Reklama

Odsłony

Na opak?

Niedziela Ogólnopolska 51/2005, str. 23

Fot. Graziako

Fot. Graziako

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Odczytujemy świat na opak, a potem mamy mu za złe, że nas oszukał.

Wielu ludziom więcej powiedziałaby o świecie baśń niż naukowa wiedza. Tylko kto teraz czyta baśnie...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

T. był dumny z tego, że w dzieciństwie nie ogłupiano go żadnymi bajkami. Rodzice naukowcy objaśniali mu świat „rozumowo”, wykpiwając (i ucząc go tego) wszelkie mrzonki, twory fantazji, mitycznych bohaterów, legendarnych świętych. „To tylko tworzy marzycieli, pięknoduchów i słabeuszy” - powtarzali. T. nie tylko im wierzył, ale i tak myślał. Trochę zdziwił się, gdy jego matka przed śmiercią rozczytywała się w Złotej legendzie mnicha Jakuba de Voragine, ale przypisał to starczym zmianom w jej mózgu. Sam nie znosił literatury pięknej, bo dla niego liczyła się tylko literatura faktu, a film, teatr uważał za zbyt kosztowne manierowanie umysłu. Starał się robić tylko to, co logiczne, racjonalne i praktyczne. Za coś takiego poczytywał również... swoje chodzenie do teatru, gdzie znalazł taką niszę przy scenie, w której - prawie niewidoczny - siadał przodem do widowni i podczas przedstawienia przypatrywał się twarzom i reakcjom widzów. Nigdy nie widział żadnej sztuki, a do uszu wkładał watę, by nie słyszeć tej „patetycznej blagi”. Jednak dziwną satysfakcję sprawiało mu studiowanie uczuć widowni, której z początku współczuł, a potem zaczął nią gardzić. Im częściej chodził po to do teatru, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że ludzie tak bardzo dają się ogłupiać, zwodzić, manipulować jakimś nędznym, acz sprytnym kuglarzom i bajarzom. Tym bardziej współczuł dzieciom, które podrygiwanie i bełkotanie prymitywnych kukiełek odbierały z takim przejęciem, jakby działo się tam coś absolutnie realnego. Pisał potem o tym paszkwile do różnych czasopism, ale nie odbijały się one większym echem. Personel teatru brał go za nieszkodliwego maniaka z jakąś obsesją lub za chorego psychicznie. A on przychodził tam coraz częściej, nawet nie patrząc na plakat i nie znając tytułu sztuki.
Kolejnego wieczoru rozsiadł się w swojej niszy i patrzył z odrazą na widownię złożoną głównie z dzieci i ich rodziców. Wystawiano Baśń o Królowej Śniegu, ale on o tym nie wiedział. Zresztą, nigdy baśni nie czytał. I w momencie jakiegoś szczególnego napięcia malującego się na twarzach siedzących na widowni zobaczył wokół siebie kilku aktorów w kostiumach aniołów. Jeden z nich wyrwał mu zatyczki z uszu, zarzucił na głowę i ramiona jakąś czarną pelerynę tak, że nie mógł jej zdjąć. Poczuł, że wyprowadzają go na scenę, usłyszał głos aktora skierowany do widowni: „Czy wiecie, kim on jest?”. Przeraził się, bo pomyślał, że widownia odpłaci mu pogardą i odrazą, zwielokrotnioną wobec tej, jaką on do niej żywił. To było przecież logiczne. Pomyślał o linczu, o wściekłym zadeptaniu go przez prymitywny tłum… Ale nic nie widział i nie mógł się ruszyć. I wtedy usłyszał ten głos: „To jest biedny ślepiec, któremu wpadły do oczu okruchy diabelskiego zwierciadła i wszystko widzi na opak… Czy wiecie, co może uleczyć go z tej strasznej choroby? Łzy współczucia - takie jak łzy Gerdy nad Kajem… Użalcie się nad tym biedakiem, a może stanie się cud…”. I aktor zerwał mu z głowy pelerynę. T. stał oślepiony światłami… Powoli dostrzegał wpatrzone w niego twarze widzów, oczy dzieci, a nawet matek, szklące się łzami… I wtedy poczuł swoje własne łzy. Osunął się na kolana i wydał z siebie dość dziwny jęk, który nagle rozśmieszył widownię. Patrzył na te twarze śmiejące się nie z niego, ale do niego, i czuł, jak coś bardzo twardego pęka w nim pod wpływem tego ozdrowieńczego śmiechu. Potem, gdy to opowiadał, powtarzał: „Nigdy nie widziałem nic prawdziwszego od tamtych łez…nic prawdziwszego”.

Dziwię się czasem (i nie dziwię) tej istnej obsesji, z jaką niektórzy tropią, tępią, demaskują tzw. (przez nich) świat dziecinnej wyobraźni, obskurantyzmu religijnego, „ogłupiających” wierzeń… I widzę ich twarze pełne ironii, pogardy, tępej pewności siebie. Może potrzeba byłoby im trochę ozdrowieńczych łez, a na pewno przeczytania (choćby początku) Baśni o Królowej Śniegu.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Żal odjeżdżać”. Rocznica ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski

2026-08-19 09:24

[ TEMATY ]

św. Jan Paweł II

©Wydawnictwo Biały Kruk/Adam Bujak

19 sierpnia 2002 roku zakończyła się ósma i zarazem ostatnia pielgrzymka papieża Jana Pawła II do Polski. – Choć stosunkowo krótka, miała wyjątkowy, wielowymiarowy charakter: była zarówno osobistym pożegnaniem Papieża z ojczyzną, jak i ważnym przekazem duchowym dla Polaków i całego świata – podkreśla ks. dr hab. Marek Słomka, prof. KUL, dyrektor Ośrodka Badań nad Myślą Jana Pawła II – Instytutu Jana Pawła II KUL.

Mijają dokładnie 24 lata, od kiedy Papież Polak po raz ostatni spotkał się ze swoimi rodakami w ojczyźnie. Pamiętną podróż apostolską po Polsce Ojciec Święty rozpoczął 16 sierpnia 2002 roku. Po dziś dzień wspominamy słowa, którymi przywitał się wówczas z Polakami: „Przestań się lękać! Zaufaj Bogu, który bogaty jest w miłosierdzie.”
CZYTAJ DALEJ

Pisała listy do Jezusa

Niedziela Ogólnopolska 35/2025, str. 71

[ TEMATY ]

święci

Domena publiczna

Gdy umierała, nie miała nawet siedmiu lat, ale jej krótkie życie wciąż zadziwia i inspiruje.

Antonietta Meo, nazywana Nennoliną, przyszła na świat 15 grudnia 1930 r. w Rzymie. Była czwartym dzieckiem w pobożnej rodzinie, w której codzienny udział w Eucharystii był oczywistością. Mała Antonietta na pierwszy rzut oka nie różniła się od swoich rówieśników – była dzieckiem żywym, radosnym, głośno się śmiała, czasem psociła i była niegrzeczna (umiała jednak szybko przeprosić). Jej rodzice, Maria i Michael, każdego dnia modlili się z dziećmi. Nennolina chodziła do przedszkola, które prowadziły siostry zakonne, a jej dom stał zaledwie kilkaset metrów od bazyliki, w której do dziś znajdują się relikwie Krzyża Świętego. Dziewczynka wzrastająca w takiej atmosferze zadawała mnóstwo pytań dotyczących wiary, chciała też bardzo przystąpić do Komunii św.
CZYTAJ DALEJ

Zgierz pielgrzymuje na Jasną Górę. „Pozwólmy Bogu się odnaleźć”

2026-08-20 09:27

[ TEMATY ]

Zgierz

archidiecezja łódzka

Bp Zbigniew Wołkowicz

Łukasz Głowacki

Na szlak wyruszyła 33. Piesza Pielgrzymka Zgierska

Na szlak wyruszyła 33. Piesza Pielgrzymka Zgierska

W środę 19 sierpnia z Zgierza wyruszyła XXXIII Piesza Pielgrzymka Zgierska na Jasną Górę. W tegorocznej pielgrzymce uczestniczy 210 osób. Pątnicy rozpoczęli swoją drogę Mszą św. o godz. 7 w kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Eucharystii przewodniczył bp Zbigniew Wołkowicz, który po Mszy św. przez cały dzień towarzyszył pielgrzymom na trasie.

W homilii bp Wołkowicz zwrócił uwagę, że pielgrzymka może stać się czasem szczególnego spotkania z Bogiem. Nawiązując do Ewangelii o robotnikach w winnicy, mówił o Bogu, który nieustannie wychodzi do człowieka i zaprasza go, by pozwolił Mu działać w swoim życiu. - Otwórzmy swoje serce, pozwólmy gospodarzowi naszego życia się odnaleźć i pozwólmy, żeby On nas najął, czyli posłał do swojej winnicy - zachęcał biskup. 
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję