Reklama

Minął tydzień

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy naród w sobie się szamoce,
gdy nad narodem ciemne rozwlekły się noce,
budzi się prorok-duch - co go powiedzie.
Ten sam że się zapłonie, jako słup ognisty,
i będzie przed szeregiem zwartym szedł na przedzie!
Temu Bóg odda dusz jedynowładztwo!
(Stanisław Wyspiański, Lelewel)

W niedzielę 1 października br. nauczyciele świętowali 95-lecie Ruchu, który miał na celu w sytuacji zniewolenia bronić tych, w których Bóg na te trudne czasy zapalił prorockiego ducha. Różnymi kolejami toczyły się dzieje tego Związku. Jak wiele innych został wchłonięty przez jedynie słuszną opcję w czasach komunistycznego zniewolenia. Przez pięćdziesiąt lat prawdziwie prorocki duch żył jak w Lelewelu skutkiem wiary i przywiązania do Tradycji i wiary przodków. Przy tej okazji pragnę oddać hołd moim i wszystkim nauczycielom, którzy w ten czas, kiedy "rozwlekły się noce", nie utracili daru Proroctwa, ale jego mocą chronili nas przed zalewem fałszu i zakłamania. Wspominam tych wszystkich wspaniałych historyków, którzy mieli odwagę mówić prawdę o zniewoleniu, a symbolem jego w tamtych czasach stało się milczenie na temat Katynia.
Skłaniam się nisko przed tysiącami polonistów, którzy narażając się na zwolnienie z pracy, mówili prawdę o "urokach dworu" i cenie za wierność.
Do polonistów miałem wyjątkowe szczęście. Te lekcje należały do najciekawszych. Czytane lektury stawały się materiałem do niekończących się dyskusji i szkołą samodzielnego myślenia. Czasami wkraczała nasza Pani Profesor, czyniąc jakieś szczere wyznanie, co wyciszało dyskusję albo pozwalało na nowe jej ukierunkowanie. Lekcje polskiego były szkołą zdrowego, ofiarnego patriotyzmu, umiejętności interpretacji tekstu, odwagi mówienia i kontaktu ze światem kultury (wyjazdy do teatrów warszawskich inspirowały i nasz teatr szkolny). Smak "zakazanej" lektury poznawałem także dzięki książkom wypożyczonym z prywatnego księgozbioru moich nauczycieli. Lekcje i doświadczenia w pracowni biologicznej, dzięki Pani Profesor, stawały się bezpośrednią konfrontacją z teoriami narzucanymi przez ówczesnych ideologów. Wychodziliśmy z nich zainspirowani do samodzielnego myślenia i niezachwiani w wierze. Młode wówczas profesorki miały wielki wpływ na młodzież. Były autentyczne i bardzo ambitne w wychowaniu, a nie tylko nauczaniu podopiecznych. Robiły to z niezwykłą wprost naturalnością. To dzięki nim odbywaliśmy wędrowne obozy po Sudetach i Górach Świętokrzyskich, poznawaliśmy świat bezpieczny i piękny.
A ileż wprost sentymentalnych wspomnień noszą w sobie dzisiaj dorośli mężczyźni, którzy pamiętają z lat dziecinnych, kiedy to w zagarnięte przez system kościelne święta byli potajemnie zwalniani na uroczyste Sumy, by swoją ministrancką posługą uświetnić chwile, których chciano pozbawić społeczeństwo. Tak, byli to wielcy prorocy. Iluż z nas budowało swoją wiarę, widząc naszych nauczycieli przystępujących do Komunii św., zawierających małżeństwa sakramentalne. Z drugiej strony nawet ci, którzy poddali się - z różnych powodów - okowom przemocy, chronili nasze dziecięce umysły i serca przed prawdą o goryczy zniewolenia. Podobnie czynili to gimnazjalni czy potem licealni pedagodzy.
Wielu okupiło wierność prorockiemu darowi władztwa dusz karną zmianą szkoły (jak nasza odważna Pani Profesor od łaciny) lub wyrzuceniem na bruk, koniecznością podjęcia innej pracy. Nieraz do końca życia nosili w sobie żal i tęsknotę za umiłowanym zawodem. W ten smutny czas nie znajdowali oparcia ze strony Związku, którego ważną troską była rola strażników Bożego grobu w sercach młodzieży i ich pedagogów.
Syci tantiemami za pilnowanie, strukturalnie kłamali o śmierci Boga. A kiedy nadszedł czas poranka wolności, nie dali wiary w Zmartwychwstanie. Pozostali nadal w swoich okopach i do dziś roznoszą kłamstwo, że nie było zmartwychwstania. Niechby przynajmniej dziś nie zatruwali serc młodych kłamstwem, że w ową noc było lepiej. Jakże wielka to musi być ciemność!
Nie ulega wątpliwości, mówiąc o edukacji, że ci, którzy są strażnikami kaganka oświaty, muszą być w sposób właściwy wynagradzani za pracę. Wychodzenie z zapaści nie przychodzi łatwo i dlatego trzeba dostrzegać wysiłki ludzi, którzy stanęli na czele owego porządkowania świątyni wiedzy. Liczne rozmowy, jakie udaje mi się przeprowadzać podczas wizytacji czy innych okoliczności, potwierdzają, że wielka liczba nauczycieli dostrzega ową zmianę.
Szkoła jeszcze funkcjonuje sprawnie i ciągle dobrze pełni swą rolę. Nauczyciele są ludźmi zdyscyplinowanymi i bardzo ofiarnymi, i to jest wielka nadzieja społeczna. To przecież po nauczycieli ciągle wyciągają ręce politycy, bo wiedzą, że potrafią wiele i sprawdzą się w różnych miejscach. Zdumiała mnie wiadomość o "błędzie" ministerstwa w obliczaniu należności za pracę nauczycieli. Widząc uczciwość i honor ówczesnego ministra oświaty, nie mogę wprost uwierzyć, że to naprawdę chodzi o pomyłkę. Podejrzewam zupełnie co innego.
To prawda, że środków jest jeszcze mało, ale też powoli się je powiększa i to trzeba dostrzegać. Nie jestem w stanie nic w tej mierze uczynić, oprócz tego, aby zachęcić do sprawiedliwego spojrzenia na podejmowane, dobre wysiłki. Biorąc pod uwagę liczbę godzin, stałość pracy i ilość wolnych miesięcy, jest to postęp, którego na pewno życzyłyby sobie inne środowiska, zagrożone bezrobociem albo przeciążone odpowiedzialnością, jak choćby pielęgniarki, wśród których nierzadkie są przypadki zarobków w wysokości 600 złotych miesięcznie, i to za ciężki trud. Kto choć raz przebywał w szpitalu, potwierdzi moje słowa.
Celowe wyolbrzymianie niedoskonałości materialnych zawodu niesie ze sobą niebezpieczeństwo zniechęcania ludzi, zaciemnia piękno powołania, niweczy troskę o wierność prorockiemu duchowi.
Zbyt niskie zarobki nauczycieli doprowadzają jednakże do ucieczki od tego zawodu bardzo wielu zdolnych ludzi, szczególnie mężczyzn. Cierpi na tym dyscyplina i sama koncepcja wychowania.
Trzeba tworzyć klimat troski o status nauczyciela. Myślę jednak, że ta troska winna towarzyszyć także w odniesieniu do rodziców, którzy w jakiejś mierze przez wierność darowi macierzyństwa i ojcostwa tworzą przestrzeń pracy dla nauczycieli. Trzeba powstrzymać bezsensowną czasem tendencję do mnożenia programów, a co za tym idzie - drukowania kolejnych podręczników. Naraża to rodziców na wielkie koszty, a skądinąd wiemy, że całe opcje polityczne zagarnęły wielkie oficyny wydawnicze i - często w imię pozornej troski o poziom nauczania - drukują tandetne, czasem wprost fałszywe w treściach "podręczniki", które potem inni nakazują wprowadzać w życie szkoły. W ten sposób krociowe dochody nieuczciwych ludzi niweczą owoce reformy, niszczą właściwe relacje między rodzicami a nauczycielami.
Szkoda, że teraz, kiedy SLD i UW tak głośno rozpaczają nad stanem oświaty i obiecują wielkie zainteresowanie się tym problemem, o ile wygrają wybory, nie pomną początków owego szału zmiany podręczników. Dlaczego nauczyciele nie wyartykułują głośno prawdy o nadużyciach, których ciężary ponoszą wraz z rodzicami?
Konstatacja powyższa stwarza okazję do spojrzenia na edukację od strony walki o dusze. Wspomniałem o nauczycielach, którzy w czasach zniewolenia nie pozwolili zgasić serc i ideałów swoich podopiecznych. Dziś jakby o tym ważnym zadaniu proroka zapomniano.
Zapomnieli nade wszystko sami rodzice. To nie tylko niski status materialny niszczy obraz nauczyciela. Robimy to my sami. Dziwne to, bo przecież dzisiejsi rodzice, dziadkowie wychowani byli w klimacie wielkiego szacunku dla swoich nauczycieli. Nie mówiono źle nawet o złych nauczycielach. Wymagano szacunku dla tych, którzy otwierali młodym drzwi do świata. Dziś... lepiej nie mówić.
Chciałbym przestrzec rodziców przed tą krótkowzrocznością. Miną czasy szkoły, dzieci opuszczą swoich nauczycieli, katechetów - pozostanie wpojony im nawyk niszczenia autorytetów. Wreszcie przyjdzie pora na was, drodzy rodzice. Jak bardzo boli was, że media niszczą wasz autorytet wśród dzieci. Dlaczego, mimo tylu organizacji, nie staniecie przeciw tworzeniu instytucji, które podświadomie podkopują owo zaufanie? Skoro ustanawia się Rzecznika Praw Dziecka, to właśnie podświadomie wtłacza się w głowy dzieci zakamuflowaną informację - "twoi rodzice nie umieją cię wychować, dlatego państwo stawia stróża twojej przyszłości".
Również nauczyciele muszą dbać o to, by w swoich działaniach wyrabiać w dzieciach poczucie szacunku dla autorytetów. To nieprawda, że ich nie ma. Są nimi nade wszystko sami rodzice. Czyż wszyscy są źli? A przecież gdyby nie ich wielkie poświęcenie i fakt obdarowania życiem - przecież to wszystko byłoby niczym. Kiedyś do jednego z kierowników duchownych skierowano pytanie: dlaczego dzisiaj brakuje wielkich mistrzów duchowych? Odpowiedział: Jeśli będzie zapotrzebowanie na pracę nad duchem, znajdą się i mistrzowie. Podobnie jest z autorytetami.
Szanujmy rodziców, a rodzice niech szanują tych, którzy trudzą się nad edukacją i wychowaniem ich dzieci.
Wreszcie potrzebna jest wielka troska obu tych "źródeł" mądrości o samą Mądrość, która jest darem Boga dla ludzi pokornych, a ci odznaczają się cechą poszanowania.
Przed wielu laty mój poprzednik na przemyskiej stolicy pisał w jednym z listów pasterskich: "Niektórzy wszakże, odłączywszy się od Pana Boga swymi nieprawościami, usiłują za sobą pociągnąć innych. Podchodzą ich bardzo chytrze, aby zawczasu nie zdradzić się ze swymi bezbożnymi zamiarami. Czasem posługują się w tym celu pismami, odczytami lub związkami, do których najchętniej zaciągają młodzież. Pod pozorem oświaty, troski o dobrobyt ludu, o lepsze stosunki w społeczeństwie zaprawiają swoich słuchaczy i zwolenników niechęcią do duchowieństwa, do Kościoła katolickiego, do wiary, a nawet nawracają do pogaństwa" (F. Barda, List pasterski z 1936 r.).
Mimo upływu tak wielu lat, jakże aktualne są te słowa dzisiaj. Może bardziej aktualne niż dawniej. Tak ludzie, którzy odłączyli się od Boga swymi nieprawościami, pragną powiększyć nieprawość i ich ofiary. Troską nauczycieli jest odkrycie owych zapędów, tych bardzo misternie tkanych nici znieprawiania.
Przywołajmy chociażby cały rozgłos, jaki nadano faktowi wejścia katechezy do szkół. Zaczęto straszyć czarną rewolucją, klerykalizacją procesu dydaktycznego. Z wielkim smutkiem wspominam agresywne zachowania ze strony niektórych (na szczęście nielicznych) nauczycieli. Bali się nowego człowieka w szkole czy bali się siebie? Napromieniowani pewnie byliśmy wszyscy "walką klas", że drugi człowiek, ten nieznany i "obcy", to wróg.
Po dziesięciu latach okazuje się, że nie ma stosów, a wręcz przeciwnie - w wielu szkołach trwa zgodne współdziałanie. Lepsze poznanie się z księdzem, dotąd odgrodzonym od świata codzienności, pozwala nawiązać przyjaźnie, odkryć, że życie kapłana nie jest tak kolorowe, jak to się próbuje przedstawiać, ani tak grzeszne, jak się oskarża. Nade wszystko odkrywa się, zwłaszcza przez godziny wychowawcze, że mamy wspólne cele i troski, a złączonymi siłami łatwiej jest je osiągnąć.
Podobnie było w sytuacji pornografii. Jakże krótkowzrocznie osądzano Kościół o niecne zamiary wprowadzenia ciemnogrodu w życie młodzieży. Po latach widać, kto miał rację, jaki był cel działania inspiratorów rozluźnienia moralnego.
W sposób najbardziej spektakularny prawda ta ujawniła się w walce z narkotykami. Sejm przeforsował ustawę o dopuszczalności posiadania pewnej ilości narkotyków. Fetowano zwycięstwo "sił postępowych" i co... wystarczyło kilka miesięcy i okazało się, gdzie było światło. Szkoda, że tak wielu młodych przez narkotyki już ugrzęzło w mrokach nocy, tak wiele rodzin trwa w smutku i przeżywa wielki dramat.
Jaka jest droga? Uważam, że mądrość mieszka w nas. Dajmy jej głos. Żyje ona w naszych ideałach, ale także w naszych porażkach. Zwłaszcza te ostatnie są wspaniałą szkołą mądrości. Spójrzmy na siebie uczciwie i uznajmy, że zło jest w nas i wokół nas. Że jest osobowe. I wzmóżmy czujność. Najgorsza droga to lekkomyślność i uleganie łatwiźnie. Czasem my, starsi, w tej mierze gorsi jesteśmy od młodzieży. Oto przed kilku tygodniami pokazano w jednym z serwisów informacyjnych szkołę, w której dyrektor nakazał nosić pewien zunifikowany, estetyczny, schludny strój. Uczciwa reporterka nie szukała sensacji. Dała się wypowiedzieć uczniom. I oto młoda uczennica mówi: "Wiedziałam od początku, jakie obowiązują tu zasady. Zgodziłam się na nie i nie widzę problemu. Mogłam wybrać inną szkołę". Inna mówi: "Właściwie to cieszę się, że w masie dość upiornej mody wyróżniam się, widać, jaką reprezentuję szkołę, i... jestem dumna".
Tak mówiła młodzież. Ale za chwilę, żeby nie było tak pięknie, wypowiada się pedagog - dyrektor szkoły prywatnej: "Zawsze jako uczennica lubiłam ekstrawagancję, dlatego moja młodzież może chodzić, jak chce". Czar pryska. Młodzieńcza duma, ideały umierają wobec, może nawet nie złośliwej, ale nieprzemyślanej reakcji pedagoga.
Służebnica Boża Anna Jenke, dyrektorka jarosławskiej szkoły plastycznej, powtarzała swoim pedagogom: "Młodzież nie zostaje nam dana na własność. Mamy ją przyjąć i oddać wyżej - ku gwiazdom".
Na koniec, nawiązując do niedawno obchodzonego Dnia Edukacji, życzę wszystkim pedagogom, by ich wychowankowie sięgali jak najwyżej; rodzicom - by byli dumni z wysokich lotów swoich dzieci i zachowali wdzięczność tym, którzy ich ku tym lotom przygotowali.
Wszystkim dedykuję słowa Gibrana z jego pięknej i mądrej książki Prorok:
"Jesteście łukami, z których dzieci wasze, niby żywe strzały wysyłane są w przyszłość. A Łucznik szuka znaku na ścieżce nieskończoności i gnie was swą potęgą tak, aby strzały Jego szybowały chyżo i daleko sięgały.
Niech ugięcie wasze w rękach Łucznika szczęściem przepełnione będzie.
Gdyż tak jak kocha On strzałę, która w przestrzeń wzlata, tak również łuk, który jest stabilny, miłością darzy".

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2000-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Świadectwo: Cud w Kanadzie

2025-12-30 11:57

Niedziela Ogólnopolska 1/2026, str. 68-69

[ TEMATY ]

świadectwo

Bliżej Życia z wiarą

Magdalena Pijewska/Niedziela

„Boże Miłosierdzie spowodowało, że z bycia świeckim, światowym Amerykaninem, który dbał tylko o swoją dziewczynę i biznes, stałem się katolickim księdzem” – mówi ks. Chris Alar.

Dzienniczek św. Siostry Faustyny oraz orędzie Jezusa przekazane polskiej zakonnicy zainspirowały jego drogę do kapłaństwa. 10 listopada 2025 r. na instagramie Parousia Media marianin opublikował historię cudu eucharystycznego, którego był świadkiem w Kanadzie.
CZYTAJ DALEJ

Komunikat diecezji włocławskiej w związku z pojawiającymi się nadużyciami muzycznymi w świątyniach

2026-01-11 10:50

[ TEMATY ]

muzyka kościelna

diecezja włocławska

Diecezja włocławska

W związku z pojawiającymi się nadużyciami muzycznymi zgłaszanymi do Diecezjalnej Komisji ds. Muzyki Kościelnej przypominamy kilka kwestii związanych z tą tematyką. Za wszystkie sprawy związane z muzyką w świątyni odpowiada proboszcz / administrator parafii z pomocą wikariuszy i organisty. W razie wątpliwości zawsze może zwrócić się do komisji - czytamy na stronie diecezji włocławskiej.

Szczególnej uwagi wymaga repertuar i sposób wykonywania muzyki podczas liturgii zawarcia sakramentu małżeństwa. Wartą polecenia praktyką jest informowanie narzeczonych o zasadach dotyczących muzyki kościelnej już podczas ustalania daty ślubu, by nie zostać postawionym w niekomfortowej sytuacji tuż przed uroczystością.
CZYTAJ DALEJ

Święto jedności i wspólnoty

2026-01-11 23:49

ks. Dominik Sobczyk

Koncert w Czarnej Sędziszowskiej

Koncert w Czarnej Sędziszowskiej

Koncert kolęd i pastorałek – brzmi tak zwyczajnie i pospolicie w okresie Bożego Narodzenia, w którym katolicy tak chętnie śpiewają, z akompaniamentem lub bez, o przyjściu na świat Jezusa Chrystusa. A jednak śmiało można stwierdzić, że wyżej wzmiankowane spotkanie było czymś więcej niż zwykłym koncertem, gdyż określenie „święto wspólnoty” oddaje istotę tego niecodziennego wydarzenia.

Pragnieniem Diakonii Muzycznej było nade wszystko przybliżenie wszystkich uczestników wydarzenia do Pana Boga. Odbyło się to poprzez wspólny śpiew pięknych kolęd i pastorałek, za pomocą których Tajemnica Wcielenia Syna Bożego miała stać się bliska sercu każdego uczestnika. W ten sposób naturalnie jedna harmonijna melodia, jeden wspólny śpiew, jedno wydarzenie dla wszystkich miały być odpowiedzią na słowa: jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Wspólne granie i śpiewanie, będące swego rodzaju modlitwą dziękczynienia i uwielbienia Pana za Tajemnicę Bożego Narodzenia, czyniło ze zgromadzonych w kościele parafialnym oraz skupionych wokół transmisji on-line jedną wspólnotę.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję