Reklama

Niedziela Świdnicka

Zmartwychwstanie po opętaniu

Niedziela świdnicka 15/2012

[ TEMATY ]

egzorcyzmy

egzorcysta

Joe Howell / Foter / CC BY

JULIA A. LEWANDOWSKA: - Jak odróżnić chorobę psychiczną od opętania?

KS. PRAŁ. STANISŁAW PRZERADA: - Trzeba wyjść od tego, że Pan Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. Pragnieniem Boga jest, aby człowiek był zdrowy, szczęśliwy, pełny Bożego pokoju, bo Pan Bóg daje człowiekowi tchnienie, czyli daje Ducha Świętego - czyli ducha pokoju, ducha życia, ducha wiary, ducha mądrości i ducha rozeznania. Jednakże w wyniku grzechu pierworodnego doszło do wielkiego dramatu. Człowiek utracił równowagę duchową, utracił życie łaski uświęcającej. Jednym z objawów utraty łaski uświęcającej, utraty życia z Bogiem jest też choroba, a drugim może być bezpośrednie wkraczanie diabła w serce człowieka. Człowiek jest wielką tajemnicą sam w sobie, dlatego też dzisiaj wiele nauk zajmuje się bezpośrednio człowiekiem, stawiając pytanie: Człowieku, kim jesteś? Człowieku, powiedz sam o sobie, kim jesteś? W wyniku stwierdzenia, że człowiek sam siebie nie rozumie, że sam siebie nie zna i jest dla siebie tajemnicą niezgłębioną, od początku świata wszystkie systemy filozoficzne, naukowe próbowały dać odpowiedź na te pytania: Skąd się wziąłem jako człowiek, jaki jest sens mojego życia na teraz?
Choroba psychiczna to zaburzenie osobowości ludzkiej, utrata rozeznania samego siebie, zagubienie oceny swoich czynów, zagubienie wartości samego siebie i rozbicie psychiczne człowieka, schizofrenia czy dwie jaźnie, gdzie człowiek nie kontroluje swoich słów, swoich czynów.
Bezpośrednią cechą działania diabła w człowieku, który próbuje go ogarnąć i opanować, jest szczególna przemoc, nagłe najście, często bez możliwej proporcjonalnej przyczyny, przemoc która łatwo ustępuje wobec usilnej modlitwy. Złe duchy lubią ingerować w nieistotne - to jest takie charakterystyczne - z pozoru wydarzenia dnia codziennego. Wszelkie drobiazgi mogą przerodzić się w poważne konflikty i tak czasami niewielkie poirytowanie, jakieś zdenerwowanie może się zamienić w duży gniew albo w osobistą frustrację lub zniechęcenie do życia. Rozczarowanie może przybrać formę zawiści i użalania się nad sobą. Demony mogą doprowadzać do takiego stanu, że pozbawiają równowagi duchowej konkretną jednostkę ludzką, konkretnego człowieka. Dlatego też złe duchy podsuwają okazję do grzechu. Trzeba wziąć pod uwagę, że szatan przez kuszenie wywiera wpływ na uczuciowość i co jest bardzo istotne - na wyobraźnię człowieka, często posługując się pośrednikami, takimi jak nasze nieuporządkowane pragnienia, nasze uświadomione i nieuświadomione psychologiczne rany, słabości natury nerwicowej, histerie, czy też przez czynniki zewnętrzne, jak np. sekty czy praktyki okultystyczne. Żeby się przeciwstawić pokusie złego ducha, należy pamiętać, że w pokusie wyróżniamy trzy momenty: sugestię, czyli podnietę do zła, przyjemne uczucie zadowolenia i przyzwolenie. Zawsze jest element przyzwolenia, bo szatan do pewnego stopnia zna nasze słabe strony. Kiedy np. na nasze nerwy działa jakaś podnieta albo pojawia się jakaś myśl, wyobrażenie, które rodzi przyjemne uczucie pociągające nas do grzesznych zachowań, powiedzmy do oglądania złych rzeczy, podejmujemy decyzję i idziemy za pokusą, to wtedy zło coraz bardziej w nas się rozwija. Możemy też odrzucić pokusę. Jest to wtedy chwila prawdziwej walki duchowej, gdzie każdy z nas z osobna musi dokonać konkretnego wyboru. W wypadku pokus diabelskich należy zastosować jeszcze środek duchowy, którym może być modlitwa prywatna, jakiś akt strzelisty czy wezwanie na pomoc Maryję. Skuteczne są modlitwy do ran i krwi Chrystusa.

- Czy łatwo jest wypędzić diabła z człowieka?

- Trzeba wyjść od wiary w Chrystusa. Czy czuję się silnie związany z Chrystusem i czy naprawdę chcę diabła z siebie wypędzić? Ważne, żebym miał łaskę obrzydzenia zła, łaskę wstrętu do zła, czyli łaskę miłości Boga, łaskę miłości Bożych darów. Gdy sobie uświadomię, jaki dramat może mi grozić w wyniku zła, które jest we mnie, kiedy uświadomię sobie, że to zło chce mną zawładnąć, to pomocą jest sam Chrystus, który zło z nas wypędza. Sam swoimi naturalnymi siłami zła z siebie nie wypędzę. Trzeba wyjść od tego, że my nie toczymy walki przeciwko ciału, ale przeciwko mocom zła na wyżynach. Podsumowując: człowiek o własnych siłach zła, czyli demona, szatana, z siebie nie wypędzi. Tego dokonuje Chrystus. Dlatego musimy w pierwszym odruchu uświadomić sobie, że jest Chrystus Pan, Boży Syn, Zbawiciel i że Chrystus jest Tym, który ma władzę wypędzić ze mnie szatana, bo po to przyszedł na świat, by zniszczyć potęgę szatana, by zniszczyć jego knowania. Kiedy mówimy o tym, czy łatwo jest wypędzić szatana, trzeba tu określić, w jakim stopniu ktoś jest zniewolony siłą zła. Problemem i błogosławieństwem jest codzienny rachunek sumienia. Jako chrześcijanie powinniśmy codziennie robić rachunek sumienia. Rewizja swojego życia polega na trzyczłonowym działaniu: widzieć, ocenić, działać. Widzieć - wiedzieć, jaki jest mój stan, ja sam siebie nie zobaczę, kiedy nie będę prowadził rachunku sumienia, a więc zatrzymać się nad sobą, zobaczyć swój stan sumienia, zobaczyć i ocenić, co jest we mnie dobre, a co złe i dopiero trzeci krok - działanie. Im bardziej będziemy wrażliwi na pragnienie kontaktu z Bogiem, na pragnienie życia wiernego Bogu, to u początku nie dopuścimy do tego, by to zło się we mnie bardzo rozprzestrzeniło, żeby nie zajęło całych obszarów moich uczuć, pragnień, woli. Wtedy stosunkowo łatwiej wypędzić zło. Ważny jest żal z powodu tego, że się odwróciło od Boga i bardzo skuteczne - pójście od razu do spowiedzi i proszenie Boga o przebaczenie. Zasadniczym miejscem, gdzie to zło jest ze mnie wypędzane, jest konfesjonał - sakrament spowiedzi. Czasami ludzie próbują pominąć sakrament spowiedzi i innymi modlitwami wypędzić zło z siebie, a to jest już bardzo niebezpieczne. Tym, co bezpośrednio wypędza z nas zło i uzdrawia duszę, przywraca nasze sumienie do stanu zdrowia duchowego, to jest właśnie sakrament spowiedzi. Jest to sakrament leczniczy. Ale kiedy ktoś zlekceważy zło i wejdzie głębiej w grzechy, które będą się powielały, w grzechy, które staną się nałogiem, to wtedy uwikłanie się w moce zła jest bardzo głębokie. Zwłaszcza tutaj ten stopień uwikłania się w zło jest bardzo istotny. Jeżeli ktoś wszedł w dłuższe praktyki szatańskie, wtedy jest już zdecydowanie potrzebna pomoc kapłana egzorcysty. Bardzo szczera rozmowa, w atmosferze modlitwy, wiary, że przychodzę do księdza egzorcysty z takim nastawieniem, iż nikt mi już nie może pomóc, a jestem zrozpaczony i jestem tak zagubiony, że w życiu nic mi już nie wychodzi, nie potrafię sobie poradzić sam ze sobą, i coś w moim wnętrzu podpowiada mi, abym czynił zło. Bóg dał Kościołowi władzę wypędzania złych duchów. Chrystus Apostołom dał władzę: „Idźcie i wyrzucajcie złe duchy w imię moje”, czyli mocą Chrystusową. Wypędzenie złego ducha z człowieka jest możliwe nawet u kogoś bardzo uwikłanego w zło, jednak nie jest to proces jednorazowy. Jest to proces długofalowy, dlatego nie jedna wizyta, a czasami wiele wizyt u kapłana i modlitwa za człowieka uwikłanego. Nad takim człowiekiem modli się też wspólnota modlitewna przy parafii czy jakaś grupa charyzmatyczna, często zakony.

- Jak zmienia się życie człowieka, który został uwolniony od szatana?

- Kiedy człowiek zaczyna pragnąć Boga, odkrywa dwie rzeczy: piękno Boga i miłość Boga. W tym człowieku, który wcześniej utracił pokój serca, utracił poczucie własnej wartości czy też miał zaniżoną ocenę własnej inteligencji lub własnej wartości, odkrywa się obraz Boga, który przyszedł szukać tego, co było zagubione. Odsłania się obraz Boga, który jest Bogiem miłosiernym, gotowym pochylić się niczym Chrystus na Drodze Krzyżowej, upadający na ziemię, by dotknąć ludzi najbardziej zagubionych, najbardziej upadłych, po to, by ich na nowo podnieść. I dlatego też tutaj są dwa kierunki człowieka uwolnionego: pierwsza rzecz - on odkrył Boga, który jest samą miłością żyjącą dla człowieka. Często mamy obraz Boga, który żyje gdzieś dla siebie, natomiast człowiek, który doznał uwolnienia, dokonał w sobie cudownego wręcz odkrycia innego obrazu Boga: Bóg żyje dla mnie, Bóg wychodzi mi na spotkanie, to On mnie znalazł w różnych melinach zła, w różnych strukturach zła. Osoba uwolniona od szatana jest przede wszystkim bardzo zachwycona Bogiem, jest w stanie zauroczenia Bogiem i zaczyna Boga uwielbiać. Dużo Bogu dziękuje: Dziękuję, że Ty do mnie, Boże, wychodzisz, niczym do Adama w raju. To przekłada się na wszystkie czasy. Człowieku, gdzie jesteś, wyszedłem cię szukać, przyszedłem na tę godzinę - mówi Pan Jezus w Ewangelii św. Jana - na tę godzinę przyszedłem ciebie ocalić i to jest godzina ocalenia. Jezus pokazuje, jak wielką mam wartość, że jestem dzieckiem Boga, jestem przez Boga odnaleziony. Człowiek, który wszedł w niewolę, utracił swoją wartość, szukał pseudowartości. Bł. Jan Paweł II w czasie I pielgrzymki do Polski powiedział: „Człowiek sam siebie nie rozumie bez Chrystusa”, dlatego też człowiek, który odkrył Chrystusa, widzi swoją wielkość, widzi sens swojego życia, widzi sens swojej pracy, widzi sens życia w sumieniu, widzi sens życia w cierpieniu i widzi też sens życia w niepowodzeniach, w różnych życiowych tragediach. Będzie zawsze widział sens oparty na mocy dawanej przez Chrystusa. Człowiek, który jest uwolniony od zła, będzie z jednej strony miał ciągle świadomość swojej słabości, ale z drugiej strony - będzie miał światło Boga w sobie, które będzie go na nowo rozwijało, dzięki któremu będzie wzrastał. Tak jak w Ewangelii, która cała jest wypełniona ludźmi, którzy byli przez społeczeństwo odrzuceni, napiętnowani jako źli, jako ludzie upadli, ale kiedy przyszli do Chrystusa, to skruszeli w poczuciu żalu, i co ważne - odchodzili od Chrystusa już jako nowi ludzie, bo usłyszeli od Niego: „Ja cię nie potępiam, idź, a więcej nie grzesz”. Oni odeszli od Chrystusa jako nowi ludzie. O nowym człowieku mówi św. Paweł. Człowiek, który odkrył Boga, widzi, że nie może już swojego życia marnować na jakieś tam błahostki. Odkrywszy Boga, wszystkie swoje siły muszę teraz poświęcić dla spraw, które będą miłe Bogu. Nie będę tracił życia, co więcej - będzie mi brakowało życia, będzie mi brakowało czasu, bo będę chciał, jak najwięcej ten czas wypełnić sprawami szlachetnymi, sprawami, które służą budowaniu życia. Człowiek, który jest uwolniony od zła, będzie widział, że to wszystko sens ma wtedy, kiedy robi to, co jest zgodne z wolą Boga. Człowiek, który jest uwolniony od zła, będzie się w modlitwie pytał: Co mam czynić, abym wypełnił Twoją wolę? To będzie człowiek bardzo pokorny przed Bogiem, a jednocześnie silny Bogiem, jak mówi św. Paweł w Liście do Efezjan „Bądźcie mocni w Panu - siłą Jego potęgi” (6,10). Św. Paweł zachęca do tej walki duchowej, żeby być mocnym w Panu. Człowiek sam z siebie nie jest w stanie sprzeciwić się złu, ale także sam z siebie nie jest w stanie budować dobra. Dopiero wspomagany każdego dnia mocą Boga, Jego potęgą, będzie widział wartość życia, które jest piękne, będzie widział, że warto żyć i szkoda życia tracić na jakieś nałogi, sprawy, które uwłaczałyby godności człowieka.

- Księże Prałacie, co stanowi szczególną obronę przed opętaniem lub powtórnym opętaniem?

- Człowiek, który doznał uwolnienia, uwierzył Chrystusowi, powinien przede wszystkim trwać na codziennej modlitwie. Po drugie - powinien często przystępować do sakramentu pokuty. Po trzecie - powinien czytać dobre książki religijne lub inne pisma religijne. Po czwarte - ważne jest, by był w stałym kontakcie z kapłanem, który czuwałby nad jego prawidłowym rozwojem duchowym. Istotna jest również wtedy wspólnota, np. parafialna, modlitewna, charyzmatyczna. Człowiek, żeby ponownie nie wrócił do zła, powinien wejść do wspólnoty zdrowej religijnie. Taką najbardziej podstawową wspólnotą jest życie w swojej parafii, uczęszczanie na nabożeństwa w swojej parafii. Niezwykle ważna jest osobista rozmowa z kapłanem o stanie swojej drogi życiowej, by kapłan potwierdził, czy moja dalsza religijność idzie we właściwym kierunku. Dlaczego to jest takie ważne? Bo czasami złe duchy mogą na nowo próbować wchodzić w myśli, uczucia i w wolę, i człowiek może mieć na sobie tzw. zemstę demonów, to, co powiedział Pan Jezus do uzdrowionego człowieka w Ewangelii św. Jana: „Wyzdrowiałeś, ale uważaj, żeby ci się coś gorszego nie przytrafiło”. Dlatego taką najbardziej bezpieczną forma, jest właśnie powrót do wspólnoty parafialnej, do wspólnoty ludzi wierzących, modlitwa z tą wspólnotą i stały kontakt z kapłanem w spowiedzi i poza spowiedzią.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kto nie wierzy w diabła, nie wierzy w Ewangelię

Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 22-23

[ TEMATY ]

egzorcysta

Figli della Luce

Ks. Gabriele Amorth powiedział, że grupy praktykujące modlitwę o uwolnienie złożone ze świeckich są mile widziane. Z prawej: Angela Musolesi

Z tercjarką franciszkańską Angelą Musolesi, przez wiele lat współpracownicą ks. Gabriele Amortha, rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Mówi się ostatnio wiele o przełożonym generalnym Towarzystwa Jezusowego – o. Arturze Sosie Abascalu w związku z jego kontrowersyjnymi wypowiedziami. W sierpniu br. w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi miesięcznika „Tempi” stwierdził on, że diabeł nie istnieje. Że „nie jest osobą taką jak człowiek. To sposób, w jaki zło jest obecne w życiu ludzkim. Dobro i zło trwają nieustannie w ludzkiej świadomości, a my mamy sposoby na ich ukazywanie. (...) Symbole są częścią rzeczywistości, a diabeł istnieje jako rzeczywistość symboliczna, nie jako rzeczywistość upersonowiona”. Jednak Katechizm Kościoła Katolickiego i Magisterium mówią coś wprost przeciwnego. Nic więc dziwnego, że wypowiedź ta wywołała wiele negatywnych reakcji. Na stwierdzenia o. Sosy zareagowało przede wszystkim Międzynarodowe Stowarzyszenie Egzorcystów (IEA) – wydało oświadczenie, w którym wyjaśnia, że zgodnie z doktryną Kościoła i doświadczeniem egzorcystów słowa o. Sosy są niezgodne z prawdą. Jego stwierdzenia są tym bardziej niezrozumiałe, gdy weźmiemy pod uwagę, że Franciszek, również jezuita, od początku swego pontyfikatu regularnie mówi o diable. Już w pierwszej homilii, którą wygłosił podczas Mszy św. 14 marca 2013 r. (Kaplica Sykstyńska), powiedział: „Przychodzi mi tu na myśl zdanie Léona Bloya: «Kto nie modli się do Pana, modli się do diabła» – kiedy nie wyznaje się Chrystusa, wyznaje się światowość diabła, światowość szatana”.

O diable rozmawiam z Angelą Musolesi, tercjarką franciszkańską, która przez 28 lat współpracowała z ks. Gabrielem Amorthem, zmarłym w 2016 r., jednym z najbardziej znanych egzorcystów naszych czasów. Siostra Angela specjalizuje się w misji modlitwy wyzwalającej według wskazań ks. Amortha. Napisała z nim trzy książki oraz założyła ruch „Synowie Światła” (I figli della luce).

W. R.

* * *

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Dlaczego diabeł nie jest zwykłym symbolem?

ANGELA MUSOLESI: – My, modląc się o uwolnienie – z kapłanami i bez nich – walczymy z diabłem „w terenie”, wiemy więc, że o. Sosa się myli! Zaprzeczanie istnieniu diabła jako istoty myślącej, anioła o własnym umyśle i osobowości, który na początku czasów zbuntował się przeciwko Bogu Ojcu i ciągnie za sobą tysiące demonów, oznacza negowanie doktryny Kościoła i Objawienia, które Bóg przekazał ludziom, ale przede wszystkim przeczy Ewangelii. Pamiętam, że pewnego razu ks. Amorth powiedział mi: „Kiedy zapytałem Jana Pawła II, co myśli o tych, którzy nie wierzą w diabła jako byt, Papież mi odpowiedział: «Kto nie wierzy w diabła, nie wierzy w Ewangelię»”.

– A co Ewangelie mówią o diable?

– Musimy pamiętać słowa i epizody z życia Jezusa. Do kogo Jezus powiedział „Milcz i wyjdź z niego!” (por. Łk 4, 31-37 i Mk 1, 23-26)? Do symbolu? Do koncepcji mentalnej? Jak można twierdzić, że diabeł nie był obecny w tamtym człowieku jako prawdziwa istota? Ewangelia kontynuuje, że ludzie byli bardzo zaskoczeni i mówili między sobą: „Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą”. Kolejny epizod, jeden z wielu, to uzdrowienie chłopca. Ewangelia mówi: „Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie” (Mt 17, 18). Oczywiste jest, że Jezus nie rozkazał symbolowi. Święty Jan przypomina nam, że Jezus przyszedł, aby zniszczyć dzieła diabła (por. 1 J 3, 8), a św. Paweł w Liście do Hebrajczyków pisze, że Jezus przyszedł, aby pokonać diabła (por. Hbr 2,14).

– Czy demony mówią podczas egzorcyzmów i modlitw o uwolnienie?

– W książkach, które do tej pory opublikowałam, przede wszystkim w tych trzech napisanych z ks. Amorthem, opisane są różne konkretne sytuacje, które miały miejsce podczas egzorcyzmów ks. Amortha, są także przytoczone zdania, które zostały wypowiedziane przez legiony złego. Pewnego razu podczas modlitwy o wyzwolenie legiony szatana powiedziały: „Wszyscy byliśmy pod Krzyżem”. Kolejny przypadek: podczas modlitwy o uwolnienie na słowa kapłana: „Jezus już was wszystkich pokonał”, diabeł zareagował – opuścił głowę i powiedział: „Tak, to prawda, wiemy to”. Chciałabym też przywołać zdarzenie, które miało miejsce w sanktuarium maryjnym, kiedy Lucyfer pojawił się podczas krótkiej modlitwy o uwolnienie. Kazałam mu odejść i powiedziałam zdanie, które samo w sobie nic nie znaczy: „Nie żyjesz!”. Natychmiast odpowiedział: „Jestem duchem, nigdy nie umrę!”. Byłam oszołomiona. Innym razem, gdy wzywałam Ducha Świętego, śpiewając z mocą nad kimś, demon krzyknął do mnie: „Ach, przestań, to mnie boli!”.

– Czy to prawda, że czasami z opętanych osób „wychodzą” przedmioty?

– Tak, to prawda. Podczas egzorcyzmów ks. Amortha z ust opętanych wydobywały się krzyże, kamienie, gwoździe. Nie trzeba tłumaczyć, że sami ludzie ich nie połknęli. To zrobił diabeł. Kiedyś nawet podczas modlitwy o uwolnienie z człowieka wyszły karaluchy.

– Ksiądz Amorth musiał stawić czoła podobnym problemom w okresie posoborowym, kiedy w niektórych kręgach katolickich zaprzeczano istnieniu diabła. Co by ks. Amorth powiedział teraz, kiedy o. Sosa wyraża te same wątpliwości?

– Ksiądz Amorth prawdopodobnie powiedziałby, że to wina materializmu. Straciliśmy świadomość, że istota ludzka jest osobą, która jest nieustannie kuszona przez diabła. Jeżeli chodzi o o. Sosę, można stwierdzić, że w tej dziedzinie brak mu doświadczenia i praktycznego zmysłu – gdyby przyszedł zobaczyć, co robimy, zrozumiałby, że nie są to szaleństwo ani wymysł.

– Ksiądz Amorth skrytykował nowy Rytuał dla egzorcystów, przygotowany najwyraźniej również przez ludzi bez praktycznego doświadczenia...

– W fazie przygotowywania nowego Rytuału z ks. Amorthem skontaktował się kard. Joseph Ratzinger, który dwukrotnie dzwonił do niego, by poprosić o wyjaśnienia. Ale widać, że ludzie odpowiedzialni za napisanie Rytuału nie wzięli tego pod uwagę. Ksiądz Amorth stwierdził, że nowy Rytuał nie jest skuteczny, i z tego powodu zawsze używał starego Rytuału, napisanego po łacinie.

– A propos łaciny. W starej Mszy św. po łacinie była modlitwa do św. Michała Archanioła – modlitwę tę usunięto z nowej Mszy. Co ks. Amorth myślał o modlitwie do św. Michała Archanioła?

– Ksiądz Amorth zawsze radził, by ją odmawiać, nawet każdego dnia. Inną rzeczą, którą doradzał, jest poświęcenie dzieci Niepokalanemu Sercu Maryi, gdy kobieta jeszcze jest w ciąży. Czynił tak, ponieważ przydarzyło mu się, że kiedy rozmawiał z diabłem, usłyszał słowa: „Dali mi to dziecko, zanim się urodziło”. Są ludzie, którzy poświęcają dzieci szatanowi jeszcze przed narodzinami.

– Ksiądz Amorth doceniał także świeckich w walce z diabłem...

– Był otwarty na świeckich. W ostatnich latach przed śmiercią, biorąc pod uwagę fakt, że brakowało egzorcystów, mówił, że grupy praktykujące modlitwę o uwolnienie złożone ze świeckich są mile widziane. Nasz ruch „Synowie Światła” (www.ifiglidellaluce.it) jest właśnie przykładem tego zaangażowania świeckich.

* * *

Powiedzieli...

„W obliczu sytuacji Kościoła współczesnego odnosimy wrażenie, że dym szatana przedostał się pewnymi szczelinami do świątyni Boga. Widzimy zwątpienie, niepewność, relatywizm, niepokój, niezadowolenie i kwestionowanie. Nie mamy już zaufania do Kościoła, ufamy natomiast pierwszemu lepszemu prorokowi świeckiemu, który przemawia do nas ze szpalt któregoś z dzienników czy jako rzecznik jednego z ruchów społecznych (...), nie zastanawiając się nad tym, że jesteśmy już przecież w posiadaniu (...) prawdziwego Życia, że jesteśmy jego panami. Zwątpienie zakradło się do naszych sumień przez okna, które powinny być otwarte na światło. Krytyka i zwątpienie zrodziły się z nauki, powołanej przecież po to, by dostarczać nam prawd, które nie tylko nie oddalają nas od Boga, lecz skłaniają do gorliwego poszukiwania Go i oddawania Mu większej czci. (...) Nauczanie stało się źródłem zamętu i sprzeczności, niekiedy absurdalnych. (...) Sądzono, że po soborze słońce zaświeci nad dziejami Kościoła, ale zamiast słońca mamy chmury, burze, ciemności, szukanie i niepewność. Głosimy ekumenizm, ale coraz bardziej oddzielamy się od siebie. Pogłębiamy przepaść zamiast ją zasypywać. Jak mogło dojść do tego? Wmieszała się w to przeciwstawna moc, której na imię diabeł: ów tajemniczy byt, o którym wspomina w swym Liście św. Piotr (1 P 5, 8-9)”.
Paweł VI, fragment homilii z 29 czerwca 1972 r.

„Istnienie diabła nie jest opinią, czymś, w co można wierzyć lub nie wierzyć. Każdy, kto twierdzi, że diabeł nie istnieje, nie posiada pełni wiary katolickiej. (...) Obecność diabła (...) wyjaśnia dramatyczny stan, w jakim znalazł się świat, usychający pod władzą Złego”.
Kard. Medina Estévez, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów

CZYTAJ DALEJ

Włochy: epidemia, która trwa ponad 40 lat…

2020-03-26 13:02

[ TEMATY ]

epidemia

koronawirus

PAP

Świat zamierał z przerażenia, gdy słyszał, że w ciągu jednej doby z powodu COVID-19 zmarło ponad 600 osób. Gdy każdego dnia, od ponad 40 lat we Włoszech zabija się kilkaset dzieci w łonach matek, wszyscy śpią spokojnie…

Od ponad miesiąca świat z niepokojem patrzy na Włochy dotknięte epidemią COVID-19.Okazuje się jednak, że mimo tak kryzysowej sytuacji, w której naturalnie zmienia się sposób myślenia o wartości ludzkiego życia a kolejne zgony wprowadzają niepokój o życie własne i najbliższych, Włosi wciąć nie podejmują refleksji o trawiącej ich od dziesięcioleci epidemii… Można by rzec, że do jednej plagi dodają drugą, wykonywaną „na życzenie”…

Aborcja - pilny przypadek...


Obowiązujące obecnie we włoskich szpitalach restrykcje, mające na celu ograniczenie kontaktów i udostępnianie miejsc najbardziej dziś potrzebującym, nie dotyczą jednak „przypadków pilnych”. Do takich, obok poważnych obrażeń, problemów sercowych, konieczności wykonania przeszczepu oraz innych sytuacji klinicznych związanych z bezpośrednim zagrożeniem życia, zalicza się także wykonywanie aborcji. A zatem, odraczane są zabiegi pacjentów z dolegliwościami ortopedycznymi, okulistycznymi, nawet pacjentów onkologicznych, jeśli zabieg można przełożyć bez ryzyka dla chorego. Ale kiedy chodzi o zabijanie dziecka w łonie matki, to jest to już „przypadek pilny”.

Jak słusznie podkreśla autorka jednego z włoskich portali, pośpiech wywodzi się w tym przypadku nie z niebezpieczeństwa o życie, ale raczej z woli śmierci, tzn. woli uniknięcia narodzin dziecka za wszelką cenę i na wszystkie sposoby. Okropny wyrok śmierci wobec niewinnego bez obrony…

Walka o miejsca i personel w walce z COVID-19 w tej sytuacji już nie obowiązuje… Czyli na jednym łóżku umiera kolejna osoba na koronawirusa, której nikt nie udziela pomocy, bo trzeba zająć się zabójstwem kolejnego człowieka… Chorzy nie są leczeni, ale zabijanie maleńkich dzieci nadal się dokonuje! W wyniku aborcji 500 dzieci dziennie, czyli 22 dzieci na godzinę traci we Włoszech życie.

Prezes Stowarzyszenia “Ora et Labora in Difesa della Vita” podkreśla, że wiele szpitali znajduje się pod ogromną presją, przede wszystkim w Lombardii w innych regionach północy, gdzie skoncentrowana jest największa liczba zakażeń COVID-19. Poszukiwane są nowe źródła finansowania a wystarczyłoby, aby pieniądze przeznaczone na aborcje (każdy region płaci za każdą aborcję nawet do 5 tys. euro!) skierować na obecne ogromne potrzeby związane z zarządzaniem kryzysowym. Podobnie także cały personel zatrudniony do przeprowadzania tych zbrodni, które wołają o pomstę do Boga i do przyszłych pokoleń, mógłby służyć jako pomoc w powstrzymaniu epidemii.

Domowa aborcja na życzenie?

„Na pomoc” w tej sytuacji spieszą panie ze Stowarzyszenia AMICA (Associazione Medici Italiani Contraccezione e Aborto), powstałego w 2015 r. w celu zapewnienie wszystkim kobietom dostępu i wolności wyboru w zakresie różnych możliwych technik aborcji. Związani z tą organizacją ginekolodzy Anna Pompili i Mirella Parachini w liście zamieszczonym na portalu „Quotidiano Sanità” zauważyły, że to bardzo nieekonomiczne w obecnej sytuacji, aby dokonywać aborcji w szpitalach, zamiast zlecać aborcję farmakologiczną. Autorki listu są oburzone niemożliwością bądź zablokowaniem możliwości dostępu do procedury aborcji farmakologicznej w Lodi w Lombardii, gdzie praktykowane jest prawie wyłącznie chirurgiczne przerywanie ciąży. Domowa aborcja farmakologiczna jest przecież bezpieczna, wymaga mniejszej liczby kontroli, co jest zaletą nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, ale także z punktu widzenia możliwości zarażenia się COVID-19 czy innymi.

Wzywają zatem do rozsądku: nieuzasadniona hospitalizacja zdrowych ludzi to marnotrawstwo zasobów gospodarczych, zajęcie łóżek odbieranych tym, którzy naprawdę tego potrzebują. Ta wybitna troska o życie i bezpieczeństwo człowieka wyrażana przez osoby, które dążą do ułatwienia procedur zabójstwa człowieka razi chyba każdego…

Panie ubolewają, że ta „trudna i złożona sytuacja” [tzn. poczęte dziecko – przyp. MZ] wciąż jeszcze napotyka się z antynaukowymi uprzedzeniami, ideologią, która czyni ludzi tak ślepymi i nierozsądnymi, prowadząc do wyborów mających na celu pokazanie, że we Włoszech kobiety muszą się dobrze zastanowić przed aborcją.

Alerty bezpieczeństwa, wyjątkowe środki ostrożności, ogłaszanie stanów epidemiologicznych, wzywanie do zachowania kwarantanny, szacowanie strat gospodarczych… Świat a wraz z nim także nasze „małe światy” w przeciągu kilku dni wirus postawił na głowie… Odebrał życie ludziom, których śmierć jest dramatem dla wielu rodzin, zaskoczonych nagłą utratą bliskiej, kochanej osoby.

Gdy każdego dnia setki dzieci pozbawia się życia „zgodnie z prawem” i politycznie poprawną wolnością, każdy idzie spać spokojnie, nie myśląc o tym, że wciąż dokonuje się plaga niszczenia ludzkości i cywilizacji, która w zatrważającym tempie pozostawia ślady okrutnej śmierci na obliczu naszego świata… W obliczu koronawirusa władze państw działają błyskawicznie. Kiedy politycy równie sprawnie wezmą się za ratowanie abortowanych dzieci?

CZYTAJ DALEJ

Szef MSWiA: Szybka ścieżka w przypadku kar za łamanie zasad dot. epidemii

2020-04-01 15:43

[ TEMATY ]

koronawirus

PAP/Radek Pietruszka

Kary na osoby, które nie będą przestrzegać wprowadzonych w celu ograniczenia epidemii zasad, będą nakładane w trybie szybkiej ścieżki - poinformował szef MSWiA Mariusz Kamiński. Kary będą określali inspektorzy sanitarni w porozumieniu z policją; maksymalnie sięgną 30 tysięcy złotych - podał.

Szef MSWiA podkreślił na środowej konferencji, że ograniczenie kontaktów społecznych jest podstawowym warunkiem ograniczenia epidemii. "Jest to działanie niezbędne. Bardzo proszę wszystkich o poddawanie się rygorom, które zostały wprowadzone na mocy przepisów" – powiedział.

Jak zaznaczył, oprócz wydanego przez rząd rozporządzenia, znowelizowane zostały także przepisy ustawowe. "Za nieprzestrzeganie zasad związanych z zakazami dotyczącymi rozwoju epidemii w naszym kraju wprowadzono karę maksymalną do 30 tysięcy złotych" – wskazał Kamiński.

Minister wyjaśnił, że kary administracyjne będą określali inspektorzy sanitarni w ścisłym porozumieniu z policją. "Dzisiaj były robocze spotkania przedstawicieli Komendy Głównej Policji i Głównego Inspektora Sanitarnego, gdzie wypracowano bardzo konkretną procedurę przekazywania przez policję informacji dotyczących bulwersujących przypadków wyłamywania się z zasad zwalczania epidemii w naszym kraju" - podkreślił.

Kamiński poinformował, że kary na osoby, które wyłamują się z obywatelskiej solidarności i narażają nie tylko siebie, lecz także innych, będą nakładane w trybie tzw. szybkiej ścieżki. "Te osoby będą w sposób efektywny ponosiły konsekwencje swoich nieodpowiedzialnych, niemądrych i zagrażających innym osobom działanie" – zapowiedział szef MSWiA. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję