprawiedliwość oraz dobro, ponieważ taki był dwór św. Jadwigi Śląskiej, mądrej patronki naszej archidiecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem