Reklama

Pro i contra

Wyjść z marazmu!

Europoseł dr Dariusz Grabowski, ekonomista i przedsiębiorca, omawia na łamach Naszego Dziennika z 14 listopada wizję zmian gospodarczych, przedstawioną w exposé premiera Kazimierza Marcinkiewicza. W tekście zatytułowanym Widać wolę zmian poseł Grabowski pisze m.in.: „(...) widać, że premier rozumie, iż dla realizacji tej wizji musi uzyskać poparcie społeczne polegające na szerokiej debacie, wymianie poglądów, współdecydowaniu i zaangażowaniu się ludzi (...). W Polsce «zagubiliśmy» wielu przyzwoitych ludzi znających się na gospodarce. To exposé stanowi swoisty apel do nich o wyrwanie się z marazmu i biernego czekania. Uzyskanie przez rząd środków na infrastrukturę i budownictwo mieszkaniowe nieuchronnie wiąże się z radykalną zmianą polityki gospodarczej, bez której to nie nastąpi”. Wśród celów polityki gospodarczej dr Grabowski wskazuje zwłaszcza na potrzebę priorytetu dla eksportu i dla budownictwa mieszkaniowego oraz na zapewnienie przedsiębiorcom dostępu do tanich kredytów, którego nie ma przy obecnej polityce banków.

Czy Platformie grozi rozpad?

Mnożą się ostrzeżenia, że Platforma Obywatelska może ciężko zapłacić za decyzję odrzucającą koalicję rządową z PiS i wybierającą opozycję do nowego rządu. Przyznaje się to nawet w licznych środowiskach liberalnych bliskich PO. Nader znamienne pod tym względem były publikowane w Fakcie z 4 listopada stwierdzenia liberalnego publicysty, naczelnego redaktora Res Publiki Nowej Marcina Króla. W tekście zatytułowanym PO zagrożona jest rozkładem red. Król napisał m.in.: „Najbardziej prawdopodobny wydaje mi się scenariusz stopniowego rozpadu Platformy Obywatelskiej. Część ludzi działających w Platformie ma wielkie ambicje i PiS dość łatwo może ich wyłuskać na funkcje ministerialne czy dyrektorskie. PO grozi powtórka scenariusza Unii Wolności”. Jeśli z aż tak złowieszczym ostrzeżeniem dla PO wychodzi nawet jej liberalny przyjaciel Marcin Król, to chyba jest to ważne. Mnożą się zresztą konkretne przejawy niezadowolenia działaczy PO w terenie z odrzucenia przez Platformę koalicji z PiS. Niedawno poinformowano o wyjściu z PO prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego, krytykującego odrzucenie koalicji. Coraz częściej dowiadujemy się o niezadowoleniu niektórych struktur terenowych PO, np. Joanna Pszon pisała o tym w tekście: Opolskie PO chce z PiS (Gazeta Wyborcza z 14 listopada). Według tekstu: „Lokalni działacze opolskiej Platformy odrzucają decyzję władz krajowych PO o przejściu do opozycji (...). Bogusław Wierdak, przewodniczący powiatowego PO w Nysie, wyjaśniał: «Obiecywaliśmy, że utworzymy koalicję z PiS, że zajmiemy się gospodarką. W opozycji niczego nie zdziałamy». W kuluarowych rozmowach działacze przyznają, że mają dość bycia od czterech lat w opozycji, że wielu liczyło na wpływy i posady (...). Za szybkim podjęciem negocjacji z PiS są m.in. prezydent Opola Ryszard Zembaczyński i kilku miejskich radnych PO”. Według tekstu - żeby zażegnać pierwszy w Polsce rozłam w łonie PO, władze partii wysyłają do Opola Bronisława Komorowskiego.

Ostrzeżenie przed samozagładą PO

Reklama

Ze szczególnie dramatycznym ostrzeżeniem przed skutkami pozostania PO w opozycji wystąpił senator PO Jarosław Gowin w tekście Prawicowy gen samozagłady (Gazeta Wyborcza z 20 listopada). Nie ukrywając swej krytyki PiS-u, Gowin stwierdza jednak, że „odmawiając udziału w rządzie Marcinkiewicza, Platforma wkroczyła na drogę samomarginalizacji”. Według Gowina: „po wyborach kierownictwo PO podjęło wiele decyzji (...) błędnych. Ich skutkiem jest nie tylko pozostanie w opozycji. Stawką jest dalsze istnienie partii”. Gowin ostrzega PO przed losem Unii Wolności. W ocenie Gowina, przejście PO do trwałej opozycji „byłoby politycznym samobójstwem”. Nie lepsza byłaby też ewentualna rola PO jako „przyszłego mniejszościowego koalicjanta postkomunistów”. Gowin pisze, że bardzo wielu ludzi w PO od dwóch lat przygotowywało się do objęcia stanowisk stosownych do ich umiejętności. Dodaje: „Teraz słyszą, że mają czekać kolejne cztery lata. Jak w tym czasie mają wykorzystywać swe kompetencje? Z czego mają się utrzymywać?”. Gowin ostrzega, że część działaczy „zniechęci się i wycofa z polityki, niektórzy przejdą do obozu zwycięzców, inni zaczną się zastanawiać nad budową czegoś nowego”.

Mentalność Kalego w Niemczech

Ileż to razy czytaliśmy w Gazecie Wyborczej zarzuty ksenofobii uderzające w Polaków, którzy protestowali przeciwko wyprzedaży różnych dóbr narodowych w obce ręce. A wśród tych dóbr znalazła się m.in. bardzo duża część polskiej prasy, co jest istotnym zagrożeniem dla naszej suwerenności. I oto nagle dowiadujemy się z Gazety Wyborczej, że w Niemczech reaguje się bez porównania gwałtowniej niż w Polsce na sprzedaż gazety w obce ręce. Łukasz Adamski w tekście Kto grozi wolności prasy w Niemczech? (Gazeta Wyborcza z 27 października) pisze o niespotykanej wprost skali protestów w Niemczech przeciwko sprzedaży pierwszej gazety niemieckiej Berliner Zeitung brytyjsko-amerykańskiemu konsorcjum. Sprzedaż tę oprotestowało m.in. ponad 130 znanych niemieckich osobistości, w tym noblista Günter Grass. Podkreślmy tu - oto dochodzi do tak wielkiego protestu w Niemczech z powodu sprzedaży jednej tylko gazety w obce ręce, podczas gdy w Polsce niemieckie koncerny medialne wykupiły dziesiątki polskich gazet, zdobywając dominującą pozycję w prasie niektórych regionów.
Ostre protesty niemieckie przeciwko sprzedaży berlińskiej gazety zagranicznemu konsorcjum szerzej skomentowała Krystyna Grzybowska w tekście Moralność niemiecka (Wprost z 6 listopada). Grzybowska pisze o dość szczególnym niemieckim podejściu: „Gdy obcy kapitał kupuje jedną niemiecką gazetę - to źle, gdy Niemcy opanowują całe rynki - to dobrze”. Grzybowska przypomina, że w Polsce „nikt z naszych intelektualistów i autorytetów publicznych” nie zareagował w odpowiednim czasie na groźbę zdominowania naszego rynku prasowego przez niemieckie wydawnictwa. A teraz - jak pisze Grzybowska: „Jesteśmy krajem biednym, poza niewielką grupą pism (...) większość gazet regionalnych, niezliczone tygodniki regionalne i jedna wielka gazeta bulwarowa Fakty znalazły się w niemieckich rękach”. Grzybowska zapytuje: „Czy ktoś zastanawiał się, jak prezentowane są w tych wydawanych przez Niemców gazetach stosunki polsko-niemieckie i nastroje w Polsce wywołane działalnością Eriki Steinbach czy restrykcjami nakładanymi na Polaków pracujących w Niemczech?”.

Potrzeba „bilansu otwarcia”

Szczególnie trudne działania czekają nowy rząd w sferze gospodarki, tak zdewastowanej w ciągu ostatnich czterech lat rządów postkomunistycznych. Społeczeństwo musi wiedzieć, jak fatalny stan gospodarki zostawiły nowemu rządowi dwie ostatnie ekipy postkomunistyczne. Publiczne przedstawienie gruntownego „bilansu otwarcia” jest ogromnie potrzebne, by zapobiec ewentualnym późniejszym kłamliwym postkomunistycznym próbom zrzucania winy na rząd Marcinkiewicza za katastrofalną spuściznę rządów Millera i Belki. To jedna z kluczowych spraw, o których pisałem w obszernym artykule pt. Refleksje powyborcze (Nasz Dziennik z 9 listopada). Oby rząd Marcinkiewicza zrobił wszystko dla jak najszybszego przygotowania gruntownego bilansu tego typu!

Szokujące zagrożenia

Reklama

Nadesłano mi nowy numer Świata kolei (nr 10 z 2005 r.), pokazujący jeden z najdrastyczniejszych elementów gospodarczej spuścizny po minionym rządzie. W artykule redakcyjnym: Dokąd zmierza polska polityka transportowa czytamy m.in.: „Wszystko wskazuje na to, że odchodzący rząd w swoich ostatnich podrygach postanowił albo radykalnie przyśpieszyć uśmiercanie polskich kolei (...) albo przygotować przysłowiowy pasztet dla swoich następców. Na przełomie sierpnia i września Ministerstwo Finansów wykreśliło z projektu budżetu na rok 2006 miliard złotych (czyli 100% planowanych wydatków) na inwestycje w infrastrukturę kolejową (...). Na zwołanym na 6 września posiedzeniu rządu (...) niestety nie udało się resortowi infrastruktury przekonać fiskusa do zmiany tego niewiarygodnego wręcz stanowiska. Cóż to może oznaczać dla polskich kolei? Jeszcze szybsze pogrążanie się w zapaści i stopniową eliminację z rynku transportowego, co w konsekwencji doprowadzi Polskę do standardów krajów afrykańskich. Na kolejowej mapie Europy powstanie biała plama, którą w dalszej perspektywie ominą wszystkie ważniejsze ciągi transportowe”.

Skandaliczne zaniedbania

Jedną ze spraw wymagających jak najszybszego rozwiązania jest kwestia ogromnych zaniedbań w wykorzystaniu funduszy unijnych. Jędrzej Bielecki pisze w Rzeczpospolitej z 5-6 listopada w tekście Marnowana szansa, iż „Polska nie radzi sobie z unijną pomocą. Półtora roku od przystąpienia do Unii Europejskiej wykorzystaliśmy zaledwie 3,2 procent tego, co Bruksela dała nam na lata 2004-06”. Szczególnie fatalnie wygląda sytuacja w dziedzinie wykorzystania środków na wsparcie modernizacji przedsiębiorstw - wykorzystano z nich zaledwie 1,4 procent. Sprawę tych zaniedbań podjęto również w dodatku prawnym Rzeczpospolitej z 14 listopada w tekście Pawła Rochowicza i Sławomira Wikariaka Pieniądze utknęły, bo urzędnicy są nadgorliwi. Zdaniem autorów: „Jeśli chcemy wykorzystać pieniądze z unijnych funduszy, musimy uprościć procedury. Dzisiejsze są dużo bardziej rygorystyczne niż wymagania stawiane przez UE”. Wszystko to trzeba radykalnie zmienić, jeśli nie chcemy pozostawać na minusie w stosunkach z UE, przed czym wielu z nas tak mocno ostrzegało w swoim czasie.

Kryzys w UE

Z różnych stron dobiegają krytyczne głosy na temat stanu UE. Tadeusz Dominiak w tekście Dryfująca wyspa (Ozon z 20 października) pisze: „W kuluarach przywódcy laburzystów naradzają się, jak opuścić Wspólnotę. Obwiniają ją bowiem o swoje problemy wewnętrzne”. Nawet Witold M. Orłowski - szef zespołu doradców ekonomicznych prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, tak przecież prounijnego, przyznał ostatnio, że „kulejąca Unia chętniej bierze, niż daje” (por. tekst Schody do raju we Wprost z 16 października). Według Orłowskiego - „wyidealizowany obraz Unii jest fałszywy”. Szczególnie ważnym źródłem kontrowersji jest sprawa sporów o budżet, gdyż „w głowach wielu osób w zachodniej Europie” rodzą się konstrukcje niekorzystne dla nowych krajów członkowskich UE.

Polacy za tradycją

Znamienne przyznanie w postkomunistycznej Polityce, tak znanej ze skłonności do podważania tradycyjnych wartości. Psycholog prof. Janusz Reykowski napisał tam w tekście 3 razy 60 proc. (Polityka z 29 października): „Duża część Polaków jest bardzo przywiązana do tradycyjnych wartości i podejrzliwie patrzy na różne obyczajowe innowacje. W niedawnych badaniach CBOS aż 74 proc. było przeciw prawu urządzania publicznych manifestacji przez organizacje gejów i lesbijek. Polacy w swej większości są przywiązani do wartości narodowych i za ważny składnik swej tożsamości uważają przynależność do Kościoła katolickiego”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zielona Góra. Czterech nowych magistrów teologii

2021-09-21 18:27

[ TEMATY ]

teologia

Instytut Filozoficzno‑Teologiczny

ks. Piotr Bartoszek

W Instytucie Filozoficzno-Teologicznym im. św. Edyty Stein w Zielonej Górze 21 września odbyły się obrony prac magisterskich i egzaminy ex universa theologia.

Do egzaminów przystąpiło pięcioro studentów.– Wszyscy zdali z wynikami dobrymi i bardzo dobrymi – cieszy się ks. Piotr Bartoszek, dyrektor IFT.

CZYTAJ DALEJ

Abp Pennacchio: Nieść krzyż to trzymać się mocno Pana Jezusa, także wtedy, kiedy to niemodne

2021-09-21 18:21

[ TEMATY ]

krzyż

abp Pennacchio

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl

„Nieść krzyż to trzymać się mocno Pana Jezusa, także wtedy, kiedy to niemodne” – powiedział abp Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski w Polsce, który 21 września odwiedził sanktuarium św. Jakuba Apostoła w Jakubowie.

Mszę św. koncelebrował biskup legnicki Andrzej Siemieniewski, biskup zielonogórsko-gorzowski Tadeusz Lityński, biskup senior Paweł Socha oraz wielu kapłanów diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Prymas Polski: kryzys wykorzystywania seksualnego dotyczy istoty wspólnoty Kościoła

2021-09-22 11:26

[ TEMATY ]

pedofilia

abp Wojciech Polak

Episkopat.news,

Kryzys spowodowany wykorzystywaniem seksualnym małoletnich dotyka istoty wspólnoty Kościoła - powiedział dziś w Warszawie abp Wojciech Polak. - W skrzywdzonym człowieku został sprofanowany Bóg - podkreślił Prymas Polski, dodając, że skuteczna ochrona małoletnich wymaga współpracy wszystkich, którzy tworzą Kościół.

Delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży przemawiał na zakończenie międzynarodowej konferencji „Ochrona dzieci Bożych naszą wspólną misją”, która odbywała się w Warszawie. W spotkaniu uczestniczyli świeccy i duchowni z 20 krajów Europy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję