Reklama

Papieska książka

Owoce dobra na glebie nieprawości

Tadeusz Szyma
Niedziela Ogólnopolska 13/2005

Rozmowa dwu albo więcej osób (dialog) jest bardzo pierwotną, ogromnie naturalną i szczególnie ożywiającą dyskurs formą filozofowania. A także artystycznej ekspresji. W tym właśnie kształcie starożytność przekazała późniejszym wiekom tyle dzieł ludzkiego geniuszu, by wspomnieć choćby Platona czy tragików greckich. Zrozumiałe przeto, że wykształcony na klasycznej kulturze Autor najnowszego bestselleru Pamięć i tożsamość, pisząc tę książkę, nawiązał do tej właśnie szacownej tradycji i odwołał się do zapisu swoich rozmów z dwoma polskimi filozofami - ks. Józefem Tischnerem i Krzysztofem Michalskim, przeprowadzonych w Castel Gandolfo przed dwunastu laty, a dotyczących najbardziej zasadniczych problemów człowieka i ludzkiej cywilizacji, nie tylko na przełomie tysiącleci. I choć podczas dokonanej później redakcji książki pierwotna forma dialogu została nieco zatarta - pozostały z niej bowiem pytania do Ojca Świętego skondensowane w postać swego rodzaju podtytułowych zapowiedzi tematów, które są podejmowane przezeń w kolejnych rozdziałach - to przecież duch rozmowy pozostał i jest wyczuwalny, tyle że interlokutorem Papieża staje się teraz każdy autentycznie poszukujący Sensu i Prawdy czytelnik, a zarazem całe wielomilionowe ich grono na całym świecie. Papież rozmawia cierpliwie z każdym z nich z osobna i z wszystkimi razem, wiedzie najbardziej podstawowy dyskurs, a nierzadko bardzo zasadniczy - wbrew łagodności wywodu - spór, mogący przesądzić o przyszłości naszej cywilizacji.
Każdy chyba, a zwłaszcza katolik, który bierze do ręki książkę Ojca Świętego, o ile tylko bierze ją w dobrej wierze, może się spodziewać znaleźć tu poznawczą i duchową pomoc w swych intelektualnych, religijnych, a nade wszystko moralnych rozterkach. Może szukać w niej jasnego rozpoznania stanu rzeczy i wyrazistego rozeznania w splątanej i nierzadko mrocznej materii podstawowych problemów osoby ludzkiej, narodu, ludzkości i całego świata. Tego, poczynając od biblijnego Adama, sprzed tysiącleci, i tego sprzed wieków. A przede wszystkim doświadczonego szaleństwami totalitarnych ideologii dwudziestowiecznych i potwornościami zrodzonych z nich systemów świata dzisiejszego.
I czytelnik ten chyba nie dozna zawodu. A jeśli nawet ktoś, porażony trudną niekiedy do przyjęcia oczywistością papieskich stwierdzeń będzie się przeciw nim buntował, to - jeśli tylko ma oczy i uszy otwarte - nie będzie już mógł odtąd spać spokojnie. Bo logika papieskiego wywodu jest nieodparta, a jego proste, trafne i piękne słowo ma moc poruszającą najgłębsze pokłady dobra w ludzkiej duszy. Właśnie dobra.
To bodaj największy dar i zadziwiająca tajemnica człowieka, który jest samą dobrocią, który jeśli napomina, to czyni to z obezwładniającą wprost wszelkie zło w drugim człowieku ojcowską miłością, wobec której jak wosk topnieje zła miłość własna - niewinny na pozór zaczyn tylu najgorszych nieprawości. Bo przecież - jak za świętym Augustynem przypomina na początku swej najnowszej książki - miłość siebie może prowadzić aż do negacji Boga, a więc do zatraty poczucia obiektywnej różnicy między dobrem a złem, będącej przyczyną i pierworodnego, i każdego z późniejszych, także najbardziej destruktywnych dla jednostek i społeczeństw grzechów. Tymczasem miłość Boga, nawet aż do negacji siebie, nie tylko nie umniejsza w niczym człowieka, ale właśnie ona nadaje mu pełnię godności i prawdziwą wielkość, przysposabiając go do spełnienia swego powołania: do właściwego, rozumnego korzystania z wolności - dla miłości właśnie, a nie przeciw niej. Bo jak to Jan Paweł II pięknie zamyka w lapidarną formułę filozoficzno-etyczną: wolność jest dla miłości!
Ale przecież Papież pisze nie tylko do katolików. Pisze do wszystkich ludzi dobrej woli, pisze do całego świata. Sprawy, które porusza, kwestie, które rozważa, muszą mieć wymiar globalny i uniwersalny. Jednak - rzecz charakterystyczna - podejmowane są z bardzo osobistego, a zarazem polskiego przede wszystkim punktu widzenia. Opierają się bowiem na przebytych przez niego samego próbach charakteru, na zaznanych bezpośrednio doświadczeniach losowych i historycznych, którym dawał też wyraz w swych poprzednich książkach. Jak choćby wczesne, tak bardzo bolesne doświadczenie sieroctwa czy też tak bardzo umacniające w nierównych zmaganiach jednostki z systemowym złem doświadczenie wspólnoty. Jak porażające doświadczenia dziejowych kataklizmów: totalnej wojny, bestialskiego faszyzmu, nieludzkiego komunizmu… A z drugiej strony - wielkie nadzieje czerpane z przykładów bohaterskiego oporu przeciw tym bestialstwom, świadectwa heroiczności cnót pośród powszechnego znieprawienia, zdumiewającej swą prostotą świętości, porywających przejawów braterstwa i międzyludzkiej solidarności. Papież teolog, papież filozof czy historiozof to zawsze Karol Wojtyła z Wadowic, uczeń tamtejszej szkoły, student Uniwersytetu odnowionego przez św. Jadwigę Królową, robotnik w podkrakowskim kamieniołomie, alumn podziemnego seminarium kard. Sapiehy przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie, aktor Teatru Rapsodycznego, kapłan spod Wawelu, biskup na stolicy św. Stanisława, łączący fenomenologię z tomizmem profesor KUL-u od nieprzemijającej, a ugruntowywanej ciągle na nowo etyki, uczestnik i współtwórca Soboru Watykańskiego II… A także cudem ocalona ofiara pamiętnego zamachu na Placu św. Piotra, czego przejmujące świadectwo znajdujemy i w tej ostatniej, swego rodzaju duchowej autobiografii, jaką w pewnym sensie jest Pamięć i tożsamość.
Dla tego intelektualisty i uczonego żaden problem nie jest czysto teoretyczny, a już na pewno nigdy abstrakcyjny. Dla tego poety wszystkie wzruszenia mają pieczęć głęboko przeżytych, intymnych doznań. Zaś dla duszpasterza - każde pouczenie wypływa z miłosiernego współczucia i współodczuwania z doświadczonym ludzką słabością, poranionym swoim własnym i cudzym grzechem bliźnim, współbratem w duchowej potrzebie. To dlatego lektura również i tej świeżo wydanej książki Jana Pawła II daje niezrównane poczucie przebywania w samym sercu spraw najważniejszych dla każdego człowieka i całego świata oraz osobistego kontaktu z kimś nie tylko prawdziwie mądrym, ale i aż do bólu prawdziwym i autentycznym. Stwarza wrażenie znalezienia drogowskazu, który nie tylko wskazuje właściwą drogę, ale i sam, zawsze i niestrudzenie, podąża we wskazywanym przez siebie, niełatwym do utrzymania, kierunku. A przede wszystkim budzi poczucie pewności oparcia się na kimś, kto w długoletnim nawet zalewie najgorszego zła, skłaniającego do zupełnej rozpaczy, do utraty wiary, nadziei i miłości, potrafi dostrzec Boską miarę wyznaczoną złu, a dokonując bilansu wartości, zawsze pamięta o tym, że nie ma tak strasznego cierpienia, tak trudnej próby życiowej, z której Bóg nie wyprowadzi większego jeszcze dobra.
Bardzo osobista i polska perspektywa w spoglądaniu na globalne i uniwersalne kwestie, także polityczne, czyni tę książkę ogromnie aktualną i jakby wyrastającą również z obecnej naszej sytuacji, z niepokojących problemów polskiej demokracji i rodzimej, ojczyźnianej wspólnoty, odnajdującej się na nowo w większej - europejskiej ojczyźnie. Ale przy całej swej aktualności nowa książka Papieża jest głęboko zanurzona w historii. Tak jak papieskie rozstrzygnięcia filozoficzno-moralne zakotwiczone są w osobistych, konkretnych doświadczeniach życiowych bardzo nowoczesnego myśliciela, który nieustannie czerpie ze skarbnicy wieków, jak aktualne przestrogi dla Polski wywodzone są z tysiącletnich doświadczeń rodaków, tak i papieskie nauki dla dzisiejszego świata zanurzone są w dwutysiącleciu chrześcijaństwa. Lektura nowego zbioru refleksji Papieża daje niezwykle mocne poczucie ciągłości - czasowej i kulturowej, integralności dziejów, organicznego związku przeszłości z teraźniejszością. Książka ta bowiem - skierowana ku ostatecznym sprawom każdego człowieka, zrodzona z pełnej miłości troski o jego zbawienie, jest zarazem wyjątkowo uporczywym i mocnym upominaniem się o właściwe miejsce dla pamięci - i osobistej, i zbiorowej, wołaniem o stałą obecność historii - jednostkowej i wspólnotowej w ludzkim - prywatnym i społecznym - życiu. Dlaczego? Zwłaszcza dlatego, że w świecie zagrożonej indywidualności jednostki, w dobie kultury masowej homogenizacji, kolektywnych złudzeń, reklamowych i propagandowych wmówień dla doraźnych interesów - pamięć, prawdziwa wiedza o przeszłości, także ta objawiona i sięgająca aż do zdarzeń opisanych symbolicznym językiem w Księdze Rodzaju, staje się szczególnie ważnym czynnikiem kształtującym poczucie odrębności własnej poszczególnych osób, dającym właściwą świadomość tego, kim naprawdę jestem, jaka jest moja godność, do czego zostałem stworzony i do jakich zadań powołany. Pamięć - wywodzi Papież - jest tą siłą, która tworzy tożsamość istnień ludzkich, zarówno na płaszczyźnie osobowej, jak i zbiorowej. Przez pamięć bowiem w psychice osoby tworzy się poniekąd i krystalizuje poczucie tożsamości... Pamięć - dopowiedzmy - Polaka i Europejczyka, i obywatela świata, a przede wszystkim - chrześcijanina.

Potrzebny milion, by uratować Wojtusia

2019-07-16 11:47

Karolina Mysłek
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 57

– Tato, czy zobaczę Pana Jezusa na żywo?
– Tak, zobaczysz, ale jeszcze nie teraz...
4-letni Wojtuś potrzebuje pomocy. Dzięki naszej pomocy tata będzie mógł dotrzymać obietnicy danej synowi: jeszcze nie teraz...

Archiwum rodzinne
4-letni Wojtuś

Wojtek Duda w maju skończył 4 lata. Jeszcze kilka dni wcześniej żył zwyczajnie – chodził do przedszkola, godzinami bawił się dinozaurami albo samolotami. Dokazywał z młodszym bratem Kubusiem. Podczas rutynowych badań serca na zdjęciu rtg klatki piersiowej ukazał się guz wielkości kurzego jajka. Natychmiastowe skierowanie na oddział onkologii dziecięcej, seria badań, operacja i diagnoza – neuroblastoma, nerwiak zarodkowy, jeden z najczęściej występujących nowotworów wieku dziecięcego. Najbardziej złośliwy i trudny do wyleczenia typ z dodatnim genem N-myc. Z możliwymi przerzutami w trakcie chemioterapii. „Nasze życie przestało istnieć. Wojtka dzieciństwo się skończyło. Ma zaledwie 4 lata, a przeszedł więcej niż niejeden z nas” – pisze pani Agnieszka, mama Wojtka. „A to dopiero początek jego drogi usłanej cierpieniem. Przed Wojtusiem miesiące leczenia: 8 cykli chemioterapii, radioterapia, pobranie komórek macierzystych, autoprzeszczep i na koniec immunoterapia”.

Wyścig z czasem

Wojtek ma 60 proc. szansy na wyleczenie. Jego nadzieją jest terapia w Genui – klinice prowadzonej przez Włoskie Stowarzyszenie Walki z Neuroblastomą O.N.L.U.S., w której pomoc znalazło już niejedno polskie dziecko. – Najlepszy moment wyjazdu do Włoch to czas między 7. a 8. cyklem chemii Wojtusia, czyli pierwszy tydzień sierpnia – tłumaczy nam pani Agnieszka. – Po 8. chemii ma mieć autoprzeszczep. Pobieranie komórek macierzystych, chemia, wszczepianie na nowo komórek macierzystych, żeby organizm mógł się odbudować. I tu już muszą być Włochy.

Jest jedno „ale”: potrzeba prawie miliona złotych. „Cena wyznaczona za życie naszego dziecka jest horrendalna, a leczenie musi być opłacone z góry. Każdy dzień ma ogromne znaczenie. Nie mamy ani chwili do stracenia. Błagamy, pomóżcie ocalić Wojtusia! To nasza jedyna szansa na ratunek” – piszą rodzice Wojtusia na stronie: wojtekduda.pl . – Wojtuś jest wielkim bohaterem. Z płaczem, ale wszystko dzielnie znosi. Da radę przez to przejść, tylko musi mieć szansę. Jako rodzice jesteśmy zobowiązani, żeby zrobić wszystko, by leczył się u najlepszych. To dla nas bezdyskusyjne. Zgromadzona jest już ogromna kwota, ale do zebrania mamy wciąż dla nas niewyobrażalną sumę pieniędzy – mówi pani Agnieszka, podczas gdy jej mąż trwa na posterunku przy synku w katowickiej klinice. I dodaje, zwracając się do darczyńców: – Wizja śmierci naszego dziecka towarzyszy nam każdego dnia. Prosimy o pomoc. Każdy grosz przybliża nas do wygranej. Życie naszego dziecka jest w Waszych rękach. Proszę, pomóżcie nam ocalić Wojtusia!

Trwa wyścig z czasem. Zostały 2 tygodnie, żeby zebrać 630 tys. zł (dane na 15 lipca, kiedy to oddajemy numer do druku). Czy się uda? Ton głosu pani Agnieszki nie pozostawia wątpliwości: – Jak byłam w ciąży, modliłam się Nowenną Pompejańską za moje nienarodzone jeszcze dziecko. Pod koniec było wokół nas bardzo dużo modlitwy, błogosławieństwa. Nic nie wskazywało na to, że poród będzie tak trudny. Wojtuś miał zamartwicę, był reanimowany. Cudem go uratowano. Do swoich 4. urodzin był zupełnie zdrowy. Jestem święcie przekonana, że Bóg chciał Wojtusia. Wierzę, że tak będzie i teraz.

Armia dla Wojtka

Chłopca i jego bliskich wspiera armia ludzi. Modlą się, podtrzymują na duchu, wpłacają pieniądze. Zaangażowali się przyjaciele, znajomi i zupełnie obcy ludzie, których poruszył los Wojtusia. Były nowenna za wstawiennictwem kard. Hlonda, Nowenna Pompejańska, Koronka uwielbienia Boga ze św. Michałem Archaniołem wraz z Chórami Aniołów. Temu ostatniemu jest bardzo oddana mama Wojtka. – Jestem zaskoczona, że Pan Bóg do mnie aż tak wprost przemawia. W trudnych sytuacjach, czasem przerastających moje możliwości, czuję wsparcie św. Michała Archanioła. Kiedy zaczynam uwielbiać Boga za jego przyczyną, otrzymuję łaski. Wiem, że mój syn jest otoczony modlitwą. Dlatego mam pewność, że będzie zdrowy, że uda nam się zebrać pieniądze na jego leczenie. To droga przez mękę usłana cudami – podsumowuje pani Agnieszka. Bądźmy więc i my pomocnikami Boga w uczynieniu kolejnego cudu.

Więcej o Wojtusiu i możliwościach pomocy na: www.wojtekduda.pl .

Wpłaty na leczenie: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa, gm. Bielany, NIP 118-14-28-385, KRS 0000037904, Alior Bank SA 42 2490 0005 0000 4600 7549 3994

WAŻNE! W tytule przelewu należy wpisać: „Wojtek Duda. Numer identyfikacyjny 35897”

Wpłaty zagraniczne: Kod SWIFT (BIC): ALBPPLPW

PL 90 2490 0005 0000 4530 9858 4994 (darowizny w dolarach amerykańskich)

PL 82 2490 0005 0000 4600 7337 4309 (darowizny w euro).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Sarah sprzeciwia się przeciwstawianiu go papieżowi

2019-07-19 21:00

pb (KAI/romereports.com) / Watykan

Jestem wierny papieżowi, choć niektórzy próbują nas sobie przeciwstawić - mówi kard. Robert Sarah. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów 20 lipca obchodzi 50. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich.

Bożena Sztajner/Niedziela

W rozmowie z portalem Rome Reports pochodzący z Gwinei hierarcha wspomina, że jego powołanie zaczęło się, gdy zobaczył misjonarzy modlących się jeszcze przed świtem.

- Gdy byłem małym chłopcem pytałem sam siebie: „Co ci ludzie robią w ciszy, w ciemnościach?”, bo w mojej wiosce nie było elektryczności. Myślałem: „Na pewno mówią do kogoś, kogo widzą i znają”. A kiedy jeden z nich zapytał mnie: „Czy chcesz pójść do seminarium”, nie wiedziałem, co to jest. Zapytałem: „Co tam robicie?”. Powiedział: „Idziesz tam, żeby stać się taki, jak my”. Zgodziłem się. Chciałem spotkać tę Osobę, którą widzieli w ciszy i ciemnościach kaplicy - opowiada kard. Sarah.

Choć minęło tyle lat, wciąż pamięta oddanie tych misjonarzy, którzy przyjechali do Afryki. - Przyjechali nie po to, żeby coś zyskać, ale żeby nam służyć, żeby nas zbawić, tak jak Chrystus nie przyszedł, żeby zyskać, ale żeby oddać swe życie. Oddali swoje życie, a niektórzy umarli bardzo młodo. Dla mnie bycie księdzem jest naśladowaniem tych misjonarzy, którzy przekazali mi swą wiarę. Chcę być taki, jak oni - podkreśla prefekt watykańskiej kongregacji, zajmującej się kwestiami liturgicznymi.

W Watykanie pracuje on od 2001 r. u boku Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Smutkiem napawa go to, że bywa przedstawiany jako oponent obecnego papieża. - Zachowuję spokój, bo jestem lojalny wobec papieża. Nie mogą zacytować słowa, zdania, gestu, którym sprzeciwiam się papieżowi. To niedorzeczne. Służę Kościołowi, Ojcu Świętemu, Bogu. To wystarczy - zapewnia afrykański purpurat.

Przestrzega, że są ludzie, którzy „piszą takie rzeczy, żeby wykreować opozycję przeciwko Ojcu Świętemu wśród biskupów albo kardynałów”. - Nie możemy wpaść w tę pułapkę - mówi kard. Sarah.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem