Reklama

Polskie beatyfikacje

CZESŁAW RYSZKA
Niedziela Ogólnopolska 31/2002

18 sierpnia na krakowskich Błoniach Ojciec Święty Jan Paweł II wyniesie na ołtarze czworo Polaków: abp. Zygmunta Szczęsnego-Felińskiego, ks. Jana Balickiego, o. Beyzyma oraz s. Sancję Janinę Szymkowiak ze Zgromadzenia Sióstr Serafitek.
Skromna postać s. Sancji Janiny Szymkowiak ze Zgromadzenia Serafitek rodzi pytania: Za co zostaje wyniesiona na ołtarze? W zakonie była tylko 6 lat, niczego wielkiego nie dokonała. W czym więc mamy ją naśladować? Kim była?
Pochodziła z Wielkopolski, urodziła się 10 lipca 1910 r. w wiosce Możdżanów k. Ostrowa Wielkopolskiego, w rodzinie leśniczego. Miała czwórkę braci, z których jeden, Eryk, został kapłanem. Rano i wieczorem rodzina klękała do wspólnej modlitwy. To był domowy rytuał. Janinie pozostanie na zawsze ta praktyka głośnego odmawiania modlitw w domu. Nigdy o nich nie zapomni. Rodzice mocno zabiegali o dobre wykształcenie dzieci, choć było to bardzo kosztowne. Ale tylko taki majątek mogli im przekazać.

Między szkołą a kościołem

Jesienią 1919 r. Janina rozpoczęła naukę w szkole średniej w Ostrowie Wielkopolskim. W 1922 r. przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Z wielkim przejęciem, nie zwracając zbytniej uwagi na piękną koronkową suknię, na białe wysokie buciki ani też na ozdobną podwójną koronę z białych goździków, myślała tylko o godnym przyjęciu Pana Jezusa do serca. Może już wtedy przyrzekła Bogu miłość "na przepadłe" .
Po maturze Janina powinna była, według matki, zakończyć edukację i przygotować się do małżeństwa. Jednak po roku Janina przekonała matkę, aby mogła studiować na Uniwersytecie Poznańskim. Rozpoczęła studia na wydziale prawa, ale niebawem przeniosła się na filologię romańską. Odtąd nie tylko nauce poświęcała swój czas. Na uniwersytecie działało wiele organizacji, a wśród nich największą popularnością cieszyła się Sodalicja Mariańska. Należała do niej większość koleżanek Janiny, a i ona sama pozyskiwała dla tej organizacji inne studentki, brała czynny udział w zebraniach, nabożeństwach, rekolekcjach, pożyczała książki religijne. Apostołowała dyskretnie i skutecznie. Wiele koleżanek zawdzięczało jej trwałe zainteresowanie lekturą religijną. Potrafiła innym ukazać życie religijne z najpiękniejszej i najbogatszej strony - życie pełne poświęcenia, umartwień i radosnych wzlotów duchowych.

Za głosem serca

Po ukończeniu studiów w 1934 r., choć jeszcze nie uwieńczonych magisterium, Janina wyjechała do Francji w celu udoskonalenia języka francuskiego. Tak to wytłumaczyła rodzinie. Pojechała jednak na zaproszenie Sióstr Oblatek Serca Jezusowego, które organizowały kursy językowe dla Polek. Przyjechawszy do Francji, udała się Janina do Montlucon, gdzie Siostry Oblatki zorganizowały kurs języka francuskiego i gdzie znajdował się nowicjat, do którego wstąpiła.
Łudziła się Janina, że jej matka zgodzi się na pobyt córki w klasztorze. Sprawę ściągnięcia Janiny do kraju wziął w ręce Zbigniew, jej brat pracujący jako sędzia. W listach do przełożonych Oblatek domagał się zdecydowanie, w imieniu rodziców i własnym, powrotu siostry do kraju, grożąc konsekwencjami prawnymi. W tej sytuacji Janina wróciła do kraju w czerwcu 1935 r. Przebywając w rodzinnym domu, prowadziła niemal zakonny tryb życia. Wstawała o piątej rano, odprawiała medytację, o siódmej szła na Mszę św., codziennie przystępowała do Komunii św. Następnie o czternastej odprawiała w kościele Nieszpory, a od godziny dwudziestej zachowywała milczenie. Ponadto w każdy czwartek wstawała o drugiej w nocy, by przed obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa odprawić godzinę świętą. Była pełna wyciszenia i pokoju, radosna i ufna.

Reklama

U Sióstr Serafitek

W czerwcu 1936 r. matka zgodziła się, aby Janina wstąpiła do Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej, zwanych popularnie Serafitkami od reguły św. Franciszka, Serafickiego Ojca. Było ono jednym z 26 zgromadzeń żeńskich, jakie założył kapucyński zakonnik, o. Honorat Koźmiński (beatyfikowany przez Jana Pawła II 16 października w 1988 r.). Współzałożycielką Zgromadzenia Sióstr Serafitek była Małgorzata Łucja Szewczyk. 27 czerwca 1936 r. Janina Szymkowiak przekroczyła bramę poznańskiego klasztoru. Dobrze zapamiętała ów pierwszy dzień. Przechodząc przez furtę, usłyszała za sobą pytanie: - A panienka dokąd? Odpowiedziała radośnie, lekko zaczepnie: - Ja? Za rajską furtę. Odpowiedź godna wielkiej świętej. Ta niewysoka dziewczyna, o ładnej buzi, okolonej długim płaszczem włosów, wiedziała czego chce. Jakby od razu zapragnęła przełożyć regułę św. Franciszka na język faktów.
Rozpoczął się dla niej roczny okres postulatu. Poznając duchowość Zgromadzenia Serafitek, starała się upodobnić swoje życie do postępowania Biedaczyny z Asyżu. Codziennie zastanawiała się, jak wprowadzić w czyn to, co on tak wspaniale w regule podał. O jej wyjątkowych cnotach wnet zaczęto mówić w całym klasztorze. Jedne siostry prosiły ją o modlitwę, inne próbowały sprawdzić, czy rzeczywiście nic nie potrafi jej rozproszyć. 16 maja 1937 r. Janinę dopuszczono do obłóczyn. Dzień przed obłóczynami, gdy inne nowicjuszki rozmawiały o habicie uszytym na miarę, o zaproszonej rodzinie, Janina długo klęczała w kaplicy, zastanawiając się nad darem, jaki powinna ofiarować tego dnia Jezusowi.
29 lipca 1937 r. rozpoczęła nowicjat. Na okładce nowicjackiego zeszytu s. Sancja zapisała słowa Pana Jezusa skierowane do zakonnicy Benigny Konsolaty Ferrero: "Cała tajemnica świętości zamyka się w słowach: Nie ufać sobie i oddać Mi się całkowicie". Tęsknota za świętością stała się wielkim wyzwaniem jej życia i powołania.
30 lipca 1938 r. s. Sancja złożyła pierwszą profesję. Była to jej pierwsza publiczna konsekracja, choć, oczywiście, ta wewnętrzna, osobista decyzja poświęcenia się wyłącznie Bogu zapadła znacznie wcześniej.
S. Sancja została skierowana do pracy w ochronce parafialnej im. Dzieciątka Jezus w Poznaniu-Naramowicach. Po roku wróciła do klasztoru w Poznaniu, gdzie czekała na nią nowa praca. Miała podjąć kurs aptekarski. Niestety, kurs ten został przerwany wybuchem wojny.

Całopalna ofiara

Niemcy okupujący kraj zajęli również dla potrzeb wojska klasztor Sióstr Serafitek w Poznaniu. Siostry pozostawiono do jego obsługi: miały za zadanie sprzątać, prać, gotować dla mieszkających tam 100 osób, a także dyżurować przy furcie całą dobę, aby wpuszczać przychodzących niemieckich żołnierzy. S. Sancja miała odtąd wiele okazji do pokuty i umartwień. Do jej zajęć należało: sprzątanie, szorowanie, nakrywanie do stołu, czyszczenie widelców, wygotowywanie drewnianych łyżek, mycie glinianych kubków...
Gdy Niemcy przyprowadzili do pracy w ogrodzie jeńców francuskich i angielskich, przełożeni polecili Sancji opiekę nad nimi. Ta z narażeniem życia wychodziła do nich, była tłumaczką, nosiła im jedzenie, a księżom, którzy byli wśród nich, dostarczała wino mszalne i hostie, by mogli odprawiać Mszę św.
W trudnych warunkach wojennych, z powodu mrozu i głodu, zaczęła się choroba Janiny - gruźlica gardła. Kilkutygodniowy pobyt w szpitalu był jakąś szansą, ale na pomoc było już za późno. Mimo starannej opieki chora nikła w oczach. Nastąpił prawie zanik głosu, wysoka temperatura spalała ją. Coraz bardziej realne stawało się jej marzenie, aby stała się całopalną ofiarą miłości. W tej sytuacji przełożona zdecydowała, aby s. Sancja wraz z ciężko chorą s. Katarzyną Grześkowiak złożyły śluby wieczyste na wypadek śmierci. Dokonało się to 6 lipca 1942 r. w celi konającej s. Katarzyny.
S. Sancja poczuła się po ślubach wieczystych bardzo szczęśliwa. Przykuta do łoża, zaczęła odnosić zwycięstwo już tu, na ziemi. W klasztorze bowiem o niczym innym się nie mówiło, jak tylko o umierającej siostrze Sancji. Oczom zdumionych sióstr ukazywało się jej życie jako akt doskonałej miłości, a jej końcowa choroba - jako ukoronowanie wszystkich cierpień, aby dusza mogła bezzwłocznie ulecieć w wieczyste objęcia Miłosiernej Miłości Boga. Czując zbliżającą się śmierć, coraz częściej powtarzała wezwanie Małej św. Teresy: "Pragnę, aby całe moje życie było jednym aktem miłości". - Umieram z miłości, a Miłość miłości nic odmówić nie może - powiedziała z trudem Sancja, i dodała: - Polecajcie mi swoje kłopoty, a ja je wam tam załatwię.
Pogodne konanie s. Sancji było ukoronowaniem jej świętego życia. Odeszła 29 sierpnia 1942 r., zachowując do końca te cnoty, o które całe życie się troszczyła: pokorę i uległe posłuszeństwo. To była tajemnica jej świętości, w tym zawierało się jej życie.
Następnego dnia przyszli jeńcy do pracy i od razu zapytali o Sancję. Zaprowadzono ich do niej. Zobaczywszy nieruchomą postać zakonnicy, płacząc uklękli, a potem każdy ucałował jej rękę, mówiąc: święta Sancja.
Pogrzeb s. Sancji odbył się 2 września 1942 r. Ze względu na warunki wojenne był skromny, z udziałem najbliższej rodziny i sióstr w świeckich ubraniach. Jednak już od tego momentu zaczęto wspominać jej życie, chorobę i śmierć jako coś niezwykłego i heroicznego. Z roku na rok cześć dla s. Sancji stawała się coraz bardziej widoczna. Stale na grobie pojawiały się świeże kwiaty, wielu modliło się przy nim, zwłaszcza podczas sesji egzaminacyjnych był odwiedzany licznie przez studentów. Do Zgromadzenia zaczęły napływać podziękowania. Były to listy wdzięczności za uzdrowienia, szczęśliwie przebyte operacje, wyzwolenie z nałogu pijaństwa, uratowanie rodzin od rozbicia, uratowanie życia nienarodzonych, pojednanie z Bogiem w ostatnich dniach życia, uzyskanie paszportu na wyjazd za granicę i wiele innych.

Na ołtarze

24 marca 1968 r. arcybiskup poznański Antoni Baraniak otworzył proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym. 5 lipca 1984 r. akta procesu zostały przekazane do Kongregacji Spraw Stolicy Apostolskiej. Dekret o heroiczności jej cnót został promulgowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II 18 grudnia 2000 r. Wkrótce też cud za jej przyczyną dokonany został zatwierdzony w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Tym samym została otwarta droga do beatyfikacji.
Cudem, który przyczynił się do jej beatyfikacji, było uzdrowienie noworodka, dziewczynki, która w trakcie porodu doznała rozległych uszkodzeń. Lekarze nie rokowali żadnych nadziei na jej uratowanie. Rodzina nowo narodzonej dziewczynki, wiedząc o kulcie i wielkim szacunku do służebnicy Bożej s. Sancji oraz miejscu spoczynku jej doczesnych szczątków przy kościele św. Rocha w Poznaniu, zwróciła się z prośbą do Księdza Kapelana i Sióstr Serafitek o modlitwę w intencji ich dziecka. Siostry rozpoczęły nowennę za wstawiennictwem służebnicy Bożej s. Sancji. Prośby te zostały wysłuchane! Jak zaznaczyli lekarze, kiedy kończono nowennę do Służebnicy Bożej, od ósmej doby życia, nastąpiła nagła poprawa stanu zdrowia dziecka. Kryzys minął i dziewczynka zaczęła wracać do zdrowia. 11 kwietnia 2002 r. członkowie konsulty medycznej w Watykanie orzekli jednogłośnie, że uzdrowienie było natychmiastowe, zupełne, trwałe, a z punktu widzenia medycznego jest niewytłumaczalne. Dekret o cudzie za przyczyną służebnicy Bożej s. Sancji został podpisany przez Ojca Świętego Jana Pawła II 4 lipca 2002 r.

Uboga wdowa i sędzia

2019-10-16 12:28

O. Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 25

stock.adobe.com

W dzisiejszej Ewangelii Jezus kreśli dwie postacie. Jedną z nich jest uboga wdowa. W czasach Jezusa wdowa była skrajnym przykładem osoby uciśnionej. Często nie posiadała środków do zaspokojenia elementarnych potrzeb życiowych. Taka właśnie wdowa jest ofiarą podwójnego bezprawia: aroganckiej siły przeciwnika, który jest bogaty i może opłacić i przekupić sądy, oraz niewzruszonej obojętności sędziego.

Sędzia to druga postać przypowieści. Jest obojętny i cyniczny wobec cierpienia kobiety. Jest praktycznym ateistą, nie liczy się z Bogiem ani przykazaniami. W konsekwencji nie liczy się z ludźmi. Jest zamknięty w skorupie własnego egoizmu, nie interesują go sprawiedliwość ani cierpienie człowieka niesłusznie skrzywdzonego.

Jezusowi w tej przypowieści zapewne nie chodzi o napiętnowanie korupcji i niesprawiedliwości sędziów. Nie chodzi Mu też zapewne jedynie o wzbudzenie empatii i solidarności z ubogimi. Pragnie On nam raczej uświadomić ogromną moc cierpliwej modlitwy i zaufania Bogu.

Kobieta, chociaż wydaje się na przegranej pozycji, nie poddaje się. Odkrywa słaby punkt sędziego – egoizm, snobizm. I wykorzystuje go, nieustannie nachodząc sędziego, naprzykrzając się mu. Arogancki sędzia wysłuchuje jej, aby go więcej nie zadręczała.

Postawa kobiety wskazuje na podwójną „broń”, którą możemy stosować wobec Pana Boga. Pierwszą jest ludzka słabość. Kobieta nie ma nic do stracenia, może więc z całą determinacją walczyć. Jej słabość ostatecznie zwycięża z siłą niesprawiedliwego sędziego. Pan Bóg ceni słabość, ubóstwo, pokorę. One sprawiają, że nie pozostaje obojętny wobec ludzkich próśb.

Drugą bronią tej kobiety są upór i cierpliwość. Kto potrafi czekać i nalegać jak ona, zostanie wysłuchany, choćby z tego względu, by się już nie naprzykrzał i nie zawracał głowy. Przypowieść Jezusa ukazuje tajemniczą siłę modlitwy. Nawet jeśli wyczerpiemy wszystkie możliwości, pozostaje cierpliwość modlitwy. Tajemnica zmian jest ukryta w nieskończonej cierpliwości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Generał Salezjanów w Łodzi

2019-10-20 22:05

Piotr Drzewiecki

- Wszystko w życiu zależy od miłości z jaką się żyje i z jaką się wszystko czyni – mówił następca księdza Jana Bosko ks. Ángel Fernández Artime SDB, dziesiąty Przełożony Generalny Zakonu Salezjanów. Odwiedził on Łódź, z racji 100-lecia istnienia Inspektorii Warszawskiej Salezjanów w Polsce, gdzie spotkał się z uczniami, pracownikami, wolontariuszami Oratorium oraz kapłanami i siostrami salezjankami.

Piotr Drzewiecki

Podczas jubileuszowej Mszy świętej Ksiądz Generał modlił się za całą wspólnotę salezjańską w Polsce. - Możemy dziękować Bogu za bardzo wiele. Wielka rodzina salezjańska przez te 100 lat ofiarowała Bogu bardzo wiele i dziś dziękujemy Bogu, że to wszystko stało sie możliwe. Musimy kontynuować to dzieło dla młodych i marzyć jakie będą te kolejne lata. Bo wszystko w życiu zależy od miłości z jaką się żyje i z jaką się wszystko czyni. Nasi współbracia czasem ofiarowali bardzo wiele, ofiarowali siebie ,by kochać. Co zrobił Jezus? - kochał! Ksiądz Bosko chciał, by w życiu jego młodzieży działo sie dobro! Dla ich dobra był w stanie znieść wszystkie poświęcenia. Nasza przyszłość zależy od miłości z jaką będziemy stawać pośród naszej młodzieży(…). Jeśli ktoś jest prawdziwym salezjaninem, będzie szukał tylko waszego dobra, widząc was szczęśliwymi tutaj, a potem w Niebie. Jedyne co potrzebujemy to mieć was pośród siebie! Pragniemy waszego dobra, zależy nam na was. Razem możemy żyć życiem Boga – mówił ks. Artime.

Zobacz zdjęcia: Generał Salezjanów w Łodzi

Następnie wszyscy goście i uczniowie uczestniczyli w agapie, po której w auli szkolnej Ksiądz Generał wraz z najmłodszymi uczniami pokroił jubileuszowy 100-kilogramowy tort. Wcześniej ks. Generał spotkał się z uczniami i nauczycielami Salezjańskiej Szkoły Podstawowej. W radosnej atmosferze, wypełnionej występami i rozmowami, najmłodsi jeszcze bliżej poznali charyzmat wspólnoty salezjańskiej.

Na zakończenie pobytu w Łodzi, ks. Ángel Fernández Artime wręczył różance uczniom klas trzecich Salezjańskiej Szkoły Podstawowej, którzy w 2020 roku przystąpią do I Komunii Świętej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem