Reklama

Tęsknota i głód

Niedziela łowicka 18/2002

Ks. Dr Paweł Staniszewski: - W dniach 13-14 maja prowadził Ojciec w parafii św. Jakuba w Skierniewicach rekolekcje dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Czy mógłby Ojciec tytułem wstępu powiedzieć na temat samych rekolekcji, ich tematyki i zaangażowania uczestników?

O. Wojciech Nowak: - Rekolekcje adresowane były do wszystkich osób, które przeżyły rozpad małżeństwa, nawet jeżeli nie zakończył się on rozwodem cywilnym czy wstąpieniem w kolejny związek. Myślę, że grupa osób żyjących w separacji i rozwiedzionych samotnych jest nieco zapomniana w Kościele, a przecież to oni dają świadectwo wierności przysiędze małżeńskiej i zasadom Ewangelii. Ponieważ w rekolekcjach obok specyficznej problematyki, poruszone były tematy uniwersalne, takie jak miłość, znaczenie sakramentu małżeństwa, przyczyny rozpadu małżeństw, wierność i przebaczenie, zaprosiliśmy na nie także sakramentalnych małżonków, zwłaszcza tych, którzy przeżywają trudności. Tak jak i w innych miastach o podobnej liczbie mieszkańców w rekolekcjach uczestniczyło kilkadziesiąt osób, a szkoda, bo problem wcale nie jest taki mały. Myślę, że sporo osób czuje się skrępowanych swoją sytuacją i wolą pozostać anonimowe. Ważne jest jednak, by próby wychodzenia naprzeciw trudnym sytuacjom małżeńskim były podejmowane tak, by ci, którzy szukają pomocy i odpowiedzi na swoje pytania, mogli je znaleźć.

- Co należy rozumieć przez określenie związek lub małżeństwo niesakramentalne?

- Jedyny związek, który z punktu widzenia wiary można nazwać małżeństwem, to jest relacja pomiędzy mężczyzną i kobietą zaistniała w wyniku przysięgi małżeńskiej złożonej wobec uprawnionego przedstawiciela Kościoła, czyli z zachowaniem tzw. formy kanonicznej. Wszelkie inne relacje przeżywane na sposób małżeński bez ślubu kościelnego należy określić mianem związku niesakramentalnego. Mogą to być osoby związane ślubem tylko cywilnym, jak również żyjące w wolnych związkach, w tym tzw. "małżeństwa na próbę". Upraszczając wymienione podziały, można wyróżnić dwie zasadnicze sytuacje: osoby żyjące na sposób małżeński bez przeszkód do zawarcia ślubu kościelnego oraz ponowne związki po rozwodzie cywilnym, gdzie przynajmniej jedna ze stron jest związana z kimś trzecim na sposób sakramentalny, co oznacza, że małżeństwo kanoniczne nie jest możliwe.

Gdy chodzi o relacje mogące przekształcić się w małżeństwo sakramentalne, osoby takie, jeżeli uważają się za wierzące, winny odpowiedzieć sobie na kilka zasadniczych pytań: co rozumieją przez miłość i do jakiej miłości wzywa ich Chrystus? Kim jest dla nich Bóg i dlaczego boją się otworzyć na Niego w relacji, którą przeżywają? Myślę, że związek nieformalny, nawet jeżeli dwie osoby w równym stopniu godzą się na niego, zdradza nastawienie egoistyczne i jest manipulacją drugim człowiekiem. W świadomości pozostaje przecież takie założenie: będę z tobą, dopóki będzie mi to odpowiadało, będzie dla mnie korzystne, wygodne, dopóki nie będzie to wymagało ode mnie zbyt dużego wysiłku. Nie ma tutaj prawdziwego wyjścia z siebie i zwrócenia się ku drugiej osobie, a o to właśnie chodzi w miłości. Może jest to niewiara w samą miłość "do końca", że istnieje, że jest możliwa do zrealizowania? Intuicyjnie przeczuwa się, że do takiej właśnie, ofiarnej i wiernej miłości wzywa Bóg, więc w konsekwencji unika się także sakramentu. Jednak ucieczka przed trudem i szukanie łatwych rozwiązań jest w gruncie rzeczy ucieczką przed samym życiem i zaprzepaszczeniem szansy rozwoju własnego człowieczeństwa.

- Jak wygląda od strony kościelnej sytuacja osób rozwiedzionych, które zawarły ponowny ślub w USC?

- Jeżeli pierwszy związek był ważnie zawarty w Kościele, każdy kolejny, mimo rozwodu cywilnego, jest niezgodny z prawem Bożym i od strony obiektywnej stwarza sytuację grzechu. Małżeństwo sakramentalne obowiązuje aż do śmierci współmałżonka i jest nieodwołalne, tak jak miłość Chrystusa do człowieka. Oczywiście, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, można sprawdzić, czy ślub kościelny został ważnie zawarty, kierując sprawę do trybunału kościelnego celem wyświetlenia prawdy. Prawo kanoniczne formułuje szereg przyczyn, na skutek których małżeństwo zawarte w Kościele może okazać się nieważne.

Najpoważniejszymi konsekwencjami trwania w niesakramentalnym związku jest niemożność przystępowania do sakramentów świętych. Skoro człowiek nie realizuje miłości, do której się zobowiązał przed Bogiem i dla realizacji której przyjął łaskę sakramentalną, nie może łączyć się z Chrystusem w Komunii świętej, który tej miłości jest źródłem. Podobnie w przypadku sakramentu pokuty nie może otrzymać rozgrzeszenia ktoś, kto ma zamiar trwać w sytuacji niezgodnej z Bożym przykazaniem. Brak jest istotnego elementu, jakim jest postanowienie poprawy. Nie są to zatem szczególne restrykcje Kościoła względem tej kategorii osób, lecz konsekwencje wynikające z logiki samej wiary.

- Co zatem pozostaje takim ludziom, czy Kościół nie ma już im nic do zaoferowania?

- Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że mimo skomplikowanej sytuacji życiowej, więź z Bogiem nie ustała. Sakramentu chrztu nie da się "wymazać". W tych ludziach nadal tli się płomień wiary. Dlatego w roku 1981 Ojciec Święty Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Familiaris consortio zaapelował do duszpasterzy, by roztoczyli opiekę nad osobami rozwiedzionymi, także tymi, którzy żyją w ponownych - niesakramentalnych - związkach. Chodzi o to, by - jak to wyraził Papież - osoby te nie czuły się odłączone od Kościoła, lecz brały czynny udział w jego życiu, na tyle, na ile pozawala im obecna sytuacja. Niemożność przystępowania do sakramentów świętych nie wyczerpuje całego bogactwa relacji z Bogiem. Wiary nie można traktować na zasadzie "albo sakramenty, albo nic". Właśnie w odkryciu tych innych, pozasakramentalnych form kontaktu z Bogiem, mogą pomóc duszpasterstwa gromadzące takie właśnie osoby. Należy też pamiętać, że w sytuacjach nieodwracalnych, jak np. pojawienie się dzieci w nowym związku, gdzie nie można uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, istnieje możliwość dopuszczenia tych osób do sakramentów świętych pod pewnymi warunkami. Jednym z nich jest zobowiązanie się do życia w czystości, na zasadzie brat i siostra.

- Jak długa jest historia duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych w naszym kraju? Wydaje się, że jest ono jeszcze mało znane w naszym Kościele. Jak to wygląda w statystyce, jeśli w ogóle można o takowej mówić?

- Jednym z pierwszych, który zainteresował się tą problematyką był ks. Bozowski, który dla tej działalności zyskał akceptację Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego. Gdy chodzi o rekolekcje kierowane wprost do tej grupy osób, zainicjował je w Gdańsku, w roku 1983 o. Roman Dudak, kapucyn. Duszpasterstwo w Warszawie, przy jezuickiej parafii św. Andrzeja Boboli, w której jestem zaangażowany, działa od roku 1987. Prowadzi je o. Mirosław Paciuszkiewicz, autor wielu książek i publikacji poświęconych tej tematyce. Na terenie całego kraju istnieje już kilkadziesiąt grup wsparcia oraz w wielu diecezjach organizowane są doroczne rekolekcje. Niemniej jednak wydaje się, że wobec skali problemu, z jakim mamy do czynienia, działania te są wciąż niewystarczające w stosunku do potrzeb. Wiele osób czuje się wręcz wykluczonych z Kościoła bądź zepchniętych na jego margines, co stwarza niebezpieczeństwo utraty wiary i przejścia na pozycje laickie.

- Czy nie sądzi Ojciec, że opieka duszpasterska nad osobami żyjącymi w związkach niesakramentalnych może budzić w pewnym sensie zgorszenie?

- Drogą Kościoła jest człowiek żyjący w takich a nie innych uwarunkowaniach kulturowych i społecznych. Należy ubolewać nad tym, że zjawisko rozwodów cywilnych ma miejsce także wśród katolików i trzeba starać się zapobiegać takim sytuacjom. Jeżeli już mamy z nimi do czynienia, trzeba szukać rozwiązań tego trudnego problemu. Duszpasterstwo osób żyjących w związkach niesakramentalnych nie oznacza akceptacji rozwodów czy też tworzenia swojego rodzaju lobby w Kościele; jego celem jest niesienie pomocy duchowej tym wszystkim, którym skomplikowało się życie małżeńskie i znaleźli się w sytuacji nieregularnej, wciąż pozostając ludźmi wierzącymi. Chodzi o pomoc w zachowaniu ich więzi z Chrystusem i Kościołem, o umożliwienie prowadzenia życia religijnego oraz o stworzenie warunków do pojednania się z Bogiem i z ludźmi, pojednania, które nie dokonuje się z pominięciem prawdy, czy jej zamazywaniem. Zarzut, że duszpasterstwo, o którym mówimy, podważa sens wierności małżeńskiej można by równie dobrze wysunąć pod adresem Pana Jezusa, który ustanowił sakrament pojednania. Czy w ten sposób, przypadkiem, nie naraził On człowieka na grzech? No, bo skoro istnieje możliwość wyjścia z tej sytuacji, to może grzech nie jest czymś strasznym? Słowa Chrystusa "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1, 15), skierowane są do wszystkich ludzi. Jeżeli ktoś świadom, że jego sytuacja obiektywnie jest niezgodna z Ewangelią, zwraca się w kierunku Boga, szukając dróg wyjścia, to już mamy do czynienia z odpowiedzią na Bożą łaskę. Kościół takich osób nie może odrzucić. Sprzeciwiłby się wtedy postawie swojego Mistrza, który szuka owiec zagubionych i który " nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników" (por. Mt 9, 13). Należy pamiętać, że Kościół to nie elitarna wspólnota ludzi doskonałych, ale tych, którzy doświadczając własnej słabości odkrywają jednocześnie obecność Zbawiciela wychodzącego im naprzeciw.

- Na czym w ogóle polega opieka duszpasterska nad osobami żyjącymi w związkach niesakramentalnych?

- Organizujemy rekolekcje, dni skupienia i otwarte konferencje w parafiach. Jest to jakby rozłożenie mapy i ukazanie panoramy problematyki "z lotu ptaka". Potem przychodzi kolej na systematyczną formację w grupach. Jednym z najistotniejszych elementów pracy są rozmowy indywidualne, które przy naszym ośrodku w Warszawie stały się swojego rodzaju instytucją. Przyjeżdżają na nie osoby niemalże z całej Polski. Takie rozmowy sprowadzają się często do opowiedzenia historii całego życia, ze szczególnym uwzględnieniem historii pierwszego, sakramentalnego małżeństwa, które się rozpadło. Można wtedy także zobaczyć, czy istnieją podstawy, aby skierować sprawę do sądu biskupiego, celem zbadania ważności ślubu kościelnego. Doradzamy, co w takiej sytuacji, żyjąc samotnie, bądź w ponownym związku, można zrobić, jak odnaleźć się w Kościele i prowadzić życie religijne. Pod wpływem rozmów, modlitwy, oddziaływania grupy dochodzi często do nieoczekiwanych rozwiązań. Osoby nie przypuszczają, jak kontakt z Bogiem, Kościołem, może zaowocować różnymi decyzjami. Bóg jest Panem rzeczy niemożliwych i często to, co w pierwszym momencie wydawało się niemożliwe, z czasem staje się możliwe dzięki jego łasce.

- A co z drugą stroną, która np. mimo rozpadu wspólnoty małżeńskiej dochowuje wierności przysiędze danej przy ołtarzu? W jaki sposób Kościół stara się pomóc tym ludziom, bo przecież pozostają oni samotni głównie ze względu na wierność Ewangelii?

- Sytuacja osób samotnych po rozwodzie jest mniej skomplikowana od strony kościelnej, co nie znaczy - łatwa. Osoby te zazwyczaj nie mają przeszkód w prowadzeniu pełnego życia sakramentalnego. Problemem jednak może być akceptacja zaistniałej sytuacji, przebaczenie małżonkowi, gotowość do pojednania, samotne wychowywanie dzieci, a także znalezienie motywacji dla dochowania wierności przysiędze małżeńskiej. Dlatego rozwiedzionym samotnym może być trudniej od strony psychologicznej, niekiedy także społecznej i materialnej.

W marcu 1998 r. powołaliśmy do istnienia przy naszym ośrodku w Warszawie grupę wsparcia dla osób żyjących w separacji i rozwiedzionych samotnych, za którą jestem odpowiedzialny. Niewykluczone, że jest to pierwsza tego typu inicjatywa na gruncie kościelnym w Polsce. Zatem, mówiąc dzisiaj o duszpasterstwie rozwiedzionych, mam na myśli wszystkie kategorie osób, które przeżyły rozpad małżeństwa. Jednak ze względu na specyfikę problemów uważam, że spotkania winny odbywać się w osobnych grupach.

- Jak można wejść w kontakt z duszpasterstwem rozwiedzionych?

- Z radością informuję, że owocem rekolekcji w Skierniewicach jest inicjatywa powstania tego typu duszpasterstwa przy parafii św. Jakuba. Spotkanie organizacyjne dla dwóch grup: osób żyjących w związkach niesakramentalnych oraz w separacji i rozwiedzionych samotnych miało miejsce w niedzielę 28 kwietnia po Mszy św. o godz. 17.00. Bliższych informacji dla chętnych może udzielić ks. Robert Awerjanow. Z nim też można umówić się na rozmowę indywidualną. Oczywiście, zapraszam także na spotkania duszpasterskie do Warszawy.

- Bóg zapłać za rozmowę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ten, który umiłował Słowo

Niedziela Ogólnopolska 39/2016, str. 30

[ TEMATY ]

wspomnienia

Św. Hieronim/Lucas van Leyden

Św. Hieronim

Św. Hieronim

30 września w liturgii wspominamy św. Hieronima (347-420). To doktor Kościoła zachodniego. To człowiek, bez którego tytanicznej pracy być może nie byłoby kultury europejskiej

Najbardziej znane powiedzenie św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”, bywa często przytaczane, cytuje je nawet Sobór Watykański II w konstytucji „Dei verbum” (nr 25). Ten święty żyjący na przełomie IV i V stulecia był znany ze swojego porywczego temperamentu, ale i wielkiej pokory. Był niedościgłym erudytą władającym wieloma językami w mowie i piśmie, m.in. znał hebrajski i grecki – w pierwszym z nich w przeważającej mierze napisano Stary Testament, a w drugim Nowy.

CZYTAJ DALEJ

Kudowa - Zdrój. Wielkie wołanie grzeszników

2022-09-28 19:30

[ TEMATY ]

Kudowa Zdrój

Koronka na ulicach miast

ks. Damian Fleszer

archiwum prywatne

Parafianie z Kudowy – Zdroju Czermnej z ks. Damianem

Parafianie z Kudowy – Zdroju Czermnej z ks. Damianem

W kilku miejscowościach diecezji świdnickiej wierni wraz z duszpasterzami włączyli się w ogólnoświatową akcję modlitwy koronką do Bożego Miłosierdzia na ulicach miast.

Tak było m.in. w Walimiu, Świdnicy, Kłodzku czy Kudowie – Zdroju, gdzie ks. kan. Damian Fleszer z wiernymi par. Św. Bartłomieja Apostoła spotkał się w Ogrodzie Muzycznym Parku Zdrojowego, aby z koronką w ręku wołać o Boże Miłosierdzie dla siebie i całego świata.

CZYTAJ DALEJ

Francja: nauczyciel pod eskortą, bo skrytykował islamizację

2022-09-30 17:21

[ TEMATY ]

Francja

terror

islamizacja

Magdalena Pijewska

Francuski nauczyciel, Didier Lemaire, potępił islamizację szkół we Francji i został zmuszony do opuszczenia swojej pracy i miasta, podobnie jak niektórzy jego koledzy. W obawie o życie mieszka teraz w nieznanym nikomu miejscu i ma policyjną eskortę. Napisał książkę, w której apeluje o stawienie czoła postępującej islamizacji Francji zanim – jak podkreśla – będzie za późno.

Didier Lemaire jest oddanym uczniom wykładowcą. Do zeszłego roku uczył filozofii w szkole w Trappes, potem „odważył się” potępić szalejącą islamizację, która, jak mówi, stopniowo korodowała jego miasto i wyciągała ręce także do szkół, próbując wpłynąć na program nauczania i styl życia uczniów i nauczycieli. W konsekwencji musiał zrezygnować z nauczania, by nie spotkał go los podobny do Samuela Paty’ego, któremu czeczeński dżihadysta podciął gardło za to, że ośmielił się – w publicznej szkole we Francji – rozmawiać z uczniami na temat karykatur Mahometa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję