Reklama

Błoto "kultury"

Niedziela Ogólnopolska 46/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Masowa informacja wielu ludziom kojarzy się z manipulacją na dużą skalę. Zmieniać psychikę człowieka, mentalność, rodzaj odczuwania świata przez sterowaną, selekcjonowaną i zaprogramowaną informację - to dążenie reżyserów nowego ładu światowego, którzy - mając w ręku elektroniczne narzędzia informacyjnego obiegu - zamierzają powtórzyć nieudaną (do końca) sowiecką "pieriekowkę duszy". Skraść ludzką duszę, głęboko zaburzyć odczucie własnego człowieczeństwa, zniszczyć więź z Bogiem - to cele kształtowania takiego, a nie innego obrazu świata w mediach. Integralną częścią kosmosu mediów jest współczesna kultura. Ta masowa, popularna, i ta uznawana przez funkcjonariuszy mediów - krytyków i komentatorów sztuki - za kulturę elitarną. W tej zwłaszcza dziedzinie obserwujemy w ciągu ostatnich lat gwałtowne narastanie socjotechnicznych eksperymentów, które często są niczym innym, jak bluźnierstwami dokonywanymi publicznie. Ich autorzy każą sobie za nie słono płacić, zaś oszołomionej, zniesmaczonej, oburzonej publiczności tłumaczy się, że jej reakcje są pomyłką, bowiem ma tu do czynienia nie z żadnym bluźnierstwem, lecz ze sztuką. Tego rodzaju pomysły mogą być realizowane tylko w świecie masowej informacji. Gdyby nie istniała rządząca tym światem ideologia politycznej poprawności - w myśl której chrześcijaństwo jest czystym anachronizmem, religią zbrodniczą, religią nienawiści - nikt o zdrowych zmysłach nie pomyliłby bluźnierczej wystawy, filmu czy spektaklu z wydarzeniem kulturalnym, ze sztuką. W dobie politycznej poprawności dziennikarze, kierownicy działów, redaktorzy głównych wydań dzienników stosują autocenzurę - zatrzymują swoje normalne myśli, powściągają naturalne reakcje - obrzydzenia, odrazy, wściekłości - dają wyraz tylko tym, które są politycznie poprawne, które są czystym efektem "pieriekowki duszy", produktem duszy podmienionej.
Jakiś czas temu Telewizja publiczna wyemitowała skandaliczny film H. Whitney, pokazujący Jana Pawła II jako syna kraju antysemitów i wroga kobiet. Anda Rottenberg, b. dyrektor "Zachęty", otworzyła zaś tę Narodową Galerię dla bluźnierców z kręgu K. Kozyry - okrzyczanych przez krytykę artystami - rywalizujących między sobą, kto z nich wymyśli coś bardziej ohydnego, obrażającego godność ludzką, profanującego religię katolicką. Do "Zachęty" trafił koszmarny i głupi kicz przedstawiający Jana Pawła II przywalonego głazem. A. Rottenberg tłumaczyła, że autor wystawy, Szwajcar, był zbyt wielkim geniuszem, że ona nie mogła wyjść na zacofaną prowincjuszkę i wycofać rzeźby z Papieżem, nie mogła się przecież ośmieszyć.
Dziś w stolicy Unii Europejskiej, w Brukseli, niejaki Wodek Majewski - dyrektor galerii "Atelier 340" oraz Kazimierz Piotrowski - kustosz Królikarni, Oddziału Muzeum Narodowego w Warszawie, urządzili bluźnierczy pokaz, mający być prezentacją współczesnej sztuki polskiej, pt. "Irreligia". Profanowane są tam Wizerunki Chrystusa i Matki Bożej Częstochowskiej. "Twórczość" aO la szalet publiczny, sygnowana hasłem " kultura polska", trafiła na europejskie salony. Wodek Majewski, zachwycony swoim dziełem, czynił starania, by ekspozycja oficjalnie reprezentowała nasz kraj w ramach odbywających się właśnie "Europaliów - Polska" . Nie doszło to do skutku. Pieniądze na ekspozycję wyłożył Wydział Kultury Urzędu Miasta Bruksela, Wspólnota Frankofońska oraz inne oficjalne instytucje. Dlaczego? Ktoś - ukryty za entuzjastycznymi komentarzami w stylu: "Znowu obalono kolejne tabu", "Sztuka awangardowa nie ugnie się przed żadną świętością", "Liczy się tylko wolność!" - wmówił im, że finansują sztukę. Podobny skandal miał miejsce w październiku br. w Londynie. Arkadiusz Weremczuk, projektant mody, zaprezentował najnowszą "kolekcję", której ideą było połączenie nagiego ludzkiego ciała - ciała wystawionego jako towar - i najświętszych dla Polaków symboli i wizerunków: korony cierniowej, krzyży, różańców, obrazków Matki Bożej. Bluźnierstwo, perwersja, erotyka splecione razem w odrażający "spektakl mody" zaprezentowano jako polską twórczość w dziedzinie stroju. A. Weremczuk każe na siebie mówić "fashion artist", zaś armia reporterów i krytyków jednogłośnym chórem uznała pokaz za nowatorski, odważny i świeży.
Kultura, czy też raczej ta dziedzina publicznych pokazów ludzkich dewiacji, schorzeń etycznych i estetycznych, która za nią uchodzi - bowiem ogłaszane jest to z całą powagą w mediach - zastąpiła wycofującą się z publicznej areny ideologię. Tępa, sztuczna, nadużywająca wytartych formuł sprzecznych z logiką i ludzkim doświadczeniem ideologia marksistowsko-leninowska, głosząca nienawiść człowieka do Boga i człowieka do człowieka, ustępuje miejsca współczesnej kulturze i sztuce. Ta z rzadka posługuje się frazeologią - częściej bardziej uniwersalną mową obrazów, symboli, znaków, oddziałujących na świadomość i podświadomość zarazem. Wszystko równie tandetne, równie łapciate, śmierdzące dziegciem i machorką, zalatujące wonią, jak kiedyś, z sołdackiej latryny. Dla tej nowej - wizualnej, plastycznej, czasem literackiej, filmowej czy teatralnej - formy starej ateistycznej ideologii jeden z poważnych socjologów i teoretyków kultury, prof. A. Mencel, wynalazł termin prosty i trafny: kulturalizm. Jeśli chcesz, polityku, przywódco, reżyserze ludzkich dusz, który dysponujesz mediami, zmienić ludzi, z narodu uczynić mierzwę rechoczącą z prostackich dowcipów, wyśmiewającą się ze swoich świętości - weź się za kulturę. Nikt się nawet nie spostrzeże, kiedy wszyscy nagle zaczną zwijać się ze śmiechu na widok księży w sutannach i naśladować w codziennym życiu wulgarne zachowania "artystów". Śmierć religii, śmierć Bogu! Osiągniesz to bez kilometrowych przemówień na wiecach i palenia książek religijnych. Nie musisz już wsadzać biskupów do więzień, a księży zabijać rękami "nieznanych sprawców". Niech artysta, postawiony na największej estradzie, na najwyższym postumencie, zacznie wyśmiewać się z krzyża, a krytycy niech klaszczą. To załatwi ci wszystko. Na oczyszczone pole wejdziesz z nową kulturą.
Skąd wiadomo, że za bluźnierczą sztuką stoi polityka? Można wziąć do ręki przemówienia przywódców Unii Europejskiej, a można też postudiować sobie dokumenty. Na przykład ONZ-u. Jeden z nich, sygnowany przez UNESCO, głosi: "Wypadnie więc rozróżnić między wahaniem a obojętnością, między czasem potrzebnym do opanowania procesu zmian w systemie wartości a z góry przewidzianym upadkiem moralności i edukacji moralnej" (S. Rassekh, G. Vaideanu, Les contenus de l´education, Paris, UNESCO, 1987). Jeśli ktoś z góry przewiduje upadek moralności, to znaczy, że - tak naprawdę - nigdy nie utracił kontroli nad światem albo nad znaczną jego częścią. Przewiduje także, że reakcja na barbarzyńskie deptanie wartości nie będzie znacząca - w czasie, który służy "opanowaniu procesu zmian w systemie wartości".
My, Polacy, nigdy dotąd nie godziliśmy się z barbarzyńcą. Wcześniej czy później, ośmieszony, skompromitowany, sponiewierany, musiał opuścić naszą ziemię. Ten najazd jest bardziej podstępny i bardziej perfidny niż wszystkie dotąd. Barbarzyńca jest przebrany w szaty dostojne: jest negocjatorem, jest wybitnym mężem stanu, jest autorytetem moralnym, jest artystą. Można go ujrzeć na sali sejmowej i w katedrze. Odbiera Order Orła Białego, przyznaje (i otrzymuje) Literacką Nagrodę Nike, w tym roku za "powieść pijacką", czyli "prozę alkoholową". W epoce kulturalizmu barbarzyńca nie ma dzikiego wzroku i piany na ustach. Ubiera się elegancko i jest światowcem. Wszyscy naokoło udają, że to nie jest dzikie zwierzę, że to potulne jagniątko, które przyszło się popieścić. Kulturalizm ma na swoje usługi armię dobrze wyszkolonych oficerów politycznych, którzy dziś nazywają się krytykami sztuki. Ta dobrze płatna profesja z każdej kupy błota uczyni dzieło na miarę Mony Lisy.
Jak się przed tym bronić? W Roku Kardynała Stefana Wyszyńskiego powinniśmy usłyszeć, jak z murów wszystkich naszych klasztorów i świątyń "larum grają". Jak wzywają nas święci, błogosławieni, męczennicy do obrony naszych świętości, skarbu wiary, skarbu kultury katolickiej.
Jeśli tej obrony nie podejmiemy, wszystko, dosłownie wszystko, czego się dotkniemy, rozpadnie się w pył i proch i nic po nas nie zostanie. Polskę zaorają.
W Roku Kardynała Wyszyńskiego, patrona wielkiej sprawy narodowej, autora Wielkiej Nowenny obchodów Milenium Chrztu Polski - przepędźmy barbarzyńcę z naszych serc, myśli ulic, muzeów, teatrów. Nie pozwólmy mu deptać świętości, deprawować dzieci, rozsiewać wszędzie zapachu śmierci.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmiany kapłanów 2026 r.

[ TEMATY ]

zmiany kapłanów

Karol Porwich/Niedziela

2026 rok przynosi zmiany personalne wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.
CZYTAJ DALEJ

Mundial 2026. Enzo Fernández, piłkarz z Argentyny: "Cała chwała Bogu"

2026-07-16 21:56

[ TEMATY ]

mundial 2026

PAP/EPA/OLGA FEDOROVA

Enzo Fernández wykonał znak krzyża i wskazał w stronę nieba w podziękowaniu Panu Bogu po strzeleniu bramki

Enzo Fernández wykonał znak krzyża i wskazał w stronę nieba w podziękowaniu Panu Bogu po strzeleniu bramki

Argentyna pokonała Anglię 2:1 (0:0) w półfinale piłkarskich mistrzostw świata, który został rozegrany w Atlancie, i zagra w niedzielę o trofeum z Hiszpanią. Dzień wcześniej Anglia i Francja zmierzą się w meczu o trzecie miejsce. Bramkę dla Argentyny w 85. minucie półfinałowego meczu zdobył Enzo Fernández, który potem na swoim profilu w mediach społecznościowych napisał: "Cała chwała Bogu".

CAŁA CHWAŁA BOGU. Argentyńczycy, to dla Was; wszyscy chcieliśmy wygrać ten mecz i znów przeszliśmy do historii. Cieszcie się tym – takie mecze o wielką stawkę trzeba wygrywać. Ta drużyna znów zagra w finale; po raz kolejny wspólnie walczymy o wszystko. Do zobaczenia w Nowym Jorku.
CZYTAJ DALEJ

Abp Galbas: czy brak wypoczynku to nie pycha, bo "beze mnie świat się zawali"?

2026-07-17 08:01

[ TEMATY ]

wypoczynek

Abp Adrian Galbas

pycha

świat się zawali

Adobe Stock

Jeżeli ktoś nie może sobie pozwolić nawet na krótki odpoczynek w wakacje, to powinien zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście wszystko u niego dobrze z kontrolą siebie samego i czy za bardzo nie dobija się do jego serca postawa pychy, która mówi: jesteś najlepszy, jesteś jedyny, jesteś niezastąpiony, jeśli nawet na chwilę zostawisz codzienne sprawy, to wszystko się niechybnie zawali – wskazał w rozmowie z Polskifr.fr metropolita warszawski abp Adrian Galbas.

Abp Galbas przypomniał postawę Leona XIV, który zachęca, żeby na jakiś czas się „wyłączyć” po to, żeby potem być „włączonym” i podjąć obowiązki najlepiej jak potrafimy. Zdaniem metropolity warszawskiego, jeśli ktoś w wakacje nie ma czasu nawet na krótki odpoczynek, powinien zadać sobie pytanie: czy aby nie powoduje nim pycha, która próbuje go przekonać, że bez niego świat się zawali.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję