Reklama

Świadomość piekła i nieba

Z ks. prof. Józefem Makselonem rozmawiał ks. Robert Nęcek
Niedziela Ogólnopolska 44/2002


Ks. prof. Józef Makselon

Z ks. prof. Józefem Makselonem - kierownikiem Katedry Psychologii Religii Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie - rozmawia ks. Robert Nęcek

KS. ROBERT NĘCEK: - Niektórzy twierdzą, że nie tylko zęby i starość są "bublem" Bożym. Także jutro "wymknęło" się Bogu spod kontroli. Dlaczego człowiek odczuwa lęk przed przyszłością?

KS. PROF. JÓZEF MAKSELON: - Pierwsza część pytania stanowi swoistą prowokację, gdyż sugeruje, że Boże działanie w świecie jest jakoby "wybrakowane". Niektórzy ludzie nie potrafią wniknąć w plany Boże, a nie są w stanie całkowicie zaufać Jego Opatrzności, dlatego próbują znajdować w niebiosach winnego swoich niepowodzeń.
Odrębnym, zresztą bardzo złożonym zagadnieniem jest to, dlaczego tak się dzieje. Aby się do tego zagadnienia ustosunkować, można byłoby wskazać np. na braki w obrazie Boga, którego czasem pojmuje się tylko w sposób ludzki, wykluczając możliwość istnienia tajemnicy. Między Bogiem a człowiekiem istnieje przecież istotna różnica: On jest Stworzycielem, a ludzie stworzeniami. Choć w Chrystusie Bóg stał się człowiekiem, to jednak nie uczynił człowieka Bogiem. Z Biblii wyraźnie zaś wynika, że Bóg nie jest w pełni rozpoznawalny przez człowieka; gdyby dał się precyzyjnie ująć w kategoriach ludzkich, nie byłby Bogiem. Odnosi się to także do pojmowania czasu. U Boga nie ma bowiem teraźniejszości, przyszłości i przeszłości. Wszystko jest w cudownej teraźniejszości, ogarniającej miłością zarówno przeszłość, jak i przyszłość człowieka. Nie można więc mówić o złych zamiarach Boga.
W próbie opisu lęku przed przyszłością należy wyróżnić dwie postawy ludzi. Jedni boją się przyszłości, gdyż mają wybujałą wyobraźnię, co często łączy się z pewnymi cechami neurotycznymi. Dlatego koncentrują się na najgorszym z możliwych rozwiązań - na przykład że diagnoza lekarska będzie niepomyślna, pytania na egzaminie najtrudniejsze itp. Drugi typ ludzi stanowią ci, którzy boją się przyszłości z powodu zagubienia lub nieodnalezienia jeszcze sensu swego życia. Przyszłość jawi się im jako ciemna noc. Każdy wchodzący w ciemność, nie dostrzegający jakiegokolwiek światełka (a ono właśnie gaśnie, gdy zamiera wiara), po prostu się boi. Lęk przed przyszłością wypływa więc także z lęku przed bezsensem i brakiem perspektyw.

- A skąd bierze się lęk przed śmiercią? W Austrii np. niekiedy nie zabiera się dzieci na pogrzeb, aby się nie stresowały...

- Lęk przed śmiercią ma rozmaite poziomy i wypływa z różnych źródeł, np. z braku stopniowego oswajania się z prawdą i doświadczeniem umierania innych osób. Przypadki izolowania dzieci od przeżywania śmierci zdarzają się także u nas, nie tylko w Austrii. Znam studentkę, która od wczesnego dzieciństwa była izolowana przez rodziców od tego rodzaju uroczystości. Choć zdarzały się przypadki śmierci w rodzinie i wśród znajomych, to jednak za każdym razem rodzice znajdowali jakieś usprawiedliwienie, żeby ich córka nie była na pogrzebie, bo będzie to dla niej stresem. Pierwszy raz była na pogrzebie już jako dorosła dziewczyna, gdy zmarł jej ukochany dziadek. Po jego śmierci załamała się psychicznie, bowiem wcześniej nie dorastała stopniowo do konfrontacji z prawdą o przemijaniu, nie nauczyła się pokonywać sytuacji trudnych i stresowych, których przecież nie może uniknąć żaden człowiek.
Lęk przed śmiercią łączy się także z lękiem przed odpowiedzią na pytanie: kim naprawdę jestem? W szczerej odpowiedzi dotykamy tajemnicy śmierci. Jeżeli myślenie o śmierci nie jest oparte na właściwym systemie wartości, to jej perspektywa staje się przerażająca, często demobilizująca. Niewierzący w życie pozagrobowe niekiedy rozumują w następujący sposób: Po co mam pracować nad sobą, organizować życie rodzinne, skoro wszystko zmierza ku nicości...
Ważnym źródłem lęku przed śmiercią jest przewidywanie, że umieranie będzie bolesne. Coraz więcej obrazów cierpienia i okrucieństwa śmierci przekazuje telewizja czy filmy wideo. Przerażająca perspektywa własnej śmierci motywuje do ucieczki od myślenia na jej temat i zanurzenia się w teraźniejszość.

- Św. Teresa z Avili mówiła, że nie ma potrzeby lęku, gdyż Bóg sam wystarczy. Ale co zrobić, żeby nosić w sobie takie przekonanie?

- Św. Teresa mówiła o nadaniu lękowi przed śmiercią odpowiedniego sensu. Należy odnieść się tu do przekazu Ewangelii na temat doświadczenia Chrystusa z Jego własną śmiercią. Opisy ewangeliczne przekazują ważną prawdę: Chrystus też bał się śmierci! Świadczy o tym krwawy pot na Jego czole oraz słowa: "Smutna jest dusza moja aż do śmierci" (Mt 26, 38). Owe przeżycia pogłębiał jeszcze fakt opuszczenia przez uczniów. Równocześnie jednak Chrystus ofiarowuje swój lęk i cierpienie, wypowiadając słowa: "Niech się stanie wola Twoja!" (Mt 26, 42). Dlaczego tak być powinno? Żeby przyszłość była sensowna, a przeżywanie lęku przed śmiercią - zasługujące. Lękanie się śmierci nie musi oznaczać małej wiary u człowieka. Jednak z drugiej strony - może mówić o niedojrzałej osobowości, kiedy lęk ogarnia wszystko w takim stopniu, że niemożliwa jest ofiara.

- Czy na nasz lęk ma wpływ świadomość piekła i nieba?

- To zależy od tego, jaki jest człowiek, w kogo lub w co wierzy i jak silna jest ta wiara. Na podstawie badań psychologicznych można powiedzieć, że ci, którzy wierzą, ponieważ religia zaspokaja przede wszystkim ich potrzeby emocjonalne, bardziej lękają się śmierci. Natomiast ci, którzy w religii poszukują drogowskazu dla własnych wyborów moralnych, traktują problem jako zasadniczy kierunek życia. Jest więc prawdopodobne, że w zależności od tego, jaką wersję religijności ktoś prezentuje (emocjonalną czy poznawczą), taka też będzie jego świadomość nieba i piekła. Ponadto uświadamianie sobie zarówno piekła, jak i nieba zależy od bogactwa wyobraźni i wiedzy teologicznej o tych dwóch odmiennych perspektywach człowieka. Skoro Bóg jest Miłością i On reżyseruje przyszłość, to może ona nie być zagrażająca, lecz pociągająca tak jak niebo.

- Wobec zaistniałej śmierci słyszy się stwierdzenie: "Bóg tak chciał". Czy rzeczywiście takie tłumaczenie jest wystarczające?

- To zależy dla kogo. Wyróżniłbym w tym względzie przynajmniej dwie kategorie ludzi. Jedni po trudnych doświadczeniach mówią, że "Bóg tak chciał", gdyż jakoś muszą sobie wytłumaczyć zaistniałą sytuację, zyskać poczucie bezpieczeństwa. Nie potrafią jednak powiązać wydarzenia śmierci bliskiej osoby z prawdą o Bożej Opatrzności. Drugą grupę osób stanowią ci, którzy są głęboko zanurzeni w Bożej rzeczywistości i szczerze wypowiadają słowa: "Bóg tak chciał", gdyż tak myślą i doświadczają. Do tego typu ludzi należy Jan Paweł II. W swoich wypowiedziach i zachowaniach ujawnia on autentyczną więź z Bogiem. Choroba i słabość są dla niego także wyrazem troski Boga Miłosiernego.

- Jaka jest chrześcijańska odpowiedź na lęk przed śmiercią?

- Jest ona zarazem prosta i złożona. Lękać się w sposób religijny - znaczy lękać się tak, jak to widać u Chrystusa. Nade wszystko nie wstydzić się lęku przed śmiercią. Perspektywa wcześniejszego czy późniejszego odejścia z tego świata musi być bolesna, gdyż śmierć jest rozerwaniem naturalnych więzi. W głębi duszy rodzi się wówczas bunt i myślenie typu: zdobyłem tyle wiedzy i doświadczenia, mógłbym jeszcze wiele zrobić, a muszę odejść. Mądrość życiowa polega na tym, aby cały ten splot przykrych wydarzeń i doznań przyjąć jako fakt i zespolić go z doświadczeniem Chrystusa, który także zmagał się ze śmiercią. Trzeba też połączyć swoje przemijanie, perspektywę własnej śmierci i śmierć bliskich z konkretnymi prawdami wiary o świętych obcowaniu, zmartwychwstaniu, możliwości bycia w takim wymiarze, który na ziemi jest nieosiągalny.
W chrześcijańskim zmaganiu się z lękiem przed śmiercią istotne jest zaangażowanie drugiego człowieka. Wiadomo przecież, jak trudne jest cierpienie osób nieuleczalnie chorych, które niekiedy trwa wiele lat. Wówczas mogą pojawić się pokusy skracania życia w ramach tzw. dobrej śmierci, czyli eutanazji. Aby zapobiec tej możliwości rozwiązania cierpienia, powstały hospicja. Nieocenioną wartość mają również moralnie zdrowe rodziny, heroicznie opiekujące się swoimi bliskimi przez długi czas. Wyobraźnia miłosierdzia konkretyzuje się w takim przypadku na gotowości, by być obecnym przy lękającym się śmierci.

- Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Raport ONZ wskazuje na ciągły wzrost liczby głodujących na świecie

2019-07-17 19:37

(KAI/VaticanNews) / Rzym

Najnowszy raport ONZ na temat bezpieczeństwa żywnościowego wskazuje, że 820 mln ludzi na całym świecie cierpi z powodu niedożywienia. Podkreślono, że choć wspólnota międzynarodowa stawia sobie ambitne cele, zakładając, że do roku 2030 plaga głodu całkowicie zniknie, to jednak statystyki pokazują, że tendencja jest wręcz odwrotna. Od trzech lat ludzi niedożywionych stale przybywa.

billycm/pixabay.com

Ofiarą głodu najczęściej padają dzieci. Co siódme rodzi się ze zbyt niską wagą. Wśród dzieci do 5. roku życia niemal 150 mln cierpi na chroniczne niedożywienie, a 50 mln – na ostry stan niedożywienia. Stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) ks. Fernando Chica Arellano podkreśla, że dane te wskazują na poważne zaniedbania wspólnoty międzynarodowej. Liczby te, a przede wszystkim ludzie, którzy kryją się za nimi, muszą nas skłonić do działania – dodał kapłan.

"Ten raport mówi nam, że ludzkość nie spełniła swych obowiązków względem naszych najuboższych braci. Głód nadal rośnie. W tym kontekście widzimy, jak trudnym wyzwaniem jest realizacja jednego z celów zrównoważonego rozwoju, który zakłada likwidację głodu do 2030 r. Trzeba robić w tym celu dużo więcej" – stwierdził w rozmowie z Radiem Watykańskim ks. Arellano. Zwrócił uwagę na bardzo niepokojące dane: 513 mln głodnych w Azji, 256 mln w Afryce, 42 mln w Ameryce Łacińskiej.

"Ale raport pokazuje nie tylko okrucieństwo głodu. Wskazuje też inny aspekt problemu: otyłość. Otyłych jest 13 proc. dorosłych, 672 mln osób. A zatem problemem jest nie tylko niedożywienie, ale również złe odżywianie. Wspólnota międzynarodowa musi robić więcej. Brak jednak woli politycznej, aby zlikwidować przyczyny głodu, które zależą od człowieka: konflikty, kryzys gospodarczy i zmiany klimatyczne. To są trzy główne czynniki, które powodują tę klęskę" – oświadczył stały obserwator watykański przy FAO.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rośnie liczba obywateli Ukrainy osiedlających się w Polsce

2019-07-18 13:19

mip (KAI/UdSC) / Warszawa

Od początku roku liczba obywateli Ukrainy posiadających ważne zezwolenia na pobyt długoterminowy wzrosła o 12 proc. i przekroczyła 200 tys. osób. Przeważają osoby w przedziale wiekowym 20-39 lat. Najchętniej wybieranym regionem do zamieszkania jest województwo mazowieckie.

wikipedia.org

Dane nie dotyczą osób przebywających w kraju tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Tego typu krótkoterminowe pobyty charakteryzujące się dużą cyrkulacją są najczęstsze w przypadku obywateli Ukrainy. Coraz więcej z nich chce jednak pozostać w kraju na dłuższy czas.

Świadczy o tym rosnąca liczba wniosków o zezwolenia na pobyt, a także liczba osób już posiadających takie zezwolenia. Obecnie nieco ponad 200 tys. obywateli Ukrainy posiada ważne dokumenty uprawniające do długoterminowego pobytu w kraju. Według stanu na 1 stycznia 2019 r. i 2018 r. było to odpowiednio 179 tys. i 145 tys. osób.

Cudzoziemcy chcący osiedlić się i zalegalizować swój pobyt w Polsce składają w urzędach wojewódzkich wnioski o zezwolenia na pobyt. Osoby spełniające warunki wydania zezwolenia otrzymują dokumenty potwierdzające ich prawo pobytu w kraju. Zdecydowana większość obywateli Ukrainy posiada zezwolenia na pobyt czasowy (maksymalnie do 3 lat) – 158 tys. osób. Nieco ponad 42 tys. dysponuje prawem pobytu stałego i rezydenta długoterminowego.

Najbardziej popularnymi regionami wśród obywateli Ukrainy są województwa: mazowieckie – 45 tys. osób, wielkopolskie – 22 tys., małopolskie – 21,5 tys., dolnośląskie – 15,5 tys. oraz śląskie – 14 tys. Około 57 proc. stanowią osoby w przedziale wiekowym 20 – 39 lat, prawie 30 proc. w przedziale 40 - 59 lat, a 11 proc. poniżej 20. roku życia. Przeważają mężczyźni – 115 tys. osób (57 proc.), w porównaniu do 86 tys. kobiet.

Obywatele Ukrainy stanowią obecnie 50 proc. populacji cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem