Reklama

Święci i błogosławieni

Św. Tomasz Morus

Patron rządzących i polityków

Niedziela Ogólnopolska 45/2005

[ TEMATY ]

święci

wikipedia.org

Chrześcijańskie korzenie Europy

Idea zjednoczonej Europy ma korzenie w chrześcijaństwie. U jej fundamentów stoi chrześcijaństwo z ideą ewangelicznej solidarności i pragnieniem prawdy i sprawiedliwości. Jako pierwsi wcielili ją w życie chrześcijańscy politycy: Robert Schuman, Konrad Adenauer i Alcide De Gasperi. Autentycznie przeżywali swoją wiarę i z niej czerpali inspiracje na rzecz działania dla wspólnego dobra. Pragnęli dać Europie duszę. Powszechnie nazywani są Ojcami Europy, a francuski polityk Rober Schuman jest kandydatem na ołtarze. Jego proces beatyfikacyjny dobiega końca. Sługa Boży Jan Paweł II wielokrotnie mówił o Schumanie jako o wzorze polityka chrześcijańskiego.
Dziś idea europejska znalazła się na zakręcie. Niepewne losy traktatu konstytucyjnego zmuszają do zrewidowania dominujących politycznych pomysłów. Czas powrócić do Europy ewangelicznej solidarności i tak naprawdę tylko w tym jest nadzieja dla Unii Europejskiej.

W Polsce wybory parlamentarne i prezydenckie wygrał obóz polityczny, który do tego ideału odwoływał się bezpośrednio. Wyborcy pokazali, że jest on im nadal najbliższy. Pokazali tym wyborem swoją duszę. Jest ona chrześcijańska. Pokazali, że takiej duszy chcą też w Europie.

Tomasz Morus

31 października br. minęło 5 lat od chwili, kiedy sługa Boży Jan Paweł II ogłosił św. Tomasza Morusa (More) patronem rządzących i polityków. W kontekście tegorocznych wyborów parlamentarnych i prezydenckich w naszym kraju, w których politycy ubiegali się o „dostęp do władzy”, warto przypomnieć postać, która przez niezłomną wierność swoim przekonaniom - nawet za cenę życia - może stanowić wzór dla mężów stanu.

Reklama

Tomasz Morus wyrażał w pełni swą chrześcijańską tożsamość, żyjąc w świecie jako mąż, przykładny ojciec i światły mąż stanu. Ten człowiek o nieskazitelnej postawie moralnej, aby dochować wierności Bogu i własnemu sumieniu, wyrzekł się wszystkiego: zaszczytów, więzi rodzinnych, nawet samego życia.

Tomasz Morus był znany i podziwiany w całej Europie. Napisana przezeń Utopia, najlepsza książka epoki, rozsławiła imię autora. Najtęższe umysły oddawały hołd jego wykształceniu, obyciu i niezwykle ujmującej osobowości. Nic dziwnego. Każdy, kto poznał Tomasza, był oczarowany nie tylko jego wiedzą, ale i poczuciem humoru.

Jako kanclerz królewski - najwyższy urzędnik w państwie - Tomasz Morus stanowił - i czyni to nadal - doskonały wzór do naśladowania dla świata urzędniczego. „Miał dwie ważne cechy: w swojej pracy urzędniczej był niezłomnie uczciwy i zdecydowanie sumienny. Powiedziano o nim, że gdyby pewnego dnia stawił się przed nim własny ojciec i diabeł, przyznałby rację szatanowi, jeśliby na nią zasługiwał. Wszystkich traktował życzliwie. Przekupstwo czy kumoterstwo nie miały do niego przystępu. Na modlitwę poświęcał dziennie po kilka godzin. Przy stole czytał Pismo Święte i książki ascetyczne. Unikał pokut dawnych ascetów, wiedząc, że siły są mu potrzebne do wykonywania swoich codziennych obowiązków. Rekompensował ten brak szczególnych pokut cierpliwym znoszeniem codziennych kłopotów, rzetelnym wypełnianiem swoich obowiązków, zachowaniem przykazań Bożych i kościelnych. Nawet jako kanclerz państwa chętnie usługiwał do Mszy św. i śpiewał w chórze kościelnym”.
Ale nie był ponurakiem, wręcz przeciwnie. Jego dom w Chelsea pod Londynem był chyba najbardziej gościnnym miejscem w Anglii. Zawsze pełen śmiechu i zabaw, ale i uczonych dysput. Goście robili wielkie oczy, widząc, jak córki Morusa z całkowitą swobodą przechodzą z łaciny na grekę i na odwrót. - Jak to? Kobiety? - nie mogli wyjść z podziwu. Tomasz kochał swoją rodzinę całym sercem, więc dzielił się z najbliższymi wszystkim, zwłaszcza swoimi pasjami.

Reklama

Godzina świadectwa

Kiedy król Henryk VIII w 1531 r. nie uzyskawszy stwierdzenia nieważności swojego pierwszego małżeństwa z Katarzyną Aragońską, ogłosił zerwanie z Rzymem i sam kreował się głową Kościoła w Anglii, wszyscy poddani zostali wezwani do złożenia przysięgi na wierność tak odmienionemu królowi, co równało się deklaracji zmiany wyznania. Prawie wszyscy biskupi, kapłani, szlachta, nie mówiąc o szarych ludziach, podporządkowali się temu. Złożenia przysięgi odmówili tylko niektórzy zakonnicy, jeden biskup i jeden człowiek świecki - Tomasz Morus. Widząc, na co się zanosi, Tomasz złożył urząd kanclerza i wycofał się z życia publicznego. Nie chciał bowiem firmować tego, czego nie mógł w swoim prawym sumieniu uznać za prawdziwe. „Pomimo nalegań, nie wziął też udziału ani w ślubie, ani w koronacji kochanki króla, Anny Boleyn. Wreszcie nie podpisał aktu supremacji. Taką postawę uznano za zdradę stanu. Został aresztowany i osadzony w więzieniu. Dnia 1 lipca 1535 r. nad aresztowanym odbył się sąd”. Skazano go na śmierć. Sentencja wyroku sądu brzmiała: „Ma być włóczony po ziemi, potem powieszony, ale odcięty zanim się udusi. Brzuch ma mieć rozpruty, wnętrzności wycięte, następnie ma być poćwiartowany, a części jego ciała powieszone na czterech bramach miasta, głowa zaś na Moście Londyńskim”.

Król Henryk VIII z uwagi na dawną przyjaźń złagodził wyrok: były kanclerz został ścięty bez tortur. Tuż przed śmiercią, stojąc na szafocie i spokojnym wzrokiem spoglądając na zebranych, miał powiedzieć: „Módlcie się, abym umarł wierny wierze katolickiej. I aby król wierny tej wierze umarł”. Egzekucja odbyła się 6 lipca 1535 r. Głowę św. Tomasza Morusa wystawiono na widok publiczny, wbitą na pal na moście Tamizy. Sterczała tam miesiąc, aż ją potem wrzucono do morza. Jednak córka Małgorzata wydobyła ją i pochowała w krypcie kościoła św. Dunstana w Canterbury.

Tomasz do końca pozostał sobą. Nie zmieniło go ani bogactwo, ani sława, ani władza. Nie zdeprawował go strach ani obawa przed utratą tego, co posiadał. Nie uległ dyktatowi większości. Nie sprzedał sumienia, choć wszyscy sprzedawali, nie uwierzył podszeptom, żeby podpisać, bo wszyscy podpisują. Pozostał wierny, choć tak łatwo było usprawiedliwić niewierność.

Do chwały błogosławionych wyniósł go papież Leon XIII w 1886 r. Uroczystej kanonizacji dokonał papież Pius XI w 1935 r.

Wzór dla polityków

Św. Tomasz Morus, patron rządzących i polityków, za jeden z czynników warunkujących konstruktywną działalność polityczną uznawał związek polityki z moralnością. Kiedy człowieka oddziela się od Boga, a politykę od moralności, wówczas grozi niebezpieczeństwo realizacji bonum privatum kosztem bonum publicum. Jeśli jednak polityk oprze swoją działalność na fundamencie etycznych zasad, wówczas jego działalność będzie skutkowała pomnażaniem dobra wspólnego. Dlatego Jan Paweł II w liście apostolskim motu proprio o ogłoszeniu św. Tomasza Morusa Patronem rządzących i polityków napisał: „Gdy człowiek jest posłuszny wezwaniom prawdy, sumienie kieruje ostatecznie jego czyny ku dobru. Właśnie ze względu na swoje świadectwo o prymacie prawdy nad władzą, składane aż do przelania krwi, św. Tomasz Morus jest czczony jako zawsze aktualny wzór wierności wyznawanym zasadom moralnym”.

Tomasz Morus swoją niezłomną, a przy tym pełną pogody ducha, głęboko ludzką postawą obnażył nie tylko małość polityków będących na szczytach władzy, ale również zwykłych obywateli, którzy dla własnej wygody gotowi są kłamać i oszukiwać. Jawi się więc dzisiaj wielu politykom jako „wyrzut ich sumienia”, chcąc pokazać, jakimi wartościami powinni się kierować.

Patrząc na jego los, niejeden by powiedział, iż przegrał życie. Pięknie jednak jego postawę skonstatował Waldemar Łysiak: „Polityk szlachetny jest skazany na klęskę, więc Morus przegrał. Klęska Morusa to cudowne zwycięstwo - jedno z najpiękniejszych zwycięstw człowieczeństwa w dziejach ludzkiego gatunku”.

Tekst opracowany na podst. książki ks. Wincentego Zaleskiego SDB Święci na każdy dzień, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2002.

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święci od zarazy

2020-05-07 10:57

[ TEMATY ]

choroba

święci

koronawirus

wstawiennictwo

Archiwum autora

Od długiego już czasu rozpoznajemy nowego przeciwnika. Wróg jest niewidoczny i śmiertelny. Jest nim koronawirus. Wybuchnął w Chinach i dzięki przemieszczaniu się ludzi rozprzestrzenił się szybko po wielu krajach świata.

Wobec myślenia, powtarzanego prawie co dnia, że najważniejsze jest zdrowie, zagrożenie godzi w sam rdzeń myślenia o własnym życiu i poczucia bezpieczeństwa. Ludzie po prostu się boją. Wielu może popaść w stan histerii.

Obawa przed zarażeniem powoduje nieufność wobec napotykanych ludzi, unikanie spotkań ze znajomymi i jeszcze bardziej z nieznajomymi. Drugi człowiek, potencjalny nosiciel wirusa, staje się cichym zagrożeniem.

Zgromadzenia ludzi, zamiast ubogacającą wartością, podszyte są obawą. Media, działające już długo na zasadzie przekazu sensacji, histerię nakręcają. Wietrzą w tym swój doraźny interes.

Przeczeński las

Uczymy się, trochę jak dzieci, myć ręce mydłem i ciepłą wodą, odsuwać się przed kichającymi, wietrzyć pomieszczenia, itd.

Obserwuję wydarzenia i realne przecież zagrożenie z parafii, gdzie od wieków kultem cieszyli się św. Roch i św. Rozalia.

W roku 1706 Rzeczpospolitą dotknęła dżuma. Epidemia pustoszyła miasta i wioski. Zmarła wówczas jedna trzecia ludności. W kolejnych wiekach epidemia wybuchała co jakiś czas. Znamy daty epidemii na naszych terenach: 1727, 1737, 1770.

W sąsiedniej parafii pw. Podwyższenia Krzyża św. w Przecznie podczas jednej z kolejnych fal zarazy wymarła cała wioska. Ostatni mieszkaniec gorąco modlił się za przyczyną św. Rozalii. W przeczeńskim lasku, gdzie wytrysnęło źródełko, obmył się. Przyzywał wstawiennictwa i ocalał. Dał świadectwo. Przez wieki, z wyjątkiem czasu komuny – innej duchowej zarazy – we wspomnienie 4 września wędruje procesja różańcowa. Z przodu podąża feretron, poświęcony św. Rochowi i św. Rozalii.

Ludzi wierzących, nie zaniedbując i nie lekceważąc wszelkich środków ostrożności, wzywamy do modlitwy do Boga zanoszonej poprzez pośredników, których On dał już naszym ojcom. W mojej parafii postanowiliśmy po każdej Mszy św. wzywać wstawiennictwa wspomnianych świętych. Prosimy o odsunięcie i ustanie zarazy.

Opiekun zadżumionych

Roch był synem zamożnych ludzi z Mont¬pellier. Od młodości okazywał troskę o potrzebujących pomocy. Wcześnie umarli mu rodzice. Odziedziczył fortunę, którą rozdał biednym. Udał się jako pielgrzym do Rzymu. W tym czasie tereny, przez które pielgrzymował, nawiedziła epidemia dżumy. Roch, wrażliwy na potrzeby innych, przerywał wędrówkę, pielęgnował cho¬rych. Uzdrawiał zadżumionych, kreśląc nad nimi znak krzyża. Przy ciele Rocha, który umarł samotnie, znaleziono zapis następującej obietnicy: „Ci, którzy zostaną dotknięci zarazą, a będą wzywać na pomoc św. Rocha jako swojego pośrednika i patrona, będą uleczeni". Św. Rocha wzywano więc w czasach zarazy i w nieszczęśliwych przypadkach.

Życiowa próba

Sytuacje trudne, także beznadziejne, uczą nas właściwego ukierunkowania na Boga, owego zwrócenia się ku Jego krzyżowi. Bóg prowadzi człowieka. Życiowa próba jest okazją do zawierzenia Bogu swego życia doczesnego i nade wszystko wiecznego. Przez wszelkie okoliczności Bóg pragnie nas zbliżać ku sobie. Zawierzone zagrożenie przestaje być balastem, obciążeniem utrudniającym normalne funkcjonowanie. Poprzez ofiarowanie możesz doświadczyć nowej wolności. To prawda, obecność wroga uczy pokory. Pokornego miłuje Bóg i darzy go.


Wspomnienie liturgiczne świętego Rocha wypada 16 sierpnia. Wspomnienie św. Rozalii w kalendarzu liturgicznym przypada 4 września.

Modlitwa za wstawiennictwem św. Rocha, zaczerpnięta z liturgicznej księgi Rituale Romanum z 1928 roku:

Wysłuchaj nas, Boże, uzdrowienie nasze, a za wstawiennictwem błogosławionej i chwalebnej Bogurodzicy Maryi Panny, oraz za przyczyną świętego Rocha, św. Rozalii i wszystkich świętych, lud swój przed gniewem swoim zachowaj i osłoń go wielkim miłosierdziem swoim.

Przychyl się łaskawie, Panie, do pokornych próśb naszych; ulecz cierpienia duszy i ciała naszego, abyśmy otrzymawszy przebaczenie, cieszyli się zawsze Twoim błogosławieństwem.

Udziel, Panie, skuteczności naszym modlitwom; i dając się przebłagać, odwróć od nas zarazę i zagrożenie śmiercią, aby wszyscy ludzie poznali, że gniew Twój sprowadza doświadczenia, a usuwa je Twoje miłosierdzie. Przez Chrystusa, naszego Pana.

Amen

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymka Służby Zdrowia na Jasną Górę - z udziałem prezydenta

2020-05-24 12:20

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Andrzej Duda

Jasna Góra/Twitter

Z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy na Jasnej Górze rozpoczęły się w niedzielę główne uroczystości 96. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Służby Zdrowia. Mszy św. przewodniczy bp Tadeusz Lityński, a homilię wygłosi przewodniczący zespołu KEP ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia bp Romuald Kamiński.

Witając zgromadzonych b. przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra powiedział, że obecność prezydenta - w 5. rocznicę jego wyboru na ten urząd -

"jest wymownym znakiem wdzięczności całej naszej ojczyzny wobec posługujących nam służb medycznych".

"W tym roku lekarze, pielęgniarki i wszystkie służby medyczne szczególnie potrzebują naszej modlitwy. Zaistniała sytuacja związana z epidemią jest dla nich ogromnym wyzwaniem, bo ich praca, ich powołanie, wymaga ogromnego hartu ducha i oddania w służbie człowiekowi" - podkreślił o. Waligóra.

Ze względu na ograniczenia związane z pielgrzymką koronawirusa, w tegorocznej pielgrzymce uczestniczy jedynie reprezentacja środowiska medycznego, a pozostali wierni łączą się z pielgrzymami duchowo, korzystając z transmisji telewizyjnej i internetowej.

Wśród uczestników spotkania są m.in. prezydencki minister Adam Kwiatkowski, wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski oraz główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas. Są też delegacje poszczególnych grup zawodowych środowiska medycznego.

"W tym roku chcemy podziękować Bogu za wszystkich odważnych medyków, a więc lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i diagnostów laboratoryjnych, którzy stanęli na pierwszej linii frontu walki o zdrowie i bezpieczeństwo chorych na koronawirusa. Chcemy też, pamiętać o tych osobach z personelu medycznego, którzy sami zachorowali i umarli z tego powodu" – mówił wcześniej Krajowy Duszpasterz Służby Zdrowia bp Romuald Kamiński, zachęcając do duchowego uczestnictwa w niedzielnej pielgrzymce.(PAP)

autor: Marek Błoński

mab/ par/

CZYTAJ DALEJ

Małgorzata Manowska - I prezes Sądu Najwyższego (sylwetka)

Prezydent zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na I prezesa Sądu Najwyższego. Sądem tym pokieruje sędzia z 25-letnim stażem, była wiceminister sprawiedliwości, dotychczasowa dyrektor krajowej szkoły sędziów. Jest drugą kobietą na tym urzędzie w historii SN, po swojej poprzedniczce Małgorzacie Gersdorf.

Jeszcze w sobotę Manowska zapewniała podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, że sędziowie nie muszą obawiać się z jej strony jakiejkolwiek zemsty i odwetu.

"Chciałabym normalnie pracować, chciałabym zasypać ten dół między nami, a przynajmniej doprowadzić do wzajemnej tolerancji i poprawnej współpracy, dlatego że SN i ludzie na to zasługują" - mówiła wtedy sędzia. Wskazywała, że trzeba dążyć do zapewnienia harmonijnego funkcjonowania SN.

Jak sama siebie określiła jest człowiekiem, "który łączy ludzi w działaniu, a nie dzieli". "Nie jesteśmy żadną nadzwyczajną kastą. Powinniśmy ludziom służyć, a nie być ponad nimi" - mówiła ponadto podczas zgromadzenia SN.

Manowska została wybrana przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wyłonionych w głosowaniu przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Na Manowską głosowało 25 sędziów. Był to drugi wynik; największym poparciem zgromadzenia SN cieszył się Włodzimierz Wróbel, na którego głos oddało 50 z 95 sędziów biorących udział w głosowaniu.

Nowa I prezes SN posiada ponad 25-letnie doświadczenie sędziowskie zdobyte w sądach wszystkich szczebli. Po zdobyciu uprawnień sędziowskich orzekała w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi. Karierę orzeczniczą kontynuowała następnie w warszawskim sądzie okręgowym. Przez niemal 14 lat orzekała także w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego trafiła w październiku 2018 r. Prezydent Andrzej Duda powołał Manowską na sędziego SN po rekomendacji Krajowej Rady Sądownictwa. Z uwagi na - podnoszone przez część środowiska sędziowskiego i polityków - wątpliwości dotyczące prawidłowości powołania sędziowskich członków KRS przez Sejm, skuteczność nominacji Manowskiej do Sądu Najwyższego była kwestionowana.

Podczas sobotnich obrad zgromadzenia SN Manowska była również pytana, czy uważa się za sędziego SN. "Nie, nie uważam się. Ja jestem sędzią SN. Złożyłam ślubowanie przed prezydentem, objęłam obowiązki służbowe" - podkreśliła w odpowiedzi.

Jednocześnie mówiła, że nie podobał się jej "kształt poprzedniej KRS i nie podoba się kształt obecnej". "Moim zdaniem KRS powinna być wybierana w wyborach powszechnych sędziowskich, po to żeby nie było z jednej strony zarzutów, że jest zależna od władzy ustawodawczej, ale z drugiej strony, by nie było zarzutów działania tzw. spółdzielni, a to była powszechna opinia wśród sędziów, że grupy się wybierają" - zaznaczała podczas zgromadzenia SN.

Manowska przez ponad cztery lata - od stycznia 2016 r. - kierowała Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Jak zapewniła podczas zgromadzenia SN, doświadczenie z zarzadzania tą instytucją zamierza przenieść do Sądu Najwyższego. Podkreśliła przy tym, że umiejętności zarządcze są jej atutem.

Jak mówiła, kiedy rozpoczęła zarządzanie tą szkołą, zderzyła się z mobbingiem. "Ja ten mobbing zlikwidowałam. Dla każdego człowieka, który chciał pracować znalazłam właściwe miejsce w krajowej szkole. Nie ma tu ludzi niepotrzebnych i wykluczonych" - wskazywała. Zwróciła też uwagę, że w czasie, gdy była dyrektorem krakowskiej szkoły, absolwenci tej placówki "wreszcie idą do służby po egzaminie sędziowskim". Do swoich sukcesów zarządczych zaliczyła także pozyskanie na rzecz szkoły dwóch nieruchomości.

W kwietniu, na niespełna miesiąc przed rozpoczęciem procedury wyboru kandydatów na I prezesa SN, media podały, że do internetu wyciekły dane tysięcy sędziów i prokuratorów, które miała w swoich zasobach krakowska szkoła. W sieci pojawiły się prywatne adresy mailowe, adresy zamieszkania, numery telefonów, a także hasła logowania.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lubelska prokuratura regionalna. W konsekwencji śledczy zatrzymali i postawili zarzuty pracownikowi spółki zewnętrznej zarządzającej serwerami szkoły. Manowska komentując tę sprawę mówiła, że prawdopodobne jest, że do wycieku danych osobowych doszło na skutek zaniedbania jednej z firm zarządzających danymi. W sobotę przed zgromadzeniem SN powiedziała, że "nie takim gigantom się to zdarzało". "Czy to był przypadek, to wykaże postępowanie" - dodała.

Manowska ma za sobą także okres pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. W 2007 r. przez kilka miesięcy pełniła funkcję wiceministra w resorcie sprawiedliwości kierowanym wówczas przez Zbigniewa Ziobrę. Manowska zajmowała się wówczas w ministerstwie sądownictwem powszechnym. Odeszła z resortu po objęciu władzy przez PO-PSL.

Przez uczestników zgromadzenia sędziów wyłaniającego kandydatury na I prezesa SN była pytana - podobnie jak inni kandydaci - o związki z politykami i ich stosunek do polityki. "Miałam takie związki i nie jest to tajemnicą. W 2007 r. przez siedem miesięcy byłam podsekretarzem stanu w MS, ministrem był wtedy Zbigniew Ziobro, a podsekretarzem stanu obecny prezydent Andrzej Duda. (...) Ja się nie zapieram i nie wypieram tych znajomości" - mówiła sędzia Manowska.

Wskazywała jednocześnie, że "przez kilkanaście lat późniejszego orzekania nie wypowiadała się na temat polityki" i nigdy ani jej, ani żadnemu z jej orzeczeń nie został postawiony zarzut upolitycznienia. "Obiecuję, że będę strażnikiem niezawisłości. (...) Nigdy żaden polityk na mnie nie wywierał wpływu w sferze orzecznictwa, nawet nie próbował" - podkreślała.

Nowa I prezes SN jest warszawianką. W stolicy ukończyła też studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na tej samej uczelni obroniła doktorat, a następnie uzyskała habilitację. Jest profesorem nadzwyczajnym Uczelni Łazarskiego, na której wykłada od 2013 r. Specjalizuje się w cywilnym prawie procesowym.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Marcin Jabłoński

mm/ mja/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję