Reklama

Pod prąd

Zapomniany heroizm Jedwabnego

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 24/2001

W ciągu ostatniego roku przez najbardziej wpływowe w Polsce media przetoczyła się cała fala tendencyjnych oskarżeń przeciw miasteczku Jedwabne i ogółowi jego mieszkańców. Ton nadał tu główny kalumniator Jan Tomasz Gross, pisząc, że żydowskich mieszkańców Jedwabnego wymordowało społeczeństwo (czytaj: ogół mieszkających tam Polaków). We wspierających Grossa niektórych mediach amerykańskich zaczęto pisać (nie bez jego wiedzy), że polska połowa mieszkańców Jedwabnego wymordowała drugą - żydowską połowę. W niektórych wpływowych mediach w Polsce zaczęto nawet posuwać się do stwierdzeń o szczególnie upiornym, oszczerczym charakterze - o rzekomej hańbie całego Jedwabnego, o wstydzie, jaki po dziś dzień spada na wszystkich jego mieszkańców. Tymczasem okazało się, dzięki badaniom prof. Tomasza Strzembosza, Piotra Gontarczyka i paru innych historyków, że cała akcja mordowania Żydów w Jedwabnem została zaplanowana i przeprowadzona przez Niemców, którzy decydowali o wszystkim, co się działo na podbitych przez nich terenach Polski. Najnowsze wyniki ekshumacji - znalezienie blisko 100 łusek na miejscu zbrodni - dowiodły, iż Niemcy do końca uczestniczyli w mordowaniu Żydów, strzelając do próbujących uciekać ze stodoły. (Nikt poza Niemcami nie mógł bowiem używać tam broni palnej). Dowiedziono również skrajnego zawyżenia ilości żydowskich ofiar. (Było ich ok. 200, a nie 1600, jak twierdził Gross, powołując się na oszukańczego świadka Szmula Wasersztajna). Badania polskich historyków (zwłaszcza prof. Strzembosza) dowiodły również - wbrew twierdzeniom Grossa - że w eskortowaniu Żydów, kierowanym przez Niemców terroryzujących miasteczko wcale nie uczestniczyły tłumy jedwabnian, lecz około 20 osób spośród mieszkańców miasteczka, głównie osób z kręgu marginesu społecznego.
Dodajmy, że wszystko to działo się po ponad półtora roku trwającej okupacji sowieckiej, w czasie której okrutnie zdziesiątkowano elity Jedwabnego i całego regionu jedwabińskiego, aresztując, mordując i deportując na Syberię dziesiątki najbardziej patriotycznych, ofiarnych, a zarazem najbardziej wykształconych tamtejszych Polaków. Częstokroć Polacy byli aresztowani na podstawie donosów swych żydowskich sąsiadów, którzy niejednokrotnie aktywnie uczestniczyli w aresztowaniach lub deportacjach polskich patriotów z Jedwabnego i okolic. Według autorów tekstu dla KAI - B. Łozińskiego i A. Petrowicz-Wasilewicz, w aresztowaniu miejscowego bohaterskiego ks. Mariana Szumowskiego "uczestniczył również miejscowy Żyd, współpracujący z NKWD" (wg Życia z 3-4 marca 2001).
Szczególnie mało znany - jak dotąd jest fakt, że Jedwabne i region jedwabiński padły ofiarą wyjątkowo okrutnych sowieckich represji, płacąc nader wysoką cenę za niebywale ofiarny, pełen poświęcenia opór przeciwko sowieckim okupantom. Oszczerczy żurnaliści, wydając pochopny wyrok na ogół mieszkańców Jedwabnego, starannie przemilczeli ( najczęściej z totalnej ignorancji) wszystko to, z czego jedwabnianie mogą być prawdziwie dumni. A przede wszystkim fakt, że właśnie Jedwabne i cały region jedwabiński mają prawo stać się symbolem najbardziej heroicznego oporu przeciwko Sowietom w czasie pierwszej okupacji sowieckiej w latch 1939-41. Według znanego badacza tej problematyki - dr. hab. Krzysztofa Jasiewicza: "Z dokumentów NKWD, znajdujących się w Mińsku, wynika, że w okolicach Jedwabnego polskie podziemie liczyło 1500 osób (stanowi to 4% Polaków w rejonie, nie licząc ich rodzin. (...) Czy nienawiść do systemu sowieckiego, którego symbolem byli Żydzi, nie wyrażała swoiście pojętej postawy patriotycznej? Nie dowiemy się tego z książki Grossa" (K. Jasiewicz: Sąsiedzi niezbadani, Gazeta Wyborcza, 9-10 grudnia 2000). Konspiratorzy z regionu Jedwabnego i okolic przechodzili do coraz aktywniejszych działań - organizowali zamachy na sowieckich żołnierzy i milicjantów. Zabrano się też do likwidacji najbardziej znienawidzonych kolaborantów z Sowietami.
Szczególnie głośny stał się zamach na skrajnie antypolskiego żydowskiego kolaboranta z Wizny - Lejbę Gutowskiego, agenta NKWD. Gutowski od początku 1940 r. sprawował stanowisko zastępcy dyrektora szkoły w Wiznie i równocześnie funkcję sekretarza komórki partyjnej WKP(b). Szczególne oburzenie wśród Polaków wzbudził swym zachowaniem podczas manifestacji pierwszomajowej w 1940 r. Stojąc wówczas na cokole zniszczonego pomnika POW, zawołał do spędzonych tam siłą Polaków: "( ...) musicie raz na zawsze zapamiętać, że Polska nigdy nie wróci. Wielki Związek Rad i my jesteśmy właścicielami tej ziemi" (cyt. za S. Gawrychowski: Na placówce AK (1939-45), Warszawa - Łomża 1997, s. 64). A potem - jak pisze Gawrychowski: "wznosili okrzyki ´Niech żyje Armia Czerwona´, ´Niech żyje wielki wódz - ojciec Stalin!´. Rosjanie wołali ´Hurra´, Żydzi bili brawo, a sponiewierani i bezsilni Polacy ze łzami i nienawiścią w oczach patrzali na zdrajców i okupantów" ( Tamże). W czerwcu 1940 r. żołnierze polskiego podziemia zastrzelili Lejbę Gutowskiego na drodze z Jedwabnego do Wizny. Historyk Piotr Gontarczyk wspomniał również o innej akcji podziemia, podjętej w celu odstraszenia kolaborantów. Dokonano jej w Rajgrodzie, wrzucając granaty do sali domu kultury, w którym bawili się czerwonoarmiści i miejscowa młodzież żydowska. Spowodowało to śmierć 4 osób i poranienie wielu innych. Szczególnie głośnym wyczynem polskiego podziemia w regionie Jedwabnego stało się zastrzelenie szefa miejscowego NKWD - Szewiełowa.
Coraz bardziej śmiałe akcje polskiego podziemia popchnęły Sowietów do gwałtownego przeciwdziałania. 17 czerwca 1940 r. doszło do kolejnej wielkiej fali aresztowań w regionie Jedwabnego (ich ofiarą padło ok. 70 osób). Pod koniec czerwca 1940 r. Rosjanie rozpoczęli z zaskoczenia nagły atak na główną bazę partyzantów na Uroczysku Kobielne. Doszło do zaciętej walki, która zakończyła się całkowitym rozbiciem partyzantów, choć zginęło przy tym wielu Rosjan. Jednym z najbardziej dramatycznych epizodów tej bitwy był bój o gajówkę, bronioną bohatersko także przez dwie kobiety - żonę gajowego Wojsława i Jadwigę Laudańską. Podczas gdy mężczyźni strzelali, obie kobiety rzucały granaty przez okna, by nie dopuścić Sowietów do wnętrza domu. Laudańska zginęła od kuli w serce, Wojsławowej pocisk rozerwał brzuch i męczyła się, mając rozerwane jelita. Obie bohaterskie kobiety osierociły swe maleńkie córki.
Wraz z rozbiciem polskiej organizacji podziemnej, Sowieci zintensyfikowali zmasowane okrutne represje wobec polskiej ludności Jedwabnego i okolic. Piszę o tym szeroko w wydanej przed dwoma tygodniami książce 100 kłamstw J. T. Grossa, stanowiącej wielokrotne rozszerzenie cyklu publikowanego wcześniej na łamach Niedzieli. Profesor Tomasz Strzembosz tak pisał w tekście Uroczysko Kobielne (Karta nr 5 z 1991 r.) o losach okrutnie represjonowanych za udział w konspiracji antysowieckiej mieszkańców Jedwabnego i pobliskich regionów: "Schylam nisko głowę przed tymi ludźmi, z których wielu to prawdziwi męczennicy, walczący przez długie miesiące śledztwa już nie o życie, lecz o zachowanie ludzkiej godności i ratowanie od więzienia nie wykrytych przez oprawców kolegów. Z ich samotnym bohaterstwem mało co się może porównać.
Ludzie prości, nie znający literackich wzorców romantycznego bohaterstwa, z pobudek ludzkich i chrześcijańskich potrafili zdobyć się na tę wielkość, nad którą zalega tylko milczenie. Pokrywało ono ich doświadczenie, ich los przez pół wieku - czas, który wystarczył, by większość z nich odeszła do wieczności".
Najwyższy czas, by przypomnieć tak długo niechlubnie przemilczany w dobie PRL-u heroizm mieszkańców Jedwabnego, uczestniczących w oporze przeciw sowieckiej przemocy. Uczestniczyli przecież w czymś, z czego mogą być wyjątkowo dumni - w liczącej 1500 osób antysowieckiej partyzantce niepodległościowej, prowadzonej w czasie, gdy tak wielu Polaków straciło wszelkie nadzieje (po katastrofalnej klęsce Francji) . Jakże niewiele się wie - poza regionem jedwabińskim - o ryzykanckich wyczynach tamtejszych partyzantów. W Polsce niemal powszechnie znane jest bohaterstwo walczącego przeciwko Niemcom majora "Hubala" - Dobrzańskiego i jego elitarnej formacji. Tym bardziej żal, że w tym samym czasie ciągle na marginesie ludzkiej pamięci pozostaje wspomnienie o bohaterstwie setek zwykłych prostych ludzi z polskiego podziemia antysowieckiego w Łomżyńskiem - potomków drobnej szlachty zaściankowej i patriotycznego chłopstwa, którzy nie chcieli się pogodzić z triumfem potężnego okupanta.

Komisja Episkopatu przypomina: Szkoła nie jest miejscem na propagowanie środowisk LGBT

2019-10-22 13:27

BP KEP / Warszawa (KAI)

„Po raz kolejny przypominamy, że sprawy kształcenia i wychowania powinny być jak najbardziej odległe od koniunktur politycznych i ideologicznych. Szkoła nie jest i nie może być miejscem na jakiekolwiek propagowanie środowisk LGBTQ - informowała Komisja Wychowania Katolickiego w 2018 r. odnosząc się do zapowiedzi „tęczowego piątku”. „Komunikat ten pozostaje stale aktualny” - przypomniała 22 października Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski.

CarlosAlberto/fotolia.com

Na 25 października 2019 r. zaplanowano w szkołach tzw. „tęczowy piątek”, w związku z tym przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Episkopatu bp Marek Mendyk informuje: „+tęczowe piątki+ w żaden sposób nie pokrywają się z zatwierdzonym przez MEN programem nauczania ogólnego. Rodzice i szkoła nie mogą pozostać bierni wobec tego problemu”.

Bp Marek Mendyk podkreśla też, że komunikat Komisji Wychowania Katolickiego KEP jest stale aktualny. Czytamy w nim: „Rodzice mają prawo do decydowania o tym, jakie treści wychowawcze są przekazywane ich dzieciom w szkole”. Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Episkopatu dodał też: „Po raz kolejny przypominamy, że sprawy kształcenia i wychowania powinny być jak najbardziej odległe od koniunktur politycznych i ideologicznych. Szkoła nie jest i nie może być miejscem na jakiekolwiek propagowanie środowisk LGBTQ”.

Bp Mendyk w oświadczeniu z 2018 r. podkreślił także, że "wszelkiego typu programy odnoszące się do wychowania bezwzględnie muszą być ustalane wspólnie z rodzicami i nauczycielami". Zaznaczył: "Rodzice mają prawo decydować, kto wchodzi na teren szkoły, z jakim programem wychowawczym. Należy dodać, że tzw. edukatorzy (w przeważającej części) nie posiadają wykształcenia pedagogicznego. Szkoła musi przestrzegać prawa!".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Ks. Andrzej Ziombra o Cudzie Eucharystycznym w Legnicy

2019-10-23 00:22

Kamil Krasowski

Ks. Andrzej Ziombra, proboszcz parafii pw. św. Jacka w Legnicy 22 października wygłosił prelekcję nt. Cudu Eucharystycznego w Legnicy. Spotkanie odbyło się z inicjatywy Klubu Inteligencji Katolickiej w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze.

Karolina Krasowska
Ks. Andrzej Ziombra przedstawił faktografię oraz swoje refleksje nt. Cudu Eucharystycznego w Legnicy

Spotkanie z kustoszem sanktuarium św. Jacka w Legnicy, gdzie przed 6 laty wydarzył się cud eucharystyczny, poprzedziły Różaniec i Msza św. Po nich odbyła się prelekcja ks. Andrzeja wzbogacona projekcją zdjęć nt. cudu, do którego doszło nad Kaczawą. - Cud miał swój początek 25 grudnia 2013. Ponieważ niechcący wypadła Hostia księdzu wikariuszowi, później po badaniach okazało się, że naukowcy znaleźli w niej fragmenty mięśnia sercowego oraz rodzaj tkanek przez DNA podobny do ludzkiego, co było wielkim odkryciem - mówił proboszcz z Legnicy. - Ksiądz biskup zawiózł te informacje do Stolicy Apostolskiej, a Watykan wydał pozytywną aprobatę dla tego wydarzenia, dlatego nasz biskup Zbigniew Kiernikowski 10 kwietnia 2016 roku wydał komunikat "o wydarzeniu eucharystycznym o znamionach cudu", do którego doszło w kościele św. Jacka w Legnicy. Od tego czasu rozpoczęła się nowa era w naszej parafii, która odtąd funkcjonuje również jako miejsce pielgrzymek. Jeździmy nie tylko po Polsce, ale także po Europie. Zapraszają nas na różne konferencje, odczyty, bo chcą się dowiedzieć, co wydarzyło się w naszym kościele. Przede wszystkim mamy jednak teraz takie poczucie misji, żeby mówić o tym, co się stało, bo widzimy w tym wyraźny znak. Pan Bóg wzywa nas do tego, żebyśmy zainteresowali się Eucharystią  oraz żebyśmy odkryli jej tajemnicę i piękno.

Zobacz zdjęcia: Prelekcja nt. Cudu Eucharystycznego w Legnicy.

Spotkanie w kościele Najświętszego Zbawiciela składało się z dwóch części. Ks. Andrzej Ziombra przedstawił faktografię, a następnie podzielił się swoimi refleksjami dotyczącymi Cudu Eucharystycznego i tego co on oznacza dla każdego z nas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem