Reklama

"Wszystko ma swój czas"

Z biskupem Marcjanem Trofimiakiem - biskupem diecezji łuckiej, członkiem Komitetu Organizacyjnego Wizyty Papieskiej - o przygotowaniach do wizyty Ojca Świętego na Ukrainie rozmawiają: ks. inf. Ireneusz Skubiś - redaktor naczelny "Niedzieli", ks. Rom
Niedziela Ogólnopolska 24/2001

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Jak kształtowała się myśl o wizycie Ojca Świętego Jana Pawła II na Ukrainie?

BISKUP MARCJAN TROFIMIAK: - Myśl i przekonanie, że Ojciec Święty powinien przyjechać również na Ukrainę, istniały od czasu, jak tylko Kościół wyszedł z podziemia. Mówi się, że na Ukrainie nasz Kościół istniał legalnie. Owszem, mieliśmy czynne świątynie. Inaczej było z Kościołem greckokatolickim, zupełnie zdelegalizowanym, nie posiadającym ani jednej czynnej świątyni. Jednak praktycznie nasz Kościół też nie istniał. Powiem dla porównania, że np. zachodni region Ukrainy mocno różni się od pozostałych części: Galicja i Wołyń - przed wojną było ok. 1300 świątyń na terytorium 6 województw, po wojnie ocalało tylko 13. Trudno więc mówić, że ten Kościół istniał legalnie. Tam, gdzie było kiedyś ponad 1000 kapłanów, po wojnie zostało nas 8. Mniej więcej ta sama sytuacja była na wschodzie Ukrainy - za Zbruczem.
Gdy w 1989 r. zaczęły się pewne zmiany, zaczęto nam powoli, stopniowo oddawać kościoły - w latach 1990-91 odzyskaliśmy ich najwięcej. Jeszcze nie śmieliśmy marzyć o tym, żeby Ojciec Święty przyjechał do nas, ale ta myśl natarczywie sama powracała.
Kilkakrotnie odnotowywaliśmy zrywy wśród wierzących - zaczynano zbierać podpisy, z początku nawet kierowane do Moskwy (Związek Radziecki), a potem do władz ukraińskich, z prośbą, żeby umożliwić przyjazd Ojca Świętego na Ukrainę.
Wszystko ma jednak swój czas. Rozumieliśmy, że sytuacja jest dość skomplikowana i na to składa się wiele czynników. W każdym razie kilkakrotnie rozmawialiśmy z prezydentem Kuczmą z okazji różnych spotkań i prezydent zawsze nas zapewniał, że bardzo chciałby Ojca Świętego zaprosić, że jest to jego pragnienie, ale są jeszcze pewne sygnały, które każą zaczekać. Teraz, gdy wizyta stała się aktualna, widzimy, że rzeczywiście sytuacja nie jest taka prosta.
Na Ukrainie stosunek do tej wizyty jest różny. Część Kościoła prawosławnego wydaje się przychylna, część zachowuje się biernie, ale niektórzy dość agresywnie występują przeciwko wizycie Ojca Świętego. Władze ukraińskie uważają, że pielgrzymka jest bardzo potrzebna, jest na czasie i wspólnie tę wizytę przygotowujemy.
Wizyta Ojca Świętego jest ciekawa z tego powodu, że Papież przyjeżdża do Kościoła katolickiego, który na Ukrainie istnieje w dwóch tradycjach, w dwóch obrządkach: łacińskim i bizantyjskim. Żeby nie było żadnej dominacji, Komitet Organizacyjny jest wspólny. Synod Kościoła Greckokatolickiego oddelegował do tego Komitetu bp. Juliana Gbura, obecnego ordynariusza nowej diecezji stryjskiej, a Konferencja Biskupów Łacińskich Ukrainy powierzyła to zadanie mnie. Tak więc wspólnie z bp. Gburem tę wizytę przygotowujemy. Chociaż niektórzy chcieliby nas podzielić, zawsze podkreślamy, że Papież przyjeżdża do jednego Kościoła katolickiego na Ukrainie, że Kościół jest jeden, a istnieje w dwóch tradycjach, które wzajemnie się uzupełniają.
Ojciec Święty będzie na Ukrainie krótko - pięć dni, odwiedzi dwa miasta - Kijów i Lwów.

- Ks. I. S.: - W jakiej atmosferze oczekują na Ojca Świętego Polacy - łacinnicy praktycznie są najczęściej Polakami, chociaż nastąpiło już duże wymieszanie - a jak Kościół unicki, greckoukraiński?

- Na pewno wszyscy z radością oczekują na wizytę Ojca Świętego. Może tej radości jeszcze zbytnio nie widać, gdyż sytuacja na Ukrainie jest obecnie dość skomplikowana politycznie: odwołanie premiera, zmiana rządu - niepewność zbija ludzi z tropu. Ale przygotowujemy się. Nie mamy dużej możliwości w środkach masowego przekazu, by szeroko omawiać wizytę Ojca Świętego. Radio i telewizja na Ukrainie są raczej powściągliwe na ten temat. Myślę jednak, że im bliżej wizyty Jana Pawła II, tym więcej będzie informacji, częściej będziemy mieli okazję przybliżyć ludziom i cel podróży, i osobę Ojca Świętego. Na Ukrainie Ojciec Święty jest raczej mało znany. To ogromny kraj, katolików nie jest tak dużo w porównaniu z liczbą prawosławnych. W telewizji praktycznie o Ojcu Świętym nic się nie mówi, jedynie od kilku lat prowadzone są transmisje Pasterki czy Mszy św. Zmartwychwstania Pańskiego z Placu św. Piotra. To już jest dużo i dobrze, że jest, ale stanowczo za mało, żeby ludzie zorientowali się, kim naprawdę jest Ojciec Święty.

- Ks. I. S.: - Z Polski nic nie słychać, nic nie dociera?

- Sygnał dociera tylko do najbliżej położonych miejscowości - pas przygraniczny. Natomiast kto ma telewizję satelitarną, ten najczęściej szuka programów innego rodzaju, bo Ojciec Święty nie za bardzo tych ludzi interesuje. Chcielibyśmy przybliżyć ludziom osobę Jana Pawła II. Stąd jednak wynika pewne zaniepokojenie wśród prawosławnych, którzy boją się, że Ojciec Święty przyjedzie nawracać wszystkich na wiarę katolicką obrządku łacińskiego. Myślę, że te obawy ustąpią, gdy Ojciec Święty stanie na Ukrainie i przemówi - a ma on osobliwy charyzmat. Nawet w tych krajach, w których bardzo obawiano się skutków wizyty, potem zawsze ze zdumieniem stwierdzano, że jednak i tym razem Ojciec Święty odniósł niezwykły sukces. Jestem przekonany, że tak będzie i na Ukrainie.

- KS. ROMAN RATAJ: - Prezydent Ukrainy bardzo wiele sobie obiecuje po wizycie Ojca Świętego - z notatek KAI można tego rodzaju informacje wyczytać. Czy księża biskupi, wierni mają jakieś konkretne pragnienia związane z wizytą Ojca Świętego, a dotyczące samego Kościoła rzymskokatolickiego i greckokatolickiego?

- Z pewnością coś się zmieni, chociaż zbyt wiele po tej wizycie sobie nie obiecujemy. Rozumiemy, że jedna papieska wizyta nie załatwi wszystkich naszych trudnych spraw, jest to raczej niemożliwe. Myślę tu o statusie Kościoła katolickiego czy zwrocie kościołów, budynków parafialnych, co jest bardzo potrzebne, gdyż nieraz jesteśmy sparaliżowani brakiem miejsca, a katecheza dzieci odbywa się najczęściej w zakrystiach albo w zimnych kościołach - nie wszędzie mamy plebanie. W szkołach jeszcze (?) nie ma katechezy. Coś na pewno się zmieni. W jakim zakresie - trudno to przewidzieć. A to, że pan prezydent sobie wiele obiecuje, to jest fakt, i ci spośród polityków, którzy myślą o Ukrainie, na pewno oczekują wizyty z wielką niecierpliwością. Jest też taka sprawa, że gdy Ukraina w końcu oderwała się od Związku Radzieckiego, stając się państwem niepodległym, przeszło to niezauważone w świecie. Jedno państwo afrykańskie zdobyło niepodległość, drugie i Ukraina wtopiła się w to wszystko, niewiele na nią zwracano uwagi. Natomiast teraz o Ukrainie mówi się w świecie bardzo szeroko. Nominacja dwóch kardynałów: łacińskiego i greckokatolickiego wywołała ogromne zainteresowanie m.in. dlatego, że Lwów stał się jedynym miastem na świecie, poza Rzymem, gdzie jest dwóch urzędujących kardynałów. A więc o Ukrainie mówi się zdecydowanie więcej. Myślę, że rząd zdaje sobie z tego sprawę i w ogóle ważne jest, żeby w końcu Ukraina zaistniała i w mentalności zachodniej.

- Ks. I. S.: - "Niedziela" będzie się starała pisać o przygotowaniach do wizyty Ojca Świętego na Ukrainie. Nasi Czytelnicy są też otwarci na różne potrzeby, a bez konkretnej pomocy wiele spraw trudno prowadzić.
Proszę powiedzieć, jak wygląda sprawa mediów na Ukrainie i dostępu do nich katolików?

- Mamy bardzo mało możliwości. We Lwowie sytuację ratuje "Lwowska Fala" - radio, które istniało przed wojną. W tej chwili Kościół katolicki w Galicji ma w sobotę 1 godzinę emisji radiowej. W innych diecezjach tego nie ma. W Kijowie co niedzielę wieczorem mamy ok. 25 minut w I programie na antenie radia ukraińskiego. To bardzo ważne. W większe uroczystości (nie jest to systematyczne) we Lwowie były transmisje telewizyjne z uroczystości w katedrze; w Łucku - z głównych uroczystości. Umawiamy się z telewizją i transmitują np. Pasterkę na Boże Narodzenie, Rezurekcję na Wielkanoc, Mszę św. na uroczystość odpustową świętych Piotra i Pawła. Ludzie na prawosławnym Wołyniu nigdy wcześniej nie widzieli w telewizji katolickiego nabożeństwa. Głównym językiem podczas tych transmisji był ukraiński - bo transmisja obejmowała wielki obszar, Wołyń. Ale śpiewy też są po polsku. W tej chwili staramy się zrównoważyć te dwa języki. W niedzielę odprawia się jedną Mszę św. po polsku - zwykle jest to Suma z kazaniem, śpiewami; a potem w podobny sposób po ukraińsku. Ludzie mają możliwość wyboru, na jaką Mszę św. pójść.
Z pism katolickich we Lwowie jest Radis virita, w Kijowie - Gazeta Parafialna, która rozchodzi się w całej Ukrainie. Ks. Witold Kowalów redaguje Wołanie z Wołynia, może nieco skromniejsze pismo. Sam dźwiga ciężar jego wydania, podziwiam jego wysiłki.
Może uda nam się pomóc, żeby to pismo miało większy zakres i ciekawsze informacje. Trzeba znaleźć pomocników. Jest to pismo w dwóch wersjach językowych: polskiej i ukraińskiej.

- MARGITA KOTAS: - Myślę, że pięknym gestem każdego pielgrzyma, który z Polski uda się na spotkanie z Ojcem Świętym na Ukrainę, byłoby może zabranie jakiegoś dodatkowego modlitewnika, który można tam pozostawić. Na pewno sytuacja wydawnictw katolickich jest trudna.

- Wydawnictwa katolickie jeszcze prawie nie istnieją. Owszem, są próby wydawania - chodzi o język ukraiński. W języku polskim coś jeszcze można zdobyć, jeżeli ma się takich przyjaciół, jakich my mamy w Częstochowie - zawsze możemy liczyć na pomoc. Dla młodzieży jednak wydawnictwa w języku ukraińskim są niezbędne. Nie mamy odpowiednich fachowców, stąd tłumaczenie Mszału trwa już dość długo, ale w tej chwili zaczyna mi się to podobać. Poprawialiśmy je wiele razy, z pierwotnego tłumaczenia niewiele zostało. Niedługo będzie je można drukować i z niego korzystać. Może jeszcze jakieś uzupełnienia, ulepszenia będą z czasem możliwe. Modlitewników na pewno bardzo potrzebujemy - modlitewnik ma to do siebie, że się niszczy, dlatego książeczki te są mile widziane.

- KS. I. S.: - Bardzo dziękujemy Księdzu Biskupowi za rozmowę. Gość z Ukrainy jest dla nas bardzo ważny, szczególnie w czasie gdy wszyscy oczekujemy na wizytę papieską w tym kraju. " Niedziela" będzie się starała pomagać na swój sposób Kościołowi na Ukrainie i jej mieszkańcom. Oczekujemy na dalsze informacje.

- Bardzo prosiłbym o modlitwę, bo tego najbardziej potrzebujemy, żeby udało nam się dobrze przygotować tę wizytę, która będzie przełomem w naszym myśleniu i stosunku do Kościoła katolickiego na Ukrainie.
Rozmowę przeprowadzono w studiu radiowym "Niedzieli" 8 maja 2001 r. i na żywo emitowano w Radiu Fiat.

"Ojciec Święty na Ukrainie" - serwis internetowy "Niedzieli" - Jak wygląda dziś duchowa panorama Ukrainy? Co mówią przedstawiciele Ukrainy na temat pielgrzymki papieskiej? Czego Ukraina spodziewa się po tej wizycie? - to niektóre z tematów poruszonych w specjalnym serwisie "Ojciec Święty na Ukrainie". Pod internetowym adresem: www.papieznaukrainie.niedziela.pl ukraiński serwis prowadzi Niedziela. Są to artykuły i wywiady publikowane również na łamach Niedzieli, a także wiadomości z Ukrainy oraz doniesienia prasowe. Na stronie serwisu znajdują się linki do innych witryn o tej tematyce w pięciu językach: ukraińskim, angielskim, francuskim, polskim i włoskim. Zamieszczono też szczegółowy program wizyty Ojca Świętego. Wokół pielgrzymki - to zbiór informacji o przygotowaniach do wizyty, rozmowy z biskupem pomocniczym diecezji kamienieckiej na Ukrainie Leonem Dubrawskim, biskupem diecezji łuckiej Marcjanem Trofimiakiem (fragmenty publikujemy obok) i biskupem pomocniczym diecezji kijowsko-żytomierskiej Stanisławem Szyrokoradiukiem. Znajdziemy także korespondencję Jana Pawła II z metropolitą Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego Wołodymyrem Sabodanem. Serwis przybliża sylwetki abp. Józefa Bilczewskiego i ks. Zygmunta Gorazdowskiego, których Jan Paweł II będzie beatyfikował podczas wizyty na Ukrainie. Witryna prezentuje również 16 największych ukraińskich miast wraz z mapkami. Przybliża historię Ukrainy, przedstawia sytuację Kościoła greckokatolickiego na tamtejszych terenach. Serwis zawiera informacje na temat biur podróży organizujących wyjazdy na pielgrzymkę.

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poznań: zmarł prof. Jacek Łuczak, twórca polskiej opieki paliatywnej

2019-10-22 21:41

ms / Poznań (KAI)

W Poznaniu 22 października zmarł prof. Jacek Łuczak, profesor nauk medycznych, założyciel i długoletni prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej. Miał 84 lata.

poznan.pl

Prof. Łuczak był twórcą hospicjum Palium w Poznaniu i pierwszej poradni walki z bólem w Polsce.

„Był człowiekiem niezwykłej ofiarności, zawsze blisko chorego. Prawdziwy lekarz, dla którego hospicjum było domem, a człowiek chory, cierpiący miał uprzywilejowane miejsce w jego sercu” – mówi o zmarłym abp Stanisław Gądecki. Metropolita poznański wielokrotnie odwiedzał prowadzone przez prof. Łuczaka hospicjum.

„Profesor zawsze zwracał uwagę na relacje, które powinny nawiązać się pomiędzy chorym a lekarzami i pielęgniarkami oraz kapelanami hospicjum. Podkreślał nieustannie konieczność szacunku wobec człowieka, zwłaszcza umierającego” – zauważa przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Profesor Jacek Łuczak urodził się w 1934 r. w Poznaniu, ukończył studia na Wydziale Lekarskim poznańskiej Akademii Medycznej. Jest autorem ponad 400 prac naukowych, był specjalistą i konsultantem krajowym w dziedzinie medycyny paliatywnej.

W 2019 r. prof. Jacek Łuczak został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem