Reklama

"Wszystko ma swój czas"

Niedziela Ogólnopolska 24/2001

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Jak kształtowała się myśl o wizycie Ojca Świętego Jana Pawła II na Ukrainie?

BISKUP MARCJAN TROFIMIAK: - Myśl i przekonanie, że Ojciec Święty powinien przyjechać również na Ukrainę, istniały od czasu, jak tylko Kościół wyszedł z podziemia. Mówi się, że na Ukrainie nasz Kościół istniał legalnie. Owszem, mieliśmy czynne świątynie. Inaczej było z Kościołem greckokatolickim, zupełnie zdelegalizowanym, nie posiadającym ani jednej czynnej świątyni. Jednak praktycznie nasz Kościół też nie istniał. Powiem dla porównania, że np. zachodni region Ukrainy mocno różni się od pozostałych części: Galicja i Wołyń - przed wojną było ok. 1300 świątyń na terytorium 6 województw, po wojnie ocalało tylko 13. Trudno więc mówić, że ten Kościół istniał legalnie. Tam, gdzie było kiedyś ponad 1000 kapłanów, po wojnie zostało nas 8. Mniej więcej ta sama sytuacja była na wschodzie Ukrainy - za Zbruczem.
Gdy w 1989 r. zaczęły się pewne zmiany, zaczęto nam powoli, stopniowo oddawać kościoły - w latach 1990-91 odzyskaliśmy ich najwięcej. Jeszcze nie śmieliśmy marzyć o tym, żeby Ojciec Święty przyjechał do nas, ale ta myśl natarczywie sama powracała.
Kilkakrotnie odnotowywaliśmy zrywy wśród wierzących - zaczynano zbierać podpisy, z początku nawet kierowane do Moskwy (Związek Radziecki), a potem do władz ukraińskich, z prośbą, żeby umożliwić przyjazd Ojca Świętego na Ukrainę.
Wszystko ma jednak swój czas. Rozumieliśmy, że sytuacja jest dość skomplikowana i na to składa się wiele czynników. W każdym razie kilkakrotnie rozmawialiśmy z prezydentem Kuczmą z okazji różnych spotkań i prezydent zawsze nas zapewniał, że bardzo chciałby Ojca Świętego zaprosić, że jest to jego pragnienie, ale są jeszcze pewne sygnały, które każą zaczekać. Teraz, gdy wizyta stała się aktualna, widzimy, że rzeczywiście sytuacja nie jest taka prosta.
Na Ukrainie stosunek do tej wizyty jest różny. Część Kościoła prawosławnego wydaje się przychylna, część zachowuje się biernie, ale niektórzy dość agresywnie występują przeciwko wizycie Ojca Świętego. Władze ukraińskie uważają, że pielgrzymka jest bardzo potrzebna, jest na czasie i wspólnie tę wizytę przygotowujemy.
Wizyta Ojca Świętego jest ciekawa z tego powodu, że Papież przyjeżdża do Kościoła katolickiego, który na Ukrainie istnieje w dwóch tradycjach, w dwóch obrządkach: łacińskim i bizantyjskim. Żeby nie było żadnej dominacji, Komitet Organizacyjny jest wspólny. Synod Kościoła Greckokatolickiego oddelegował do tego Komitetu bp. Juliana Gbura, obecnego ordynariusza nowej diecezji stryjskiej, a Konferencja Biskupów Łacińskich Ukrainy powierzyła to zadanie mnie. Tak więc wspólnie z bp. Gburem tę wizytę przygotowujemy. Chociaż niektórzy chcieliby nas podzielić, zawsze podkreślamy, że Papież przyjeżdża do jednego Kościoła katolickiego na Ukrainie, że Kościół jest jeden, a istnieje w dwóch tradycjach, które wzajemnie się uzupełniają.
Ojciec Święty będzie na Ukrainie krótko - pięć dni, odwiedzi dwa miasta - Kijów i Lwów.

- Ks. I. S.: - W jakiej atmosferze oczekują na Ojca Świętego Polacy - łacinnicy praktycznie są najczęściej Polakami, chociaż nastąpiło już duże wymieszanie - a jak Kościół unicki, greckoukraiński?

- Na pewno wszyscy z radością oczekują na wizytę Ojca Świętego. Może tej radości jeszcze zbytnio nie widać, gdyż sytuacja na Ukrainie jest obecnie dość skomplikowana politycznie: odwołanie premiera, zmiana rządu - niepewność zbija ludzi z tropu. Ale przygotowujemy się. Nie mamy dużej możliwości w środkach masowego przekazu, by szeroko omawiać wizytę Ojca Świętego. Radio i telewizja na Ukrainie są raczej powściągliwe na ten temat. Myślę jednak, że im bliżej wizyty Jana Pawła II, tym więcej będzie informacji, częściej będziemy mieli okazję przybliżyć ludziom i cel podróży, i osobę Ojca Świętego. Na Ukrainie Ojciec Święty jest raczej mało znany. To ogromny kraj, katolików nie jest tak dużo w porównaniu z liczbą prawosławnych. W telewizji praktycznie o Ojcu Świętym nic się nie mówi, jedynie od kilku lat prowadzone są transmisje Pasterki czy Mszy św. Zmartwychwstania Pańskiego z Placu św. Piotra. To już jest dużo i dobrze, że jest, ale stanowczo za mało, żeby ludzie zorientowali się, kim naprawdę jest Ojciec Święty.

- Ks. I. S.: - Z Polski nic nie słychać, nic nie dociera?

- Sygnał dociera tylko do najbliżej położonych miejscowości - pas przygraniczny. Natomiast kto ma telewizję satelitarną, ten najczęściej szuka programów innego rodzaju, bo Ojciec Święty nie za bardzo tych ludzi interesuje. Chcielibyśmy przybliżyć ludziom osobę Jana Pawła II. Stąd jednak wynika pewne zaniepokojenie wśród prawosławnych, którzy boją się, że Ojciec Święty przyjedzie nawracać wszystkich na wiarę katolicką obrządku łacińskiego. Myślę, że te obawy ustąpią, gdy Ojciec Święty stanie na Ukrainie i przemówi - a ma on osobliwy charyzmat. Nawet w tych krajach, w których bardzo obawiano się skutków wizyty, potem zawsze ze zdumieniem stwierdzano, że jednak i tym razem Ojciec Święty odniósł niezwykły sukces. Jestem przekonany, że tak będzie i na Ukrainie.

- KS. ROMAN RATAJ: - Prezydent Ukrainy bardzo wiele sobie obiecuje po wizycie Ojca Świętego - z notatek KAI można tego rodzaju informacje wyczytać. Czy księża biskupi, wierni mają jakieś konkretne pragnienia związane z wizytą Ojca Świętego, a dotyczące samego Kościoła rzymskokatolickiego i greckokatolickiego?

- Z pewnością coś się zmieni, chociaż zbyt wiele po tej wizycie sobie nie obiecujemy. Rozumiemy, że jedna papieska wizyta nie załatwi wszystkich naszych trudnych spraw, jest to raczej niemożliwe. Myślę tu o statusie Kościoła katolickiego czy zwrocie kościołów, budynków parafialnych, co jest bardzo potrzebne, gdyż nieraz jesteśmy sparaliżowani brakiem miejsca, a katecheza dzieci odbywa się najczęściej w zakrystiach albo w zimnych kościołach - nie wszędzie mamy plebanie. W szkołach jeszcze (?) nie ma katechezy. Coś na pewno się zmieni. W jakim zakresie - trudno to przewidzieć. A to, że pan prezydent sobie wiele obiecuje, to jest fakt, i ci spośród polityków, którzy myślą o Ukrainie, na pewno oczekują wizyty z wielką niecierpliwością. Jest też taka sprawa, że gdy Ukraina w końcu oderwała się od Związku Radzieckiego, stając się państwem niepodległym, przeszło to niezauważone w świecie. Jedno państwo afrykańskie zdobyło niepodległość, drugie i Ukraina wtopiła się w to wszystko, niewiele na nią zwracano uwagi. Natomiast teraz o Ukrainie mówi się w świecie bardzo szeroko. Nominacja dwóch kardynałów: łacińskiego i greckokatolickiego wywołała ogromne zainteresowanie m.in. dlatego, że Lwów stał się jedynym miastem na świecie, poza Rzymem, gdzie jest dwóch urzędujących kardynałów. A więc o Ukrainie mówi się zdecydowanie więcej. Myślę, że rząd zdaje sobie z tego sprawę i w ogóle ważne jest, żeby w końcu Ukraina zaistniała i w mentalności zachodniej.

- Ks. I. S.: - "Niedziela" będzie się starała pisać o przygotowaniach do wizyty Ojca Świętego na Ukrainie. Nasi Czytelnicy są też otwarci na różne potrzeby, a bez konkretnej pomocy wiele spraw trudno prowadzić.
Proszę powiedzieć, jak wygląda sprawa mediów na Ukrainie i dostępu do nich katolików?

- Mamy bardzo mało możliwości. We Lwowie sytuację ratuje "Lwowska Fala" - radio, które istniało przed wojną. W tej chwili Kościół katolicki w Galicji ma w sobotę 1 godzinę emisji radiowej. W innych diecezjach tego nie ma. W Kijowie co niedzielę wieczorem mamy ok. 25 minut w I programie na antenie radia ukraińskiego. To bardzo ważne. W większe uroczystości (nie jest to systematyczne) we Lwowie były transmisje telewizyjne z uroczystości w katedrze; w Łucku - z głównych uroczystości. Umawiamy się z telewizją i transmitują np. Pasterkę na Boże Narodzenie, Rezurekcję na Wielkanoc, Mszę św. na uroczystość odpustową świętych Piotra i Pawła. Ludzie na prawosławnym Wołyniu nigdy wcześniej nie widzieli w telewizji katolickiego nabożeństwa. Głównym językiem podczas tych transmisji był ukraiński - bo transmisja obejmowała wielki obszar, Wołyń. Ale śpiewy też są po polsku. W tej chwili staramy się zrównoważyć te dwa języki. W niedzielę odprawia się jedną Mszę św. po polsku - zwykle jest to Suma z kazaniem, śpiewami; a potem w podobny sposób po ukraińsku. Ludzie mają możliwość wyboru, na jaką Mszę św. pójść.
Z pism katolickich we Lwowie jest Radis virita, w Kijowie - Gazeta Parafialna, która rozchodzi się w całej Ukrainie. Ks. Witold Kowalów redaguje Wołanie z Wołynia, może nieco skromniejsze pismo. Sam dźwiga ciężar jego wydania, podziwiam jego wysiłki.
Może uda nam się pomóc, żeby to pismo miało większy zakres i ciekawsze informacje. Trzeba znaleźć pomocników. Jest to pismo w dwóch wersjach językowych: polskiej i ukraińskiej.

- MARGITA KOTAS: - Myślę, że pięknym gestem każdego pielgrzyma, który z Polski uda się na spotkanie z Ojcem Świętym na Ukrainę, byłoby może zabranie jakiegoś dodatkowego modlitewnika, który można tam pozostawić. Na pewno sytuacja wydawnictw katolickich jest trudna.

- Wydawnictwa katolickie jeszcze prawie nie istnieją. Owszem, są próby wydawania - chodzi o język ukraiński. W języku polskim coś jeszcze można zdobyć, jeżeli ma się takich przyjaciół, jakich my mamy w Częstochowie - zawsze możemy liczyć na pomoc. Dla młodzieży jednak wydawnictwa w języku ukraińskim są niezbędne. Nie mamy odpowiednich fachowców, stąd tłumaczenie Mszału trwa już dość długo, ale w tej chwili zaczyna mi się to podobać. Poprawialiśmy je wiele razy, z pierwotnego tłumaczenia niewiele zostało. Niedługo będzie je można drukować i z niego korzystać. Może jeszcze jakieś uzupełnienia, ulepszenia będą z czasem możliwe. Modlitewników na pewno bardzo potrzebujemy - modlitewnik ma to do siebie, że się niszczy, dlatego książeczki te są mile widziane.

- KS. I. S.: - Bardzo dziękujemy Księdzu Biskupowi za rozmowę. Gość z Ukrainy jest dla nas bardzo ważny, szczególnie w czasie gdy wszyscy oczekujemy na wizytę papieską w tym kraju. " Niedziela" będzie się starała pomagać na swój sposób Kościołowi na Ukrainie i jej mieszkańcom. Oczekujemy na dalsze informacje.

- Bardzo prosiłbym o modlitwę, bo tego najbardziej potrzebujemy, żeby udało nam się dobrze przygotować tę wizytę, która będzie przełomem w naszym myśleniu i stosunku do Kościoła katolickiego na Ukrainie.
Rozmowę przeprowadzono w studiu radiowym "Niedzieli" 8 maja 2001 r. i na żywo emitowano w Radiu Fiat.

"Ojciec Święty na Ukrainie" - serwis internetowy "Niedzieli" - Jak wygląda dziś duchowa panorama Ukrainy? Co mówią przedstawiciele Ukrainy na temat pielgrzymki papieskiej? Czego Ukraina spodziewa się po tej wizycie? - to niektóre z tematów poruszonych w specjalnym serwisie "Ojciec Święty na Ukrainie". Pod internetowym adresem: www.papieznaukrainie.niedziela.pl ukraiński serwis prowadzi Niedziela. Są to artykuły i wywiady publikowane również na łamach Niedzieli, a także wiadomości z Ukrainy oraz doniesienia prasowe. Na stronie serwisu znajdują się linki do innych witryn o tej tematyce w pięciu językach: ukraińskim, angielskim, francuskim, polskim i włoskim. Zamieszczono też szczegółowy program wizyty Ojca Świętego. Wokół pielgrzymki - to zbiór informacji o przygotowaniach do wizyty, rozmowy z biskupem pomocniczym diecezji kamienieckiej na Ukrainie Leonem Dubrawskim, biskupem diecezji łuckiej Marcjanem Trofimiakiem (fragmenty publikujemy obok) i biskupem pomocniczym diecezji kijowsko-żytomierskiej Stanisławem Szyrokoradiukiem. Znajdziemy także korespondencję Jana Pawła II z metropolitą Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego Wołodymyrem Sabodanem. Serwis przybliża sylwetki abp. Józefa Bilczewskiego i ks. Zygmunta Gorazdowskiego, których Jan Paweł II będzie beatyfikował podczas wizyty na Ukrainie. Witryna prezentuje również 16 największych ukraińskich miast wraz z mapkami. Przybliża historię Ukrainy, przedstawia sytuację Kościoła greckokatolickiego na tamtejszych terenach. Serwis zawiera informacje na temat biur podróży organizujących wyjazdy na pielgrzymkę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Założyciel Rycerzy Kolumba będzie beatyfikowany

2020-05-27 14:47

[ TEMATY ]

beatyfikacja

Archiwum Rycerzy Kolumba

26 maja 2020 roku papież Franciszek zatwierdził cud przypisywany wstawiennictwu Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, założyciela Rycerzy Kolumba. Akt ten wieńczy proces potrzebny do ogłoszenia ks. McGivney’a błogosławionym Kościoła katolickiego. Dekret o heroiczności cnót zezwalający na publiczny kult ks. McGivney’a jako Sługi Bożego podpisał w 2008 roku papież Benedykt XVI.

Od chwili rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wpłynęło wiele informacji o łaskach otrzymanych za przyczyną ks. McGivney’a w sprawach związanych z walką z nałogiem, powrotem do wiary, pojednaniem w rodzinie, odzyskaniem pracy i uzdrowieniem z chorób. Dekret Kongregacji podpisany przez Ojca Świętego opisuje cudowne uzdrowienie dziecka w łonie matki w sytuacji zagrażającej jego życiu. Rodzina dziecka prosiła o wstawiennictwo Sługę Bożego ks. Michaela McGivney'a. Sytuacja miała miejsce w 2015 r.

„Ks. McGivney zainspirował wiele pokoleń katolickich mężczyzn do podwinięcia rękawów i wcielania wiary w czyn” – powiedział przywódca międzynarodowej wspólnoty Rycerzy Kolumba, Carl Anderson. „Znacznie wyprzedził swoją epokę, jeśli chodzi o powierzanie świeckim ważnej roli w Kościele. Dziś jego duch kształtuje wyjątkową działalność Rycerzy, służących osobom na marginesie społeczeństwa, podobnie jak on sam służył wdowom i sierotom w latach 80. XIX w”.

„Zbliżająca się beatyfikacja naszego Założyciela jest ogromnym świętem dla rycerskiej wspólnoty na całym świecie. Od ponad 10 lat trwamy na modlitwie w intencji beatyfikacji tego wspaniałego kapłana, którego wizja dała początek idei od niemal 140 lat kształtującej nasze rozumienie wiary i wierności Kościołowi oraz inspirującej nas do niesienia pomocy potrzebującym każdego dnia” – powiedział Delegat Stanowy Tomasz Wawrzkowicz, przywódca Rycerzy w Polsce.

Ks. McGivney urodził się w USA w 1852 r. jako najstarszy syn w ubogiej, wielodzietnej rodzinie irlandzkich imigrantów. Już jako 13-latek pomagał rodzicom w utrzymaniu, pracując w miejscowej fabryce. Święcenia kapłańskie przyjął w 1877 r. w najstarszej katolickiej katedrze w USA, w Baltimore. Powierzono mu posługę w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny w New Haven w stanie Connecticut, gdzie pierwotnie miał być asystentem chorego proboszcza, ale w krótkim czasie był zmuszony przejąć wszystkie jego obowiązki.

W reakcji na problem wysokiej śmiertelności mężczyzn wykonujących niebezpieczne prace, silne antykatolickie uprzedzenia amerykańskiego społeczeństwa oraz powszechną biedę wśród katolików ks. McGivney w 1882 roku założył ze swoimi parafianami męską wspólnotę Rycerzy Kolumba – świecką organizację katolików pragnących formować się w wierze, pomagać sobie nawzajem i działać dla dobra katolickich rodzin. Oprócz sprawowania duszpasterskiej opieki nad swoimi parafianami ks. McGivney pracował z miejscową młodzieżą, posługiwał w miejscowym więzieniu i z wielką determinacją promował abstynencję poprzez krzewienie kultury oraz popularyzację sportu. Zmarł na gruźlicę w wieku 38 lat w 1890 r., zostawiając po sobie silną 6-tysięczną organizację Rycerzy.

W czasie pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, niespełna miesiąc po ogłoszeniu ks. McGivney’a Sługą Bożym, papież Benedykt XVI w homilii wygłoszonej w Katedrze św. Patryka w Nowym Jorku powiedział: „Czyż to nie zjednoczenie wizji i celu – zakorzenione w wierze i duchu ciągłego nawracania się i ofiarności – stanowi o tajemnicy imponującego wzrostu Kościoła w tym kraju? Musimy tu wspomnieć o wyjątkowych osiągnięciach wzorowego, amerykańskiego kapłana, Sługi Bożego ks. Michaela McGivney’a, którego wizja i zapał doprowadziły do ustanowienia Rycerzy Kolumba, oraz o dziedzictwie całych pokoleń osób konsekrowanych i księży, którzy w cichości poświęcili swe życie służbie Ludowi Bożemu w niezliczonej liczbie szkół, szpitali i parafii”.

Dziś Rycerze Kolumba są międzynarodową organizacją. Działają w kilkunastu państwach świata i gromadzą w swoich szeregach ponad 2 miliony członków. W Polsce rozpoczęli działalność na zaproszenie św. Jana Pawła II prawie 15 lat temu i liczą ponad 6 tysięcy członków działających przy 119 parafiach na terenie 28 diecezji. Choć Rycerze Kolumba są organizacją świecką, w ich szeregi wstępują również duchowni, w Polsce m.in. kard. Dziwisz, kard. Nycz, czy abp Ryś.

Zasadami Rycerzy Kolumba są Miłosierdzie, Jedność, Braterstwo i Patriotyzm i wokół tych wartości kształtuje się ich formacja.

CZYTAJ DALEJ

Maryja patrząca na mnie - wizerunek Matki Bożej Karmiącej

2020-05-28 08:54

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Marcin Błaszczyk

Motyw Madonny Karmiącej jest znany w sztuce od czasów średniowiecza. Łacińska nazwa tego typu przedstawień to „Maria Lactans”. W internecie znajdziemy dziesiątki pięknych i oryginalnych przedstawień Matki Bożej Karmiącej, zarówno w sztuce wschodniej jak i zachodniej.

Co ciekawe do najoryginalniejszych należą te z końca średniowiecza, gdzie pokazanie karmiącej Matki Bożej z odsłoniętą piersią było normalne i naturalne. Nasze polskie ludowe wyobrażenia Madonny Karmiącej oparte są najprawdopodobniej na dewocyjnym miedziorycie Pfeffela z pierwszej poł. XVIII w. O ile nieliczni bieglejsi mistrzowie cechowi powielali ten temat poprawnie, o tyle twórcy mniej zdolni nie radzili sobie ze stosunkowo trudnym układem kompozycyjnym.

Z tej przyczyny mały Jezus przedstawiany jest bez ruchu, spokojny, zwrócony twarzą w kierunku widza. Dzieciątko jest tu owinięte w pieluszki, przypominające kokon tak jak to robiono na Podbeskidziu ponad 100 lat temu. Prezentowany obraz malowany prostymi środkami artystycznymi ma wyraźny ludowy charakter i z pewnością skierowany był do wiejskiego nabywcy. Pamiętajmy, że na polskiej wsi ścierały się różne wyobrażenia Matki Bożej, nie będące ze sobą w sprzeczności. Matka Boska w ludowym folklorze to zarówno królowa nieba i ziemi, Matka wszystkich ludzi ale i zwyczajna kobieta, czuła matka a nawet przezorna gospodyni. W znanych legendach, pieśniach i pastorałkach ludowych Matka Boża zajmuje się uprawą lnu, tkaniem, pielęgnuje kwiaty, gotuje, kąpie Dzieciątko, uczestniczy w żniwach i dożynkach a nawet uciekając przed Herodem spotyka w górach zbójników. We wszystkich tych przekazach Maryja jest przedstawiana jako osoba najbliższa boskości, posiadająca wszelkie jej cechy, a równocześnie bardzo ludzka, zwyczajna. Tak właśnie pragnęli Ją widzieć twórcy folklorystycznych przekazów, jako istotę z nieba bliską człowiekowi, łaskawą i dobrą. Matka Boża to również opiekunka domostw. W każdym domu powinien był znaleźć się obraz Matki Bożej Karmiącej, bo Ona chroniła od głodu.

Mówiono, że mieszkańcom domu, w którym jest czczony obraz Matki Bożej Karmiącej nigdy nie zabraknie chleba. Z tego powodu bardzo często nowożeńcom darowano taki właśnie obraz. Warto więc spróbować spojrzeć na te nieporadne malarsko obrazy, oczami naszych pradziadów z XIX w. a wtedy odsłonią one całe bogactwo naszej kultury, z której przecież wyrośliśmy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję