Reklama

Trzeba krzyczeć!

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W krótkiej, lecz jakże już ponurej historii XXI wieku do przełomowej daty 11 września 2001 r. doszła następna: 23 października 2002 r. - dzień ataku uzbrojonej grupy Czeczenów pod wodzą Mowsara Barajewa na teatr w Moskwie. Dlaczego obie te daty są przełomowe? Atak na World Trade Center przekonał Amerykanów, że nie są bezpieczni w swoim kraju; atak na teatr przekonał Rosjan, że nie są bezpieczni w swojej stolicy. Z obu tych doświadczeń przywódcy USA i Rosji wyciągnęli drastyczne wnioski: prezydent Bush wydał wojnę Afganistanowi, a teraz grozi wojną z Irakiem. Prezydent Putin chce starcia z powierzchni ziemi Czeczenii. Na tym jednak podobieństwa się kończą.
Obaj prezydenci ogłosili wojnę ze światowym terroryzmem i w jej imię zawarli zdumiewający sojusz. Jeśli jednak Bush walczy z potężną międzynarodową organizacją al-Kaida i jej poplecznikami, to Putin pod hasłem walki z terroryzmem prowadzi planową akcję wyniszczenia całego narodu czeczeńskiego, kontynuując wielowiekową politykę Rosji wobec Kaukazu, a w szczególności wobec Czeczenów. W tym miejscu przyda się kilka informacji historycznych.
Czeczeni należą do najstarszych narodów świata, a świadczy o tym ich język, który przechował w swym słownictwie pamięć cywilizacji Mezopotamii i Syro-Palestyny. Można przyjąć, że Czeczeni zasiedlili północno-wschodnie stoki Kaukazu ok. 3 000 lat temu. Stworzyli ciekawą kulturę, sztukę, obyczajowość i tradycję, opartą na własnym systemie nakazów moralnych - zwanym adatem, na który dopiero między X a XV wiekiem po Chrystusie nałożyły się zasady islamu. Religia Mahometa rozpowszechniła się w Czeczenii, wszelako nigdy ta ziemia nie poddała się władzy chana czy kalifów.
W 1559 r. wojska Iwana Groźnego, dotarłszy do granic terytoriów czeczeńskich, zbudowały swój pierwszy fort; w sto lat później nad rzeką Terek z carskiego nadania osiedlili się Kozacy dońscy. W 1718 r. dokonali oni pierwszego pogromu ludności czeczeńskiej, ta jednak nie zamierzała poddać się Rosji, toteż w 1721 r. Piotr I zarządził wielką ofensywę. Mimo krwawych pacyfikacji Czeczenii nie skapitulowali, przeciwnie! W ciągu XVIII wieku doszło do trzech powstań przeciw Rosji: w 1747, 1758 i w latach 80. Kilka następnych powstań wybuchło w XIX wieku, a najdłuższe z nich, pod wodzą Szamila, trwało 25 lat! Ziemia czeczeńska była świadkiem kolejnych walk o wolność w 1916, 1920 i wreszcie 1940 r.; ten ostatni zryw dał asumpt Stalinowi do deportacji całego narodu 23 marca 1944 r.: kto nie zmieścił się w transportach, został zamordowany na miejscu...
Pozostali przy życiu w stepach Kazachstanu powrócili w swoje góry dopiero w 1976 r., z łaski ówczesnego genseka Chruszczowa; powoli odbudowali domy i gospodarstwa, jako sowieccy obywatele tzw. Autonomicznej Republiki Czeczeno-Inguskiej (Ingusze to spokrewniony z nimi naród, zamieszkujący tereny na zachód od Czeczenii). Nigdy się z tym narzuconym obywatelstwem nie pogodzili.
Gdy na fali "pierestrojki" Czeczeni w listopadzie 1991 r. ogłosili wystąpienie z Federacji Rosyjskiej i proklamowali niepodległość, wydawało się, że wreszcie dla umęczonego narodu świta jutrzenka wolności. Jednak 11 grudnia 1994 r. Rosja rozpoczęła swoją kolejną imperialistyczną wojnę przeciw Czeczenii, wojnę państwa o powierzchni ponad 17 mln km kw. przeciw państwu o powierzchni 19,3 tys. km kw. Wojnę ponad 140 milionów Rosjan przeciw milionowi Czeczenów...
Ta wojna de facto trwa już osiem lat. Ale dziś to nie jest już tylko wojna: to jest trwająca codziennie od 3 lat eksterminacja narodu, osób cywilnych, nie biorących udziału w walkach, kobiet, dzieci. Wszystko wskazuje na to, że dzieje się ona według planów zatwierdzanych przez najwyższe władze Rosji.
Znamienne wydarzenie miało miejsce w 2001 r.: Moskwie udało się na fotelu prezydenckim w Inguszetii osadzić Rosjanina Miazikowa, pracownika służb specjalnych, w miejsce dotychczasowego przywódcy Inguszów Auszewa. Ingusze nie poszli w ślady Czeczenów i nie próbowali oderwać się od Rosji, jednak poczuwając się do plemiennej solidarności, otworzyli swe granice dla czeczeńskich uciekinierów i urządzili dla nich tymczasowe obozy, by mogli przetrwać. Auszew sprzyjał bratniemu narodowi, Miazikow, zgodnie z wolą Kremla, zlikwidował te obozy, zmuszając uciekinierów do powrotu do Czeczenii, gdzie są wydani na pastwę rosyjskich żołdaków. Skazani na zagładę. W zamysłach Kremla Czeczenia powinna stać się jednym wielkim obozem koncentracyjnym, ale na razie to się jeszcze nie udaje: nie udało się rozbić solidarności narodowej, a zdrajców zwerbowano niewielu. Co więcej, nadal działają czeczeńscy bojownicy i wciąż dochodzą wiadomości o tak spektakularnych ich akcjach, jak zestrzelenie kilkunastu rosyjskich helikopterów. Siły partyzanckie nie mogą jednak trwać wiecznie, kiedyś się wykruszą, a wtedy plan "Czeczenia bez Czeczenów" stanie się realny...
W okresie poprzedzającym 11 września 2001 r. media interesowały się wprawdzie Czeczenią coraz mniej - jakby przyznając Rosji prawo do nowego holocaustu - jednak można było dostrzec jakiś cień sympatii dla walczących o wolność. Po 11 września ton się zmienił: Ameryka przyjęła rosyjski punkt widzenia, że walka z Czeczenami jest walką z terroryzmem, bez mała - z al-Kaidą. W ślad za tym i dziennikarze, w złej wierze bądź bezmyślnie, zaczęli łączyć słowo "Czeczen" ze słowem "terrorysta". O zbrodniach rosyjskich "zaczistek" milczano. Podobnie zachowywała się znaczna część polskich mediów. Ta bezduszność, niesolidność, a czasem haniebna spolegliwość wobec rosyjskiej propagandy - spotkały się z oporem: z niezależnej inicjatywy obywatelskiej został we wrześniu br. sformułowany Apel do polskich mediów, który podpisało ok. 100 osób - znanych i nieznanych. Oto jego fragment:
"... Trudno zrozumieć i usprawiedliwić to, że życzliwe zainteresowanie mediów przeniosło się z ofiary na kata - autora tej zbrodniczej wojny, wylansowanego przez kaprysy światowej polityki na bohatera politycznych salonów. Jeszcze bardziej oburzające jest to, że po 11 września 2001 r. prasa i telewizja zaczęły coraz częściej występować w roli uczestnika politycznego spektaklu, prowadzącego do akceptacji ludobójstwa. Żadna z polskich telewizji nie wykazała zainteresowania słynnym filmem dokumentalnym, ujawniającym prawdziwych autorów i wykonawców zamachów bombowych w Moskwie w 1999 r., którymi Putin obciążył cały naród czeczeński i które posłużyły mu za usprawiedliwienie nowej wojny. Natomiast w informacjach o zamachach terrorystycznych w różnych zakątkach świata wymienia się wręcz automatycznie nieznanych z imienia tajemniczych Czeczenów. Prezenterzy dzienników telewizyjnych, powtarzający tę judzącą, podłą formułkę, za każdym razem ogłaszają przyzwolenie na zagładę całej nacji... Tymczasem trwa systematyczna eksterminacja Czeczenów, jednego z najstarszych narodów świata, którego wspaniała, bogata kultura była natchnieniem dla całego Kaukazu, a zdolność oparcia się rosyjskiej kolonizacji budziła powszechny szacunek i podziw - szczególnie u Polaków mających nie mniej okrutne doświadczenia z tym samym wrogiem...".
Apel kończyło następujące wezwanie:
"Dziennikarze! Nie rezygnujcie ze swoich obowiązków. Nie jesteście dyplomatami, nie musicie reprezentować wątpliwej i zmieniającej się racji stanu. Tylko prawda jest ważna... Zgromadźcie dane, ujawnijcie polskiemu społeczeństwu prawdę o ginącym narodzie, nie pozwólcie na dokończenie dzieła zagłady! Weźcie przykład z tych, którzy jak André Glucksman, Władimir Bukowski, Anna Politkowska i tylu innych odważnie dają świadectwo prawdzie. Nazwijcie zbrodnię i zbrodniarzy po imieniu - zanim będzie za późno!"
Pozornie apel ten stał się już nieaktualny: oto po tragedii w Moskwie nasze gazety i telewizja zapełniły się relacjami, wywiadami, komentarzami dotyczącymi wojny rosyjsko-czeczeńskiej i jej możliwych dalszych skutków. Zmowa milczenia wobec zbrodni rosyjskich została przerwana, a nawet pojawiły się rzeczowe rozważania na temat przyczyn ataku Czeczenów na teatr: zauważono, że ci młodzi ludzie to ofiary wojny, skrajnie zdesperowani, pozbawieni wszelkiej nadziei. Być może manipulowani przez siły zewnętrzne.
Istotnie, może byli narzędziami prowokacji - bo oto dopiero teraz Putin ostatecznie zrzucił wszelkie maski demokratycznego przywódcy: zamiast wobec tej hekatomby rozpocząć natychmiastowe rozmowy z legalnie wybranym prezydentem Czeczenii Asłanem Maschadowem, ogłosił za nim list gończy; wywarł presję na Danię, w efekcie czego aresztowano zastępcę Maschadowa - Zakajewa; zapowiedział nową wielką ofensywę przeciw Czeczenom, których już bez ogródek wszystkich nazywa terrorystami. Słyszy się o projektach ponownego utworzenia Autonomicznej Republiki Czeczeno-Inguskiej, o planach skłonienia wszystkich Rosjan, którzy opuścili Czeczenię, do powrotu i niezależnie od tego - o zamiarach osiedlenia na terenie Czeczenii innych narodowości, w iście carskim stylu...
"Zaczistki" trwają nadal: gdy wysłannik krakowskiego Dziennika Polskiego Marek Berowski ostatnio przedostał się do Czeczenii, by spotkać się ze swymi znajomymi sprzed roku, okazało się, że żaden z nich już nie żyje... A w tym samym czasie były sekretarz obrony USA William Cohen na pytanie, jaki powinien być stosunek USA do Czeczenii, odpowiedział: "Przede wszystkim powinniśmy wspierać Rosję w walce z terrorystami..."
Straszne to słowa; przedstawiciele USA wyraźnie stawiają znak równości między terroryzmem al-Kaidy, czy palestyńskiego Hamasu, a "terroryzmem" czeczeńskim. Dlaczego dałem słowo terroryzm w cudzysłowie? Bo - moim zdaniem - nie sposób te dwie sprawy traktować równoznacznie. Tragedia w Moskwie jest potwornym zwieńczeniem dotychczasowej bezsensownej, zawinionej przez Rosję wojny: ani za cara, ani za Sowietów, ani teraz Czeczenom nigdy by nie przyszło nawet do głowy napadać na Rosję! To Rosja przed wiekami napadła na nich, skolonizowała i usiłuje utrzymać w niewoli, choć od tak dawna wiadomo, że to jest niemożliwe: ten naród się nie podda! Chce tylko żyć wolny w swoim kraju.
My, Polacy, też tego chcieliśmy, gdy nami władali zaborcy. Rocznice naszych powstań narodowych dziś uroczyście obchodzimy w kościołach, uczestników tych powstań uważamy za bohaterów. Ale w oczach Rosjan, Niemców, Austriaków byliśmy buntownikami, bandytami, terrorystami właśnie!
Nikt nie może nikomu polecać terroryzmu jako metody zdobywania wolności, ale tym bardziej godny potępienia jest terroryzm jakiegoś państwa wobec innego. W XX wieku taki terroryzm uprawiały wobec Polaków hitlerowskie Niemcy i sowiecki komunizm. Łudziliśmy się, że to bezpowrotna przeszłość. Dziś Rosja Putina kroczy tym samym szlakiem. Gdzie, w którym kierunku się zwróci, gdy nastąpi "Endlösung" problemu czeczeńskiego?...
Trzeba teraz głośno krzyczeć w obronie Czeczenów, nie ulegając nowym chwytom propagandowym. W tym sensie Apel do polskich mediów, zwłaszcza jego końcowy akapit, jest nadal aktualny. Emocje po ataku na teatr w Moskwie powoli opadają. Być może wkrótce temat czeczeński znów zejdzie ze szpalt i anten. I tego się boję.

PS
Rosja wystosowała do władz polskich notę z żądaniem zamknięcia czeczeńskich ośrodków informacyjnych działających w naszym kraju. W odpowiedzi prezydent Kwaśniewski oświadczył, że nie ma powodu zamykać tych ośrodków, póki działają zgodnie z prawem. Jednakże wobec skandalicznej wypowiedzi Putina podczas konferencji prasowej w Brukseli 11 listopada br., że Czeczeni są gotowi zabić każdego, np. chrześcijanina za to, że jest chrześcijaninem, a muzułmanina za to, że nie jest dość radykalny, można się teraz obawiać jakiejś prowokacji rosyjskich służb specjalnych w Polsce, iżby mogły dowieść, że przebywający w Polsce uchodźcy z Czeczenii są "terrorystami", a ośrodki czeczeńskie okazały się jaskiniami przestępców. Powinniśmy być świadomi takiego zagrożenia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wiadomo, kto zastąpi Miszalskiego do wyborów. Premier wyznaczył komisarza

2026-05-26 12:54

PAP

Premier Donald Tusk

Premier Donald Tusk

Premier Donald Tusk poinformował, że do czasu wyboru nowego prezydenta Krakowa, funkcję komisarza w mieście będzie pełnił Stanisław Kracik. Był on jednym z zastępców Aleksandra Miszalskiego (KO), który został odwołany z funkcji prezydenta miasta w wyniku niedzielnego referendum.

Przed rozpoczęciem wtorkowego posiedzenia rządu premier powiedział, że w związku z wyrażoną w referendum decyzją mieszkańców Krakowa, Aleksander Miszalski przestaje być we wtorek prezydentem tego miasta.
CZYTAJ DALEJ

Siostry zakonne. Matki duchowe, które pomagają innym dojrzewać

2026-05-26 09:32

Archiwum DW-P/Stanisław Kordyasz

26 maja obchodzony jest w Polsce Dzień Matki. To święto kobiet, które dają życie, wychowują, prowadzą do wiary, tworzą rodziny i wspólnoty. Siostry zakonne przypominają, że macierzyństwo ma wiele twarzy, a jego najgłębszym źródłem jest miłość dana od Boga.

Macierzyństwo kojarzy się z wielkimi uczuciami, ale najczęściej dzieje się w małych sprawach. W karmieniu, czuwaniu, trosce, rozmowie po trudnym dniu, cierpliwości wobec błędów, radości z małych zwycięstw dziecka i bólu, gdy ono cierpi. Rzadko trafia na pierwsze strony gazet, choć bez tej codziennej pracy żaden dom nie zachowałby swojego rytmu.
CZYTAJ DALEJ

Hiszpania: papież zobaczy z bliska bazylikę Sagrada Família jeszcze przed wylądowaniem. Dlaczego?

2026-05-26 19:12

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

Vatican Media

Papież Leon XIV, który w czerwcu przybędzie z wizytą apostolską do Hiszpanii, zobaczy z bliska bazylikę Sagrada Família w Barcelonie jeszcze przed wylądowaniem w tym mieście - wynika z wtorkowych informacji organizatorów podróży Ojca Świętego do stolicy Katalonii. Jak przekazał podczas konferencji prasowej w siedzibie hiszpańskiego Episkopatu pilot samolotu linii Iberia Pablo Martínez, który będzie dowodził załogą maszyny lecącej z Madrytu do Barcelony, na krótko przed wylądowaniem na lotnisku El Prat zniży on kurs na wysokość, z której „papież będzie mieć dobre warunki do podziwiania Sagrada Família z bliska”. Dodał, że „uprzywilejowany widok” bazyliki dla papieża będzie uzależniony od warunków atmosferycznych.

Wizyta papieża w Sagrada Família będzie jednym z głównych punktów podróży Leona XIV do Barcelony, gdzie poprowadzi on uroczystość poświęcenia najwyższej wieży bazyliki podczas mszy św. z udziałem hiszpańskiej rodziny królewskiej oraz ponad 8 tys. osób. Papież pomodli się tam też przy grobie architekta bazyliki - Antonia Gaudiego, dokładnie 100 lat po jego śmierci. Kataloński architekt przyjął zlecenie budowy bazyliki po Francisco Villarze. Kierował jej pracami do czasu swojej śmierci 10 czerwca 1926 r. Zachowane po Gaudim projekty budowy świątyni zostały zniszczone podczas hiszpańskiej wojny domowej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję