Reklama

Modlitwa w Getsemani wciąż trwa. Wstańmy!

Ks. Tadeusz Styczeń SDS
Niedziela Ogólnopolska 41/2003


Jan Paweł II w Polsce po stanie wojennym

Boże, Ty w przedziwny sposób
stworzyłeś człowieka

i w jeszcze cudowniejszy sposób
odnowiłeś jego godność,

daj nam uczestniczyć
w bóstwie Twojego Syna,

który przyjął naszą ludzką naturę.
„Mszał rzymski”
Modlitwa mszalna na dzień Bożego Narodzenia

„Szymonie, śpisz?
jednej godziny
nie mogłeś czuwać?” (Mk 14, 37)

Lublin, poniedziałek 16 października 1978 r., godz. 19.15. Dzwoni telefon. Słyszę głos niezapomnianego profesora Stanisława Kamińskiego, dziekana Wydziału Filozofii KUL. Wypowiedział tylko te trzy słowa: „Karol Wojtyła papieżem”. Zapadła cisza. Po chwili odłożyliśmy słuchawki.
Natychmiast oczyma wyobraźni zobaczyłem utrudzoną twarz papieża Pawła VI, symbolu i męczennika wielkiej sprawy człowieka - jego godności jako osoby i jego życia jako fundamentalnego dobra dla osoby, a zarazem godności małżeństwa i rodziny jako wspólnoty źródłowej, która stanowi podstawę ogólnoludzkiej wspólnoty osób - rodziny rodzin.
W tej samej chwili przypomniałem sobie, jak kard. Wojtyła, głosząc rekolekcje wielkopostne w Watykanie w 1976 r., zwrócił uwagę Pawła VI na całkowite osamotnienie Chrystusa w Getsemani. Mówił wówczas do Papieża: trzeba podjąć trud odzyskania danej nam, ludziom, w Getsemani - a utraconej - owej niezwykłej szansy pocieszenia Boga-Człowieka. Chrystus trzykrotnie zwraca się do Apostołów, do trzech wybranych spośród Dwunastu. Wśród nich jest Piotr, przyszły papież. Odsłania im cały dramatyzm chwili, prosząc: „Czuwajcie ze mną i módlcie się” (por. Mt 26, 36-46; Mk 14, 32-42; Łk 22, 39-46). Tylko ten jeden jedyny raz Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek, prosi ludzi o wsparcie, o pociechę, i jej nie otrzymuje. Wybrani śpią! A przecież dopiero co w Wieczerniku, w godzinie Eucharystii, pochylił się do ich stóp i je obmywał!
Oto dlaczego Kardynał z Krakowa tak żarliwie nalega, ażeby Papież porwał się na - zda się - niemożliwe: by odzyskał utraconą przez ludzi przed dwoma tysiącami lat szansę pocieszenia Boga, by podjął to wezwanie: „Czuwajcie!”, aby je przełożył na rzeczywistość dnia dzisiejszego, i - w ten sposób - dopędził czas utracony.
„Modlitwa w Ogrodzie Oliwnym wciąż trwa” - powtarzał Karol Wojtyła.
Słowa te - wypowiedziane podczas rekolekcji i opublikowane w książce Znak sprzeciwu - zapadły we mnie głęboko1. Gdy więc 16 października 1978 r. ks. Kamiński powiedział: „Karol Wojtyła papieżem”, pomyślałem: Bóg najpoważniej potraktował wezwanie Kardynała z Krakowa. Wysłuchał go. Z tą tylko różnicą, że Duch Święty zamienił - podczas konklawe - adresata prośby Kardynała: z Pawła VI na Jana Pawła II. Sądzę, że Paweł VI nie mógł w niebie przeżyć większej radości niż ta, że Bóg złożył sprawę odpowiedzialności za ocalenie ideału świętości małżeństwa i jego owocu - świętości życia - w serce tego właśnie Następcy. A mnie ogarnął lęk. Rozpłakałem się - nie wstydzę się tych łez - na myśl o tym, że oblicze Jana Pawła II z czasem może się stać obliczem Pawła VI.

Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi!

Ten lęk - bo nie przeświadczenie - opuścił mnie dopiero w sobotę 21 października, gdy zobaczyłem mego Mistrza wieczorem podczas wieczerzy. I przekonałem się: promieniował pogodą.
Nazajutrz, w dniu inauguracji swego Pontyfikatu, Jan Paweł II zawoła na Placu św. Piotra: „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi!”2. On zaś, wsparty o krzyż, od pierwszej chwili Pontyfikatu tego tylko pragnie: pomóc ludziom w otwarciu serc Chrystusowi.
„On wie, Kogo trzyma; on wie, Kto go podtrzymuje” - szepce lud. A przecież on trzyma w ręku jedynie krzyż. Dlaczego ludzie widzą więcej niż tylko krzyż?
Papież wnet zafascynuje cały świat stwierdzeniem, które stanowi centrum jego pierwszej encykliki Redemptor hominis: „Człowiek jest drogą Kościoła” (nr 14). Istotnie, bo Kościół Chrystusa to właśnie droga samego Chrystusa do każdego z nas, to droga Boga-Człowieka do człowieka, do każdego z nas, ludzi, z powodu każdego z nas. Co jest tym powodem? Czyż nie wskazał go sam Chrystus, gdy w czasie Ostatniej Wieczerzy upadł swym uczniom do stóp i umywał je? A działo się to w kontekście ustanowienia Eucharys-tii. Dlaczego to uczynił? Czy nie z myślą o każdym z nas? Czy nie po to człowiekiem się stał, czy nie po to chlebem się dla nas staje? Cur Deus homo? Cur Deus panis? Co skłoniło Go do odbycia tej drogi?
Odpowiedź na te pytania daje Kościół, gdy w dniu Wielkiej Nocy ośmiela się wyśpiewać Bogu zdumiewający hymn dziękczynienia: O felix culpa quae meruisti habere talem ac tantum Redemptorem! - „Szczęśliwaś jest wino, skoroś sobie zasłużyła na tego tak niezwykłego Odkupiciela!”.
Wina więc, nasza wina, nasz grzech, moja wina, mój grzech, mea culpa, peccatum meum, zdecydowały o obecności Boga w Osobie Boga-Człowieka i pod postaciami Chleba i Wina wśród nas, z powodu nas i dla nas. Oto jak Bóg odpowiada na nasz grzech: Bóg z nami! Bóg pośród nas! Więcej - Bóg w nas! Emmanuel!
Jan Paweł II powiedział nam to właśnie na Placu św. Piotra już w dniu inauguracji swego Pontyfikatu. Czy jednak nie mówi nam tego odtąd nieprzerwanie? Czyż nie powtarza tego co dnia, w sposób niezwykle wymowny, również bez słów? Czyż, podobnie jak Chrystus umywający nogi swym uczniom w Wieczerniku, nie wyraża on tego zwłaszcza sposobem, w jaki sprawuje Eucharystię - jak się do niej przygotowuje, jak po niej składa dziękczynienie? A także, gdy w każdy czwartek odprawia nabożeństwo „pocieszenia Jezusa”, którym prag-nie przeprosić Go za osamotnienie w pustych kościołach?
Dziś zauważamy, że wszystko to wiąże się - i to najwyraźniej - z ową próbą dopędzenia utraconej wówczas szansy pocieszenia Boga-Człowieka w Getsemani. A skoro On, mimo że Jego wybrani „zasnęli”, nie wycofuje swej prośby i po dziś dzień daje nam szansę pocieszenia Go poprzez wezwanie nas do głoszenia Jego imienia wszystkim narodom (por. Mt 28,19), to czyż to przesłanie nie odnosi się obecnie wprost do każdego z nas? Czyż wyrazem i sprawdzianem podjęcia go jako naszego zadania nie jest - zwłaszcza dziś! - objęcie szczególną troską najsłabszego wśród nas?3, gdyż - „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40)?
Jan Apostoł - jak pamiętamy - wykorzystuje daną mu ponownie okazję, gdy krótko potem, jako jedyny uczeń, staje pod krzyżem obok Matki Jezusa: otrzymuje Ją w darze, stając się Jej synem, a tym samym „bratem naszego Boga”, bratem Tego, którego poprzedniej nocy nie pocieszył. Również św. Paweł dostrzega całą wymowę tego wyzwania i widzi w nim szansę dla siebie, gdy stwierdza: „Dla mnie żyć - to Chrys-tus” (Flp 1, 21), a gdzie indziej doda: „dopełniam niedostatki udręk Chrystusa w moim ciele” (Kol 1, 24).
Można powiedzieć, że Jan Paweł II harmonijnie łączy w sobie charyzmaty obu tych Apostołów. Oczywiście, posiada on swój własny, niepowtarzalny charyzmat, charyzmat Papieża zafascynowanego Bogiem ze względu na człowieka i zafascynowanego człowiekiem ze względu na Boga; Papieża, w którym Stwórca, stając na drogach człowieka jako Bóg-Człowiek, wyzwala potrzebę ofiarowania Mu samego siebie, ofiarowania bez reszty własnego życia z wszystkimi talentami i na wszelkie możliwe sposoby, włącznie z cierpieniem, aż po Krzyż. Jakże się tu nie zatrzymać przy słowach, które są jego dogłębnie osobistym i zarazem skierowanym do nas wszystkich - w liście apostolskim Novo millennio ineunte - wyznaniem: „Stoi nam przed oczyma przejmująca scena konania w Ogrójcu. Jezus, przygnębiony wizją czekającej Go próby, stojąc samotnie przed obliczem Boga, przyzywa Go jak zawsze imieniem wyrażającym czułość i poufałość: «Abba, Ojcze». Prosi Go, aby oddalił od Niego - jeśli to możliwe - kielich cierpienia (por. Mk 14, 36). Jak się jednak wydaje, Ojciec nie chce wysłuchać prośby Syna. Aby na nowo ukazać człowiekowi oblicze Ojca, Jezus musiał nie tylko przyjąć ludzkie oblicze, ale obarczyć się nawet «obliczem» grzechu. «On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą» (2 Kor 5, 21). Nigdy nie przestaniemy badać nieprzeniknionej głębi tej tajemnicy (...). Jest to tajemnica w tajemnicy, którą człowiek może jedynie adorować na kolanach” (nr 25).
Czyż syntezą i wyrazem tej właśnie postawy Karola Wojtyły nie jest jego biskupie motto Totus Tuus, które pozwala nam zarazem dostrzec, jak niezastąpioną rolę w jego relacji do Chrystusa odgrywa Maryja, Dziewicza Matka Odkupiciela nas wszystkich?4
Zastanawiam się, dlaczego dziś coraz częściej i coraz natarczywiej ukazują mi się razem te dwa oblicza: Pawła VI i Jana Pawła II. Co je łączy? Czy nie fakt, że z upływem lat coraz wyraźniej dostrzegamy w nich obu oznaki utrudzenia służbą dla tej samej sprawy? Jeden znak wskazuje na to w szczególny sposób: Jan Paweł II trzyma w dłoniach krzyż wzorowany na tym, który należał do Pawła VI. Czy tylko w sensie materialnym? Oczywiście, że nie!
Wszak to Paweł VI miał odwagę ogłosić właśnie w „roku rewolucji seksualnej”, będącej wyrazem współczesnego „przewrotu antropologicznego”, ów doniosły dokument, encyklikę Humanae vitae. Już sama ta okoliczność ukazuje z całą wyrazistością wielkość jego misji w Kościele jako Nauczyciela i Pasterza. Co więcej, to on wybrał jako temat przyszłego Synodu Biskupów - który miał się odbyć w 1980 r. - sprawę małżeństwa i rodziny we współczesnym świecie. Któż mógł wówczas przewidzieć, że temat ten podejmie Karol Wojtyła jako jego następca: Nauczyciel i Pasterz...?
Obecny Ojciec Święty podjął ten temat już jako profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w swym wykładzie monograficznym Miłość i odpowiedzialność5. Jednak jego filozoficzne podstawy odsłonił najgłębiej i zarazem poniekąd genialnie prosto w rozprawie Osoba i czyn6, by nadać mu w końcu adekwatny dlań profil, podkreślony nazwą - „teologia ciała”. Klamrą spinającą oba wymiary - filozoficzny i teologiczny - podjętego tematu staje się zdanie-teza Karola Wojtyły z jego poetyckiego utworu Narodziny wyznawców: „Jeśli jednak prawda jest we mnie, musi wybuchnąć. / Nie mogę jej odepchnąć, bo bym odepchnął sam siebie”7. Z jakże jednak łatwo domyślnym, dramatycznym pytaniem: A jeślim ją odepchnął? Wojtyła, filozof i poeta, spotyka się tu z Owidiuszem, poetą i filozofem, w moralnej autodiagnozie, jaką wszak każdy z nas, ludzi, musi sam sobie uczciwie postawić: Video meliora proboque, deteriora sequor8 - „Widzę dobro i aprobuję je, lecz czynię zło”. Czy w tym jednak momencie nie stajemy się wszyscy, na równi z Owidiuszem i Wojtyłą, filozofami naszej wielkiej nadziei, czyli filozofami adwentu?
Karol Wojtyła dokonał powyższej analizy - włączając w nią sprawę małżeństwa - jeszcze zanim został Papieżem. Stąd mógł już jako Jan Paweł II podczas wspomnianego Synodu przekazać jego uczestnikom opracowanie: Chrystus odwołuje się do „początku, stanowiące uwerturę do teologicznego dzieła Mężczyzną i niewiastą stworzył ich9. Dlatego też posynodalna adhortacja Familiaris consortio, z jej fundamentalnym przesłaniem: „Przyszłość świata idzie przez rodzinę” (nr 75), stanowić będzie godne ukoronowanie prac Synodu i oś duszpasterskiej pracy Papieża na rzecz małżeństwa i rodziny10.
13 maja 1981 r. Jan Paweł II zamierzał ogłosić wiernym zgromadzonym na Placu św. Piotra dwie ważne inicjatywy: ustanowienie Papieskiej Rady ds. Małżeństwa i Rodziny oraz założenie Papieskiego Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w ramach Uniwersytetu Laterańskiego. Wiemy, co wydarzyło się tamtego dnia...!11.

Reklama

Unosi mnie ciężar, który dźwigam

Gdy po tym dramatycznym dniu udałem się do kliniki, by złożyć wizytę Ojcu Świętemu, zastanawiałem się, czy zdoła powrócić na Plac św. Piotra. Mówił mi o tym z niepokojem także ks. Stanisław Dziwisz, osobisty sekretarz Papieża.
A jednak znów stanął na Placu. Bez cienia lęku. W dzienniku Die Welt Milovan Dżilas napisze zdumiony, że Papież jest tym, kim był, jak gdyby od początku czekał na ten kluczowy moment, jakby mówił: jeśli trafią mnie kule, przyniosą zwycięstwo, a nie klęskę.
I znów ruszył, nieustraszony, na drogi świata, zgodnie z programem swej pierwszej encykliki Redemptor hominis. Jak tedy należy rozumieć to ciągłe podróżowanie Jana Pawła II?
Na każdej wszak drodze wychodzi naprzeciw człowiekowi On - Ten z Wieczernika, Ten z Getsemani: Redemptor hominis. To On, Bóg-Człowiek, w imieniu Trójcy, ukazuje nam miarę wartości każdego człowieka, gdy podczas Ostatniej Wieczerzy pada do stóp nie tylko Apostołom, ale i nam wszystkim.
Cur Deus Homo? Dlaczego Bóg-Człowiek u stóp człowieka?
Cur Deus Panis? Dlaczego Bóg pokarmem dla człowieka?
Tym bliższy człowiekowi, im głębiej w nim ukryty! Stając się Człowiekiem dla człowieka, stał się dla człowieka także Chlebem, aby móc się w Nim najpokorniej ukryć!
Jak wielka jest w Jego oczach godność człowieka, pomimo grzechu, skoro uznał, że warta jest ona, ażeby w taki sposób o nią się troszczyć, jak On się o nią zatroszczył!
Jak wielkie są rozmiary naszego grzechu, skoro dopiero aż taka Jego interwencja w nasz los okazała się nieodzowna, ażeby tę naszą godność, godność dziecka Bożego, ocalić!
Jak przeogromna jest Jego miłość ku nam, miłość przebogata w miłosierdzie, skoro na taką interwencję był gotów, interwencję znaczoną „szaleństwem Krzyża”!
Oto i wytłumaczenie gestu, jakiego dokonuje Jan Paweł II, gdy idąc za przykładem Jezusa w Wieczerniku, pada do stóp tym, których odwiedza, całując ziemię, po której stąpają - jest to jego pierwsze dla nich pozdrowienie. Oto też, co znaczy posługiwać się językiem bez słów, mową ciała: Bóg u stóp człowieka! Czyni to Ten, który jako Stwórca rzucił wprzód człowiekowi cały świat do stóp (por. Psalm 8).
Jakże więc nie czcić Boga, który jest jednakowo obecny we mnie i w każdym człowieku: Boga-Stwórcy nas wszystkich, Boga-Odkupiciela nas wszystkich? Jak nie darzyć szacunkiem człowieka w jego niepowtarzalności, każdego z osobna, jeśli nie w ten właśnie sposób? Ten akt ucałowania ziemi to komentarz do wszystkich innych czynów dokonywanych potem przez Papieża-Pielgrzyma in persona Christi - z Eucharystią włącznie! - a także do wszystkich wypowiadanych przezeń słów i spojrzeń, które wymieni z ludźmi spotykanymi osobiście lub w tłumie.
To niesienie Chrystusa na krańce ziemi, poczynając od owego gestu-symbolu, to przecież także próba odzyskania owej szansy z Getsemani. Ale to także próba powiedzenia każdemu z nas z osobna: Patrz, ileś wart, jeśliś jest aż tyle dla samego Boga wart! Bez ciebie cały ten świat nie byłby dla Mnie, twego Stwórcy, tym samym światem: dlatego jesteś! Tylko w takim kontekście przesłanie Kardynała z Krakowa podczas rekolekcji w Watykanie: „modlitwa w Getsemani wciąż trwa”, ujawnia w pełni swój sens, sens jego Totus Tuus. Chce ono także i nas wszystkich zainspirować do wypowiedzenia Bogu naszego Totus Tuus. Czyż dzisiaj oblicze zmęczonego, opierającego się o krzyż Papieża nie objawia światu - jakże wyraźnie i wymownie - tego właśnie sensu?
Coraz częściej zdarza mi się słyszeć ludzi wołających: „Piotrze, Piotrze!”. Skąd płynie ów okrzyk wzywający Piotra w chwili, gdy Papież z wysiłkiem wspiera się o krzyż? Odpowiedź na to pytanie odsłania się sama mocą kontrastu - per opposita cognoscitur. Poeta pisze: „Słonecznik najłatwiej opisać w zimie, chleb głodem, lot ptaka kamieniem”. Sądzę, że Ojciec Święty rzuca nam to wyzwanie mocą swego ducha, na tle kruchości swego ciała. Poprzez słabość swego ciała promieniuje Tym, Komu zezwala w sobie i przez siebie przemawiać, Kto go wypełnia swą mocą.
Sądzę, że staje się coraz bardziej wymowny ów kontrast pomiędzy Papieżem przygniecionym przez ciężar Krzyża a siłą ducha, dzięki której on ten Krzyż dźwiga. W ten właśnie sposób, poprzez swe słabe ciało, ukazuje on nam Tego, któremu pragnie udzielić wsparcia w Getsemani, by wraz ze wszystkimi innymi współcierpiącymi pocieszać Boga w imieniu nas wszystkich. Chce, aby niemożliwe stało się możliwe: chce w naszym imieniu skorzystać ze sposobności, która niegdyś wymknęła się pierwszym przedstawicielom Kościoła, w tym samemu Piotrowi. Uwolniony od lęku przed kimkolwiek, z miłości do Chrystusa i do każdego w Chrystusie, niesie Go człowiekowi, niesie Go z trudem w swym słabym ciele; niesie Go i tym, którzy Go odrzucają. Ludzie zdają sobie z tego sprawę: „Oto nasz Papież, niestrudzony w swym wysiłku niesienia Chrystusa i przekraczania progu nadziei!”.
Jak udaje mu się dźwigać ten ciężar? Wszak nie bez powodu nazwano go już „Proboszczem świata”, „Proboszczem pięciu kontynentów”. Jak udaje mu się to czynić? Wielu zadaje sobie to pytanie. I znowu rację mają ci - podkreślmy - którzy mówią: „On wie, Kogo trzyma; on wie też, Kto go podtrzymuje”. Dostrzegłszy to właśnie, pewne kobiety z Lorenzago di Cadore wołały: „Pietro! Pietro! Resta con noi” - „Piotrze! Piotrze! Zostań z nami!”. Czują to dzieci, czytając z wyrazu twarzy swych matek; rozumieją to także ci, którzy mając chronić jego osobę, stają się bezbronni wobec entuzjazmu, jakby powtórnie słyszeli z oddali: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie!” (Mk 10, 14). Pojmują to szczególnie młodzi, którzy uważają, że on jeden ma prawo powiedzieć im, jak to uczynił w Toronto, że szczęście idzie w parze z Błogosławieństwami i że właśnie po szczeblach drabiny Błogosławieństw winni iść wraz z Chrystusem, aż na sam krzyż12. Czy nie najgłębiej jednak czują to chorzy, gdy ze swych wózków wołają do chorego Papieża-Brata: „Zostań z nami, Piotrze!”?
„On wie, Kogo trzyma, i wie, Kto go podtrzymuje”.
Św. Augustyn pisze: Amor meus pondus meum - „Moja miłość to mój ciężar”, zaraz jednak dodaje: Eo feror quocumque feror - „Mnie unosi ciężar, który dźwigam”. A w jego słowach słyszymy przecież słowa samego Chrystusa: „Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 29-30). Sądzę, że Jan Paweł II jest tego właśnie świadom: podtrzymuje mnie Ten, który po to mnie wybrał, abym Go niósł - i zaniósł - wszystkim. On sam niech mnie prowadzi!
Oto klucz pozwalający nam dotknąć tajemnicy tego Pontyfikatu, a wcześniej jeszcze - tajemnicy Biskupa, Następcy św. Stanisława, Kardynała z Krakowa, który - głosząc rekolekcje w Watykanie - chciał, by Papież dopędził ową szansę, szansę utraconą w Getsemani, szansę pocieszenia Chrystusa osamotnionego przez najbliższych na progu Jego męki.
Właśnie podjęcie próby odzyskania tej szansy przez Chrystusowego Namiestnika sprawia, że rysy jego oblicza zdają się nam tak wyraziście utożsamiać z rysami oblicza samego Chrystusa. Tak oto też i te dwa oblicza razem: Pawła VI i Jana Pawła II, choć tak różne, zdają się promieniować dziś tym samym światłem - światłem Oblicza z Getsemani.

* * *

Na zakończenie wsłuchajmy się w poruszające słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II do młodych zgromadzonych w Toronto w 2002 r.:
„Początek nowego tysiąclecia naznaczyły dwa wydarzenia o sprzecznej wymowie: pierwsze to napływ do Rzymu niezliczonej rzeszy pielgrzymów, przybywających z okazji Wielkiego Jubileuszu, by przejść przez Święte Drzwi, którymi jest Chrystus, nasz Zbawiciel i Odkupiciel; drugie to straszliwy atak terrorystyczny na Nowy Jork - swoista ikona świata, w którym najwyraźniej zwycięża wrogość i nienawiść. Nasuwa się dramatyczne pytanie: Na jakim fundamencie mamy budować nową epokę historyczną, która wyłania się z wielkich przemian XX wieku? (...) Wam Bóg powierza trudne, ale wzniosłe zadanie współpracowania z Nim przy budowaniu cywilizacji miłości. (...) Nie czekajcie, aż będziecie starsi, by wejść na drogę świętości! Świętość jest zawsze młoda, tak jak wieczna jest młodość Boga”13.
„Świętość jest zawsze młoda”.
Nie czekajmy, aż przybędzie nam lat, by wyruszyć - każdy z nas - na drogi czuwania z Chrystusem w Jego godzinie. Uczyńmy Jego godzinę - naszą godziną dziś.
„Świętość jest zawsze młoda”.
„Wstańcie, chodźmy!” (Mt 26, 46) - wezwanie to nie przeminęło, mimo niewykorzystanej szansy z Getsemani. Albowiem Chrystus jest zawsze z nami, po wszystkie dni, aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20).
Dlatego dla nas - „modlitwa w Getsemani wciąż trwa”!
Wstańmy!

1. K. Wojtyła, Znak sprzeciwu. Rekolekcje w Watykanie od 5 do 12 marca 1976, Éditions du dialogue, Paris 1980, s. 144.

2. Por. Jan Paweł II, Nauczanie papieskie, t. I, Pallottinum, Poznań-Warszawa 1987, s. 13-17.

3. Troska ta wybija się dziś na czoło tym bardziej natarczywie, że współczesna demokracja - wbrew konstytucyjnie deklarowanej równości wszystkich ludzi wobec prawa, na czele z prawem każdego człowieka do życia - aktem stanowionej ustawy zezwala zabijać najsłabszego, ażeby tymże aktem chronić, co więcej, wspomagać tych, którzy go zabijają, niepomna, że przez to sama siebie uśmierca samobójczym ciosem: ciosem logicznego i moralnego absurdu. Jan Paweł II nazwie tego rodzaju demokrację „zakamuflowanym totalitaryzmem” (Centesimus annus, nr 46; Veritatis splendor, nr 101), a nawet pełnym goryczy określeniem „kultura śmierci” (Evangelium vitae, nr 24).

4. Por. L. Grignion de Monfort, Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, Zgromadzenie Księży Marianów, Warszawa 1997.

5. Por. K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1960.

6. Por. Tenże, Osoba i czyn, Polskie Towarzystwo Teologiczne, Kraków 1969.

7. K. Wojtyła, Narodziny wyznawców, w: Tenże, Poezje i dramaty, Wydawnictwo Znak, Kraków [1979], s. 60.

8. Ovidio Naso, Metamorphoses 7, v. 20s., red. R. Ehwald, Lipsiae, Teubner 1922, s. 129.

9. Por. Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich. Odkupienie ciała a sakramentalność małżeństwa, Libreria Editrice Vaticana, Città del Vaticano 1986.

10. Uprzedzając, dodajmy, że w nieodległym czasie Jan Paweł II dołączy do wymienionych dwa przełomowe akty: powołanie Papieskiej Akademii Życia (1994) i towarzyszącą temu aktowi jej cartam magnam: encyklikę Evangelium vitae (1995).

11. Zob. Bp S. Dziwisz, Dar i Tajemnica, „Ethos” 15 (2002), nr 57-58, s. 33-43.

12. Por. Jan Paweł II, Błogosławieństwa Chrystusa drogą do szczęścia (Powitanie uczestników Dnia Młodzieży, Toronto, 25 lipca 2002), „L’Osservatore Romano” 23 (2002) nr 9, s. 48-50.

13. Jan Paweł II, Bądźcie dla świata odblaskiem światła Chrystusa (Toronto, 27 lipca 2002), „L’Osservatore Romano” 23 (2002) nr 9, s. 51n.

Reklama

Bangkok: Franciszek odwiedził szpital św. Ludwika

2019-11-21 07:51

st, tom, kg (KAI) / Bangkok

"Jest dla mnie darem ujrzenie osobiście tej cennej posługi, jaką Kościół oferuje mieszkańcom Tajlandii, zwłaszcza najbardziej potrzebującym" - powiedział Franciszek podczas wizyty w szpitalu St. Louis w Bangkoku, który w tym roku obchodzi 120-lecie swojego powstania.

Vatican News

O godz. 11.15 czasu lokalnego Ojciec Święty przybył elektrycznym samochodem panoramicznym, zbudowanym na podłożu wózka golfowego, do szpitala św. Ludwika. Czekała na niego młodzież nie tylko katolicka, ale także innych wyznań, w tym przedstawiciele mormonów. Franciszka powitały śpiewem dzieci i rozentuzjazmowani wierni.

Przy wejściu do budynku powitał papieża arcybiskup Bangkoku, kard. Francis Xavier Kriengsak Kovithavanij, a także dyrektor szpitala i dyrektor generalny struktury oraz przedstawiciele pracowników. Franciszek windą dotarł do audytorium szpitala, w którym oczekiwało go około 700 osób, w tym lekarze, pielęgniarki i personel szpitala. Był tam także emerytowany arcybiskup Bangkoku, 90-letni kard. Michael Michai Kitbunchu.

"Jesteś dla nas «Człowiekiem Słowa», żyjącym tym, co głosi i który zawsze ma ramiona otwarte dla każdego. Jako Wikariusz Chrystusa Twoja obecność jest zawsze dla nas błogosławieństwem od samego Chrystusa" – powiedział witając papieża dyrektor placówki. Zwrócił uwagę, że szpitale katolickie w Tajlandii pokazują jasno, że nie są nastawione na zysk i nigdy nie rywalizują z innymi, ale "chcemy jedynie głosić Dobrą Nowinę Jezusa Chrystusa naszą miłością i współczuciem" – zapewnił mówca.

Przywołał słowa, wypowiedziane niegdyś przez Ojca Świętego, iż "miłość jest najlepszym lekarstwem i środkiem na leczenie nie tylko ciała, ale także duszy". "To jest nasza misja. Staramy się, aby cały nasz personel podzielał naszą podstawową wartość: pacjenci są naszym priorytetem, szanujemy ich godność ludzką, wszyscy jesteśmy równi, biedni czy bogaci, biali czy czarni" – zaznaczył profesor. "Odnosimy się do wszystkich tak samo, zgodnie z duchem tego szpitala: «Ubi Caritas, Ibi Deus Est»" – dodał.

Na zakończenie zapewnił papieża o modlitwach za niego, w których "prosimy Pana, aby udzielił mu sił i dobrego zdrowia".

Zabierają głos Franciszek podziękował na wstępie wszystkim pracownikom szpitala St. Louis, innych katolickich szpitali i ośrodków charytatywnych w Tajlandii, Siostrom św. Pawła z Chartres i innym obecnym zakonnicom za ich pracę. "Jest dla mnie darem ujrzenie osobiście tej cennej posługi, jaką Kościół oferuje mieszkańcom Tajlandii, zwłaszcza najbardziej potrzebującym" - powiedział papież.

Nawiązał do słów dyrektora szpitala o regule ożywiającej ten szpital: "Ubi caritas, Deus ibi est"– "tam, gdzie jest miłość, tam jest Bóg". "Istotnie, to właśnie wypełniając uczynki miłosierdzia my chrześcijanie jesteśmy powołani nie tylko do ukazania, że jesteśmy uczniami-misjonarzami, ale także do zweryfikowania, na ile wierne jest nasze i naszych instytucji podążanie za Chrystusem" - powiedział Franciszek.

Zwrócił uwagę, że wszyscy pracownicy wypełniają jedno z najwspanialszych dzieł miłosierdzia, ponieważ ich wysiłek na rzecz zdrowia wykracza znaczenie poza godne pochwały samo tylko praktykowanie medycyny. "Trzeba przyjąć i podtrzymywać życie, jak to się dzieje na ostrym dyżurze szpitala, aby zostało potraktowane ze szczególnym współczuciem, rodzącym się z szacunku i umiłowania godności każdego człowieka" - zaznaczył Franciszek.

Zwrócił uwagę, że czasami posługa ucznia-misjonarza może być ciężka i męcząca. W tym kontekście wskazał na potrzebę rozwijania duszpasterstwa służby zdrowia, w którym nie tylko pacjenci, ale także wszyscy członkowie wspólnoty mogliby odczuć, że w swojej misji otoczeni są towarzyszeniem i wsparciem.

Franciszek przypomniał, że w tym roku szpital St. Louis obchodzi 120-lecie swojego powstania. "Ileż osób zyskało ulgę w swoim bólu, pocieszenie w swoich utrapieniach i towarzyszenie w samotności!" - powiedział i poprosił pracowników szpitala, aby ich "apostolstwo, a także inne podobne, były coraz bardziej znakiem i symbolem Kościoła wychodzącego, który, pragnąc przeżywać swoją misję, odnajduje odwagę niesienia uzdrawiającej miłości Chrystusa cierpiącym".

Na zakończenie swojego wystąpienia Franciszek wygłosił krótką modlitewną medytację i udzielił wszystkim zgromadzonym błogosławieństwa.

Ojciec Święty złożył też w darze personelowi szpitala obraz będący kopią fresku przedstawiającego Maryję z Dzieciątkiem na ramieniu. Jest to prawdopodobnie dzieło artysty - naśladowcy bardziej znanego twórcy – Lorenzo d’Alessandro z San Severino, być może z końca XV wieku. Staranność wykonania kopii pokazuje, jak wielkie znaczenie przywiązywano od wielu wieków do takich dzieł, umieszczanych w kapliczkach miejskich, które były symbolami wielkiej ludowej pobożności maryjnej. Przechodnie, spiesznie podążający ulicami miast, nierzadko gubiąc się wśród mijanych pałaców lub na rozstajach dróg, widzieli na murach wizerunki Matki Bożej, która jakby w milczeniu im błogosławiła. Cała kompozycja tego fragmentu fresku zdominowana jest przez przemożną postać Maryi Panny, która czułym i opuszczonym ramieniem przygarnia do siebie Dzieciątko błogosławiące, jak gdyby była Ona nie tylko "żywym tabernakulum", ale także "tronem".

Po spotkaniu papież odwiedził chorych i niepełnosprawnych przebywających w szpitalu św. Ludwika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Wyszyńskiemu zawdzięczamy wielki autorytet prymasostwa w Polsce

2019-11-22 07:45

archwwa.pl

Za nami pierwsza debata z cyklu "Myśląc z Wyszyńskim" inaugurująca przygotowanie do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego.

Łukasz Krzysztofka

O tym, co mu zawdzięczamy i dlaczego nazywany jest Prymasem Tysiąclecia dyskutowali 21 listopada prof. Antoni Dudek, prof. Jan Żaryn i dr Ewa Czaczkowska.

Debata spotkała się z dużym zainteresowaniem zarówno starszych jak i młodszych słuchaczy, którzy wywpełnili salę konferencyjną i mieli wiele pytań do prelegentów.

Pierwszą debatę przygotowało środowisko Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Moderował ją odpowiedzialny za cały cykl spotkań pt. “Myśląc z Wyszyńskim” bp Piotr Jarecki, który jak wyznał – należy do ostatnich roczników księży wyświęconych w 1980 r. przez Prymasa Wyszyńskiego.

Łukasz Krzysztofka

Kard. Kazimierz Nycz inaugurując w Domu Arcybiskupów Warszawskich cykl “Myśląc z Wyszyńskim” podkreślił, że osoba Prymasa Tysiąclecia wciąż budzi zainteresowanie, czego potwierdzeniem może jest liczna obecność na tym spotkaniu. – Pragniemy dotknąć siedmiu tematów z życia, dzieła i świętości. Wokół nich chcemy odbyć rozmowę, która będzie się przeradzała w dialog i dyskusję, ale będzie też jakś formą refleksji i medytacji nad drogą świętości kard. Stefana Wyszyńskiego – tak metropolita warszawski nakreślił w swoim wprowadzeniu perspektywę całego cyklu pt. “Myśląc z Wyszyńskim”.

Łukasz Krzysztofka

Z postawionym w tytule spotkania pytaniem “Co zawdzięczamy kard. Wyszyńskiemu?” zmierzyli się jest historycy. Według prof. Antoniego Dudka, kluczem do zrozumienia tego jest pojęcie charyzmatycznego przywództwa. Jego zdaniem, pierwszą zasługą Prymasa Wyszyńskiego było to, że był charyzmatycznym przywódcą. “Ludzie potrzebują lidera, człowieka – symbolu – mówił, podkreślając zarazem, że kard. Wyszyński był przywódcą świadomym swojej roli, doskonale rozumiejącym brzemię odpowiedzialności jakie na niego spadło. Był całkowicie oddany i skoncentrowany na misji duszpasterskiej, ale jednocześnie uważnie śledził sytuację polityczną”.

Inną jego zasługą – według prof. Dudka – była umiejętność wykorzystania przywódczego charyzmatu do zawierania mądrego kompromisu. – To umiejętność dostrzeżenia, co w konkretnej sytuacji jest możliwe, co będzie lepiej służyło wspólnocie polskich katolikow – wyjaśnił prelegent podając przykłady zawartego w 1950 r. Porozumienia czy słynnego kazania na Jasnej Górze w sierpniu 1980 r., które zostało odczytane jako niewystarczające poparcie strajkujących. – Zabiegał o kompromis, bo rozumiał, że sytuacja była dramatycznyczna, rodził się potężny ruch wolnościowy, ale nie było jasne jaka bedzie reakcja Kremla i czy Polska nie podzieli losu Węgier lub Czechosłowacji – zaznaczył prof. Dudek.

Jego zdaniem, zasługą Prymasa Wyszyńskiego było także pokazywanie, iż w dążeniu do mądrego kompromisu istnieje nieprzekraczalna granica. Non possumus. Nie godził się na ingerencję władz państwowych w politykę personalną Kościoła i obsadzanie stanowisk kościelnych.

Z kolei dr Ewa Czaczkowska zwróciła uwagę, że kard. Wyszyński miał wizję prowadzenia Kościoła w czasach totalitarnych, wizję budowania więzi między Kościołem a narodem, a zarazem siłę i zdolności intelektualne, by przetworzyć tę wizję na program działania oraz siłę, by konsekwentnie wymagać realizacji tego programu. Prelegentka wskazała na program milenijny złożony z trzech elementów, jakimi były Jasnogórskie Śluby Narodu, Wielka Nowenna 1957-1966 i Milennium Chrztu Polski. W jej ocenie był to największy program duszpasterski w historii Kościoła i osiągnął dwa cele: zarówno w sensie narodowym jak i ocalenia wiary Kościoła w Polsce, nie tylko umożliwił jego przetrwanie ale także wzmocnienie.

– Prymas postawił na katolicyzm ludowy i formy z tym związane: pielgrzymki, wielkie celebracje. Wiedział, że jeżeli wiara ma się ostać wobec ateizmu to musi być to wiara prostego ludu, który jest gotów stanąć pod krzyżem i cierpieć – mówiła dr Czaczkowska. Zwróciła też uwagę, że Prymas Wyszyński prowadził Kościół w Polsce w sposób centralistyczny, wymagał jedności biskupów, jedności między duchowieństwem a biskupami a powolne wprowadzanie reform Soboru Watykańskiego II okazało się jedynym właściwym sposobem na tamte czasy. Była to odnowa dostosowana do warunków życia Kościoła.

W ocenie dr Ewy Czaczkowskiej kard. Wyszyńskiemu zawdzięczamy wielki autorytet prymasostwa w Polsce, udział w – jak się wyraziła – “budowaniu lobby”, które doprowadziło do wyboru Jana Pawła II na papieża. Wskazała też na zaufanie, jakie okazał ósemkom (Marii Okońskiej i założonemu przez nią Instytutowi Prymasa Wyszyńskiego) i proponowanym przez nie inicjatywom.

Prof. Jan Żaryn odpowiadając na tytułowe pytanie: Co zawdzięczamy Prymasowi Wyszyńskiemu? dodał, że “związał on dziedzictwo narodu z dziedzictwem katolicyzmu polskiego”. – On nas uczy polskości – podkreślił prelegent, dodając, że Prymas Tysiąclecia “zebrał to dziedzictwo i przeniósł w nowe tysiąclecie” poprzez narzędzia duszpasterskie, ale też socjologiczne. W jego ocenie, peregrynacja obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej jest niesamowitym “związaniem w jedno” całęgo narodu.

Po wystąpieniach historyków i ich dyskusji pytania mogli zadać przysłuchujący się debacie uczestnicy z sali. Pytali m.in o rolę Prymasa jako interrexa, jak również o to jak czerpiąc z nauczania kard. Wyszyńskiego wychowywać młode pokolenia? Były pytania o maryjność, o relacje kard. Wyszyńskiego z Janem Pawłem II, ale także o to czy znane są przypadki nawrócenia wśród funkcjonariuszy UB/SB inwigilujących Prymasa Wyszyńskiego.

Następne spotkanie w ramach cyklu “Myśląc z Wyszyńskim” odbędzie się w czwartek 19 grudnia o godz. 18.00 w Domu Arcybiskupów Warszawskich. Wstęp wolny

Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńkiego odbędzie się 7 czerwca 2020 r. w Warszawie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem