Reklama

Komentarze

5 pytań do… Waldemara Pernacha, działacza opozycji demokratycznej w okresie PRL

W kolejnym wywiadzie serii "5 pytań do..." publicysta i komentator "Niedzieli" Piotr Grzybowski rozmawia z Waldemarem Pernachem, ekonomistą, działaczem opozycji demokratycznej w okresie PRLu, więźniem politycznym.

[ TEMATY ]

5 pytań do...

Fragment obrazu "Wigilia w Bialolece", Waldemar Pernach

Fragment obrazu "Wigilia w Bialolece", autorstwa Waldemara Pernacha. Autor w środku, nad nim Antoni Heda ,,Szary''

Fragment obrazu

Piotr Grzybowski: Jakie są najwcześniejsze Pana wspomnienia z działalności opozycyjnej?

Waldemar Pernach: Zaczynałem współpracę z Heniem Wójcem i z ROB- cio, KOR- em, jeździliśmy do Ursusa, do tych strajkujących robotników, woziliśmy jakieś tam ostrzeżenia. U mnie się w domu odbywały się spotkania KOR-u, nieraz całymi chmarami,bo oni potrzebowali lokali na spotkania. Żona ich obsługiwała po 5-7 osób. Ja ze względu, że pracowałem w energetyce i miałem łączność z podmiotami takimi, jak Stocznia Gdańska, to wydzwaniałem tam po jakieś dodatkowe informacje. Były wspólne drukowania, ulotkowania. Takie typowe wówczas życie opozycjonisty…

PG: W roku 80tym wstępuje Pan do Solidarności, rozpoczyna budowę struktur związkowych. Jak to się wtedy działo?

WP: Myśmy pracowali w Zjednoczeniu Energetyk, tak to się wtedy nazywało i zorganizowaliśmy taką międzyzakładową strukturę, tam była i Komisja Planowania, i banki, i instytucje z energetyki itd. Robiliśmy przygotowania do strajków, wydawania biuletynów. Nie trzeba było przekonywać ludzi, bo całą chmarą wchodzili do naszych struktur i tych, które Panu wymieniłem. A potem był już 13 grudnia…

PG: No właśnie. Po tym festiwalu Solidarności następuje 13 grudnia 1981 r. Jak go Pan zapamiętał?

WP: 13 grudnia rano pojechałem na Mokotowską, pod Region Mazowsze, tam zobaczyłem co się dzieje, bo tam z okien wyrzucali przedmioty, maszyny, dokumentacje… Potem pojechałem pod Hutę Warszawa, gdzie poprzednio pracowałem 10 lat i miałem różne kontakty. Tam się spotkaliśmy z Andrzejem Święcickim (nie mylić z innym- Maciejem), który był tam rzecznikiem prasowym Solidarności. Pod tą Hutą spotkaliśmy się właśnie z Andrzejem Święcickim i jeszcze z pewnym osobnikiem. Potem go zidentyfikowałem dopiero w Paryżu, po kilku latach. To był Jerzy Targalski,wywodzący się z grupy Niepodległość.

Reklama

Tam już była ciągła praca z nimi w podziemiu, pomagaliśmy im w wydawnictwie, wydaliśmy całego Mackiewicza, druki, dużo książek w dwóch seriach, najpierw te kieszonkowe i potem już w okładkach. Wracając do 13 grudnia…. Wieczorem była u mnie w domu rewizja. Dzięki temu, że Teść rano przytomnie zabrał z domu moje plakaty, projekty plakatów i moje druki, to podczas rewizji znaleźli tylko dzieła Marksa, Lenina i Stalina. Podczas tej rewizji zastali u mnie jeszcze Święcickiego, ale tylko go wylegitymowali i wypuścili wraz z żoną. Potem pojechałem do kościoła Jezuitów- to już było 14go grudnia - odszukać kontakty z Wójcami, bo słyszałem, że Wójcowa się ukrywa właśnie u Jezuitów. Nie dopuścili mnie do niej, ale potem jakoś się udało połączyć i żeśmy współpracowali.

17 grudnia aresztowali mnie w domu i trafiłem do Białołęki. W piwnicy siedzieli, na półpiętrze siedzieli, przed domem, w samochodach”. Sąsiedzi ze mną współpracowali, porejestrowali numery tych samochodów. Oni jak przyszli podczas rewizji to pytali, gdzie jest Bujak. Żona mówi: „niech pan szuka w pianinie”. Oni aż do 17 grudnia mnie śledzili, myśleli, że uda im się złapać kontakt z Bujakiem. I 17 grudnia już nie wytrzymali, wiedzieli, że tego kontaktu nie uzyskają, no to mnie aresztowali, wsadzili do Białołęki. Tam w celi było 11 osób, między innymi: dr. Umiński z UW, Łubieński- literat (do tej pory utrzymujemy kontakty), i Jacek Knap - wiceprzewodniczący z Regionu Mazowsze, i Andrzej Heda ps.„Szary”, i Wiktor Ćwiklik.

PG: Jak wyglądał ten czas internowania na Białołęce?

WP: Najpierw nas nie wypuszczali z cel. Pierwsze wypuszczenie z celi było na święta Bożego Narodzenia. Wystawili nas na korytarz, ale nie można było się odzywać, kontaktować, tylko tak nas wypuścili po prostu, żebyśmy stanęli pod ścianami. Dopiero po miesiącu/ dwóch można było wychodzić poszczególnymi celami na spacerniak, a po jakichś 3 miesiącach można było wychodzić 3 celami na spacerniak, czy na świetlicę. Przede wszystkim odbywały się tam liczne rozmowy polityczne, pisaliśmy ulotki. Ja przerzucałem przez ks. Sikorskiego, przez moją żonę specjalnie zakamuflowane, żeby na widzeniu można to było podać. Wydawaliśmy biuletyn „Koniem przez świat”, bo „koń” to jest takie urządzenie, które się rzuca, a tamten łapie i przesyła dalej. Tam też rozpisałem ankietę wśród osadzonych, która dotyczyła sposobu ujęcia, kto czym się zajmował i jak został ujęty.

Reklama

Na tym spacerniaku pod drzewkiem każdy sobie ankietę pobierał… To był dla historyków ważny dokument… Z tych rozmów politycznych na spacerniaku wynikało, że jedni chcieli zamienić PZPR, czyli Podstawową Komórkę Organizacji Partyjnej w zakładzie na komórkę Solidarnościową, która będzie rozkazywała dyrektorowi. To ma być demokracja. Ja mówiłem: „wy chcecie naprawy Solidarności, a ja chcę państwa niepodległego”. Tak się zaczęła moja współpraca, a potem, już po wyjściu z Białołęki zorganizowaliśmy – jak wspomniałem - wydawnictwo, wydaliśmy Mackiewicza i inne książki, wydawaliśmy biuletyn przedmiesięczny od 83 do 89 roku. Ostatni numer, który miał tytuł „Prywatyzować czy nieprywatyzować”, dostali wszyscy posłowie. Po wyjściu z tej Białołęki namalowałem przeszło 10 obrazów. One były wystawiane u ks. Sikorskiego w Kościele Seminaryjnym i w kościele św. Stanisława Kostki u ks. Popiełuszki.

Zawsze był spór, gdzie te obrazy mają wisieć. Ks. Popiełuszko mówił, że „ty jesteś moim parafianinem, to u mnie powinny wisieć” Wisiały tam jakiś czas, trzeba było je też tajnie przenosić, żeby nie skonfiskowali, nie zabrali tego. Na moich obrazach zostało wszystko udokumentowane, poczynając od ujęcia tutaj w domu. Żona moja dowiedziała się o moim pobycie na Białołęce dopiero właśnie od tego literata, Tomka Łubińskiego. Jego wypuścili w Sylwestra i on przyszedł do mojej Żony z komunikatem, że ja jestem w Białołęce. Wcześniej we wszystkich komisariatach, komendach - nigdzie nie chcieli jej powiedzieć. Potem, jak dochodziłem tego w IPN, okazało się, żę oni nie mieli żadnych dokumentów. Wszystkie były powyprowadzane, popalone. Jest tylko taki ślad, że jak ja byłem naczelnikiem wydziału w energetyce, to podlegałem służbom wojskowym i byłem dla nich niebezpieczny, bo miałem kontakty z elektrowniami.

Reklama

PG: Na ile Stan Wojenny i internowanie zaważyło na Pana dalszej drodze życiowej, zawodowej, politycznej?

WP: Zasadniczo. Ja wywodzę się z Bródna, z rodziny takich, którzy wieczorami się spotykali: kierowca taksówki, fryzjer, inni chłopcy. Słuchało się tam Watykanu, Głosu Ameryki, Wolnej Europy…. To wszystko było antykomunistyczne środowisko. Byłem do tego przygotowany. Już nawet jak były te wybory 3X TAK, to latałem z ulotkami, rozklejaliśmy na słupach, tak zaczynała się taka moja działalność polityczna, bardziej świadoma i antykomunistyczna. Potem w Białołęce to zaowocowało i te kontakty owocują do dzisiaj. Dzisiaj, we współpracy, zorganizowaliśmy fundację „Walczącym o niepodległość”, która ma siedzibę w PAŚCIE, pomagamy kombatantom AK. Robimy to w oparciu o te osoby, które w Białołęce były zaufane. To wiele owoców przyniosło.

Zaważyło bardziej na mojej drodze politycznej, niż związkowej, bo część związkowców była wg mnie manipulowana przez doradców i chcieli pogodzenia z komunizmem. Socjalizm- tak, wypaczenia- nie. A ja powiedziałem, żebyśmy chcieli niepodległej Polski, która podczas niepodległości może mieć gwarancję, że ustalenia będą respektowane. Nawiązałem kontakt z redakcją Solidarności. Tam był wtedy szefem Jarosław Kaczyński i z tym Jarosławem Kaczyńskim zacząłem współpracę, co zaowocowało powstaniem PC. Tam wtedy to była moja stricte polityczna działalność. Dążyliśmy do tego, do czego chcieliśmy - do tej niepodległości.

2020-12-12 08:37

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… Jerzego Siodłaka

[ TEMATY ]

5 pytań do...

Facebook Jerzego Siodłaka

5 pytań do… Jerzego Siodłaka, Naczelnika Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Piotr Grzybowski: Zacznijmy od korzeni: jak to się wszystko zaczęło?

Podziel się cytatem

CZYTAJ DALEJ

Katowice/ Kierowca autobusu miejskiego uratował 1,5-roczne dziecko

2022-09-23 17:46

[ TEMATY ]

dziecko

resuscytacja

kierowca

Adobe.Stock

Kierowca autobusu miejskiego z Katowic wykorzystał umiejętność prowadzenia resuscytacji krążeniowej, aby uratować podróżujące jego pojazdem z mamą 1,5-roczne dziecko. Współpracując z inną pasażerką wykonał masaż serca, a potem pilnował przytomności dziecka do przyjazdu ratowników.

Jak wynika z piątkowej informacji katowickiego samorządu, kierowca z 14-letnim stażem, pracujący w należącym do miasta Przedsiębiorstwie Komunikacji Miejskiej w Katowicach, w poniedziałek wykonywał kursy na zastępującej tramwaje linii T-20. Jadąc z Placu Wolności, po zatrzymaniu się na światłach na ul. Gliwickiej, usłyszał z wnętrza autobusu krzyk kobiety.

CZYTAJ DALEJ

Trwają na modlitwie różańcowej

2022-09-25 13:12

Małgorzata Pabis

Pielgrzymka Żywego Różańca Archidiecezji Krakowskiej po raz 13 przybyła do Łagiewnik

Pielgrzymka Żywego Różańca Archidiecezji Krakowskiej po raz 13 przybyła do Łagiewnik

    W sobotę – 24 września – już po raz trzynasty do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przybyła pielgrzymka Żywego Różańca Archidiecezji Krakowskiej. Uroczystej Mszy świętej przewodniczył bp Jan Zając, a koncelebrowało ją 40 kapłanów.

    Zebranych w bazylice przywitał ks. Zbigniew Bielas. Rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach mówił: - Wielka to radość, gdy ta bazylika wypełnia się waszą obecnością. Serdecznie witam wszystkich zaangażowanych w dzieło Żywego Różańca. To dzięki wam Różaniec żyje, jest waszym towarzyszem każdego dnia, rozważając tajemnice życia Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki. Przybywacie tutaj, aby stanąć przed Jezusem Miłosiernym i dziękować za dar modlitwy różańcowej i wszystkie łaski przez nią wybłagane.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję